- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Górnik Łęczna - Legia 3-1: Niesmak
W obecności kompletu widzów na stadionie w Łęcznej Legia zakończyła długą jesień 2014 roku. Niestety, zakończyła ją w bardzo słabym stylu, łatwo przegrywając z Górnikiem. Beniaminek już do przerwy prowadził 3:0. Po przerwie Legia zdobyła tylko jednego gola i przegrała 1:3.
Delikatnie rzecz ujmując, Legia do tej pory nie zachwycała w starciach kończących kolejne maratony meczów rozgrywanych w Ekstraklasie i Lidze Europy. 31 sierpnia przegraliśmy w Bielsku z Podbeskidziem 1:2, 5 października w Gliwicach z Piastem 1:3 i 9 listopada w Szczecinie z Pogonią 1:2. W niedzielny wieczór czekał nas kolejny wyjazd - do Łęcznej, gdzie Górnik nie zanotował jeszcze w tym sezonie porażki.
W stosunku do zwycięskiego czwartkowego meczu z Trabzonsporem, Henning Berg dokonał trzech zmian w pierwszym składzie. Jakub Rzeźniczak zastąpił Igora Lewczuka na środku obrony, nie Tomasz Jodłowiec, a Helio Pinto zameldował obok Ivicy Vrdoljaka w środku pola, na pozycję napastnika wskoczył Marek Saganowski, który zluzował Orlando Sa. Skład Legii prezentował się następująco: Kuciak – Broź, Rzeźniczak, Astiz, Guilherme – Żyro, Vrdoljak, Pinto, Duda, Kucharczyk – Saganowski. Jurij Szatałow odpowiedział takim zestawieniem: Prusak – Mierzejewski, Bożić, Bielak, Mraz – Bonin, Nikitović, Nowak, Burkhardt, Bożok – Cernych.
Legia mogła wyjść na prowadzenie już w 4. minucie meczu. Atak Legii napędził przytomnym prostopadłym podaniem Pinto, piłka trafiła do Michała Żyro, który oddał ją Ondrejowi Dudzie, ale Słowak, mając dużo swobody w polu karnym, nie zdołał oddać precyzyjnego strzału na bramkę Prusaka. Nieoczekiwanie w 9. minucie to gospodarze objęli prowadzenie. Fatalny błąd popełnił Michał Kucharczyk, który próbując zgrać klatką piersiową piłkę do kolegi pod naszym polem karnym, wystawił ją Łukaszowi Mierzejewskiemu. Mierzejewski natychmiast podał w pole karne do Cernycha, który pewnym strzałem pokonał Kuciaka. Tym samym powróciły koszmary z poprzednich przegranych ligowych meczów – gola straciliśmy szybko i na własne życzenie, a już w 12. minucie mogło być 2:0 dla gospodarzy. Helio Pinto oddawał piłkę Kuciakowi tak nieporadnie, że podanie przechwycił Filip Burkhardt, który na nasze szczęście nie wykorzystał doskonałej sytuacji.
Wydawało się, że po mniej więcej kwadransie Legia uspokoiła sytuację na boisku i zaczęła osiągać zdecydowaną przewagę. Szybko odbieraliśmy piłkę gospodarzom, wymienialiśmy podania po obwodzie, szukając luki w defensywie Górnika. Najlepszą okazję strzelecką w tej fazie meczu Legia miała w 20. minucie. Pinto posłał podanie w pole karne, piłkę opanował Michał Żyro, nieoczekiwanie wykonał drybling na prawą nogę, ale jego strzał odbił Prusak. Niestety żadnego zagrożenia nie przynosiły nasze stałe fragmenty gry. Kolejne dośrodkowania z rzutów wolnych spokojnie wyłapywał Prusak lub wybijali obrońcy gospodarzy.
Kiedy wydawało się, że Legia wkrótce wyrówna, przyjęliśmy kolejny cios. W 26. minucie gospodarze podwyższyli prowadzenie. Patrik Mraz odebrał piłkę Michałowi Żyro i podłączył się do ataku. Otrzymał zwrotną piłkę od Burkardta, banalnym zwodem minął Inakiego Astiza i strzałem w krótki róg zdobył drugą bramkę dla Górnika.
