A+ A A-

Legia - Atromitos 0:0. Nothing Else Matters

Legia Warszawa bezbramkowo zremisowała z greckim Atromitosem w pierwszym meczu III rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy. Gospodarzom nie udało się udokumentować wyraźnej przewagi w polu, ale grą i zaangażowaniem uspokoili nieco rozpaczających po ostatnich tygodniach (miesiącach, sezonach...) fanów. Z naciskiem na nieco.

Ultrasi przygotowali przed meczem tradycyjnie efektowną oprawę z hasłem „Nothing Else Matters”, czyli „Nic więcej się nie liczy”.* Dość dobrze oddaje ono obecną sytuację stołecznej drużyny, która ze względu na kilkuletnie niedostatki oraz tradycyjny już słaby start sezonu desperacko potrzebuje awansów europejskich. W tej intencji udało się nawet przełożyć na późniejszy termin przedzielającą dwumecz z Atromitosem rywalizację z Wisłą Płock, co autor niniejszego tekstu uważa za powiew normalności w polskim futbolu, a herszt polskiego futbolu za aberrację. Ale nie o Zbigniewie Bońku to tekst przecież...

Otwartość na inne pomysły

Ulubiony chwilowo cel kibicowskiego ostrzału, trener Legii Aleksandar Vuković, ponownie zaskoczył składem – choć w zasadzie zaskoczenia być nie powinno, skoro na konferencji prasowej dzień wcześniej mówił, że „[b]ędzie tam wielu zawodników, którzy grali w poprzednich meczach”. W porównaniu z weekendowym starciem ligowym ze Śląskiem Wrocław zaszła tylko jedna zmiana – na lewej obronie zamiast Pawła Stolarskiego wystąpił Portugalczyk Luis Rocha. W jedenastce ponownie zabrakło Hiszpana Carlosa Lopeza i te dwie decyzje personalne szkoleniowca wywołały u fanów szerokie spektrum negatywnych emocji, od kompletnej rezygnacji po białą gorączkę.

Okazało się jednak, że stołeczna ekipa – bodaj dopiero drugi raz w tym sezonie – funkcjonowała wcale dobrze, a będący celem licznych ataków, (zbyt) często anonimowy na boisku chorwacki pomocnik Domagoj Antolić rozegrał jeden ze swoich najlepszych meczów w Warszawie. Nie tylko ciężko pracował w obronie, zaliczając wiele odbiorów i pomagając kolegom w skutecznym pressingu, ale oddał też groźny strzał z dystansu (w 17. minucie) i powinien zaliczyć asysty po świetnym dośrodkowaniu (w 17. minucie drugiej połowy) i niegorszym prostopadłym podaniu (dwie minuty przed końcem), które niestety zmarnował Arvydas Novikovas. Być może warto zachować otwartą głowę i dopuścić do siebie myśl, że jedynym celem szkoleniowca nie jest sabotowanie wyników zatrudniającego go klubu, a kibice nie są jedynymi pozostającymi w prawdzie w kwestii decyzji personalnych?

Szukam zaufania i je w tobie znajduję

Trzeba jednak przyznać, że przeciwnicy powyższego poglądu również mają po wczorajszym spotkaniu pewne argumenty. Wspomniany wyżej Litwin i Chorwat Sandro Kulenović to piłkarze, którzy w tym sezonie mogą liczyć na zaufanie trenera Vukovicia, jednak w odróżnieniu od paru kolegów nie potrafią mu się za nie (jeszcze?) zrewanżować dobrą postawą na boisku. Napastnik po dramatycznym meczu wyjazdowym w Kuopio, gdzie zmarnował stuprocentowe sytuacje strzałem (niecelnym), podaniem (za słabym) i stałym fragmentem gry (obronionym przez bramkarza karnym) również w dwóch kolejnych spotkaniach nie zdradza przejawów powrotu do formy. W czwartkowy wieczór zaliczył mnóstwo złych kontaktów z piłką (kibicom z sektora 112 zapadł w pamięć fragment pierwszej połowy po wznowieniu gry z autu, po którym „Kule” trzy razy z rzędu źle opanował futbolówkę, ostatecznie ją tracąc), sporo kiepskich decyzji i kolejną zmarnowaną setkę, kiedy to w 65. minucie po świetnej akcji Luquinhasa za mocno wypuścił sobie piłkę i strzał musiał oddawać pod presją rywali, uderzając ostatecznie obok słupka.

W porównaniu z brazylijskim skrzydłowym Novikovas był znacznie mniej aktywny, choć częściej dochodził do dogodnych sytuacji strzeleckich. Na plus należy policzyć mu groźny strzał z rzutu wolnego w 50. minucie, zdaniem sędziego sparowany na poprzeczkę przez rozgrywającego bardzo dobre zawody Balazsa Megyeriego. Na minus: zmarnowanie doskonałej wrzutki Antolicia z 62. minuty (szanujący się zawodnik ofensywny musi w takiej sytuacji oddać strzał w bramkę, nie w swój bark), słabiutki strzał prosto w bramkarza w minucie 88. (znowu po dobrym podaniu chorwackiego pomocnika) i niecelne uderzenie w ostatniej ofensywnej akcji meczu, kiedy to zdecydował się na nie odgrywać do lepiej ustawionych partnerów. Fakt, że Legia zagrała wczoraj nieźle, nie oznacza bynajmniej, że nie ma miejsca na poprawę.

