- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Na wyciągnięcie ręki
Mecz sezonu rozstrzygnięty po naszej myśli! Rzut karny podyktowany w 86. minucie został pewną stopą Ivicy Vrdoljaka zamieniony na bramkę na wagę zwycięstwa i powiększenia przewagi na Lechem Poznań do pięciu punktów. Pięć punktów, trzy mecze. Mistrzowska korona jeszcze nie tkwi na naszych skroniach, ale jest bliżej niż kiedykolwiek w tym sezonie.
W kibicowaniu, w ogóle w piłce nożnej, wiele jest rzeczy i zjawisk pięknych. Nieodmiennie uwielbiam na przykład wrażenie zapomnienia o całym świecie podczas dziewięćdziesięciu minut absolutnego skupienia na futbolu, tę, że się wyrażę zapewne odrobinę zbyt górnolotnie jak na to miejsce, wewnętrzną wolność. Dziś owe narkotyczne wrażenie zostało jeszcze podniesione do potęgi, wszak czekał nas mecz o kolosalnym ciężarze gatunkowym, prawdopodobnie o wymarzone mistrzostwo Polski, mecz z jednym z największych ligowych rywali, w tym sezonie przeciwnikiem bezapelacyjnie najgroźniejszym. Osobliwie wczesna pora rozgrywania meczu też zrobiła swoje, ledwo człowiek zdążył się obudzić, już zaczął zerkać na zegarek, bo zaczynało się pełne emocji odliczanie. Jakże piękny dzień, piękne przeżycie, piękna radość.
W futbolu uwielbiam również to, że zawsze należy patrzeć w przyszłość. Z jednej strony, choćbyś nie wiem jak ciężki cios przyjął, jak wielkie kibicowskie rozczarowanie przeżył, zawsze czekasz na kolejny mecz, zawsze wracasz, zawsze z nadzieją. Jak my po traumie mistrzostwa straconego wiosną zeszłego roku. Z drugiej strony, każdy triumf, nawet taki jak dzisiejszy, nie może być końcem drogi. To po prostu jeden krok. Trudny, ważny, ale tylko krok, po którym trzeba wykonać jeszcze ileś kolejnych. Najbliższy - już w piątek. Wyobraźmy sobie, że wygrywamy z Widzewem. Lech w sobotę wychodzi na mecz z Podbeskidziem ze stratą ośmiu punktów. Jeden fałszywy ruch w ich wykonaniu i... sezon zakończony. Jeżeli natomiast stracimy w Łodzi punkty, znów wrócą nerwy, znów pojawią się kalkulacje i niepewność. Tak, Widzew trzeba potraktować z tą samą powagą, koncentracją, zaangażowaniem i odpowiedzialnością, co Jagiellonię w zeszłym tygodniu, co dziś Lecha. Cieszmy się, ale patrzmy w przyszłość, bo nadal jest robota do wykonania.
Mecz z Lechem mnie nie rozczarował, nie zawiódł. Byliśmy lepsi. Nieznacznie, ale jednak lepsi. W ostatniej dekadzie dwukrotnie to my wcielaliśmy się w rolę dzisiejszego Lecha, jadąc wiosną do Krakowa, gdzie z kolei w naszej dzisiejszej roli występowała Wisła. W każdym przypadku zwycięstwo gości mogło odmienić losy sezonu. Przegrywaliśmy jedną bramką, raz za trenera Kubickiego, raz za poprzedniej kadencji trenera Urbana, po niesławnych pudłach Chinyamy. Nieznacznie, ale słabsi. Jak dziś Lech.
Zaskoczyło mnie, jak mocno weszliśmy dziś w mecz. Wysokim pressingiem, aktywnie, z pasją. Zupełnie inaczej niż zwykle na własnym boisku. Nasza dominacja w pierwszych dwóch kwadransach było ogromna, zdecydowanie powinna zakończyć się bramką. Ale bądź to zabrakło podjęcia odpowiedniej decyzji po wygarnięciu Lechowi piłki na ich przedpolu, bądź zawiodła skuteczność, jak w przypadku strzału Michała Kucharczyka na pustą bramkę. Potem nastąpiła zaskakująca dla mnie roszada na skrzydłach, nieźle prezentujący się na swoich flankach Kucharczyk i Kosecki zamienili się miejscami, po czym jak na sygnał... zgaśli niczym świece. Zaś rozgrywający wyborne dwa kwadranse Daniel Łukasik złapał wyjątkowo głupią żółtą kartkę za pouczanie arbitra i natychmiast nam się 'popsuł', o mały włos (a może raczej o gwizdek w innych ustach), nie wylatując z boiska tuż przed końcem pierwszej połowy.
Po przerwie Lech chwilami grał lepiej piłką, ale nie był w stanie zepchnąć nas do obrony. My ich natomiast - jak najbardziej. Wygraliśmy zasłużenie, chociaż być może spotkanie zakończyłoby się remisem, gdyby nie... Mariusz Rumak, który postanowił grać odważnie, o pełną pulę. Zdjęcie Wołąkiewicza (bardzo słabego dziś, nawiasem mówiąc), zastąpienie go Linettym, przesunięcie Kędziory na środek defensywy, a Możdżenia na prawą obronę, było roszadą szalenie odważną. Może nawet po prostu szaloną, bo przecież 'nie kto inny jak' Możdżeń stracił z oczu Koseckiego w kluczowym momencie meczu, ale tej odwagi i chęci poszukania zwycięstwa za wszelką cenę, ja Rumakowi szczerze i bez żadnego sarkazmu winszuję, nawet jeżeli z nutą uzasadnionej schadenfreude.
U nas różnicę zrobił, znów, jak na jesieni, Kuba Kosecki. Nawet jeżeli nie jest jeszcze w pełni zdolny do poprawienia swojej ogólnie rozumianej boiskowej efektywności (ostatnie podanie, a w zasadzie jego brak!), to jego zawziętość, szybkość i ciąg na bramkę, są wartością dodaną Legii 2012/13. Dziś Kosa w pojedynkę wykartkował Lecha, przez niego Ceesay opuszczał boisko z obłędem w oczach (wydaje się zresztą, że ta historia może mieć ciąg dalszy), a Możdżeń wyrobił 150% kartkowej normy. Szkoda, że w piątek we wzmiankowanym wyżej meczu z Widzewem, będziemy musieli radzić sobie bez turbodoładowania Kosy, usiłując zastąpić je prawdopodobnie zgoła odmiennymi piłkarskimi walorami demonstrowanymi przez Tomasza Brzyskiego.
