- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - St Patrick's Athletic 1-1: Legia grać!
Legia rozpoczęła grę w europejskich pucharach w sezonie 2014/15 w bardzo słabym stylu. Remis 1:1 z drużyną St Patrick's Athletic stawia Legię w trudnym położeniu przed meczem rewanżowym, który odbędzie się w przyszłą środę w Dublinie. Odpadnięcie z europejskich pucharów już w drugiej rundzie kwalifikacyjnej byłoby dla naszego klubu katastrofą wizerunkową, finansową – a przede wszystkim sportową.
Pierwsze skojarzenie nasuwające się po meczu Legii z St Patrick's Athletic jest wyjątkowo paskudne – to dwumecz Wisły Kraków z Levadią Tallin w lecie 2009 roku. Pierwszy mecz w Krakowie w połowie lipca, do przerwy sensacyjne prowadzenie gości 1:0, wyrównanie dla drużyny mistrza Polski dopiero w 90. minucie meczu, 1:1. Skąd my to znamy? W dodatku nie był to jedynie wypadek przy pracy, w rewanżu padł przecież wynik 1:0 dla Estończyków i Wisła w kompromitującym stylu zakończyła przygodę z Ligą Mistrzów.
Nie mam wątpliwości, że legioniści potrafią grać w piłkę lepiej niż Irlandczycy, nie mam też wątpliwości, że gdyby środowy mecz potrwał jeszcze z pięć minut, Legia by go wygrała. Ale czy awansujemy do trzeciej rundy kwalifikacji do Ligi Mistrzów? Tu niestety nie mogę już napisać, że nie mam wątpliwości. Drużyna St Patrick's Athletic przechytrzyła nas najprostszą możliwą taktyką. Kiedy Legia miała piłkę, na desancie czyhał osamotniony Chris Fagan, a jego dziewięciu kolegów starało się ustawić między piłką a bramką strzeżoną przez Clarke'a. Legia nie miała zielonego pojęcia jak rozbić ten rygiel. Brakowało strzałów z dystansu, dośrodkowania padały łupem środkowych obrońców irlandzkiego zespołu, nasze skrzydła praktycznie nie istniały. Rewanż w Dublinie może przebiegać według podobnego scenariusza.
Przy czym, uwaga, Irlandczycy wcale nie przyjechali do Warszawy, licząc na najniższy wymiar kary. Zwracało uwagę, że w pierwszej połowie przy rzutach rożnych wykonywanych przez Legię zostawiali na desancie aż dwóch zawodników, ewidentnie mając nadzieję na przejęcie piłki i wyprowadzenie kontry. Niby murowali bramkę, ale nagle zupełnie znikąd ich lewy obrońca 'urywał się' zaskoczonemu Michałowi Żyro i otrzymywał podanie w dobrym tempie. Żyrko za swoje gapiostwo zebrał wreszcie potężną burę od Dusana Kuciaka. Zaimponował też sposób, w jaki Irlandczycy rozegrali w pierwszej połowie kontrę 'dwóch na trzech', po której Fagan znalazł się w sytuacji sam na sam z Kuciakiem, a skórę uratował nam Inaki Astiz, wybijając piłkę z pustej bramki. Ten zespół bez wątpienia miał na nas pomysł. A czy my mieliśmy pomysł na nich?
Wydawało się, że chcieliśmy grać spokojnie, cierpliwie, zmęczyć przeciwnika. To wbrew pozorom wcale nie byłaby taka niedorzeczna koncepcja. Wygrana 2:0 czy nawet 1:0 prawdopodobnie rozstrzygnęłaby kwestię awansu. Nie przewidzieliśmy tylko, że Irlandczycy będą tak groźnie kontratakować, że będą mieli tyle sytuacji bramkowych i pierwsi strzelą nam gola. Bramka dla St Patrick's Athletic była efektem wyjątkowo niepewnej fazy meczu w wykonaniu Legii. Najpierw strzał Brennana z dużym trudem obronił Kuciak. Kilka minut później ten sam Kuciak, naprawiając błąd Astiza, podał piłkę irlandzkiemu pomocnikowi, który o mały włos przelobowałby Dusana strzałem z dystansu, a Helio Pinto przejmując piłkę, skierował ją wprost pod nogi zawodnika drużyny gości – właśnie ta akcja doprowadziła do bramki na 0:1.
Irlandczyków w środowym meczu charakteryzowała duża staranność. Piłka dobrze 'siedziała' im na nodze, prawie każdy strzał leciał w światło bramki. Legii natomiast nic nie wychodziło, mnożyły się złe decyzje, niedokładne podania. Odrobiny szczęścia w postaci dosłownie kilku centymetrów zabrakło Helio Pinto przy strzale z rzutu wolnego, fatalnie pomylił się w stuprocentowej sytuacji Marek Saganowski (podobną okazję miał w meczu z Zawiszą, i również ją zmarnował!). Czasem zdarzają się takie mecze, czasem po prostu nie idzie i już. Tylko że to kiepskie usprawiedliwienie.