W 30. minucie mocno z rzutu wolnego uderzył Pinto, ale Prusak odbił piłkę. Za chwilę z kontrą ruszył Cernych, strzelił jednak bardzo anemicznie i nie było zagrożenia dla Kuciaka. W tej fazie meczu w grę Legii wkradł się chaos, łatwo traciliśmy piłkę, przegrywaliśmy kolejne 'przebitki'. Zupełnie niewidoczny był Marek Saganowski, ataków naszej drużyny nie napędzał Ondrej Duda, wolnej przestrzeni nie mógł znaleźć sobie Michał Kucharczyk. Tak grając, nie sposób było myśleć o korzystnym wyniku w Łęcznej. W 42. minucie Górnik zdobył trzeciego gola. Warto zwrócić uwagę, że była to doskonała akcja gospodarzy, zainicjowana spokojnym wyjściem spod pressingu na swojej połowie. Po długim podaniu do piłki doszedł Grzegorz Bonin, który wycofał ją do Cernycha. Litewski atakujący na raty umieścił piłkę w bramce, przy biernej postawie naszych defensorów. Do przerwy przegrywaliśmy 0:3.
Legia drugą połowę rozpoczęła z dwoma zmianami w składzie. Orlando Sa zmienił Michała Kucharczyka, a Tomasz Jodłowiec – Helio Pinto. Legia w pierwszych minutach rzuciła się do ataku. W 50. minucie celnie uderzył Łukasz Broź, ale dobrze ustawiony Prusak odbił piłkę. Po rzucie rożnym blisko szczęścia był Marek Saganowski, niestety pechowo trafił wprost w bramkarza gospodarzy.
Potem nasz impet wyraźnie zelżał. W 57. minucie do dośrodkowania Brozia doszedł Saganowski, ale strzał poszybował kilka metrów nad bramką. Legia nacierała chaotycznie i bezproduktywnie, Górnik tymczasem grał swoja piłkę, nie rezygnując z kontr. W 58. minucie kąśliwie na naszą bramkę uderzył Burkhardt. Kuciak wybił ten strzał na rzut rożny.
W 63. minucie mógł nam pomóc błąd gospodarzy. Piłkę przed polem karnym przejął Duda, który przytomnie wypatrzył Saganowskiego, niestety ten zbyt długo składał się do strzału i został zablokowany. W 65. minucie Michała Żyro zmienił Krystian Bielik. Minutę później z dystansu uderzył Tomasz Jodłowiec, ale piłka poszybowała nad poprzeczką. Ten sam zawodnik w 70. minucie miał piłkę na nodze w polu karnym Górnika, ale z woleja nie trafił w bramkę.
Im bliżej było końca meczu, na tym bardziej bezsilną drużynę wyglądała Legia. Gospodarzy byli bliscy podwyższenia wyniku około 80. minuty po serii rzutów rożnych. W 83. minucie po ładnej indywidualnej akcji próbował odpowiedzieć Duda - uderzył w poprzeczkę. Gospodarze mogli zdobyć czwartego gola, najpierw pod fatalnym błędzie Kuciaka na pustą bramkę odpowiednio celnie i mocno nie potrafił uderzyć Hasani, a chwilę później Szałachowski strzelił wprost w Kuciaka.
Legia zdobyła honorową bramkę w 84. minucie meczu. Do piłki w polu karnym doszedł Duda, przełożył ją na prawą nogę i mocnym uderzeniem z kilku metrów umieścił piłkę w siatce. Chwilę później żółtą kartkę wykluczającą go z udziału w wiosennym meczu z Jagiellonią ujrzał Ivica Vrdoljak. Pod bramką gospodarzy zakotłowało się jeszcze kilka razy, między innymi dwukrotnie po akcjach Sa bliski szczęścia była Saganowski, ale było już zdecydowanie za późno, żeby odwrócić losy meczu.
