- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Arka 1-3: Nie do śmiechu
Między meczami z FC Dundalk Legia zmierzyła się w ligowej rywalizacji z Arką Gdynia. Nasza drużyna przegrała w Warszawie z beniaminkiem 1:3. Po pierwszej połowie gry goście prowadzili 2:0, a po niespełna godzinie gry już 3:0. Jedyną bramkę dla Legii zdobył Kasper Hämäläinen.
Trener Hasi postanowił oszczędzić piłkarzy, którzy w środę grali od pierwszych minut w meczu eliminacji do Ligi Mistrzów w Dublinie. Dzięki temu w sobotni wieczór szansę gry otrzymali między innymi Mateusz Wieteska i Jarosław Niezgoda. Legia rozpoczęła mecz w ustawieniu 3-5-2: Malarz - Wieteska, Dąbrowski, Rzeźniczak - Aleksandrow, Kopczyński, Vranješ, Hämäläinen, Brzyski - Niezgoda, Prijović. Trener Niciński odpowiedział drużyną w składzie: Jałocha - Zbozień, Marcjanik, Sołdecki, Warcholak - Vinícius, Łukasiewicz, Szwoch, Marciniak, Božok – Zjawiński. Do Warszawy zawitało kilku zatem zawodników, którzy w przeszłości byli piłkarzami Legii.
Legia rozpoczęła z dużym impetem. Już w pierwszej minucie Jałochę usiłował pokonać Brzyski, a kilka minut później w polu karnym gości 'zapachniało' golem samobójczym po dośrodkowaniu aktywnego na lewej stronie boiska Brzyskiego. Gola zdobyli jednak goście. W 6. minucie po rzucie wolnym piłka powędrowała w pole karne Legii. Nasi zawodnicy usiłowali ją wybić, ale czynili to tak nieporadnie, że w dogodnej sytuacji strzeleckiej znalazł się Vinícius i mocnym strzałem z prawej nogi pokonał Malarza. Skrzydłowy gości mógł podwyższyć wynik meczu dwie minuty później. Rzeźniczak źle obliczył lot piłki, Vinícius znalazł się między naszym obrońcą a Malarzem, ale jego próba przelobowania naszego bramkarza nie powiodła się. Za chwilę Legia miała stuprocentową sytuację do wyrównania. Po rzucie rożnym wykonanym przez Brzyskiego Prijović strącił piłkę, jednak jej lotu nie zdołał przeciąć znajdujący się przed pustą bramką Vranješ. W 19. minucie było 0:2. Vinícius uwolnił się od Kopczyńskiego, minął Rzeźniczaka i dośrodkował z prawej strony boiska. Piłka trafiła przed pole karne do Marciniaka, który płaskim strzałem pokonał Malarza. Do przerwy działo się jeszcze wiele. Jałochę usiłowali pokonać Rzeźniczak, Prijović i Hämäläinen, ale goście nadal byli groźni, a Malarza niepokoili Vinícius i Božok.
Po czterdziestu pięciu minutach było 0:2. W grze Legii uderzała słabość defensywna. Zawodnicy Arki z łatwością przedostawali się z piłką pod bramkę naszej drużyny i większość swoich akcji kończyli strzałami. Irytowała również nieskuteczność legionistów. Było dość szans na to, by przynajmniej raz pokonać Jałochę, niestety wszystkie okazje zostały zmarnowane.
Druga połowa nie toczyła się już w tak szybkim tempie i nie obfitowała tyle sytuacji bramkowych. Goście kontrolowali mecz i czekali na kontry, Legia atakowała, ale bez większej wiary w sukces. Trener Hasi próbował ratować sytuację, zmieniając ustawienie Legii na 4-4-2. Boisko opuścił Rzeźniczak, na prawą obronę wycofany został Aleksandrow, a na prawą pomoc wszedł Guilherme. Powracający do gry po kontuzji Brazylijczyk zaczął z dużą werwą, ale jego entuzjazm szybko zgasł. W 58. minucie Legia kolejny raz w tym sezonie straciła gola po rzucie rożnym. Piłkę dośrodkował Vinícius, a z bliska Malarza pokonał Marciniak. Trzy minuty później Legia wreszcie zdobyła bramkę. Z rzutu wolnego dośrodkował Guilherme, a Hämäläinen strącił piłkę głową, pokonując Jałochę. Ten gol na chwilę dodał legionistom animuszu, ale nie znalazło to przełożenia na kolejne bramki. Najbliżej zdobycia gola był Prijović, ale dwukrotnie po jego strzałach piłka w niewielkiej odległości mijała bramkę gości.
