- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Cracovia - Legia 1-3: Zwycięskie roszady
Pełnym sukcesem zakończyła się wyprawa Legii do Krakowa na mecz z Cracovią. Wprawdzie zaczęło się niezbyt wesoło, bo w 4. minucie bramkę dla gospodarzy zdobył Dawid Nowak, ale później trafiali już tylko legioniści. Dzięki bramkom zdobytym przez Jakuba Koseckiego, Tomasza Jodłowca i Ivicę Vrdoljaka Legia pokonała Cracovię 3:1.
Jednym z najciekawszych zajęć kibica piłkarskiego jest dociekanie 'co by było gdyby'. Przestrzeń do gdybania istnieje i tym razem, choćby dlatego, że nie dowiemy się już co by było, gdyby Legia zagrała z Cracovią w składzie z meczu z Bełchatowem. Gdyby 45 minut na środku obrony rozegrał Mateusz Wieteska, gdyby w drugiej połowie meczu Helio Pinto w środku pomocy towarzyszył Bartek Kalinkowski, gdyby w ataku wystąpił Arkadiusz Piech wspierany najpierw przez Lado Dwaliszwilego, a potem przez Marka Saganowskiego. Czy zatem zwycięstwo w Krakowie zawdzięczamy bardziej zwyżce sportowej formy całego zespołu, czy jednak roszadom w pierwszym składzie? To wprawdzie nie jest popularna odpowiedź – ale prawda zapewne leży pośrodku. Niby nic wielkiego, mizerny ułamek puli możliwej do zdobycia na przestrzeni całego sezonu, ale jednak szkoda tamtego zbyt łatwo oddanego meczu z Bełchatowem. Cóż jednak możemy począć, zdarzają się i takie sytuacje.
W Krakowie Legia sprawiała wrażenie drużyny innej, znacznie lepiej... Wróć, może po prostu – drużyny, kropka. W kwestiach personalnych, pomijając oczywistości w postaci wystawienia Miro Radovicia i ustawienia Marka Saganowskiego na szpicy, interesującą i trochę niespodziewaną decyzją Henninga Berga było przesunięcie na prawą stronę boiska Adama Ryczkowskiego, który mecze z Zawiszą Bydgoszcz i Bełchatowem rozpoczynał na lewym skrzydle. Tym razem na lewej flance pojawił się Kuba Kosecki i... wreszcie zaczął przypominać samego siebie, grając odważnie, do przodu, wchodząc w dryblingi, a przede wszystkim – strzelając ważną bramkę na 1:1. Liczę że prędzej czy później na swoją nominalną pozycję i odpowiednie skrzydło wróci też Bartosz Bereszyński, oby z podobnym skutkiem jak Kosa.
Wynik 3:1 wskazuje na dość pewne zwycięstwo Legii. Istotnie, byliśmy drużyną lepszą, pewniej operującą piłką, umiejącą 'przypilnować' korzystnego wyniku, co zupełnie nie udało się Cracovii. Ale trudno osądzić co stałoby się (znów gdybanie!) gdyby Cracovia wykorzystała jedną z dwóch wyśmienitych sytuacji strzeleckich z końcówki pierwszej połowy. W obu przypadkach zawiódł Dariusz Zjawiński, który najpierw w sytuacji sam na sam nie potrafił pokonać Dusana Kuciaka, a potem, tym razem po wygranym starciu z naszym bramkarzem, z ostrego kąta nie był w stanie zmieścić futbolówki w pustej bramce. Cracovia dochodziła do tych sytuacji, jak się wydawało, z dużą łatwością. Podobnie zresztą jak i do sytuacji, która doprowadziła do bramki na 1:0, kiedy najpierw na 'radar' krył Igor Lewczuk, potem do Budzińskiego dość ospale doskoczył z pola karnego Dossa Junior (nie widzieć w sumie czemu akurat on?), a wreszcie linię spalonego w kiepskim stylu złamał Bereś. Wiadomo, przeciwnik też na boisku jest i drzemać na nim raczej nie zwykł, ale tym razem chciałoby się powtórzyć za 'legiożercą' Mielcarskim – za łatwo, za łatwo.
Na szczęście znacznie lepiej radziliśmy sobie pod bramką Pilarza, nie strzelając może zbyt często, ale za to bardzo konkretnie. Każda z bramkowych akcji była przedniej marki. Przy pierwszej popis dał Tomasz Jodłowiec, podając piłkę do Helio Pinto, chociaż wykończenie Kuby Koseckiego rzecz jasna również klasa. Przy drugiej mogło podobać się szkoleniowe wręcz wyprowadzenie środkowego pomocnika na pozycję do strzału zza pola karnego, przy trzecim golu zaimponował Ondrej Duda, odwracając się w stronę bramki i uderzając piłkę w sposób, który zmusił Pilarza do rozpaczliwej interwencji.