Szkoda, że Legia tej jesieni nie była w stanie znaleźć sposobu na mecze takie jak ten w Łęcznej, kończące kolejne serie gier na kilku frontach. Zatrważające błędy w defensywie, brak skuteczności w ataku, nerwowość, a czasem wręcz brak profesjonalizmu na boisku, skutkujący głupimi kartkami. Czy ktoś rozumie jakim sposobem Legia potrafi odmienić się aż tak, i to niemal z dnia na dzień? Zwłaszcza, że ten scenariusz powtórzył się kilka razy i na pewno nie można zrzucić go na przypadek.


Jak zwykle nic nie wiesz, nigdzie nie byłeś ale nie przeszkadza Ci to w tworzeniu kolejnych urzekających historii z pogranicza jawy i snu i dzieleniu się nimi z pozostałymi czytelnikami
Gdyby koledzy korzystali z otwierających podań Sa, może nawet byłoby 3-4.
26 dośrodkowań miała Legia ok. 75 minuty. Jak Górnik 9 dni temu.
Wielu zasłużyło na ‘wyróżnienie’. Zwróciłbym uwagę na brak udanych zagrań Guilherme.
Trochę za dużo tych nieudanych meczów ligowych – gdzieś tak o jedną porażkę i jeden remis (czyli pięć punktów więcej byłoby OK). To chyba jest taki rys charakterystyczny Legii Berga, zresztą podobny do Legii z jesieni 2013. To jest rzecz do poprawy, bo narobi sobie Legia kłopotu w lidze. Przy czarnym scenariuszu, to wykręcą taki numer jak w 2012.
No i jakoś tak nie potrafią zawodnicy zadbać o udane Boże Narodzenie dla kibiców: rok temu przegrana w PP w Zabrzu, w 2012 – porażka we Wrocławiu, za Skorży – remis 0-0 ze spadkową, grającą przez ok. 25 minut w 10 na 11 Cracovią.
Rózga dla Legii, bogaty prezent dla Górnika.
No ale dosyć sucharów. Irytujące są te porażki, kiedy wynikowo ocieramy się wręcz o kompromitację. Nie oczekuję od Legii zwycięstw we wszystkich meczach bo wiem, że tak się nie da, ale od zespołu takiej klasy można oczekiwać, że chociaż z raz uda jej się odwrócić losy takiego meczu jak dzisiaj. Niestety w obecnej rundzie ani w Gliwicach, ani w Szczecinie, ani w Łęcznej to się nie udało. Szkoda, bo dzisiaj były ku temu okazje i należałoby udowodnić swoją klasę również i w takich okolicznościach.
Przed nami zima i jak dobrze zauważył corazstarszy, jak zwykle ostatnio "zapadamy w zimowy sen" z kiepskim akcentem. Zobaczymy co przyniesie zimowe okienko transferowe. Może być niezwykle ciekawe zwłaszcza, że zapowiadają się podchody pod Dudę i pewnie kilka zwrotów akcji nas czeka. Póki co do stycznia mamy spokój.
„Takie mecze się zdarzają.” – z pewną regularnością właśnie po czwartkowych meczach pucharowych, po których zresetować się jak widać nie jest łatwo i to jest banalny wniosek który „trzeba wyciagnąć”, a ze nie łatwo znaleźć receptę na taki stan rzeczy jest faktem, polskie drużyny nie potrafią łączyć ligi z pucharami, truizm, ale pod tym względem i tak Legia raczej sobie radzi nadspodziewnie dobrze, bo wtopy przytrafiają się na końcu serii gier.
2. Gratulacje dla Górnika Łęczna,(z Corazstarszym) uwzględniając proporcje, rozegrali mecz na miarę Legii z Celtikiem w pucharach, pod względem nastawienia sądząc po reakcjach bramkarza Prusaka po golach dla Górnika, podchodzili do meczu na maksymalnym speedzie. To nie dziwota, ale trzeba docenić, że do cech wolincjonalnych dołożyli koncentrację, dobrą realizację taktyki, niezłe przygotowanie fizyczne – nie spuchli, na tle legionistów w milisekundach byli szybsi w reakcjach. Być może w poniedziałek już by tak nie było, ale chwała Górnikowi że potrafili wykorzystać słabości legionistów.