Co kapitańskie trzeba też oddać Ivicy Vrdoljakowi. Noga nie zadrżała mu przy jedenastce, a przecież był to karny, przy którym noga miała prawo zadrżeć, o czym przekonuje niepewność Lado Dwaliszwilego, który nie zdecydował się na wzięcie odpowiedzialności na swoje barki. Zresztą to własnie IV, wcześniej zaangażowany w mało spektakularną fizyczną rywalizację w środku pola, w idealnym momencie pokazał, że jest nie tylko atletą, ale i piłkarzem, posyłając prostopadłą piłkę, która zgubiła Możdżenia i otworzyła Kosie autostradę w stronę bramki Kotorowskiego.
Czy w tak twardej, walecznej i skoncentrowanej Legii można coś jeszcze poprawić? Przecież chodzi nam o mistrzostwo, ale... nie tylko o nie, także o to, co ma nastąpić latem. Cóż, wydaje się, że jest ku temu przestrzeń, zwłaszcza w pierwszej linii. Dwaliszwili prezentował się dziś troszkę poniżej średniej wyznaczonej przez poziom całego zespołu. Bardzo mocno liczę na to, że Lado będzie wyglądał zupełnie inaczej po przepracowaniu z Legią pełnego okresu przygotowawczego, w tej chwili wyraźnie brak mu 'odejścia', nawet kiedy zastawi się, kiedy wygra walkę o pozycję z przeciwnikiem, nie jest w stanie wykorzystać tego z pożytkiem dla zespołu. Po drugiej stronie boiska chwilami niepokoił z kolei Inaki Astiz, zwłaszcza jego strata w pierwszej połowie postawiła nam włosy dęba na głowie, przypominając zeszłoroczne koszmary. Na szczęście tym razem bez tak przykrych skutków.
Lech nie pokazał tak naprawdę niemal niczego, co dowodziłoby, że rację mieli eksperci przekonujący, że podopieczni Rumaka prezentują się wiosną lepiej od Legii. Kompletnie zawiedli przede wszystkim chwaleni z lewa i prawa Lovrencsics i Hamalainen. Jedyna lechita, który zagrał dziś mecz na mistrzowskim poziomie to... środkowy obrońca Kamiński, który był, bez żadnej przesady, fantastyczny, zwłaszcza w wyprzedzaniu naszych napastników, pozwalając się ograć bodaj tylko raz, w drugiej połowie Kucharczykowi.
Im - rozczarowanie, nam - radość. Futbol nie zawsze jest okrutny!


Zastanawia mnie tylko, jedna rzecz czy przy strzale na bramkę Ivicy, kiedy Murawski wybijał piłkę, czy piłka przekroczyła linię czy nie?
Najważniejsze to, że Lovrencsics dzisiaj nie pohasał, Hamalainen'a się jakoś nie obawiałem bo wcześniej miał jakieś problemy ze stopą i nasi mogli go trochę przeczołgać
Mecz jak na porę i pogodę – całkiem, całkiem. Przestojów nie było, walka cały czas.
Przeraziłem się, ujrzawszy Radovicia kręcącego się pobliżu piłki przy karnym.
Z gry wszystkich jestem zadowolony. O nikim nie można powiedzieć, że zawiódł czy zagrał źle. Pochwaliłbym mało spektakularnego Wawrzyniaka. Właśnie odpowiedzialność, a nie nieprzemyślane rajdy i spóźnione powroty były potrzebne. I to zostało spełnione. Węgier z kobiecą fryzurą sobie nie pograł. Też zauważyłem, że u nich kapitalnie zagrał Kamiński.
Powiem, że zaczynam wierzyć w MP dla Legii. A nie śmiałem dotąd nawet o tym marzyć. Czuję się bardzo szczęśliwy.
Jeszcze 4 punkty, czyli minimum 1 wygrana i remis. Teraz to mi się wydaje bardzo dużo.
Nie tylko Kosecki wypada. Jędza - też.
Zawsze jest dziś nie dla nas natomiast w Poznaniu okrutnie cierpią. I dobrze nie lubię ich . Tak to jest jeśli przyjeżdża się po remis. Lech grał na remis przez 80 minut. Rumak tak chciał i chciał przecisnąć w ostatnich minutach. Dwie zmiany zabrały mu oręż . Zmiana ostatnia okazała się gwoździem do trumny. Tyle tylko że to on był na musiku więc nie odbieram tego jako odważnego aktu. Taki miał plan. Podobała mi się Legia jako drużyna, świadoma celu, waleczna dająca maxa .
Jakie są zasady pauzowania po żółtych kartkach w rozgrywkach Ekstraklasy?
Zawodnik musi automatycznie pauzować jeżeli zostanie ukarany:
- czwartą żółtą kartką w sezonie - dyskwalifikacja w jednym meczu Ekstraklasy;
- ósmą żółtą kartką w sezonie - dyskwalifikacja w jednym meczu Ekstraklasy;
- dwunastą żółtą kartką w sezonie - dyskwalifikacja w dwóch meczach Ekstraklasy;
- przy każdej kolejnej co czwartej żółtej kartce - dyskwalifikacja w dwóch meczach Ekstraklasy.
Jędrzejczyk dostał 10. żółtą kartkę.
Poza tym mecz przeciętny, mało piłkarskiej jakości, taka typowa dla Legii wymęczona wygrana w rundzie rewanżowej, tyle, ze jakie to ma teraz znaczenie, skoro jest pięknie ? Jest pięknie, ale za chwilę musi być przepięknie. Korki od szampanów jeszcze nie wystrzeliły u mnie, chociaż przez chwilę był takie plany
Ciężko zresztą o coś lepszego skoro w piłkę chciała grac jedna drużyna, słusznie pisze Senator
Tak to jest jeśli przyjeżdża się po remis. Lech grał na remis przez 80 minut.
Przewidziałem to
@gawin & Senator
Rumak nie wykazał się jakąś odwagą, po prostu wszystkie 3 zmiany był wymuszone urazami i za bardzo nie miał wyjścia. Gdyby go sytuacja do tego nie zmusiła to nadal grałby na 0:0
Może 'Houston' sprawdzi jutro tę sytuację z Murawskim w L+ Extra
@ corazstarszy
No właśnie Wawrzyniak, tym razem 90% skupienia na defensywie, chyba ani razu nie wszedł na połowę Lecha tak głęboko jak wchodził Bereszyński. Za to Lovrencicsa miał cały czas pod kontrolą, praca domowa została widać odrobiona na piątkę. Tylko w jednej sytuacji, tej po której Murawski lobował, kapkę nam się Rumiany zagapił. Ale ogólnie bardzo solidny mecz.