Cracovia, takie przynajmniej odniosłem wrażenie, miała w tym meczu 'jeździć na tyłkach' i potraktowała takie zalecenie bardzo dosłownie. Wślizg 'na raz' Nykiela poprzedzający bramkę Koseckiego na 1:1 walnie przyczynił się do wyprowadzenia Kosy na czystą pozycję. Bramka na 3:1 padła z kolei po rzucie karnym podyktowanym za wślizg Jaroszyńskiego w Sagana. Gdybym miał oceniać postawę Cracovii w tym meczu, wypowiedziałbym się podobnie jak po Zabrzu – że jednak trochę zawiodła.
Ale problemy Cracovii jakoś szczególnie nas nie interesują. Mimo nieporównywalnie większego znaczenia walki o Ligę Mistrzów, ligowe zwycięstwo też było nam potrzebne. Jako znak, że nadal wiemy jak to robić. Wiemy. A teraz już czas na Celtic!


"W ekipie z Warszawy na pewno nie wystąpią (...) ci, co znaleźli się poza kadrą meczową - Michał Kucharczyk, Michał Żyro, Tomasz Brzyski i Łukasz Broź."
Ale fajna zabawa: zgadnij skład Legii
Coraz mniej niewiadomych. W obronie na pewno zagrają Bereszyński, Junior i Lewczuk, na skrzydłach w ofensywie Kosecki i Ryczkowski, a w napadzie Piech. Nazbierałem 6 pewniaków.
No właśnie LN w tym artykule podaje, że zagra Rado. Wcześniej nawet mi to przez myśl nie przeszło, ale że na Marcinie Szymczyku polegam w takich sprawach bardziej niż na kimkolwiek innym, może tak być
To by pewnie znaczyło, że Piech jednak na ławce, chociaż bardziej niż wariantu z Saganem byłbym ciekaw ustawienia z Rado i Piechem na szpicy.
Na to wychodzi. Chociaż chciałbym Budziłka zobaczyć jak broni.
Red. Szymczyk pisze, że Vrdoljak siądzie na ławie, więc Pinto też pewniak. Ale jakoś nie wierzę, że cały mecz przesiedzi. Podejrzewam, że zmieni Jodłowca, co by go nie zamęczyć.
@gawin76
W sprawie Rado to są przypuszczenia, jednak bardzo prawdopodobne wobec indolencji w konstruowaniu akcji prze Pinto. Możliwe, że z Dudą zagrają po połówce. Natomiast Piech ostatnio ćwiczył wykańczanie wrzutek Lewczuka, więc dla mnie na dzisiaj to wybór nr 1 jako napastnika. Do tego szybszy, wszędobylski i dłużej pobiega.
Wolałbym jednak, żeby nie wystawiał podstawowych graczy. To polska liga i nie wiadomo komu odbije. Shit happens. Lepiej nie kusić losu.
Szczególnie na wystawieniu Piecha zależałoby mi również z tego powodu, żeby się wreszcie odblokował. Nawet podczas krótkiej zmiany w Dublinie miał czystą sytuację, którą w kiepskim stylu zmarnował. Podejrzewam, że może nam się przydawać nieco bardziej, kiedy problem pierwszej bramki będzie już za nim.
Oni się nie uzupełniają tylko dublują, i tu specjalnie nie ma znaczenia jak trener ich ustawi, to są już zawodnicy z zakodowanymi nawykami i tak mimo wszystko będą grać swoje.
- "to są już zawodnicy z zakodowanymi nawykami i tak mimo wszystko będą grać swoje."
I dobrze, niech mają. Piech ustawiony pomiędzy napastnikiem Saganowskim, a formacją defensywy mógłby grać "swoje". biegać, walczyć, stwarzać przewagę w obu formacjach. Natomiast Sagan czyhać w polu karnym, odgrywać piłkę do wbiegającego Piecha i strzelać głową. Ustawieni tak jak ostatnio nie grają tego do czego są predysponowani i stąd moim zdaniem wrażenie niemrawości (a już na pewno bezproduktywność) tego duetu.
Lewczuk tragedia.
Bereszyński tragedia pokrył 2 spalone i tylko dzięki Dusanowi nadal jest 1-1.
Rzeźniczak jak to on babol zaliczony na szczęście bez konsekwencji.