Mecz zakończył się wynikiem 1:3. W grze Legii niepokoiło wszystko. Martwił brak koncentracji i zdecydowania w obronie, co umożliwiło Arce zdobycie w Warszawie aż trzech goli. Martwiła nieskuteczność i ogromny problem legionistów z oddaniem celnego strzału na bramkę gości. Martwił wreszcie brak w drużynie chemii, ducha walki i konsekwencji w grze. Arka była absolutnie do dogonienia i pokonania nawet przy niekorzystnym wyniku, ale legioniści zwiesili głowy, widząc swoją własną niemoc. Wprowadzeni po przerwie Guilherme i Odjidja-Ofoe zaczynali mocno, ale szybko spuszczali z tonu, dostrzegając w pewnym momencie, że piłka już tylko odbija się od zmęczonego Prijovicia, a Hämäläinen kuśtyka, przebywając na boisku jedynie z konieczności (brak zmian).
Legia zupełnie bezradna i w pełni pogodzona z wysoką porażką na własnym boisku - niecodzienny to widok.


Wiem, że pierwszy i zapewne ostatni raz zagrali w takim ustawieniu.
Wiem, że najważniejszy mecz nawet nie sezonu, a ostatnich dwóch dekad zagramy we wtorek.
Wiem, że było Euro.
Wiem, że kilku piłkarzy miało kontuzję.
Wiem, że trener nie ma w zasadzie czasu na trening.
Wiem, że to już 13 mecz od lipca.
Ale do nędzy, szlachectwo zobowiązuje.
Nie widzę w tej drużynie niczego pozytywnego poza strojem.
Nie widzę przygotowania fizycznego.
Nie widzę namiastki jakiejkolwiek taktyki.
Nie widzę żadnego pomysłu na grę.
Nie widzę chęci i umiejętności u wielu piłkarzy.
Przykro sie patrzy na poczynania piłkarzy Legii, zarówno tych podstawowych, jak i rezerw.
Zastanawiam się, czy po wtorkowym spuszczeniu powietrza z nadmuchanego do granic możliwości balona pozwoli odmienić niezwykle ciężką atmosferę jaka zapanowała przy Ł3
Ogromne wyzwanie przed wszystkimi pracownikami klubu. Od prezesa, przez trenerów na piłkarzach kończąc.
My kibice i tak nie mamy wyboru...
Całkiem naturalne w obliczu tego co prezentuje drużyna Legii w eliminacjach do LM byłoby pytanie , a dlaczego to nie grają oni tak w Lidze ?.Odpowiedzi byłyby wykrętne , na ogół szukano by wyświechtanych usprawiedliwień w rodzaju odosobnionych, indywidualnych błędów lub banalnych tłumaczeń ,że poziom tak się wyrównał i teraz każdy może wygrać z każdym. Wyłamał się z tego niewysłowionego chóru Malarz, który z pokojowego przeistoczył się w zagniewanego. Lecz w drużynie i w jej otoczeniu tematu nikt nie podjął, a i Malarz wątku o zaspaniu nie kontynuował, bo i o czym tu gadkować.Przecież prawie nikogo z szerszej publiki , też tej pozapiłkarskiej mało obchodzi czy Legia przegra z Górnikami lub Arką, ale wyłącznie czy wejdzie do LM.
Bo to w LM jest sława, prestiż , spełnienie oczekiwań szefów klubu i co najważniejsze dodatkowe, spore pieniądze. Więc można bezkrytycznie mówić, że się chciało wygrać, ale nie wyszło, ale tak naprawdę to się nie za bardzo chciało, bo się siebie oszczędzało. I to nie jest kwestia tzw. podświadomości, że coś tam bliżej nieokreślonego w niej tkwi i nie pozwala zrealizować tego co się zamyśla..Nasi milusińscy całkiem świadomie odpuszczali mecze, całkiem świadomie więcej stali niż biegali, z pełną premedytacja nie dostawiali nóg, ale je odstawiali. I ja tego zachowania nie potępiam, bowiem z punktu widzenia każdego, innego niż kibicowski, jest racjonalne. Takiemu zdroworozsądkowemu kombinowaniu sprzyja fakt, że obecnie nie zdobywa się 3 ,albo 1 punktu, ale o połowę mniej, w lidze nie ma drużyny, która tak się wysforuje do przodu, że nie będzie można jej dogonić. A LM to sam miód w postaci czystej, żywej dodatkowej gotówki. Jeżeli Legia nawet punktu w fazie grupowej nie zdobędzie to do podziału piłkarze dostana ok.10,5 mln złotych, a jak coś ugrają to i więcej. Musimy pogodzić się ze wszystkimi skutkami konstatacji, że piłkarze zawodowi grają za pieniądze i dla pieniędzy. Oczywiście sława też im smakuje, ale bez szmalu jakby mniej. Więc przyjmijmy do wiadomości, że oni wiedzą , gdzie i kiedy mają dawać z siebie nieco więcej, a kiedy znacznie mniej i nie twórzmy teorii o złym lub dobrym trenerze, motoryce i taktyce. Bo tylko w głowach im namieszamy, a oni może na to nie wyglądają, ale swój rozum mają i doskonale wiedzą gdzie stoją konfitury.