@ Senator
Fakt, okrutny jest zawsze, zmieniają się tylko ofiary okrucieństwa, trochę moralności Kalego z mojej strony
Czy ja wiem czy Lech przyjechał po remis? Gdyby naprawdę zależało im na remisie, to graliby na remis do samego końca. Mogę różnie myśleć o Rumaku, ale o taki plan, żeby ruszyć na nas w ostatnich 10 minutach, to bym go chyba jednak nie podejrzewał.
@ JJ
No nie wiem czy taka niezrozumiała ta sytuacja z Lado przy rzucie karnym. Mecz ewidentnie mu się nie układał, nie czuł się pewnie, pozowanie na twardziela mogło się skończyć niezłym kanałem. W ogóle moja pierwsza myśl jak Marciniak pokazał na wapno, jeszcze zanim skojarzyłem, że Możdżeń wylatuje z boiska, brzmiała "Tylko nie Dwaliszwili!". Chociaż gdyby Rado podszedł to prawdopodobnie padłbym na zawał jeszcze przed kopnięciem piłki
Z tą trzecią zmianą to się jednak nie do końca zgodzę, gdyby było tak jak piszesz, to Rumak wprowadziłby Djurdjevicia.
Mecz faktycznie wyglądał tak jakby Lech przyjechał utrzymać remis i potem przycisnąć w końcówce. Chcieli przycisnąć, lekko się otworzyli i dostali bramkę jak trzecią w Poznaniu. Cała drużyna zasuwała aż miło, całkowicie zneutralizowali mocne punkty Lecha który w pierwszej połowie sprawiał wrażenie bezradnego w ofensywie. Z tego szczególnie ja jestem bardzo zadowolony, bowiem to już drugi mecz z rzędu który potwierdza moją wizję że na pierwszym miejscu musi być drużyna. I w kolejnym meczu dajemy radę bez dwóch orłów. A w takim przypadku to pewnie i zadowolony jest także Senator, który bardzo docenia ostatnio Radovica
Chyba jednak w końcu odpędzimy wszystkim demony z zeszłego roku.
P.S. Co do Dwaliszwiliego to też wolę odpowiedzialnego panikarza niż nieodpowiedzialnego kozaka
A co do Lado to znalazłem wypowiedź Urbana Byłem troszeczkę zdziwiony, że Lado nie chciał strzelać tego karnego. Zrobił to Ivica, dobrze się to skończyło i nie ma sprawy. Dało mi to jednak do myślenia. Różnie to można odczytywać, ale IMO wyraźnie daje do zrozumienia, że nie każdy radzi sobie z presją( a w Europie to norma) i jak kogoś można było posądzać, że da rade w 1 kolejności (grał w LM, zdawało się, że nie ma układu nerwowego) to właśnie Gruzina. Gość aspiruje do bycia naszą największą gwiazdą czy jak kto woli naszym najlepszym graczem, a boi się strzelać karnego ? Jeśli nie on to kto ma się nie bać ? "Nie czuł się pewnie", "nie wychodziło mu" itd., nie żartujmy, skoro nie czuł się dobrze to mógł poprosić o zmianę... Przecież jak noga miała mu zadrżeć przy karnym to mogła i przy akcji bramkowej i strzale z 10 metra. Poza tym on był wyznaczony, Urban nie powiedział przed meczem, że jest 3 wyznaczonych i zobaczcie kto jak się czuje, tylko wyznaczył Lado i tyle, po coś się to robi przed meczem. A ten nie dość, ze nie chciał strzelać to jeszcze chciał to scedować na... Rado (on naprawdę pierwsze co zrobił to chciał wepchnąć piłkę Rado). To już kompletna paranoja, bo ten chyba bramki w życiu z karnego nie strzelił
Zaraz odezwą się głosy, że skończyło się dobrze i ja się z tym zgadzam, finalnie dobrze się stało, że IV strzelał karnego, bo wygraliśmy mecz, ale samo zachowanie tak jak mówi Urban daje do myślenia. Gruzin mnie po prostu bardzo rozczarował. Na tym polega rola lidera drużyny, ze on bierze odpowiedzialność w najcięższych momentach, a nie tylko w meczach o małą stawkę z Pogonią czy Jagiellonią. Ktoś sobie wyobraża, że Messi odmawia strzelania karnego, bo "w meczu mu nie szło" ? Albo CR7 ? RvP ?
A przecież jak ktoś regularnie czyta C-L to nie mógł być zaskoczony postawą Lecha, bo kilka osób namiętnie tutaj przekonywało, że Lech wygrywa na wyjeździe mając całą masę szczęścia. Nie lubię tego określenia w piłce, ale rozumieć należy to potocznie, czyli tworzył dosłownie 1 sytuację, jakiś przypadek, babol obrońcy, strzał życia, jedna jedyny akcja i wygrana. Dobre mecze na wyjeździe można policzyć na palcach jednej ręki. Przecież dzisiejszy mecz od strony Lecha niczym się nie różnił od ich meczu w Bełchatowie, na Widzewie, Wiśle, Koronie czy ostatnio w Białymstoku. Oni nie istnieją jako drużyna w ofensywie na wyjazdach i dokładnie dzisiaj było tak samo. Tak samo również mogło się to skończyć, bo mogli strzelić jakąś przypadkową bramkę (np. po babolu Astiza w 1 połowie) i znowu byłyby zachwyty nad ich meczami wyjazdowymi, konsekwencją i inne bla bla bla. Te same mądre głowy piałyby z zachwytu, chociaż ich gra nie byłaby o jotę lepsza (a właściwie byłaby o jeden strzał) niż była w dzisiaj przegranym meczu. Dlatego dla mnie zero zdziwienia, jak w większości spotkań wyjazdowych przyjechali po 0:0 licząc na jedną akcję, albo jeden prezent od rywali.
