A+ A A-

Legia - Górnik Łęczna 2-1: Niepotrzebna nerwówka

Legia wykorzystała szansę na zmniejszenie dystansu do prowadzącego w ligowej tabeli Piasta Gliwice. W meczu osiemnastej kolejki Ekstraklasy nasza drużyna zwyciężyła w Warszawie z Górnikiem Łęczna 2:1. Obie bramki dla Legii zdobył Nemanja Nikolić.

 

Z drużyną z Łęcznej radziliśmy sobie w tym sezonie dobrze, pewnie zwyciężając w trzeciej kolejce sezonu 2:0, a kilka tygodni później eliminując łęcznian z pucharu Polski. Nie inaczej było tym razem, choć niewiele zabrakło, by w końcówce meczu nasza drużyna pozwoliła sobie na odebranie niemal pewnych trzech punktów.

Jedenastka wybrańców trenera Czerczesowa prezentowała się następująco: Kuciak – Broź, Lewczuk, Pazdan, Brzyski – Jodłowiec, Duda, Vranjes – Guilherme, Nikolić, Kucharczyk. Do drużyny wrócili Kuciak i Pazdan, dzięki czemu do linii pomocy mógł wrócić Jodłowiec. Miejsce w pierwszym składzie stracił Prijović. Trener Szatałow zdecydował się na drużynę w składzie: Prusak – Mierzejewski, Szmatiuk, Bielak, Leandro – Bonin, Bednarek, Nowak, Pruchnik, Piesio – Śpiączka. Obecność Szmatiuka na środku obrony w zespole gości została wymuszoną kontuzją, której na rozgrzewce doznał Bożić.

Legia dominowała przez całą pierwszą połowę, strzelając dwie efektowne bramki. Już w 4. minucie meczu legioniści przeprowadzili składną akcję prawą stroną boiska. Broź wypatrzył  w polu karnym Dudę, ten przytomnie wycofał piłkę do Nikolicia, a naszemu snajperowi pozostało jedynie dopełnić formalności. Niemal lustrzanym odbiciem tej akcji była sytuacja z 30. minuty meczu. Zainicjował ją na lewym skrzydle Brzyski, który podał do Kucharczyka. Kucharczyk oddał piłkę Dudzie, ten prostopadłym podaniem uruchomił Nikolicia, który precyzyjnym strzałem z prawej nogi pokonał Prusaka.

Poza akcjami bramkowymi na boisku nie działo się zbyt wiele. Legioniści przeważali, często wysoko atakując gości i w zarodku kasując ich ofensywne zapędy. Najlepszą sytuację do zdobycia trzeciej bramki nasza drużyna miała w 38. minucie. Guilherme został sfaulowany przed polem karnym przez Szamtiuka. Do rzutu wolnego podszedł Vranjes, strzelił celnie, ale Prusak wybił piłkę na rzut rożny. Aktywny po prawej stronie boiska był Broź, ale poza 'asystą drugiego stopnia' z czwartej minuty, nie miał szczęścia w polu karnym, bądź niecelnie uderzając, bądź nieprecyzyjnie podając do kolegów. Goście z Łęcznej nie mieli do powiedzenia praktycznie nic. Największe zagrożenie pod bramką Legii stworzyli w23. minucie, kiedy po rzucie rożnym zakotłowało się w naszym polu karnym, a następnie jeden z zawodników Górnika nieznacznie pomylił się, uderzając z dystansu.

Na drugą  połowę  mecz mogliśmy czekać z dużym spokojem, zastanawiając się czy Nikolić zdobędzie swojego dwudziestego gola w sezonie.

Nikoliciowi ostatecznie ta sztuka się nie udała, a on sam opuścił boisko w 83. minucie meczu, zmieniony przez Piecha. Do tego momentu druga połowa dostarczyła niewielu emocji. Legioniści byli bliscy skopiowania wyczynu sprzed przerwy w 49. minucie. Tym razem po ładnej wymianie podań między Kucharczykiem, Dudą i Guilherme, ten ostatni znalazł się w dobrej sytuacji w polu karnym, ale jego strzał został zablokowany. Poza tym legioniści ograniczali się  do wybijania gości z uderzenia i wyraźnie czekali na zakończenie meczu.

Łęcznianie atakowali odważniej niż przed przerwą, bardziej agresywnie i większą ilością zawodników, ale nie umieli stworzyć poważnego zagrożenia i sforsować pewnie grającej pary Lewczuk – Pazdan. W 68. minucie blisko wyręczenia gości był natomiast... Kuciak, który wybijał piłkę tak niefrasobliwie, że znokautował nią Brozia, a przy okazji o mały włos zdobyłby gola kontaktowego dla gości. Na szczęścia piłka w niewielkiej odległości minęła bramkę. Swoją winę Kuciak zmazał w 82. minucie, odbijając mocne uderzenie Świerczoka.

