- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Ostatnie ostrzeżenie
Porażka 0:1 z Lechem mocno skomplikowała sytuację Legii w walce o mistrzostwo Polski. Limit wpadek w wykonaniu podopiecznych Macieja Skorży został definitywnie wyczerpany. Aby mieć pewność, że tytuł wróci do Warszawy, legioniści muszą zdobyć komplet punktów w meczach z Jagiellonią, Lechią i Koroną.
Wiecie czego najbardziej zabrakło mi w dzisiejszym meczu? Narastającego hałasu na trybunach. Tego specyficznego rodzaju hałasu powstającego, gdy kibice w odpowiedzi na przebieg wydarzeń na boisku spontanicznie podrywają się z miejsc, z wiarą i entuzjazmem zagrzewając swój zespół do wzmożonego wysiłku. To dźwięk charakterystyczny dla tych widowisk, podczas których zespół gospodarzy znienacka łapie wiatr w żagle. Nieważne czy wynik to 0:0, 1:1 czy 0:1. Nagle pada jeden strzał na bramkę gości, za chwilę kolejny, pojawiają się szybkie odbiory w środku pola, piłka błyskawicznie przemieszcza się pod pole karne przeciwnika, zawodnicy na chwilę przestają czuć zmęczenie, gnają do przodu niesieni raptownym skokiem adrenaliny. Oczywiście taka faza meczu nie musi zakończyć się zmianą wyniku, to byłoby zbyt proste, ale jako kibic bardzo cenię sobie właśnie te minuty uniesienia, podczas których czuć, że wysiłek piłkarzy podrywa z miejsc publiczność, która z kolei przekazuje swoją energię z powrotem na boisko.
Niestety, dziś takich momentów na Łazienkowskiej nie było.
W grze Legii widać było przede wszystkim niepewność i brak wiary w to, że uda się odwrócić losy meczu. Nie było ani cierpliwego rozgrywania piłki w środku pola, ani szaleńczej szarży na bramkę rywala. Nie dało się uświadczyć ani nękania Buricia soczystymi strzałami z każdej pozycji, ani płynnych wymian podań z pierwszej piłki. Legionistom w ataku nie wychodziło dziś kompletnie nic. ZERO. Nie stworzyliśmy ani jednej przyzwoitej sytuacji strzeleckiej. Koszmarny mecz, szczerze mówiąc w najczarniejszych scenariuszach nie przypuszczałem, że w tym momencie sezonu, w tak prestiżowym meczu możemy zademonstrować tak wstydliwą impotencję w ofensywie.
Lech? Goście zagrali z Legią dokładnie tak, jak z Legią grać się powinno, jak z mniejszym lub większym powodzeniem gra z nami już cała Polska. Między bajki można włożyć historie o polskich klasykach, ofensywnej grze odwiecznych rywali, wymianie ciosów, o widowiskach, którymi można byłoby śmiało chwalić się w Europie. Lech zagrał klasycznym, podręcznikowym 'autobusem'. Tylko... kto zabroni Lechowi grać w ten sposób? Kto zabroni nie tylko im, ale dowolnej innej drużynie robić to, co jest niezbędne do odniesienia zwycięstwa?
Jedyne co należy się dziś Lechowi to wyrazy uznania za wzorową realizację skutecznego planu taktycznego.
Co ciekawe, gdyby nie ostateczne rozstrzygnięcie w tym meczu (drobiazg...), uznałbym że Legia miała dziś zupełnie niezły pomysł na gości. Odważne, wysokie wyjście obrony i zawężenie pola gry sprawiało wyśmienite wrażenie, zdecydowana większość akcji Lecha była bezwzględnie duszona jeszcze w zarodku. Cóż z tego, skoro zupełnie nie radziliśmy sobie po drugiej stronie boiska, a o wyniku zadecydował jeden, jedyny karygodny brak koncentracji po długim wybiciu piłki przez Buricia. Nie mogę przeboleć, że Inaki Astiz szedł w tej akcji idealnie na przecięcie prostopadłego podania, niestety w kluczowym momencie dał się oszukać chyba swojemu złemu boiskowemu przeczuciu, zatrzymał się w pół kroku, w efekcie zabrakło mu 'nogi', żeby wybić piłkę. Chyba właśnie w tym momencie pierwszy raz zatęskniłem za nieco toporną prostotą Marcina Komorowskiego, 'Prezydent' na sto procent tej piłce przejść by nie pozwolił. Szkoda mi Inakiego, ma pecha, już w drugim kolejnym meczu jego indywidualny błąd, brak koncentracji i nieodpowiednia decyzja decyduje o utracie przez nas bramki i bezcennych punktów.
Bez wątpienia jedną z przyczyn obniżenia jakoś naszej gry była bardzo słaba dyspozycja Jakuba Wawrzyniaka (zgaduję, że przynajmniej częściowo podyktowana urazem). 'Rumiany' grał bojaźliwie, z asekuracją, nie podłączał się na skrzydle, nie wchodził z właściwym sobie zaangażowaniem w pojedynki indywidualne, nie wspominając o fatalnej stracie na początku meczu, która zakończyła się groźną kontrą Lecha. Wejście Tomasza Kiełbowicza trochę poprawiło sytuację na lewej flance, może szkoda, że trener Skorża nie zaryzykował wystawienia 'Kiełbika' od pierwszej minuty, zwłaszcza że w kilku sytuacjach w pierwszej połowie aż 'piszczało' o kogoś z lewą nogą do stałych fragmentów gry.
Rad bym również poznał przyczyny, dla których Maciej Skorża nadal nie rozpatruje możliwości przywrócenia Kuby Rzeźniczaka na pozycję prawego obrońcy. 'Jędza' jest bardzo solidny w defensywie, dobrze współpracuje ze środkowymi obrońcami, ale kiedy trzeba przenieść ciężar gry do ataku, jest zatrważająco bezużyteczny, w najlepszym razie służąc za ścianę, od której od czasu do czasu odbijają piłkę Ljuboja czy Radović. Ofensywne atuty Rzeźniczaka na tej pozycji mogły być dziś przydatne, zwłaszcza wobec ewidentnej niemocy drugiej flanki.
Cóż, mleko się rozlało. Z bezpiecznej przewagi zrobiła się trudna psychologicznie sytuacja, w której nasz najmniejszy błąd może być wykorzystany przez rywali, których - jak się zdawało - zostawiliśmy już za sobą. Powiedzmy sobie jasno, Legia w formie z dzisiejszego meczu - anemiczna, wolna, zdenerwowana, pozbawiona odwagi i pewności siebie - może stracić w kilkanaście dni wszystko to, na co ciężko pracowała przez cały sezon.
Mimo to nadal wierzę w ten zespół. Serducha w górę Panowie!


Ale na pocieszenie coś wesołego:
Pewien Pan zwrócił mi dziś uwagę, żebym usiadł, bo mu zasłaniam, a on kupił bilet na miejsce siedzące... Przyznam się, że pierwszy raz od wielu lat nie wiedziałem co odpowiedzieć
LEEEEEGIAAAAAAAAAAAA!!!!
Nie da się ukryć, że spełnia się najczarniejszy scenariusz końcówki ligi. W tej chwili Legia musi wygrać trzy mecze (w sumie to cztery) pod rząd. Światełkiem w tunelu jest fakt, iż już w tym sezonie przydarzyła mam się taka seria. Tylko, że to było na wiosnę a to... była inna Legia. Ta obecna jest kompletnie zagubiona, stara się, walczy ale... bez wiary w siebie. Bez pomysłu na mecz a raczej na sposób zwycięstwa. Ot, gramy a może się wygra.
To nie nastraja optymistycznie.
Przejawem takiej zapaści są dzisiejsze pomysły na pokonanie Buricia, tylu przewrotek, dziwnych strzałów nie popamiętam od bardzo dawna. Większość oddawana była na zasadzie a może wpadnie. Zresztą, taką niemoc oglądamy już od kilku spotkań. Przyznam, że ciężko znaleźć mi tą iskrę wiary, iż w od teraz będzie lepiej. W to, że nagle zaczną grać "z głową", z przekonaniem o własnych umiejętnościach. Spokojnie bez pośpiechu, bez oddawania strzału "im szybciej tym lepiej". Tylko taka gra zapewni nam konkretne wyniki, inaczej wygramy raz, dwa ale nie serią.
