- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Zawisza 2-0: Sagan nie do zdarcia
Zgodnie z oczekiwaniami Legia rozpoczęła od zwycięstwa rywalizację w grupie mistrzowskiej ekstraklasy. W deszczowy sobotni wieczór podopieczni Henninga Berga pokonali 2:0 Zawiszę Bydgoszcz. Zwycięstwo przyszło Legii z większym wysiłkiem niż w fazie zasadniczej, ostatecznie jednak Michał Żyro i powracający po kontuzji Marek Saganowski zadbali o to, by mecz został rozstrzygnięty po naszej myśli.
Rozumiem wszystkich tych, którzy obawiają się, że przez reformę rozgrywek ekstraklasy i dodatkowe siedem meczów do rozegrania, Legii może wymknąć się mistrzostwo Polski. W jednym momencie mamy dziesięć punktów przewagi, w kolejnym już tylko pięć. Lech na stojąco ogrywa Wisłę 3:0 i z przewagi wypracowanej na przestrzeni trzydziestu meczów, nagle zostają dwa marne punkciki. Trzeba wygrać, i to koniecznie, bo widmo powtórki z 2012 roku straszy i nie pozwala o sobie zapomnieć. Kibic lęka się, że może stracić coś, co wydaje się już być w garści.
Tak, postawę tę rozumiem, chociaż jej... nie pochwalam. Mamy obawiać się siedmiu ligowych meczów, drżeć, czy uda nam się utrzymać przewagę do ostatniej kolejki? Teraz, kiedy powinniśmy postawić wyraźną kropkę nad i? Do licha, to nie my powinniśmy się bać, to nas powinni się bać - powinni bać się piłkarskiej jakości drużyny Legii oraz dumy charakterystycznej dla nas, kibiców, tego wiecznego triumfalizmu, który tak bardzo działa na nerwy reszcie futbolowej Polski. Legia znów będzie zwyciężać - a my będziemy mieli okazję, żeby o tym mówić. Głośno i wyraźnie.
Mecz z Zawiszą stał się dobrą ilustracją powyższego procesu myślowego. Legia długo grała ciężko, ospale i nerwowo. Przeciwnik, nie mając nic do stracenia, groźnie kontrował, goście wydawali się szybsi, bardziej zdecydowani. Ale wreszcie strzeliliśmy bramkę, potem kolejną i wszystko wróciło do słusznej normy. W świat poszedł przekaz: Legia dwa, Zawisza zero. Kropka.
Rzecz jasna na nasze prywatne potrzeby możemy pozwolić sobie na rozebranie meczu z Zawiszą na czynniki pierwsze.
Legia z pierwszej połowy sobotniego spotkania wyglądała na zespół, który nagle przypomniał sobie swoje wszystkie najgorsze cechy z rundy jesiennej. Mieliśmy zatem dużą przewagę posiadania, ale nie wynikało z niej najzupełniej nic konkretnego. Oparta na Miro Radoviciu gra ofensywna praktycznie nie istniała. Do serbskiego napastnika przykleił się Hermes, otoczony czułą opieką Rado za nic nie był w stanie znaleźć sobie swobody.
Środkowi pomocnicy Legii w irytujący sposób holowali piłkę, tracili ją (celował w tym, o dziwo, Tomasz Jodłowiec), a goście stwarzali po naszych błędach niebezpieczne sytuacje, przywołując koszmary meczów ze Steauą, Apollonem czy Wisłą. Najpierw po chybionym podaniu w poprzek boiska, z kontrą zabrał się Luis Carlos, zdecydowanie zbyt łatwo ograł Dossę Juniora i dośrodkował, na szczęście Jakub Wójcicki nie dysponował dodatkową parą oczu z tyłu głowy i nie przepuścił futbolówki do nadbiegającego Kamila Drygasa, który niechybnie wpakowałby ją do bramki Dusana Kuciaka.