Pinto niby lepiej, ale te wrzutki do nikogo.
Ryczkowski i Sagan bezproduktywni. Po prostu biegają bez sensu i pomysłu.
Mam nadzieję, że Kuciak jednak da sobie spokój bo jest potrzebny na Celtic.
Astiz za Lewczuka
Ivica za Pinto
Duda za Ryczkowskiego.
Będzie wygrana mam nadzieję.
Kilka indywidualnych ocen, choć te nie są najważniejsze:
Poza tym cieszy coraz lepiej wyglądająca gra Kuby Koseckiego, lepiej zaprezentował się Pinto, coraz wyraźniej prezentuje się Lewczuk. Bardzo fajnie patrzy się na grę Dossy Juniora, to jeszcze nie ta forma z jesieni, ale cypryjski Portugalczyk (albo jak kto woli portugalski Cypryjczyk) zaczyna prezentować się coraz pewniej. To dobrze, bo gra defensywna Legii potrzebuje konsolidacji. Zbyt często polegamy na Dusanie Kuciaku. Natomiast nieco słabiej zaprezentował się młody Ryczkowski, choć rację ma Senator zauważając, że zespół niewiele grał ze swoim najmłodszym kolega. Niemniej jednak zbyt często sam zostawał Lewczuk, zbyt często były napastnik juniorów schowany był za plecami rywali. Martwi mnie Marek Saganowski, wyraźnie już widać, że brakuje mu szybkości, coraz częstej jest po prostu spóźniony. Takie podania jak ten majstersztyk w wykonaniu Dudy po prostu muszą być wykorzystywane. Na koniec wisienka na torcie, Ondrej, kilka dotknięć piłki, kilka podań i od razu widać, że na boisko wszedł piłkarz. Niesamowite, że ten chłopak ma dopiero dwadzieścia lat. Taki piłkarz w środku pola to skarb.
Sądzę, że Legia miała bardzo ułatwione zadanie, bo Cracovia wyludniła środek pola i można tam było robić, co się chciało. Fajnie wygląda zachowanie ich obrońców przy 1-2. Nie zwróciłem uwagi, któremu od nogi odbił się strzał Jodłowca, ale ten gość bardzo długo, cierpliwie i kompletnie bez sensu trzymał się blisko swego bramkarza, aby poniewczasie jednak dostrzec, że toczy się jakaś akcja i zdecydowanie za późno wyskoczyć niby to na blokowanie strzału. SPA takich prezentów nam nie dawali dopóki mieli siły.
W ogóle to zdecydowanie za dużo się naoglądałem mundialu i teraz mecze Legi wydają mi się rozgrywane w irytująco wolnym tempie, bez dokładności. To takie trochę udawanie normalnej gry w piłkę. Podobnie jak z meczu w Dublinie, niewiele się dowiedzieliśmy o tym, na co stać Legię. Raczej szykujmy się na to, że poprzeczka w środę będzie dużo wyżej. Nie ma co się karmić nadzieją, że Celtowie są słabsi niż kiedyś. Nie chce mi się wierzyć w to, że pozwolą nam zdobyć tak łatwo bramki jak wczoraj Cracovia pierwszego i drugiego (a my Cracovii tego na 1-0). Nie podzielam zatem pochwał Gawina dla kunsztu, z jakim te bramki zostały zdobyte. Raczej ubolewam nad nieudacznictwem, z jakim zostały stracone. Jeszcze z tego wszystkiego największej skali trudności podołał Duda w sytuacji poprzedzającej karnego i gola na 1-3.
Druga sprawia - tych drwali z Cracovii powinni nauczyć grać w piłkę. Co chwila faul, serce podchodziło mi do gardła, bo z każdą chwilą wyglądało to coraz bardziej groźnie.
Trzecia rzecz. Lewczuk na tle piłkarzy Cracovii(szumne określenie w ich przypadku) grał piach. Nie po raz kolejny okazało się, że piłkarz przed podpisaniem kontraktu i po jego finalizacji - to dwie różne osoby. Z Lewczuka z Zawiszy, zostało tylko nazwisko i ból dla księgowego. Ryczkowski grał, ale jakby go nie było. Choć w sumie, jego grę należy zrzucić na karb młodości i braku należytego doświadczenia. Choć i tak wolę jego niż Henrika "Forresta" Ojaamę.
Czwarta rzecz. Sagan zagrał bardzo słabo. To chyba jego ostatni rok. Widać już, że powoli jest po drugiej stronie rzeki.