3. Gdy OSa strzelił z Trabzonsporem drugiego gola na obliczu Berga zagościł wydawało się życzliwy, promienny uśmiech. Kamery tv to uchwyciły i dały nadzieję, że rozbieżności między obu panami są już w czasie przeszłym. Słowa Portugalczyka w pomeczowym wywiadzie też zdawały się o tym świadczyć. Chyba jednak Norwegowi zachciało się wszystkim udowodnić, że ma szeroką kadrę, że Sagan też może nastrzelać bramek i przez to rotowanie Orlando ma sens, bo Sagan może dać zespołowi tyle samo co OSa. Niestety ten mecz tego nie potwierdził. Latem Bergowi wydawało się, że Pinto jest bardziej przydatny drużynie od Vrdoljaka, wcześniej wiosną upierał się przy Ojamie, odstawił Kuchego, teraz postawił na Sagana. Dla weterana szacunek, ale pan Marek Legii już nie zbawi wychodząc w podstawowym składzie na 90 minut. Jako joker, być może, jeszcze z niestrudzonego doświadczonego walczaka będziemy mieli i wiosną pożytek, ale nie w roli napastnika w wyjściowej jedenastce. Berg wystawiajac Sagana kosztem Osy chyba popełnił kolejny swój personalny błąd. Dobrze że do tej pory jednak potrafił się z czasem reflektować i z własnych błędów wyciągać wnioski.
4. W drugiej połowie po roszadach w składzie mielismy trzech piłkarzy o charakterystyce defensywnych pomocników: IV, Jodła, Bielik, dwóch egzekutorów: OSa i Sagan i jeden piłkarz kreujacy grę – Duda, przyznaje że ten dobór personalny mnie bardzo zdziwił, cokolwiek Norwegowi chodziło po głowie skutku to nie przyniosło.
5. Najwiekszy pozytyw po meczu - wypowiedź Dudy że z pewnoscią zostanie w Legii na wiosnę, o ile dotrzyma słowa traktuję to jako coś dużo bardziej korzystnego dla klubu niż wpadanie w „czarną rozpacz” po przegranej z Łęczną. Aczkolwiek z palcem w tyłku mistrza nie zdobedziemy, trzeba się będzie porzadnie napocić a i Skorża z Lechem i Pawłowski z Śląskiem będą chcieli zrobić psikusa, dziś „poczuli krew”.
Tak ogólnie ten rok patrząc na wynik sportowy to hip hip hura. Piękny czas naprawdę.
Myślę też że Kowalczyk jak to ma niestety w zwyczaju bajdurzy bo jeśli miałby wiedzę na ten temat to powinien iść do prokuratury a nam kibicom biada że kibicujemy takim piłkarzom. Nie mam pojęcia po co sugeruje takie bzdury, kolejny raz uważam to za szkodliwe działanie wobec Legii.
"Jak zwykle nic nie wiesz, nigdzie nie byłeś"
Dokładnie tak, dlatego zadałem pytanie, licząc na odpowiedź tego, który był wszędzie i wie wszystko.
Niestety po raz kolejny się zawiodłem.
Masz odpowiedź komu się dostało:
http://pl.tinypic.com/view.php?pic=nn5x0m&s=8#.VI6U4KPamKQ
Ale najgorsze miało dopiero przyjść, gdy ja cały wnerwiony zastanawiający się czy nie pojechać pod klub i nie podziękować piłkarzom za kolejne olane spotkanie, to w tym czasie mój "ulubieniec" stwierdza - "Michał Żyro: Nie róbmy tragedii z porażki"
http://legia.net/wiadomosci,58823-michal_zyro:_nie_robmy_tragedii_z_porazki.html
Wszyscy stali bywalcy wiedzą że nie byłem fanem tego piłkarza ale w pewnym momencie nawet ja musiałem przyznać że grac potrafi, tyle że zastanawiałem się wtedy czy to jednorazowy skok czy w końcu wszedł Michał na swój poziom. Dziś po takiej wypowiedzi wiem że ten gość nigdy niczego poważnego nie osiągnie.
