- Kategoria: Wokół boiska
- iocosus
U-21 Polska - Grecja 3-1: Milik = Reus?
A jednak rok 2013 nie będzie dla polskiej reprezentacyjnej piłki pasmem kolejnych upokorzeń. W przedostatnim meczu eliminacyjnym do Mistrzostw Europy under-21 po hat tricku Arkadiusza Milika pokonaliśmy młodych synów Hellady 3:1 i z dorobkiem 15 punktów, przewodzimy w grupie!
Uff, czy przypuszczałem, że młodzieżowcy mnie faceta w średnim wieku mogą doprowadzić do takich emocji? Początkowo bez porywów, ale cierpliwie, sytuacje były tworzone choć bez efektów, zagrożenia wielkiego ze strony tych, którzy pokonali szwedzkich wikingów 5:1 nie było. W drugiej połowie większa chęć wygranej tych, którzy pokonali kawalerów maltańskich 5:1, mniej wyrachowania niż u Greków sprawiających wrażenie zadowolonych z remisu, przyniosła efekt. Arek Milk po wstrzelonej w pole karne piłce umieścił ją w siatce z najbliższej odległości, tak jak rasowemu napastnikowi przystoi, a później wydawało się, że zostanie zrealizowana najbardziej wyświechtana, do znudzenia powtarzana przez wszystkich, banalna mantra polskiego futbolu.
Po strzelonej bramce, przeciwnik musi się otworzyć, zaatakować, tym samym będzie nam łatwiej, dostaniemy więcej wolnego pola na jego połowie, wystarczy się cofnąć, zacieśnić szeregi obronne i szybko i skutecznie kontratakować. Schemat wpajany i uwielbiany przez polskie drużyny od dziesięcioleci.
Wdawało się, że doskonale zostanie potwierdzony. Milik po kontrze wyprowadzonej przez Szumskiego (!) dobił sparowaną do boku przez greckiego bramkarza futbolówkę i wydawało się, że jest po meczu.
Do tego momentu gra w obronie była raczej stabilna, z jednorazowym przypadkiem dużego, poważnego zagrożenia. W końcowych minutach wpierw jeden błąd defensywy zwieńczony golem Nikosa Karelisa, a następnie kolejna nieporadność naszych defensorów, niestety z nieborakiem Kamińskim w jednej z głównych ról sprokurowała gwizdek sędziego i rzut karny. Mit polskiej mantry zdało się legnie w gruzach. Podskoczyłem z fotela niczym nastolatek, gdy Giannis Potouridis przestrzelił! Grekom skuteczności na poziomie dwóch goli z trzech szans nie udało się osiągnąć, a wszystkim zwolennikom naszych młodzieżowych talentów wielki kamień spadł z serca. Trzecia bramka Arka Milika, a szósta w obecnym cyklu dwumeczowym potwierdziła tylko kto króluje na murawie.
A ponieważ młodzieżówka, choć przecież mamy apetyty i na Olimpiadę, to przede wszystkim wstęp do dorosłej piłki, nieodparcie nasuwa się pytanie, jak te nasze talenty z kadry Marcina Dorny zaadaptować w jedenastce Adama Nawałki?
Piszczek ponoć już zaczyna treningi z klubową drużyną, zatem o ile kontuzje jesienią 2014 kadrę ominą to można stwierdzić, że prawie 1/3 zawodników z pola tworzą finaliści Ligi Mistrzów. Trzeba „tylko” do nich dopasować 2/3 zawodników podobnie grających jak w Borussii Dortmund.
Czy Arkadiusz Milik może być polskim Marco Reusem, charakterystyka gry jednak nieco inna, Polak z predyspozycjami na snajpera, a Niemiec z właściwościami kreatora. Może zatem, Arka rozpatrywać jako Lucasa Barriosa, gdy w BVB Robert Lewandowski grał za nim, gdy Tomasz Hajto wieścił, że klasy Paragwajczyka trudno będzie Lewemu osiągnąć i gdy jedenastka Kloppa zdobywała mistrzostwo Bundesligi po raz pierwszy?