Tak blisko, niezależnie od odległości

Z podsumowania boiskowych sytuacji wynika, że „wojskowi” stworzyli ich sobie naprawdę sporo. Oficjalne statystyki UEFA wskazują blisko 10-krotną przewagę nad Atromitosem w strzałach (28 do 3) i aż 14-krotną w strzałach celnych (14 do 1), dochodzi do tego poprzeczka po strzale Lopeza z rzutu wolnego w 77. minucie (poprzeczkę Novikovasa europejscy władcy futbolu uznają za strzał celny, ponieważ wcześniej kontakt z piłką miał bramkarz). Po raz kolejny w tym sezonie legioniści byli też dość bezlitośnie wycinani przez rywali (23 faule Greków przy zaledwie siedmiu gospodarzy). W odróżnieniu od starć ligowych sędzia potrafił jednak na to zareagować, upominając przyjezdnych czterema żółtymi kartkami i skutecznie hamując w nich frustracje wywołane przebiegiem spotkania.

Legia zagrała zatem dobre spotkanie i zdominowała dobrze zorganizowanego w defensywie rywala, nie potrafiła jednak postawić „kropki nad i”. Nieźle wyglądała gra bez piłki, bo zawodnicy Atromitosu bodaj tylko dwa razy zagościli w polu karnym legionistów – na samym początku i w końcówce spotkania – a bodaj wszyscy zawodnicy walczyli o odbiory, wzajemnie się asekurowali i inteligentnie ustawiali. A jednak nie wystarczyło to do zwycięstwa, a sprawa awansu do decydującej rundy pozostaje otwarta... Czy uzna się tę szklankę za w połowie pełną czy w połowie pustą, zależy już od indywidualnego podejścia.

Na zawsze ufni w to, kim jesteśmy

Na poparcie obu tych postaw można znaleźć pewne argumenty. Mój wewnętrzny optymista, ostatnio wyjątkowo niedożywiony i cherlawy, cieszy się, że piłkarze w końcu wydawali się realizować to, czego domagał się od nich w licznych publicznych wypowiedziach trener; że zagrali w Europie jak ktoś, kto faktycznie pasuje do rozgrywek międzynarodowych, co w przypadku polskich drużyn w ostatnich trzech sezonach jest wyjątkiem, a nie normą; że potrafili się zmobilizować mimo rażącego braku profesjonalizmu klubu, który jeszcze kilka dni temu zalegał wielu z nich z premiami za sukcesy sprzed dwóch sezonów; że Antolić zagrał w końcu jak były kapitan Dinama Zagrzeb, a nie jak były rezerwowy Ligi Bemowskiej; że efektowny od początku pobytu w Warszawie Luquinhas zaczyna wzbogacać swoją grę o element efektywności; że w notowanej przez Legię serii trzech bezbramkowych remisów widać wyraźny trend rosnący, a każdy z tych meczów był lepszy od poprzedniego.

Niestety, mój wewnętrzny pesymista jest wyraźnie silniejszy. Mimo dobrej gry wygrać się w końcu nie udało i już za tydzień możemy odpaść, a nawet jeśli uda się tego uniknąć, czeka nas jeszcze potem bardzo trudny dwumecz z kolejnym rywalem, którym będzie zapewne wybiegana, silna i niewygodna dla rywali ekipa Glasgow Rangers. Jeśli nie będzie sensacji i Legia do grupy Ligi Europy nie awansuje, obawiam się, że prezes Dariusz Mioduski powtórzy dawne błędy, zwolni trenera i znowu wymaże wszelkie poczynione w ostatnim okresie postępy, przywracając nas do punktu wyjścia i ponownie dodatkowo komplikując sytuację startową kolejnego szkoleniowca. Martwi mnie też, że „wojskowi” już od trzech meczów nie potrafią strzelić gola, co jest serią w mojej pamięci bezprecedensową – jedynym podobnym przypadkiem był przełom sezonów ligowych w 2005 roku, kiedy to drużyna trenera Zielińskiego zremisowała bezbramkowo trzy kolejne starcia (z Wisłą Płock, Arką Gdynia i Górnikiem Łęczna), choć po pierwszym z nich był jeszcze zremisowany 1:1 półfinał Pucharu Polski z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski.

Najbardziej jednak obawiam się, że dobry występ z Grekami był znanym w medycynie przypadkiem, kiedy stan obłożnie chorego doraźnie się poprawia niedługo przed zgonem. Pacjent cierpi na zbyt wiele schorzeń układowych, żeby na podstawie jednego zremisowanego 0:0 budować w sobie nadzieje na szybki powrót do zdrowia. Potrzeba pracy, przekonania, powolnej odbudowy tego, co utraciliśmy, cierpliwości. A doraźnie awansów. Co najmniej przez najbliższy tydzień Nothing Else Matters.