Mistrz Polski przegrywa z beniaminkiem 3:1 (a mogło być wyżej) i ten ........ śmie powiedzieć że nic się nie stało ?!?!?!?!?!?!?!?
Słyszałem że czasem stronę czytają ludzie z zarządu Legii błagam dajcie gnojkowi karę finansową za podejście do zawodu to może jeszcze uratujecie coś z jego "kariery"
A do wszystkich potencjalnych obrońców Michałka mam pytanie, jak zawalicie coś w pracy koncertowo też szefowi mówicie żeby nei robił z tego tragedii ??!!!
- Dla nas to gorzki koniec rundy, bo choć nadal jesteśmy na pierwszym miejscu w lidze, to przegraliśmy kolejne spotkanie na wyjeździe. Pierwsze dni urlopów spędzimy pewnie w atmosferze zadumy i pytań do samych siebie - dlaczego tak się dzieje?
Nie widzę w tych słowach arogancji, łatwego, olewczego usprawiedliwienia. Michał nie był tym który by zawinił jakoś szczególnie więcej od innych. Gdy mówi żeby nie robić tragedii to ja się z nim zgadzam, choć jestem zły, bo dobrze by było z bezpiecznego dystansu kontrolować ligę. Ten mecz choćby pokazał że nerwy nie są dobrym sojusznikiem, w obliczu niekorzystnych wydarzeń głowy się gotują, a zagrana piłka wylatuje w trybuny.
Jeżeli mamy sprzedać „nieudaczników”, „minimalistów” szukających łatwych usprawiedliwień, to skąd pewność, że na ich miejsce przyjdą lepsi, dużo lepiej wykwalifikowani pracownicy?
W analogiach można stwierdzić, kilka kontraktów zostało zawalonych, zerwanych, może przez winę kierownika, może przez opieszałość i błędy pracowników, ale czy w skali roku plan został wykonany, przekroczony należą się zatem bonusy, czy też za te zawalone pojedyńcze kontrakty w podsumowaniu rocznym należy się załodze zjebka i kary finansowe?
Jak postąpi zarząd, będzie o nim świadczyło, sam sobie wystawi świadectwo swoich własnych kwalifikacji.
ps
Żyro mnie wkurza jak gwiazdorzy na murawie, czyli olewa zaangażowanie w defensywę, ale za ten mecz, nastawienie, próby tłumaczeń to na szafot bym go nie skazywał. Są inni którzy powinni mieć większy ból głowy, bo popełniali dużo bardziej rażące błędy i ich przydatność można faktycznie podważyć.
"Ale przyznaj,że pomysł z obrażaniem Berga to wyższa szkoła absurdu"
Dla mnie tak, ale kto tam wie co "wam" przyjdzie do głowy.
Narażanie "własnego klubu" na wielomilionowe straty też uważam za jeszcze większy absurd, a jednak ma miejsce.
Na innym portalu przeczytałem, że te "pozdrowienia były dla "starucha" (?)
Co do samego meczu, to była kompromitacja przez duże "K" i żadne, powtarzam ŻADNE usprawiedliwienia tego nie zmienią.
Zdumiewające, jak można w ciągu zaledwie 4 dni tak diametralnie sper...lić się taktycznie ?
Jak można przegrać 4 mecz dokładnie w ten sam sposób ?
Przecież wczorajszy mecz był kalką z Gliwic. Nawet błędy były takie same, żeby przypomnieć "podanie" Pinto (Lewczuk) czy kiks Kuciaka. Na szczęście tym razem po tych błędach gole nie padły, bo byśmy przegrali jeszcze wyżej.
Jak można pomijać w składzie jednego z najlepszych obecnie piłkarzy, który wczoraj potwierdził, że oprócz strzelania goli potrafi znakomicie dograć. Asysta i prawie dwie asysty, gdyby Saganowski trafił do "pustej".