Prawdziwe emocje zaczęły się kilka minut po wzmiankowanej zmianie Nikolicia na Piecha. W 87. minucie niesamowitą akcję przeprowadził Leandro. Obrońca gości puścił piłkę wzdłuż linii bocznej i ruszył za nią w imponującym sprincie. Zdawało się, że Broź ma sytuację pod kontrolą, ale Leandro zaskoczył go, w pełnym biegu dośrodkowując piłkę 'na nos' do Bonina. Zrobiło się 2:1, ale to był dopiero początek dreszczowca. Goście rzucili się do natarcia i w przeciągu kilku minut mieli trzy wyborne sytuacje bramkowe. Najpierw Pruchnik źle wykonał rzut wolny z około osiemnastu metrów, za chwilę ten sam zawodnik doszedł do strzału w polu karnym. Legię przed utratą bramki uratował w tej sytuacji blok Pazdana. Za momentu doszło do potwornego zamieszania w naszym polu karnym, po którym legioniści dwukrotnie wybijali piłkę z linii bramkowej.

Do odrobienia straty gościom zabrakło czasu i szczęścia. Legia mimo wszystko zasłużenie wygrała 2:1, ale wydarzenia z ostatnich minut środowego meczu powinny stać się dla  naszego trenera i jego podopiecznych nauczką do zapamiętania. Następnym razem minimalizm może się zemścić.

Dyskusja (17)
1środa, 02, grudzień 2015 20:50
W przerwie meczu śmialiśmy się z Mielcarskiego, który swego czasu wymyślił teorię, że prowadzenie w meczu 2:0 jest gorsze od 1:0 ponieważ usypia zespół prowadzący. Uśmiech, przynajmniej z mojej gęby zniknął ok 85 min. To co zrobiła Legia w końcówce meczu woła o pomstę do nieba Sad
2środa, 02, grudzień 2015 21:40
corazstarszy
@kibic50
A to 2-0 to nie był jeden z bon motów Michniewicza?

A propos wykopnięcia piłki w Brozia: trzeba bardzo myśleć o niebieskich migdałach, żeby czegoś takiego dokonać. I co tu robić: trzymać Kuciaka czy dawać Malarza?
Jest niedobrze: pewnie Ondrej Duda zbierze, mimo wszystko, niezłe noty za ten mecz. Tyle, że on na jedno spotkanie dobre lub w miarę, rozgrywa trzy - cztery następne kiepskie.
Hmm, sądziłem, że Górnik wyrówna, w ramach tzw. sprawiedliwości dziejowej. Grając z Zagłębiem Lubin w Warszawie, Legia zupełnie niezasłużenie wyciągnęła z 0-2 na 2-2. Spodziewałem się, że teraz los odbierze, co wówczas dał.
Paradoks: zwycięstwo zarazem i zasłużone i szczęśliwe.
Smutne były gwizdy przy wejściu Żyry. Niech dogra w spokoju do końca i niech idzie.
3środa, 02, grudzień 2015 22:32
CTP
Stawiam dolary i tak dalej, że po meczu z PBB Duda usłyszał od trenera kilka "ciepłych" rosyjskich słów. Smile Miejmy tylko nadzieję, że ta "motywacja" utrzyma się jeszcze przez parę tygodni. Mimo wszystko Słowak zasługuje dzisiaj na pochwały, bo zagrał naprawdę dobry mecz.
Jeszcze smutniejsze były gwizdy po zejściu Kucharczyka. Jednak naharował się dzisiaj w defensywie. Mnie się osobiście wydaje, że ta krytyka jest jednak trochę niezasłużona a Michał zbiera joby również za słabą postawę Nikolica i Vranjesa w rozegraniu. Obydwaj tak za bardzo nie kwapią się, żeby pograć kombinacyjnie po tej lewej stronie. Generalnie mamy problem na tych skrzydłach i brakuje nam takiego naszego Pawłowskiego czy Koseckiego sprzed 2 lat.
4środa, 02, grudzień 2015 23:15
Moros
Pierwszej połowy nie oglądałem, druga toczona była w sennym tempie, ale końcówka była przerażająca. Górnik, który przez większość meczu grał beznadziejnie pod koniec zaczął o dziwo tworzyć sytuacje i to w momencie gdy zupełnie nie musieliśmy się aż tak odkrywać. Dlaczego pozwoliliśmy aby Świerczok i Bonin byli niepilnowani na naszej połowie? To zagadka na dzisiejszy wieczór...

Końcówka meczu zupełnie zburzyła mi ocenę tego spotkania. Przez większość drugiej połowy tłumaczyłem sobie, że jej poziom to wynik rozprężenia i oszczędzania sił na kolejne mecze. Zwłaszcza, że rywal nie zmuszał do jakiegoś większego wysiłku. Jednak w ostatnich minutach zupełnie zgłupiałem. Poziom zagubienia naszej drużyny sięgał zenitu. Byli tak spanikowani, że omal nie strzelili sobie gola. Trudno to nawet przyznać, ale przy odrobinie "szczęście" mogliśmy to dzisiaj przegrać jak pamiętny mecz z Widzewem...