A co zabawniejsze to jak się jakoś solidnie nie wzmocnią to IMHO znowu dostaną bęcki w pucharach 0:3 od jakiegoś przeciętniaka i będzie wielkie zdziwienie. No będzie, bo w Europie już na tyle szczęścia liczyć nie ma co, trzeba jeszcze umieć grać w piłkę, a nie tylko przeszkadzać
Dzisiejszy mecz jak na standardy naszej ligi (a nawet wężej: meczów na Legii) był bardzo dobry, bo drużyna przyjezdna zaparkowała autokar nie we własnej bramce, tylko w strefie środkowej, i na boisku cokolwiek się działo. Lech zaskoczył mnie dziś pozytywnie, bo cały mecz trzymali się ustalonej przed meczem strategii i potrafili zupełnie się odciąć od dość istotnej dotychczas sfery mentalnej. Ani na chwilę nie zgubili konsekwencji w negowaniu naszych poczynań, choć w końcowym rozrachunku nie potrafili zapobiec bodaj pięciu czystym sytuacjom strzeleckim wypracowanym sobie przez Legię. To jest nawiasem mówiąc dość poważna nasza bolączka - bo przy skuteczności na poziomie takiego Lecha powinniśmy w trzech ostatnich meczach strzelić kilkanaście goli...
Co do Dwaliszwilego - moim zdaniem on się nie uważa za gwiazdę zespołu. Zdecydowanie na to za wcześnie. Zresztą, chyba los Ljuboi dość jasno pokazał wszystkim potencjalnym "gwiazdom", że obecnie w Legii jedynym gwiazdorem może być prezes.
Ależ ja nie twierdzę, że Rumak kłamie z tymi kontuzjami. Chodzi mi o to, że skoro wypadł im środkowy obrońca (Wołąkiewicz) to przy taktyce nastawionej na utrzymanie remisu logiczne byłoby wprowadzić Djurdjevicia (może i emeryt, ale jakieś tam ogony jeszcze grywa, np. z Pogonią czy ostatnio Widzewem) i kazać mu grać na środku z Kamińskim, ewentualnie wprowadzić już nawet tego Linetty'ego, ale Możdżenia cofnąć na DMC, gdzie grywał chyba deczko częściej niż na prawej obronie
Jeszcze co do Lado, pewnie, musimy się zgodzić, że jeżeli był wyznaczony, to powinien być do tego przygotowany w każdym momencie, nie ma przebacz, i na pewno muszą sobie kwestię karnych ostatecznie z Urbanem wyjaśnić, bo przecież już w zeszłym tygodniu podobno bronił się przed strzelaniem po przerwie
Dzisiaj w Lidze+ stwierdzili, że gola nie było, więc w Lidze+ Extra pewnie sobie darują.
____________
Rumak przekombinował i to jest fakt niepodważalny lepiej było wprowadzić Đurđević'a niż przesuwać Możdżenia.
W ten Kędziora też lepiej był dysponowany niż ten kebap co groził połamaniem nóg Koseckiemu. Więc dochodzi zestawienie składu.
Ogólnie można stwierdzić, że Lech miał z górki do tego meczu, a mu pod górkę. Jeżeli każdy rywal by spinał się na Lecha tak jak na Legię to pozostało by pytanie ile punktów mniej by zdobyli.
Panom Piłkarzom należy podziękować za to zwycięstwo i serducho zostawione na boisku.
_____________
Co do Lado na Twitterze pisali coś, że brał jakieś antybiotyki.
...co się stało, że Suler nie załapał się znów na ławkę, kontuzja?
Akurat ciągłego grania o coś ważnego, absolutnie jako okrucieństwa bym nie definiował
@ Garm
No właśnie cały czas zastanawiałem się o co właściwie temu Ceesayowi chodziło, bo do tej pory sprawiał wrażenie w miarę poczytalnego faceta.
Nie jestem znawcą Możdżenia, ale wydaje mi się, że zdecydowanie częściej ostatnio grywał na prawej obronie niż DMC. To zresztą nie ma znaczenia.
Pewnie, że Ljuboja by piłki nie oddał, ale to dosyć drażliwy temat u nas (już się pojawiają zakamuflowane
opcje niemieckiealuzje do niego), więc nie chciałem poruszać tego tematu@Garm
Tak, wiem, że Rado strzelał karne, to było celowe przerysowanie mające na celu przekazać myśl, że najdelikatniej mówiąc nie jest on do karnych stworzony, przynajmniej w moim odczuciu
Może emocje na stadionie przesłoniły pamięć, nie oglądałem ponownie, ale my mieliśmy 5 sytuacji czystych w tym meczu ? Głowa Kucharczyka i z gry to chyba wszystko... Pozostałe 2 jakie pamiętam (Ręka Lado i wybicie z linii Murawskiego) były ze stałych fragmentów gry, to w pewnym sensie loteria, a już na pewno nie powinno się mówić w takim wypadku, że "Ani na chwilę nie zgubili konsekwencji w negowaniu naszych poczynań". Dopiero po strzelonej bramce mogliśmy dołożyć 2 kolejne, ale to też ciężko wliczać, bo ruszyli do przodu i już nie liczyli się z konsekwencjami
@Senator
To i ja pomarudzę w temacie będącym moim konikiem
Ogólnie Lech to złe środowisko dla zdrowych psychicznie, tak poważne urazy jak w przypadku Henriqueza czy Teodorczyka są zaraźliwe.
Ok to w końcu szczegół a co do pytania należałoby wrócić do sytuacji w której obaj z Kosą biegli do piłki która zmierzała na aut . Ja tego nie zauważyłem ale są tacy którzy twierdzą, że młody Romek zachował się tam nie fair czyli celowo kolanem wszedł mu w plecy.
- główka Kucharczyka na pustą bramkę (po świetnym dośrodkowaniu Dwaliszwilego - tak jak po meczu z Lechią nie rozumiałem obwiniania Ljuboji za to, że Kucharczyk nie umie grać głową, tak tym razem brakuje mi docenienienia tego idealnego dogrania Gruzina)
- sytuacja, kiedy Kosecki postanowił strzelać zza pola karnego zamiast podać do idealnie wychodzącego Saganowskiego albo, chwilę później, lepiej ustawionego Dwaliszwilego. Dzięki przechwytowi tuż przed polem karnym Lecha mieliśmy tam wtedy przewagę liczebną.
- strzał Jędrzejczyka po rogu tuż przed kontrą Murawskiego. Urwał się i mógł zrobić z tą piłką wszystko.
- strzał Vrdoljaka po rożnym Furmana w 70. minucie. Urwał się z krycia, minął strzałem bramkarza - tylko jajom Murawskiego Lech zawdzięcza, że nie padła bramka.
- ręka Dwaliszwilego. To był jego błąd, że nie strzelił tego zgodnie z przepisami, miejsca miał mnóstwo.