Do tego dochodzi sytuacja kadrowa, której najlepszym podkreślaniem jest dzisiejszy debiut Michała Efira.
Tak to widzę
Tak to widzę
Niestety trener Skorża będący pod dużą presją nie zaryzykował. Mimo młodego wieku jest bardzo zachowawczy, ale też nie wyciągnął wniosków z pracy w Wiśle. Już parę lat temu żałował, że uznał, iż niezwiększenie obciążeń w trakcie sezonu i uznanie, że "pary" wystarczy do końca rundy /wtedy jesiennej/ to błąd. Kiedy piłkarze nie mają przekonania, ze im sił starczy na cały mecz to i psychika kuleje. W tym wypadku brak pewności własnych poczynań jest pochodną słabej formy. Sama praca nad mentalnością nie wystarczy. Oczywiście należy mieć nadzieję, że wykonana praca zaowocuje. Niestety zbyt często nadzieja jest matką głupich.
Tymczasem bardzo chciałbym wierzyć w scenariusz Garma, ale jakoś zaczyna brakować mi argumentów na zwycięstwo w Kielcach. Jeśli uda się coś wepchnąć Ruchowi to może fartownie wygramy, ale będzie naprawdę ciężko. Na razie nie ma w tej drużynie wiary, chęci i pomysłu, za to jest piekielna potrzeba sukcesu. Tym razem porażka zdaje się nie być czymś co drużynę pobudza, tylko dobija. Niemniej faktycznie zwycięstwo z chorzowianami może odmienić postawę Legii i moc no pomóc w walce o mistrza.
Oj, uważajcie z tą krytyką Skorży, bo zaraz zostaniecie nazwani szczurami (najbardziej zabawne dla mnie jest to, że przez tego, który w ramach miłości do Legii pije napój największego konkurenta naszego sponsora).
Zbyszku, naprawdę jedyny problem widzisz w słabej formie fizycznej piłkarzy? Bo ja tych mankamentów widzę o wiele więcej a fizjologia jest jednym z najmniej znaczących.
QD, wzmocnienia w sztabie trenerskim, to dość, hm... oryginalny pomysł.
W tym kontekście na pewno ucieszy cię też informacja, że w zwalczaniu sponsorów Legii posuwam się nawet dalej i używam w drukarkach tuszy oryginalnych, a nie zamienników ActiveJet.
W naszych rodzimych warunkach to pewnego rodzaju nowum. Pamiętamy jak (nie)poradził sobie z tym Lech. Do dziś ma w związku z tym problemy. Wisła wyglądała do niedawna dokładnie tak jak my. Probierz zaryzykował, Skorża nie. W efekcie teraz walczymy nadal o mistrza a zespół z Krakowa nie ma już szans na nic w tym sezonie. Jednak trzeba przyznać, że motoryczni znów wyglądają dobrze. Ten sam zespół, ten sam skład a gra jakże inna od tej beznadziei jaką swoim kibicom do niedawna serwował zespół z Reymonta.
Natury się nie oszuka, gdy nie masz sił, to podświadomie starasz się oszczędzać. Gdy brakuje szybkości zawsze jesteś o ułamek sekundy spóźniony, nie zawsze technika pozwoli Ci to nadrobić. Tak to wygląda u Legionistów, a to podanie niecelne o pół metra, a to strzał leci tuż nad poprzeczką. Cięgle brakuje kilku centymetrów. Idealnym przykładem jest Rado, który na wiosnę odsadzał rywali teraz musi fizycznie z nimi walczyć, ani startu, ani przyspieszenia, wytrzymałości też bardzo niewiele.
I tak można by rozprawiać o prawie każdym graczu "wojskowych". Poza obroną, tu jedynym zawodnikiem który obniżył loty jest Artur Jędrzejczyk. Zawodnik mimo iż mający już swoje lata, to jednak można o nim mówić jako o graczu niedoświadczonym. Dość naturalne jest dla mnie lekkie obniżenie dyspozycji po takiej rundzie jaką była jesień. Ilość rozegranych meczy też nie jest tu bez znaczenia.
Już podczas obozu na Cyprze i w Turcji docierały do nas informacje o różnych mikro-urazach zawodników Legii. A to mięsień, a to bóle w pachwinach, łatwiej było znaleźć mającego jakieś tam problemy niż zdrowego piłkarza. Ot specyfika naszej ligi, kto to słyszał żeby rozegrać tyle spotkań w takim czasie? To wszystko to kompletna nowość dla samych zawodników jak i ich organizmów. A kadra na tyle wąska, że nie bardzo jest w czym wybierać. Na boisko z Lachem wychodzi młody i kompletnie zielony Michał Efir. To jakby ukoronowanie sytuacji w kadrowej obecnego zespołu i możliwości jakiejkolwiek rotacji (takiej prawdziwej).
Powtórzę raz jeszcze, nie twierdzę, iż trener Skorża nie popełnił błędu. Pamiętając jak potrafi grać ta drużyna będąc w pełni sił chcę zobaczyć raz jeszcze jak radzi sobie w kolejnym sezonie. Dlatego jestem za kontynuacją zaczętej pracy. Nawet jeśli nie osiągniemy w tym sezonie upragnionych celów. Mam tylko nadzieję, że tym razem cały pion sportowy będzie pracował na sukces zespołu, bo patrząc na formę w jakiej zostali ściągnięci Nacho Novo i Ismael Blanco (na prawdę dobrzy zawodnicy) to odnoszę wrażenie, że osoby decydujące o tych transferach powinny ze swoich pensji okryć wartość uposażeń tych zawodników. Rozliczajmy trenera Skorżę ale dajmy mu najpierw popracować w normalnych (w miarę) warunkach.
W naszym kraju wielu lepszych nie ma, a takich z porównywalnym doświadczaniem to już nie uświadczysz. Na eksperymenty z trenerami pokroju Maaskanta też nie mam ochoty, a trener z wyższej półki do nas nie przyjdzie.
Pomysł ze wzmocnieniami sztabu trenerskiego wcale nie jest oryginalny. W przerwie zimowej Legia już próbowała podjąć takie działania podpisując umowę o współpracy z jakimś ekspertem od przygotowania fizycznego, co zdaje się wskazywać, że klub miał podobne obserwacje jak my co do pracy Skorży w innych klubach. Podobną potrzebę widziałbym w przygotowaniu ofensywy (nieskuteczność!). Przecież żaden trener nie jest w stanie zadbać o każdy element gry w sposób wybitny. No Pan Leńczyk może jest, a przynajmniej tak twierdzi
Ludzie z pokolenia Deyny, Lubańskiego, Gadochy, Brychczego, Dziekanowskiego potrafili zrobić z piłką wszystko, a dziś dobrze jest jak im piłka za bardzo nie przeszkadza. Futbol się zmienia i staje się coraz szybszy, a gra bardziej dynamiczna i atrakcyjniejsza. Dlatego w Legii motoryka jest to podstawowy problem. Zespół w odpowiedniej formie nie zremisowałby z Widzewem i nie przegrał z Lechem po błędzie indywidualnym jednego zawodnika. Byłby te straty w stanie odrobić i nadrobić.
Natomiast co do innych mankamentów w grze zespołu. To one oczywiście istnieją, ale jak wcześniej napisałem nie będę krytykował organizacji gry i taktyki do zakończenia sezonu. Taka krytyka jest zawsze ocenna. Jak drużyna zdobędzie mistrza to taka krytyka jest mało twórcza, bo trener miał swoją wizję i za nią odpowiada. Jak zespół, co nie daj Boże,zawiedzie trzeba będzie powiedzieć dlaczego tak się stało. Przy czym powiadam nie wszystko jest winą trenera i nie wszystko będzie jego zasługą w przypadku sukcesu.
