- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Zawisza - Legia 1-2: Niezbędne minimum
Legia obroniła pierwsze miejsce w tabeli Ekstraklasy. Zwyciężając w Gdańsku i Gliwicach, atak na pozycję lidera przypuściły drużyny Śląska Wrocław i Jagiellonii Białystok, ale Legia nie okazała się gorsza i w niedzielę pokonała w Bydgoszczy Zawiszę 2:1. Bramki dla naszej drużyny zdobyli Jakub Rzeźniczak i Michał Żyro.
Bardzo atrakcyjne piłkarsko było niedzielne popołudnie. Oczywiście meczyk Legii nie miał żadnej konkurencji, ale w oczekiwaniu na popisy podopiecznych Henninga Berga przełączałem kanały telewizyjne między transmisjami meczów Lecha Poznań z Górnikiem Łęczna, Manchesteru United z Chelsea i Borussii Moenchengladbach z Bayernem Monachium (przedstawiciele Bundesligi urozmaicili jeszcze przerwę w meczu Legii). Każdy z tych meczów na swój sposób przypominał widzowi, że obok meczów dobrych, w piłce nożnej rozgrywa się też mecze kiepskie. Legioniści z dużym zaangażowaniem wcielili się w rolę nauczycieli tej starej prawdy w poprzedni piątek, kiedy pokonali Lechię 1:0 w stylu zbliżonym do tego, w jakim siermiężnie grający Lech ostatecznie uporał się z beniaminkiem z Łęcznej. Mecz w Bydgoszczy był w wykonaniu podopiecznych Henninga Berga znacznie lepszy, choć oczywiście też nie perfekcyjny.
Norweski trener dokonał kilku zmian w porównaniu z zestawieniem z meczu z Metalistem Charków. Michał Żyro zgodnie z oczekiwaniami pojawił się na prawym skrzydle, ale przemeblowaniu uległa cała formacja ofensywna Legii. Kuba Kosecki zamienił prawą flankę z Kijowa na lewą stronę boiska, w ataku pojawił się Marek Saganowski, a za plecami Sagana miał operować Mateusz Szwoch. Do ważnej roszady doszło też w defensywie Legii. Mecz na ławce rezerwowych zaczął Guilherme, a na lewej obronie nieoczekiwanie zameldował się Igor Lewczuk. Jedyną niespodzianką w składzie Zawiszy była obecność Jakuba Łukowskiego na lewym skrzydle.
Mecz w pierwszej fazie przypominał chaotyczną szarpaninę. Żadna z drużyn nie była w stanie utrzymać się przy piłce i na dłużej zagościć na połowie przeciwnika. Na szczęście po kilkunastu minutach to legioniści uspokoili grę, a skutkiem przewagi naszego zespołu były dwie ładne bramki. W 31. minucie linię środkową boiska przekroczył Kuba Rzeźniczak. Piłka trafiła na prawą stronę do Łukasza Brozia, a Rzeźniczak poszedł za akcją, wbiegając w pole karne gospodarzy. Świetna centra Brozia trafiła pod nogi naszego obrońcy, który umieścił futbolówkę w siatce. W 40 minucie piłka wrzucona z autu na lewej stronie boiska powędrowała jak po sznurku między Mateuszem Szwochem, Markiem Saganowskim i Michałem Żyro. Ten ostatni uderzył płasko po długim rogu i było 2:0.
Mecz wydawał się rozstrzygnięty, ale po przerwie nie mający nic do stracenia Zawisza zdecydowanie ruszył do przodu, a Legia jakoś nie umiała wyprowadzić ciosu, który dałby nam trzecią bramkę i uspokoił ofensywne zapędy gospodarzy. Tuz po przerwie kontaktowego gola mógł zdobyć Łukowski, ale Ivica Vrdoljak wybił strzał zmierzający do pustej bramki. W 64. minucie Legia wykonywała rzut rożny, do dośrodkowania doszedł Michał Żyro, uderzył i wydawało się, że będzie gol dla Legii, ale Andrzej Witan zdołał zatrzymać piłkę tuż przed linią bramkową. Bramkarz Zawiszy wznowił grę efektownym wyrzutem, przy linii bocznej boiska źle zachował się Igor Lewczuk do spółki z Kubą Koseckim, Jorge Kadu minął Kubę Rzeźniczaka, a Wagner okazał się najsprytniejszy w polu karnym, zdobywając gola kontaktowego dla Zawiszy. Zrobiło się nerwowo, ale Zawisza już do końca meczu nie był w stanie oddać groźnego strzału na bramkę Legii.
Gdyby podzielić mecz piłkarski na cztery kwarty, decydująca dla losów starcia Legii z Zawiszą okazała się druga kwarta. To wtedy Legia 'odskoczyła' przeciwnikowi na dystans, którego ten nie potrafił już odrobić. Co ważne, obie bramki nie były dziełem przypadku. Legia w tej fazie meczu dominowała, potrafiła utrzymać się przy piłce. Dobrą robotę robił Marek Saganowski, pokazując się do gry przed polem karnym, a Tomasz Jodłowiec i Ivica Vrdoljak rządzili w środkowej strefie boiska. Nie zawsze udaje się zdyskontować tak zwaną 'przewagę optyczną', Legii w drugiej 'kwarcie' niedzielnego meczu udało się to z łatwością, i to musi cieszyć. A dlaczego nie graliśmy tak w pozostałych 'kwartach'? Najprościej odpowiedzieć - patrz inne mecze niedzielnego popołudnia. Nie zawsze tak da się grać, nie zawsze tak trzeba grać, a i przeciwnik też jest po coś na boisku.
Jeżeli do czegoś mógłbym się przyczepić to do skuteczności wyprowadzanych kontrataków. W meczu z Zawiszą, tak jak w środowym meczu z Metalistem w Kijowie, w drugiej połowie okoliczności dla kontr były wielce sprzyjające, bo przeciwnik dokonywał zmian taktycznych, przesuwając ciężar gry coraz bardziej do przodu, my tymczasem znów nie potrafiliśmy tego wykorzystać. Także 'nowi', Igor Lewczuk i Mateusz Szwoch nadal w bólach wprowadzają się do drużyny. Współpraca Lewczuka z Koseckim wyglądało koślawo przy wyprowadzaniu piłki z naszej połowy, a ich brak zdecydowania przy kontrze Zawiszy przyczynił się do zdobycia przez gospodarzy kontaktowego gola. Okolicznością łagodzącą dla Lewczuka jest jednak bez wątpienia fakt gry na lewej obronie. Z kolei Mateusz Szwoch nie brał ciężaru gry na siebie, nie potrafił znaleźć sobie wolnej przestrzeni między formacjami Zawiszy w taki sposób, w jaki udawało się to choćby Markowi Saganowskiemu. Raz, w koncówce pierwszej połowy, uderzył na bramkę gospodarzy i trudno winić go za tę decyzję, choć gdyby zamiast strzelać, wypuścił Sagana sam na sam z Witanem, pokazałby dużą klasę.
Tak, z pewnością jest się do czego po niedzielnym meczu przyczepić. Ale, patrząc na wynik i sytuację w tabeli, można rzec – obyśmy zawsze mieli tylko takie problemy!


I sędzia Musiał. Ja nie mam do niego pretensji o decyzje z Gdańska sprzed roku. Ale zawsze mi się będzie on kojarzył z puszczeniem gry, po tym jak wielomiesięczną przerwę na leczenie zacząć musiał Sagan.
Jeśli Legia wygra jedną bramką, to będę przezadowolony.
Niesieni na fali sukcesu w LE, chwaleni przez wszystkie media, stawiani w pierwszej trójce Europejskich drużyn, bijący kolejne, historyczne rekordy powinniśmy wzorem ostatnich meczów Śląska roznieść Zawisze w pył.