Wysunięty Milik i Lewy za nim z zadaniami rozgrywającego, ale i dublującego pozycję napastnika, dylemat byłby rozwiązany, jeszcze „tylko” z lewej flanki znaleźć kogoś na miarę Reusa, Goetze i... kiełbasy w górę, jedziemy z frajerami.
Niestety nad naszymi młodzieżowcami wisi klątwa... klubowego rezerwowego. Żeby do statusu wyżej wymienionych choćby nieco się przybliżyć, należy ją przełamać. Czy to się ziści do jesieni 2014 i meczów eliminacyjnych do Mistrzostw Europy? W kontekście batalii o Olimpiadę w Rio też by się przydało.
Under 21, eliminacje do Mistrzostw Europy, Polska - Grecja 3:1 (0:0)
Bramki: dla Polski - Arkadiusz Milik trzy (61, 78, 90+5); dla Grecji - Nikos Karelis
Żółte kartki: Polska - Piotr Zieliński, Dominik Furman, Rafał Janicki; Grecja - Dimitris Diamantakos, Charis Mavrias, Mavroudis Bougaidis.
Skład: Szumski - Dziwniel, Kamiński, Golla, Janicki - Chrapek (Dąbrowski 90.), Furman - Pawłowski (Lewandowski 77.), Zieliński (Wolski 86.), Wszołek – Milik
Sędzia: Witalij Mieszkow (Rosja). Widzów 8 520.
PS
We wtorek 19 listopada odbył się również mecz na poziomie seniorskim Polska – Irlandia. Wynik spotkania 0:0.


"Mam tak samo jak Ty"
Ja jednak nie o tym.
Przy okazji wczorajszego meczu naszła mnie taka refleksja, jak dużo w piłce nożnej zależy od szczęścia. Chyba za dużo...
Wynik 3 : 1 bardzo cieszy, ale czy oddaje prawdziwą wartość naszej młodzieży ? Czy gdyby Grecy strzelili karnego i mecz skończyłby sie remisem (raczej 3 gola byśmy już nie strzelili) to czy tak samo ocenialibyśmy tą drużynę ? I zaraz pomyślałem o Legii. Gdyby Żyro w poprzednim sezonie strzelił w końcówce i zagralibyśmy w LE, to Urban byłby lepszym trenerem ? Czy gdyby Kosa z Lazio... ? Czy gdyby sędzia w Turcji zagwizdał ewidentnego karnego... ? Czy gdyby Żyro "nie wyprowadził" kontry... ?
"Mam tak samo jak Ty" to i skończę tak samo. Warunek, małe słowo "gdyby"!
Taka jest koncepcja ale praktyka zazwyczaj wygląda inaczej, przeciwnik na nas siada i my zaczynamy drżeć o korzystny wynik i gra przestaje się nam układać, tylko drżenie co raz silniejsze i najczęściej dostajemy gonga. Wczoraj się udało ale w zeszłym roku Legii z Rosenborgiem już nie. To nasze "szanowanie" wyniku jest tak irytujące i ryzykowne. Pamiętacie mecz z Polonią w zeszłym sezonie na Kowiktorskiej? Graliśmy dobrze, trzymaliśmy piłkę i ajk tylko strzeliliśmy bramkę zaraz zaczęło się "szanowanie wyniku" czyli gra na stojąco i prawie skończyło się kompromitacją. Dlaczego nie trzymać poziomu nawet po strzelonej bramce? Czy to nasza narodowa cecha? Jedno z bardziej szkodliwych utartych powiedzonek, to że lepiej mądrze stać niż głupio biegać. Wygodne bzdury szybko są przyswajane i potem uchodzą za głębokie mądrości. A nie lepiej mądrze biegać niż głupio stać?
Jasne, że po wielokroć piłka bywa irracjonalna, dzięki temu też tak nas frapuje, Dawid może wygrać z Goliatem, choć w statystykach jeden oddał 20 strzałów ze skutkiem zerowym, a drugi zaliczy jeden strzał, a dwie bramki będzie miał wpisane po swojej stronie.
