- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Ruch - Legia 1-4: Wreszcie zwycięstwo
Czy kryzys w Legii zostanie zażegnany? Oby tak się stało. Póki co wreszcie przerwana została passa ligowych meczów bez kompletu punktów na naszym koncie. W meczu dziewiątej kolejki Ekstraklasy. Legia zwyciężyła z Ruchem w Chorzowie 4:1. Bramkowym łupem podzielili się Nemanja Nikolić, Stojan Vranjes, Michał Kucharczyk i Aleksandar Prijović.
Rozpoczynając mecz z Ruchem, legioniści mieli w nogach (i głowach) nieudany mecz Ligi Europy z Midtjylland oraz przebiegającą z problemami podróż powrotną z Danii. Mimo tego trener Henning Berg zdecydował się na tylko jedną zmianę w stosunku do składu z czwartkowego meczu. W miejsce Bartosza Bereszyńskiego do wyjściowej jedenastki wskoczył Łukasz Broź. Mecz w Chorzowie Legia rozpoczęła w następującym zestawieniu: Kuciak – Broź, Rzeźniczak, Lewczuk, Brzyski – Guilherme, Furman, Vranjes, Kucharczyk – Prijović, Nikolić. Waldemar Fornalik zdecydował się na drużynę w składzie: Putnocky – Konczkowski, Grodzicki, Cichocki, Oleksy – Mazek, Urbańczyk, Lipski, Surma, Zieńczuk – Stępiński. W barwach gospodarzy znaleźli się zatem Mateusz Cichocki i Kamil Mazek oraz rzecz jasna ligowy rekordzista, Łukasz Surma. Był to identyczny skład jak ten, który rozpoczął starcie z Górnikiem Zabrze w poprzedniej kolejce.
Już w pierwszej minucie Legia wyszła na prowadzenie. Błąd popełnił Cichocki, piłkę na połowie Ruchu opanował Prijović i przytomnie podał do Nikolicia, który precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza gospodarzy. Dwie minuty później Prijović huknął zza pola karnego. Putnocky przerzucił piłkę nad poprzeczką. Legia wykonywała kolejno aż trzy rzuty rożne, ale żaden z nich nie zakończył się celnym strzałem na bramkę Ruchu. Gospodarze mogli odpowiedzieć w 8. minucie meczu. W niegroźnej sytuacji kilkadziesiąt metrów od bramki Furman dość przypadkowo wybił piłkę na rzut rożny. Piłka bita przez Zieńczuka przemknęła przez nasze pole karne, ale na szczęście żaden z piłkarzy Ruchu nie wbił jej do bramki. Odpowiedź Legii była natychmiastowa. Po kolejnym rzucie rożnym Furman krótko podał do Nikolicia, ten dośrodkował, a w polu karnym do piłki dopadł Vranjes, zdobywając pierwszego gola w barwach Legii. W 12. minucie Legia prowadziła już 3:0. Piłkarze Ruchu niczym sparaliżowani, tylko przyglądali się legionistom, którzy wymieniali podania z pierwszej piłki na ich połowie. Akcję zakończył pewnym strzałem Kucharczyk.
W 17. minucie Broź usiłował zgrać piłkę do Kuciaka, jednak uczynił to nieprecyzyjnie i blisko zdobycia bramki był Zieńczuk. W 21. minucie gospodarze zdobyli bramkę kontaktową. Kluczową rolę w środku pola odegrał Lipski, który odebrał piłkę Furmanowi. Pomocnik Ruchu uruchomił podaniem Mazka, który wykorzystał swoją szybkość i zgrał piłkę do środka do Stępińskiego, który dopełnił formalności. Było 1:3. Uskrzydleni bramką gospodarze przejęli inicjatywę w kolejnych minutach, ale Kuciak nie był niepokojony. Legia mogła podwyższyć prowadzenie w 30. minucie, kiedy po znakomitym zagraniu Guilherme w pole karne wpadł Broź. Nasz obrońca nie zrozumiał się jednak z atakującymi. Chwilę później z dystansu niecelnie huknął Brzyski. W kolejnej akcji na skrzydle znalazł się Nikolić, wrzucił piłkę w pole karne, jednak Kucharczyk źle obliczył lot piłki i nie trafił w nią głową. W kolejnych minutach na bramkę Kuciaka uderzali Stępiński i Zieńczuk, w obu przypadkach wysoko nad bramką. W 40. minucie w polu karnym Legii do strzału głową doszedł Surma. Kuciak z najwyższym trudem przerzucił piłkę nad poprzeczką. Po rzucie rożnym bardzo blisko szczęścia był Grodzicki, jednak piłka minęła naszą bramkę.