Najwyższy już czas pokazać prawdziwą siłę, jak na Mistrza Polski przystało.
Odnośnie samego meczu. Sądząc po Kijowie, nie powinniśmy mieć problemów fizycznych, bo nasze "makrocykle" między przerwami reprezentacyjnymi wydają się prezentować określoną regularność. Pytanie, czy nie zabraknie nam motywacji do fizycznej walki z tradycyjnie przemotywowanymi przez Rumaka rywalami. Ciekawi mnie też, jak zagra Masłowski, który pokazuje po powrocie do zdrowia boiskową klasę - ale też wydaje się, że nie jest wprowadzany z należytą ostrożnością i grozi mi kolejny uraz.
i tuż przed L+E chciał spektakularnie błysnąć.
A czy wygramy? Sądzę, że tak i to wyraźnie już w pierwszej połowie. Zadecyduje mam nadzieję znaczna przewaga w środku naszych asów nad rekonwalescentami.
Chociaż rozsądek podpowiadałby faktycznie męki, jednak jestem dobrej myśli.
pozdrawiam wszystkich Komentujących, mój pierwszy raz tu
Ale cuda się zdarzają. Więc patrzmy czy daną mu szansę wykorzysta. Oby. Bo ja choć pamiętam to mściwy nie jestem. I jak syn marnotrawny wraca na łono to go powitam z radością.
Przeciwnik nie powinien powodować u nas drżenia nóg. To przecież ostatnia drużyna w tabeli i po tylu kolejkach można śmiało uważać, że nie przypadkiem. Najgorzej u nich z obroną i bramkarzem. Dostać się w tamtą strefę, dokładamy trochę uwagi i precyzji to wywozimy komplet punktów bez względu na to kto od nas wybiegnie na murawę. Goulonowi i Masłowskiemu poświęciłbym większą uwagę. Szybko do nich doskakiwać i nie zostawiać miejsca, bo to oni rozprowadzają akcje.
A trener Rumak za wiele nie wymyśli. Zrobi to samo, co w Lechu. Nakaże agresywną grę i ataki skrzydłami. W bocznych strefach podejmie ryzyko, więc miło by było wykorzystać zwolnione miejsce.
A u nas spodziewam się bez zmian. W środku pola to nawet nie ma kogo innego wystawić niż Jodłę i Vrdoljaka. Bielik spełnia się na kadrze, a Kalinkowski w rezerwach. Guilherme teraz będzie tyrał w każdym meczu na LO. Jednak jako zdeklarowany zwolennik rotacji widzę miejsce na zmiany. Kucharczyk z Broziem powinni w końcu dychnąć, bo ich zajedziemy. Jak zauważył Monrooe Lewczuk systematycznie podnosi poziom i nie powinniśmy mieć obaw o jego postawę. Zwłaszcza przeciwko swojemu byłemu pracodawcy. Kosecki ze swoim dryblingiem lepszy jest od Kucharza na statycznych obrońców. Tylko musi zacząć szukać gry z kolegami, bo indywidualnie to się ciężary podnosi. Przeciwko takiemu przeciwnikowi z chęcią zobaczyłbym Szwocha za plecami Sa.
Jak koledzy wyżej także nie mam wygórowanych żądań. Skromne zwycięstwo będzie w pełni zadowalające. Jednak nie będę też płakał, jeśli kompletu punktów ni przywieziemy. Jedyne, czego nie daruję to:
- brak właściwego zaangażowania ( co często zdarza się podstawowym graczom);
- kontuzje, takie jak ta ostatnia Radovica i Brzyskiego, czyli zawodników, którzy ze względu na stan zdrowia i wysoki poziom eksploatacji nie powinni wychodzić na boisko.
Mam nadzieję, że trener bogatszy o wspomniane kontuzje znowu zacznie porządnie rotować
- "pozdrawiam wszystkich Komentujących, mój pierwszy raz tu"
Każdy miał ten swój pierwszy raz
„Najwyższy już czas pokazać prawdziwą siłę, jak na Mistrza Polski przystało.” - obojętnie, czy rozjedziemy Zawiszę, czy też będzie zgrzytanie zębami, to powyższe zdanie w realiach 2014 roku uważam za fałszywe.
@ Garm
„Masłowski, który pokazuje po powrocie do zdrowia boiskową klasę - ale też wydaje się, że nie jest wprowadzany z należytą ostrożnością i grozi mi kolejny uraz.” – pal diabli Masłowskiego, chociaż wyżej go cenię od Krzysztofa Mączyńskiego i pod tym względem łączę z nim nadzieje, ale jeżeli brak ostrożności włodarzy Zawiszy grozi Garmowi kolejnym urazem(!?) skok ciśnienia, zapaść(!?) o rany, co tam Zawisza, o Garma trzeba się troszczyć.
@ Musiał
Zgadzam się z tymi, którzy uważają ze Rumak nastawi swoją drużynę „agresywnie”, ale sądzę że Musiał również z tego sobie zdaje sprawę, jak i z tego, że znajduje się pod „soczewką”. Ciekawi mnie jak sobie z tym wszystkim poradzi, jeżeli pozytywnie, coś tam nieprzychylnym by udowodnił i na bezstronne, profesjonalne gwizdanie, bez pobłażania dla "gry w kości" właśnie liczę.
Chybaś nie uległ tej zmasowanej propagandzie pro Rumakowej, która głosiła, że to jest trener
A co rotacji to mam nadzieję, że nie dojdzie do konfliktu pomiędzy trenerem, a sztabem szkoleniowym jak to miało miejsce z poprzednikami. Nawiasem mówiąc, jak można było dopuścić do tego, aby poprzedni medycy nie zostawili żadnej dokumentacji medycznej zawodników? Dr Tabiszewski ma w sprawie ilości gry piłkarzy racjonalny pogląd. Powiada on, "Ja wiem, że zaraz ktoś powie, że na świecie grają co trzy dni i nic złego się nie dzieje. To prawda, ale pod warunkiem, że to nic nowego. Jeśli tak terminarz jest ustawiony, a piłkarze grają co trzy dni od wielu lat to ich organizmy są już do tego przyzwyczajone". I dalej "Nagonka na nas była ogromna jak byśmy to my odpowiadali za ilość kontuzji. Oczekiwano, że wszystko zmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mieliśmy jednak wsparcie, głównie Prezesa. On wiedział, że nie odpowiadamy za ilość kontuzji, ale za szybki powrót piłkarzy do gry i ewentualne nawroty kontuzji". Co to oznacza? Ano tylko i aż tyle, że musimy piłkarzy przyzwyczajać do gry co trzy dni. Bo inaczej nic z tej zabawy nie będzie. Po prostu. Organizmy piłkarzy muszą zaaklimatyzować się do gry co trzy dni. Bo co tydzień to grają drużyny pokroju Korony. Z ewentualnymi kontuzjami aktualni lekarze sobie poradzą.
Więc wymiana zawodników tylko w sytuacjach ekstremalnych, a nie jako metoda czy moda, lub, nie daj Boże, promocja.
Pozdrawiam.
" to powyższe zdanie w realiach 2014 roku uważam za fałszywe"
Mógłbyś to rozwinąć ? Proszę.
Płynąć głównym nurtem pozwolę sobie napisać.
Mam nadzieję, że po siermiężnym meczu uda nam sie strzelić jedna bramkę z kontry i skutecznie zamurować bramkę.
Zawisza gra coraz lepiej i trzeba będzie wykrzesać z siebie maksimum sił i koncentracji, tym bardziej ze gramy po cholernie trudnym meczu z drużyną o wiele wyżej notowaną, wylosowaną z pierwszego koszyka i przed jeszcze ważniejszym meczem z zawsze groźną Pogonią.
Liczę na jednobramkowe zwycięstwo, remisem tez się zadowolę wiedząc w jakim jesteśmy miejscu.