Kolejna groźna kontra Zawiszy zaczęła się w okolicy... pola karnego gości, gdzie legioniści stracili piłkę po rzucie rożnym. Znów szarżował Luis Carlos, w tej sytuacji wyśmienitym powrotem popisał się Ondrej Duda. Sędzia popełnił błąd, Słowak odepchnął Carlosa rękami, powinien być rzut wolny i kartka dla Dudy. Natomiast zachowanie Dudy, powrót na dużej szybkości i faul w najlepszym momencie – to był imponujący przykład boiskowej odpowiedzialności u tego młodego chłopaka.
Niewyraźną całość, w jaką układała się w pierwszej połowie sobotniego meczu Legia, uzupełniał Bartek Bereszyński, jakby jeszcze zagubiony po powrocie do pierwszej jedenastki, zupełnie nie będący w stanie nawiązać współpracy z Michałem Żyro, sprawiający, że można było zatęsknić za Łukaszem Broziem.
Co zmieniło się w grze Legii po przerwie? Właściwie niewiele. Poza tym, że legioniści w pewnym momencie najprawdopodobniej doszli do wniosku, że skoro nie udaje się wygrać meczu metodami nazwijmy to konwencjonalnymi, o bezcenne trzy punkty należy powalczyć wręcz. Pojawiło się zatem więcej fauli, więcej odbiorów, więcej agresji w grze naszej drużyny. Ilustracją tej przemiany były sytuacje bramkowe. Tuż przed pierwszym trafieniem dla Legii Ivica Vrdoljak bezpardonowo powalił na ziemię podłączającego się do kontry Hermesa. Jeszcze lepszy dowodem na zawziętość, jaką wykazała się Legia był drugi gol, zaangażowanie Vrdoljaka w odbiór i Bartka Bereszyńskiego w utrzymanie piłki w grze, które dały Michałowi Żyro odrobinę swobody na prawym skrzydle.
Michał Żyro, autor przełomowej bramki na 1:0 i asysty przy golu na 2:0, co ciekawe, nie rozgrywał porywającego meczu. W pierwszej połowie, poza niezłym strzałem zza pola karnego, nie pokazał praktycznie nic. W drugiej połowie stał się jednak ojcem zwycięstwa Legii. Najpierw wykorzystał złe ustawienie Łukasza Nawotczyńskiego, który złamał linię spalonego, znakomicie przyjął podanie od Tomasza Jodłowca lewą nogą (z pewnością większość piłkarzy próbowałaby użyć do tego celu prawej stopy!) i mierzonym strzałem pokonał Wojciecha Kaczmarka. Z kolei przy akcji na 2:0 idealnie wypatrzył moment, w którym Marek Saganowski uciekł obrońcom i podał tak, że Saganowi wystarczyło dostawić nogę. Czapki z głów przed Michałem.
Kto może zastąpić Żyrę za tydzień w Gdańsku? Naturalnym wyborem wydaje się Michał Kucharczyk, chociaż Kuchy to piłkarz o zupełnie innej charakterystyce, trudno spodziewać się, żeby nawiązał z Dudą i Radoviciem współpracę na takim poziomie, jaki obecnie prezentuje Żyro. Może zatem na prawą flankę zejdzie ktoś z rzeczonej pary Miro Radović - Ondrej Duda, zwalniając miejsc na szpicy dla Orlando Sa, Lado Dwaliszwilego lub... Marka Saganowskiego?
Właśnie, Marek Saganowski. Jego powrót na boisko wypadł perfekcyjnie. Pięć minut na boisku, owacja na trybunach przy zmianie, bramka rozstrzygająca mecz i fantastyczna radość po golu. Sagan chyba nie mógł wymarzyć sobie bardziej efektownego powrotu.
Jeszcze słowo chciałbym poświęcić Ondrejowi Dudzie, który w pierwszej połowie był jednym z jaśniejszych punktów Legii. Finezją kilku zagrań nie pasował nie tylko do gry Legii, ale również, że tak sobie nieco górnolotnie pozwolę, w ogóle do piłki oglądanej na boiskach ekstraklasy. Potencjał tego chłopaka jest bez wątpienia ogromny. Oby tylko umiał go trwale uruchomić z korzyścią dla Legii.
Cóż, było jak było, ważne że nie zmyliliśmy pierwszego z siedmiu najważniejszych w tym sezonie kroków. Za tydzień mecz z Lechią, z którą mamy trochę rachunków do wyrównania.