 

___

* Hasło zostało spopularyzowane dzięki jednej z piosenek amerykańskiego zespołu Metallica. Jako wieloletni fan tej kapeli nie byłbym sobą, gdybym nie wykorzystał cytatów z tekstu tego utworu w charakterze śródtytułów niniejszego raportu meczowego. Fanów innych gatunków muzycznych z góry (z dołu?) przepraszam i liczę, że nie odstręczy ich to od lektury.

Dyskusja (19)
1piątek, 09, sierpnia 2019 11:52
Bolek
Zgadzam się z Garmem. Troszeczkę powiało optymizmem. Owszem rywal nie wydaje się być wielką drużyną, ale Gibraltar i Finowie też do gigantów nie należeli, a wyglądało to dużo gorzej. A poza tym nie jestem do końca przekonany, że Grecy są tacy słabi, ale zobaczymy w rewanżu.

Nieźle zaczyna wyglądać gra w obronie - w trzecim kolejnym meczu nie tracimy bramki i tak naprawdę w trzecim kolejnym meczu trudno znaleźć sytuacje, w których mieliśmy szczęście, że przeciwnikowi nie wpadło. Raczej nie dopuszczamy drugiej strony do bardzo dobrych sytuacji strzeleckich. To cieszy.

Znacznie gorzej niestety wygląda ofensywa. Rozgrywanie piłki zazwyczaj jest zbyt powolne i przewidywalne dla przeciwnika, żeby z tego coś wynikło. Wczoraj był taki moment na początku II połowy, że zaczęliśmy grać szybciej i zaczęło się pod bramką rywala kotłować. Ale trwało to zbyt krótko, a poza tym nie zakończyło się klarownymi sytuacjami. Choć oczywiście cieszy, że stworzyliśmy sporo sytuacji (jak na nasze ostatnie popisy) - Novikovas powinien strzelić 3 bramki z gry (wszystkie sytuacje opisane przez Garma), po jednej powinni dołożyć Luguinhas oraz Kulenovic. To były czyste, 100% lub w najgorszym razie 99% sytuacje. Dorzucając do tego dwie poprzeczki można powiedzieć, że zagrożenia stworzyliśmy całkiem sporo. Zabrakło skuteczności.

Osobnym problemem dla ofensywy jest to, że gramy bez napastnika. Kulenovic nie daje obecnie nic i to szkodzi całej grze ofensywnej. Najbardziej widocznymi przykładami jest zmarnowane podanie Luquinhasa (fatalne przyjęcie Kule) oraz nie wystartowanie we właściwym czasie do piłki od Antolica (ten co prawda markował, że będzie strzelał). Ta druga sytuacja pokazuje, że Kule brakuje takich typowych dla napastnika odruchów - jak widzisz wolne pole, to spróbuj na nie wyjść nawet jak kolega zbiera się do strzału. Bo może się okazać, że kolega chce Ci jednak dograć. Inne sytuacje są może mnie spektakularne, ale odpowiednio poruszający się napastnik, nawet jak nie zawsze dostanie piłkę, odciąga obrońców i tym samym tworzy więcej miejsca dla innych. U Kule tego nie widać zupełnie.

Nie wiem o co chodzi Vukovicowi z Carlitosem, ale dla dobra Legii dobrze byłoby, żeby ta sytuacja się zmieniła. I żeby jednak Carlitos był napastnikiem a nie 10tką.

Kamyczkiem do ogródka Vukovica jest brak zmian. Chodzi mi konkretnie o środek pola - Gvilia z ostatnich 15 minut to cień zawodnika z wcześniejszej fazy meczu. Praktycznie wszystkie pojedynki przegrane, podania niecelne itp. Nie wiem czy nie starczyło pary, ale aż się prosiło o wprowadzenie Cafu. Tym bardziej, że środek pola w końcówce się nieco rozluźnił i zawodnik ze świeżymi siłami mógł coś zwojować.