Ja nie jestem przeciwko sędziemu Musiałowi. Ja jestem przeciwko każdemu, kto żle wykonuje swoją pracę. Obojętnie z jakiego powodu. Nie pochwalam selektywnego traktowania rażących naruszeń zasad. Szczególnie mnie obrusza jak kto dla swego nieudacznictwa i braku odpowiedzialności wysuwa argumenty ideologiczne. Ale każdy "grzesznik" może wrócić na dobrą drogę. Nie musi krzywd wyrządzonych naprawiać, byle stał się normalny czyli angażował się w perfekcyjne wykonywanie roboty, a nie w rozważania komu by tu się przysłużyć.
Patrząc na skład a szczególnie ofensywę dalej Będziesz kpił i twierdził że pięć to powinna z palcem w d...?
Co do zaś jak to było Szwohinho czy jak to się tam pisze to znów prezes się pośpieszył i znów zrobił naszemu piłkarzowi niedźwiedzią przysługę, choć z minuty na minutę co raz lepiej, ale nie na poziom Swochinho.
Nie strzelili bo większość została w szatni a Zawisza wierzył że nie wszystko stracone. Są trzy punkty
choć ten ofensywny skład potwierdził dlaczego jest drugim wyborem trenera.
Jeszcze dwie sprawy, Kuba Kosecki po raz kolejny udowodnił, że ze zrozumieniem gry w dorosłej piłce ma wielkie problemy. To co zrobił przy bramce dla Zawiszy jest modelowym wręcz przykładem problemów z odpowiedzialnością naszego skrzydłowego. Druga kwestia to Masłowski, dawno defensywa Legii nie miał takich problemów z jednym piłkarzem przeciwnika, a przecież nie gramy tylko w Ekstraklasie. A przecież facet dopiero co wraca po kontuzji.
To też jasna odpowiedź, czemu nie gra Kosa. Trochę rozczarował mnie Szwoch, bo myślałem, że przy takiej jakości zawodników w zespole Zawiszy, pokaże się z lepszej strony. Notorycznie unikanie gry i słabe wybory na pewno nie przybliżą go do pierwszego składu. Oczywiście trzeba miec tez na uwadze, ze Szwoch to uzupełnienie skałdu, tak samo jak nasz drugi dzisiejszy boiskowy artysta -Igor Lewczuk.
iocosus: -to powyższe zdanie w realiach 2014 roku uważam za fałszywe
Kibic50: - Mógłbyś to rozwinąć ? Proszę.
Sorry, odpuściłem w dzień kompa, Kibic50 no wiesz ta wytykana „flegma”
Gdybyś napisał, że dajmy na to: „Najwyższy już czas żeby Mistrz Polski zaprzestał potykać się w lidze.” to bym się nie czepiał, gdybyś wyraził oczekiwanie i efektywnej i efektownej gry, uznałbym to za niezbywalne Twoje kibicowskie prawo, choć mnie również w jego imię zadowoliłby już tylko ten pierwszy element, dzięki temu o tym drugim moglibyśmy i tak między sobą pitolić, ale gdy piszesz: „Najwyższy już czas pokazać prawdziwą siłę …” to uważam, że żaden Mistrz Polski w ostatnich latach nie pokazał takiej prawdziwej siły jak Legia w 2014 roku. Dlatego to zdanie uznaję za fałszywe, bo pisząc „najwyższy już czas” sugerujesz jakoby, że tej siły Legia w ostatnim okresie nie okazała, a moim zdaniem to nieprawda. W sierpniu był efektowny styl, a jesienią dominowały efekty skutecznej gry, razem składa to się na obraz prawdziwej siły, dawno nie spotykanej u Mistrza Polski z poprzednich lat, choć i z wpadkami wynikowymi i z okresami słabszej psychofizycznej dyspozycji.
Taki jest stan na dziś, póki co … o tym co będzie dalej, dopiero się przekonamy.
Kibic50 pozwól na drobną zgryźliwość, Twoje zdanie idealnie by pasowało do wyników Legii z jesieni 2013, rzecz jasna z naciskiem na puchary, choć w lidze wtopy przecież też się przydarzały, ale to sformułowanie przypisane do zeszłorocznych wydarzeń i tak by było też tylko jakąś „cząstkową prawdą”, co samemu zdaje się starałeś się niestrudzenie dowodzić.
Lubię i cenię „pod prąd” w opozycji do banałów „z prądem”, ale mam nadzieję, ze jednobramkowe zwycięstwo mimo wszystko sprawiło ci nie mniejszą satysfakcję jak mnie, a o mankamentach, niedostatkach, pożądanym efektownym stylu nic nie stoi na przeszkodzie żebyśmy dyskutowali.
@ Garm
Uff, czyli nie ma strachu, z klawiaturowymi kontuzjami to ja się zmagam ustawicznie.
@ Zbyszek
Pełna zgoda co do tego nieodgwizdanego faulu na Żyro, co do Ziajki, to przede wszystkim zwróciłem w tym wszystkim uwagę na „dojrzałość” gołowąsa ze Słowacji. I przytrzymał nieco, i słowem sprowokował, poniewierać się nie dał, a trzydziestodwulatek się zagotował jak junior, może i na czerwoną, ale … co tam.
Musiał się „pilnował”, gdyby był „emocjonalnym drukarzem” to by musiał odgwizdać to zastawianie się Brozia od piłki w polu karnym, a część komentatorów by uznała, że i słusznie i nawet tłumaczenia Stempniewskiego by nie pomogły.
Wydaje mi się że sędzia zbladł przy tym faulu Goulona na żółtko, gdyby to się zaczęło rozprzestrzeniać i z tego rodzaju powstałoby jakieś nieszczęście, wówczas i u mnie Musiał byłby skreślony bez prawa łaski.
@ stabilizacja składu vs rotacja składem
To balansowanie na linie, znalezienie „złotego środka” moim zdaniem jest bardzo trudne, ale cieszę się że Berg go poszukuje. Moim zdaniem jest na to skazany, co nie znaczy, że nie okupi tego jakąś wtopą.
Oj upiekło Ci się bardzo.
Masz komu dziękować za druga połowę
@iocosus
Może i z przekąsem, ale oglądając ostatnie popisy nie mogłem sie powstrzymać.
Dziś, po meczu z dwóch postów można zrobić jeden.
"Najwyższy już czas pokazać w pierwszej połowie prawdziwą siłę, jak na Mistrza Polski przystało.
Mam nadzieję, że uda nam sie strzelić dwie bramki w pierwszej i skutecznie zamurować bramkę w drugiej połowie.
Zawisza gra coraz lepiej i trzeba będzie wykrzesać z siebie maksimum sił i koncentracji w całym meczu, nie tylko w pierwszej połowie.
Liczę na jednobramkowe zwycięstwo"
Dużo sie nie pomyliłem, prawda ?
Ja go tak surowo nie oceniam, chociaż przy bramce dla Zawiszy faktycznie dał plamę. No i jeszcze ten gest kiedy został minięty, wrrr... Ktoś wie co on właściwie pokazywał? Przepraszał, miał pretensje do Lewczuka, czy może sygnalizował, że nie da rady wrócić?