Co by nie kombinował to może się tylko modlić o jak najniższy wymiar kary. A dla nas to kwestia dojrzałości i stabilizacji i nadzieja na dalszy progres.
'Przed każdym z siedmiu meczów dzielących Legię od mistrzostwa Polski będzie pojawiać się presja - to my jesteśmy faworytami, to my musimy. Przed każdym z tych meczów będziemy powtarzać, jakże inaczej, także tu, na czarnej-eLce, że interesują nas wyłącznie kolejne zwycięstwa, a każda strata punktów będzie rozpatrywana w kategoriach katastrofy.
Truizm, banał – ale i najprawdziwsza prawda. Zatem, panowie legioniści, tylko zwycięstwo!'
Może warto zwrócić uwagę na to, że jeśli się, nie daj Bóg, trafi jakiś remis czy porażka, to z naszych niedawnych 10, a obecnie 5 punktów przewagi nad konkurencją, zrobią się 3 lub 2 punkty przewagi. Byłbym niezmiernie wdzięczny zawodnikom i trenerom Legii, gdyby nam takich 'atrakcji' oszczędzili. Po tylu latach kibicowania, ja już nie szukam tak bardzo emocji w meczach Legii. Wprost przeciwnie, marzą mi się bezproblemowe, mało emocjonujące, wygrane w lidze i MP przed telewizorem, jak w zeszłym roku.
Mam tak samo jak Ty
Żeby nie reforma to by już nie grali. Tylko mi nie mów, że byś się z tego cieszył. Podejrzewam, że byłeś pierwszy w kasie, aby kupić karnet na cztery mecze, aby Cię nikt nie ubiegł
Natomiast zwracam całkiem poważnie uwagę na problem, który dotyka nasze drużyny od lat. Mianowicie brak konkurencji. Tak jak na rynku, na co cytując Miltona Fredmana słusznie zwróciłeś uwagę, aby był postęp musi być konkurencja. Nasze najlepsze drużyny rozgrywają 2, góra 3-4 mecze, w których muszą wypruwać flaki. Reszta to pańszczyzna. W takich warunkach o rozwoju mowy nie ma. My odstajemy od średnich drużyn europejskich wieloma elementami, ale brakiem realnej konkurencji najbardziej i tym, że nawet jak się mecze o jakiejś tam skali trudności trafią to są one poprzedzane długimi okresami grania na niby. Komasacja tego co w danej chwili najlepsze pozwoli na utrzymanie wysokiego poziomu przez dłuższy okres /ponad miesiąc/. To dużo. Najlepiej to widać na przykładzie naszej reprezentacji z początku lat 70-tych, kiedy to Pan Kazimierz wybrał zawodników, którzy mieli na początku problemy, ale grając z silnymi rywalami podnosili swoje umiejętności i nabierali pewności siebie. Stali się asami. Zresztą w tamtej lidze w której grało 14 drużyn w zasadzie nie było łatwych przeciwników. Dziś jest inaczej. W zasadzie, poza Legią, to pozostali ligowcy dysponują może 13-14 zawodnikami na poziomie Ekstraklasy i to tych stanów niskich, albo i nie. Więc podnoszenie poziomu poprzez rywalizację jest trudne. Ja wiem, że jest to trochę sztuczne, ale zmiana była konieczna. Tu mnie rozbawił redaktor Szczepłek, który napisał, że reforma nie podniesie poziomu. Tak jak bez niej mielibyśmy wyższy poziom gry. Większość trenerów wspiera reformę, poza Urbanem i Bobem. Obaj już zespołów ligowych nie prowadzą. Piłkarze w odróżnieniu od zawodników innych dyscyplin /np. siatkówki, tenisa, lekkiej atletyki itd. gdzie wystarczy trening/, aby się rozwijać muszą grę praktykować w rozgrywkach na boisku. Im więcej tym lepiej. Oczywiście w granicach fizjologii; kiedyś twierdzono, że 35-40 meczów rocznie to jest maksimum, dziś 50 to jest norma. Świat się zmienia i zasuwa do przodu, także ten piłkarski i nam potrzeba nie przetrwalników, ale zmieniaczy. Tych co w zaduchu usiedzieć nie potrafią.