W Legii po to zatrudniono Henninga Berga, po to ściągnięto Helio Pinto czy Orlando Sa, płacąc im ciężkie pieniądze, żeby dać drużynie szansę zaistnienia w Europie, żeby wzbogacić ją o pierwiastek jakości. Póki co Orlando Sa zszedł z boiska, prosząc o zmianę po pierwszym ostrzejszym ataku przeciwnika, a Helio Pinto bardziej pomógł przeciwnikowi w zdobyciu bramki niż swojej drużynie w... czymkolwiek. I śmieszne to, i straszne. W ogóle cała koncepcja z odsunięciem Vrdoljaka od pierwszego składu i zastąpieniem go Helio wydaje się co najmniej dyskusyjna. Ale, żeby nie było że szukam tylko portugalskich kozłów ofiarnych, także postawę Kuby Koseckiego czy Michała Żyro uważam za zwyczajnie beznadziejną. Chciałbym przypomnieć sobie jedno dobre zagranie Żyrki, chociaż, do licha ciężkiego, jedno. I jakoś nie mogę. Dziesięć milionów euro, hehe... A taki Ondrej Duda potrafił raz a dobrze zagrać, zapuścić obrońcy 'siatę' i wypuścić Radovicia na dogodną pozycję (zresztą Rado też strzelił z 'siatą'). Abstrahując już od indywidualnych ocen, dodam jeszcze, że w grze Legii chyba najbardziej dziwiła mnie trudność, z jaką przychodziło nam odbieranie piłkę przeciwnikowi i niemal zupełna rezygnacja z gry wysokim pressingiem.
Środowy mecz był przykrym, przygnębiającym widowiskiem. Jeżeli ktoś czyta regularnie moje wpisy na czarnej-eLce, wie że mieszkam obecnie poza Warszawą i siłą rzeczy mam wielu znajomych i przyjaciół w południowej Wielkopolsce. Po powrocie z meczu z St Patrick's Athletic odpaliłem FB i trafiłem na dyskusję zapoczątkowaną przez jednego z moich wielkopolskich znajomych, zresztą mojego serdecznego druha z kilku lat wspólnej, ciężkiej pracy w lokalnej gazecie. Wiecie jak pisał o Legii on i jego rozmówcy? „Nasi”. No to ładnie się nasi popisali... Jedyna pociecha - gorzej już chyba być nie może?


Uwielbiam ten dreszczyk emocji, który towarzyszy mi od rana w dzień meczowy. Próżno go szukać nawet w dzień finału mistrzostw świata
Niby jesteśmy lepsi, niby powinniśmy gładko wygrać, ale..
Ta nutka niepewności powoduje, że nie wyobrażam sobie, aby mogło mnie zabraknąć na trybunach.
Oglądając naszych chłopaków w ostatnich meczach, odnoszę wrażenie, że od ostatnich występów w LE minęło kilka lat. Ta drużyna bardzo dojrzała. Nabrała pewności siebie. Wielu piłkarzy przestało bać się "własnego cienia"
Minął okres aklimatyzacji. Czas na poważne granie.
Coś mi mówi, że w tym sezonie i dla nas zaświeci słoneczko.
Do zobaczenia na Ł3
Czy St Patric’s Athletic to gorsza drużyna od FC Dudelange, a my jesteśmy lepsi od Red Bull Salzburg?
Wolałbym dziś przypomnieć piłkarzom tytuły austriackich gazet z 2012 roku, niż później samemu je czytać w Przeglądzie Sportowym: "Tiroler Tageszeitung" - "Salzburg zhańbił całą futbolową Austrię", "Kurier" - "Historyczny blamaż Salzburga".
Piłkarzy mamy lepszych, w to nie wątpię, irlandzkiej drużyny nie znam, ale polecę stereotypem, jeżeli ich piłkarsko nie rozklepiemy, gra zostanie sprowadzona do atletycznych, fizycznych pojedynków, to będzie ciężko.
Oby zagrali otwarcie, zrobili tym samym miejsce, choćby i dla Koseckiego ścigającego się z nimi przy wychodzeniu na wolne pole, przy podaniach za plecy obrońców. Przy wycofanej, „zamkniętej” taktyce, walory choćby takiego Kosy maleją.
Legia szybkim pressingiem zepchnie ich pod pole karne i tak już zostanie.
Przynajmniej taką mam nadzieję.
@matus007
Jeśli nie będzie potrzeby (raczej nie będzie) Duda na boisko nie wejdzie. Nie ma potrzeby ryzykować po raz drugi.
Uwaga na bardzo brutalnie grającego gościa z 6-tką - Grega Bolgera, Pinto musi uciekać z nogami.
Jeżeli Berg zgodnie z przewidywaniami Kibica50 zaordynuje wysoki pressing, o ile jest w pełni sprawny i fizycznie gotowy to powinien postawić na Kuchego, pod tym względem moim zdaniem jest dużo wydajniejszy, efektywniejszy od Kosy, choć i temu drugiemu nie odmawiam, że może jakąś piłeczkę wyłuskać, ale do mozolnej pracy, do nieefektownego zamykania kierunków podań, dużo lepszy, dla mnie, wydaje się Kucharczyk.
A pro po uwagi Olivera, jeżeli skład ze sparingu z Beer Shevą zostanie utrzymany, to ten mecz jest ważną próbą dla Helio Pinto, przynajmniej tak to odbieram. Niech uważa na nogi, ale też i pokaże że do specyfiki gry kontaktowej już się przystosował. Nowy sezon i nowa szansa zaistnienia w wyjściowej, pierwszej jedenastce, choć w tej chwili trudno mi sobie wyobrazić grę z Helio z drużyną o większym od Legii potencjale ofensywnym. Ale to dylemat na przyszłość, żeby zaistniał, to dziś zawodnik na „8” powinien spełnić swoją rolę.
Gawin nam stronę udoskonala, czasem z efektem ubocznym.
O ile dobrze odczytałem nowe ustawienie Berga, to Pinto gra bliżej naszych obrońców niż Jodła.
