- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Ból tworzenia
Pierwszy mecz rozegrany przez Legię w ramach trzeciej rundy eliminacyjnej rozgrywek Ligi Europy niestety nie dostarczył kibicom pozytywnych wrażeń. Z austriackiego Riedu wracamy na tarczy. Co prawda bramka zdobyta przez Danijela Ljuboję kilka minut przed końcowym gwizdkiem daje nam nadzieję na walkę o awans w rewanżu, ale bardzo słaba gra zademonstrowana przez podopiecznych Jana Urbana skutecznie studzi optymizm.
Wszyscy chyba wiemy, że styl gry drużyny piłkarskiej trzeba wypracować, że stylu nie wystarczy sobie ot tak po prostu wymyślić. Za pomysłem muszą pójść treningi, gierki, mecze, i to mecze o stawkę. Wiele meczów. Potrzebna jest selekcja, niezbędna jest konsekwencja, pożądane umiejętności analityczne. Doskonale pamiętamy, że dwa lata temu Legia Skorży kształtowała się w mękach, że nie była realizacją wyjściowych założeń trenera, lecz systematycznie modyfikowaną reakcją na kompletny rozkład pierwotnej koncepcji szkoleniowca, która legła w gruzach w starciu z ligową rzeczywistością. Skorża przychodząc do Legii w fatalny sposób pomylił się co do pułapu możliwości zawodników stanowiących kadrę drużyny. Patrząc na rozpaczliwą momentami grę Legii w Austrii, można zastawiać się czy Jana Urbana nie czeka przypadkiem ten sam los, który zdeterminował inauguracyjny sezon jego poprzednika. Znów widzimy powrót do Legii mającej grać podobno z założenia ofensywnie, lecz mającej zarazem elementarny problem z zawiązaniem akcji w środku pola. Znów widzimy Legię dostojnie operującą piłką w bezpiecznej dla przeciwnika strefie boiska i jednocześnie dostającą błyskawiczne kontry od rywali, którzy rzecz jasna ani myślą biernie pozwalać nam na układanie gry po swojemu. Jana Urbana czeka trudny proces wybierania optymalnych wariantów personalnych i taktycznych - oby bez zbyt dużych strat poniesionych przy tej okazji.
Niestety na pierwszą z tych strat właśnie się zanosi. To że Legia była zdecydowanie słabsza fizycznie od Austriaków, wolniejsza, że nie umieliśmy zrobić różnicy indywidualnym pojedynkiem jestem w stanie jakoś sobie wytłumaczyć. Ale braku jakiegokolwiek przejrzystego pomysłu na rozegranie tego meczu wytłumaczyć sobie nie umiem. Zastanawiam się co robił Jacek Magiera, obserwując zeszłotygodniowy mecz Riedu? Wrócił po wszystkim do Warszawy i machnął ręką: "Eee tam, trenerze, co oni grają..."? Nie, prędzej byłbym skłonny uwierzyć, że Magiera przywiózł ze sobą z Austrii cały tornister notatek, a następnie dzień i noc przestrzegał zawodników przed lekceważeniem przeciwnika. Tylko co w takim razie działo się na boisku? Skąd nonszalancja i nieodpowiedzialność w grze defensywnej? Skąd niepokojące odstępy między formacjami?
Zatrważające, że cokolwiek kreować zaczęliśmy dopiero gry na boisku pojawił się, uwaga, Vrdoljak, który swoim zwyczajem (bardzo złym zwyczajem!) zaczął przepychać się z przeciwnikami w środku pola i indywidualnymi szarpnięciami zdobywać teren. To nie jest metoda, to nie może być metoda. Ale - trudno w to uwierzyć - innej dziś w zasadzie nie mieliśmy. W zagęszczonym przez Ried środku pola nie byliśmy stanie rozegrać szybkiej 'klepki', z kolei środkowi pomocnicy nie umieli zagrać dobrej piłki w tempo do napastnika bądź skrzydłowych. Bezproduktywnie się miotaliśmy i traciliśmy piłkę. Bardzo zły mecz, przyznam przy tym, że całkowicie dla mnie niezrozumiały pod względem taktycznym. Naprawdę nie wiem, o co nam chodziło, jaki był plan gry, jakie schematy miały dać nam sukces. Stosunkowo najbardziej przypominało to wiosenny 'jakośtambędzizm'.