Co było z tym sędzią, że tak po nim jechali? rzeczywiście tragedia? na stadionie jakiś kuriozalnych decyzji nie zauważyłem.
Druga rzecz, to uparte granie dwoma "dziesiątkami". Nie kumam tego. Wszedł Sagan i pokazał, co znaczy napastnik w zespole.
Nie przekonują mnie argumenty, że "Przeciwnik, nie mając nic do stracenia"... Tak mogą mówić osoby nie uprawiające sportu profesjonalnie. To akurat powinien być atut, grać z drużyną, której nie zależy.Jeśli jesteś dobry i świadomy własnych umiejętności, to po prostu kogoś takiego "demolujesz".
Niestety w dalszym ciągu nie dostrzegam pomysłu na grę Legii pod wodzą nowego trenera. Od gry "na dzidę" po wczorajszą "tiki takę" dla ubogich.
Na plus ustabilizowana forma Vrdoljaka, nasz nowy nabytek Duda (o jego potencjale pisałem wielokrotnie), Żyro (po tym co przeszedł fizycznie i psychicznie) szacunek, Saganowski - wzór profesjonalizmu !
Jedną akcją pokazał jak bardzo nam brakuje napastnika.
Trzy punkty cieszą bardzo, choć styl daleki od moich oczekiwań.
O MP jednak jestem spokojny. Nie widzę w grupie mistrzowskiej przeciwnika, który może nam zagrozić.
Byłbym zapomniał. Postawa "gniazdowego" - "dno i wodorosty" !
Mi się nie podobała efektywność Dudy, jak i całego zespołu. Zgadzam się jednak, że sytuacja, w której powinien być zarobić kartkę, była jego chlubnym zagraniem. Ma, mimo młodego wieku, wyrobiony nawyk w tym zakresie. Coś porównywalnego, z tym że pod polem karnym Piasta, wydarzyło się w 3. minucie w Gliwicach, po stracie Ojaamy.
Teraz Lechia. Za Skorży, w meczach ligowych, 3 porażki (w tym ta rozwiewająca złudzenia), 1 wygrana Legii, za Urbana dwie wygrane w sezonie mistrzowskim i dwie porażki w tym. Bywają w tej grupie mistrzowskiej milej kojarzący się ostatnio przeciwnicy.
Co do personaliów to już pewnie podchodzi pod znęcanie się
Na drugim biegunie mimo wszystko Ivica, to jak haruje na całej szerokości, odbiera, wraca sprintem. Naprawdę trzeba to docenić (to on "zrobił" bramkę Sagana). Świetnie się go ogląda i podobno mówią, że to ludzie od ciężkiej, niezauważalnej roboty to ja powiem, ze dla takich ludzi przychodzi się na stadiony. Wczoraj kilka razy zebrał burzę braw i o to chodzi, to się docenia
Bereszyński pokazał dlaczego przegrywa rywalizację z Broziem.
I słówko o bohaterze. Nie miał łatwo w Legii, w pewnym momencie stał sie już pośmiewiskiem i obiektem drwin i nikogo nie obchodziło czy jest kontuzjowany czy nie. Przetrwał i wrócił mocniejszy, wielkie brawa. Tak jak rok temu mistrza "zrobił" Kosecki tak w rundzie wiosennej robią go Rado z Żyro. Oby tak dalej, nie ma się co rozpisywać, bo każdy widzi już chyba jakie ma możliwości i ile daje drużynie (chociaż rację ma autor, ze do strzelenia bramki nie zachwycał).
Co do mistrzostwa to jestem spokojny. My możemy sobie pozwolić nawet na remis w 5 meczach, musielibyśmy albo przegrać albo 2 razy zremisować, a Lech musiałby wszystkie 5 spotkań wygrać, żeby w ostatniej kolejce mieć szansę. Mało prawdopodobne.