Co do innych mankamentów to nie ma drużyny na świecie,która by takich nie miała.Ideałów na razie nie ma. I na całe szczęście. Byśmy się stali jako malkontenci zbyteczni, bo głos mieliby tylko chwalcy .Osobiście jestem zdecydowanym zwolennikiem pozostawienia Skorży na stanowisku trenera Legii na co najmniej następny sezon. Przed 18 laty zapytano trenera Janasa dlaczego nie wyeliminował Hajduka w eliminacjach LM, a on szczerze odpowiedział ja i zawodnicy robiliśmy to pierwszy raz i nie wiedzieliśmy całej masy ważnych rzeczy. Można i trzeba mieć wiedzę teoretyczną wyniesioną ze szkół, ale doświadczenie jest zwłaszcza w piłce sprawą bezcenną. Na pewno trener Skorża będzie lepiej wiedział jak programować proces treningowy, aby do takich zapaści nie dochodziło.
Przy czym pomimo braku formy zespół nie jest skazany na porażki, bo mamy zawodników naprawdę o wysokich umiejętnościach techniczno-taktycznych i z lepiej przygotowanym Ruchem jednak wygraliśmy. Poza tym jak to się mówi, może zespół odpali i będzie po problemie. Oby.
Po pierwsze nie zgadzam się z tym że Skorża nie wyciąga wniosków i nie potrafi lub nie chce zwiększyć obciążeń w trakcie sezonu. To jest po prostu niesprawiedliwe i nieobiektywne czego przykładem jest jesienne zgrupowanie w Ostródzie. Dodatkowo należy wziąć pod uwagę fakt że runda jesienna trwała ponad cztery miesiące a wiosenne trochę ponad dwa.
Po drugie porównywanie Legii do Wisły Probierza jest zdecydowanie krzywdzące dla Skorży. Probierz odpadł z pucharu Polski i nie ma szans na mistrzostwo, nawet matematycznych. Po rundzie jesiennej Wisła miała 6 pkt straty do Legii teraz ma 9. Czy naprawdę o takie ryzyko nam chodzi i takiemu podejmowaniu ryzyka jesteśmy w stanie przyklasnąć? Ja osobiście nie.
Po trzecie nie przypominam sobie meczu na wiosnę w którym przeciwnik zdominowałby Legię pod względem motorycznym. Wczoraj owszem przegraliśmy bardzo ważny mecz ale czy na podstawie tego meczu można stwierdzić że Lech był od nas lepszy motorycznie? czy ten Lech był od nas szybszy o ułamki sekund, dokładniejszy? Jeśli tak to dlaczego przez prawie cały mecz po wymianie zaledwie kilku podań to Legia przejmowała piłkę? Dlaczego potrafiliśmy zdusić wiele akcji Lecha już w zarodku?
Po czwarte muszę przyznać znowu rację Gawinowi z którym spierałem się na początku sezonu. on patrzył wtedy bardziej dalekowzrocznie a ja skupiłem sie na bieżącej chwili. Legia jest słabsza niż jesienią. Największą strata jest sprzedaż Rybusa, Ariel też potrafił czasami uruchomić szybciej nasz atak od obecnie grających. Brak przepracowanego okresu przygotowawczego przez Ljuboje i Radovica też jest zauważalny.
Po piąte Skorża znowu został wsadzony na konia z transferami do klubu. Jak drużynie nie szło pojawiały się zewsząd głosy(i w necie i w mediach) że Skorża chciał ofensywnych zawodników i jak już ich dostał to z nich nie korzysta. A sprowadzenie Blanco w takiej formie to czysty sabotaż. A Skorża musiał jeszcze udowadniac że nie jest przeciwko Legii i tylko wystawianiem tego zawodnika do gry mógł pokazać że Blanco do Legii się po prostu nie nadaje. Novo jest zdecydowanie lepszy, potrafi szarpnąć ale też kompletnie zawodzi w decydujących momentach.
Kolejnym zagadnieniem jest sam Radovic. Ja jestem coraz bliżej uznania głoszonej przez niektórych teorii że jesienny wyskok Rado był czymś wyjątkowym a Rado obecnie to znowu ten sam Rado którego obserwowaliśmy w Legii przez ostatnie 5 lat. Generalnie to za dobrze nie jest ale jednocześnie nie jest chyba aż tak źle. Oczywiście jest prawdopodobne że możemy w tym roku nie zdobyć żadnego trofeum. Co więcej przy złym układzie możemy być nawet poza pucharami. Ale tak z ręką na sercu po tym co pokazała Legia wczoraj a Ruch w piątek to możemy stwierdzić że to Ruch jest faworytem? Chyba nie. Czy mimo regresu formy nie mamy szans, tak obiektywnie a nie po kibicowsku, na odniesienie zwycięstw w potyczkach z Jagiellonią, Lechia i Koroną? Szanse są i to chyba spore.
A jak będzie? Czas pokaże. Zostały tylko dwa tygodnie.
Co porównania do Wisły to chyba się nie zrozumieliśmy. Starałem się wskazać, że Probierz na ryzyko się zdecydowała, ale On po prostu mógł sobie na to pozwolić. Sezon i tak był już spisany na straty, przekształcenia w klubie tylko potwierdzały potrzebę przetestowania obecnych "zasobów". Aby móc wydać rzetelną opinię o swoich graczach musiał zobaczyć ich w formie. Liczyli jeszcze na puchar, ale tego też się nie udało. Trzeba jednak przyznać, iż niewiele brakowało.
Pamiętaj też, że sama motoryka to nie tylko ilość sił, ilość biegania czy sama szybkość (choć brak tej ostatniej jest aż nadto widoczna u naszych graczy ofensywnych). To też ilość tych sprintów, ich jakość i częstotliwość. Spadek tych parametrów jest moim zdaniem bardzo widoczny, chyba najmniej u Ljuboji. Z Serbem jest jednak tak, jak ostatnio przeczytałem, On daje nam tyle ile uważa za potrzebne, jego doświadczenie jest ogromne i pozwala mu bardzo rozsądnie dysponować własnymi siłami. Reszcie tego bardzo brakuje. Widać to było po meczu z Ruchem gdy to Kucharczyk po całej połowie dreptania, strzelił bramkę, uwierzył w siebie i... zaczął hasać. Z tym, że po czterech sprintach nadawał się do zmiany. Przy każdej kolejnej próbie był coraz bardziej spóźniony, natomiast adrenalina buzowała i trzymanie go na boisku groziło kartką oraz kontuzją któregoś z rywali.
Co pozostałych wniosków nie mam zastrzeżeń żadnych. Widzę to dokładnie tak samo.
Dyskusja o zwalnianiu Skorży byłaby w tym momencie zupełnie od rzeczy, nadal gramy o dublet, nadal to inni oglądają nasze plecy, ale opowiadając się za kontynuacją bez wywalczenia mistrzostwa, moim zdaniem niestety chcesz niemożliwego. Doskonale wiesz, że jeżeli przegramy ten tytuł, przez piłkarską Polskę przetoczy się rechot, którego nasi klubowi decydenci mogą nie zdzierżyć, zwłaszcza że nie można wykluczyć, że są w tym gronie tacy, którzy wiedzieliby, jak taki obrót wydarzeń wykorzystać po swojej myśli. Wyszarpany, wyczołgany, fartowny - ten tytuł jest nam potrzebny właśnie dla kontynuacji pewnej myśli i określonej koncepcji. Jeżeli go nie zdobędziemy, będzie źle. Abstrahując od wszystkich czynników, o których piszesz, mając co do nich oczywiście pełną rację, przypomnij sobie jak sprawy się miały dwa tygodnie temu. Wygrywamy z Ruchem, mamy 3 punkty przewagi nad Śląskiem, do końca jest pięć meczów, z czego trzy u siebie, a dwa wyjazdowe z przeciwnikami przeciętnego formatu. Przegrać coś takiego to... aż chce się zacytować znaną sentencję o zbrodni i błędzie. Jeżeli do tego (tfu!) dojdzie, ktoś będzie musiał wziąć za to odpowiedzialność.