Swoją drogą to ta końcówka tak mnie zdołowała, że niedzielny mecz zaczyna mi się jawić jako spotkanie, w którym remis brałbym w ciemno. Nie oglądałem dzisiejszej Wisły i nie wiem jak zaprezentowali się z Lechem ( pewnie niespecjalnie patrząc po wyniku) ale jak zaczynam sobie wyobrażać Vranjesa czy Brzyskiego przy ruchliwych i zawsze walecznych u siebie zawodnikach "Białej Gwiazdy" to zaczyna mnie mrozić. Dodatkowo ten popis 5 minutowej niemocy, który pokazuje że nawet obrona z Pazdanem może mieć "kisiel w majtkach" pogłębia obraz przygnębienia. Taka Legia może przegrać i w Krakowie i z Piastem u siebie... Wiem że styl w tej chwili nie powinien mieć większego znaczenia, bo do zimy trzeba uciułać jak najwięcej punktów, ale mimo wszystko wierzyłem, że Górnika wciągniemy nosem, co pozwoli z optymizmem wybrać się pod Wawel, a potem przyjąć u siebie lidera. Nic z tych rzeczy. Meczu z Wisłą boję się jeszcze bardziej. Może paradoksalnie to i lepiej.
5środa, 02, grudzień 2015 23:25
aylarad1916
Wisła zaprezentowała dziś okrągłe zero, i nie chodzi tylko o 0 celnych strzałów na bramkę Lecha. Do tego w niedziele nie zagrają Sadlok i niemal na pewno Brożek.

A Podbeskidzie po wypruciu sobie żył z nami w niedzielę gładziutko przegrało z Cracovią. Jakby ktoś miał wątpliwości na jaki zespół wszyscy mobilizują się w tej lidze.
6czwartek, 03, grudzień 2015 01:11
Senator
Po pierwsze bardzo się cieszę kiedy mogę poczytać szlachetnych i porządnych ludzi. Chodzi mi o Kucharczyka i Żyro. Słabe te gwizdy, bardzo słabe tym bardziej że to jakaś kwestia uprzedzenia. Kucharczyk był lepszy od Gui ale to jego pożegnanie było słabe, Gui dostał brawa. Dzięki panowie że zauważcie i nie godzicie się na takie zachowania.
Co do meczu ostatnie minuty wprowadziły mnie z równowagi, czarne myśli itp.
Dalkub niedawno pisał że ma dość i długo nie przyjdzie, ja chodzę bo uważam że coś temu klubowi jestem winny ale radości we mnie za grosz. Szczerze to chciałbym aby już się ta runda skończyła. Tak też sobie myślę jeśli ja kibic mam dość to przecież piłkarze też ludzie mają prawo być znużeni ? Niech odpoczną oni i my bo ja osobiście szans aby było lepiej w tych ostatnich meczach nie widzę.
7czwartek, 03, grudzień 2015 08:03
corazstarszy
@Senator
... radości we mnie za grosz. Szczerze to chciałbym aby już się ta runda skończyła. Tak też sobie myślę jeśli ja kibic mam dość to przecież piłkarze też ludzie mają prawo być znużeni ? Niech odpoczną oni i my ...

To jest normalne myślenie i czucie pod koniec rundy jesiennej z taką liczbą meczów. Od 2013, gdy pierwszy raz liga była grana w formacie 37 kolejek, zawsze to samo czuję od drugiej połowy listopada. Trzeci sezon, trzeci trener, odczucia te same. Legia gra od 10 lipca średnio co 4 i 1/4 doby. Nie liczę meczów reprezentacji. O tej porze roku, taka intensywność grania jest już nieludzka i radości na pewno sami piłkarze nie są w stanie odczuwać. Nikogo nie cieszy monotonia.

Moros - zapomniałem pogratulować trafnie przewidzianego / przeczuwanego rozstrzygnięcia. Udało się wygrać. Jeśli w 2. połowie zamierzali oszczędzać siły, to mam nadzieję, że zaoszczędzili dużo.

Jeszcze a propos Michała Żyry. Czy Koledzy zwrócili uwagę na to, że on w tej ostatniej sytuacji Górnika był o włos od zdobycia gola samobójczego? Kopnął / odbiła mu się piłka od nogi i poleciała w stronę bramki Legii. Na szczęście ktoś jeszcze przytomnie wykopnął z linii. Wiadomo, sytuacja była dynamiczna, ale jakoś po raz kolejny skojarzyła mi się z taką sobie koordynacją ruchową pana Michała.

aylarad1916
Do tego w niedzielę nie zagrają Sadlok i niemal na pewno Brożek.