----------------------------------------------
A teraz niestety smutniejsza sytuacja, którą jednak trzeba opisać. 15 minuta meczu, 2 osoby postanawiają wstać i zasłaniać osobom za nimi. Gość prosi aby usiedli, jest rozmowa, wzywa stewarda, ten przychodzi, jest bezradny, ucieka po kumpla i znika. Napiecie trwa, żywsza rozmowa, pewnie wyzwiska, szarpanina, drobne rękoczyny. Po dłuższym czasie przybiega "pomarańczowy", czyli półka wyżej, rodziela i... mówi, ze nic nie może zrobić, poleca tym 2 osobom, które siedzą za, zeby sie przesiadły. Przy okazji zostaje zjechany przez większość na trybunie (pewnie dlatego, że nie moga w spokoju skupić się na meczu, a pewnie też dlatego, ze też mają dość takich zachowań). Też ucieka, a napięcie trwa. Wreszcie jakaś dziewczyna z dużo dalszych sektorów przychodzi do tych 2 i proponuje im miejsce koło siebie
Kto był na wschodniej ten na pewno to widział, bo to trwało ze 20 minut i kilka sektorów się tym "zajmowało", może coś dopisać, potwierdzić, jeśli coś pokręciłem (nie skupiałem się tyko na tym, ale ciężko było też tego nie dostrzegać). Oczywiście, zę było wiele pustych miejsc i gdyby trafiło na kogo innego, to by się przesiadł od razu i nie byłoby całego zamieszania. Ale widocznie trafiło na ludzi, którzy chcieli po prostu skorzystać ze swoich praw po zapłaceniu za bilet 70 czy 100 zł. Tym bardziej zabawne, że wokół wszyscy siedzą, a Ci dwaj centralnie przed nimi stali.
I teraz ja się po prostu zastanawiam dokąd to zmierza? Czy ktoś potrafi podać 1 racjonalny powód dla takiego działania klubu i prezesa? O co tu chodzi? Chce wykurzyć wszystkich "normalnych" kibiców? Nie jestem w stanie ogarnąć dlaczego tak się dzieje i organizacja meczu sprowadzana jest do poziomu szamba. Nie znajduję 1 racjonalnego wytłumaczenia, bo to że wie i takie są odgórne zalecenia to pewne po reakcji kierownika tych stewardów. Nie wiem, mam bogatą wyobraźnię, ale nie wiem kompletnie czemu takie sytuacje i przyzwolenie na nie mają służyć. Ale spoko, będzie "niezależny" audyt na "ustawionym" spotkaniu i okaże się, ze stadion i organizacja to kraina miodem i mlekiem płynąca, dziennikarze napiszą piękne, pochwalne teksty i wszyscy będą zadowoleni. A frekwencja leci, wczoraj 14 (!) tysięcy (naprawdę wiele osób ma tego serdecznie dość, co widziałem wczoraj po reakcjach)... Wszyscy zadowoleni, oczywiście poza tymi, którzy nawet na meczu z pustkami osób muszą się spotykać z takimi sytuacjami. Ale kto tam by się nimi przejmował
No i druga sytuacja o której trzeba napisać to czy tylko ja mam wrażenie, ze się cofamy o jakieś 10-15 lat na naszym stadionie? Drugi mecz z rzędu i drugi raz wiadome okrzyki do Luisa Carlosa (i chyba też do tego Badu, ale tutaj nie mam pewności czy dobrze słyszałem). Pisałeś bodajże o tym poprzednio gawinie76, ale uznaliśmy, ze to wybryk i nie ma co poświęcać więcej czasu. A co powiemy teraz? Też udamy tak jak udają wszyscy, ze tego nie było?
Ojamaa. Bliżej mi jednak do opinii Berga, choć rzeczywiście momentami może irytować.
" ze to wybryk ". Ten "wybryk" stoi na każdym meczu tyłem do murawy.
Ten "wybryk" intonuje "sędzia wuj" po 2 metrowym spalonym Juniora i ewidentnym przewinieniu (na żółtko) Dudy. To "wybryk" intonuje małpie dźwięki ('monkey chants'), gdy przy piłce są czarnoskórzy piłkarze drużyny przeciwnej. To "wybryk" decyduje, która drużyna to "stara k...a" i którego "psa nakarmimy".