Legia w mistrzowski sposób wykorzystała fatalną grę Ruchu w pierwszym kwadransie, wyprowadzając trzy zabójcze ciosy. W kolejnych minutach pierwszej połowy nasi zawodnicy, być może nadmiernie uspokojeni wysokim prowadzeniem, pozwolili chorzowianom na szereg niebezpiecznych akcji. Przed drugą połową prowadzenie 3:1 wydawało się wynikiem pewnym, ale legioniści musieli zadbać o odpowiedni poziom koncentracji.
Drugą połowę Ruch rozpoczął ze zmianą w składzie. W miejsce Zieńczuka na boisku zameldował się Podgórski. Legia próbowała zaskoczyć gospodarzy prostopadłymi podaniami, jednak najpierw minimalnie szybszy od Prijovicia był Putnocky, a za chwilę na spalonym był Nikolić. W 51. minucie Vranjes podał do Prijovicia, ale ten zawiódł w wykończeniu, ani nie podając do Nikolicia, ani nie kończąc akcji celnym strzałem. Gospodarze szukali szczęścia strzałami z dystansu, nie były to jednak próby, które niosłyby ze sobą zagrożenie. Wreszcie w 59. minucie legioniści przeprowadzili wyśmienitą i skuteczną akcję. Piłka jak po sznurku wędrowała między Nikoliciem, Guilherme i Prijoviciem, który zdobył czwartą bramkę dla Legii.
Mecz był rozstrzygnięty i widać to było na boisku. Gospodarze nie nacierali już tak żywiołowo jak w pierwszej połowie. Legioniści kontrolowali mecz, spokojnie utrzymując się przy piłce i od czasu do czasu niepokojąc bramkarza Ruchu. W 75. minucie żółtą kartką ukarany został Furman, który taktycznym faulem w środku pola powstrzymał szarżującego Lipskiego. Rozgrywający Ruchu wkrótce ustąpił miejsca na boisku Lenartowskiemu. W Legii wszedł Makowski, który zmienił Furmana. Na końcowe minuty na boisku pojawili się również Saganowski i Piech, którzy zmienili Nikolicia i Prijovicia. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry blisko zdobycia bramki dla Ruchu był wprowadzony wczesniej na boisko Szewczyk, ale po minięciu Kuciaka nie zdołał oddać dobrego strzału z ostrego kąta. Legia zwyciężyła 4:1.
Nasza drużyna wreszcie odniosła wyjazdowe zwycięstwo. W pierwszej połowie Legia perfekcyjnie wykorzystała błędy Ruchu, ale równie dobrze spisała się w drugiej, szybko wybijając gospodarzom marzenia o skutecznej pogoni i psując im jubileusz osiemdziesięciolecia stadionu znajdującego się przy Cichej.


(Monrooe: Dzynek przenoszenie komentarzy nie jest wcale takie łatwe, szczególnie z zachowaniem kolejności, dlatego niech zostanie tak jak jest, te kilka słów Na Aucie zawsze po meczu się pojawia. Kontynuować dyskusję można tutaj)
Nie pamiętam meczu, w którym Legia prowadziłaby 0-3 w 12. minucie. Ostatnio w miarę podobna rzecz zdarzyła się wiosną 2013 w Białymstoku, gdy Legia prowadziła 0-1, w 10. minucie wyleciał Norambuena za faul w polu karnym i był karny. Ale żeby 0-3, to nie pamiętam.
Chciałoby się, wspominając historię, widzieć analogię do meczu Ruch – Legia 0-4 z początku sezonu 01/02, gdyśmy po serii pięciu kolejnych ligowych porażek, zaczęli marsz po MP. Ale byłoby to oszukiwanie samego siebie. Trafił się mecz, jaki się trafia jeden na wiele dziesiątek. W samą porę. Propagandowo rzecz ujmując, jesteśmy wiceliderem, z największą liczbą strzelonych i prawie najmniejszą (oprócz, dacie Państwo wiarę, Pogoni i Korony) liczbą straconych bramek, ale wszystkie bolączki pozostają.