Co do Brożka, ja się już przyzwyczaiłem przez lata do wiślackich krętactw przed meczem z Legią. Gdzieś tak od 2003 zawsze w zapowiedziach ktoś ma nie zagrać, bo chory, albo ma minimalne szanse na występ. A potem gra. Skorża się w takich gierkach specjalizował, taki szczwany lis ...
Bardziej niż na absencje u krakowian, liczę, choć to tylko marzenia, że zaśpią na mecz, jak Ruch po naszym spóźnionym powrocie z meczu z Midtjylland. I w 12 minucie drużyna gości będzie prowadzić trzema bramkami Wink
8czwartek, 03, grudzień 2015 09:18
Oley
Ja tam się na piłce nie znam, ale... nie dało się na toto patrzeć... zęby bolały. Chyba Monrooe pisał, że mecz z Pogonią był tragiczny... w porównaniu z tym, co widziałem wczoraj, był... całkiem dobry. Inna sprawa, że po strzeleniu (akcja palce lizać...) bramki w 3 min. Panowie Piłkarze grali stojanowa. Może stąd to wynika, że jednak mają tych meczy w nogach... ile mają... i po prostu oszczędzali się na Wisłę...
A jak już dopchnęli na 2:0 (Nikolić ma instynkt... było to widać przy obu bramkach), to już totalnie chcieli już zejść do szatni. A potem akcja rodem z gry FIFA Smile i się okazało, że drżymy do końca o wynik. Panowie Piłkarze musieli się obudzić... wyrwać z letargu... i wyszło im to słabo. Co do gwizdania na Żyrę to... słabe toto... Lewy przyklepał przejście z BvB do Bayernu i nikt jakoś nie zaczął nagle Go wygwizdywać. Lewy cacy, Żyro be? Czy jednak to my jesteśmy zaściankiem...
9czwartek, 03, grudzień 2015 09:45
sektor212
Nasza gra do 50 minuty meczu bardzo dobro. Akcje bramkowe palce lizać. Obie sytuacje wypracowane bez przypadkowości. Celne w tempo podania zakończone bramkami. Szczególnie przy drugiej bramce zaimponował Nikolić. Spokój i precyzja jaką wykazał się oddając strzał po długim rogu w boczna firanę potwierdza jego nie przeciętny kunszt wykończania akcji.

Kuciak – po kontuzji powrócił do wyjściowej jedenastki. Zagrał dobrze pewnie interweniował na linii ratując nas przed strata gola. Jednak jego wprowadzanie piłki do gry woła o pomstę do nieba. Tak słabo gra nogami, że przy każdym wybiciu należy spodziewać się straty lub wykopu w aut. A już nokaut Brozia to wyczyn niespotykany. Panowie trenerzy przyciśnijcie Słowaka na treningach i niech poprawi ten element gry. Na dzień dzisiejszy powinien ograniczyć się do wyrzutów piłki ręką do obrońców.

Frekwencja - 8125 na meczu z Łączną obrazuje rzeczywistość z jaką klub musi się uporać. Oczywiście można pisać że zimno, pora meczu 18:00 dodatkowo rozgrywanego w tygodniu nie odpowiednia (kibice w pracy) i tak dalej. Jednak to co zaprezentowali piłkarze od 50 minuty daje odpowiedz dlaczego coraz mniej widzów odwiedza nasz stadion. Czym te 8 tyś. wiernych fanów zasłużyło sobie na oglądanie w drugiej połowie tak zachowawczej i mizernej gry. Tak, tak pewnie za moment zostanę wyprostowany przez kolegów tłumaczeniami typu:
- gramy co trzy dni
- grali rozsądnie kontrolując mecz
- oszczędzali siły na trudny wyjazdowy mecz z Wisłą
Mnie osobiście wyżej wymienione czynniki nie przekonują do postawy Legii w drugiej odsłonie meczu. Czy taka gra będzie zachęcać do odwiedzenia Ł3? Wątpię. Czy my kibice mamy tak wygórowane wymagania chcąc oglądać naszą Legię grającą w miarę równo przez 90 minut? W czym tkwił problem by dojechać Łęczną i strzelić trzecią bramkę i uspokoić grę. Czy czwartkowy rywal był tak silny? Oczywiście wygrana bardzo cieszy, ale widok końcówki meczu i oglądanie obsranej na maksa Legii broniącej się chaotycznie już nie. Jak napisał trafnie Gawin76 "Do odrobienia straty gościom zabrakło czasu i szczęścia".

Na koniec podzielam słowa Senatora. Ja też chcę by ta runda już się skończyła. Frajdy z oglądania Legii za wiele nie mam. Naprawę marzę tylko dograć tą rundę z jak najmniejszą strata do lidera i liczyć na lepszą grę w 2016 roku.
10czwartek, 03, grudzień 2015 10:58
1313
Ta druzyna w tym składzie oobowym nie ma żadnej przyszłości. Ostatnie 5 minut to dramat i porażka, gorzej niż dzieci we mgle i to kto? Reprezentanci lub piłkarze mający po minimum 20 w europucharach, a tu chaos jak u tramkarzy.
11czwartek, 03, grudzień 2015 11:42
Bolek
@Te ostatnie 5 minut

Tak mi się wydaje, że to wcale nie jest taki mega ewenement. Niejednokrotnie widziałem takie mecze - spokojne prowadzenie, nagle bramka z doopy i z niczego robi się gorąco pod bramką drużyny prowadzącej.

Potwierdził to nawet Bonin w wywiadzie po meczu stwierdzając, że to normalne, że po bramce na 2-1 w końcówce robi się nagle bardzo gorąco (w ogóle jakiś taki rozsądny facet z niego - sam powiedział, że końcówka zaciera prawdziwy przebieg całego spotkania).