Ale ogólnie (żeby mnie Senator nie ochrzanił) jestem po tym meczu nieco bardziej spokojny. Z naciskiem na "nieco" Wink
2piątek, 09, sierpnia 2019 13:54
Senator
@Bolek
To nie do końca tak.
Wracam wczoraj z meczu, otwieram tt a tam jedna wielka jazda po Vuko, po Legii a wśród tych tweetów Bolek. Ręce opadają. Nie oczekuję że takie weszło napisze coś miłego do czasu kiedy właścicielem będzie DM ale oba wczorajsze teksty to jednak tylko zwykły kutas mógł napisać.
Mówisz dlaczego nie wszedł Cafu?
Nie wiem ale pewnie dlatego że po kontuzji nie wrócił do optymalnej dyspozycji. Może dlatego, że jednak Gvilia nie wyglądał tak słabo jak sugerujesz. Moim zdaniem nie zmiana miała decydujący wpływ na wynik a skuteczność i jednak zwykły brak szczęścia tak potrzeby każdemu .
Mam też pytanie skąd pewność, że z Carlitosem wygrali byśmy 6:0 ?
Jasne Kulenovic zawiódł ale ja akurat się Vuko nie dziwię inną sprawą jest czy nie musi stawiać na tego zawodnika?
Wszyscy piszą jacy Ci Grecy byli słabi. Byli szczególnie na tle Legii ale ci sami Grecy wyeliminowali drużynę która opędziła geniusza strategii polskiej ligii.
Może więc byli słabi dlatego że zanim pomyśleli nasi piłkarze już zdążyli zabrać im piłkę.
Żeby nie było, z taką koncentracją pod bramką rywali awansować z Glasgow będzie piekielnie trudno. Nie zmienia to faktu że tak walczącą i dominującą Legię chciałbym widzieć dłużej. Tu też zdaje sobie sprawę, że w lidze ciągle tak grać nie będą.
3piątek, 09, sierpnia 2019 14:28
Moros
Jeszcze tydzień temu byłem pewny, że przegramy. Wczoraj w takcie meczu okazało się, że rywal jest jak najbardziej do ogrania. Jednak ze głębszymi opiniami o Grekach poczekam do rewanżu. Gdzieś czytałem, ze wczoraj wystawili 8 zawodników o charakterze defensywnym, więc ich nieporadność w przodzie, mogła być efektem tego, że nie miał kto grać. Za tydzień, o ile nie liczą na rzuty karne, powinni się trochę bardziej odkryć. Zobaczymy jak będa wyglądali wtedy. Jestem umiarkowanym optymistą.
4piątek, 09, sierpnia 2019 15:07
Bolek
Senatorze, czyli dostałem po tyłku za grzechy innych? Bo mój jedyny krytyczny tweet o meczu to zarzucenie braku zmiany, którą nadal uważam za potrzebną. Tekstów na weszło nie pisuję, więc wolałbym nie być utożsamiany z tym medium.

Co do Cafu - nie wiem, czy doszedł do optymalnej ale na pewno do takiej, że sztab nie bał się go szykować do zmiany za kontuzjowanego Martinsa. Czyli grać może.
Czy Gvilia prezentował się tak słabo jak piszę? To jest oczywiście kwestia ocenna, ale ja pozostanę przy swoim zdaniu.
Nie wiem czy wprowadzenie Cafu dałoby efekt w postaci bramki (no bo niby skąd miałbym wiedzieć), ale uważam, że generalnie po to są zmiany, żeby je przeprowadzać, szczególnie jeśli gra zespołu nie jest perfekcyjna. A nie była - była dużo lepsza niż ostatnio i prawdę mówiąc niż się spodziewałem, ale nie była perfekcyjna. Więc mogła się zmienić na lepsze.

Zgadzam się z Tobą, że nie brak Cafu tylko skuteczności (i faktycznie trochę szczęścia) jest powodem, dla którego nie wygraliśmy meczu. Ale kto wie, może z Cafu udałoby się przeprowadzić akcję na wagę gola. Przyjmuję również do wiadomości, że mogłoby się tak nie zdarzyć, a nawet że Cafu straciłby piłkę, po której poszłaby kontra skutkująca utratą bramki przez Legię. Takie ryzyko jest zawsze.
Po "zważeniu" argumentów za i przeciw nadal uważam, że zmiana powinna nastąpić.

Na marginesie chciałbym zauważyć, że to jest optymistyczne, że spieramy się o pojedynczą decyzję Vuko, a nie musimy pisać, jak ostatnio co mecz, że w sumie taka kaszana, że nie bardzo jest co gadać o szczegółach.

Gdzie napisałem, że z Carlitosem wygralibyśmy 6-0? Nie wiem co by było gdyby grał od początku. Uważam go jednak za lepszego piłkarza niż Kulenovic i chciałbym, żeby w pierwszym składzie grali najlepsi piłkarze Legii. Jak Kulenovic okaże się lepszy od Carlitosa, to bardzo chętnie będę oglądał mecze z jego udziałem. Niestety, obecnie męczy on nas i siebie będąc na boisku.

Siły Greków nigdy nie kwestionowałem, wcale nie uważam, że są tak słabi jak można poczytać w necie. Mieli określoną taktykę, a poza tym legijna gra defensywna skutecznie wybiła im z głowy kontrataki. I to jest zasługą Legii i Vukovica.

Glasgow będziemy się ewentualnie martwić od środy wieczora.

Pozdrawiam serdecznie.
Bolek
5piątek, 09, sierpnia 2019 15:25
sektor212
Garm przede wszystkim cieszę się z twojego powrotu na czarną – elkę. Od dłuższego czasu, w ogóle się nie udzielałeś. Również ciekawy opis meczu z kilkoma własnymi opiniami. Super!!! Gawin ostatnio poczynania Legii recenzuje w telegraficznym skrócie bez wyrażania własnej głębszej opinii.