Natomiast patrzę głównie jak on gra do przodu i podoba mi się, że się nie chowa i gra na podobnej intensywności przez cały mecz, co np. nie udaje się Kuchemu, chociaż oczywiście Kuchy ostatnio bardziej efektywny. Szkoda że Kosa nie strzelił tej bramki na 2:0 z Metalistem, jemu bramka zawsze daje ekstra 'powera'. Warto też pamiętać, że Kosecki zwykle miał sporo sytuacji, domykając akcję prowadzoną prawym skrzydłem. Obecnie musi liczyć w tej materii głównie na obrońcę Brozia (vide Celtic!), bo Żyrko praktycznie nie rozwiązuje akcji długą piłką z prawej nogi. W sumie trudno się dziwić, zważywszy na kilka wczorajszych prób
@ Musiał
Trudny to był dla niego mecz, bo bacznie obserwowały go obie strony (jedna czy znów nie pozwala bezkarnie nas kosić, druga czy przypadkiem nie próbuje sobie zjednać naszej przychylności). Niestety ten jego styl 'pozwalam grać' zawsze będzie dla nas małym minusikiem, bo wiadomo że ostra gra to jedno z potencjalnych narzędzi przeciwnika w starciu z Legią. Ale to się podobno miało zmienić, chyba na Weszło czytałem wywiad z Musiałem, który mówił, że będzie próbował pójść w stronę stylu Marciniaka i trochę lepiej wyważyć proporcje. Jak na mój gust wczoraj dał radę, chociaż też wydaje mi się, że Ziajce należała się czerwień, z tym że nie za brutalność przecież, tylko za niesportowe zachowanie, a mówiąc wprost - zwykłe chamstwo.
Na ogół to ja daję się nabierać. Jak w protokole przy nazwisko pisze trener to coś konkretnego umieć musi. Później dopiero okazuje się, że do zaoferowania najczęściej ma niewiele. Ale czasami to wystarcza, żeby konkretnej drużynie pomóc. Akurat w Zawiszy będzie bardzo ciężko. Ma fatalnie skonstruowaną drużynę. Już teraz pewnie chodzi trenerowi po głowie wymiana 3/4 składu, a zwłaszcza tych chimerycznych Portugalczyków. Tylko Osuch jest innego zdania. Jeszcze.
Nie widziałem Rumaka na treningu, więc nie wiem jak szkoli. Po obserwacji gry Lecha mniej więcej da się wyciągnąć główne założenia gry ofensywnej. A takie indywidualne ustawianie jak piszesz to bardzo wielu trenerów praktykuje. Najlepszy przykład to Rafael Benitez. Programuje zawodników co do centymetra i jeszcze potrafi ich doskonale skoordynować właśnie wspierając się technologią. Stare nie znaczy takie złe
O braku dokumentacji medycznej było wiadomo w ostatnim sezonie bytności w Legii sztabu medycznego dr. Machnowskiego i to był też jeden z powodów zmian. Głównym to chyba były błędne diagnozy i długotrwałe leczenia kontuzji. Jak wyczytałem obecnie wygląda to już tak jak trzeba. Piłkarze mają porządne dossier i proces diagnostyki i leczenia jest o wiele skuteczniejszy.
Z tym przyzwyczajaniem się do gry co 3 dni to bardziej jest marzenie niż realny cel do osiągnięcia. Wszyscy by chcieli, ale praktycznie nikomu się nie udaje. Dlatego, że piłka nożna z roku na rok jest szybsza i dynamiczniejsza. Wymaga się od piłkarza już nie tyle wybiegania ponad 10 km na mecz, co ma to zrobić na sprintach. Jeden, drugi, trzeci mecz się uda, ale później to już spada efektywność. Trzeba zregenerować organizm. Sprostać wymaganiom mogą tylko nieliczne jednostki, a i tak z czasem doprowadzają organizm do skrajnego wyeksploatowania, co kończy się wysypem kontuzji.
Tylko najlepsze kluby stać na najlepszych atletów. My takich nie mamy i mieć nie będziemy. Fajnie, że nasi lekarze z pomocą trenerów chcą podnieść możliwości organizmów naszych piłkarzy, ale z pewnością zdają sobie sprawę, że pożądanego ideału nie osiągną. Marny materiał. Nasi piłkarze nie są i nie będą w stanie zagrać dwóch takich samych meczy na pożądanej intensywności. To nie są atleci z Realu. Oni nawet nie dają rady w jednym meczu. Między 60 a 70 min. wielu odcina prąd, a pamiętać jeszcze trzeba o przestojach całej drużyny. Rozumiem, że trzeba ich przyzwyczajać do gry co 3 dni, ale trzeba znaleźć w tym umiar i rozsądek. Zagranie w jednym składzie, praktycznie bez zmian 7 meczy pod rząd było grubą przesadą. Jeszcze nie ten poziom wytrenowania. Częsta wymiana zawodników to jest w tej chwili najbardziej racjonalna metoda na zachowanie w jak najlepszej kondycji całej drużyny. Chyba, że ktoś zna lepszą.
@Senator'
Jednak nie spodziewałem się Lewczuka po lewej i Sagana na szpicy. Grę obu Monrooe ładnie podsumował. Nie ulega wątpliwości, że Lewczuk nie powinien nawet awaryjnie pojawiać się po lewej stronie. Możliwe, że trener tak postanowił po rozczarowaniu jego postawą z Piastem, ale zdecydowanie mniejszym ryzykiem jest Broź. Choć spodziewałem się Guilherme to i tak nie jestem zawiedziony. Nawet dobrze, że nie wyszedł, jeśli trenerzy mieli uzasadnione obawy o jego zdrowie.
Cieszę się, że Szwoch zagrał na nominalnej pozycji. Nie był to jego najlepszy występ, ale jak na pierwszy raz w nowej drużynie nie można chłopaka rugać. Musimy go ogrywać, bo nie znamy dnia ani godziny, kiedy Duda będzie potrzebował zmiennika, złapie kontuzję lub go sprzedadzą. Na Pinto trudno liczyć.
O Koseckim nie mam ochoty pisać. To już chyba czas na poważną rozmowę, nawet kroki dyscyplinujące, bo nie ma co się łudzić, że meczami złapie formę. Odstawić od składu.bo to wstyd tak się prezentować.Podać mu piłkę to od razu można wracać do obrony, bo ją straci. Nawet w Widzewie by siedział na ławce. Dawać kogoś z rezerw, bo gorzej to się prezentował nie będzie. Może jakieś prochy bierze? Po wywiadzie z Ostrowskim zaczynam rozumieć dlaczego u nas był słaby.
A sędzia Musiał zupełnie się nie ogarnął, jednak i tak można dostrzec poprawę. Tym razem nie byliśmy poszkodowani.
Rotacja spełniła swoje zadanie. Kilku odpoczęło, kilku się przepaliło. Na puchar najważniejsi wypoczęci i zdrowi. Prawie wszyscy. Martwi ciągłe granie Jodły i Vrdoljaka. I tu warto prewencyjnie zamieszać.
Dwie polowy jak Dr. Jekyll and Mr. Hyde, według mnie w jakiejś części prawda, ale i w części nadużycie, bo przecież olśniewająco, że dech zapiera, to my żeśmy w tych pierwszych 45 minutach nie grali, raczej wypunktowaliśmy Zawiszę niż bezapelacyjnie zdominowaliśmy, a po przerwie to jakiejś obrony Częstochowy i murarki z naszej strony też przecież nie było, za to coś co można określić, samozadowoleniem, samouspokojeniem, złudnym przeświadczeniem o „kontrolowaniu przebiegu gry”, coś co pozwoliło Zawiszy wszak ‘po kontrze’ nabrać nadziei.
Niebezpieczne nastawienie, którego mimowolnym wyrazicielem chyba okazał się Łukasz Broź w telewizyjnym wywiadzie w trakcie przerwy, coś mi tam do uszu dotarło i w tym sensie zabrzmiało. Przy czym, to nie żadne novum, doświadczyliśmy tego boleśnie kiedyś z Ruchem prowadząc na Ł3 2:0 i kiedy obecny nasz „żelazny rezerwowy” po przerwie rozegrał w barwach „Niebieskich” chyba mecz życia, również niedawno podobne symptomy dopadły nas w potyczce z Wisłą, która w dziesiątkę wyciągnęła remis 2:2 w Warszawie. Nie pastwiłbym się przy tym jakoś szczególnie nad piłkarzami, choć zjawisko z pewnością jest niepożądane, ale też dekoncentracja przy „pewnym” wyniku jest jakoś wytłumaczalna.