Jeżeli chodzi o naszą motorykę to argumenty Twoje i Zbyszka nie do końca mnie przekonują.
Szybkości brakuje nam już od meczów ze Sportingiem. Pamiętasz na pewno jak Legia w 1996 przygotowywała się do pamiętnej marcowej batalii z Panathinaikosem. W lidze w pierwszych czterech meczach strzeliliśmy wtedy chyba z 15 bramek, nie tracąc żadnej, a trenerzy Lubina i Hutnika kręcili głowami, że Legia jest na zupełnie innym etapie przygotowania motorycznego. Tak powinna wyglądać drużyna przygotowana pod konkretne mecze, a nie tak, jak widzieliśmy to w Zabrzu między pojedynkami ze Sportingiem. Poza tym żadna z czterech rund pod wodzą Skorży w Legii nie broni twierdzenia, że okres przygotowawczy ma jedyne i decydujące znaczenie dla przygotowania motorycznego prowadzonych przez niego piłkarzy. Jeżeli już można szukać elementu, który mógłby odróżniać tę rundę od pozostałych, nie są nim mecze ze Sportingiem, ale brak przerwy reprezentacyjnej, wykorzystywanej zwykle na organizację mikro obozu dla piłkarzy. Jeżeli popełniono gdzieś błąd w sztuce, to jest on niestety pogłębiany kolejnymi błędami.
Trzeba pamiętać, że Ruch na wiosnę rozegrał raptem dwa mecze mniej od nas, a rotacja składem jest u nich jeszcze mniejsza niż u nas. Co do Novo i Blanco to przypominam sobie, że Skorża twierdził, że sam klepnął tych zawodników ('przedstawiono im propozycję, nad jedną zastanawiali się trochę krócej, nad drugą trochę dłużej'), zatem powinien solidarnie dołożyć się do ich pensji wraz z naszym, jak go nieco humorystycznie określasz, pionem sportowym.
Legia gra wiosną bardzo źle, to jasne, ale... szczerze mówiąc kompletnie mnie to nie interesuje, dopóki jest pierwsza w tabeli. Nie dzielmy zatem skóry na niedźwiedziu. Mówię Wam, dadzą radę.
Co do samego Skorży to nie jest kwestia tego, że nie wyciąga wniosków. On po prostu ma swoje wady i za bardzo nie potrafi ich samemu wyeliminować. Próbuje i rozwija się ciągle, ale przydałoby mu się trochę pomocy. Tymczasem pomoc ta jest raczej nieudolna. Temat transferów bardzo dobrze to obrazuje. Wpierw osłabiono wyraźnie skład, a później "na alibi" ściągnięto "jakiś graczy". Dla mnie wyglądało to raczej na uciszenie Skorży, niż wzmocnienie drużyny. Na zasadzie "Chcesz napastnika? Masz dwóch znanych, a co z nimi zrobisz i kiedy to już twój problem. Spadaj." Mimo transferów, mimo kontuzji i mimo tak słabego okresu Legia jednak nadal walczy i pozostaje liderem z szansami na dublet. Ja nadal wierzę, że mamy bardzo duże szanse na zgarnięcie całej puli. Mam też nadzieję, że potencjalny sukces nie przysłoni błędów i w przyszłym sezonie WSZYSCY (nie tylko Skorża) wyciągną wnioski z tego co się teraz dzieje.
mam ten komfort, że nie jestem włodarzem klubu. Nie muszę się, więc przejmować przetaczającym się rechotem. A jeśli nawet takowy się przetoczy (a będzie tak na pewno) to mam tyle dystansu, że potrafiłbym zdobyć się na obiektywną ocenę szkoleniowca. Jeśli zsumujemy problemy jakie się przed nim napiętrzyły to nie widzę powodu by czynić go jedynym odpowiedzialnym i ścinać jego głowę. Oczywiście tak było by najłatwiej, ale prawdziwych problemów tom by nie rozwiązało. Wyciągnąć konsekwencję? jak najbardziej, ale od wszystkich zaangażowanych i odpowiedzialnych za ten stan.
(Proponuję fajny artykuł na Legia.net, kwestie poruszone prze Gambita są bardzo ważnymi czynnikami które miały ogromny wpływ na taki a nie inny sposób gry naszych zawodników w obecnej chwili)
Piszesz, że brakowało nam szybkości już w meczach ze Sportingiem. Owszem brakowało, ale nie wszystkim. Czego jednak mieliśmy się spodziewać po tym jak w okresie przygotowawczym nie brały udziału "zęby trzonowe" drużyny. Przypomnę, że problemy mieli Ljuboja, Radović, Verdoljak, Żewłakow, oraz Wawrzyniak. Wybacz ale dla tych graczy zastępstwo bardzo ciężko znaleźć. Do pozostałych członków zespołu już takich pretensji mieć nie mogę. Szczególnie imponowali wytrzymałością, tu przebili nawet rywali. Przypomnę, że naprawdę zabrakło niewiele, a moim zdaniem doświadczenia. Ono pomogłoby już w Warszawie utrzymać prowadzenie i w rewanżu grałoby się kompletnie inaczej.
Piszesz, że Ruch na wiosnę rozegrał nie mniej spotkań – prawda. Z tym, że ja twierdzę, iż obecna słabsza forma to pochodna jesieni. To ona kosztowała naszych graczy bardzo wiele sił. Podczas gdy kadrę mamy tak skonstruowaną, że Ci przyzwyczajeni do podobnych obciążeń mają już "kilka wiosen" na karku więcej i ich organizm już trochę niedomaga. Zaznaczam nie chcę w ten sposób wszystkiego usprawiedliwiać, staram się tylko zwrócić uwagę, że do komfortu pracy trener maił naprawdę daleko. Uwzględniajmy to przy ocenach.
Aby było dokładnie widmo o co mi chodzi zapytam tak: - czy przed sezonem ktokolwiek z nasz zakładał, iż Legia w tym składzie tak długo będzie nas cieszyła grą na wszystkich szczeblach rozgrywek? Wyjście z grupy Ligi Europy, Finał Pucharu Polski i walka o mistrzostwo do samego końca to bilans Skorży w tym sezonie, tego nie zabierze jemu już nikt.
Co do akceptacji trenera w kwestii takich graczy jak Nacho Novo i Blanco. Oczywiście, że jest współwinny, klepnął i jego podpis pod tym gdzieś tam jest. Ja zapytam tylko o alternatywę jaką Skorża miał. Zaraz zaczyna się liga, a obiecanych wzmocnień nie ma. Jestem pewien, że nie widział ich na żywo (nie było czasu). Obejrzał kilka kaset, wysłuchał zapewnień Marka, że nadal są ok, a do tego Ich nazwiska robią wrażenie. Miał powiedzieć, że nie? Wybacz ale moim zdaniem to taki sam ruch jak rok temu z Ogbuke, albo On (teraz Oni) albo nikt i co miał powiedzieć nie? Wtedy zaryzykował i teraz też, zrobiłby tak każdy trener, mając możliwość szansę na wzmocnienie składu lub grę tym co ma, a miał niewiele biorąc pod uwagę kontuzje i ubytki w kadrze.
Biorąc to wszystko pod uwagę, że nasze oczekiwania to bardziej nasze nadzieje i wiara (tu możemy obwiniać legijne serca) niż zdrowy rozsądek i analiza realnych możliwości. Teraz zarówno zespół jak jego trener za to płacą. A my mówimy o frajerstwie, podczas gdy to co osiągnęli to naprawdę bardzo wiele. A może być lepiej.
Moje rozumowanie jest bardzo zbliżone do stanowiska jakie prezentujesz. Błędy były ale chciałbym aby obecny sztab szkoleniowy miał okazje je wyeliminować. Zaczynanie wszystkiego od nowa to moim zdaniem nie tylko błąd, ale rezygnacja ze wszystkich doświadczeń jakie nabyliśmy i ogromne ryzyko powielania tych błędów w przyszłości.