Co w rewanżu? Austriacy niemal na pewno strzelą nam bramkę. Obstawiam nawet, że strzelą nam dwie, a my będziemy gonić wynik, co oznaczałoby, że będziemy potrzebowali przynajmniej kilku trafień do siatki. Żeby ten cel osiągnąć, trzeba zagrać szybko i skutecznie, czyli... zupełnie inaczej niż dziś. Czy jesteśmy w stanie? Teoretycznie tak. Austriacy dużo biegają i twardo walczą, ale wyszkoleniem technicznym bijemy ich na głowę. Widać to było dobitnie w końcowych fragmentach pierwszego meczu, kiedy, grając w dziesięciu, wchodziliśmy w zmęczonego przeciwnika niczym w masło. Tylko że na boisku pojawić się musi - banał - całkowicie inna Legia.


Dla mnie gra Ljuboją i Radoviciem mogła się jeszcze gorzej skończyć.
Danijelowi jak nie wyjdzie podanie albo nie ogra przeciwnika musi ktoś pomagać bo inaczej w tym miejscu zaraz idzie piłka. Robi szkolne błędy w obronie, staje przodem do przeciwnika z piłką i przez to można go spokojnie minąć, może się nie znam, ale ja to tak widzę.
Na rewanż Urban wyjść w ustawieniu 4-4-1-1, w środku Gol (jeżeli się wyleczy) z Łukasikiem, na skrzydłach Kosa i Kucharczyk, a za Saganowskim podwieszony Radović. Ljuboja może wejść za Rado w drugiej połowie.
Co do WIELBŁĄDÓW naszej obrony, to w meczu w Warszawie czas na Astiza.
Przyznam, że mnie natomiast nie przekonuje Łukasik. Od początku sezonu zagrał jeden niezły mecz - z Metalurgsem w Warszawie. Nie jest dobrze, kiedy zawodnik 'od czarnej roboty' nie nadaje się do niczego poza tą robotą. Vrdoljak w kilka minut wręcz spoliczkował 'Miłka'.
W ogóle martwię się o tę pozycję 'rygla' środka pola. Borysiuk był za Urbana piłkarzem przeciętnym, bojaźliwym i jednostronnym, uniwersalnego pomocnika zrobił z niego dopiero Skorża.
Co do wpływu Skorży na Ariela to bym w tym temacie był ostrożny. Ja bym raczej to określił w ten sposób, że przy Skorży po prostu "wydoroślał". Zresztą, jakby nadal grał w Legii to byśmy marudzili, że robi głupie faule, że jest zawsze minimalnie spóźniony. W Legii już by się nie rozwinął bo poprzeczka była za nisko postawiona.
Tak się nie da. Za wszystko trzeba zapłacić, wszystko trzeba wypracować. Każda nauka pociąga za sobą błędy, a te zazwyczaj mają swoje konsekwencje. Tak zapewne będzie z tymi eliminacjami do europejskich pucharów. Ciężko przypuszczać, że nawet jeśli legioniści znów się otrząsną i wyeliminują austriacki SV Ried to wyeliminują kolejnego przeciwnika. Pesymistycznie, ja wiem, ale jakoś inaczej nie umiem. Z mało czasu jest na wyeliminowanie tych wszystkich mankamentów. Obecne Legia to nie jest sprawny mechanizm, trzeba go jeszcze regulować.
Ja sam mam bardzo mieszane uczucia co do Legii Jana Urbana. Niby widzę mnóstwo problemów, niby widzę kłopoty z jakimi borykają się koncepcje naszego trenera. Zdaję sobie też sprawę, że to może być ciężki sezon /dla Legii, dla kibiców, dla włodarzy/, ale... z drugiej strony widzę treningi zespołu, widzę wielka pracę młodzieży, widzę wielki zapał do tej pracy i wiarę w lepszą grę. To cieszy i być może, tak jak swego czasu broniłem Macieja Skorży tak będę bronił Jana Urbana. Dla mnie to tez będzie ciężki sezon.
