A+ A A-

Gruzja - Polska 0-4: Kadra na fali

Reprezentacja Polski pokonała Gruzję 4:0 w meczu eliminacji mistrzostw Europy rozegranym w Tbilisi. Bramkowym łupem podzielili się Kamil Glik, Grzegorz Krychowiak, Sebastian Mila i Arkadiusz Milik. Dzięki zwycięstwu Polacy kończą jesienną fazę rywalizacji w grupie D na pierwszym miejscu, o trzy punkty wyprzedzając Niemców, Szkotów i Irlandczyków. Kolejna odsłona eliminacyjnych zmagań w marcu.

Do meczu z Gruzją można było podejść z ostrożnością, mając na uwadze fakt, że Tbilisi to niewątpliwie trudny teren, a reprezentacja Polski nie przyzwyczaiła nas do łatwego gromadzenia punktów w rywalizacji z przeciwnikami przewyższającymi poziomem San Marino. Można też było podejść z optymizmem i pełną wiarą w sukces Polaków, którzy podbudowani sensacyjnym zwycięstwem nad Niemcami oraz dobrą formą demonstrowaną przez kilku ważnych zawodników kadry w klubach, znajdują się obecnie na zupełnie innym pułapie piłkarskich możliwości niż borykająca się z licznymi problemami reprezentacja Gruzji. Pierwsza połowa piątkowego meczu przyznawała rację grupie pesymistów, ale po przerwie już bezdyskusyjnie triumfowali optymiści.

Trener Adam Nawałka postawił na wariant, który sprawdził się w ostatnich dwóch kwadransach październikowego meczu ze Szkocją. W środku pola mieliśmy trzech pomocników, ten tercet stanowili Grzegorz Krychowiak, Krzysztof Mączyński i Sebastian Mila, natomiast Arkadiusz Milik miał za zadanie nacierać na bramkę gości z jednego ze skrzydeł. Do przerwy taki system nie funkcjonował najlepiej. Wprawdzie mieliśmy kilka niezłych sytuacji strzeleckich, najlepsze kiedy w polu karnym gospodarzy do piłki dochodził Kamil Grosicki, ale mecz nie był pod naszą pełną kontrolą. Gruzini potrafili przedrzeć się na naszą połowę i oni również mieli swoje okazje. Mączyński i Mila nie byli w stanie wymienić kilku podań w środku pola i uspokoić gry reprezentacji, Krychowiakowi zdarzały się niecelne przerzuty, a w polu karnym gospodarzy praktycznie nie pokazywał się Robert Lewandowski, który często zamieniał się pozycjami z Milikiem i z lewego skrzydła usiłował wypatrzyć lepiej ustawionych kolegów. U Gruzinów mógł imponować napastnik Mczedlidze, który potrafił utrzymywać się przy piłce w fizycznej walce z Kamilem Glikiem.

Mimo że trudno było wierzyć, żeby Adam Nawałka mógł być zadowolony z przebiegu gry w pierwszej połowie, trener nie zdecydował się na zmiany personalne w przerwie. Okazało się, że nos nie zawiódł Nawałki, bo jego zawodnicy szybko przeprowadzili akcję, która, jak się okazało, 'ustawiła' mecz. Najpierw próbowaliśmy się przedrzeć prawym skrzydłem, potem z lewego skrzydła dośrodkował Mączyński, a z półobrotu strzelał Lewandowski, wreszcie po interwencji gruzińskiego bramkarza i rzucie rożnym piłkę zgrał Krychowiak, a do bramki Gruzinów trafił Glik. Ten gol wyraźnie podłamał gospodarzy i dodał pewności siebie Polakom. Kiedy boisko opuścili Mączyński, którego zastąpił Tomasz Jodłowiec oraz pechowo kontuzjowany tuż przed zaplanowaną zmianą Grosicki, którego miejsce zajął Maciej Rybus, Polacy dorzucili jeszcze trzy bramki. Kolejny stały fragment gry na bramkę zamienił Krychowiak, ładną akcję polskiej drużyny precyzyjnym strzałem z lewej nogi sfinalizował Mila, a w doliczonym czasie gry Milik dobił do pustej bramki odbite od obrońców gospodarzy uderzenie Lewandowskiego.

Zwycięstwo 4:0 w Tbilisi robi wrażenie. Gruzini nie zwykli ponosić takich klęsk nawet w rywalizacji z reprezentacjami teoretycznie znacznie silniejszymi niż Polska. Równie cenne jak trzy punkty i cztery bramki jest jednak narastające wrażenie, że piłkarze naszej reprezentacji coraz lepiej czują się na boisku w swoim towarzystwie i coraz lepiej rozumieją jak ze sobą grać.