Czytam, że piłkarze nie mieli siły. Bzdura.
Tylko w pierwszej połowie posiadanie piłki było na poziomie 70%, a mimo to straciliśmy 3 gole.
Nie wiem co swoimi wyborami chce udowodnić Berg, ale mnie się to nie podoba. Po Orlando kolejnym piłkarzem, który powinien zagrać był Lewczuk. Podobnie jak Sa, dobre ostatnie występy posadziły go na ławie.
Dlaczego w meczu z beniaminkiem nie mógł zagrać Mateusz Szwoch, jeden z najlepszych piłkarzy pierwszej ligi, który jeszcze w zeszłym sezonie mierzył siły z Górnikiem Łęczna, jednak to on, trafił do Legii.
Pytań mnoży się mnóstwo, jednak zapewne odpowiedzi nie będzie, więc lepiej poprzestanę. Za bardzo jeszcze jestem wkurzony na frajerstwo naszych piłkarzy.
Wycofuję słowa "Jak bardzo Legia się rozwinęła (dojrzała)"
Mecz z Łęczną pokazał, że jeszcze nam dużo brakuje.
Ps
Ciekawy jestem, czy jakiś prezes Europejskiego, znaczącego klubu zamieściłby na fb quiz z "butelką" ??? Zdumiewające...
Teraz trochę o naszych "milusińskich". No cóż, w Łęcznej obejrzeliśmy kolejny odcinek znanego nam już serialu. Co ciekawe, w rolach głównych znów wystąpili ci sami zawodnicy. Po raz kolejny nasza ofensywa zupełnie zostawiła grę obronna na barkach bloku defensywnego, a kolejny już raz udowodnił, że w takich momentach zawodzi. I to w bardzo spektakularny sposób. Bardzo wiele racji ma Zgred opisujący Na Aucie warunki w jakich ten mecz był rozgrywany. Problem z brakiem odpoczynku, problem z przygotowaniem mentalnym, po sukcesie z Trabzonsporem spowodowały, że piłkarze wychodząc na boisko myśleli tylko o jednym; - "puknąć frajerów i do domu". Toteż obraz gry jaki obserwowaliśmy od początku, to nie jak napisał CTP pomysł Berga, tylko realizacja planu przez samych zawodników. Szybko do przodu, puknąć dwie i spokój - to był plan na Łęczną. Jakże podobny do innych wspaniałych planów zakończonych równie spektakularnymi wtopami (z proszę zauważyć, równie egzotycznymi rywalami).
Paradoksalnie ten mecz pokazuje ile w Legii zmienił trener Berg. Zdając sobie sprawę jakie problemy mamy w defensywie ustawił zespół w taki sposób aby zabezpieczał dostęp do własnego przedpola. Wyraźnie widać jak newralgiczną parą jest Jodłowiec z Vrdoljakiem i jak ważna jest praca przez ten duet wykonywana. Wystarczy, że raz na jakiś czas zespół uzna, że gramy z leszczami, z którymi wystarczy pójść do przodu by nastrzelać bramek jak ulęgałek i ukazuje się d... że kołderka jest za krótka. Stare przywary naszej obrony widać jak na dłoni. Śmiesznie interweniujący "na raz" Astiz, którego można obiec w zasadzie z każdej strony, zagubiony Rzeźniczak, który jakby traci kontakt z rzeczywistością i nie bardzo wie, gdzie i po co się znalazł. A do tego wszystkiego dochodzi bardzo słaby tej jesieni Kuciak, który zamist wszystko "spinać" wprowadza zamieszanie właściwie młokosom rozpoczynającym karierę.