Mistrzyni wielu turniejów, stękająca, ale waleczności odmówić jej nie można, Maria Szarapowa gra o półfinał wieńczącego sezon elitarnego turnieju, prowadzi 5:1 w secie, wydaje się, że pozamiatane i ten set w ostateczności oddaje tracąc szanse na pozostanie w rozgrywkach. Wyższość nad rywalką udowadnia w kolejnym secie, mecz wygrywa, ale to już pyrrusowe zwycięstwo. Odbudowa utraconej dekoncentracji nastąpiła zbyt późno. Złudne przekonanie o własnej wyższości utarło nosa, seksownej Mariji, jak i nam wielokrotnie, ale na szczęście nie wczoraj.
Lekcja i dla trenera i dla piłkarzy, do póki sport, rywalizacja będzie istniała, groźba takiego zjawiska zawsze będzie realna, trudno się jej oprzeć, człowiek w wielu dziedzinach bywa oportunistą, gdy można coś osiągnąć mniejszym nakładem sił, po co się nadmiernie wysilać, każdy z nas, czasami temu w różnych formach ulega, naturalne, choć każdy ma świadomość że trzeba takie niepożądane zjawisko eliminować.
" ale i w części nadużycie"
Toteż napisałem: "Dużo sie nie pomyliłem, prawda ?"
Tak czy siak granie "różnych" połów przytrafia nam się nazbyt często, niestety.
Nie wiem czy spowodowane jest to przekonaniem o załatwieniu sprawy, czy najzwyklejszym brakiem sił.
Porównanie z Szarapową tylko trochę trafione gdyż futbol to gra zespołowa. Jeśli przytrafi się gorszy moment któremuś z zawodników, grę powinni pociągnąć inni.
W Legii czasami wygląda to tak, jakby nagle wszystkim odcięło prąd.
Z tym, ze ja bladego pojęcia nie mam, więc mogę się mylić
P.S. W zasadzie to wszystko zawarł Dzynek w zdaniu "To nie są atleci z Realu" więc nie wiem po ja w ogóle coś piszę. Chyba z potrzeby ducha
Widocznie po meczach z Celtami uległem złudzeniu że jesteśmy zespolem na poziomie europejskim a tak chyba nie jest. Po prostu nauczyliśmy się w Europie wygrywać z zespołami podobnej klasy a nawet lepszymi jak Trabzon.
Ze zmodyfikowanym podejściem łatwiej mi będzie oglądać kolejne mecze bo każdy sukces będzie radosny a każde niepowodzenie wkalkulowane w scenariusz.
Nie wolno tylko mylić wygranych ze stylem co u nas (nie tylko na tym forum) jest bardzo częste. Mamy wiele braków. Tym który mnie najbardziej niepokoi to jest nieumiejętność rozegrania piłki w środku przy pressingu przeciwnika oraz mało efektywny pressing na przeciwniku. To w pucharach a w lidze odpuszczanie gry przy korzystnym wyniku.
To pierwsze zamyka nam drogę do sukcesów na wyższym poziomie (tak myślę) i dlatego mnie niepokoi. Może jestem zbyt niecierpliwy. Widocznie do tego potrzeba nie tylko dyscypliny ale również zawodników z innymi umiejętnościami których nam brakuje.
„Nie wiem czy spowodowane jest to przekonaniem o załatwieniu sprawy, czy najzwyklejszym brakiem sił.” – według mnie z Trabzonem „przekonania o załatwieniu sprawy” nie było do końcowego gwizdka, cały czas istniało ogromne niebezpieczeństwo, ze wynik może się odwrócić, z Lechią "sprawę załatwiliśmy" po sfg w 87 minucie, zatem te przykłady wydają się świadczyć o drugim wariancie, wczoraj z Zawiszą, jak i w meczach przeze mnie wymienionych raczej byłbym skłonny postawić na ten pierwszy czynnik.
„futbol to gra zespołowa. Jeśli przytrafi się gorszy moment któremuś z zawodników, grę powinni pociągnąć inni.” – odwołam się do Twoich indywidualnych sportowych doświadczeń, ale w grach zespołowych, nigdy nie przegrałeś meczu, który wydawał się już Wam, Tobie jednemu z członków zespołu, wygrany? Jeżeli takie przypadki miały miejsce, zawsze przyczyny szukałeś tylko w gorszej kondycji Twojej i kolegów.
Jak często w ręcznej na drugą połowę drużyny wychodzą „odmienione”, odrabiają wielobramkowe straty?
Pełna zgoda, że w sportach indywidualnych zagadnienie sprowadzone do „jednej głowy” wydaje się prostsze do rozwiązania, niż w przypadku gdy tych głów jest pięć, sześć, siedem, jedenaście. No ale to że tych głów jest więcej nie świadczy o tym że nie główkują, ha rozwikłać łamigłówkę jak główkują i jak wzajemne grupowe relacje na to główkowanie wpływają, ot, zagwozdka i zadanie dla trenera.
Oczywiście że miewałem wraz z drużyną gorsze drugie połowy, ale bywało tak zazwyczaj, kiedy mierzyliśmy się z zespołami silniejszymi. Czyli prawie zawsze
W pierwszej połowie wypruwając flaki, uzyskując nawet kilku bramkową przewagę traciliśmy tyle sił, ze już na druga nie starczyło.
Z Legią jest odwrotnie i o to mam "pretensje"
Modelowy przykład z Wisłą. 2:0 do przerwy, czerwona kartka dla podpory defensywy i co ???
Ano wielkie gówno i pomeczowe ględzenie o potrzebie wyciągnięcia wniosków. O ile w kolejnym meczu z Wisłą (5:0) wyciągnęli, to z Lechią czy wczoraj z Zawiszą już nie. O kompromitacji w Gliwicach nawet nie wspomnę.
Wiem, ze gramy na 3 frontach, ale też wiem iloma i jakimi piłkarzami dysponujemy, oraz jaki mamy budżet w stosunku do Jagielloni, Śląska czy Wisły. W tabeli tego nie widać. Jeszcze nie..
To znaczy że nie o brak sił chodzi tylko o "kalkulowanie". Nie potrafię przytoczyć konkretnych meczów ale pamiętam że kilka takich było.
To mnie wkurza, ten minimalizm. Dlaczego nie możemy utrzymać poziomu zaangażowania na przyzwoitym poziomie przez cały mecz?
I nie mówię o huraganowych atakach ale o zaangażowanie w grze obronnej i przy rozegraniu piłki. Brakuje ruchu, zawodnicy "stają" i patrzą jak przeciwnik gra.
To dotyczy nie tylko Legii ale jest pewnym znakiem firmowym naszych piłkarzy. Na poziomie reprezentacji mamy podobnie.
Wielkie dzięki.W moim najgłębszym przekonaniu tak ma wyglądać dyskusja.Nie na argumenty ad personam, lecz ad meritum.Nie ma bowiem jednej metody na sukces.Tak jak nie ma jednego najlepszego samochodu, gdyż wówczas produkowałoby się jedno obowiązujące auto. W piłce jednak rację mają ci co osiągnęli sukces i to ich metody są powielane. Do czasu.
Ale zawsze trzeba pamiętać o taktyce i o tym co w piłce nożnej jest najważniejsze, o grze na wynik.
Czytam jak to sędzia nie dopatrzył akcji, spalonego itp. w sytuacji , gdy jedna drużyna prowadzi. Jest to z pogranicza kpienia z piłki, bo zakłada się constans.