Kto wie, być może w marcu, przed meczem z Irlandią, optymistów wśród kibiców będzie już zdecydowanie więcej niż pesymistów?!

Dyskusja (8)
1sobota, 15, listopad 2014 09:34
Zbyszek
Wczorajszy mecz wykazał progres w grze naszego zespołu narodowego. Dla mnie najciekawsza była nazwijmy to nowatorska taktyka trenera Nawałki. Otóż taktykę realizujemy m.innymi poprzez ustawienie. Normalnie każdy zespół gra, od powstania futbolu skrzydłowymi, bo tak wygląda boisko, a Pan Adam postanowił to robić bez jednego skrzydła. I co ciekawe taki okaleczony ptak po pierwszej połowie, kiedy okazał się nielotem, w drugiej jednak poleciał. Ustawienie miało wyglądać tak, że Grosicki miał się przemieszczać z jednego skrzydła na drugie, a zwolnione przez niego miejsce miał zajmować Milik na połowie przeciwnika i kiedy byliśmy w ofensywie i Mączyński w defensywie i na naszej połowie. Niestety Mączyński z tych zadań nie potrafił się wywiązać, przez co szczególnie Jędrzejczyk był zmuszony do wojowania z dwoma rywalami w swojej strefie boiska. I pomimo, że radził sobie poprawnie to ich prawy obrońca kilka razy udanie wszedł w nasze szyki obronne. Z Gruzinami okazało się to bez następstw przykrych, ale z bardziej wymagającym rywalem fartu może zabraknąć. Pytanie dlaczego gra Mączyński jest retorycznym. Grający w Chinach Mączyński ma widocznie tego ichniego dobrobytu dosyć i chciałby uciec stamtąd i nasz trener chce go wypromować, bo innego tłumaczenia nie widać. Natomiast nasza gra zaczęła się lepiej układać nie tyle z powodu wejścia w miejsce Mączyńskiego Jodłowca, ale głównie dlatego,że Gruzini jak każdy zespół opierający swoją grę na entuzjazmie, a nie na umiejętnościach traci ducha jak pierwszy traci gola, a ponadto widać było, że i sił im brakować zaczęło. W każdym razie w drugiej połowie Gruzini dostosowali się do naszego ustawienia i naszych luk w nim nie wykorzystywali.

Z ostatnich trzech meczów wypływa wniosek taktyczny i personalny, że aktualne możliwe ustawienie to 1-4-2-2-2 w składzie: Szczęsny - Piszczek, Szukała, Glik, Jędrzejczyk - Krychowiak, Jodłowiec - Rybus, Grosicki - Milik, Lewandowski. Niestety jest ono ułomne, bo nie zapewnia obsady ofensywnego pomocnika i pozostawia lukę w rejonie pomiędzy defensywnymi pomocnikami, skrzydłowymi a napastnikami. Aczkolwiek jak sobie przypominamy gra na dwóch defensywnych pomocników i dwóch napastników była przez kilkanaście lat obowiązującym w świecie kanonem taktycznym /tak grała np. nasza drużyna narodowa jeszcze za czasów Leo/. Moim zdaniem to lepszy sposób niż jednoskrzydłe ptaszysko. Póki co znakomity Robert Lewandowski gra jak dwa w jednym i robi za ofensywnego pomocnika z oczywistą korzyścią dla drużyny.

Dla mnie najlepszym pomysłem trenera Nawałki było mianowanie kapitanem właśnie Roberta. Nigdy nie ukrywałem, że jestem admiratorem nie tylko jego talentu piłkarskiego, lecz także osobowości. Dlatego wpadkę z autem /okazało się, że nie całkiem jego/ odebrałem jak osobisty policzek. Lewandowski, poza dryblingiem, jako piłkarz ma wszystko, a jeszcze drzemią w nim pokłady rozwojowe. Ale to co u niego najważniejsze to silna psychika i niespotykana boiskowa mądrość. Przez dziesiątki lat obowiązywał boiskowy kanon, że napastnik żywi się podaniami od innych. I tylko dzięki temu jest tym kim jest. Robert udowadnia, że przydatność ogromna dla drużyny napastnika to nie tylko strzelanie bramek, ale to przede wszystkim ciężka praca dla niej. To kolejny mecz Roberta w którym jest architektem gry naszej drużyny.

Oczywiście obejrzałem również mecz Szkocja - Irlandia i byłem przerażony. Brutalność Irlandczyków przeszła wszelkie granice. Jej skala sparaliżowała sędziego, który chyba bał się zdekompletować jeden zespół i kartek należnych nie pokazywał. To stało się jakaś tendencją wśród sędziów, aby na siłę preferować siłę obrońców. Te opowiastki o dbałości o futbol ofensywny możemy włożyć pomiędzy bajki. Zamiast grać czyli kopać piłkę należy kopać przeciwnika. Więc w marcu łatwo nie będzie.