Nie to, żebym chciał piłkarzy jakoś strasznie bronić, ale też chyba nie powinniśmy zapominać, że praktycznie cały mecz kontrolowali spotkanie, że wypracowali wręcz podręcznikowe bramki i że gdyby nie zbieg błędów Brozia, Kuciaka i Brzyskiego z jednej strony, a mega szczęśliwe dośrodkowanie Leandro z drugiej (ciekawe ile razy na 10 prób trafiłby w ogóle w boisko, nie mówiąc o polu karnym) to po meczu narzekalibyśmy głównie na nudną drugą połowę.

Zauważyłem też, że ja mam chyba za niskie oczekiwania wobec Legii w stosunku do innych kibiców:
- wygrywamy ze Śląskiem i Pogonią - "fatalni przeciwnicy, my nie lepsi",
- wygrywamy z Midcośtamcośtam - "z taką grą Duńczycy to może by się na środek tabeli w Polsce załapali",
- wygrywamy z Łęczną - "ostatnie 5 minut to dramat i porażka".

Wspólnym mianownikiem powyższych spotkań jest słowo "wygrywamy" i np. mnie to mega cieszy. Na tyle, że jestem w stanie wybaczyć, że nie wszystko w tych meczach się układało super.

Co więcej, zaraz po narzekaniach na styl dowiadujemy się od komentujących, że piłkarzy mamy żenująco słabych, trener do niczego, prezes najgorszy w lidze. No to czego Wy oczekujecie po meczach? Chyba należy wiwatować, że mimo tej totalnej bryndzy jesteśmy tak wysoko w tabeli i gramy w grupie LE?
12czwartek, 03, grudzień 2015 13:36
sektor212
@ Bolek

"Zauważyłem też, że ja mam chyba za niskie oczekiwania wobec Legii w stosunku do innych kibiców"

Uważam, że masz jak najbardziej trzeźwe i normalne oczekiwania co do Legii. Dobrze czyta się twoje wpisy.
Oczywiście takie sytuacje zdarzają się dość często kiedy jedna z drużyn zdobywa kontaktową bramkę i robi się atrakcyjna pełen napięcia końcówka. Taka emocjonalna wisienka na torcie dla kibiców. Końcowy gwizdek i powinna być nasza radość z wygranego meczu. U mnie była radość i ulga. Naprawdę niewiele brakowało, a mecz zakończył by się 2:2. Biorąc pod uwagę, że to tylko sport i rozrywka to mi nie podobała się postawa naszej Legii w ostatnich 40 minutach. Dla mnie to taki dość powszechny minimalizm. A taką sytuację obserwujemy w kolejnym meczu. Ja i pozostałe ponad 8 tyś kibiców którzy wspierali w czwartkowe popołudnie nasz klub będą zawsze bez względu na wynik. Ale czy tak mała frekwencja pozwoli na dalszy rozwój klubu. Obawiam się, że nie. Poprawić obecne realia mogą wyłącznie sami piłkarze swoją postawą i grą.

Niedawno opisałem mecz Hannover - Hertha gdzie berlińczycy mimo prowadzenia 2:0 w dalszym ciągu grali swoje. Dostali bramkę kontaktową, a ich sposób gry nie zmienił się. Nie wpatrywali się błagalnie w sędziego by zakończył mecz tylko odpowiedzieli strzelając trzecią bramką. A u nas. Zauważ, że my po stracie gola nie opuściliśmy własnej połowy. 6 minut bezradności gdzie nie potrafiliśmy utrzymać się przy piłce (wymienić choćby dwa trzy podania) tylko wykopy na uwolnienie.
13czwartek, 03, grudzień 2015 17:13
Zbyszek
Po takim meczu słowa się cisną na usta, bardziej te łacińskie.Aż nie chce się pisać, ale tatuś musi Smile.
O tym,że publika głosuje nogami.
Jak nie widzi powodu to nie przychodzi.A jak przyjdzie to jak by robiła komuś łaskę i zamiast wzmacniać zespół to sobie pośpiewa, a to pokrzyczy i niestety pogwiżdże.Tego ostatniego zachowania a właściwie jego braku nie rozumiem.Jak można gwizdać na własnych chłopaków.Moi znajomi jak ich namówiłem na pójście w kilkanaście osób na Legię wytrzymali do końca meczu,ale zapowiedzieli :"NIgdy więcej. Ojca , matki nie zabiliśmy,żeby /tu słowa niecenzuralne/ w czymś tak obrzydliwym uczestniczyć.". Ale przecież to cymbałów zadowolonych nie wzrusza. Jak zostaną sami będą mogli rzec : "To pozostaliśmy tylko my jedyni wierni na okręcie tonącym". Bowiem coś na stadion musi ludzi przyciągać i to coś to przywiązanie, atmosfera wspólnego przeżywania, walki o coś , uczestnictwa w czymś podniosłym. Są też czynniki odpychające : brak jedności odczuć,brak celu, brak chęci i ordynarne chamstwo.Moim zdaniem nie bez znaczenia jest też cena biletów na taki mecz jak z Łęczną. Wydaje się, że po paru latach widać na jakie mecze ludzie idą tłumnie i na takie ceny powinny być znacząco wyższe niż są,ale na te mecze które nie dają satysfakcji ceny powinny być znacząco niższe. Oczywiście tak. trzeba je ustalać,aby kasa w każdym przypadku się zgadzała.
Tak więc te pustki to niczyja wina.To są procesy społeczne o których przy okazji ostatniego meczu pisałem. Przykro być prorokiem na własnym podwórku Smile.