W zasadzie można by rzec, że Górnik Łęczna zagrał z nami tak, jak my z Trabzonsporem. Zaryglowany, dobrze się asekurujący i wyprowadzający doskonałe kontry. To nic, że nie kopilibyśmy ani jednego zawodnika z Łęcznej, Oni zagrali kolektywem. Wykonali pracę i odebrali należną nagrodę. Po raz kolejny okazuje się jak ciężko jest wygrać z zespołem dobrze zorganizowanym w obronie, mającym siły, odpowiednio przesuwającym się w strefach. Prawdę mówiąc w niedzielę padliśmy ofiarą stylu, który my sami preferujemy w Europie. W czwartek my "oszukaliśmy" Turków z Trabzonsporu, tym razem, w lidze, "rekinem" okazali się Górnicy z Łęcznej. Szkoda tylko, że wydaje się, że nie jesteśmy przygotowani na grę z takim rywalem (inna sprawa, że mało kto jest - patrz mecz Getafe-Barcelona). Przede wszystkim mentalnie. Stara prawda piłkarska mówi: "Jeśli nie możesz wygrać zremisuj", a u nas im ciężej, tym więcej sił rzucamy do przodu. Narażając się na kontry, dając rywalom możliwość skorzystania z naszych indywidualnych błędów. Dziś wiemy, że gdybyśmy się nie napalali na kolejne wygrane moglibyśmy mieć kilka punkcików więcej. Lament co prawda byłby ten sam, ale sytuacja w tabeli zgoła inna.
Mamy sporo pracy do wykonania, sztab ma mnóstwo materiału do analizy, ale tragedii z tej porażki bym nie robił.
Ha! Ja powiedziałbym wręcz odwrotnie. Ten mecz pokazał jak niewiele zmienił trener Berg. Cały czas piłkarze "wiedzom" najlepiej.
- "Ha! Ja powiedziałbym wręcz odwrotnie"
Tak też można, ale sam przyznasz, że proporcje sytuacji w którym to "piłkarze "wiedzom" najlepiej" nieco się odwróciły. Wydaje mi się, że wiesz o co mi chodziło. Oczywiście problemy "personalne" pozostały, ale trener potrafił je zamaskować. Choć faktycznie, czasem to maskowanie się zsuwa i ukazuje się... to co nie raz już widzieliśmy.
Ale też nie popadajmy w melancholijną zadumę i samobiczowania nie uprawiajmy.Mimo postępu różnych żenderystów to nadal w encyklopedii zdrowia sado-masochizm traktowany jest jako odchylenie od normy. Jak długo jeszcze?.
Przegraliśmy,bo nasz drużyna dała sobie strzelić więcej bramek niż sama zdobyła. Oto jak do tego doszło.
Pierwsza bramka.Oni tracą piłkę na rzecz naszego obrońcy. Ten kopie piłę do Michała Ż.A nasza gwiazda nadniebienna może z nią zrobić co jej się żywnie podobuje,a nade wszystko powinna kopnąć balona na wrażą stronę,aby im kłopotu narobić,ale nie, wybiera nieortodoksyjnie i "podaje"do swego imiennika też Michała tyle,że K..Jak to mówią "tańcowały dwa Michały".Nic to,że piłeczka w pobliżu naszej brameczki, nic to,że oni nie uciekają przed nami do siebie.Bo upodobania są niezmienne.Trener swoje, a ja wiem lepiej, dlaczego?, bo wiem.A Michał K. jak zoczył piłkę zagraną na pierś to ją wziął jak mężczyzna na klatę i sru ją do wroga, niech on też ma.Redaktorzy w telewizorze oznajmili,że on ją zagrał .Nie wpadli na pomysł,że drugi Michał nie potrafi jej przyjąć i zgasić, bo go nie nauczyli a i sam jakoś na ten pomysł nie wpadł.I jak już ją "zagrał' czyli mu się odbiła to zoczył,że ktoś jej jednak dopadł. Tak się ucieszył,że klatą podał,że się nie oburzył,że to wraży grojek ją przejął.Więc za nim nie pobiegł, niech chłopina ma co nie jego. I tu na scenę wkroczył, a raczej nie wkroczył Niejaki Astiz.Przeprowadził on proces myślowy, jak ja będę od niego uciekał to on będzie mnie gonił, jak ja szybciej od niego to mnie nie dogoni. Jak pomyślał tak zrobił.Nie zaatakował, kąta nie skrócił, głębi obrony nie utrzymał, za to tego co z boku nas zachodził na spalonego nie wypuścił.I dostrzegł po niewczasie,że krzywdę nam uczynił niefrasobliwością swoją.