Ciągle pamiętam co Skorża potrafił zrobić z tej drużyny gdy nie miał tych wszystkich problemów jakie trapią zespół od przerwy w rozgrywkach. Ze zdziwieniem zauważam jak wielu kompletnie o tym zapomniało. Ba, są tacy, którzy szukają wyjaśnień wcześniejszej formy w szczęściu, zbiegu okoliczności czy ingerencji sił nadprzyrodzonych. Tego nie jestem w stanie zrozumieć.
Nie bardzo rozumiem po co odsyłasz mnie do artykułu (komentarza tak naprawdę) Gambita?
Rozmawiajmy o faktach. Fakty są takie, że w tym momencie jesteśmy na dobrej drodze do tego, żeby to był najlepszy od blisko 20 lat ligowy sezon w wykonaniu Legii i nadal wydaje mi się, że zwyczajnie, piłkarsko jesteśmy w stanie ten temat pozytywnie domknąć.
Niestety, może też być tak, że będzie to sezon fatalnie przerżnięty. Nie sądzę, żeby dla Ciebie 'walka o mistrzostwo do samego końca' i 'finał Pucharu Polski' były jakimś nadzwyczajnym osiągnięciem? Nie po to sprowadzano do Legii Żewłakowa i Ljuboję, żeby patrzeć, jak mistrzowską paterę wznoszą Jankowski i Stawarczyk.
P.S. Porównując transfer Ogbuke (który o ile pamiętam był zresztą od początku do końca 'autorskim' pomysłem Skorży) do transferów Blanco i Novo, chyba jednak ciut się zagalopowałeś
Nie rozumiem natomiast czemu widzisz większe różnice między "strażackim" transferem Ogbuke i naszymi obecnymi nabytkami. Zarówno zawodnik z Cypru jak i wspomniana dwójka była ściągana na szybko wobec braku alternatyw i pomysłów. Oczywiście Ogbuke był autorskim pomysłem Skorży, ale było tak dlatego, że nasz pion sportowy już w ogóle nie miał pomysłu na to kogo by tu ściągnąć. Skorża zaryzykował, ale wyjścia większego nie maił. Tym razem obu graczy podsunął mu nasz "skauting", efekt (czyli nikłe wzmocnienie) dokładnie taki sam. Za różnica w kosztach ogromna.
Wskazując podobieństwo w obu sytuacjach chodzi mi o fakt ściągania (w ostatniej chwili) zawodników bez przygotowania takiego transferu, bez obejrzenia, bez rzetelnej wiedzy o formie zarówno obecnej dwójki jak i tamtego nabytku. Transfer Felixa to była desperacja ze strony trenera, transfer Blanco i Novo to desperacja pionu sportowego. Gdyby nie ten ruch to teraz kibice jednoznacznie wskazywaliby na winnych sytuacji jaką mamy obecnie. A tak problemy ma Skorża. Co z tego, że kupa kasy poszła w błoto, a zysk dokładnie taki jak ze wspomnianego Ogbuke.
Jedyna różnica jest taka, że dalsze trzymanie Ogbuke nie miało żadnego sensu, z Blanco i Novo w dalszej perspektywie zapewne mielibyśmy pożytek. Tyle, że nie po to jednak zostali ściągnięci i nie za takie pieniądze. Mieli pomóc tu i teraz. Pomogli dokładnie w takim samym stopniu jak co by nie mówić sympatyczny Nigeryjczyk.
Cały czas mam nadzieję (niech będzie, że się łudzę), że Novo i Blanco nie ściągano tu tylko z myślą o tej wiośnie.
Dno wystąpiło w meczu z Wisłą. Żal było patrzeć na naszych jak biegali bezradnie za zawodnikami Wisły. Chcieli grać agresywnie, a w każdym ataku byli spóźnieni i musieli faulować. To, że nie zostaliśmy zdekompletowani to "zasługa" sędziego. Wydawało się, że jak się osiągnęło dno to nastąpi od niego odbicie i będzie lepiej. Jest, ale poprawa następuje za wolno.
Nasi rywale tj. Jaga dysponuje kilkoma szybkimi zawodnikami jak Makuszewski i Kupisz. Gra na wyjazdach co prawda gorzej, ale na nas na pewno się zmobilizuje. Lechia walczy o przeżycie i w każdym meczu ma przewagę szybkości nad przeciwnikiem. Dziś robiła co chciała ze Śląskiem. Gdyby wygrała 7:1 Śląsk nie miałby krzywdy. Nie ma fartu w strzelaniu bramek. I wreszcie Korona. Zaczynają każdy mecz jak sprinterzy i od zdobycia bramki się bronią. Z Legią nikt w naszej lidze w tym sezonie nie grał otwartej piłki i grał nie będzie. Nikt nawet nie pójdzie na wymianę ciosów. Wszyscy grają mniej lub bardziej defensywnie stosując w ofensywie szybki atak albo kontratak.
Przeciwko tak grającym rywalom szybkość i wytrzymałość to elementy w ataku kluczowe. Trzeba ponawiać ataki i zamęczać nimi obrońców. Wiadomo,ze broniący traci więcej sił. Trzeba też o ten ułamek sekundy szybciej wyjść na pozycję czy uciec mu. Tego nam brakuje. A to, że nikt nas nie zdominował. Tego by jeszcze brakowało. Mamy przewagę w posiadaniu piłki. Bo nam oddają pole. Na własnej połowie hasamy sobie bez ingerencji. Rywale także niezbyt chętnie nas atakują w środkowych rejonach boiska. Bardziej nas opóźniają niż walczą o odbiór piłki. Bazują głównie na naszych stratach i odbiorze w ich rejonie obrony. Dopiero wtedy wprowadzają większą liczbę zawodników do działań ofensywnych, ale nigdy nie zapominają o asekuracji i indywidualnym pilnowaniu Ljuboji. Wszyscy wiedzą jak grać z Legią.
To, że nie wygrywają to zasługa dobrej organizacji gry w defensywie. W tych działaniach szybkości starcza, albo jest jej za mało, aby stwarzać bramkowe sytuacje. Gadanie o transferach od nas, lub do nas, czy o problemach finansowych, czy o nieporozumieniach w kierownictwie klubu teraz nie mają znaczenia. Są to rozważania nie na temat. Można tylko liczyć, że progres formy będzie szybszy. Chodzi o to abyśmy w ostatnich meczach mogli liczyć na własne siły a nie na łaskawość losu.
@Walles.
Ja jestem zwolennikiem trenera Skorży, ale nie bezkrytycznym. Za komuny propagowano powiedzenie Kanta "Cogito, ergo sum". Świadomie je skracano, gdyż brzmiało ono w całości "Dubito, ergo cogito. Cogito ergo sum". Żeby powiedzieć, że myślę muszę zacząć wątpić. Nieznane powiedzenie ludu Hausa brzmi: "Kto widzi białe zobaczy również i czarne". Nie jest to szczególnie trudne. I na koniec. Sokrates przed wypiciem cykuty miał powiedzieć "Bliskim przyjacielem jest mi Platon, ale bliższym prawda". To jakoś usprawiedliwia mój krytycyzm.
O, wybacz Wallesie, zaaferowany polemiką z Monrooe, początkowo nie poświęciłem należytej uwagi Twojemu wpisowi.
Miło mi, że pamiętasz tamtą naszą wymianę zdań. Dla równowagi przypomnę jednakowoż, że nieomal zwyzywałem wtedy Sporting od patałachów
Co ciekawe, z tamtych czynników, które widziałem jako potencjalne źródło naszej wiosennej słabości, najbardziej martwił mnie czynnik czysto subiektywny, moje wewnętrzne przekonanie, że jesienią szliśmy w górę, że była atmosfera, wiara i duch wzmocniony pojawieniem się takich gości jak Żewłakow i Ljuboja. Już w pierwszym meczu ze Sportingiem, mimo że zagraliśmy obiektywnie rzecz biorąc dobrze, coś mi pod tym względem nie pasowało.