Piąta sprawa i ostatnia. Nasze szanse z Celticem oceniam nadal bardzo marnie. Jednak to tylko piłka nożna - "amazing thing happen everytime". Obyśmy pokazali figę tym, którzy nam złorzeczą oraz wszystkim psełdoekspertom, którzy nie mają nic wspólnego z rzetelnym dziennikarstwem, a żerują jedynie na naiwności i emocjach.
Do boju Legio, do bo-ju !!
Gołym okiem widać, że piłkarze odzyskują świeżość, przez co szybciej biegają i dokładniej podają.
Dobre zawody rozegrał Pinto a pierwsza asysta znakomita. Ten piłkarz w mojej ocenie ma ogromne możliwości i nadal pozostaje dla mnie zagadką.
Lewczuk niestety udowadnia, że okres aklimatyzacji jest dla większości polskich piłkarzy czymś naturalnym (oczywistym). Zanim nabierze się tej naturalnej pewności, trzeba popełnić kilka baboli.
Ostatnio przeżyliśmy to z Jodłowcem i Brzyskim.
Nie każdy rodzi się Dudą !!!
Mam ogromną frajdę, oglądając jego grę. Dojrzałość z jaką porusza się po boisku i rozgrywa piłkę w tak młodym wieku wzbudza mój szacunek i zachwyt.
Dobrze się stało, że jego ojciec terminował u Urbana
Młody Ryczkowski udowadnia, że trzeba stawiać na młodych. Jeszcze przestraszony, jeszcze nie wytrzymuje fizycznie, ale z każdym meczem pokazuje, że warto mu zaufać.
Cieszy powrót do dobrej dyspozycji Juniora i Koseckiego. Coraz pewniej w defensywie radzi sobie Bereś, pomimo lewej strony boiska.
Na koniec Berg.
Facet ma swój autorki projekt i stara się go zrealizować, pomimo że "psy szczekają" z każdej możliwej strony.
Wiele decyzji, tak jak zauważył Monrooe analogicznych do poprzednika
Mam nadzieje, że tym razem nasi włodarze wykażą się większą cierpliwością.
Z dreszczykiem i nadzieją odliczam godziny do środy.
Pełna zgoda co do tego, że Cracovia nam pomagała, chociaż to ich odpuszczanie środka pola wyglądało mi na celowy zabieg - jakby chcieli pozwolić nam grać i nas kontrować. IMO po całości nawaliła ich defensywa, no ale przy takim zestawieniu personalnym to nawet trudno się specjalnie temu dziwić
Legia wczoraj zrobiła co musiała na tle takiego przeciwnika, bez jakiegoś spinania się i przemęczania. Jasna sprawa że z Celtikiem poprzeczka będzie wyżej, ale miejmy nadzieję, że i my bardziej skoczni
Na mnie mundial podziałał w taki sposób, że brak 'resetu' po zakończeniu poprzedniego sezonu skutkuje obecnie przesytem piłki, w związku z czym nie oglądam większości meczów ligowych.
@ Michał
Tak, Lewczuk przede wszystkim bojaźliwy (mało się podłącza, wczoraj bodaj tylko raz poszedł do linii końcowej), w obronie też dużo wybija po autach i rogach. To oczywiście żaden despekt, ale pokazuje, że facet chyba jeszcze nie czuje się pewnie. Natomiast nie wiązałbym tego z kontraktem - to zabrzmiało tak jakby podpisał i sobie odpuścił, a to przecież na pewno nie tak.
Zwracam też uwagę na fakt, że graliśmy z dość nietypowo ustawionym rywalem. Szeroko ustawiony Zjawisńki, schodzący na boki Nowak bardzo niepokoili nasze boki obrony. Szeroko ustawiony blok obronny był wodą na młyn dla Budzińskiego, który oddał kilka bardo groźnych uderzeń zza pola karnego. Generalnie Cracovia zagrała całkiem dobry mecz z przodu, niestety jej defensywa nie dostosowała się do poziomu kolegów z przednich formacji. Co gorsza niemrawo wyglądał też środek pola, w efekcie czego ciężko było o pozytywny wynik dla gospodarzy.
Prawdę mówiąc nie mam przekonania, że wynik jakim zakończyło się to spotkanie to efekt naszej dobrej gry, czy słabości zawodników trenera Podolińskiego. To jednak nie nasze zmartwienie, my przygotowujemy się na środę.