Nasza urocza Proxima dostaje piłeczkę gdzieś w polu i nagle doznaje paraliżu poznawczego.Gdzie my , a gdzie oni, gdzie nasze terytorium, gdzie ich. Mój koleżka obrońca Broż jest przede mną, a powinien być za mną. To my jesteśmy tam, gdzie nas nie ma . I Michałek Ż. popędził z piłeczką, aby jak najdalej od swojej bramki, tyle,że w kierunku przeciwnym. Jak mu ją zabrali to przesadnie się nie zmartwił, bo muszą, aby nas zaatakować zawrócić. Nie musieli. I znowu tym razem na arenę jak w Pampelunie wkroczył z impetem Niejaki Astiz. Poprzednio nie napadł na wroga to teraz rozjuszył się i zaszarżował jako ten byczek z rodzinnego miasta, ale ten ich Mraz bokiem cmyk i już nas krzywdzi powtórnie.Po co miał asekurować, przeszkadzać, blokować, lepiej z otwartą przyłbicą. Lepiej?.Dla kogo?.
Trzecia bramka. Może się zdarzyć,że jakiś nieważny piłkarz chce sobie na naszą bramkę kopnąć, niech se kopie.Niech. Może się przydarzyć,że jego kop zostanie odbity. Może. Może się wydarzyć,że piłka z powrotem trafi do kopiącego. Może.Może on jeszcze raz kopnąć z takim samym skutkiem.Teoretycznie też może.I tu nasz Niejaki Astiz zaczął obliczać w głowie, bo kalkulatora nie miał, jakie jest rachunkowe prawdopodobieństwo zajścia takiego zdarzenia w jednym meczu . Widać było na jego obliczu ten cierpiętniczy wysiłek ,że się tak wyrażę umysłowy i tę radość,że z teorii prawdopodobieństwa wynika,że owszem istnieje taka możliwość raz na 100 lat. A w tym czasie kiedy tak główkował oni nas pokrzywdzili po raz trzeci.
Myślenie ma kolosalną przyszłość o ile nie prowadzi do paraliżu decyzyjnego.
99% naszych ligowców "wie" lepiej od trenera jak się zachowywać na boisku, więc jest to dość powszechna choroba wśród naszych piłkarzy. Idealnym przykładem może być tutaj Lech prowadzony przez Rumaka. Oj, oni tam chyba za jego kadencji sami między sobą prowadzili własne odprawy taktyczne.
W każdym razie będę gorąco naszemu trenerowi kibicował, żeby ogniem i żelazem wyplenił tę mentalność. Jeśli mogę coś sympatycznemu Norwegowi podpowiedzieć, to magiczne słowo: "konkurencja". Zwłaszcza, że w ostatnich miesiącach z powodzeniem to przetestował na pewnym Portugalczyku.
Czytając Ciebie nasuwa mi się jedno pytanie?
Czy Ty "oby" naprawdę grałeś w piłkę ręczną na poziomie ligowym?
Wybacz...za szczerość pytania, ale ile meczów przegrałeś...a ile wygrałeś...tą samą szczerością dopytuje.
Coś czego nie można zobaczyć jest rzeczą względną, a może( bez napinania się)
można "zobaczyć" coś więcej niż widać w telewizorni...kto wie? Trza umieć.Trzeba- tak jest jak powinno być
Zawsze pozostanie dla mnie dziwne to, że cztery dni wstecz wychwalając Ludzi potrafisz Tych samych Ludzi zbesztać. SŁABO
Reasumując, trochę ochłoń z zadania teorii tego co być musi. Zwyczajnie, kiedy po Twojej myśli nie idzie, nie rób z siebie "Proroka"
Ambicji swojej
Generalnie spokoju Życzę