O tym,że gramy najlepszymi, a nie ustawieniem.
Trener Czerczesow dostosowywuje ustawienie do formy zawodników i ich klasy. Jego zdaniem są w drużynie tacy, którzy są piłkarsko lepsi i tacy, którzy są gorsi.Tym lepszym daje grać i tak ustawia zespół, aby było dla nich miejsce na boisku.Natomiast to nie każdemu się podoba, gdyż przeszli szkołę dogmatyczną Berga. Żeby świat się walił to system 4-2-3-1 i nawet jak któryś nie w formie, albo kontuzjowany to tak gramy, a dobry, ale nie pasujący do koncepcji na ławie. Nie ma to nic wspólnego z rotacją czy inną błazenadą tylko z normalnością. Inną innością jest faktyczna klasa i umiejętności tych co grają,ale "tak krawiec kraje, jak mu materii staje".

O tym,że dobre wejście w mecz to połowa sukcesu.
Tego nikt nie rozumie i bez pół litra się nie rozbierze, a z nim tym bardziej. Niby dorośli ludzie, niby wiedzą o co grają i raz wychodzą na boisko jak primabaleriny na tańce a raz jak prawdziwe chłopy.Uczeni w piśmie mówią o koncentracji lub o jej braku.Znaczy,że nie można ich rozpraszać. Czym?. Inni równie uczeni, a nawet bardziej mówią o lekceważeniu rywali lub o ich docenianiu. Znaczy chłopcy oceniają kiedy warto pobiegać, a kiedy można postać. Tyż piknie. A jeszcze inni mówią o procesach pobudzenia lub uśpienia. I tych najbardziej poważam. Ze śpiocha żadnego pożytku nie ma. Tylko jak go obudzić. Wot zagwozdka. Wczoraj chyba wyszli na mecz wyspani. szkoda,że pod jego koniec zasnęli. Ale kto powiedziała,że można mieć i to i to na raz.

O tym,że zawodnik na boisku musi być stale gotowy do gry.
Każdy widział na własne oczodoły,że nasi więcej byli uprzejmi stać niż biegać.Nawet piłka ich większej chęci do poruszania się nie prowokowała.Oczekiwali aż piłeczka trafi im pod nóżkę. Będą mieli czas,aby pogłówkować co z nią zrobić i albo się poda, albo się straci . A przed meczem czytałem gadki pod publiczkę / nie przyszła/ o dużej pracy treningowej , o wysiłku , o pewności siebie,że ma się siły aby atakować i wracać.Papier wszystkie te pierdoły wytrzyma, tylko to konfrontacji z faktami nie wytrzymuje.

O tym,że celem gry jest strzelanie bramek wrogowi.
A tego trzeba się nauczyć. Miałem takie przekonanie,że wielu naszych zawodników / o przeciwnikach nie wspomnę, bo jeszcze większa poruta/ uczy się dopiero w meczu określonych zachowań. Jak takich ,że żeby zdobywać bramki to najpierw należy w ten prostokąt zwany bramką trafić.Trener Janusz Wójcik miał ten zwyczaj,że gdzie nie pracował to na koniec zajęć zarządzał trening strzelecki. Kto nie trafił w bramkę nosił kogoś na plecach, biegał wkoło boiska, robił pompki itd. A nasi szukają kwadratowych jaj, a to piłka o parę metrów nad bramką / najczęściej/, a to obok. A bramka to kawał miejsca, bo to 2,44 cm ,na 7,32 cm. Trzeba dużych chęci, aby w nią nie trafić.
Legionista potrafi Smile.

O tym,że to co wychodzi ze słabymi nie wychodzi z mocnymi.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu,że niektórzy nasi zawodnicy jak Nikolicz i Duda grają tak jak rywal pozwala. Przy słabszych ,jak wczoraj brylują,,zaś przy trochę mocniejszych mocno spuszczają z tonu. Oczywiście dobrze,że wygrali dla Legii mecz i byłbym ostatni, który by im to zarzucał Smile,ale nie po tym poznaje się klasowego zawodnika.On ma być wodzem ,kiedy drużyna ma kłopoty, gdy przeciwnik nie odstawia nogi, kiedy go ani siłą, ani fortelem ograć się nie da. Wtedy taki grojek swoim indywidualnym zagraniem ,podaniem, strzałem rozstrzyga losy meczu dla swojego zespołu.A wczoraj obaj byli bez krycia, mieli dużo swobody i stworzyli tylko dwie sytuacje i tylko zdobyliśmy dwie bramki. Powtarzam; tylko. Nie jako niedosyt,lecz jako ciężki zarzut.