Ja się cieszę, bo nad Dorną i jego wybrańcami wisiała opatrzność przy tym karnym, przy remisie trzeciej bramki sądzę, że byśmy w żaden sposób nie władowali, zatem fura szczęścia, ale z drugiej strony, to my pokazaliśmy więcej w tym meczu niż Grecy, gdyby oni z nami zremisowali mogliby mówić o farcie, tak z gry, o jedną bramkę byliśmy lepsi, w realiach wyszło, że o dwie.
@ Urka
Mantra to teoria, czasem zabójczo irytująca bo zawodna. Jak dla mnie polega to z zawodniczą interpretacją hasła: w obronie zacieśniamy szeregi, opacznie znaczy, wystarczy tylko się bronić, asekurować, a nie ryzykować i tym sposobem doczekać do upragnionego końcowego gwizdka. Samemu oddaje się pole, sukces na wyciągniecie ręki, ale nerwy rosną, bo przeciwnik atakuje widzi, że tu już się tylko myśli o tym jak dowieźć rezultat i mamy to co przy karnym z Grekami.
Zwycięstwa, chociaż rzadkie, szybko znikają jako temat rozmów nie potrafimy się nimi "delektować" nie znamy chyba równie wielu słów do ich opisu jak w przypadku przegranych. Takie odnoszę wrażenie, czy słuszne? Nie wiem. Ale rozwijając dalej tą myśl, dając więcej pola złym doświadczeniom tworzymy wokół siebie smutniejszą rzeczywistość. Czy to nas w jakiś sposób nie koduje, czy nie odbiera chęci (umiejętności?) do myślenia pozytywnego? Opis zjawiska (prawdziwy?) dotyczy przestrzeni publicznej rozumianej jako media czy fora dyskusyjne ale musi się przekładać również na ten wycinek rzeczywistości który nas pasjonuje czyli polski futbol. Wielu jest na tym forum kolegów wyglądających na erudytów i ludzi o ponadprzeciętnych zdolnościach kojarzenia. Interesuje mnie czy podzielają ten pogląd że mamy opisaną cechę narodową (średnio-ważoną)i że ona odciska piętno również na sporcie. Interesuje mnie porównanie z innymi krajami. Ja oprócz Polski dobrze znam realia rosyjskie i tam nie lubią się tak biczować. Więc dręczy mnie pytanie, co jest wtórne a co pierwotne, zwycięstwa czy mentalność zwycięzcy?
Niestety meczu młodzieżówki obejrzeć nie mogłem, muszę zadowolić się plastyczną relacją iocosusa
Powszechne zadowolenie po wynikach drużyny Dorny zrozumiałe, trudno wyobrazić sobie dorosłą reprezentację ogrywającą u siebie kolejno Turcję, Szwecję i Grecję. Kamil Kosowski zdaje się odgrzewa nawet hasło sprzed 20 lat - zmieniamy szyld i jedziemy dalej
A jednak awans do kolejnej fazy nadal niepewny, w tej chwili mogą nas wyprzedzić tak Grecy, jak i Turcy, a nawet Szwedzi (chociaż rzecz jasna nie wszyscy naraz):
1. Polska 7 15 15-7
2. Turcja 5 10 9-5
3. Grecja 5 9 15-5
4. Szwecja 5 7 11-10
5.03 Malta - Szwecja, Grecja - Turcja
5.09 Szwecja - Grecja, Malta - Turcja
9.09 Szwecja Turcja, Grecja - Polska
Ba, nawet jeżeli wygramy z Grekami, możemy skończyć na drugim miejscu, jeżeli komplet wyjazdowych zwycięstw zanotują Turcy.
Szkoda głupio przegranego wyjazdowego meczu ze Szwecją, chociaż, z drugiej strony, mecz u siebie z Turcja przecież też nie musiał kończyć się tak, jak się skończył.
@ Irlandia
Bardzo przypadło mi do gustu podsumowanie zaproponowane przez iocosusa. Szczerze mówiąc dawno nie widziałem meczu tak dennego - niemal do cna wyzutego z emocji, składnych akcji i efektownych zagrań. Ani na poziomie reprezentacyjnym, ani ligowym. Tylko kibiców vel sympatyków, którzy osobiście pofatygowali się do Poznania trochę szkoda.