Jeszcze co do Rado, nie wiem czy zwróciliście uwagę, że Skorża jakby trochę zmienił mu pozycję w porównaniu z jesienią? Wtedy bywało, że Rado grał na pozycji wysuniętego napastnika, teraz zdecydowanie częściej naciera gdzieś z głębi pola. Ale jednak za mecz z Lechem nie potępiam go w czambuł, rzekłbym wręcz że zaczął z wysokiego 'C'. Dopiero potem oklapł, jak i cały zespół niestety.
"Gadanie o transferach od nas lub do nas czy o problemach finansowych czy o nieporozumieniach w kierownictwie klubu teraz nie mają znaczenia. Są to rozważania nie na temat. Można tylko liczyć,ze progres formy będzie szybszy. Chodzi o to abyśmy w ostatnich meczach mogli liczyć na własne siły a nie na łaskawość losu. " - sęk w tym, że ma znaczenie bo to one zadecydują czy progres będzie.
Podsumowując: Szybciej dyskusja kto ma lepszy kalendarz jest bezsensowną, gdyż w przekroju sezonu wszyscy gramy tyle samo razy z tymi samymi rywalami. Idąc Twoją drogą równie dobrze możemy w ogóle nie dyskutować, gdyż wątpię by czytał to ktoś z zarządu lub sztabu szkoleniowego, więc to co piszemy nie będzie miała wpływu na nic.
"To gwarantuje, mamy nadzieję, merytoryczny dialog, do prowadzenia którego zapraszamy wszystkich chętnych. Rzetelne legijne debaty, ufamy, że staną się dewizą Czarnej-eLki."
Trzymając się tego debatujmy panowie, spierajmy się i komentujmy. Całkowicie popieram QD, w tej kwestii. Zbyszku zawsze jest czas aby wymienić poglądy i skomentować sytuację. Po to właśnie jest nasza czarna-eLka.
Masz wiele racji, ale uwolnienie się od psychologicznego efektu, jaki wywiera końcowy wynik, jest piekielnie trudne.
Załóżmy że bieżącą sytuacją Legii nagle zainteresuje się np. Valsangiacomo. Mówi tak - panowie, hola, hola, czy mi się wydaje, czy w tej drużynie jest czterech zawodników o kontraktach od 400 tysięcy euro w górę. I co, nie ma mistrzostwa, co to, żarty jakieś? I co Walter czy Miklas mają mu na to rzec - tak Bruno, ale przy Danijelu uczą się młodsi, Michał to szef naszej obrony, a Nacho i Ismael potrzebują czasu?
Tę strategię budowy drużyny może usprawiedliwić tylko sukces, dlatego jest on niezbędny, bez niego nasze rozważania o potrzebach, siłach i słabościach mogą szybko stać się bezprzedmiotowe.
Tak samo jak to że Cogito ergo sum wypowiedział Kartezjusz a nie Kant. Nie skracano tego za komuny. Kartezjusz nigdy takich słów nie wypowiedział, dodatnie "Dubito, ergo..." nigdy nie było użyte przez samego Kartezjusza. Zostało anonimowo dodane w 1765 roku przez kogoś, kto się podpisał "Thomas" i zostało wydane przez Victora Cousina.
Pozdrawiam
Wiem, że zaraz zostanę nazwany tutaj szczurem albo jeszcze mocniejszym epitetem ale widząc "taktykę" Macieja Skorży, najzwyczajniej w świecie szlag mnie trafia a na usta cisną się wysoce niecenzuralne słowa. Jeśli trener przy stanie 0:1 zamienia ofensywnego piłkarza na defensywnego, to dla mnie jest to SABOTAŻ! To są jakieś chore wymysły człowieka, który w życiu nie powąchał zawodowej murawy.
Grając tylko jednym DM wygraliśmy mecz z bezpośrednim konkurentem do mistrzostwa, to dlaczego, u diabła, nie wychodzimy w takim samym ustawieniu w następnych meczach??? Wytłumaczcie mi to, bo ja tego kompletnie nie pojmuję.
Największa problemem obecnej Legii (a przynajmniej tej z meczu z Lechem) jest fakt, iż największe zagrożenie dla bramki rywali stwarzał… Janusz Gol. To jest moim zdaniem duży problem i być może odpowiedź na pytanie o brak skuteczności. Przecież okazji do strzelenia bramki stworzyliśmy mnóstwo. Tylu spięć w szesnastce rywali nie pamiętam już dawno, problemem jest fakt, iż nie potrafimy tego wykorzystać. Tu zgodzę się z Twoim stwierdzeniem o problemie z psychiką. Nie ma pewności siebie, nie ma wiary we własne możliwości. Legia potrzebowała przerwy by się otrząsnąć z przygnębienia po stracie gola. Potrzebowała zebrania do kupy by znów jej akcje nabrały rozmachu u tempa.
Co do motoryki, to naprawdę nie wiem jak możesz nie dostrzegać problemów naszych piłkarzy. Powiem tak rozmawiałem na ten temat z dwoma byłymi piłkarzami i każdy z nich potwierdzał moje spostrzeżenia. Każdy z nich nie był też zdziwiony takim stanem rzeczy. Bez wypracowania odpowiedniej dawki przed rozpoczęciem rundy nie było co liczyć na super formę legionistów. Niestety szans na porządne przygotowanie nie było. Kontuzje pokrzyżowały plany szkoleniowca, który w takich warunkach starał się robić co mógł. W efekcie zawodnicy trenujący normalnie nie mają większych problemów ze swoją motoryką, za to rekonwalescenci ogromne.
Oszczędza się Ljuboja, słania Radović, w kratkę gra Ivica, nie nadąża Wawrzyn, a całkiem wypadł Żewłakow. Być może wyjściem byłoby zwiększenie obciążeń w trakcie tej rundy 9 o tym pisał Zbyszek), sęk w tym, że w tej chwili moglibyśmy już nie grać o nic.
Andrzej piszesz:
- „Grając tylko jednym DM wygraliśmy mecz z bezpośrednim konkurentem do mistrzostwa”
Proszę obejrzyj ten mecz z Ruchem Chorzów jeszcze raz. Pomoc zaczęła wreszcie należycie funkcjonować jak wszedł Damian Łukasik i to pomimo faktu, iż sam stracił mnóstwo piłek. Młody defensywny pomocnik potrafił jednak dać tak potrzebny spokój tej środkowej formacji, Zrobił dokładnie to czego w tamtym meczu nie był w stanie zdziałać Rafał Wolski. Notabene kompletnie bezproduktywny w tym meczu. Kolejnym meczem gdy Skorża zastosował Twój pomysł na grę była druga połowa z Widzewem, jak się to skończyło wiemy. Niemniej jednak proponuję obejrzeć to jeszcze raz, zobaczysz jak łatwo przegraliśmy środek pola, pomimo ogromnej siły „ognia” z przodu. Dość powiedzieć, że Blanco który wszedł jako drugi napastnik częściej był widywany w okolicach naszego pola karnego.
Jednak w momencie kiedy na ławce rezerwowych Legia ma Skabę, Gola, Kiełbowicza, Efira, Furmana, Łukasika i Zurka ty masz pretensje że za Nowo wchodzi Kiełbowicz. Ale ten Kiełbowicz ma dużo lepsze dogrania ze skrzydła niz Żurek, ten Kiełbowicz umie dośrodkowac, ten Kiełbowicz był jednym z najjasniejszych punktów Legii w meczu z Sewilla, ten Kiełbowicz potrafi na pełnej predkości pójść na obieg, ten Kiełbowicz swoim ofensywnym wejściem wypracował gola z Ruchem. Mówienie w jego przypadku o sabotażu, biorąc pod uwagę jeszcze ławke rezerwowych, to jest troche niepoważne.
Co do wcześniejszej dyskusji to przypominam także że w meczach jesiennych Legia miała na ławce Żyro, Wolskiego, Kucharczyka, Gola, Rzeźniczaka, Manu, Astiza, Choto, Ohayona i Kiełbowicza. Trzech z nich musiało byc jeszcze poza kadra meczową bo na ławce zasiada sześciu plus bramkarz. A teraz porównajmy te ławki rezerwowych, z jesieni i z ostatniego meczu. Widać różnicę?