O tym,że mecz się był odbył.
Jeden z wielu do zapomnienia.Bez emocji, bez walki, bez zaangażowania. Ot trening po polsku.Hierarchia była od początku ustalona. Oni jak najniżej przegrać, my bez większego wysiłku wygrać.Mecz się zakończył po pół godzinie. Rywale co prawda dostali swoją szansę pod koniec meczu,ale byłby to dla nich zbytek łaski na który żadną miarą nie zasłużyli. Tak jak nasi piłkarze nie zasłużyli na jakiekolwiek pochwały, nawet za wygraną.
14czwartek, 03, grudzień 2015 21:54
sektor212
@ Zbyszek

O tym,że publika głosuje nogami.
Otoczka wkoło Legii robiona przez samych kibiców na stadionie i necie z pewnością nie zachęca do przyjść na Ł3. Pomine działania włodarzy. Ogólnie chóralnych wulgaryzmów odstraszających jest mniej. Wczoraj o dziwo nie było wcale. Czyli można. Jeżeli znajomych namówiłeś na przyjście na mecz z Lechem, Wisłą czy kiedyś Widzewem (chodzi i rangę przeciwnika) to wzajemne uprzejmości wymieniane są częściej niż doping dla swojej drużyny. I tu jest pies pogrzebany. Fani Legii rzadziej odwiedzający nasz stadion pofatygują się na w/w spotkanie to po meczu stwierdzą nic się nie zmieniło. Poziom sportowy drużyny i poziom kibicowania bez zmian. Szkoda czasu i pieniędzy. Jeżeli wejdziesz na stronę internetową (nie mam na myśli legia.com) zobaczyć kiedy i o której Legia gra kolejny mecz i przypadkowo otworzysz jakiegokolwiek newsa i poczytasz komentarze kibiców wydawało by się jednego klubu to co pomyślisz? Prezes do dupy, drużyna h...wa, w klubie sami nieudacznicy. To tak uczciwie wybrał byś się na taki rodzaj rozrywki? Inną bardzo poważną i istotną kwestią to zaparkowanie samochodu pod stadionem które przy dużej frekwencji graniczy z cudem. W pobliskich uliczkach czy skwerach co 300 metrów spotkać można czyhającą straż miejska z gotowym bloczkami mandatów do karania za złe parkowanie. Zaparkować samochód 2 km od stadionu to żadna frajda. W obecnych czasach jeżeli zwykły sklep nie ma parkingu to może zwijać żagle. Nie przetrwa.

O tym,że gramy najlepszymi, a nie ustawieniem.
Dla mnie Czerczesow sporo eksperymentuje szukając najlepszej pozycji dla materiału jaki posiada. Będzie miał materiał do przygotowań zimowych. Trudno mieć pretensje do niego że gramy tak jak gramy. W obecnej chwili najważniejsze jest utrzymać się w czołówce z jak najmniejszą strata do lidera. Jak narazie wychodzi mu to nieźle.

O tym,że dobre wejście w mecz to połowa sukcesu.
Ze smakiem ładnie opisałeś nic ująć nic dodać.

O tym,że celem gry jest strzelanie bramek wrogowi.
Tu klub postarał się i sprowadził bramkostrzelnego Węgra. Już dawno nie pamiętam kiedy zawodnik Legii po 18 kolejkach miał strzelonych 19 bramek. Pozostali zawodnicy rzeczywiście mają duży problem z trafieniem w bramkę. Nawet rzuty rożne gdzie nie tak dawno były naszą mocna strona obecnie nie przynoszą tylu bramek.