Potem jeszcze były dwie znakomite sytuacje na wygranie mojego zakładu Legia AH -1,5 - ale, jak sam piszesz, "ciężko wliczać, bo ruszyli do przodu i już nie liczyli się z konsekwencjami".
Ok, inaczej postrzegamy co oznacza czysta sytuacja, jak dla mnie za dużo tam "gdyby". Na dobrą sprawę można byłoby zaliczyć i sytuację z drugiej połowy, gdzie Dwaliszwili kiwał się przez 5 minut zamiast podać do wychodzących na czystą pozycję i zupełnie niekrytych Saganowskiego i kogoś drugiego (ta akcja tak długo trwała, ze miał kilka takich okazji). Czym zresztą wywołał niesamowitą wściekłość.
A co do stałych fragmentów gry to tak jak napisałem uważam, że nie powinno się ich wliczać i chwalić Lecha, że nie zgubił konsekwencji w negowaniu naszych poczynań, bo SFG to takie średnie poczynania. Czy Lech by grał "obronę Częstochowy" czy wystawił 3 napastników to SFG i tak broniłby w sposób bardzo podobny, tak samo niezależnie od wyniku meczu
Teraz zdań parę o panu Rumaku.Z niepokojem i obrzydzeniem obserwuję od początku rundy wiosennej jego sprzeczne z ideą sportu motywowanie zawodników.Wpaja im wręcz manię wielkości,a to oznacza zawsze wrogość do innych,a nie szacunek do rywala na boisku.Zachowanie Henriqueza wobec trenera Hajty,z zwłaszcza Cesaya wobec Koseckiego to przejaw tego wstrętnego zjawiska. W Białymstoku i w Warszawie cała drużyna zachowywała się jak by była w jakimś amoku i miała pretensje,ze ktoś śmie stawiać im opór.Może ktoś w tym Lechu zastanowi się co ten gnojek wyprawia.Panie Rumak nie tędy droga.Trenerem,piłkarzem się bywa,człowiekiem się jest.
Nie masz racji. Przy komplecie zwycięst Lecha, my musimy zdobyć min. 4 punkty.
Fajnie by było wygrać wszystko do końca i przekroczyć 70 pkt, na tle tej słabej ligi to by wyglądało pięknie w tabeli
I jeszcze taka konkluzja jesienią straciliśmy 14 bramek w 15 kolejkach teraz 7 w 12, poprawiliśmy grę obroną.
Chyba żartujesz.
Jedynie Adamski bardzo chwalił Legię za taktykę ale on z nich wszystkich wydaje się najbardziej obiektywny. Tak przy okazji, wczoraj zdradził, że przed rewanżowym meczem w PP ze Śląskiem, w tym samym dniu Urban zaordynował piłkarzom treningi siłowe. Niewiele brakowało a by się nasz treneiro mocno przejechał.
1. Dwaliszwili poniżej swojej normy, Sagan nic szczególnego nie pokazał, Kucharczyk po przestrzelonej sytuacji znikł (wygladało, że ze wstydu chciałby się zapaść pod ziemię, nic to - mam nadzieję, że z Klubu nie odejdzie), Łukasik zmieniony po przerwie, Bereś trochę chaotyczny, Wawrzyn "z jedną chwilą zadumy", Astiz z jedną wtopą, Jędza spóźniony do główki we własnym polu karnym, indywidualne oceny po tym meczu na kolana nie rzucają, a jednak wygraliśmy z poważnym rywalem, dla niektórych faworytem w wyścigu po tytuł, będąc pod silną presją ... w sposób zasłużony, nie pozostawiający złudzeń czyja drużyna jest minimalnie, ale jednak lepsza. Wniosek - zwycięstwo odniosła właśnie - DRUZYNA!!! Ale frajda, że coś takiego można napisać.
2. Victor - Urban! Stworzył grupę z wytyczonym celem i wpoił świadomość, że do jego osiągniecia niezbędna jest współpraca. Presja, stres pętajacy nogi, 'gra wynikiem' czyli zachęta by zachowawczo wyczekiwać na błąd rywala - nic to! DRUŻYNA wyszła żeby wygrać, nie kalkulować, po pierwszej "ćwiartce", w której nasza dominacja była bezwzględna, zacząłem się obawiać, że tak grając, panując na murawie, to 90 minut nie wytrzymamy. (w zasadzie się to potwierdziło defensywni pomocnicy w drugiej połowie zostali zmienieni) Więcej było przesłanek, że to Lech wyjdzie, bez stresu, z większą wolą na strzelanie goli, a tu lipa panie!
3. Leśny w czepku urodzony - odstrzelił Jóźwiaka wyszło "na jego", odstrzelił Ljuboję "to samo", mam zastrzeżenie że "czasami" za dużo i niepotrzebnie w mediach gada, chciałbym również, żeby to "strzelanie" w głowie mu nie przewróciło i żeby za nadto w swą własną gwiazdę i nieomylność nie uwierzył, ale wydaje się, że taki prezes-felix był Legii niezbędny! No i Rumaka poskromił, przyjechał do Wawki i nie wierzgał!
4. "Koncentracja do końca", po "dyspozycji dnia" kolejny piłkarski slogan, który obecnie powinien dominować. nie wyobrażam sobie, żeby tego mogło zabraknąć, wówczas przebiliby wszystkie najbardziej bolesne legijne traumy.
5. Jakub Kosecki - jestem zobowiązany jemu poświęcić zupełnie oddzielny rozdział!
Ja pisać głupoty na forum cL mogę, najwyżej dostanę pojazd
Natomiast dziennikarz jeżeli pisze androny i jeszcze liczy, że Legia przegra z Lechem to już jest MEGA żenua - bo bierze za to duże pieniądze.
Moim zdaniem Lech nie był osłabiony, Rumak w dodatku mógł wystawić Kędziorę zamiast tego Kebaba i mieli by pewniejszego obrońcę na prawej stronie od początku.
Ubzdurało mi się, że ta wczorajsza to była kartka nr. 8 Jędzy. Jest tak jak Ty piszesz. Dziękuję za naprawienie błędnej informacji.
@Zbyszek
Ja muszę powiedzieć, że nie mam szczególnych pretensji do Rumaka. Jak sobie przypomnę Petrescu z 2006, to Rumak mi się wydaje merytoryczny, rzeczowy i fair play. Raz mu puściła żyłka w rozmowie z Mielcarskim w Lidze +. O tych wcześniejszych terminach meczów Legii to mówił, moim zdaniem, specjalnie, żeby jakiś ferment zasiać. Ale granic dobrego smaku nie naruszył.