Pozytywem, oprócz wygranej, była 2. połowa, gdy Legia zagrała tak jak powinna zagrać drużyna prowadząca.
Za tydzień Termalika, pomna tego meczu, na pewno będzie się pilnować. I tyle wystarczy, żebyśmy popadli w tarapaty.
Czy Legia nie popełniła głupoty, oddając Kamila Miazka? W akcji bramkowej spisał się kapitalnie.
- "Czy Legia nie popełniła głupoty, oddając Kamila Miazka? W akcji bramkowej spisał się kapitalnie."
Moim zdaniem nie, chłopak ma zadatki, ale szybkość i spryt to w tym momencie za mało jak na grę w Legii. Dlatego takie oddanie piłkarza do Chorzowa to wręcz podręcznikowy interes. Będąc zawodnikiem Ruchu Kamil ma wszystko, czego potrzebuje do rozwoju, a Legia, dzięki zapisom w kontrakcie może go ściągnąć (okupić) przez najbliższe trzy lata.
O opłacalności gry do przodu.
W podstawowych parametrach tj.posiadaniu piłki, ilości podań, ilości strzałów siły były wyrównane. Tyle tylko,że trzy bramki dla naszej drużyny padły po szybkich podaniach i szybkim rozegraniu piłki do przodu. Tym razem nie było do 70 minuty kunktatorstwa, próby przegrywania piłek przez obronę,ale prosto do celu. Zaskoczyło to drużynę Ruchu, która na podstawie dotychczasowych obserwacji meczów Legii wiedziała,że wprowadzamy piłkę przez obronę.Oczywiście już po pierwszej straconej w 44 sekundzie bramce powinni się inaczej i sprawniej organizować w obronie,ale widocznie nie byli w stanie. Tym lepiej dla nas.
O tym,że środkowy napastnik nie może żywić się podaniami od innych,ale sam powinien
brać aktywny udział w grze.
Nikolicz ,który jest graczem dobrze wyszkolonym technicznie tym razem wykorzystał fakt,że rywale znając jego wartość kryją go indywidualnie i popracował dla drużyny. A że ma zmysł obserwacji to i jego podania były precyzyjne. Te teorie,że napastnik ma czekać na podania, a drużyna ma go obsługiwać mają swoje żródło w czasach ,kiedy komentujący piłkarze sami grali w piłkę i tak to wyglądało. Dziś nawet Ibrahimovicz, nie mówiąc o Lewandowskim już tak nie grają.Nie tylko biorą udział w defensywie, nie tylko wyciągają kryjących ich graczy ze strefy,ale sami podaniami otwierają drogę do bramki kolegom. Dobrze,iż Nikolicz do tych najlepszych dołącza.
O tym,że obrońcy przeszkadzają rywalom w grze nie tylko pod własną bramką,ale też i pod ich.
Z przyjemnością patrzałem jak nareszcie nasi obrońcy, którzy zapuszczali się pod pole karne Ruchu, a przy stałych fragmentach gry byli też w polu bramkowym po stracie piłki nie wracali w panice na własną połowę, ale aktywnie przeszkadzali w jej wyprowadzenie przez przeciwników.Również to jest to novum na które oczekiwałem.Nie można całkiem bezkarnie dawać rozgrywać piłki rywalom po jej odzyskaniu, szczególnie nie wolno pozwalać na wyprowadzanie piłki do szybkiego ataku. Kontratak wymaga bowiem celnego podania do któregoś z partnerów będących w środkowej strefie boiska,a dopiero następnie zagrania na wychodzącego na pozycję innego atakującego.Jak się uniemożliwi dokładne, oswobadzające podanie to i szybki atak diabli biorą.I tu można sformułować prawo, skromnie je nazywając moim imieniem
O tymże jak kto się chce bardzo pokazać to pokazuje często to czego by nikt nie chciał.