O tym,że to co wychodzi ze słabymi nie wychodzi z mocnymi.
Co by nie było tak kolorowo to tu różnimy się w swoich zdaniach. Ja uważam że Duda pozostałych piłkarzy przerasta o klasę. Jak zapewne wiesz sam meczu nie wygra. Ostatnio pokusiłem się do porównania Dudy oglądając kilka meczów z 2014 roku. Doszedłem do ciekawego wniosku gdzie zapewne kilku kolegów nie zgodzi się z moja interpretacja gry Słowaka. Otóż drogi Zbyszku. Z Rado czy Sa było dużo większe zrozumienie i chęć do gry w tempo na jeden kontakt krótko kombinacyjnej. Często Żyro potrafił w mieszać się w ich grę i dołożyć jedno bardzo dobre podanie. Rado i Sa to przyznasz uczciwie piłkarze przyzwoicie wyszkoleni technicznie. Ich gra często odbywała się na pamięć. Podanie wyjście na pozycje podanie i tak dalej. Gra na ścianę to był chleb powszedni. Krótko nadawali na tych samych falach. Dziś nie widzę podobnego zrozumienia. Nikolić to zawodnik nie umiejący dobrze się zastawić, grać tyłem do bramki. Jest dobrym egzekutorem który wykończy składną akcję. A z kim Duda ma ją rozegrać. Dość wnikliwie obejrzałem mecz z Podbeskidziem za który był mocno krytykowany. Akcja stop klatka analiza dostępnych rozwiązań, kolejna akcja i tak od 40 minuty do końca meczu. Wyobraź sobie że ten nieudacznik Duda w wielu akcjach wybierał właściwe zagrania. W wielu sytuacjach nie miał komu zagrać bo wszyscy po za grą schowani za przeciwnikiem. Co ta jałopa w oczach niektórych kibiców robiła w takiej sytuacji. Cały czas szukał gry. Zwolnił tempo jedno kółeczko dalej nikt nie ma ochoty do gry to wycofanie w strefę obroną i próbujemy ponownie. Oczywiście przytrafiły się i nie celne podania ale nie w liczbach kompromitujących. Mało tego miał ze trzy akcję co zupełnie mnie zaskoczył. Gdzie ja wybrał bym prostsze rozwiązanie podając do najbliżej stojącego zawodnika. Natomiast Duda zagrywał trudniejszą piłkę na wolne pole celnie i w tempo. Tylko koledzy nie weszli na jego poziom myślenia i czekali przyspawani do swoich plastrów. Kiedy ruszyli do podania to przeważnie byli spóźnieni. Jedynie Guilherme w miarę czyta i chwyta o co biega w szybkiej wymianie podań. Jeżeli Brazylijczyk szybko nie pozbędzie się piłki tylko zaczyna holować to głupieje w zazwyczaj uwikła się w indywidualne dryblingi i strata. Reasumując Duda nie jest słaby ani w złej formie. Po prostu brak mu partnerów do kombinacyjnej gry. Nie małe swoje możliwości pokazał z Łęczną. Powtarzam my na dzień dzisiejszy nie potrafimy skutecznie wykorzystać takiego zawodnika jak Duda.

O tym,że mecz się był odbył.
O meczu już pisałem i zdania nie zmieniłem.
15piątek, 04, grudzień 2015 00:18
12345
sektor212
....i poczytasz komentarze kibiców wydawało by się jednego klubu to co pomyślisz? Prezes do dupy, drużyna h...wa, w klubie sami nieudacznicy.
I taka postawa tych kibiców bardzo boli, w dupach im się poprzewracało, gdyby znali historię klubu to wiedzieliby, że każde mistrzostwo powinno cieszyć latami, a porażki są wpisane w DNA klubu i nie ma potrzeby wymagać czegoś więcej. Przecież w ogólnej opinii prezes jest najlepszy w historii, prawdomówny, oddany całym sercem klubowi. Drużyna jest co okienko wzmacniana, a sprowadzeni gracze są młodzi i perspektywiczni. I nieprawdą jest, że w klubie pracują sami nieudacznicy, tylko się dopiero uczą i błędy są nieuniknione.
16piątek, 04, grudzień 2015 10:09
sektor212
12345

Dokładnie. Pamiętam jak w latach 80-tych śpiewałem "My czekamy już 16 lat Jezu Jezu chyba nadszedł czas". Śpiewając te słowa nie miałem świadomości, że okres oczekiwania przedłuży się o dodatkowych 7 lat. Do upadku komunizmu Mistrzem byliśmy tylko czterokrotnie. Po zmianach już siedem razy było nam dane radować się z wygrania Ligi. Obecnie większość kibiców udzielających się w internecie to młodzi ludzie z rozdania które nie pamięta, nie przeżyło tak długiego okresu bez tytułu. Myślą trochę innymi kategoriami równocześnie nie szanując historii własnego klubu. Jak w życiu codziennym obserwujemy jak Polak nie szanuje drugiego Polaka to nie mamy się czemu dziwić kiedy młodsze pokolenia mając takie przykłady przenoszą je na wszystko z czym się zetkną. Najprościej jest gnoić, wyśmiewać czy mieszać z błotem właścicieli, trenerów, piłkarzy. Ale wysilić własne zwoje mózgowe i konstruktywnie wymienić się poglądami czy krytyką bez zbędnego ujadania to już rzecz mniej spotykana. Na szczęście w tym medialnym często kłamliwym burdelu ostała się taka strona jak Czarna-eLka to światełko w tunelu do normalnej wymiany poglądów.
17piątek, 04, grudzień 2015 16:42
Zbyszek
@sektor212.
Co do Dudy to się zgadzamy.Tylko,że ja mówię o potencjale w nim tkwiącym. Na razie mało wykorzystanym również przez to,że wybiera zbyt często zbyt trudne zagrania.A one wymagają więcej zrozumienia i więcej precyzji.A w środowym meczu to za bardzo jak dla mnie gwiazdorzył. Ja wiem,że miał dużo swobody,i sobie na dużo pozwalał,ale to w moich oczach go nie usprawiedliwia. Wręcz odwrotnie.Wole grę prostszą za to skuteczniejszą.
A co do frekwencji to nie mogłem tematu nie podjąć. Zważ: 8 tysięcy kibiców na meczu Ekstraklasy jedynej drużyny w blisko 2 milionowej stolicy kraju to nie dzwonek, ale dzwon alarmowy. Na trwogę.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1