Wg mnie ma to dwie zalety.
Pinto jest pierwszym kontaktem między obrońcami a atakiem. (lepszy przegląd pola i podanie)
Jodła stojąc bliżej bramki przeciwnika a) może oddać strzał zarówno głową jak i nogą b) jest pierwszy do przerywania kontrataków.
Pinto w ostatnim meczu miał kilka fajnych odbiorów.
Ciekawe czy Berg będzie próbował w tym sezonie gry piątką obrońców, gdzie boczni są ustawieni wysoko i wspomagają ofensywę? W zasadzie to by dla nas było dobre ustawienie bo chyba łatwiej jest wtedy zmieniać ustawienie z mocno ofensywnego na wzmocnioną defensywę?
Wtedy taki Ronan miałby większe pole do popisu.
Po analizie ostatniego mundialu, specjaliści wieszczą schyłek typowych środkowych napastników. Strzelili mniej bramek i rzadziej byli przy piłce niż ofensywni pomocnicy.
Nie znam się ale taka Barcelona grała chyba teoretycznie bez napastnika, a i my często gęsto chyba że ktoś naprawdę uważa Miro za takiego. Jednym słowem spostrzeżenia moim zdaniem jak najbardziej trafne.
Goście, którzy trenują amatorów, piszą do lokalnej gazety, naprawiają lodówki i etc. przyjeżdżają na Łazienkowską 3 jak po swoje.
W rewanżu będzie albo 0:0 (HB już tak kiedyś umoczył z Florą Talin), albo 0:4 (Legia nawiąże do sezonu 96/97 i dwumeczu z Glenavon FC).
Drugie co pomyślałem może i dobrze że w pierwszym meczu bo taka lekcja pokory przyda się wszystkim, od piłkarzy poczynając na właścicielach Legii kończąc.
Nie wyobrażam sobie odpadniecia w tej fazie rozgrywek ale to co grali przez 70 minut to jakiś koszmar. Piłkarze sprawiali wrażenie jakby byli na boisku za karę lub nie mieli pojęcia co mają grać. Żyro przyklejony do linii bocznej wrzutki na najmniejszego na boisku Koseckiego no i obrona.Powinno być trzy bez żadnej zbędnej dyskusji.
Nie chce mi się więcej pisać ale mam szczerą nadzieję że zarówno piłkarze jak i wszyscy w klubie zejdą na ziemię.
Panowie piłkarze jak się gra w piłkę widzieliśmy przez ostatni miesiąc ja aż tak dużo nie wymagam ale zapierdol na boisku to wasz obowiązek.
Red Bull skład miał bardziej wartościowy od Legii a z Luksemburczykami umoczył, zatem tu jakiś „drogocenny” transfer wcale nie musiałby oznaczać zbawienia i zmiany obrazu gry, osobiście w to wątpię, a że mogą być problemy i to duże w takim meczu przewidywałem. Można powyżej zweryfikować, pisałem: „Nic do zyskania, a do stracenia wszystko! Jeśli na boisku zacznie się nie układać, jeżeli zabraknie farta, jakiś kontratak ptfu, ptfu „kelnerom” się uda, piętrowy autobus będzie w bramce garażował, a cierpliwości, opanowania zabraknie, myśl „do stracenia wszystko” zacznie się kołatać z tyłu głowy i tylko walić głową w mur pozostanie …. Nie lubię takich meczów. (…) jeżeli ich piłkarsko nie rozklepiemy, gra zostanie sprowadzona do atletycznych, fizycznych pojedynków, to będzie ciężko”. Myliłem się o tyle, że kilka przemyślanych ataków oprócz jednego Irlandczykom nie udało się skutecznie wykończyć, farta to my mieliśmy i godnego bramkarza. Kuciak najlepszym z Legionistów, tego przyznaję nie zakładałem. Na stryczku w tej chwili dyndamy, ale to nie oznacza, że się nie urwiemy. Może tak, a może nie, w 2010 roku Lech zanim grał swoje pamiętne mecze z Juve i MC męczył się w karnych z Interem Baku. Ze Spartą wtopił, psy na nim wieszano, a później ….
Pewne jest jedno, że tak grać jak w środę nie można. Berg żadnym cudotwórcą nie jest, niech się modli o dobry wynik na zielonej wyspie, bo szybciutko na polskiej ziemi zjedzie windą z nieba do piekła, z tym że ja cały czas będę twierdził, że sumaryczną ocenę temu trenerowi będzie można wystawić dopiero w czerwcu 2015! Jakieś nerwowe ruchy będą świadczyły, ze wkraczamy na ścieżkę Józia W.
Przed meczem mnożyliśmy pytania, kilka odpowiedzi poznaliśmy. Żal mi Helio Pinto, fajny, sprawiający sympatyczne wrażenie facet, ale wątpię żeby się w Legii podniósł. On stroni od „bycia pod grą”, „jej prowadzenia”, nie podejmuje brania odpowiedzialności za kreowanie akcji zespołu na siebie, może zaskoczyć niebanalnym, kunsztownym zagraniem, świetnie bitym wolnym, ale to są pojedyncze przebłyski. Helio moim zdaniem być może nadaje się do gry trójką środkowych pomocników jaką kiedyś Skorża uskuteczniał, ale nie jest w jedenastce piłkarzem wiodącym, a uzupełniającym i tylko tak raczej go można traktować.