Gra na wynik oznacza,że gramy na remis lub wygraną , bo przecież nie na porażkę.W ostatniej kolejce jedna z drużyn miała szansę zdobyć bramkę na remis, ale w jakim momencie?.A drużyna dotąd prowadząca to co ? By się na boisku położyła? Bądzmy normalni. Inaczej mówiąc w każdym momencie meczu wyrównanego każdy ma szansę.Tyle tylko,że ci co są lepiej przygotowani te szanse zwiększają wielokrotnie.I pamiętać zawsze trzeba,że równoprawność w ocenie jest zawsze obnażana na boisku, albo honorowana.Nie ten wygrywa, któremu drużyna prowadząca oddaje pole, ale ten który strzeli więcej bramek przeciwnikom.
Nie ma kontuzji??? Nie ma!!!
Jest ból dupy antylegionistów??? JEST!!!
Czyli Brawo Berg i piłkarze jesteśmy w takim momencie sezonu i z takimi problemami, że gadanie o stylu wygrywanych spotkań czy to w lidze czy LE jest po prostu żenujące.
No i właśnie o te problemy się rozchodzi.
Radovic - 30-letni piłkarz z pokaźnym brzuchem grający na wysokim tempie co 3 dni. No, nie mogło to się inaczej skończyć jak kontuzją.
Brzyski - już od pół roku wiedzieliśmy, że gra na prochach. Od momentu odejścia Wawrzyniaka było wiadome, że potrzebujemy kogoś na lewą obronę. Ściągnęliśmy Ronana i teraz dowiadujemy się, że chłopak tak właściwie nie powinien przejść testów medycznych.
Letnie transfery, to porażka na całej linii. Pomysł, aby szukać przede wszystkim piłkarzy z polskiej ligi został doszczętnie skompromitowany, bo żaden z tych piłkarzy do Legii się po prostu nie nadaje. Gdzie w ogóle teraz jest Piech? Kto wpadł na tak durny pomysł, żeby blisko 30-letniemu piłkarzowi ze spadkowicza dawać aż 3-letni kontrakt?
Model współpracy pomiędzy trenerem jedynki a trenerem rezerw, który ja określam mianem "skandaliczny" doprowadził do tego, że w praktyce nie ma kim zastąpić kogokolwiek z jedynki, bo jeden foruje swoich a drugi właśnie niedawno udowodnił, że wybrańcy tego pierwszego nie nadają się nawet na poziom III ligi.
Na miejsce Cesara sprowadzono człowieka, którego nazwiska chyba żaden z Was nie potrafi wymienić bez grzebania po legijnych portalach. Efekt jest taki, że zespół gra na normalnym poziomie przez pół godziny a potem zaczyna się obrona Częstochowy i wybijanie piłki na oślep nawet z takimi tuzami jak Zawisza.
Tylko dzięki temu, że mamy w tej rundzie niesamowitego farta utrzymujemy się na górze. Dostaliśmy wyjątkowo słabą grupę w LE a w lidze, w momencie, gdy jesteśmy najsłabsi trafiamy akurat na czerwone latarnie ligi.
Ale fart ma to do siebie, że kończy się w najmniej odpowiednim momencie i jestem na 100% pewien, że wszyscy tutaj czujemy to przez skórę, że kiedyś to nastąpi.
Nie wiem czy 100%, ale pisząc za siebie, mam nadzieję, że w odpowiednim momencie "szczęście" zastąpią umiejętności i przygotowanie piłkarzy.
Do końca rundy pozostało niewiele "ważnych" spotkań, więc nawet "na oparach" powinniśmy sobie poradzić. Awans z grupy LE powinniśmy zapewnić sobie już w najbliższym meczu z Metalistem, natomiast w TME pozostały drużyny prezentujące poziom powiedzmy średni.
Nie zgadzam sie też z tak ostrą oceną pozyskanych w lecie piłkarzy, może poza Ronanem, bo jeśli doniesienia o jego stanie zdrowia przed badaniami lekarskimi są prawdziwe, to rzeczywiście pachnie skandalem.
Mamy wiele przypadków, które jasno pokazują, że przenosiny do Legii nie są łatwe i piłkarze potrzebują kilku miesięcy aby okrzepnąć. Ostatnimi takimi, na których ci bardziej niecierpliwi zdążyli wylać wiadra pomyj byli Broź, Jodła i Brzyski.
Uważam, że zarówno Lewczuk, Piech czy Szwoch pokażą jeszcze swoje możliwości.
Za chwilę zima i kilka miesięcy na "remanent"
Kilku przyjdzie, kilku sie wyleczy a kilku okrzepnie.
Na wiosnę będzie dobrze. Bardzo dobrze
Letnie transfery??? Ocenię po zakończeniu sezonu 2014/2015 bo akcja z Brzyskim i Jodłowcem ostatecznie mnie przekonała, że Polski piłkarz wbrew temu zagranicznemu (choć nie zawsze) musi mieć ten urojony okres aklimatyzacji, a wiadomo jakim klubem jest Legia.
Kontuzje??? To temat złożony Polska liga charakteryzuje się ponoć tym, że gra się tutaj mocno fizycznie, a prawda jest taka, że gra się tutaj brutalnie na co pozwalają słabi sędziowie. Cesar za poprzedniego trenera był ponoć razem z JU winny słabej postawy fizycznej przez całą rundę, a nagle okazuje się, ze odszedł jakiś cudotwórca. Legia wygląda gorzej na tle przeciwników z naszej ekstraklapy, a co w tym dziwnego skoro mamy o 9 spotkań więcej niż reszta klubów, które nigdzie indziej nie grają. Popatrz na dyspozycję fizyczną w meczach LE tam nie ma tej różnicy bo gramy z zespołami co też jak Legia grają co 3 dni. Krótko jakby Lech,Wisła,Śląsk czy inny Polski zespół miał tyle spotkań z taką intensywnością jaką ma Legia od września to sytuacja w tabeli ligowej była by o wiele inna niż teraz. Fakty są takie, że Legia daje radę pomimo swoich problemów i dlatego gadanie o stylu wygranych spotkań jest śmieszne zwłaszcza wśród kibiców Legii.
„grając marnie, nie angażując się w grę tracimy bramkę i dopiero pod koniec meczu osiągamy przewagę? (…)Dlaczego nie możemy utrzymać poziomu zaangażowania na przyzwoitym poziomie przez cały mecz? I nie mówię o huraganowych atakach ale o zaangażowanie w grze obronnej i przy rozegraniu piłki. Brakuje ruchu, zawodnicy "stają" i patrzą jak przeciwnik gra.”
Szukając odpowiedzi na powyższe pytanie, jednej moim zdaniem z pewnością nie ma, ale jako jedną z wyjaśniających sugestii można przytoczyć i rozważyć słowa byłego kwalifikowanego sportowca z dyscypliny zespołowej, czyli naszego czasem zapalczywego
W teorii można się na to burzyć, postulować zmianę nastawienia i trener (każdy!!!) z pewnością tak robi, ale praktyki sportowej rywalizacji uszczknął Kibic50.
@ CTP
Jeżeli z Zawiszą „broniliśmy Częstochowy”, to z Trabzonem, lub mecz repry z Niemcami traci miarodajne określenia, przecież Zawisza kreując ofensywę w połowie nie grał tak jak choćby Lechia na Ł3 ostatnio, fakt że zaprezentował się dużo lepiej niż w pierwszej połowie, a Legia odwrotnie, miał sytuacje na 2:2 ale uważam że nawet w „wrażeniu artystycznym” wygrana legionistów była jednak zasłużona w odróżnieniu od spotkania z gdańszczanami, tamci „z gry” zasłużyli przynajmniej na remis.
CTP jakie jest dziś Twoje zdanie o Guilhermie?
"Co będzie jak spadniesz z 4 piętra na głowę i nic ci się nie stanie? Szczęście.
A co będzie jak drugi raz spadniesz i się nie zabijesz? Wielkie szczęście.