To "wybryk", prawdziwy "wybryk natury". Przyjaciel prezesa i kilku tysięcy "białych" kibiców.
Jazda na sędziego kompletnie bez sensu. Może tak to ma teraz u nas być już na stałe, jako element wywierania presji albo co? Spalony przy golu Juniora ewidentny. Jeżeli ktoś mógł mieć pretensje o sędziowanie to raczej Zawisza, bo Wajda przy ocenie gry faul traktował nas jakby trochę łagodniej (IMO np. Vrdoljak 'prosił się' o żółtą).
@ kibic50
To akurat powinien być atut, grać z drużyną, której nie zależy
Pisałem o podobnym zjawisku w zapowiedzi, licząc na to, ze jeżeli szybko strzelimy jedną, dwie bramki to Zawisza sobie 'odpuści'. W sumie chyba nawet tak się stało, bo od strzelenia bramki mecz wyglądał trochę lepiej, ale może jednak to w nas była przyczyna.
Trudno mimo wszystko polegać na takim myśleniu, że 'im nie zależy'. Coś w tym stylu powiedział komentujący mecz Rafał Wolski, ale Baszczyński go zgasił, prychnął, że on wie jak to jest i gwarantuje, że żadna drużyna przyjeżdżająca na Legię nie zamierza odpuszczać, wręcz przeciwnie, chce się pokazać bardziej niż zwykle, nie kalkuluje że jakiś mecz za parę dni jest znacznie ważniejszy.
@ corazstarszy
Masz rację, Rado trochę rozkręcił się po przerwie, raz kiwnął Micaela, raz doszedł do niezłej pozycji (kiedy obronił Kaczmarek), ale ogólnie rzecz biorąc wydawało mi się, że to jednak był bardzo przeciętny występ Rado.
@ JJ
W tamtym meczu sytuacja bardziej rzuciła mi się w oczy, jeszcze wzmocniła ją reakcja Dossy. Tutaj szczerze mówiąc miałem nadzieję, że się przesłyszałem, że to było zwykłe buczenie. Rozumiem, że nie.
No cóż, pomijając kwestię przyzwoitości, to jest głupota po prostu. U nas to jeszcze jakoś przechodzi, ale w Europie zaraz odnotują 'monkey chants', 'racist behaviour', a później będzie zdziwienie i oburzenie za co zamknięty stadion.
PS. Maile jeszcze odbierasz?
Tak, tez się wczoraj zastanawiałem "może to jednak nie było to?", ale jak przejrzałem rano internet, to zauważyłem, że nie tylko ja tak to odebrałem, a skoro wiele osób zastanawia się "czy to to" to znaczy, ze to to
Oczywiście masz rację, że to głupota i nie wiadomo czemu ma służyć, ale przede wszystkim to jest smutne, bo przecież tego już dawno nie było na polskich boiskach. Znowu: nie znajduję nawet 1 powodu dlaczego to powraca, choćby w marginalnym wydaniu. A, ze to niebezpieczne to wiemy, bo to się powtarza i potem jak przyjdzie mecz UEFA to może być ciężko oduczyć na ten 1 mecz. Po prostu nie będzie już kontrolowane. Nie wiem, zobaczymy co będzie dalej, mam nadzieję, ze ktoś to ogarnie i więcej nie usłyszę.
PS
Zmieniłem adres regularnej korespondencji i bardzo dawno nie wchodziłem na stary. Zaraz zajrzę i zobaczę co tam nabazgrałeś. Sorry
Dziwi mnie fakt ,że nasze przepisy są inne niż te UEFA, oni za taki numer wypier.. z pucharów i nie będą się zastanawiać.
Tu potrzeba ostrej reakcji ze strony klubu. Jest monitoring więc trzeba działać bo będzie bardzo źle.