@ urka
Nie odważę się stwierdzić, że znam dobrze jakiekolwiek zagraniczne realia, ale parę lat temu spędzałem wiele czasu na międzynarodowych forach w necie i miałem podobną obserwację jeżeli chodzi o Rosjan. Można było odnieść wrażenie, że porażki w żaden sposób nie są w stanie zachwiać ich poczucia wyższości.
Natomiast np. nacje byłej Jugosławii - Chorwaci, Serbowie (zwłaszcza Serbowie!) demonstrowały w przedmiotowej kwestii bardzo 'polski' temperament
@urka
To że po przegranych jest więcej wpisów, komentarzy osobiscie uważam za naturalne. Wszyscy znamy się doskonale na piłce
Co by nie pisać same plusy przegranej
Osobiście nie analizowałem sytuacji w innych młodzieżowych grupach eliminacyjnych, ale któryś z dziennikarzy napomknął, że z 18 punktami czyli po wygranej na wyjeździe z Grekami, na drugim miejscu (uwzględniając że Turcy nas wyprzedzą) łapiemy się w gronie czterech dokooptowanych do zwycięzców grup.
Po prawdzie to rozwiązań może jeszcze być wiele, przesadzone nic nie jest, ale w tym naszym reprezentacyjnym marazmie ta młodzieżowa jesienna jaskółka trochę wiosny jednak czyni, dodaje niezbędnego optymizmu.
@ Urka
Zagaiłeś bardzo fajny temat, jak dla mnie wart nawet oddzielnego wątku bo tu i zaraz już zapowiedź kolejki ligowej i mecz z Pogonią na tapecie.
Taka szybka refleksja, w Anglii co i rusz słyszy się o piłkarzach, którzy coś tam zatwitowali, puścili do netu, taki „Bryt” o anglosaskim nazwisku Szczęsny też w tym bryluje, w każdym razie to dosyć powszechne, natomiast w kraju nad Wisłą Kuba Rzeźniczak udzielający się w necie cały czas jest podawany jako wyróżnik pod tym względem.
Czy aby nie jest to spowodowane wdrukowywaną obawą, że jako nacja jesteśmy bardzo krytycznie nastawieni do współziomków szczególnie tych ze świecznika. Lepiej w takim razie się nie wychylać. Klich zaćwierkał i już gromy zebrał, 23-latka posądza się o brak rozwagi (fakt, przegiął generalizując, uogólniając i poddając krytyce in gremio przybyłych na stadion i wymierzając im globalny zakaz, zamiast skupić się na krytyce formy postępowania) ale czy aby dosadniejszy w wyrażeniu dezaprobaty dla kibiców nie był całkiem niedawno po meczu z San Marino Jan Krzysztof Bielecki, doświadczony mężczyzna, poważny polityk, bankier, ekspremier.
„wdrukowana obawa” o ile taka teza jest prawdziwa świadczyłaby o społecznych uwarunkowaniach raczej niezbyt pochlebnych.
„Zwycięstwa, chociaż rzadkie, szybko znikają jako temat rozmów nie potrafimy się nimi "delektować"” – taką tezę bym zweryfikował, c-L jest niszowa, jako próba kibiców w takim razie może być za mała, niereprezentatywna, ale już na Legia.net wyniki mogłyby być miarodajne. Trzeba by było sprawdzić kiedy na portal było więcej wejść, po tym jak zdobywaliśmy mistrzostwo, lub po potyczkach pucharowych ze Spartakiem, czy też po wtopie skorżowej Legii w Gdańsku w 2012 roku, lub po porażkach pucharowych z Rosenborgiem, czy też obecnie ze Steauą. Same komentarze, ich ilość, jako miernik grupowego nastawienia mogą być mylące.
@ Senator
A przypomniało mi się, Ty się objawiłeś jako wielki kłamczuszek twierdzący: „Co do dziennikarzy, nie znam osobiście żadnego” ładnie to tak oszukiwać?