A trzeci raz? Rutyna"
Nie ma czegoś takiego jak wieczne szczęście lub pech, trzeba było znaleźć jakiś złoty środek (jak to mówi Berg) żeby pogodzić grę w pucharach i lidze dysponując potencjałem jaki mamy i go wykorzystać do cna.
Wyglądamy gorzej fizycznie bo jak wielu już napisało rozegraliśmy o 9 spotkań więcej, na dodatek w lidze mecze z nami traktowane są jak spotkania o wszystko. Później drużyny po meczu z Legią zazwyczaj mają zjazd przez 2-3 kolejki. Znamienna była wypowiedź Wojciechowskiego obecnie działacza Lechii w przerwie meczu ze Śląskiem, powiedział jasno że jeszcze nie zdołali się zregenerować po meczu z Legią tyle ich kosztował. My w tym czasie zagraliśmy i wygraliśmy na Ukrainie a Ty oczekujesz ataków Legii od 1 do 90 minuty. Oczywiście mamy budżet 100 mln ale nadal złotych a nie euro i to dopiero od roku a budowa i przebudowa drużyny dopiero będzie. Tak naprawdę gramy w 70% od kilku sezonów tymi samymi zawodnikami i chwała im i trenerem że nadal potrafią z nich wykrzesać tyle ile mamy czyli jak na razie podwójnego lidera.
Co do punktów w lidze w tym sezonie niestety inni punktują regularniej i dlatego tabela jest spłaszczona, w tamtym roku o tej porze też mieliśmy 3 przegrane w lidze tylko do tego niestety jeszcze trzy porażki w LE.
W zasadzie z większością Twojej wypowiedzi się zgadzam z jednym
małymwyjątkiem; "Co do punktów w lidze w tym sezonie niestety inni punktują regularniej i dlatego tabela jest spłaszczona". Z tego zdania wyrzuciłbym niestety, punktują i bardzo dobrze. Liga, dla mistrza, ktokolwiek by niem nie był, musi być wyzwaniem. W innym wypadku jeszcze długo, lub zawsze będziemy skazani oglądać w Europie takie spotkania, jak to w Trabzonie. Im silniejsza liga tym silniejszy mistrz, w drugą stronę to nie działa, o czym przekonujemy się na przykładzie Szkotów.@ iocosus
Co do Guilherme, to za wcześnie na stawianie diagnoz, ale cieszy mnie niezmiernie, że Brazylijczyk zapowiada się tak samo dobrze, jak przed tą felerną kontuzją. Bardzo na niego liczę, bo widać, że jest to piłkarz o innej, niespotykanej u nas za często kulturze gry. Co ciekawe, wygląda ana to, że nie nie robi na nim wrażenia pozycja, na której gra. Fajnie.
Jestem ciekaw jakby wyglądała w końcu rywalizacja gdyby 4 Polskie zespoły grały jesienią w rozgrywkach grupowych, ale cóż zrobić kiedy większość pada na Islandii czy innej Litwie. W sumie coś niesamowitego bo nadal uważam że nasi ligowcy są mocniejsi od wyżej wymienionych.
" czyli gdy silniejsi grają ze słabiakami i ci pierwsi mają poczucie własnej wyższości pozwalają się początkowo wyszumieć tym „wypruwającym sobie flaki” bo i tak mają świadomość że i bez tego w końcu osiągną taką przewagę że mecz wygrają."
A jednak często nie wygrywają.
Rozumiejąc całą złożoność sytuacji ja przykładam do tego taką miarkę. Ponieważ na boisku zawodnicy są w pracy to można ich porownać do pracowników firm.
Otóż jeśli ci pracownicy mając do wykonanie plan miesięczny opieprzają się przez pół miesiąca a potem próbują nadgonić robiąc "brak" to ja ich robotę oceniam nisko.
Zawodnicy od dzieciństwa przygotowują się do tego żeby prezentować się godnie na boisku przez cały mecz. Ja rozumiem problemy z wyszkoleniem technicznym ale nie rozumiem problemów z przygotowaniem fizycznym i mentalnym.
Przecież wszyscy piłkarze na świecie mają podobne siłownie i biegają po tej samej ziemi i jeść mogą tak jak ci z najlepszych lig. Do tego związek przyczynowo skutkowy między człapaniem i słabym wynikiem też jest na tyle oczywisty że nawet konie wyścigowe go rozumieją.
A więc dlaczego usprawiedliwiamy piłkarzy wyłączając ich z powszechnego systemu ocen a mianowicie że może się nie udać, z wielu powodów ale musisz walczyć tak żeby nie schodzić poniżej pewnego poziomu.
Niech ktoś poda jeden powód dlaczego każdy Polak wyjeżdżający na zachód musi nadrabiać zaległości w przygotowaniu fizycznym. Czy nie mógł tego zrobić już w Polsce?
Kocham Polskę chwalę i bronię ją na każdym kroku ale "piłkarska myśl szkoleniowa" to jest ten niechlubny wyjątek potwierdzający regułę.
Czasem myślę czy medale w 74 i 82 roku nie były największym przekleństwem obecnej piłki w Polsce, dzięki nim "Piechniczki" okopały się tak skutecznie jak wojacy podczas Wojny Trzydziestoletniej
P.S. Dla purystów historycznych to tylko takie porównanie dotyczące trwania
Śląsk, Jagiellonia, Wisła teraz punktują ponadprzeciętnie. Zwycięstwa stanowią ponad 60% rozegranych meczy. To wyjątkowa rzadkość w naszej lidze, bo z takim dorobkiem zazwyczaj zdobywa się mistrzostwo. Tylko, że taka skuteczność nie jest do utrzymania. Wiosną o wiele ciężej zdobywa się punkty, bo budzą się drużyny, którym w oczy zaglądał będzie spadek. Wszystkie 3 ekipy sukces osiągają dzięki zaskakująco dobrej postawie pojedynczych jednostek. Długo to nie będzie trwało. Mila, Paixao, Stilic, Brozek, Piątkowski nie są zawodnikami mogącymi pochwalić się regularnością w okresie dłuższym niż jedna runda. Zresztą przeciwnicy szybko zaczną im doklejać żarliwych opiekunów.
Nie mówiąc już o tym, że obiorą defensywną taktykę i zmuszą te drużyny do gry pozycyjnej. I będzie problem, bo nie umieją. Będzie im ciężko grać jako faworyt. W tej lidze tylko dwa kluby tak potrafią i nie jest to żadna z tych drużyn.
Wszystko fajnie, ale to, co obserwujemy w Legii i co akurat mnie denerwuje jest odwrotne do tego, o czym piszecie.
Pracownicy w Legii pracują dokładnie, na pełnych obrotach przez PIERWSZE dwa tygodnie by przez dwa następne się obijać. Kiedy miesiąc sie kończy a robota nie wykonana, zaczynają pracować szybko lecz niechlujnie. Raz się uda (Zawisza) raz nie (Wisła)
Nie rozumiem, dlaczego na drugą połowę wychodzi inna (gorsza) drużyna ?
Są oczywiście wyjątki (Lech)
@Swirek
Ja się przyczepie do innego niestety.
"do tego niestety jeszcze trzy porażki w LE"
Nie zapominaj z kim, gdzie i w jakich okolicznościach przegraliśmy te mecze.
Przestań Kibic budować nieprawdziwą teorię gdzie Urbanowi przyszło mierzyć się z tytanami a wszystkie złe moce się na niego uwzięły.
Każde pucharowe zwycięstwo już wyszydziłeś i wyśmiałeś kiedy trenerem nie był Urban, za to każdą porażkę pod jego wodzą wyniosłeś do wręcz mitycznych zmagań z tajemnymi siłami
Przegraliśmy bo mieliśmy nieudolnego trenera z nieudolną taktyką i podejściem, Urban był w Legii w latach 2007-10 i wtedy też nie potrafił nic ugrać w pucharach, też tajemne siły?