Precesja na sędziego ? no nie jeden zareaguje tak drugi dokładnie odwrotnie i na złość trybunie będzie gwizdał, chore to brzydkie, fatalne, jednym słowem straszna wiocha( przepraszam mieszkańców wsi wszystkich)
O grze w ofensywie, chyba wszystko zostało już tutaj napisane. Zgoda co do Ojaamy. Niestety już od kilku kolejek po każdym meczu Estończyk jest krytykowany i nic się nie zmienia. Dodatkowo trener Berg wczoraj powiedział, że Ojaama zagrał jeden z lepszych swoich meczów. Rozumiem, że to jednak czysta kurtuazja na potrzeby konferencji prasowej. Jednakże prawda jest też taka, że w tej chwili jedyną alternatywą dla Ojaamy jest.... Michał Kucharczyk. Kosa i Gui są kontuzjowani. Nie mamy wiec przesadnego wyboru.
Co do rywali, to postawili nam wczoraj mocne warunki. Przyznam, że z dużą irytacją patrzyłem jak praktycznie wszystko wychodziło takim tuzom naszej ligi jak Ziajka, Lewczuk czy Petasz. A moją złość potęgowało to, że widziałem jak w piątek Wisła "postawiła się" Lechowi. Na szczęście w końcu ich złamaliśmy po strzale Żyry.
Za tydzień Gdańsk i czas najwyższy wyrównać z Lechią pewne rachunki.
@Moros
Naprawdę Berg tak powiedział?
Niby nie ma zmiennika Ojama, ale czy Kucharczyk byłby gorszy? A może Duda/Rado na skrzydło i granie z napastnikiem (jakimkolwiek)? Nie wiem, dopóki będzie wygrywał nikt nie będzie stawiał takich pytań, a krytyka Ojamy będzie stonowana, bo zawsze można powiedzieć, ze pracuje na całym boisku na sukces drużyny czy coś w tym stylu. Wyniki go obronią tylko.
Generalnie, ja obserwując tę bergową taktykę trochę się łapię za głowę, bo sensu w niej za bardzo nie widzę. My wygrywamy, bo mamy indywidualnie lepszych piłkarzy ale w Europie ci nasi "giganci" natkną się na o wiele lepszych od siebie.
"To "wybryk" intonuje małpie dźwięki ('monkey chants'), gdy przy piłce są czarnoskórzy piłkarze drużyny przeciwnej"
Tworzenie tego rodzaju "faktów" na potrzeby podkreślenia swojej opinii zwyczajnie nie przystoi. Odrobinę umiaru?
Rozumiem, że z pozostałymi wybrykami "wybryka" się zgadzasz ?
Tak się złożyło, że mecz obserwowałem tuż znad naszej ławki rezerwowych (trybuna silver, nie wiem czy ktoś z Was miał przyjemność być na którejś z trybun "VIP", na mnie silver (mimo iż najniżej w hierarchii) zrobiła duże wrażenie, pełen profesjonalizm) i miałem możliwość obserwować z bliska pracę sztabu podczas meczu. Berg często spacerował przy linii. Mimo iż zawodnicy przebiegali blisko niego, rzadko się z nimi komunikował. Ze skrzydłowymi prawie wcale. Raz tylko coś rzucił w kierunku Ojamy, pokazał Żyro kogo ma pokryć w pressingu. 2-3 razy podczas meczu podszedł do niego asystent i razem dyskutowali. Podczas przerw w drugiej połowie przywoływali Rado i Jodłę, przekazując im uwagi. Wszystko na spokojnie bez żadnej motywacji. Ggdy Berg z Johansenem podpowiadali coś piłkarzom, momentalnie doskakiwał Sokołowski - pełnił rolę tłumacza. Kilka razy Sokołowski w trakcie meczu żywiołowo podnosił się z ławki i motywował piłkarzy. Były to jego samodzielne inicjatywy. Praca ławki wyraźnie ożywiona była w drugiej połowie. W pierwszej Berg często spacerował przy linii ale do piłkarzy, którzy często byli bardzo blisko, nawet się nie odzywał.
Po meczu przy ławce piłkarze wyglądali jak zgrany kolektyw. Fajnie to wyglądało. Jedynie Dosa i Pinto od razu po gwizdku zeszli do szatni.