Co do Legii to z Grekami zagrała więcej niż przyzwoicie. Wystarczyło dwie formacje przesunąć wyżej i bliżej siebie. Był szybszy doskok do przeciwnika i częstszy odbiór piłki. Było do kogo klepać i od razu zawodnicy mieli do dyspozycji więcej wariantów gry. Akcje ofensywne, mimo że w jednym tempie (za wolno) jednak zaczęły się zazębiać. Ranga/strach przed rywalem wyzwoliła u Legionistów więcej pomysłowości i ruchliwości. Ja najbardziej jestem zadowolony z faktu zagrania kilku prostopadłych przyspieszających piłek w strefie środkowej i wysokiej. Oby postawa Wojskowych z wczorajszego meczu była falą wznoszącą.

Kulenović – brak mi słów. Ok. młody jeszcze będzie popełniał błędy techniczne, lecz jego statecznej gry nie potrafię mu wybaczyć. Ma olbrzymi problem urwać się obrońcą wolną strefę. Mało zwrotny, truchtający, niezdecydowany to i piłka go nie szuka. Jeżeli Sandro lepiej prezentował się na treningach od Carlitosa to boisko tego faktu nie potwierdziło. Hiszpan zdecydowanie pozytywniej wypadł na tle ekipy z Grecji.
Zmiany w końcówce, a właściwie ich brak trochę dziwią. Vuko na pomeczowej konferencji wyjaśnił sporną kwestię i w pewnym sensie go rozumie.

Co do rewanżu to jedno jest pewne. Drużyna z Aten zagra zupełnie inaczej. Będą dążyli do strzelenia choćby jednej bramki. Pytanie zasadnicze, co zrobi nasz sztab trenerski. Czy zachowamy taktykę z wczorajszego meczu, która nie pozwoliła rozwinąć skrzydeł Grekom? Czy powrócimy do niskiego ustawienia z opcją wyczekiwania na kontratak. Ja bym nic nie zmieniał. Obrona Częstochowy to nie jest klucz do awansu do kolejnej rundo. Do tej pory jeden mecz remisowaliśmy 0:0, a drugi był wygrany. Niech sytuacja się powtórzy, a będziemy świadkami ciekawej rywalizacji ze Szkotami.
6piątek, 09, sierpnia 2019 16:40
anonimowy_legionista
Obyśmy w Atenach nie przegrali z temperaturą. W dzień ma być ~34*C. Odcięcie prądu murowane.
7piątek, 09, sierpnia 2019 19:51
kibic60
Czas na mnie Wink

Najlepszym komentarzem do dobrej gry Legii w meczu z Atromitosem jest:

"to było przyzwoite z momentami dobrymi"

Napisał to facet, który na Legię rzyga od (miesięcy, lat)*, * niepotrzebne skreślić, któremu wczoraj japę wykręciło o 140 stopni. (na 180 musimy jeszcze poczekać)
Wyobrażacie sobie, ile to go musiało kosztować Very Happy

W przeciwieństwie do wielu komentatorów c-Lki byłem wczoraj na Ł3 i powiem szczerze, że już dawno tak dobrze nie odbierałem gry naszej drużyny i wisi mi, czy była to zasługa bardzo dobrze grającej Legii, czy słabo grającego rywala (gra się tak, jak przeciwnik pozwala) Przez 94 min oglądałem dobrze funkcjonujący organizm, któremu w decydujących momentach zabrakło trochę (szczęścia, doświadczenia, umiejętności) *

* niepotrzebne skreślić

Miałem też wewnętrzną satysfakcję, bo w przeciwieństwie do wielu komentatorów c-Lki nie wierzę w spiskowe teorie, jakoby "piłkarze grali na zwolnienie trenera" itd, itp

Wczoraj widziałem zespół, który chciałbym oglądać do końca sezonu i jestem niemal pewny, że przy takiej grze zakończymy go sukcesem.

sektor212 (nie mylić z 112) napisał:
"Wystarczyło dwie formacje przesunąć wyżej i bliżej siebie. Był szybszy doskok do przeciwnika i częstszy odbiór piłki. Było do kogo klepać i od razu zawodnicy mieli do dyspozycji więcej wariantów gry"
Mniej zorientowani mogliby odnieść wrażenie, że trener Vuković to (idiota, amator)*
*niepotrzebne skreślić
i dopiero teraz doszedł do tego, co wielu z nas pisze od dawna, nie biorąc pod uwagę, że być może piłkarze dopiero teraz realizują nakładane przez trenera zadania.
Nawiasem mówiąc, nie wydaje mi się, aby trener Vuković kazał spartolić (dwie, trzy, cztery)*, * niepotrzebne skreślić doskonałe sytuacje Kulenovicovi, czy strzelać piłkarzom w poprzeczki.
Podsumowując mam podobne spostrzeżenia do senatora.
Cały (niemal) stadion podsumował grę Legii rzęsistymi brawami, w przeciwieństwie do netu, który na grze Legii nie zostawił suchej nitki.
Nie wiem gdzie leży problem, ale coraz częściej dochodzę do wniosku, że przyczyną tej krytyki są za ciasne kapcie i niewygodna kanapa.

