A+ A A-

Euro 2016: Na przekór krytykom

Pierwszym finalistą mistrzostw Europy została reprezentacja Portugalii. W półfinale Portugalczycy stosunkowo łatwo pokonali Walię 2:0. Losy meczu rozstrzygnęły się w ciągu trzech minut na początku drugiej połowy. W 50.minucie bramkę na 1:0 zdobył Ronaldo, a w 53. minucie wynik ustalił Nani.

 

Po grupowym remisie Portugalii z Austrią pisałem, że gra Portugalii wcale nie jest zła, tylko ‘zatrważająco nieskuteczna’ i że ten zespół może jeszcze ‘zaskoczyć’, ale nie sądziłem, że podopieczni Santosa zaskoczą na tyle, żeby dotrzeć aż do finału. Nie jest to drużyna, która emanuje siłą i pewnością siebie. Portugalczycy nie demonstrują efektownej, atrakcyjnej piłki, dość powiedzieć, że poprzedni mecz o punkty, w którym pokonali przeciwnika różnicą dwóch bramek miał miejsce w… październiku 2013 roku (3:0 z Luksemburgiem).

Patrząc jednak na rzecz z drugiej strony, trzeba zauważyć, że za Portugalią już prawie dwa lata bez porażki w meczu o stawkę (ostatnia taka sytuacja to wrzesień 2014 roku, 0:1 z Albanią, jeszcze przed objęciem posady przez Santosa). O tym, że Portugalczycy to przeciwnik niewygodny i trudny do pokonania, przekonaliśmy się niestety sami w miniony czwartek. Trzeba też dodać, że wartość tej drużyny jest znacząco zwiększona przez ilość solidnych zmienników. Pomijając niezastąpionego Ronaldo, trener Santos może swobodnie manewrować personaliami, bo rezerwowi gwarantują wyrównany poziom – to istotny argument w turniejowej rywalizacji.

Walijczycy nie mieli pomysłu na rozbicie portugalskiej defensywy. Próbowali, owszem, zresztą przed przerwą mecz był zupełnie wyrównany, ale już pierwszy walijski błąd, którego konsekwencją był kolejny, praktycznie zamknął ten mecz, bo Walijczycy nie byli w stanie dochodzić do sytuacji strzeleckich pod portugalską bramką. Indywidualne szarpnięcia będącego w wielkiej formie Bale’a to zbyt mało. Trudno powiedzieć czy to brak Ramseya i Daviesa tak odbił się na sile reprezentacji Walii, czy po prostu, trochę jak Islandczycy, Walijczycy apogeum swoich możliwości na tym turnieju mieli już za sobą i musiał nadejść mecz, w którym mocniejszy rywal obnaży ich braki.

Portugalii trzeba pogratulować i pozazdrościć, z nieco kwaśną miną, bo jakże niewiele brakowało, żeby to Polska była na miejscu Portugalii i żebyśmy to my świętowali teraz awans do finału mistrzostw Europy. Ale nie jesteśmy jedynymi, którzy narzekają na zmarnowaną szansę. To samo mogą mówić Chorwaci, którzy zrobili znakomite wrażenie w grupie, a przeciw Portugalii zagrali bojaźliwy, bezbarwny mecz. Kiedy wreszcie ruszyli do ataku, chcąc rozstrzygnąć rywalizację przed rzutami karnymi i byli bliscy zdobycia gola na 1:0, nadziali się na portugalską kontrę i przegrali. Tak, Chorwaci są z pewnością przekonani, że z łatwością połknęliby i Polskę i Walię, a w rywalizacji z Portugalią dosięgnął ich pech. Albo Belgowie, wśród których nadal musi panować niedowierzanie po porażce z Walią. Przecież mieli dobry wynik, prowadzili 1:0, a Portugalczycy pokazali jak łatwo można było zneutralizować walijskie atuty w ataku. Belgowie bez wątpienia widzieli się już w wielkim finale i teraz nawet wyraźniej dostrzegają, że drogę do niego zatrzasnęli sobie sami, dając pokaz niemocy i piłkarskiej naiwności w ćwierćfinale. Tych zżymających się ‘dlaczego to nie my’ jest prawdopodobnie jeszcze więcej. Ale w finale jest Portugalia.

Rywala dla Portugalczyków wyłoni kolejny na tym turnieju klasyk. Dziś o 21:00 mecz Francja – Niemcy.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1