Panowie szlachta wskażcie mi zawodnika nie licząc Kuciaka i Lijuboi ( ten poniżej pewnego poziomu nie schodzi) którzy obecnie są w formie? Czyli mają wszystko od głowy( psychiki) po radość z gry. Ja tu widzę pierwszy problem drugi podnosi Andrzej a Wy go pominęliście czyli właśnie głowa. Moim zdaniem może coś dziać się wewnątrz bo naprawdę na boisku nie widać determinacji w dążeniu do celu.Reasumując jeśli.. ( tu pukamy ponownie) Skorża odejdzie i dla mnie tak być musi choćby za to co będziemy przeżywali czytając jak to spi.. coś czego w żaden sposób spie.. nie powinniśmy. Osobiście cały czas wierzę, Ze się uda, a wtedy Legia mistrz Skorża mistrz.
Kurcze, fatalnie to wszystko wygląda. Bo naprawdę nie widać przesłanek aby nagle Legia zaczęła seryjnie wygrywać. A do końca sezonu musimy wygrać wszystko.
O fatalnej formie Radovica i Ljuboji pisałem tutaj wielokrotnie, za co nieraz byłem rugany a praktycznie każdy z was powtarzał jak mantrę, że już za chwileczkę, już za momencik obydwaj znowu zaczną błyszczeć. Już dawno temu pisałem, że obydwaj powinni przywitać się z ławką, bo więcej szkodzą zespołowi niż przynoszą pożytku. Jak pisałem, że jedyny napastnik, który ma tak fatalną skuteczność nie powinien w ogóle wychodzić na boisko, to, bodajże Iocosus, coś tam bajdurzył podając jakieś wyliczenia z kosmosu a reszta przyklaskiwała z podziwem dla talentu Serba.
Mecz z Ruchem, Monrooe, możesz sobie interpretować na milion sposobów, doszukując się "prawdziwych" przyczyn tej wygranej tak, aby wyszło na twoje ale faktów, drogi kolego nie zmienisz. A fakt jest taki, że grając jednym DM wygraliśmy a Ruch nie stworzył sobie praktycznie żadnej okazji. A przynajmniej nie więcej niż zazwyczaj tworzą sobie nasi przeciwnicy.
Niejaki Walles 4 kwietnia przed meczem z Ruchem i Lecha z Koroną pisał:
Lech człapie, człapie ale oby nie był to wyścig (ta nasza liga) zająca z żółwiem.
Na szczęście Lech nie wygrał w Kielcach a my wygraliśmy z Ruchem bo byłoby całkiem gorąco
Co do dyskusji, o winach (wydumanych czy realnych) trenera Skorży to jak już wspomniałem po to jest czarna-eLka by każdy mógł się wypowiedzieć. Skonsultować to ze zdaniem innych i po debatować. Zupełnie niezależnie od tego czy ma to sens i czy jak wspomniał QD ktoś z zarządu to czyta czy nie. To nasze spory i nasze zapatrywania na obecną sytuacje. Od gloryfikowania lub wywalania na zbity pysk trenera Skorży są inni i to się nie zmieni. Nie znaczy to jednak, że mamy milczeć i z pokorą przyjmować wszelkie rozstrzygnięcia. To nie w stylu c-eLki.
Tak z ręką na sercu trzy tygodnie temu czyli po meczu z Wisłą Kraków nie spodziewałem się, że nadal będziemy w bardzo dobrej sytuacji do zwycięstwa w tej lidze. Mając w pamięci mecze z Polonią, Bełchatowem widziałem raczej nikłe szanse na podjęcie walki z resztą stawki.bałem się, że rozpędzony Ruch nie pozwoli na wygraną w bezpośrednim starciu a potem pomknie dalej. Jest inaczej i za to bardzo jestem wdzięczny naszym chłopakom. Za to, że wbrew przeciwnością nadal bardzo się ekscytujemy obecnymi rozgrywkami tak w lidze jak i w pucharze.
W Moskwie tez było ich trzech a stworzyliśmy tam mnóstwo sytuacji i jeszcze strzeliliśmy trzy bramki.
Więc nie ustawienie gra na boisku tylko zawodnicy
Gdybyż jeszcze tylko ten sabotażysta chciał korzystać z doświadczeń innych trenerów...
To przecież nic innego jak psychika. Skorża nigdy w mojej ocenie motywatorem dobrym nie był.
@ Monrooe
To jesteś wyjątkiem od reguły. Kiedy ma się cztery punkty przewagi i wygrany mecz z najgroźniejszym rywalem trudno nie być optymistą. Drużyna która ma wiarę i umiejętności powinna to wykorzystać bez dwóch zdań.
Jeśli brak wiary wynika z formy sportowej to tym gorzej dla trenera.
Z drugiej strony nie bez kozery mówi się że wiara czyni cuda. Tu mi bliżej do twierdzeń szlachetnego Wallesa. Nie pamiętam meczu gdzie drużyna "siadła", Kucharczyk - jedyny któremu brakuje sił od 65 minuty ale on tak ma "zawsze".
Zbyszek ma po części rację dywagacje i oceny trenera na tym etapie nie mają sensu. Jeśli wyjdziemy z opresji wszystkie zastrzeżenia będą tylko na plus dla Skorży. Jednak to jednak tamto. W odwrotnym przypadku spotęgują się i będzie karygodne błędy tu błędy tam.
Szanowny młody kibicu Garmie akurat co do Rado to ja się zgadzam z Andrzejem w formie jaką reprezentuje nie powinien grać. Rado wrócił do swojej stałej dyspozycji, czy wróci do dyspozycji z jesieni ? śmiem wątpić.
Legia w mojej ocenie nie jest w stanie, a raczej może mieć bardzo ciężko wywalczyć trzy zwycięstwa w ostatnich meczach. Czyli sama Legia bez pomocy drużyn trzecich może mieć problemy (tfu, tfu) ze zdobyciem mistrzostwa. W takim rozumowaniu odosobniony nie jestem. Rację ma też Bolek zwracając nam uwagę na nasze nadzieje jakie rozbudzała nie gra naszej Legii a kibicowskie serca i hurraoptymistyczne prognozy mediów. Wybacz ale jestem przekonany, że po analizie dotychczasowych meczy w naszym wykonaniu nie tylko ja pozostałem pesy... realistą w kwestii walki o tytuł. Zresztą nie raz i nie dwa na łamach czarnej-eLki dawałem temu wyraz.
A co do Rado? Jak nie On to kto Senatorze? Fatalny od meczu z Podbeskidziem (choć już tam poza bramką nie grał nic) Rafał Wolski?, Dominik Furman? Problem Legii polega na tym o czyn napisał Walles straszliwe braki na ławce rezerwowych. Przypomnę też, że Serb ma problemy z ciężkimi treningami, dlatego miał dojść do formy meczami.
Najprawdopodobniej jest tak że trener i drużyna jakieś plusy z wystawiania Rado widzą . Ja nie, ale na moje szczęście nie muszę podejmować takich decyzji.
Te trzy tygodnie to ja napisałem nie tak konkretnie, jak to widzę przyjęliście chodziło mi o to, że czy trzy czy pięć, czy jeszcze dwa tygodnie temu opcja mistrzostwa dla ogółu była dużo bardziej pewna niż na dzisiejszy dzień. Na pytanie kto? właściwie odpowiedziałem. Nie ma dla mnie żadnej różnicy czy w obecnej formie Rado czy np Efir. Trener uważa, że jednak mimo wszystko Rado, więc ok za "chwilę", albo obroni swoje decyzje albo nie.
- "Nie ma dla mnie żadnej różnicy czy w obecnej formie Rado czy np. Efir."