Fajnie. Naprawdę fajnie. Mnie osobiście najbardziej cieszy, że nasi chłopcy górują nad rywalami jednak bardziej umiejętnościami piłkarskimi, niż - jak to drzewiej bywało - czystą fizycznością. Co pozwala mieć uzasadnioną nadzieję, że choć kilku z nich, bez względu na dalsze wyniki drużyny jako całości, może przynieść nam sporo dobrego na poziomie seniorskim.
Boję się jedynie, że w razie awansu na IO - którego, rzecz jasna, szczerze Dornie i jego podopiecznym życzę - wezmą chłopców w obroty medialni spece od dmuchania balona i (znów!) okaże się, że jedziemy po medale, etc., etc. Obym się mylił.
Co do rozwoju reprezentacyjnej kariery Arka Milika, szczerze mówiąc wolałbym w nim widzieć nie Reusa, czy Barriosa bis, a następcę Smolarka jr, Frankowskiego i Olisadebe. Faceta, który będzie wychodził na boisko i po prostu strzelał bramki. A w kwestii relacji kadra-BVB, oglądając wczoraj pewien nudny i wyzuty z emocji meczyk po raz kolejny odniosłem nieodparte wrażenie, że im te relacje luźniejsze, tym dla nas lepiej
@ Irlandia:
Tak, podsumowanie Iocosusa kapitalne. Nie dlatego nawet, że meczyk był, jaki był. Po prostu tak właśnie należy podobne spotkania traktować. Odbyło się, wynik taki to, a taki, ewentualnie jeszcze podać składy i strzelców bramek i... koniec. Szersze wnioski to niech sobie, faken, selekcjoner zapisze.
@ Cechy narodowe:
Ja tego generalnie nie cierpię i baaardzo ostrożnie podchodzę do generalizacji typu "my, Polacy, to tacy; wy, Rumuni, to siacy; a wy, Holendrzy, to jeszcze inni". Niemniej, trudno nie zauważyć, że cechą zdecydowanie zbyt często spotykaną w naszym narodzie jest potworny, niewiarygodny wręcz kompleks niższości, a także głęboko zakorzeniona dulszczyzna. Doskonale to, niestety, widać także w światku naszego sportu. Przed zeszłorocznym Euro było mnóstwo obaw o to, że "się skompromitujemy", że "cała Europa będzie się z nas śmiać". Co ciekawe, obawy te dotyczyły nie naszej naprędce kleconej i łatanej infrastruktury drogowej, a postawy Biało-Czerwonych na placu gry. A przecież ch** cały Europę ta postawa obchodziła. Rozmawiałem zeszłego lata - ciut prywatnie, ciut zawodowo - z lekko licząc kilkudziesięcioma obcokrajowcami, którzy przyjechali do nas na turniej. Gruba większość meczów naszej kadry w ogóle nie widziała. I nic dziwnego. Przyjechali w końcu wspierać swoich, a nie martwić się losem Robercika i reszty. Ci zaś, którzy widzieli, wypowiadali się zazwyczaj w tonie mocno obojętnym.
Chwilę po Euro nastąpił domowy, eliminacyjny mecz z Anglią i niesławna afera z dachem. Nikt się nawet nie zająknął, że gdyby ten dach został rozsunięty i np. zaczął dziwnie trzeszczeć pod naporem wody, następstwa mogłyby być trudne do przewidzenia. Nikt nie pisnął, że "zawiniła" tak naprawdę licha murawa, nie żaden tam dach. Nikt nie powiedział tej prostej prawdy, że tak w sumie, to niewiele się stało. Ot, trzeba było mecz przełożyć o bodajże dwadzieścia godzin. Wielkie mi aj-waj, futbol widział już przecież nieporównywalnie straszniejsze tragedie, m.in. właśnie w Anglii. Nie, zapanowało powszechne darcie szat, głupkowate drwiny z samych siebie i wielki wstyd, no bo przecież "co Anglicy o nas powiedzą?!?!". A kij to kogo obchodzi, tak na dobrą sprawę?
Takich przykładów, również wziętych z innych dyscyplin, dałoby się namnożyć mnóstwo. I może to jest jeden z powodów, dla których chętniej rozdrapujemy (nie tylko i nie przede wszystkim sportowe) rany, niż celebrujemy wiktorie?