Mowa o biednym Cichockim.W dotychczasowych meczach Ruchu był pewnym punktem obrony i wydawało się,że nareszcie gra na Legijnym poziomie.Nic z tego. Wróciły stare koszmary.Jego największym problemem zdaje się nie jest niedostatek przygotowania czy umiejętności ,ale niedobór talentu. Bo można też mówić o słabej psychice,ale ja widziałem u niego ogromną motywację co wyrażał poprzez sposób poruszania się i reakcji na sytuacje w jakich mu przyszło brać udział. Niestety ma to co go i wcześniej gubiło. Braki decyzyjne. Reaguje umysłem ,a nie instynktem. Większości sytuacji nie da się przewidzieć, ani tym samym wyuczyć się jak na nie reagować Trzeba mieć to coś co pozwoli ustawić się z tej , a nie innej strony, ruszyć do piłki w tej, a nie innej chwili , kryć tego a nie innego przeciwnika.Oczywiście długi okres grania pozwala nabrać doświadczenia i rutyną nadrabiać niedobór talentu, Tylko,że czasu może na to nie starczyć. Inna rzecz,że stary rutyniarz Grodzicki zostawiał młodziaka w najtrudniejszych sytuacjach.Ale to Cichockiego nie usprawiedliwia, bo można popełnić błąd,ale trzeba, aby środkowy obrońca był tam ,gdzie kroi się bramka dla przeciwnika. A jego tam nie było.
O tym że trzeba znać swoje możliwości i wiedzieć co się może, a czego nie.
Prijovicz rozegrał dobry mecz. Ale po raz kolejny, co było widać szczególnie rażąco w meczu z Duńczykami wierzy ,że jest błyszczącym technikiem i może wziąć na zamach obrońcę. Zamiast więc oddawać strzał, lub oddawać piłkę szuka kwadratowych jaj. Nie wiem ,gdzie się tego nauczył,ale na tym poziomie to żaden obrońca na takie prostactwo nie da się nabrać, Dziś dwukrotnie w ten sposób stracił piłkę lub zmarnował dogodną okazję. Co prawda nie wdrożył pomysłu w życie,ale sama próbka kosztowała go stratę czasu i dobrej pozycji.. Jeszcze gorzej poczyna sobie Kucharczyk, który powiela stare bezsensowne próby wykiwania trzech obrońców.Takie próby trzeba podejmować, aby wiązać obrońców w określonym rejonie boiska,ale ma to być oparte na szybkości, sile, albo technice, A jak chce się ich ograć na stojaka to to jest to tylko oddanie im piłki za darmo.A gdzie te pozytywy zapytacie?. Otóż Prijovicz wreszcie pokazał przynajmniej przez godzinę swobodę w grze, dużą ruchliwość i uciekanie od rywali, a nie chowanie się za nich. Zaś Kucharczyk wytrzymał mecz do końca w dobrym zdrowiu i kilka razy urwał się rywalom na dużej szybkości. U obu dostrzegłem wyrażną zwyżkę formy sportowej.
O tym,że arytmia gry może być dla każdego rywala zabójcza.
I kolejne nareszcie. Legia narzuciła swój rytm gry. Nie była to nieznośna jednostajność,ale okresy gry szybkiej , przeplatane grą wolniejszą. Były okresy utrzymywania się przy piłce, ale i szybkiego jej rozgrywania. Do tego były też elementy gry na wynik, a więc rytm gry dostosowany do wyniku na tablicy.Pozwalaliśmy też trochę pograć rywalom ,aby ich natychmiast skontrować.I wykonanie tego zamysłu, zakładając,że był on świadomy, było właściwe.
Gra była jeszcze mało płynna, jeszcze było sporo błędów także indywidualnych,ale powtórzę : :mecz został przez nasz zespól rozegrany co najmniej poprawnie.
I to by było na tyle.