No nie wiem Senatorze. Efir czy Żurek by takiej piłki jak Miro Radović do Kucharczyka w meczu z Ruchem Chorzów raczej by nie zagrali. A wtedy dzisiejszej dyskusji pewnie by nie było (bo i zwycięstwa mogłoby nie być). Nawet nie chodzi o to czy obaj młodzi zawodnicy są w tej chwili gorsi czy lepsi od Rado. Po prostu są niezgrani z resztą zespołu, co było widać po Michale Efirze w meczu z Lechem Poznań. Chłopak grał tak jak zwykł ostatnio w Młodej Legii, a to jednak zupełnie inne zespoły. Doświadczenie i zgranie to jest powód dla którego nadal widzimy Rado, zresztą niewiele by brakowało aby jego bramka dała nam zwycięstwo z Widzewem. A wtedy też nie byłoby pewni dzisiejszej rozmowy.
To tyle, sorry, że się wtrącam do dyskusji.
Autor za kanwę ideową podjął swoiście pojmowaną ideę determinizmu. Uznał, że gdyby nie sprzedano tych co sprzedano i nie kupiono tych co kupiono i jeszcze kilka gdyby to byłoby pięknie i ogólnie cacy. Tu też obojętność takoż mnie dotknęła. Gdybaństwo aczkolwiek całkowicie bezpłodne, nie jest przecież zakazane. Jednakowoż autor polazł o krok za daleko. Z podziwu godną determinacją i wiarą w jedyną słuszność własnych racji uznał, że skoro tak się nie wydarzyło jak on prawił i się nie odwróci to co jest nieodwracalne to wszystko jest be i ogólnie czeka nas apokalipsa oraz inny armagedon.
Jest to epitafium stanowiące oskarżenie wobec złego kierownictwa i alibi wobec biednych maluczkich podwładnych. I tu z mojej strony stanowcze veto. Mniej ufam różnym gdybaczom i poprawiaczom, niż staremu polskiemu przysłowiu: "Co było, a nie jest nie pisze się w rejestr". Mądrość broni się sama i nie wymaga uzasadnienia. Osobiście, aż tak bardzo z wydrukiem klepsydr po Majstrze bym się nie śpieszył. Na razie to my jesteśmy na 1 miejscu w tabeli i jak do tej pory to nas gonią i jakoś nie dają rady. To, że wszystko jest do kitu jakoś do mnie nie przemawia. Wręcz imaginuję sobie, że sztabowcy Legii to nie są durnie i sroce spod ogona nie wypadli. Zapewne już kombinują jak ulepszyć, poprawić czy w inny sposób naprawić.
I tu znów mam taką podejrzliwość maleńką, a nuż autor wie lepiej i jest jako ten lekarz ze znanego dowcipu: " Pacjent i lekarz jadą karetką. Głos i interkomu: jak się czuje pacjent?. Lekarz: proszę szykować akt zgonu. Pacjent: ale ja jeszcze żyję. Lekarz: ale my jeszcze nie dojechaliśmy". A tak w ogóle to człowiek się zabezpiecza. Jak wygramy to powie: zawsze wierzyłem. Tylko przestrzegałem. Jak przegramy: a nie mówiłem. Ja mówią Rosjanie o takich: "Hajda trojka śnieg puszystyj" czyli do niewidzenia.
Poniekąd masz rację ale moim zdaniem ta sytuacja ma niewiele wspólnego z aktualną. Zmotywowanie Kuby, Rado czy Ljubo było wtedy zdecydowanie prostsze a i okoliczności sprzyjały. Klucze jest tu słowo NOWE, które należy przy tej okazji odmienić przez wszystkie przypadki. NOWE zawsze wzbudza entuzjazm i pozwala łatwiej wydobyć pokłady energii. Teraz wszystko jest już stare i znane jak zgrana płyta, którą trzeba odłożyć na jakiś czas na półkę, żeby do niej wrócić kiedyś z przyjemnością.
Poważnie: OBY! Oby okazał się wystarczająco dobrym motywatorem bo grać naszych piłkarzy uczyć nie trzeba.
Okazuje się właśnie, że nie zagra Ljubo. Może to właśnie jest to NOWE, impuls, który przyniesie ostateczny sukces.
Po drugie na prawdę nie wiem jakim motywatorem jest Maciej Skorża. Nie słyszałem jednak aby jakikolwiek jego podopieczny (obecny, czy były) narzekał na tą sferę pracy trenerskiej w wykonaniu naszego szkoleniowca. Nie wiem jakie prowadzi rozmowy z zawodnikami, nie wiem jak ich motywuje (przecież motywacja to nie tylko odprawa przed, czy w trakcie meczu). Dlatego nie wypowiem się w tym temacie. Wskażę natomiast na członków zespołu, motywować umie Żewłakow, ważnym ogniwem jest też Radović, dlatego nie wydaje mi się, aby akurat z motywacją był jakiś problem.
Po trzecie pełna zgoda co do Pucharu Polski, jestem przekonany, że ewentualny sukces dodałby dużo wiary i pewności siebie naszym zawodnikom. Jednak... uważam, że porażka (tfu, tfu) mogła by też wyzwolić dużą determinację i chęć rewanżu. Tak naprawdę wszystko w nogach piłkarzy, wszystko w sile ich charakterów. My możemy stworzyć im jak najlepsze warunki do tej walki. Zrobić wszystko by zawodnicy z czarną eLką na piersi czuli, że w tej walce nie są sami.
Niestety im dalej w las tym było gorzej. Muszę przyznać rację Andrzejowi, że ze zdziwieniem przyjąłem zmianę Nacho Novo, który mimo, iż nieskuteczny to siał wiele zamieszania w szeregach rywali. Czemu tak było, nie wiem, być może widział podobny spadek sił Hiszpana jak ten w meczu z Lechem (Novo zniknął kompletnie po przerwie). Od 60 minuty zawodnicy Legii słabli z minuty na minutę a Widzewiacy rzucili się do ataku. Nie wiemy jednak ile sił kosztowała legionistów gra na fatalnej piaszczystej plaży na stadionie Widzewa. Czy aby na pewno możemy, więc mówić o złej motywacji? Nie mam takiej pewności, żebym mógł jednoznacznie się w tym temacie wypowiedzieć.
Dodatkowo zmiana proporcji zawodników defensywnych na korzyść tych ofensywnych dokonana przez trenera przyniosła więcej szkody niż pożytku. Zamiast oczekiwanych ataków, obrona przed szarżami przeciwników. Czy to była jednak taktyka zachowawcza? Wybacz Senatorze ale nie zgodzę się tutaj kompletnie. Posłanie do boju dwóch napastników i trzech graczy ofensywnych może i było błędem (jak utrzymuje Andrzej i może mieć rację), ale na pewno nie można nazwać tego asekurancką taktyką na remis. Szybciej bym był w stanie powiedzieć, iż Dusan Kuciak wyratował nas od chwilowego ofensywnego szaleństwa szkoleniowca Legii Warszawa. A gdyby nie spalony Ljubo...
Oczywiście to wszystko co napisałem nie oznacza, że nie możesz mieć racji. Jednak chciałem zauważyć, że mamy za mało danych aby wysuwać tak daleko idące wnioski jak te o nieumiejętnym motywowaniu graczy przez trenera.
uwaga o asekuracyjnym nastawieniu była natury ogólnej nie dotyczyła konkretnego meczu. Nie piszę też czy to plus czy minus. Kiedy będziemy pewni mistrzostwa wielu wskaże na mądrość takich zachowań. Co do reszty zdania nie zmienię czyli umiejętności motywacji moim zdaniem nasz trener w stopniu odpowiednim nie posiadł, a przykłady
mógłbym mnożyć.
świadczy o tym że trener nie potrafi dotrzeć do zawodników w sposób odpowiedni.
Na dziś wyraźnie widać że priorytety Skorzy dają więcej niż motywacje trenera Ojrzynskiego.
To że akurat w tych dwóch Meczach wyciągnęli nazwijmy je przyzwoite rezultaty w żaden sposób nie ma nic wspólnego z motywacją. Oczywiście bardzo prawdopodobne jest to że trener uznał że oba te mecze mamy wygrać jak najmniejszym kosztem i w ogóle nie starał się zachęcić zawodników aby zagrali dla nas kibiców co akurat też mi osobiście się nie podoba.