W końcówce Irlandczycy grali „na oparach”, ale dla mnie, ewidentnie widać że Rado zyskuje gdy ma koło siebie Dudę, obojętnie w jakiej formie. Nie wiem czy Słowak za tydzień podoła, bezwzględnie jednak domagałbym się go na placu.
O Żyro chyba lepiej nie wspominać, jeżeli chłopak gdzieś coś wspominał o chęci liderowania, to musi się porządnie nad sobą zastanowić. Jeżeli pętla na szyi się zaciśnie za tydzień, stanie się jednym z głównych winowajców, wbiłbym mu to do głowy i dał szansę na rehabilitację. Niech pokaże, że ma jaja, nawet jeżeli jest bez formy, niech orze językiem z wycieńczenia po irlandzkiej murawie.
W sumie to nie wina Berga, że mamy takich piłkarzy jakich mamy.
Jednego nie rozumiem, wszyscy się rozpływali nad tym jak ułożył Legię wiosną, ale poza tym, że inaczej podchodzimy do gry obronnej to stempla jak w przypadku Kociana czy Rumaka nie widziałem. W lidze nikt nie zrobił nam gang-bangu raz czy drugi i znowu nastała bezkrytyczna wiara.
Ja się już nawet nie dziwię Ljuboji, iż twierdził że z imprezy jest lepszy niż reszta. No pewnie, że nie chodzi o wszystkich, ale na pierwszy skład zasługuje tylko kilku zaczynając od Kuciaka.
Pozostali powinni zostać gwiazdami na Pudelku.
Swoją drogą największy problem mają ci co opowiadali jaka ta Legia jest i będzie oraz ci co ściągają piłkarzy pokroju Sa czy Pinto.
Sa do września prawdopodobnie nie zagra, to kiedy on pokaże swoje nieprzeciętne możliwości? Skoro Jol dwa lata temu go zweryfikował w lidze siłowej to czemu u nas nikt nie wyciągnął wniosków?
Leśny ma teraz twardy orzech do zgryzienia, jest megachu...o, a kompromitacja w pucharach pójdzie na jego konto.
Przypomnę jeszcze raz słowa Darka Kubickiego po odpadnięciu Legii z Austrią Wiedeń z Pucharu UEFA - Z tymi piłkarzami nie da się więcej osiągnąć.
Czasy się zmieniają, a wnioski można wysnuć podobne.
1. Niech nas nie dziwi to rozstrzygnięcie, ani nawet to, że najlepszy w Legii był Kuciak. Już nowoświęci powinni byli do przerwy rok temu uciąć sprawę awansu. Polska piłka klubowa
2. Pamiętając jeszcze o MŚ, szukałem analogii, kto grał porównywalnie. Przez ok. 15 minut myślałem, że Argentyna w dwóch pierwszych meczach grupowych. Potem stwierdziłem, że obrażam Argentynę.
3. Prezes Leśnodorski rwie włosy z głowy, czemu mało ludzi kupuje karnety. Niech się nie dziwi – grozi nam porównywanie pucharowych dokonań trenera Berga z ‘dokonaniami’ poprzednika. Czyli stoimy w miejscu, za co ludzie nie będą płacić.
4. Po ludzku moja sympatia jest po stronie półamatorów z Irlandii bardziej niż półprofesjonalistów z Polski.
5. Sposób gry Legii jest zaraźliwy. Kosecki coś tam w 1. połowie próbował szarpać. Potem przestał. Trenowali strzały? Niech dalej trenują - widać, że zanim Brzyski, Żyro, Radović i koledzy się wstrzelą, to minie kilka tygodni. Może to być nasza jedyna broń: bezruchem nawet stojących beczek Legia nie ogra.
1. Niepokoi mnie to, że kolejny raz drużyna półamatorska z Wysp Brytyjskich lepiej i płynniej operuje piłką niż Legia.
2. W przypadku wtopy w Dublinie (co nie jest takie nierealne) trzeba zastanowić się nad zatrudnieniem trenera zamordysty.
3. Jedynym graczem z pola, który gra na stałym poziomie jest Jodłowiec.
4. Radović musi mieć z kim poklepać, bez Dudy gaśnie. Więc tata i syn muszą grać razem.
5. Do tej pory nie rozumiem fenomenu Koseckiego.
6. Sa i Pinto powinni dostać wolną rękę w szukaniu nowego klubu.
7. Przyzwoitość nakazywała by aby w razie wtopy w Dublinie piłkarze przekazali swoje 3 miesięczne pobory na budowę Akademii Legii.
8. Piłkarze SPA tak od 75 minuty myśleli jak tu jutro nie spóźnić się do pracy.
9. Mniej marketingu, więcej grania w piłkę.
10. Buty w pstrokatych kolorach u piłkarzy Legii powinny zostać zakazane
11. Może jednak warto było przytulić te 3 mln € za Żyro? Jeżeli ta jedna rudna była fenomenem w jego wykonaniu?
Dobra wiem to tylko jeden mecz, ale przypominam że poziom TME jest taki, że brak nam właściwego poziomu odniesienia.
W dodatku w pale się nie mieści jak piłkarze zarabiający 1,5 do 2k £/mc ogrywają takich co dostają nawet 10x tyle.
Berg wspominał coś o tym, że SPA wspięło się na wyżyny swoich możliwości. Halo tu ziemia, oni zagrali na swoim normalnym poziomie. Wystarczyło tylko mądrze ustawić drużynę. Jak widać potrafił to zrobić nawet trener "amator".
Nie można również wyciągać daleko idących wniosków, bo do rozegrania pozostała druga połowa. (na szczęście)
Nie mogę jednak zrozumieć, dlaczego we wczorajszym meczu nie było niczego z pół rocznej pracy Berga.