Na drugi dzień miałem przyjemność spotkać trenera w hotelu. Tak sytuacja. Przechodził w restauracji przy TV, w którym akurat leciała powtórka meczu. Zatrzymał się i oglądał. Stał tak dobre kilkanaście minut. Nie zwróciłem uwagi kiedy odszedł. Kelnerzy śmiali się, że jak zwykle ustawia taktykę. Z entuzjazmem zgodził się na zrobienie wspólnej fotki.
@Carlos.
Na trybunie są przeszklone ściany i widać wejścia do szatni i korytarz/ hol prowadzący bezpośrednio na murawę. Mój siostrzeniec z uporem maniaka walił w szybę, ale żaden piłkarz nie odwzajemniał jego entuzjazmu. Dopiero dobre kilkadziesiąt minut po meczu właśnie Carlos odwzajemnił pozdrowienie ubranemu w Legijne barwy dzieciakowi. Fajny gość.
Nie, no Carlos to extra koleś nie tylko poza boiskiem. Dla mnie to on był jednym z autorów zwycięstwa Legii. Bo niby groźny, niby tworzył jakieś sytuacje, ale właśnie... sytuacje niby były groźne, ale strzałów z nich nie było. Kto wiec co by się wydarzyło przy innym skrzydłowym.
A jak trzeba było stracić ważną piłkę i dać Legii szansę na kluczową kontrę, to też Carlos się świetnie w tym odnalazł.
Powyższe jest oczywiście z przymrużeniem oka, ale takim nie do końca
Nie wiem, może jestem nieobiektywny, ale mi w tym meczu, zawodnicy Legii bardzo zaimponowali. Wygrać z rywalem, z którym właśnie co się zwyciężyło 3:0, a który wcale nie należy do słabeuszy, nie jest tak łatwo. Nam się udało, a to znaczy, że zarówno mobilizacja, jak i świadomość celu, są u naszych zawodników na określonym, wysokim poziomie. To, że ten mecz nie wyglądał najlepiej (bo nie wyglądał) nie ma większego znaczenia. Nie zawsze gra się tak jak się chce, nie zawsze gra się przy tak padającym deszczu. Szczególnie gdy gra się 'z przymusem' odniesienia wygranej. Za zaliczenie takiej "próby" ognia jestem naszym chłopakom bardzo wdzięczny, choć nadenerwowałem się wcale niemało.
@ Carlos
Panowie, wszystko co piszecie to prawda, ale mam wrażenie, że Portugalczyk objeżdżałby nie tylko Dossę i nie tylko w naszej lidze. To jedna z ciekawszych postaci w Zawszy. Momentami jego gra jest na naprawdę wysokim poziomie. Choć faktem jest, że w takim wypadku powinien być lepiej pilnowany. Tyle, że pamiętajmy, że kolega z ataku, Jakub Wójcicki wcale do wolniejszych nie należy. Wcale nie było łatwo pokryć ich obu, nam się to jednak koniec, końców udało. A, że mieli sytuacji? no mieli, nie oszukujmy się, każdy będzie jakiś miał. Oby tylko takie jakie miał Zawisza w sobotę.
@ CTP
- "Tak a'propos mojej ostatniej dyskusji z Monrooe na temat Jodłowca, to mam nadzieję, że po tym meczu popierasz jednak moje zdanie"
Wybacz, to może nieco dziwne, ale wydaje mi się, że nie do końca zrozumiałeś o czym dyskutowaliśmy. Ja starałem się przedstawić jak widzę zamysł trenera Berga, jego wizję gry dwoma defensywnymi zawodnikami i ich obowiązki. W związku z tym powątpiewałem w możliwość wymaimy któregokolwiek z nich na piłkarza, którzy nie posiada żadnych cech umożliwiających wypełnienie tych założeń. Jak więc ma się do tego średni występ Jodłowca? Wybacz, ale kompletnie nie rozumiem. Jeśli zaś pytasz, czy po takim meczu powinniśmy zmienić założenia przejęte przez sztab szkoleniowy to... sorry, ale chyba się nie dogadamy. Wydaje mi się, że zmiana całej taktyki i pomysłu na grę zespołu nie powinna następować po jednym, drugim, czy nawet trzecim nieudanym występie któregoś (któregokolwiek) z piłkarzy.