Mankamenty na pewno były, że wspomnę tylko o tym, iż mimo trzy bramkowego prowadzenia daliśmy "niebieskim" podnieść głowę i dać się nastraszyć. To jednak temat na dłuższą wypowiedź, której w takich okolicznościach nie chce mi się pisać
Lech rotował i najlepiej na tym nie wyszedł, w europejskim pucharze na którym przestało mu zależeć zremisował, a w Ekstraklasie na którą miał się sprężać jak był czerwoną latarnią tak i pozostaje. Berg prawie nie rotuje a w lidze zapunktował i pewnie i efektownie, jaki z tego wniosek? Na najbliższy mecz Legii w Pucharze Polski samemu zaordynowałbym następującą jedenastkę:
Malarz – Dyego , Makowski, Lewczuk 45’/(Rzeźniczak45’), Bereszyński 45’/(Broź45’) – Trickovski, Kopczyński, Duda (!?), Bartczak – Saganowski 45’/(Ryczkowski 45’), Piech
Za zwycięstwo trzymałbym kciuki, gdyby taki skład poradził sobie z Lechią stwierdziłbym że zasługuje na kontynuacje w PP, ale gdyby tak się nie stało, nie sprostał rywalowi, sorry, wzruszyłbym ramionami, a przejmowałbym się tylko tym że część kadry traci okazje do meczowego ogrywania się. Nic więcej. Przykro, taki ze mnie minimalista, a zwycięskich finałów Pucharu Polski, które po kilku dniach w lidze odbijają się czkawką mam po dziurki w nosie. Przynajmniej w tym sezonie.
Dobry mecz na przełamanie, czy będzie pozytywnym ‘impulsem’ przekonamy się jednak dopiero po innych kolejnych spotkaniach.
Trzeba jednak przyznać, że ogólnonarodowa histeria po remisie z Lubinem i porażce w Danii nie utrudniła znacząco przygotowań do meczu w Chorzowie. Biorąc pod uwagę jak naładowani wyszli piłkarze na Ruch, można nawet uznać, że ułatwiła w sferze motywacyjnej.
Co do meczu z Lechią - grajmy rezerwami, najwyżej odpadniemy. Nie uważam, żeby był sens zabijać się o PP. Ja na pewno histeryzować nie będę
Najważniejsze jest mistrzostwo, gdyby to był inny klubik to nawet chętnie wyszedłbym rezerwami, ale nie na nich. Druga rzecz to fakt, że gramy u siebie, następna runda to już 2 mecze, może dojdą obecnie kontuzjowani, może odpadnie mistrz spółdzielni, a następne rundy są dopiero na wiosnę. Szkoda odpuszczać trofeum, oddaliśmy już 2 Superpuchary i mistrzostwo.
Nie tu i nie teraz.
Jeżeli ktoś w klubie będzie na tyle głupi, że decyzję o zwolnieniu trenera podejmie na podstawie przegranego meczu o nic, to równie dobrze może podjąć taką decyzję dlatego, że wstał lewą nogą.
@Monrooe
Ja uważam, że z większym pożytkiem będzie dać odpocząć podstawowym zawodnikom oraz dać pograć zawodnikom, którzy mało czasu spędzają na boisku, jak to w sumie zazwyczaj bywa z w PP. Ale rozumiem i szanuję Twój punkt widzenia na tę kwestię. Jakby więc powiedzieli amerykanie let`s agree to disagree.
Też coś tak czuję, wystawi podstawową będą pytać po co?
Zagra rezerwami będą pytać dlaczego ? Żeby jeszcze tylko do pytań się ograniczyli, w obu przypadkach powstaną elaboraty na wzór tego z Cafe futbol.
W czwartek ciężki, ważny mecz w Lidze Europy, w piątek powrót z lotniczymi perturbacjami, w sobotę wyjazd na Górny Śląsk, w niedzielę ważny mecz w lidze pod presją nie mniejszą niż w europejskich rozgrywkach, poniedziałek - w końcu jakaś pewnie forma regeneracji, wtorek już pod parą i przygotowania do meczu, środa mecz – rywal trudny, przy dobrej nawet dyspozycji i w optymalnym składzie, choćby dogrywki w nim wykluczyć nie wolno, 120 minut na placu wówczas pójdzie w kości.