Ps
Możecie się ze mną nie zgadzać, ale z upiorem maniaka będę pisał o dużym potencjale Rochy i ogromnym Luquinhasa

Do zobaczenia na meczu z Glasgow Very Happy

EDIT

Żeby nie było zbyt optymistycznie jest też łyżka dziegciu.
Śpiewanie hymnu (cztery zwrotki) w końcówce emocjonującego spotkania, kiedy piłkarzom akuray najbardziej potrzebny był głośny doping uważam za sabotaż, podobny do przedmeczowej pirotechniki. Kwota kary wkrótce Sad
8sobota, 10, sierpnia 2019 00:16
Krzysztof Jastrzębski
@kibic60 piszesz jak jakiś Kargul albo inny Pawlak. Legia zaczyna grać, jest dobrze
9sobota, 10, sierpnia 2019 08:00
iocosus
Tu mieszkamy jakby sowy;
Lecz co gorsza, że połowy
Drugiej forum – czart dziedzicem.
Czy inaczej: Dalkub "kibic"
Od powietrza, ognia, wojny,
I do tego od człowieka,
"któremu wczoraj japę wykręciło o 140 stopni"
Niech nas zawsze Bóg obrania.
Niech Dalkuba czarci chwycą
Z taką pustą mózgownicą!
Ja – z nim w zgodzie? – Mocium Panie,
Wprzódy słońce w miejscu stanie!
Prędzej w morzu wyschnie woda,
Nim tu u nas będzie zgoda.

Jest w końcu niezły mecz, jest światełko nadziei że z mąki Vukovica może będzie chleb, jest dobry artykuł Garma pod którym można o Legii fajnie podyskutować przed rewanżem, to nie! Trzeba zrobić rozpierduchę, trzeba innych porozstawiać po kątach.

Kibic sześciolatku! Sił na Ciebie nie ma! Senatorze proszę, błagam przemów mu "face to face" do rozumu!

Przepraszam hrabiego Fredrę.
p.s.
Wpierw niecierpliwi już na Legii Vuko położyli krzyżyk, teraz drudzy w gorącej wodzie kąpani po jednym małym kroku w dobrą stronę już triumfują i wznoszą wiwaty! Gdzie tu sens?
10sobota, 10, sierpnia 2019 08:59
sektor212
Kibic60

Niczym wytrawny polityk widzisz tylko jedną stronę medalu. Jeżeli ktoś z komentujących ma inne spojrzenie na Legię to od razu jest to dla ciebie sygnał do wymiany ciosów. Zapewne w codziennym życiu jesteś pogodną miła osobą (tak cię postrzegam, kiedy widujemy się na stadionie) i zupełnie nie rozumie twojej przemiany w agresywnego komentatora do innych osób czy kolegów.
Co do mojego wpisu "Wystarczyło dwie formacje przesunąć wyżej i bliżej siebie. Był szybszy doskok do przeciwnika i częstszy odbiór piłki. Było do kogo klepać i od razu zawodnicy mieli do dyspozycji więcej wariantów gry" to napisałem niedorzeczne własne wariactwa? Sam Vuković na pomeczowej konferencji wypowiedział takie magiczne zdanie „Zagraliśmy jednak nieco wyżej, weszliśmy na kolejny poziom”. Tak więc nie rozumie użytych przez ciebie porównań (idiota, amator). Czy nie prościej napisać, że Vuko doszedł do słusznego wniosku i zmienił wcześniejsze wytyczone linie poziome przypisane poszczególnym formacją. Kiedy zespół gra wyżej to przeważnie łatwiej jest konstruować akcje ofensywne. Przechwyt następuje w strefie środkowej a czasami w wysokiej i dużo prościej, szybciej jest zaatakować przeciwnika w momencie, kiedy nie jest zorganizowany w obronie tak dobrze jak w sytuacji, kiedy budujemy grę od strefy niskiej. Dlaczego Vuko nie gra tak od początku sezonu?
Z drugiej strony, dlaczego komentując wcześniejszą grę Legii, miałem się zachwycać czy chwalić taktyczne rozwiązania, które mi się nie podobały.

Ps
Nie warto się nakręcać tym co wypisywane jest w internecie. Zalecam ograniczyć czytanie tt czy innych społecznościowych witryn a samopoczucie będziesz miał dużoooooo lepsze Smile
11sobota, 10, sierpnia 2019 09:56
kibic60
"drudzy w gorącej wodzie kąpani po jednym małym kroku w dobrą stronę już triumfują i wznoszą wiwaty!"

Nikt normalny nie "triumfuje i wiwatów nie wznosi", tym bardziej, ze do awansu jeszcze daleka droga.
Za to można się cieszyć, bo od patrzenia na grę Legii w tym konkretnym meczu oczy nie krwawiły.
Pokazało się światełko i zadało kłam, jakoby Legia pod Vuko niczego dobrego nie zagra.
W moich oczach zagrała i zwalniany przez wielu trener "bez sukcesów i doświadczenia" może budować dalej.