Żaden z piłkarzy nie zagrał lepiej, brakowało jakiejkolwiek taktyki, schematów czy zmiany tempa gry.
Nie widziałem też ogromnej determinacji i woli zwycięstwa, o której w przedmeczowych wywiadach opowiadali piłkarze.
Widziałem za to chaos i mnóstwo niecelnych podań.
Ps
W drużynie z Dublina nie dostrzegłem piłkarzy "pokroju", więc tezę stawianą przez niektórych uważam za nietrafioną.
Podobała nam się gra na Mundialu bo tam zawodnicy potrafili szybko wymieniać piłkę. Żeby to robić trzeba umieć podać mocno i celnie i umieć przyjąć bądź odegrać. My tego nie potrafimy.
Kilka razy pisałem że jeśli takie zespoły jak Podbeskidzie albo Lechia (z zeszłego sezonu) swoją agresją (sportową) potrafią nas wybić z rytmu to tym bardziej zrobią to zespoły w pucharach.
Czy to kwestia tylko umiejętności zawodników? Po części bo w myśl zasady że organ nie używany zanika to jeśli w lidze jesteśmy do tego zmuszania rzadko to zawodnicy przyzwyczajają się do takiego "komfortu" i jak grają na "raaaz, dwaaa, trzyyy" to potem zagrać na "raz dwa, raz dwa" jest ciężko.
Loew ze stoperem mierzy swoim piłkarzom czas przetrzymania piłki że im uświadomić że zbyt długo ją mają i w taki sposób wymóc szybszą grę.
Problem szybkiego rozegrania rozegrania mamy też na poziomie reprezentacji. Wiecznie narzekamy na nieskuteczność Lewandowskiego a co on ma zrobić jeśli zespół nie potrafi zaskoczyć przeciwnika szybkim rozegraniem.
Pinto chyba ostatecznie potwierdził że nie będzie zbawicielem naszej drugiej linii. Tylko rzut wolny a reszta to gra do boku i do najbliższego. Podobno dzięki swojej technice miał przyspieszyć grę a według mnie zwalnia.
Jedyne usrpawiedliwienie i coś co pozwala mieć nadzieję to fakt że jesteśmy na początku sezonu i szczyt formy szykowany jest na sierpień. Zespoły z ambicjami na awans do fazy grupowej a zmuszone grać w lipcu ponoszą spore ryzyko bo muszą przystąpić do rywalizacji w nieoptymalnej formie i są narażone na niespodzianki.
Tak samo jest na dużych turniejach, w fazach grupowych jest najwięcej niespodzianek bo ci teoretycznie słabsi szykują się przede wszystkim na fazę grupową a ci silniejsi muszą planować wzrost dyspozycji bo turniej trwa misiąc a oni zakładają grę do końca.
Biorąc to wszystko pod uwagę wierzę że uda nam się prześliznąć do fazy grupowej (bo wiara kibica jest ślepa) ale nie oczekuję wielkiej satysfakcji z gry Legii. Będziemy się strasznie mordować, kibice i piłkarze.
Czy podział punktów w lidze nie pomaga zespołom grającym (jeśli awansują) w fazie grupowej pucharów? Żaden z najmocniejszych klubów w Polsce nie ma dwóch jedenastek i grając równolegle w pucharach i w lidze musi pogubić punkty. Podział daje możliwość "rzucenia" wszystkich sił na puchary a potem ułatwia odrobienie strat.
Uważam że to jest korzystne dla najmocniejszych jeśli będą grać w fazie grupowej a tego chyba chcemy.
Polecam. Analiza meczu na przykładzie jednej sytuacji, jak w prosty sposób ustawić drużynę.
"Jedyne usrpawiedliwienie i coś co pozwala mieć nadzieję to fakt że jesteśmy na początku sezonu i szczyt formy szykowany jest na sierpień"
Wg mnie, coś co pozwala mieć nadzieję to fakt, że już gorzej zagrać nie można.
Strach pomyśleć, jeśli się mylę.
Kuciak może i najlepszy, chociaż dwa strzały przepuścił (jeden wybili za niego z linii obrońcy), ale jego zachowanie w stosunku do pozostałych piłkarzy (sam przecież mówił, że kolegów w drużynie nie ma) jest po raz kolejny skandaliczne i naprawdę czas najwyższy coś z tym zrobić.
Nie przesadzaj, w końcu nikogo nie pogryzł
Opis tej akcji daje obraz naszych problemów.
Ancelotti napisał że taktyka to zarządzanie przestrzenią czyli jak rozumiem zamykanie jej w obronie a otwieranie w ofensywie. Ta akcja pokazuje jak poprzez wolne rozegranie pozwalamy przeciwnikowi "pozamykać" przestrzeń.
Jest zbyt mało sensownego ruchu i zbyt mało umiejętności gry na małej przestrzeni. Takie granie na pewnym fragmencie boiska powinno skupić większe siły przeciwnika co otwiera przestrzeń w innym miejscu ale żeby to wykorzystać to po pierwsze nie wolno stracić piłki w tym tłoku i umieć celnym podaniem przenieść piłkę w to miejsce w którym czeka na nią nasz zawodnik a to oznacza niezbędność posiadania techniki i nawyku szybkiego grania piłką oraz myślenia przestrzennego.
Czy to jest wina Berga?