O tym, że Prezes postawił na swoim, aczkolwiek nie do końca.
Nawoływania Prezesa o to, aby w Pucharze Pocieszenia w Zabrzu zagrał II skład nazwałem pragmatycznymi i racjonalnymi. Tylko, że były one dużym stopniu w środku puste czyli nie miały desygnatów, bo co to znaczy II skład?. Kto w nim jest ?.Tego nawet przez lupę nie widać
O tym, że Szwoch w Arce i Legii to dwaj odmieńcy.
Mateusz Szwoch ma dopiero 23 lata, a nie tak dawno wydawało się, że jego kariera a może i życie ulegnie skróceniu. Dobrze dla niego i dla Legii i Arki się stało, że trener zatrudnił lekarzy dla których tzw. medycyna sportowa nie jest jedynym zajęciem, ale specjalistów klinicystów, którzy swe medyczne powinności traktują na serio. Mowa oczywiście o wykryciu jego wady serca, jej właściwym zdiagnozowaniu i prawidłowym leczeniu. Nie ona jednak przesądziła o zbędności Szwocha w Legii do której został sprowadzony jako przyszłościowy , kreatywny ofensywny pomocnik. Parol zagiął na niego trener Czerczesow, który go publicznie wyśmiał, wręcz upokorzył i w żadnej postaci w drużynie przez się prowadzonej nie widział. Bo też trzeba przyznać, że Szwoch, podobnie jak Masłowski w Legi się zagubili.Nie czas na psychologizowanie, ale na tych pozycjach na których mieli grać niezbędna jest pewność siebie, często bezczelność i duża doza autorytetu w drużynie. Inaczej rzecz nazywając, zawodnik mający kierować grą musi mieć przekonanie, że jest do tego zdolny, a jego koledzy muszą z kolei wierzyć, że jego wizja gry, jego zagrania są pożyteczne i skuteczne. W Legii ten zbitek dwóch chęci nie nastąpił być może również dlatego, że jednak różnica klasy pomiędzy tym, którzy w niej byli, a przybyszami była zbyt duża, a presja na uzyskanie sukcesów była tak wielka w tzw. niedoczasie, że nie pozwalała na danie prawdziwej szansy nowym na granie, okrzepnięcie i rozwój.Po powrocie do Arki znalazł inne ,bardziej przyjazne dla siebie otoczenie i ponownie się odnalazł. A odgrywa w tej drużynie rolą newralgiczną. Trener Niciński / zresztą nie tylko on/, bowiem dokładnie kopiuje taktykę i organizację gry jaką Legii narzucił trener Berg z początkiem swej pracy przy Ł3. W niej Radovicz odgrywał rolę kluczową i zasadniczą będąc jedynym tzw. wolnym graczem na boisku. W Arce Szwoch ma być kopią Mirka. Życzę mu powodzenia, też dlatego, że sprawdza się również jako człowiek.
O tym, że nasi piłkarze narażają nas na ciężki stres.
Niby wszyscy wiemy ,że nazwiska nie grają, że decyduje co innego, chociażby forma, nastawienie psychiczne czyli zaangażowanie, ale nadal uważa się, że ten czy tamten lepszy od tego czy owego. I w warunkach tzw. normalnych pewnikiem tak jest, ale nie w takich jak dzisiejsze czyli prawie ekstremalnych. Bo tak naprawdę to nie do końca było ważne kto zagrał we wczorajszym meczu, natomiast istotne było czy ci co wyszli do gry dali z siebie mocnego fula czy tylko małe jasne. Bowiem niezależnie od przydatności na daną chwile każdy z kadry zespołu musi być gotowy do gry na wysokich obrotach. I tego trener Legii, niezależnie od Prezesa i my kibice musimy od zawodników Legii wymagać. A zawodnicy muszą dołożyć maksimum starań, aby tym wysokim wymaganiom sprostać. W zeszłym sezonie kiedy trener Czerczesow wystawił kilku zawodników spoza tzw. żelaznego składu przeciw Lechii w Gdańsku na finiszu rozgrywek jeden z redaktorów nazwał to kpiną i obrazą dla kibiców. Ja zdecydowanie oponowałem , gdyż całkowite rozmijanie się z realizmem i własnym interesem oraz realizacją nadrzędnego celu ma swoją medyczna nazwę. Podobnie i dziś uważam, że każdy piłkarz który jest w Legii marzy o grze w niej w oficjalnym meczu najchętniej na naszym zapełnionym stadionie. Tylko,że występuje subtelna różnica pomiędzy grą w Legii, a grą dla Legii i zdaje się ,że wielu piłkarzy przestało ją dostrzegać.Tym samym wystawiają naszą cierpliwość na ciężka próbę.W tym kontekście ja żałuję, że na liście pomijanych, których marzenia powinny się spełnić byli tylko Wieteska, Niezgoda i Szymański. Może , gdyby było takich więcej nie było by lepiej, ale na pewno sensowniej i ten blamaż by się chociażby daniem szansy na ogranie młodzieży jakoś próbowało tłumaczyć.