W sześć dni (!?) trzy ciężkie mecze, w tym dwa z rozjazdami, podróżami, każdy pod presją, pod dużym napięciem nerwowym. Po tym tryptyku w sobotę następny mecz ligowy. Zestawmy to teraz ze słowami z wywiadu z fizjologiem który był na c-L przywoływany:
„tenis koszykówka czy siatkówka to dyscypliny szybkościowo-siłowe. Niewiele jest w nich elementów wytrzymałościowych. Akcje trwają tam kilka sekund, a następnie jest chwila na odpoczynek. W piłce nożnej mamy do czynienia z wysiłkami dłuższymi - wytrzymałościowo-szybkościowymi czy siłowym. Piłkarze często przebiegają w sprincie po 30-40 metrów, następuje chwila przerwy i za moment ponownie w szybkim tempie pokonują kilkudziesięciometrowy odcinek. To doprowadza do zdecydowanie większego zmęczenia. W koszykówce czy tenisie zmęczenie mija dużo szybciej. Natomiast w piłce nożnej pełen okres regeneracji trwa od dwóch do czterech dób. Kiedy więc gramy dwa mecze w tygodniu, brakuje czasu. Przez pierwszy czy drugi tydzień nie widać jeszcze większych problemów, ale w momencie, gdy mecze się nawarstwiają, to zmęczenie się kumuluje i dochodzi do przetrenowania.(…)
W czasie meczu zawodnik wykonuje całą masę przyspieszeń, zatrzymań, wślizgów, sprintów ze zmianą kierunku, wyskoków i kopnięć. To oznacza sporo skurczów ekscentrycznych, a to z kolei sprawia, że w mięśniach dochodzi do mikrouszkodzeń zarówno białek strukturalnych, jak i kurczliwych, stanów zapalnych i obrzęków. Do tego dochodzi zmęczenie układu nerwowego, wyczerpanie glikogenu mięśniowego, który jest podstawowym zapasem energetycznym. Po meczu w ramach regeneracji można stosować nawodnienie, suplementację węglowodanową i białkową, zimne kąpiele, odpowiednio długi sen, masaże, strój kompresyjny itd., ale nawet przy najlepszej odnowie biologicznej odpoczynek po meczu musi trwać odpowiednio długo.
Co najbardziej utrudnia taką regenerację?
- Zdecydowanie podróże. Jedną z najważniejszych składowych pomeczowego wypoczynku zawodnika jest sen. Jeżeli drużyna wraca z meczu w nocy, to piłkarz nie ma jak się dobrze wyspać, przez co jego regeneracja opóźnia się i trwa np. o jeden dzień dłużej.
Czy zatem da się w krótkim czasie jakoś przygotować piłkarza do takiego natłoku meczów?
- Nie. W tej chwili zawodnicy muszą bazować na tym, co wypracowali wcześniej. Najważniejsze w takiej sytuacji jest odpowiednie przygotowanie wypoczynku po meczu. To zadanie dla całego sztabu trenerskiego i medycznego, który opiekuje się piłkarzami. A druga rzecz to mądre rotowanie składem przez trenera. Tak żeby zawodnicy, którzy są przemęczeni, nie wychodzili na boisko, bo wtedy nie są w stanie nic dobrego dać drużynie, a ich forma tylko się pogarsza. (…)
… istnieje takie coś jak zmęczenie mentalne zawodnika. Wiele zależy od tego, jaka jest atmosfera w klubie, jakie są relacje pomiędzy piłkarzami, czy wygrywamy, czy przegrywamy. Praca piłkarza to nie tylko ciągły stres fizyczny, ale także ciągłe oczekiwania dobrych wyników, ciągła presja. Do stresu fizycznego dochodzi więc bardzo duży stres psychiczny. Taka ciągła presja i napięcie wcześniej czy później muszą negatywnie wpłynąć na różne aspekty psychiki zawodnika. Wielu zawodników zaczyna mieć problemy z koncentracją, motywacją czy samooceną.”
Tyle specjalista, powróćmy do obecnego naszego legijnego kalendarza. Nie pytam się czy nastąpi dekoncentracja, zmęczenie, (brak ambicji, przysłowiowego wymaganego gryzienia trawy przez piłkarzy, bo to przecież Legia, tu trzeba zapierd...ć) dla mnie w takiej sytuacji będzie istniało tylko zasadne pytanie KIEDY to nastąpi? Grając bez rotacji, nadejdzie taki moment, w którym mobilizacja psychofizyczna okaże się niewystarczająca, po prostu nie będzie mogła zafunkcjonować, jak nie wcześniej, to później zmęczenie się skumuluje i o sobie przypomni, co gorsze oby nie poskutkowało kontuzjami.
Ja, jako osoba z natury pesymistycznie nastawiona do życia, nie wierzę, żeby to mogło przetrwać dłużej niż do końca tej rundy.