Nie jestem pewien. Ja w tej chwili zarządzam pewnym przedsiębiorstwem w Rosji. Panują tu pewne nawyki ukształtowane przez pokolenia a mianowicie zarządzania autorytarnego co znaczy że prezes ma wydawać polecenia podwładnym, nie ma nawyku kolektywnego wypracowywania rozwiązań. Kierownik przychodzi i chce usłyszeć polecenie które będzie się starał wykonać (na ogół bezsensownie).
Piszę o tym bo jeśli dyrektor (Berg) natrafia na inną mentalność której nie zna to na początku nie rozumie dlaczego nie może dotrzeć do podwładnych (piłkarzy) ze swoim przekazem, bo on pewne rzeczy uważa za oczywiste (na przykład ciągły ruch połączony z myśleniem popartym doświadczeniem) a oni tego nie uważają za oczywiste chociaż jest niezbędny element planu. I dlatego (tak przypuszczam) plany są słabo realizowane.
Zarządzanie ludźmi jest podobne niezależnie od tego czy się zarządza zespołem czy kolektywem w firmie. To wszystko są ludzie ze swoją mentalnością, nawykami itd.
Zastanawiam się co trzeba powiedzieć tym naszym chłopakom żeby to zrozumieli.
A uprzedzając możliwe argumenty że w Legii grają obcokrajowcy i oni nie są obciążeni "naszym" myśleniem, odpowiem od razu że człowiek ma zdolność uczenia sie i przystosowania i siła oddziaływania otoczenia jest ogromna.
Ja też olałem kilka spraw szacując że bicie się o nie spowoduje osiągnięcia celu na satysfakcjonującym poziomie za to zrujnuje realcje w firmie. Zwykły rachunek zysków i strat który robi każdy z nas kilka razy dziennie, nawet nieświadomie (bohater pewnej sztuki nie wiedział że mówi prozą, dopiero wynajęty nauczyciel mu to uświadomił).
@corazstraszy
Moim zdaniem ludzi ewidentnie wstrzymują się z karnetami czekając na rozwój wypadków. Kibic50 może i nawet słusznie mieć pretensje ,że to w takim razie nie kibice ale takie są fakty. Kopanie się z Łęczną Bełchatowem czy PBB większości nie rajcuje. To naprawdę może być poważny problem dla właścicieli. Niby dopiero seryjny brak uczestnictwa może zrobić nam krzywdę( tak zdaje się mówił prezes) to jednak żenująca postawa w eliminacjach czy w lidze sprawę tylko utrudni.
Trzeba pamiętać ,że w lidze zapewne chociaż początek zagramy drugim składem i jakiś blamaży już na początku wykluczyć nie można.
Zobaczcie panowie szlachta jak to wszystko jest podporządkowane jednemu dwóm meczom. Niech nie wyjdą a cała robota marketingowa itp będzie psu na budę i utrzymać zainteresowanie będzie dużo trudniej. Nie piszę tu o nas wariatach ale tych wszystkich których klub z takim trudem pozyskuje.
Za tydzień w środę IMO będzie mecz o nasz rozwój w najbliższych latach. Wprawdzie Senator przytoczył wypowiedź prezesa, iż dopiero seryjny brak gry co najmniej w grupie LE może nam sprawić sporo problemów ale trudno sobie wyobrazić jakiś znaczący progres gdy zabraknie tych kilkunastu mln złotych na następny sezon. Już obecne okienko transferowe było takie sobie. Po ewentualnym odpadnięciu z Irlandczykami następne pewnie byłoby nie lepsze. Co więcej, za raz ktoś pewnie by odszedł bo klub mając w perspektywie spory ubytek kasy, chciałby trochę zejść z kosztów i co nieco zarobić. Dodatkowo nasz współczynnik za bardzo się nie poprawi więc w następnym roku o rozstawieniu w IV rundzie eliminacji do grupy LE będzie można pomarzyć (o rozstawieniu w kwalifikacjach do LM już nawet nie wspomnę). Ewentualna katastrofa w środę może naprawdę zamknąć nam wrota poważnej europejskiej piłki na parę lat. Coś co przeżywaliśmy za czasów wczesnego i "środkowego" ITI może powrócić. Dlatego przejdźmy tych Irlandczyków...
Osobiście bardziej podoba mi się Twoje podejście do oceny wczorajszych boiskowych wydarzeń niż Garma . Ja również poza końcówką meczu nie widziałem zaangażowania. Snucie się po boisku nie jest dla mnie wykładnikiem takowego . Być może przemawia przeze mnie gorycz kolejnego zawodu, choć w mojej kilkudziesięcioletniej bytności na Łazienkowskiej 3 było ich niemało. Nie raz i nie dwa byłem świadkiem totalnego olewania kibiców przez wykonujących swój jednak zawód, piłkarzy. W swojej bezgranicznej naiwności wierzyłem ,że tamte historie to już tylko złe wspomnienie. A tu w ważnym jednak dla klubu meczu chłopaki grają bez jaj w przeciwieństwie do przeciwników –amatorów. Na dodatek tę nie bójmy się powiedzieć kompromitację ogląda cała Polska. Zdaję sobie sprawę ,mecz może się nie ułożyć, przeciwnik może być lepszy, to tylko sport , ale na Boga włóżcie w grę choć trochę serca. Czy trzeba nahajki aby zmusić naszych do walki ,trenera zamordystę ,nie wiem co jeszcze aby widzieć to co jest naturalne – zaangażowanie poparte taktyką ? Wróci oczywiście wieczny temat , ten trener zły ,tamten byłby lepszy tudzież transfery, po co ten jak tamten to artysta.