No i wczoraj można było się dowodnie przekonać, że Hajto Tomasz na trenera nie nadaje się. Kwestionował to, że a to Grosicki, a to Rybus wykonują rzuty wolne zamiast Mili i nawet się do błędu nie przyznał, gdy padła druga bramka. Oprócz tego wraz z niejakim Borkiem, który w boksie wykazuje znajomość tematu, w odróżnieniu od piłki, opowiadali dyrdymały o najważniejszej zalecie piłki czyli tzw. zero z tyłu. Te ich tokowania powinny wejść do kanonu kretynizmu. Piłka nożna to sport wymierny. Jakaś drużyna wygrywa. Przecież nie dlatego, że nie straciła bramki. Lecz dlatego,że je zdobyła. Wszędzie obowiązuje zasada: "zdobyć o jedną bramkę więcej od przeciwnika". I tego naszej reprezentacji życzę.
2sobota, 15, listopad 2014 10:19
Od jakiegoś czasu po świecie krąży teoria, że w futbolu "nie ma już słabych drużyn"
Może to i prawda, jednak są dwie reprezentacje, których wczorajsza gra zadaje kłam tej teorii.
Reprezentacja Gruzji we wczorajszym meczu wyróżniła się jedynie tym, iż w swoich szeregach posiada wielu piłkarzy, którzy bez większego trudu znaleźliby miejsce chyba w każdej drużynie futbolowej... za oceanem. Siła a przede wszystkim wysokość na jaką kopali piłkę, musiała wzbudzić podziw nawet najbardziej wymagających futbolowych koneserów.

Na szczególne uznanie zasługuje również reprezentacja Grecji, która na własnym stadionie uległa (!) Wyspom Owczym 0:1
Meczu co prawda nie oglądałem, ale tę dziwną porażkę można chyba wytłumaczyć jedynie tym, że piłkarze Greccy przy naszych orłach to... barany.

Ps

Jak Hajto "włancza" się do akcji, to "wyłanczam" fonię..
3sobota, 15, listopad 2014 12:24
anonimowy_legionista
Ja tylko cynicznie chciałbym napisać w kadrze nie gra obecnie
Herr Bileterr i jakoś się to kręci Wink

@kibic50

Meczu co prawda nie oglądałem, ale tę dziwną porażkę można chyba wytłumaczyć jedynie tym, że piłkarze Greccy to... barany.

Ja bym jednak sprawdził kursy u azjatyckich bukmacherów.
4sobota, 15, listopad 2014 20:44
iocosus
„Grający w Chinach Mączyński ma widocznie tego ichniego dobrobytu dosyć i chciałby uciec stamtąd i nasz trener chce go wypromować, bo innego tłumaczenia nie widać.” – niestety do tego zdania byłbym gotów się przychylić.

„najlepszym pomysłem trenera Nawałki było mianowanie kapitanem właśnie Roberta.” , „w kadrze nie gra obecnie Herr Bileterr i jakoś się to kręci” – jedno z drugim się łączy, na wiosnę tak naprawdę się przekonamy czy Nawałka ten węzeł gordyjski między Kubą a Robertem potrafi rozwiązać, fakt jest faktem, że przez pryzmat wyników, to jeden z kapitańskiej funkcji wywiązał się dużo lepiej od drugiego, tylko czy ten drugi to zaakceptuje?

Z tym że Hajto sam dla siebie jest największym, niekwestionowanym i niepodważalnym autorytetem również się zgadzam, jeżeli fakty temu przeczą tym gorzej dla faktów. Natomiast nie podważałbym futbolowej erudycji Borka, tą mi jest w stanie zaimponować. W mojej ocenie „czyta grę” również lepiej od wielu innych komentatorów, z pewnością celniej od Bożydara Iwanowa. O nestorze Szpakowskim to nawet wolę nie wspominać.