"Ja tego generalnie nie cierpię i baaardzo ostrożnie podchodzę do generalizacji typu "my, Polacy, to tacy; wy, Rumuni, to siacy; a wy, Holendrzy, to jeszcze inni".
Ale jednak piszesz;
"Niemniej, trudno nie zauważyć, że cechą zdecydowanie zbyt często spotykaną w naszym narodzie jest potworny, niewiarygodny wręcz kompleks niższości,"
Też nie lubię uogólnień ale jednak jednak narody mają jakieś wspólne cechy, oczywiście jako grupa statystyczna. Mnie najbardziej razi w nas hipokryzja, bo nie pozwala na trzeźwą ocenę sytuacji tylko pozostawia sprawy zafałszowane a więc nie rozwiązywalne. "Jeśli nie wiesz dokąd idziesz, nigdy tam nie dojdziesz"
Co do postawy na boisku, to często mam takie wrażenie że po strzeleniu bramki teoretycznie silniejszemu przeciwnikowi zaczynamy się zachowywać jak niepewny siebie bokser który trafił swojego silnego przeciwnika soczystym ciosem na szczękę i natychmiast się kurczy w obronie bojąc się surowej kary za bezczelność. Ktoś z mentalnością zwycięzcy poszedłby "dobijać" gościa.
Co do zachowania w czasie Euro, to z wyjątkiem wiadomych incydentów byłem zbudowany atmosferą i postawą kibiców, do szału mnie tylko doprowadzali reporterzy którzy jak dorwali obcokrajowca to go wypytywali "podobają się panu stadiony, a drogi się podobają, a atmosfera i w ogóle fajnie u nas jest prawda?" Takie to wydawało mi się żałosne i świadczące o kompleksie niższości.
Mojżesz 40 lat prowadził Żydów po pustyni, my idziemy dopiero dwadzieścia kilka i zmiany na lepsze widać (już chyba nie kradniemy masowo kosmetyków w niemieckich drogriach i papieru toaletowego w ubikacjach)a na przykładzie naszej repry U-21 to mam wrażenie że jednak mimo uwag do ich gry mają mniej respektu dla przeciwnika. I jeszcze jedno co mnie pozytywnie zaskoczyło w ich grze to fakt że podania wymieniane w środku pola były mocne a więc trudniejsze do przechwytu ale również do przyjęcia i jakoś to chodziło, więc może zaczynamy się zbliżać do sposobu gry lepszych zespołów.
Uważam że w Legii w środku pola musi grać przynajmniej 2 zawodników grających szybką mocną piłka żeby resztę oswoić z taką grą i wymusić na nich szybsze tempo gry, bez tego nie mamy czego szukać w pucharach. Klepaniem od niechcenia można wygrać naszą ligę ale dalej to już nie działa a więc więcej twardości w głowach i nogach.
Im mniej napiszę, tym bardziej jestem chwalony, chyba muszę to przemyśleć.
@ malkontenci i krytykanci
Iocosus - „wdrukowana obawa” świadczyłaby o społecznych uwarunkowaniach raczej niezbyt pochlebnych.
Albiceleste - cechą zdecydowanie zbyt często spotykaną w naszym narodzie jest potworny, niewiarygodny wręcz kompleks niższości
Urka – Mnie najbardziej razi w nas hipokryzja
Jak zaprzeczyc przywarom?
Na szczęście Polak potrafi: http://www.youtube.com/watch?v=qIM-w8ji9zQ
A ilustracją jak uwielbiamy ściągać na ziemię i jak na to reagować: http://www.youtube.com/watch?v=DEhJgRveaV8
Jest GooD : )
Co mnie najbardziej razi gdy porównuję grę młodych i starych w odpowiednich reprezentacjach, u małolatów jest piłkarz który w dwumeczu strzela sześć goli, oprócz tego ma jeszcze kilka innych dobrych sytuacji, a mimo tego gra jego rówieśników nie jest przewidywalna, więcej, im przeciwnik zacznie większą opieką otaczać bramkostrzelną gwiazdę, tym szybciej jego koledzy: Pawłowski, Zieliński, Wszołek, Furman, Chrapek są gotowi taką fiksacje rywala wykorzystać. A u dorosłych, u tych doświadczonych jak to wygląda?