A ja jak zwykle ,przepełniony złością ,łyknę tą czarę goryczy ,pójdę na następny mecz z nadzieją ,że to już się więcej nie wydarzy .Bo co nam starym kibicom pozostaje ,tylko wiara, choć wszystko ma swoje granice.
Callum McGregor 84
Wkleiłem wynik meczu potenteta (na tym etapie rozgrywek) i kopciuszka.
Celtic strzelił bramkę w 84 minucie, widocznie też się mordowali.
Czuję oczywiście zawód po naszym meczu ale czekam na rewanż. Najważniejsze jest awansować. A dalej zobaczymy chociaż nie oczekuję fajerwerków.
Wiedzą, że to wyłącznie ich indywidualne zachowania namalowały wczorajszy obraz. Nie ma co się silić na analizy taktyczne, bo widzieliśmy w czystej postaci olanie wszelkich założeń. Berga biorę w obronę, gdy widzę jak piłkarze beztrosko sobie stali chyba czekając aż znajdzie się Irlandczyk, co wpakuje sobie samobója. Wyniosłość i pycha zagościły w głowach tak mocno, że nie chciało im się myśleć i ruszać.
Jeśli Berg myślał, że w naszym kraju zbuduje mentalność zwycięzcy ciągłym chwaleniem i bagatelizowaniem błędów to teraz powinno go otrzeźwić. Osiągnął efekt o jakim ligowy kopacz marzy: cokolwiek nie zawali to trener go obroni, więc nie musi się przemęczać. Berg pewnie myślał, że taką postawą będą za niego umierać. Może w Anglii, ale nie w Polsce. Tutaj go wykorzystają i wyrzucą zwalając całą winę na niego. Zostanie pierwszym frajerem.
Czas włączyć fergusonową suszarkę i regulamin dyscyplinarny. Czas wziąć kij, bo marchewkę już zeżarli.
Ja nie mam żadnych pretensji do tych którzy inaczej widzą zaangażowanie niż ja czy Ty . To jest kwestia względna.
Dla mnie jeśli zawodnik stoi i czeka, ruchy ma sk..łe to jest brak zaangażowania. Może być jednak tak ,że zgłupieli bo spodziewali się czegoś innego i tu nie realizacja planu zawiodła a zawiódł plan B który powinien być wdrożony po 30 minutach jeśli zauważyli ,że tak jak trener kazał grać przeciwnik nie pozwala.
Ja się nie znam ale wiem tyle ,że aby grać w piłkę trzeba chcieć w nią grać, pokazywać się koledze, być w ruchu . Tego wszystkiego moim zdaniem w pierwszej połowie nie było. Powiedzenie ,że lepiej mądrze stać niż głupio biegać moim zdaniem bardziej odnosi się do obrony. Przy ataku stanie to nie atak.
Cele uwagi również starałem się na ten aspekt zwrócić uwagę.
KAM
Oczywiście w tej fazie rozgrywek bardziej zmotywowane są te słabsze zespoły z tym ,że to żadne usprawiedliwienie dla nas i dla Celticu.
Ogólnie słusznie prawisz niech awansują bo z tym się wiele wiąże. Tak jak pisał sir Gawin która drużyna jest lepsza teoretycznie to widać było i w tym meczu tyle tylko ,że tu praktycznie trzeba strzelić tam przynajmniej dwie bramki tracąc nie więcej niż również dwie. Można strzelić jedną tylko wtedy nie wolno stracić żadnej. Mecz ze strony Irlandczyków dzięki bramkowemu remisowi będzie wyglądał identycznie , autobus i liczenie na kontry.
Tako rzecze piłkarski amator w mojej osobie.
A że słabo nam się grało i wpaść nie chciało, to już inna bajka. Zdarza się. Byle presja uniknięcia blamażu nie spętała nam nóg za tydzień, to będzie dobrze.
Nie ma co się tak emocjonować i jechać z naszymi chłopakami. Zdobyli nam właśnie drugie mistrzostwo z rzędu - szacunek i zaufanie się im należy "jak psu buda".
Czy za Skorży mieliśmy naprawdę lepszy skład?
Piłkarze, co wczoraj biegali w koszulkach Legii umieją grać o wiele lepiej niż wczoraj. Indywidualnie i zespołowo. Wiele razy to widzieliśmy w poprzedniej rundzie. I nie miało większego znaczenia jak grają przeciwnicy. Byli świetni i nagle - jakby to powiedział Murawski - stracili wszystkie swoje atuty. Jak? Kiedy? Przecież sztab trenerski intensywnie od roku robi z tych kopaczy piłkarzy. Wkłada ogrom pracy, żeby rozumieli i umieli jak najwięcej. Praca, jaką wykonują jest tytaniczna. Zawodnicy są lepsi niż pół roku wcześniej. A wczoraj Prezes, trenerzy dostali "podziękowania". Nie dziwię się Bergowi, że nie potrafi tej sytuacji wytłumaczyć.
To, co wczoraj widziałem to był zbiorowy sabotaż na klub wykonany przez lepszą drużynę niż za Skorży. Nie wyobrażam sobie, że Berg tak właśnie kazał im grać i nie przygotował taktycznie zespołu do gry przeciwko "autobusowi".
Jeśli odpadniemy z Irlandczykami będę oczekiwał czystki w zespole z pełnym votum zaufania dla sztabu szkoleniowego.