Jakże inaczej wyglądają słowa Vukovića po wczorajszym meczu Lecha ze Śląskiem. Pisze o tym Senator w typerze Wink

@ iocosus
Zgody nie będzie, bo z dalkuba żaden kibic Legii.
Jak zacznie mecze oglądać, o chodzeniu na stadion nie wspomnę, to mooooże kiedyś, z akcentem na może.
Szkoda, że swoje frustracje związane z nieudaną piłkarską "karierą" musi wylewać na tym forum.
Pozdrawiam

@ sektor212

Dlaczego Twój wpis "wystarczyło dwie formacje...." tak mnie zirytował ?
Bo to nie jest gra w szachy i nie wystarczy przesunąć figury, aby lepszy wynik osiągnąć..
Do takich zachowań dochodzi się codziennym treningiem i zgraniem poszczególnych formacji. Przynajmniej tak sądzę.
Jeśli byłoby to takie proste jak wynika z Twojego wpisu, to koniecznie trzeba trenerowi Vukovicovi podpowiedzieć, aby "kazał piłkarzom strzelać więcej bramek". Przynajmniej po 5 w każdym meczu, a jego posada już nie będzie zagrożona.
Skoro wystarczyło przesunąć formacje, to wystarczy zacząć strzelać. Nieprawdaż ?
12sobota, 10, sierpnia 2019 11:11
sektor212
Kibic60

"Do takich zachowań dochodzi się codziennym treningiem i zgraniem poszczególnych formacji"
Zgadzam się z tym, co napisałeś. Tylko chodzi mi o nakreślenie linii poziomej dla poszczególnych formacji. Taktyczne zadanie (przesuwanie w daną strefę, asekuracja, wymienność pozycji itd.) nie zmieniają się danym zawodnikom. Zmienia się wyłącznie poziomy zakres działań na boisku tzw skrócenie pola gry.
Doskonałym przykładem jest mecz Lech - Śląsk. Porównaj sobie, jak ekipa z Wrocławia ustawiała się na Łazienkowskiej, a jak w Poznaniu. Nagle okazało się, że Lech ma olbrzymie problemy, kiedy jest atakowany na 16 metrze. Powtarzam, przesunięcie linii nie zmienia, aż tak istotnie schematów i zachowań ćwiczonych na treningach. Pozostałe korzyści wynikające z wyżej ustawionej drużyny napisałem ci wcześniej.

Zresztą te same błędy zawodnicy powielali, grając w każdym meczu (nawet z Grekami, kiedy graliśmy wyżej). Pierwszy przykład, jaki pamiętam to boczne sektory boiska i gubienie pozycji przez skrzydłowego, ofensywnego pomocnika i bocznego obrońcę. Chodzi mi, że skrzydłowy musi robić miejsce dla wchodzącego obrońcy. Może zbiec do samej linii lub zejść do środka. To samo tyczy się ofensywnego pomocnika, kiedy zmieni się pozycjami ze skrzydłowym. Kielcach można było zobaczyć jak Stolarski wpada na Antolića tak w czwartek z Atromitosem taką samą sytuację zaobserwowałem na prawej stronie (Novikovas, Gwilia i Vesović), kiedy jeden był przy piłce, drugi stał dosłownie metr obok wyłączony z dalszych ofensywnych poczynań. Taka sytuacja wymuszała zazwyczaj wycofanie gry do środka boiska. Boczny sektor był unieruchomiony, co ułatwiało rywalowi lepszą czytankę gry. Są to niuanse hamujące tempo danej akcji.

"jak wynika z Twojego wpisu, to koniecznie trzeba trenerowi Vukovicovi podpowiedzieć, aby "kazał piłkarzom strzelać więcej bramek".
Nie jestem wszech wiedzących, więc ja trenerowi nic nie podpowiadam. Wyłącznie dziele się własnymi spostrzeżeniami. Tak jak napisałem w komentarzu po meczowym, że nie mam, tak dużych pretensji do Sandro za brak strzelonej bramki, co do jego słabej ruchliwość pod bramką rywala. W czwartek były bardzo dobre zagrania z bocznych sektorów boiska wzdłuż linii bramkowej, od których Kulenović był odcięty lub schowany za przeciwnikiem (spóźniony). Jedni mówią, że piłka go nie szukała w polu karnym, ja natomiast uważam, że nie potrafi urwać się obrońcą i wypracować sobie pozycji strzeleckiej.
13sobota, 10, sierpnia 2019 11:39
kibic60
@ sektor212

"Wyłącznie dziele się własnymi spostrzeżeniami"
Jak każdy z nas, tyle tylko, że niektórzy uważają je za "prawdy objawione" znane tylko im i nie mam na myśli Ciebie.