Co do zachowania ich zawodników, do Henriquez reputację ma ustaloną. Nie, żeby jakiś rasizm czy coś, ale ci piłkarze o powiedzmy południowych, pozaeuropejskich, korzeniach statystycznie chyba częściej zachowują się w sposób prowokujący niż miejscowi i inni, o europejskich korzeniach.
Przychodzi mi tutaj do głowy taki piłkarz Benjamin Imeh (kopnięcie Szali we wiadomą część ciała w 2005, w 1. kolejce, w Gdynii), ale i nasz Dickson Choto miewał swoje za uszami.
@anonimowy legionista
Co do kontrowersji w tym meczu, mnie zastanawia sytuacja z ok. 40 min., główka Kędziory po rogu Loverncsicsa. Moim zdaniem, tam była taka krzywa, że w trakcie lotu piłka była przez moment w całości poza boiskiem.
Jeszcze dodam, że od czasu wykluczenia Ljuboji Legia rozegrała drugi mecz, gdzie współpraca zespołowa wyglądała dobrze. Serb wiosną Legii dawał niewiele, a na jego zagraniach gra zespołowa często cierpiała. Może, grając wczoraj, byłby jakimś błyskotliwym zagraniem spowodował, że bramka padłaby wcześniej, a może by Bóg wie, ile akcji zniweczył przebywaniem na spalonym.
Mnie komentarze o dużych szansach rywali nie dziwiły. Mieli tę serię wyjazdową, wiosną, globalnie oceniając ich grę, byli bardziej przekonujący niż Legia, która miała fatalne fragmenty meczów i na której ciążyło odium końcówki sezonu zeszłorocznej. Kto wie, może takie zdecydowanie nieprzychylne szansom Legii komentarze medialne jakoś dodatkowo zmobilizowały naszych.
Bardziej niż takie, zirytowały mnie komentarze o tym, jak to Legia sobie sama strzela w stopę, odsuwając Ljuboję. Stało się wręcz odwrotnie.
Irytuje mnie też momentami komentujący Marcin Rosłoń. Tak się stara odsunąć od siebie posądzenia o stronniczość na rzecz Legii, że przegina w drugą stronę. Np. wczorajsze "nie było faulu" w doliczonym czasie gry po wycięciu Radovicia.
W moich oczach trener Rumak wbrew temu co się "lubi" o nim mówić jest naprawdę niezłym szkoleniowcem. Już nawet nie chcę przywoływać Lecha Bakero i to co zrobił z nim Rumak, ale skupić się na obecnej grze tej drużyny w lidze. Można ich lubić lub nie, może na wskazywać na fart, pomoc sędziów czy inne czynniki, ale trzeba przyznać, że poza nami to najlepszy zespół tej ligi. Potrafiący grać piłką, wyprowadzić szybki atak, szczelnie zamknąć własne przedpole.
Pomimo swojego kontrowersyjnego stylu bycia, Rumak nie jest głupi, doskonale zdaje sobie sprawę z tego jak gra Lech, jak gra Legia. Podobnie jak Jan Urban nie należy do ludzi opowiadających o "dyspozycji dnia", a już na pewno nie ustawi gry zespołu licząc na to, że tym razem to im będzie grało się lepiej. W efekcie, tuż przed meczem, mieliśmy dwie wypowiedzi szkoleniowców obu zespołów. Jan Urban (nie dosłownie) - "Jak zagramy swoje to wygramy", Mariusz Rumak - "Mam nadzieję, że Śląsk wygra w Warszawie". Widać równicę w podejściu? Moim zdaniem tak, widać, że oceniają potencjał i możliwości swoich zespołów dość podobnie.
Utrzymanie dwóch punktów różnicy jest znacznie lepsze niż ewentualna przegrana. Lech gra trzy mecze u siebie, a my mamy co najmniej dwa dość ciężkie mecze. W których zgubienie punktów jest możliwe. Mnie więc nie dziwi, że Lech przyjechał do Warszawy przede wszystkim po remis. Nie wiem jak w Telewizji (nie oglądałem jeszcze powtórek), ale na stadionie było to widać dość ewidentnie. Malo tego, na początku denerwowałem się, że gramy dokładnie to... co chce Lech. Oni nieco statycznie, zamykając sektory, my próbując każdą akcję przekuć na bramkę. Widząc jak po każdym sprincie zawodnicy obu zespołów odmawiają uczestnictwa w kolejnych akcjach (ukłon w stronę TV, dzięki chłopaki za tą porę meczu) martwiłem się na poważnie, bo tych sprintów to my wykonywaliśmy więcej.
Rumak zaryzykował, gdyby po strzale głową Kucharczyka (to musiało wpaść) padł gol, to Lech miałby bardzo ciężko. Jednak nie wpadła, do 80 minuty nie wpadła, choć chwilami było bardzo ciężko. Jednak dociągnęli remis do końcówki spotkania, za Wołąkiewicza wprowadzili Linettego i to Lech zaczyna cisnąć. W sytuacji gdy wygląda na to, że plan Rumaka zaczyna się spełniać, zrywa się Vrdoljak, spointuje Kosecki i jesteśmy światkami dramatu. Dramatu zespołu, przegranej trenera, nie mam wątpliwości, Futbol jest okrutny.
ps: Kontuzje zawodników Lecha na pewno pokrzyżowały plany szkoleniowca gości.
@ Mecz
Moim zdaniem mecz naprawdę niezły. Szczególnie, że zarówno stawka jak i warunki atmosferyczne nie sprzyjały stworzeniu widowiska piłkarskiego. Mieliśmy za to do czynienia z emocjami, widzieliśmy niesamowitą, heroiczną momentami walkę (strasznie podała mi się sytuacja w której do piłki zmierzającej w aut biegli Hamalainen i Bereszyński, tłukąc się nawzajem niemożebnie, aż do momentu gdy futbolówka opuściła boisko) która toczyła się na całym boisku. Widać było, że piłkarze obu zespołów mieli wyznaczone zadania których realizacją skrzętnie się zajmowali. W Legii, poczynania Daniela Łukasika, czy Jakuba Wawrzyniaka były ścisłe powiązana z zachowaniem rywali. To był mecz walki, ale w tym pozytywnym znaczeniu. Walki o pozycję wyjściową do ostatniej prostej sezonu. Jedni wygrać mogli drudzy nie mieli prawa im na to pozwolić. Mnie nie więc dziwi, że to spotkanie wyglądało tak a nie inaczej.