- " Niby rocznikowo to samo co Ariel, ale wcześniej nie miał szans grać, a może nie umiał (nie interesuję się specjalnie MESA)"
Ja natomiast śledzę MESA ze zwiększoną uwagą (niekiedy większa niż pierwszy skład)i powiem tak; umiał, umiał. Jednak poprzedni sezon to była wielka porażka w wykonaniu tego piłkarza. Widać było, że gra z "małymi" już nie potrafi rozpalić Daniela na tyle by wydobył z siebie 100% swoich możliwości (zresztą po co, jak wystarczy 60%). Wydaje mi się, że po pierwsze jeszcze nie do końca się otrząsną po tym marazmie, a po drugie trochę się jeszcze nie ograł w pierwszym zespole. Widać, że ma problemy z pojmowaniem odważnych decyzji, z podejmowaniem ryzyka. Widocznie nie czuje jeszcze swojej pozycji w zespole, nie che wrócić do sytuacji sprzed roku (zawieszenia pomiędzy jedną a drugą drużyną). Bo o to, że potrafi nie martwię się wcale. Widziałem nie raz nie dwa jakie są umiejętności tego chłopaka i jestem fanem jego talentu. Dajmy mu czas, choć pół roku bo wejście do składu nie jest takie proste.
Ja za wczoraj do Łukasika jakiś wielkich zastrzeżeń nie mam, miał czyścić i robił to i na ile potrafił (może jak robił błędy to transmisja się zawieszała
Ja po prostu zaznaczyć, że Łukasik naprawdę ma papiery na duże granie. Nie jest to może Furman (jeśli chodzi o grę do przodu) czy Borysiuk (jeśli chodzi o zabezpieczanie tyłów) ale zdecydowanie jest to kandydat na udanego mixta tych dwóch graczy. Musi jednak grać, grać i jeszcze raz grać. To w tym momencie dla niego jest najważniejsze.
Teraz poniekąd z przymusu jest podstawowy zawodnikiem, ale też ma zaufanie trenera bo inaczej na defensywnym mógłby grać np. Rzeźnik.
Choć jak pisałem wcześniej trzeba dać mu trochę pograć, żeby go uczciwie ocenić - musi okrzepnąć.
Zresztą jak zwał tak zwał, problem w głowie.
Jestem natomiast zdania, że obecność takiego zawodnika w składzie jest dla Legii szkodliwa z przyczyn, że tak powiem, systemowych. Myślę że powinniśmy iść w kierunku wyszukiwania do środka pomocy zawodników mających pojęcie o rozegraniu piłki, potrafiących skleić grę z bocznym obrońcą i ofensywnym pomocnikiem, zmienić stronę celnym przerzutem. W tej chwili predyspozycji ku temu nie wykazuje żaden z naszych DMC. Jeżeli dołożymy do tego, że skrzydła okupować będą prawdopodobnie zawodnicy lepiej czujący się w szybkim ataku niż w grze pozycyjnej, typu Kucharczyk i Kosecki, sądzę że prędzej czy później będą z tego problemy takie jak wiosną. Legia nie jest przystosowana kadrowo do prowadzenia gry.
Jeżeli chodzi o ocenę czysto piłkarskich umiejętności, to skoro mamy grać jednym typowym DMC, w mojej hierarchii pierwszy byłby Vrdoljak, drugi Gol (który z kolei bardzo nie odpowiada mi na pozycji pomocnika wspierającego), Łukasik na szarym końcu. Cóż, do Borysiuka też długo miałem ogromne zastrzeżenia, przekonał mnie do siebie tak naprawdę dopiero jesienią 2010, i to przekonał mnie bardzo. Życzę sobie, żebym tak samo pomylił się co do Łukasika.