„Wszędzie obowiązuje zasada: "zdobyć o jedną bramkę więcej od przeciwnika" – wszędzie ale nie w studiu Polsatu i nie wśród byłych piłkarzy, Ziobry, Majaka, Łapińskiego, Kowalczyka, którzy już zaczynają wznosić modlitwy o remis w Irlandii, czyli „tzw. zero z tyłu” już by im w pełni wystarczyło. Oby takie nastawienie nie udzieliło się w reprezentacji, oby 29 marca przyszłego roku wyszli z nastawieniem gry o zwycięstwo. A jeżeli wówczas padnie remis, no cóż „końca świata” nie będzie, trzeba by było ten remis w ostateczności zaakceptować. Wink
5niedziela, 16, listopad 2014 18:14
a-c10
Powiem tak: wynik 4:0 na pewno robi wrażenie. Owszem, Gruzini nie są jakąś potęgą, nie mają w składzie tak wyśmienitych graczy, jak przed laty (gdy zresztą też jakoś potęgą nie byli). Niemniej nie dali się dotąd poznać jako dostarczyciele łatwych punktów, toteż wysokie zwycięstwo nad nimi niewątpliwie cieszy. Przypominam sobie jednak, że w przerwie dość mocno obawiałem się o przebieg drugiej połowy. Miałem dość mocne przekonanie, że jeśli to rywale pierwsi strzelą gola (a szanse w ciągu pierwszych trzech kwadransów mieli i to całkiem niezłe), to będziemy mieć pokaźny problem z wywiezieniem choćby punktu. Na szczęście stało się inaczej, przestrzegałbym jednak przed jakimś hurraoptymizmem. Jasne, jest dobrze. Po czterech tegorocznych grach eliminacyjnych mamy na koncie dziesięć punktów. Przypuszczam że przed rozpoczęciem zmagań każdy z nas w ciemno wziąłby taki bilans. Ale do awansu daleko. Cieszmy się zatem, lecz z umiarem.

Na marginesie: warto pochylić się nad dwiema kwestiami poruszonymi przez Zbyszka. Ja, jak wiecie, fanem osobowości Lewandowskiego nigdy nie byłem. Teraz jednak z niekłamaną radością muszę stwierdzić, że Robercik wreszcie ustąpił miejsca Robertowi. Nasz kapitan najwyraźniej zrozumiał, że rola lidera nie polega na pierdaczeniu dyrdymałów po mediach i wymachiwaniu rękoma. Oby była to trwała zmiana.

No i jeszcze to sędziowanie. Od lat w światku futbolowym trwają zażarte dyskusje o receptach na poprawę pracy arbitrów. Wielu postuluje wprowadzenie rozwiązań elektronicznych, inni - jak ja - skupiają się na powiększeniu ilości i kompetencji sędziów. Tymczasem coraz mocniej wydaje mi się, że pies pogrzebany jest w... odwadze. Gwoli ilustracji: mecz w mecz przy okazji każdego rzutu wolnego, czy rożnego w polu karnym odbywa się regularny wrestling, który z piłką nożną nie ma absolutnie nic na wspólnej. Sędziowie nie reagują, bo - jak ochoczo tłumaczą "eksperci" - gdyby gwizdali, w każdym meczu byłoby po szybernaście rzutów karnych. Otóż nie, nie byłoby. Znaczy owszem, może w pierwszym, może w drugim, może w trzecim spotkaniu. Ale od czwartego chyba nawet najtępszy kołek zrozumiałby, że pole karne jest fragmentem boiska piłkarskiego, nie ringiem i należy na nim grać w piłkę, nie udawać Hulka Hogana.
6poniedziałek, 17, listopad 2014 15:05
CTP
@a-c10
"Teraz jednak z niekłamaną radością muszę stwierdzić, że Robercik wreszcie ustąpił miejsca Robertowi"
Jak się trafia do klubu, gdzie gra niejaki Arjen Robben, to się nie dziw. W Bayernie nie ma miejsca dla innej gwiazdy. Smile
7poniedziałek, 17, listopad 2014 16:57
a-c10
@ CTP:

Powody średnio mnie interesują. Ale jeśli faktycznie jest tak, jak mówisz, winniśmy Arjenowi dużą flaszkęVery Happy
8poniedziałek, 17, listopad 2014 17:58
iocosus
„przy okazji każdego rzutu wolnego, czy rożnego w polu karnym odbywa się regularny wrestling, który z piłką nożną nie ma absolutnie nic na wspólnej. Sędziowie nie reagują, bo - jak ochoczo tłumaczą "eksperci" - gdyby gwizdali, w każdym meczu byłoby po szybernaście rzutów karnych.”

Z falstartami w lekkoatletyce było być może podobnie. Funkcjonowały nagminnie, a ich zakaz pod pręgierzem natychmiastowej dyskwalifikacji miał spowodować wolniejsze biegi, wolniejsze reakcje i kadłubowe zawody po masowych wykluczeniach. No i ryzyko istnieje, brutalne i bezwzględne dla falstartowca, ale biegi lekkoatletyczne jakoś funkcjonują i ekscytują, z korzyścią dla harmonogramu zatem i widowiskowości danej imprezy.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1