@iocosus
Ciekawe wypowiedzi Pana fizjologa. Tylko do opisanego obrazu istnienia drużyny potrzebna jest wystarczająco długa kadra jedynki i dobra praca w rezerwach niezbędna przy rotacjach (mam na myśli wymianę 2-3 zawodników z podstawowego składu nie więcej). Większe roszady w składzie wyjściowym zakłóca jej prawidłowe funkcjonowanie. Robią się za duże wyrwy w taktyce i umiejętnościach samych zawodników.
Sfera zmęczenia mentalnego najlepiej odreagować spędzając miło (to nie znaczy balować) czas wolny rodzina, przyjaciele, kto jak lubi. Ale największym atutem jest jak pisze fizjolog klimat w samej szatni. I tu pełna zgoda. Jeżeli zawodnicy sami ze sobą nie lubią spędzać czasu inaczej tworzyć zgranej, zwartej grupy to dupa blada. Zmęczenie mentalne będzie zawsze. I tu żadni specjaliści psycholodzy, fizjolodzy, itp nie pomogą za wiele. Dlatego tak ważny jest dobór nowych zawodników do drużyny pod względem mentalności i charakteru.
Natomiast nie zgadzam się z częścią życia w stresie. Że niby piłkarzom jest ciężko poradzić z oczekiwaniami, presją. Każdy z nas w życiu codziennym musi uporać się z takimi samymi problemami. Dodatkowo jeżeli porówna się sytuację materialną piłkarzy (skupmy się na zawodnikach Legii) a jej kibiców to tym drugim może być nawet trudniej znosić wspomniały stres. Na pewno nie mają ciężej.
Same podróże na mecz - rzecz oczywista nie pomagają w regeneracji. Tylko jak poukładać cykle treningowe przy tak napiętym kalendarzu? Nie jest łatwo przykład Borussii Dortmund z ostatniego sezonu. Na półmetku zajmowali ostatnie miejsce w Bundeslidze w LM (jak dobrze pamiętam) wyszli z grupy. Tu lepsi fachowcy z większym doświadczeniem nie poradzili sobie w pierwszej części sezonu. A być może zawiodła sfera mentalna samego trenera Juergena Kloppa który nie widział dalszej motywacji pracy w klubie. Oczywiście temat rzeka.
Ładnie to ująłeś. Mamy podobne zdanie.
Co do zmiany trenera. To ja nie jestem przekonany do takiej decyzji.
Czy nowy trener przyciągnie nowych sponsorów co spowoduje podniesienie poziomu sportowego kadry Legii?
Czy nowy trener będzie posiadał odpowiednie doświadczenie do pracy w Polskich realiach? Odpowiedzi brzmi nie. Na takiego obecnie klubu nie stać. Ja raczej popieram opcje systematycznie wymieniać zawodników którym nie zależy na grze w Legii niż trenera. Piłkarze grający w Legii nie powinni myśleć kategoriami, że to oni rozdają karty i to oni będą osądzać czy ten trener jest dobry czy nie. Nie pasuje to droga wolna. Tyle klubów w Polsce i na świecie. Taki jasny przekaz musi płynąć z klubu do zawodników chcących grać w Legii. Po podpisaniu kontraktu piłkarze muszą mieć świadomość, że jak nie będą im odpowiadały treningi to nie założą spółdzielnie w szatni i pogonią trenerka tylko sami będą musieli odejść.
Mimo, że Berg nie jest moim faworytem to za jego rządów gramy regularnie LE i liczymy się w walce o MP. Więc taki zły to nie jest. Nowy trener poprawi sytuacje na pół roku i ponownie wrócimy do punktu wyjścia.
Zgadza się.
Nie wiem czy pamiętasz ale w latach 90 kibice mocno przyczynili się do zwolnienia jednego trenera. Wiesz o kogo chodzi?
Pamiętasz ostatnie podejście w Legii trenera Kopy? Wówczas tego asa to cała kryta (żyleta chyba również) go zwalniała skandując "gdzie jest trener" i takie tam różne epitety w jego kierunku leciały. Myślę, że ówcześni włodarze Legii bardziej się ugięli od presji samych kibiców niż piłkarzy.