Po pierwsze w moim odczuciu to był, szczególnie w pierwszej połowie, bardzo fajny mecz do oglądania. Było może w tym trochę radosnego futbolu, może drużyny zbytnio sie w pewnym momencie otworzyły ale .... to mi się podobało. Podobała mi się zawziętość legionistów, podobało mi się to że Cracovia nie rzuciła wszystkich sił do murowania bramki, że starała się grac do przodu. Były momenty w których całkowicie im na to nie pozwoliliśmy ale były też akcje które Cracovia przeprowadziła bardzo składnie, na dużej szybkości. Naprawdę fajny meczyk i moim zdaniem ocenianie pewnych spraw przez pryzmat to jest Cracovia a to jest Legia jest bez sensu i po części jest oderwane od rzeczywistości. Nie zgadzam się z tym że był to meczyk bez spinania się i przemęczania bowiem w moim odczuciu pierwsza połowa kosztowała nas bardzo dużo sił a samo zwycięstwo nie przysło na tyle łatwo na ile sugeruje wynik. Strzał w środek bramki Jodłowca skierowany w narożnik przez obrońcę i kretynizm innego zawodnika Cracovii faulującego w idiotyczny sposób Sagana nie świadczy o tym że mecz był łatwy, miły i przyjemny do grania.
Po drugie mimo tego fajnego meczu było tez kilka spraw które mi się nie podobało. Nie będę generalizował tylko odniosę się do tego konkretnego spotkania. Mnie bardzo zawiódł znowu Lewczuk który jest póki co cieniem zawodnika Zawiszy, zawodnika który zwrócił moją uwagę bardzo dobrą grą w defensywie w wielu spotkaniach, który inicjował wiele dobrych ataków. Na razie Lewczuk wygląda jak Brzyski i Jodłowiec po przyjściu do Legii albo jeszcze gorzej.
Po trzecie momentami makabrycznie wyglądał Bereszyński. Pominę łaskawie to że dzięki niemu Cracovia powinna strzelić dwie bramki ale w kilku przypadkach i sposób rozpoczęcia akcji i sposób ustawiania się w defensywie byl niewytłumaczalny.
Po czwarte Kosecki który powoli odzyskuje formę a z drugiej strony był w tym meczu chyba najbardziej Ojamowaty ze wszystkich swoich występów.
Po piąte mój ulubieniec czyli Dossa. Mimo kilku fajnych interwencji,mimo mistrzowskiego sklejenia piłki przy linii bocznej z pomocnikiem Cracovii na plecach (miód malina) znowu w kilku przypadkach pokazał że potrafi być, no żeby zachować poziom, nierozważny
Po szóste to cholernie szkoda że Cracovia i inne drużyny takie mecze grają przeważnie z Legią. I nie jest mi szkoda dlatego że Legia ma ciężej tylko że liga jako całość na tym traci.
A Koseckiemu powinno się przed oczami na stałe zamontować hasło Helenio Herrery: "Grając dla siebie, grasz dla przeciwnika. Grając dla zespołu, grasz dla siebie". Ale też Kuba zaczyna grać. Poziomu jaki prezentował w ŁKS jeszcze nie osiągnął, ale stara się. Ma już 24 lata i dalej tracić czasu już nie może.
Natomiast Cracovia zbiera efekty wieloletniej polityki niespójności, gdzie Prezes swoje, dyrektor sportowy swoje i trener też. Nowy trener ma tylko kilku graczy na poziomie Ekstraklasy. Zmienia do tego radykalnie ustawienie i taktykę. I kibice i właściciel muszą wreszcie dostosować swoje oczekiwania wynikowe do realiów. Dotychczas było tak, że gorsi wypierali lepszych. Pora ten trend odwracać. Nie będzie to łatwe, bo zawodnicy Pasów nie maja charakteru. Wczoraj zademonstrowali odwrotność kradzenia czasu. Jak zespół tzw. słabszy prowadzi to gracze po każdym faulu leżą długo, szukają pomocy, przed wyrzuceniem piłki z autu ruszają się to tu to tam, to samo przed każdym stałym fragmentem itp. Natomiast gdy zespół przegrywa to te elementy są przyśpieszane. Postępowanie piłkarzy Cracovii przypominało robienie komuś na złość, albo brak wiary w możliwość ugrania w meczu czegokolwiek.
I na koniec nie można nie potępić rzucenia z trybuny w piłkarza Legii petardy hukowej. Nie można też zgodzić się na brutalną grę rywali, którzy braki w umiejętnościach nadrabiali urywaniem naszym nóg. Na co sędzia odpowiednio nie reagował.
Nie można też zgodzić się na brutalną grę rywali, którzy braki w umiejętnościach nadrabiali urywaniem naszym nóg. Na co sędzia odpowiednio nie reagował.
Ja chciałbym tylko nieśmiało zauważyć, że Igor Lewczuk jest zawodnikiem Legii