Drugą możliwą przyczyną jest tzw. "głowa", a jeśli tak, to potrzebujemy trenera w typie Benhakera, który nawciska naszym piłkarzom, że są fantastyczni. Tylko musi się trzymać tej wersji do końca
Trzecią możliwością jest, że polska piłka znajduje się w najgłębszych czeluściach odbytu. Co - po chwili zastanowienia - może być najbliższe prawdy. Niestety Legia jako samotne światełko w tunelu nie ma szans, reszta wciągnie nas do otchłani, jak kamień u szyi w wodę.
Co nie zmienia faktu, że za tydzień jak barany zasiądziemy nerwowo do meczu i znowu będziemy się łudzić (tak jak w poprzedniej edycji eliminacji LM i fazie grupowej LE), że może tym razem będzie ok
Tak w dalszej perspektywie, to oczekiwałbym spadku procentowego części budżetu przeznaczanej na wynagrodzenia zawodników pierwszej drużyny, a przyrostu wydatków na szkolenie dzieci i młodzieży. To ma sens, przynajmniej pedagogiczny. Ale płacenie seniorom po wieleset tysięcy złotych rocznie nie ma sensu.
Nie wiem jak oceniacie zachowanie Duszana, bo moim zdaniem taką reakcją nie pomógł Żyro, a wręcz zdołował. Ok. nie wrócił parę razy, ale raczej nie był najsłabszym ogniwem. Słowak jest na tyle doświadczony, że jeśli widzi jak słabo gra cała drużyna to chęć zgnojenia jednego z młodszych jest słaba.
Jedyne co mi przychodzi do głowy to typowe Polskie olanie sprawy, mecz sam się wygra itp itd. Na razie z totalną krytyka wstrzymam się do rewanżu bo jeśli nie przejdą do 3 rundy to powinni z automatu dostać kary.
ps. Polska piłka to dno:
Ruch ledwo wymęczy wygraną z ekipą z Lichtensteinu, a Lech tradycyjnie w dupę z pół amatorami z Estonii.
Podzielam zdanie Garma, co do oceny zachowania Kuciaka. Swego czasu po meczu z Zawiszą nawet nazwałem go wampirem energetycznym
Wiemy, że Żyro jest graczem delikatnym do prowadzenia, jeszcze bez odporności na krytykę. Błędy, jakie popełnia wpływają na podejmowanie decyzji, co najczęściej objawia się spadkiem efektywności. Po prostu znika. Oczywiście taka ostentacyjna krytyka kolegi z boiska nie wpłynęła na Michała mobilizująco. Kuciak wyładował frustrację i tyle z tego było pożytku.
Jeszcze kilka lat temu zespół z Liechtensteinu był przystawką a dziś strzela 2 bramki na wyjeździe.
O czym tu gadać?
Lech, druga siła w lidze, bez komentarza.
Druga sprawa- Pinto, ani nie grał w defensywie ani w ofensywie, unikał gry, jakiegokolwiek ryzyka a w obronie pozorował grę. Ostatecznie po tym meczu można postawić na nim krzyżyk. To samo na Broziu- zagrał fatalnie, każdy kontakt z piłką to strata, solidny ligowiec ale pewnego poziomu nie przeskoczy i europejskie puchary to zbyt wysokie progi dla niego. Marek Saganowski- ambicja zostaje, wola walki, ale wiek niestety daje o Sobie mocno znać i czasu się nie przeskoczy.
Pewnie, że z amatorami z Irlandii powinniśmy pierwszy mecz z dwumeczu wygrać, ale dziś w piłce nic nie jest łatwe. Szkoli się młodzież wszędzie na potęgę. Produkuje się w Europie corocznie do piłki seniorskiej setki tysięcy adeptów. Większość z nich w liczących się klubach nie zaistnieje z różnych powodów, głównie nieosiągnięcia wymaganego poziomu, ale też zdrowia. Lecz umiejętności na średnim poziomie mają. Do tego dochodzą gracze już wysłużeni w niezłych klubach, którzy jeszcze na stare lata chcą sobie pograć, bo kochają ten sport. Nie czas na szersze omówienie zasad szkolenia młodzieży podobnych w większości krajów poza Polską, jednak należy wskazać,że u nas Związek nie poczuwa się do sformułowania spójnego programu szkoleniowego stąd często niedouczeni instruktorzy biorą się za nauczanie innych tego czego sami nie umieją. Szczupłość kadrowa powoduje, że na każdego tzw. młodego chucha się i dmucha zaniedbując to co najważniejsze: rywalizację i selekcję. Nie każdy nadaje się do piłki na wysokim poziomie. I takich należy na odpowiednich etapach eliminować, aby stawiać coraz wyższe wymagania najlepszym. Dlatego przyszłość naszej piłki, póki co rysuje się w barwach ciemnych.
Dziś w zespołach najważniejsze są: psychika, taktyka i motoryka. W tej kolejności. W środę zawiodła mentalność. Niestety mamy takie przekonania, że albo od kogoś jesteśmy lepsi, albo gorsi. Brakuje nam tego normalnego myślenia, ze jesteśmy równi. Że dopiero na boisku musimy wykazać kim jesteśmy w stosunku do rywala w konkretnym meczu. Dziwimy się, że rywal nie pada przed nami na kolana. A dlaczego ma padać? On wie, że przed meczem nie ma podziałów. Po niepowodzeniach sami siebie chłoszczemy, lecz z tego nic nie wynika. Również dlatego,ze jest to wyrazem naszej frustracji, że nie jesteśmy lepsi, wręcz najlepsi. Tylko nie zastanawiamy się: czy robimy cokolwiek sensownego, aby tymi lepszymi wreszcie być?