Tylko że osobiście uważam biorąc pod uwagę słowa fizjologa i nasz kalendarz, że grając prawie jednym i tym samym „żelaznym składem” w którymś z kolejnych meczów ta ‘twarda jedenastka’ zagra „bez ambicji”, bez „woli walki”, przy zdeterminowanym przeciwniku okaże się bezsilna, czyli ‘po mojemu’ mimo nawet najszczerszych chęci, choćby trener na uszach stanął, wskutek przemęczenia częstotliwością gier da spektakularnie tyłka, tym samym pluton egzekucyjny i skazaniec pod murem usłyszą rozkaz: cel, pal!
Tym samym skazaniec poległby nie przez własne błędy, a przez okoliczności na które zwraca uwagę fizjolog, a które my Kibice, Dziennikarze ale i Zarządzający Właściciele Legii jesteśmy w stanie zlekceważyć i zbagatelizować.
No więc jeżeli już to ja Berga wolę rozstrzelać lub raczej przegnać tam skąd przybył za jego rzeczywiste przewiny. Jeżeli na zespół faktycznie wpływu już nie będzie miał.
Do przerwy reprezentacyjnej kalendarz wygląda w ten sposób:
24 września Legia – Lechia
27 września Legia – Termalica
1 października Legia – Napoli
4 października Górnik Z. – Legia
Według mnie fizycznie mecze i podróże możemy odpokutować już w środę, jeżeli tak się nie stanie (obym się mylił) dołek dopadnie w jednym z kolejnych meczów. Według mnie są dwa rozwiązania, rotacja w pucharze i regeneracja ‘żelaznych’ już teraz kosztem potyczki z Lechią, albo liczenie że energetyczny ubytek nie będzie aż tak duży, dekoncentracja nim spowodowana okaże się nie tak wielka żebyśmy sobie z Termalicą lub z Górnikiem nie poradzili.
Przedkładam zdecydowanie ligę nad krajowy puchar, dlatego zdecydowałbym się na rotację w nim. Oczywiście to założenie i jako takie może okazać się mylne, rotacja niekoniecznie może uchronić przed słabszymi kolejnymi meczami, a przez nią faworytem w pojedynku z Lechią byśmy nie byli, ale też jeżeli jej zabraknie, to ewentualna gorsza dyspozycja będzie fizjologicznie wytłumaczalna. O tym warto pamiętać gdyby w którymś z meczów był grany przysłowiowy piach, piłkarze snuliby się po murawie.
Przy braku rotacji jeżeli fizycznie cykl gier zostałby wytrzymany do 4 października to ‘zamulenie’ z Miedziowymi należałoby potraktować jako minimalny koszt – warta skórka wyprawki.
Wątpię żeby Berg zdobył się na rotację przeze mnie proponowaną, nie znalazłby zrozumienia. U dziennikarzy polsatowskich miałby przerąbane już dokumentnie. Marketingowo i promocyjnie to kiepski ruch, zatem w klubie zachwyceni też by nie byli. Piłkarze powiedzą że są gotowi do gry, bo co innego mają powiedzieć, przed meczami zawsze tak mówią.
@ Sektor212
„Natomiast nie zgadzam się z częścią życia w stresie. Że niby piłkarzom jest ciężko poradzić z oczekiwaniami, presją. Każdy z nas w życiu codziennym musi uporać się z takimi samymi problemami. Dodatkowo jeżeli porówna się sytuację materialną piłkarzy (skupmy się na zawodnikach Legii) a jej kibiców to tym drugim może być nawet trudniej znosić wspomniany stres.” – ze stresem większość z nas musi sobie radzić, absolutnie, sytuacje stresogenne w innych zawodach są nagminne, niektórzy sobie radzą lepiej, inni gorzej, resetujemy się na różne sposoby, nie zawsze korzystne dla nas samych. Termin „syndrom wypalenia zawodowego” nie wywodzi się ze sportu, a w chwili obecnej jest jednym z powszechnie używanych. Są to zagadnienia które się bada, diagnozuje, analizuje. Natomiast to wszystko nie wyklucza że w sporcie, futbolu sytuacje stresogenne nie występują, to byłby absurd, reakcje są zindywidualizowane, ale mechanizmy tożsame jak w innych dziedzinach społecznego funkcjonowania.