Przewidywalność do bólu, jakieś zaklęcia o sposobie na wykorzystanie Lewego i ciągle jeden i ten sam uparty schemat gry, przy którym drużyna wychodząca jako przeciwnik nie musi mieć żadnego banku informacji, żadnego rozpracowania, po pięciu minutach gry już są zorientowani kogo i jak przykryć, jak się ustawiać, żeby zneutralizować Biało czerwonych.
więc tak, ja człowiek starej daty i przywiązany do stereotypów czyli dla mnie dziennikarz to gość(ówa) który, która pracuje w gazecie ewentualnie TV, ale rzeczywiście według tych kryteriów jednego znam
Czyli teoria że dziennikarze uderzają w rozpaczliwe tony i urządzają orgię krytyki dla kasy jest mało prawdopodobna z prostego powodu, bo nie powoduje to większej liczby wejść. Czy to znaczy że robią to z potrzeby duszy? No bo często merytoryczna strona krytyki i propozycje rozwiązań alternatywnych są tak beznadziejne i populistyczne że trudno ich podejrzewać o zdrowy rozsądek.
Natomiast co tego, czy można zbudować mentalność zwycięzców to tu poglądy trenerów i psychologów sportu są różne. Np. "Bobo" Kaczmarek i Czesław Michniewicz uważają, że nikt niejako nie rodzi się z tą mentalnością i dopiero wygrane mecze tę mentalność wytwarzają. Kazimierz Górski nazywał ją pewnością siebie. Natomiast psychologowie twierdzą, ze nic takiego na poziomie osobniczym nie ma. Inaczej mówiąc nie da się niczego takiego jak jakaś mentalność zwycięzcy z charakteru człowieka wyodrębnić. Dobitnie pisze o tym Pan Leszek Melibruda "Zły klimat w drużynie paraliżuje na poziomie podświadomości, pogarsza czas reakcji, orientację, koncentrację, precyzję. Te cechy nakladaja się na osobowość zawodnika, ich suma na osobowość zespołu".
Z tego by wynikało że osobowość zawodnika jest tu kluczowa i jeśli potrafi on "udźwignąć" zły klimat, to i osobowość zespołu wychodzi bez szwanku.
Nie potrafię rozstrzygnąć ile w mentalności zwycięzcy jest genetyki a ile doświadczenia ale jestem przekonany że jak człowiek od dziecka w klimacie wsparcia od otoczenia zderza się z trudnościami na miarę swoich sił i je pokonuje, to powstaje w nim postawa "walcz" a nie "uciekaj", oczywiście w ramach jego psychicznych predyspozycji tzn potencjalny tchórz nie będzie tchórzem a człowiek odważny może nabrać cech heroicznych. A przynajmniej na drodze pokonywania swoich lęków i słabości przekona się ze porażka nie jest definitywna i poprzez upór mozna osiągnąć zwycięstwo na dłuższą metę a więc wizja porażki go nie paraliżuje bo wie ze to tylko chwilowy stan.
Konkluzja: Umiejętność przekraczania kolejnych barier daje się wyćwiczyć.
Im mniej napiszę, tym bardziej jestem chwalony, chyba muszę to przemyśleć.
"Nic nie wywołuje takiego wrażenia, jak w odpowiednim momencie wbita kropka". Cytat ze łba, więc pewnie coś pokręciłem, ale sens wypowiedzi na pewno udało mi się zachować. A wypowiedź nie byle kogo, bo samego Izaaka Babla, toteż myślę, Iocosusie, że śmiało możesz być dumny ze swojego podsumowania
Nie przejmuj się zbytnio, bo parafrazując jedno z modniejszych ostatnio określeń "Lepiej mądrze milczeć niż głupio gadać"
A podobno najkrótsza korespondencja to Balzac pytający swojego wydawcę o powodzenie właśnie wydanej powieści napisał, "?" i dostał odpowiedź "!"