Teraz w Osasunie przegrywa mecz za meczem czyli co, spisek szatańskich sił nadal trwa?
A ja z dużą ciekawością będę obserwował taki Śląsk Wrocław, czy choćby zaskakującą mnie w tym sezonie Jagiellonię. Nie odbierając słuszności Twoim słowom, uważam, że w obu tych ekipach tkwi jeszcze całkiem niezły potencjał. Doskoczy mam też nadzieję, Lech Poznań. A to daje całkiem ciekawą czołówkę, która będzie gromadzić punkty, a czy regularnie? Zobaczymy, wiele zależy od trenerów tych ekip. Aha, liczę też na poprawę organizacji Pogoni Szczecin, ten zespół powinien móc grywać na wysokim poziomie, zamiast tego permanentnie zawodził. Natomiast trener Kocian udowodnił, że potrafi poukładać nawet całkiem rozbitą drużynę. Choć faktem jest, że wiosną bitwa będzie na całego.
"Kam, odpowiedź prosta "Polska myśl szkoleniowa"
To oczywiście ma kolosalne znaczenie ale ta "myśl" ma swoje źródło w określonych stereotypach myślenia i w działaniach.
Jedna z mich "ulubionych" mądrości to "lepiej mądrze stać niż głupio biegać"
Zawsze się zastanawiałem dlaczego akurat taka alternatywa bo czy nie można mądrze biegać?
Alba ta o stylu i wyniku. Dla mnie jest jednoznaczne że bez stylu, czyli jakości gry (technicznej wspartej "mądrym bieganiem") o wyniki jest o wile trudniej. Ta mądrość sankcjonuje i usprawiedliwia toporną grę.
A jeśli na to nałożyć "analizę" klubowych działaczy w oparciu o wyniki i wynikające z tych "analiz" zwolnienia treneró to czy można od trenerów oczekiwać odwagi w grze? Liczy się zero z tyłu a zero z przodu można wytłumaczyć brakiem szczęścia.
Natomiast nic (oprócz lenistwa piłkarzy) nie tłumaczy słabego przygotowania fizycznego. Mila po kilku latach gry w Śląsku dowiedział się gdzie jest siłownia i został gwiazdą. Wolski z Furmanem pewnie z siłowni nie wychodzą ale trudno jest nadrobić wieloletnie straty.
Oglądam mecze innych lig i widzę jaką intensywność ma tamta gra i zawodnicy nie grają mniej meczów. Tylko u nas bez przerwy mówi się o zmęczeniu sezonem.
Ja uważam że winna jest mała "podaż" zawodników a co za tym idzie mała konkurencja. Każdego zdolnego chłopaka "nosi się na rękach" i przymierza do największych klubów zachodu od wieku nastolatka. W końcu musi uwierzyć że jest Messim albo Gerardem i z tym przekonaniem spocząć na laurach.
Łatwymi usprawiedliwieniami psujemy naszych piłkarzy tak samo jak natchnionymi zachwytami po udanej rulecie w jednym meczu.
I dlatego oni wybierają "taktyczną dojrzałość" i "uspokajają grę" zamiast grać.
Jak zwykle.
Wtedy bez podstawowych zawodników Rado, Kucjak, bez Dudy, Sa, z aklimatyzującymi sie dopiero Brzyskim, Jodłowcem i Broziem, grającym z kontuzją Żyro mierzyliśmy się z czołówka ligi Włoskiej, Tureckiej i Cypryjskiej.
Za to dziś gramy ze średniakiem ligi Belgijskiej, Tureckiej i rozpadającą sie drużyną z Ukrainy. Wystarczy popatrzeć jakie zajmują miejsca w swoich ligach i jakie odnoszą wyniki.
Urban tu nie ma nic do rzeczy, raczej "szczęśliwy" zbieg okoliczności o którym napisał Dzynek, a który z pewnością juz się nie powtórzy.
Dlatego tak ważnym jest nałapać tyle punktów do rankingu ile sie tylko da.
Co do "polskiej myśli szkoleniowej" to pragnę zauważyć iż Jagę, Śląsk i Wisłę prowadzą rodzimi trenerzy.
Wg mnie, bardziej są winni NIECIERPLIWI działacze, którzy oczekują od tych trenerów rzeczy niemożliwych. Łatwiej jest jednak zmienić trenera niz zakupić kilku dobrych piłkarzy.
Najśmieszniejsza (żałosna) w tym bałaganie jest ta karuzela. Wywalony z jednej drużyny za brak wyników trener, natychmiast znajduje prace w drugiej, w której ma być zbawieniem.
Jagiellonia to przykład modelowy (patologiczny)
Naprawdę wierzysz że nad genialnym Jankiem zebrały się złe moce a za to głupi Berg został ulubieńcem bogów?
P.S. Widzisz tak się składa że wiele relacji mam z pierwszej ręki, to po tacie mam
A już bardziej poważnie to dorzucę swoje 3 grosze:
mecz z Lazio przegraliśmy bo Lazio miało ten mecz w 4 literach 3 dni później mieli najważniejszy mecz w sezonie derby z Romą. Do tego przy stanie 1-0 sam na sam wybronił Skaba, a potem słupek. Wynik zaciemnia to co się tam wtedy działo. Jedyna okazja Legii to wrzutka do Kosy, który zmarnował bdb okazję pod koniec 1 połowy i tyle.
Mecz z Apollonem był tragikomedią bo mieliśmy piłkę jak Barca tyle, że nic sensownego nie potrafiliśmy stworzyć, oprócz 1 poprzeczki.
Mecz z Trabzonem był dobry, a nawet bdb, ale nie umieliśmy wtedy zagrać mądrze i na wynik co przyniosło 3 porażkę, choć tak ruski drukarz też zrobił swoje. Kolejne 3 mecze a zwłaszcza te na Ł3 były katastrofą nijak związane z nami Tajemnymi Siłami.
Czy naprawdę wszystko musisz sprowadzać do tematu Urban vs Berg ?
Nie ujmuje Bergowi tego, co Bergowe, jednak jak można porównywać tamtych przeciwników z obecnymi ?
Uprzedzę Twoją odpowiedź. Nie twierdzę, że tamta drużyna Urbana zdobyłaby 9 pkt. Z tamtym potencjałem raczej nie. Czy z obecnym potencjałem poradziłby sobie Urban ? Tego juz sie nie dowiemy więc dyskusja o tym jest biciem piany.
Wiem, ze Twoja siostra mieszka w Rzymie.
Ja jestem z Warszawy i nie wiem kiedy Legia odpuszcza mecze a kiedy gra na poważnie.
Ps
Kolega był na wczasach w Turcji i dowiedział sie z wiarygodnych źródeł, że w tym sezonie Trabzon odpuszcza LE i skupia sie na lidze. Wiem dobrze co mówię
Raczej mi chodziło o jej znajomych niestety dla mnie prawicowych Rzymian kibicujących Lazio.
@Iocosus
Jeśli Guilherme spłaci to wszystko, co klub wydał na jego leczenie, to uznam to za trafiony transfer. Na razie zagrał 2 mecze a to troszki przymało.
@1313
Jak rozumiem, uważasz, że wylosowanie tych zespołów w grupie LE nie jest fartem? To proponuję zgłosić się do Interpolu z podejrzeniem o ustawienia losowania.
P.S. Proszę Redakcję o wyrozumiałość i puszczenie mojego wpisu trochę odbiegającego od norm tej strony ale będącym trutką na pewne chore bzdury.
My tutaj staramy się dyskutować merytorycznie, bo podobno czytają nas poważni ludzie, więc rozumiesz... ą, ę i w ogóle noblesse oblige.
Nie odstraszajmy ich.