A sam meczyk ?. Gawin jego przebieg, jak to u niego akuratnie, opisał. Ja od siebie dodam, że piłkarze mieli siebie pokazać z tej lepszej strony, a pokazali nam gołe cztery litery. Wstyd.
A o Kubie słowa nie napiszę. Jego życie kopie, więc ja już nie muszę .A poza tym on już upadł, a ja nie nawykłem kopać leżącego.
Wydaje mi się, że najlepiej, abyś podyskutował z samym sobą sprzed kilkudziesięciu godzin. Tylko uważaj na to co piszesz, bo tamten kibic50 zaraz nazwie cię paranoikiem.
możesz jaśniej ?
Mam ci zacytować Twoje słowa sprzed kilkudziesięciu godzin? A zrób sobie Ctrl+F i sam znajdź.
Wyjechałeś z tematem, to dawaj.
Dlaczego mam Cię wyręczać, tym bardziej, że nie wiem o co Ci chodzi ?
Albo to:
"Na szczęście w klubie są ludzie, którzy zamiast się mądrzyć w necie, ciężko pracują i krok po kroku pną się do góry."
Generalnie, jak tylko ktoś zaczął krytykować działania obecnych właścicieli Legii, to zaraz zaczynałeś swoje ujadanie.
No i ?
Co się takiego zdarzyło, żeby bić głową w mur, oprócz fatalnej gry na początku sezonu ?
Legia się wali ?
Komornik u bram ?
Tereny w Grodzisku przepadły ?
LM odjechała czy MP już stracone ?
Lodu na głowy
Pytanie jak to ogarnac? Bo jak we wtorek bedzie identyczny wynik? Co wtedy?
Jeśli ktoś tutaj potrzebuje lodu, to na pewno nie ci, co podważają sens obecnego kierunku działań klubu. Lodu, to bardziej potrzebujecie wy, którym gra w LM przysłoniła realny świat.
Jeszcze raz powtórzę, prawdopodobieństwo, że w grupie LM dostaniemy 6 łomotów jest naprawdę realne. Bo to jest, najzwyczajniej w świecie, półka dla nas niedostępna. To, jaki poziom reprezentują występujące tam kluby, to dla obecnej Legii, to są Himalaje. Być może dopisze nam szczęście i uda nam się coś tam zdobyć na własnym stadionie ale realnie... no, ja bym specjalnie na to nie liczył, choć wierz mi, bardzo bym chciał.
Pozostaje nasza liga, gdzie obecnie jesteśmy na 11 miejscu po 6 kolejkach ze stratą 6 pkt do lidera (jeśli Zagłębie wygra z Łęczną, to będzie to już 8 pkt). Nie chce mi się szukać ale nie przypominam sobie, kiedy na tym etapie byliśmy tak nisko. A przypominam, że Berg został odstrzelony po 11 kolejce, gdy miał 10 pkt straty do Piasta. Wczorajszy mecz pokazał, że zdobywanie punktów w meczach ligowych idzie nam jak krew z nosa, bo pół drużyny ma te mecze w głębokim poważaniu nastawiając się głównie na mecze w LM. I tak będzie do końca tego roku, choćby Leśnodorski się zes... W związku z tym, istnieje dość realne prawdopodobieństwo, że obecny rok zakończymy z praktycznie niemożliwą do odrobienia stratą do lidera. Poprzednio udało nam się odrobić 10 pkt w 19 kolejek. Jeśli obecna strata przekroczy te 10 pkt, to nawet podział punktów może nam nie pomóc.
Bylo takie zdarzenie, później to prostowali.