@ Legia
Zespół Urbana zagrał dokładnie to czego oczekiwał nasz szkoleniowiec. Zagraliśmy w swoim stylu, starając się strzelić bramkę i wygrać ten mecz. Jedyna zmiana, która niesamowicie mnie cieszy to dużo większa niż zazwyczaj dyscyplina taktyczna. Ataki na gości nie oznaczały już pełnego otwarcia na kontrataki rywali. Bardzo fajna asekuracja, przesuwanie, zdyscyplinowany Łukasik, schodzący Jędrzejczyk wypełniający luki po śmigającym po skrzydle Bereszyńskim. Aż przyjemnie się na to patrzyło. W efekcie zagraliśmy ostrożnie, ale ciągle dążąc do uprawnionego celu, jakim w tym meczu było zwycięstwo nad największym w tym sezonie rywalem.
Oczywiście, niedociągnięcia też były. Słaby, chyba nawet bardzo słaby (choć to On stwarzał największe zagrożenie bramki rywali) mecz w wykonaniu Lado. Ciężki, człapiący, jakby wbity w ziemię. Ale jak już napisałem, to On oddawał najgroźniejsze strzały, to On zanotował najlepsze podanie. Brakowało też trochę spokoju, przeganiania zawodników Lecha, zamiast tego jak wspomniałem staraliśmy się każdą akcję przekuć na zagrożenie. Trochę niepotrzebnie.
Niemniej jednak, jak na taką stawkę meczu to zagraliśmy bardzo dobrze i to mnie bardzo cieszy.
A mnie bardzo dziwiły w ustach ludzi, którzy mienią się ekspertami, bo gołym okiem było widać różnicę w podejściu przeciwników do nich i do nas. Wystarczy popatrzeć na statystyki posiadania piłki. Z nami się murowali, z nimi próbowali grać bardziej otwartą piłkę. Poza tym, jak już ktoś wspominał, poznaniacy mieli bardzo dużo szczęścia. Ot, choćby ostatni mecz z Widzewem, gdzie najpierw piłka wybita z pola karnego idealnie spada na nogę Możdżenia a potem beznadziejne uderzenie Hammalainena trafia w nogi Mielcarza i potem piłeczka usłużnie ląduje z powrotem pod nogami Fina. A już nie wspomnę o meczu z Jagą i prezencie od Norambueny. My takiego farta jak oni mieli przez kilka meczów, to mieliśmy chyba raz z Ruchem.
http://sport.fakt.pl/m/Repozytorium.Obiekt.aspx/-580/-500/faktonline/635045572365274687.jpg
http://sport.fakt.pl/m/Repozytorium.Obiekt.aspx/-650/-550/faktonline/635045572365118413.JPG
Najwyższa pora pomyśleć o goal-line w TME.
@aylarad1916
Wczoraj poszedł taki farmazon, że od dwóch tygodni bierze antybiotyki, ale nikt źródła informacji nie podał.
Nawet to zdjęcie nie udowadnia nam, że piłka przekroczyła linię. Gdybym na jego podstawie miał powiedzieć TAK lub NIE to... powiedziałbym, że nie. Oczywiście takie bramki były uznawane, ale to nie świadczy o tym, że w tej sytuacji piłka CAŁYM obwodem przekroczyła linię bramkową. A tylko w takim wypadku mówimy o zdobytym lub nie golu.
@ aylarad1916
Kwestii kieliszka wina nie skomentuję, nie widzę żadnego związku, ani z forma (tudzież jej brakiem) czy przyjmowanymi (ewentualnie) lekami. Jeden czy nawet dwa kieliszek wina do obiadu/kolacji to norma i taką powinna pozostać.
Natomiast co do formy Dvaliszviliego to facet wygląda mniej więcej tak jak w chwili gdy do nas przyszedł. Niestety przygotowań nie da się oszukać, jasne, udało się doprowadzić Gruzina do względnej dyspozycji co sam zawodnik wykorzystał znakomicie, ale na dłuższą metę nie miał szans się to powieść. W obecnej chwili musimy wykorzystać
"Lado" takiego jaki jest. Zawodnika pełną gębą uzyskamy po krótkiej, bo krótkiej ale zapewne intensywnej przerwie między sezonowej. Mam nadzieję, bo nie możemy też ignorować opinii które ciągną se za tym piłkarzem już z Izraela.
A te często mówią o braku dynamiki tego piłkarza. Być może takie spadki szybkości są u niego normą.
Co do kieliszka , dwóch a nawet trzech wina to niech mu idzie na zdrowie
Ja myślę, że jeśli Vlado będzie zapieprzał na treningach tak jak reszta zespołu, to może nawet codziennie chlać mocniejsze trunki niż kieliszek wina.
A z oceną Dwaliszwilego, to ja się jeszcze wstrzymam z uwagi na tę kurację antybiotykową, którą ostatnio przechodził.
A przepraszam! Zapomniałem! To ten zły Leśnodorski w przerwie meczu z Zagłębiem przystawił Urbanowi pistolet do głowy.
Nie, nie jesteś dziwny, a i wzrok masz najwyraźniej dobry. "Ten o którym nie można mówić dobrze" został odstawiony od składu i nie grał w 2 ostatnich meczach, więc siłą rzeczy nie mogłeś go widzieć na boisku
Przepraszam, już kończę z pluralis majestatis.
ave -> Zgadzam się z Tobą, przy czym warto zwrócić uwagę na wpis Zbyszka odnośnie szkodliwej metody motywacyjnej Rumaka. Ja na forum prywatnym kilka razy wyrażałem oczekiwanie, że oni muszą wcześniej czy później wybuchnąć i po Lechu (drużynie) nie będzie za bardzo czego zbierać. Do tego nie doszło, ale miejscowe wybuchy idą na zewnątrz i zaczynam się obawiać, czy przypadkiem nie skończy się tym, że taki Henriquez czy inny Teodorczyk złamie komuś nogę albo wsadzi łokieć w oko przy walce o górną piłkę. Smuci mnie też bardzo, że tzw. "środowisko" po sobocie bardziej krytykuje Koseckiego niż Ceesaya. Klasyczne zachowanie polskiej ligi - można komuś złamać nogę, nie wolno się za to za bardzo wybijać nad innych.
http://taktycznie.net/2013/05/18/legia-1-0-lech-rzut-karny-rozstrzyga-losy-mistrzostwa-polski/
1."Mecz nie był dobry". Bo jest zupełnie jasne, ze mecz nie może być dobry skoro Lech nie wygrał.Tylko wygrana Lecha podnosi mecz do rangi wydarzenia.
2. "Przegraliśmy, bo ulegliśmy presji lub była to niedyspozycja".
Gdyby nie te przyczyny to roznieślibyśmy Legię w pył i proch.
3."Zmiany zawodników były wymuszone". Bo jest pewne,że gdyby były swobodne, to zostałyby dokonane takie zmiany, że te z Widzewem zostałyby przyćmione.
A facet pomylił piłeczkę z matematyką dla przedszkolaków.Tam wszystko się zgadza. Jest 11 zawodników i starczy. Nie rozumie, ze zawsze coś może się wydarzyć i trener jest po to,aby to przewidzieć, a tak opowiada idiotyzmy, że wszystko było pod kontrolą, mimo, iż wszyscy widzieli, że po każdej zmianie był chaos i już grający nie wiedzieli na jakiej pozycji i jaką rolę ma spełniać wchodzący. A zupełnie skandaliczna była wypowiedz o zwyrodnialcu, że "ja oślepłem, ogłuchłem i w ogóle nie wiem o co się rozchodzi". Ten facet nie rozumie, ze ma się uczyć i nabierać pokory do trudnego zawodu trenera, ale i przewodnika i wychowawcy, a jemu się wydaje, że wszystkie rozumy pozjadał, tylko dlatego, że dyletanci zwani dla niepoznaki dziennikarzami łykają jego debilizmy jak bocian żaby. Żałosne.
Wybacz, ale odnoszę wrażenie, że oceniasz trenera Lecha przez pryzmat jego wypowiedzi, sposobu bycia, a przecież te kwestie mają się nijak do jego umiejętności jako szkoleniowca. Jeśli by tak było to wielki wzór za jakiego moim zdaniem uważa Mourinho trener Rumak byłby skończonym deklem a nie jednym z najbardziej cenionych fachowców na świecie. jasne, obaj mają swoje wady, z czego chyba największa jest ten charakterystyczny styl, ale wybacz, ma się to nijak do tego co prezentują na ławkach swoich zespołów. Zostawmy Portugalczyka, bo przywołanie jego osoby jest zbyt wielką nobilitacją dla szkoleniowca poznaniaków, ale potrzebowałem dobrego przykładu. A ten jest całkiem niezły.
W mediach trener Rumak mówi to co ma mówić, jeśli dziennikarz się na to łapią to nie wina wypowiadającego a tych wiernych słuchaczy. To Oni są tubą szkoleniowca z Poznania, to Oni spełniają jego wszystkie widzimisia. Dlaczego ma z nich więc nie korzystać? Najważniejsze jest to co dostaje się do zespołu, co ciekawe nie tyle prowadzonego przez niego zespołu co drużyny przeciwnika. To dla nich jest wiekszość tych głodnych kawałków, tak jak choćby gratulacje dla Legii za zdobycie mistrzostwa. Wiadomo po co to powiedział, wiadomo co chce osiągnąć. Łykną pelikany, niech łykają.
Jednak poza jego pozą, poza wypowiedziami są suche fakty, a te wskazują na spore umiejętności trenera "Kolejorza". Objął zespół rozbity, grający fatalną, wolną, bezpłciową piłkę. Zmiany dokonywał powoli, zdając sobie sprawę, że nie wszystko da się poprawić od razu, systematycznie ulepszał poszczególne elementy w grze jego drużyny. Jego innowacje były na tyle skutecznie, że w tej chwili poza Legią Urbana to właśnie Lechici Rumaka mają swój styl. A przecież w ich zespole wciąż są spore braki, rozegrali sezon Ślusarskim, kłopotom w pomocy zaradził sprowadzając Trałkę (też nie jakiegoś mistrza), niezastąpionego wydaje się Arboledę (potworne problemy z defensywą na jesieni) pozbawił wszelkich złudzeń. Już nie jest jedyną poznańską skałą. Sorry, ale mógłbym tak jeszcze dość długo, ale nie o to chodzi. Facet jest zarozumiałym bufonem? ok, zdaje się, że jest, ale na naszym dość marnym trenersko rynku, wygląda na całkiem niezłego fachowca. A przecież rację masz, tak naprawdę to On powinien się dopiero uczyć.
Zajrzy, zajrzy. Widzisz moim zdaniem umiejętność dostosowania taktyki do materiału ludzkiego również jest przejawem umiejętności trenerskich. Ani Rumak, ani nawet Ferguson nie nauczy w rok czasu swoich pomocników rozgrywać piłki, regulować tempa gry, znajdować słabe punkty rywala. Gdy tego nie masz, szukasz innych rozwiązań i Rumak je znalazł.
Co do cech osobistych to wypowiadał się nie będę bo to kwestia co kto lubi. Jeden woli trenera buńczucznego , pewnego siebie , drugi ułożonego , grzecznego itp. Jak na razie na mój gust to wyników on nie ma. PP odpuszczony co niby pozwoliło mu na skoncentrowanie się na lidze , a tu najważniejszy dla niego mecz przegrywa i wszyscy podkreślają ,że lech grał słabo Oczywiście jeszcze trzy mecze i niby wszystko możliwe .
Przykro mi, ale ja trenera Rumaka oceniłem znacznie wyżej od Ciebie w obszernym komentarzu do teksu iocosusa "Nadwiślański świt". I ja tu nie o jego umiejętnościach piszę, ale o dwóch aspektach, a mianowicie o graniu na najniższych instynktach zawodników i nazywaniu tego motywowaniem i wypowiedziami, które mnie rażą brakiem logiki i rozumienia sportu. Trzeba umieć powiedzieć: przegraliśmy, bo w tym meczu byliśmy gorsi. Ale na to trzeba być pewnym siebie mężczyzną
No widzisz, jak to źle wpływa brak czasu i niemożność śledzenia na bieżąco wydarzeń czarno-eLkowych. Nadrobiłem, faktycznie opisałeś to bardzo szczegółowo i co ważne celnie w mojej ocenie. Tu jak widać się zgadzamy, jednakże w ocenie wypowiedzi pozostaniemy w przeciwnych narożnikach. Ja wypowiedzi Rumaka nie traktuję negatywnie. Oczywiście, jeden powie, przegraliśmy bo Oni byli lepsi, ale inny, że powodem porażki była słabsza gra naszego zespołu. Rumak od początku zajmuje się jakby własnym zespołem, jakby tu szukając przyczyn porażki lub zwycięstwa.