"w czwartek z Atromitosem taką samą sytuację zaobserwowałem na prawej stronie (Novikovas, Gwilia i Vesović), kiedy jeden był przy piłce, drugi stał dosłownie metr obok wyłączony z dalszych ofensywnych poczynań"

Czy uważasz, że tak im kazał sie ustawić trener ? Że takie były "założenia taktyczne" ?
Policzyłeś może ile meczów zagrali ze sobą trzej wymienieni piłkarze ?
Ile dni, miesięcy lat * spędzili ze sobą na treningach ? (*niepotrzebne skreślić)

Wszystko o czym piszesz jest oczywiste nawet dla takiego laika jak ja, który nie grał (profesjonalnie) w piłkę nożną nawet sekundy, tyle tylko, że ne jest to takie proste do wykonania przez większość drużyn grających nawet zawodowy futbol, o amatorach nie wspomnę.
Nie jest przypadkiem, że jedni piłkarze są wyceniani na setki milionów a inni na setki tysięcy euro.
14sobota, 10, sierpnia 2019 12:48
CTP
@kibic60
"Policzyłeś może ile meczów zagrali ze sobą trzej wymienieni piłkarze"
Akurat takie błędy w ustawieniu nie wynikają z tego, że ta trójka gra ze sobą dopiero kilka tygodni, tylko z tego, że Novikovas zazwyczaj gra jakieś swoje własne mecze. Ja naprawdę nie rozumiem, z jakiej racji ten piłkarz ma w każdym meczu pewny plac. Zwłaszcza, że jego konkurenci, czyli Nagy i Agra pokazali w okresie przygotowawczym, że wcale nie są gorsi.
Podobna sytuacja dotyczy napastników. Mamy ich trzech: Carlitos, Kulenovic i Niezgoda. W mojej ocenie największy potencjał (nie aktualną formę, tylko potencjał) z tej trójki posiada Niezgoda i kompletnie nie rozumiem, dlaczego został kompletnie odstawiony. Uważam, że jeśli Vukovic kiedyś zostanie z Ł3 pogoniony, to głównie za swoją politykę personalną.

A co do samego meczu: było większe zaangażowanie zespołu i zdecydowanie wyższa jakość gry w porównaniu do poprzednich pojedynków, stąd lepiej się to oglądało. Natomiast, ja w dalszym ciągu nie widziałem pomysłu, jak tych Greków pokonać. W takiej siatkówce, np. trener często nakazuje zagrywać w konkretnego przyjmującego, żeby go szybciej zmęczyć i wyłączyć z ataku. Czegoś takiego, czyli np. konstruowanie ataków konkretną stroną, czy w konkretny sposób ja w meczach Legii w dalszym ciągu nie widzę. Wychodzimy na boisko na zasadzie "macie piłkę i grajcie" a reszta dzieje się spontanicznie.
15sobota, 10, sierpnia 2019 13:24
Senator
@Iocosus
Wierz mi, próbowałem, prosiłem. Niestety nie trafia.
16poniedziałek, 12, sierpnia 2019 12:06
dalkub
po bardzo miłym końcu poprzedniego tygodnia, skorzystaniu ze słonecznej pogody, przeplatanymi obserwowaniem piłki nożnej na poziomie vide Liverpool czy ManCity z ogromną ciekawością zajrzałem na forum CL. Widzę że i tu moja skromna osoba stała się w jakimś sensie wątkiem w dyspucie - całe szczęście że pobocznym.
Odniosę się do kilku tematów:

1. Iocosus - szanowny Aleksander hrabia Fredro byłby dumny
2. Panowie - pozwólcie koledze kibicowi sie uzewnętrzniać - niech ma swojego "wroga" on go bardzo potrzebuje, nie temperujcie, będzie zdrowszy żółć wyleje. Ponieważ jest tylko takim zwykłym "internetowym napinaczem", nie należy zwracać uwagi
3. Sektor - kolega kibic ma mniej więcej takie pojęcie o taktyce jak ja o balecie, więc tłumaczenie mu ustawienia linii i bliskości jest jak to mawiał klasyk "jak krew w piach". Facet obejrzał jeden w miarę przyzwoity mecz, w którego Legia nie wygrała a jest tak podniecony jak gimnazjalista na widok gołej kobiety
4. Japa mi się przekręci wtedy jak Legia awansuje do grupy, wtedy o 180 stopni. Nadal uważam że mam 80% szans że japa będzie w tym miejscu którym jest.
5. Co do rzygania na Legię - cóż ludzie inteligentni potrafią oddzielić krytykę poszczególnych osób czy ich działań od lżenia czy "rzygania" na klub. Ci, którym tej cechy czytaj inteligencji brakuje wrzucają wszystko do jednego worka. No cóż nie każdemu było dane.
6. Co do mojej "frustracji" i "niespełnionej kariery" - hmmm no jakby to ująć - nigdy jej nie chciałem robić, a to dlatego, że co innego w życiu mnie ciekawiło, więc trudno o frustrację.
7. Nadal będę z pełnym przekonaniem krytykował działania ludzi którzy są teraz w Legii o ile na to zasłużą. Jak zasłużą na pochwały to pochwalę, wolałbym częściej, ale cóż to już nie moja wina. Moje wpisy będą oczywiście drażnić niejakiego kibica, co będzie powodowało u mnie ogromną radość, bo nic mnie tak nie cieszy jak upuszczenie kibickowi trochę żółci.
17poniedziałek, 12, sierpnia 2019 12:30
czarnuch
Najważniejsze,że bez straty bramki. Resztę wniosków można podzielić na dwie strony medalu.
Pierwsza - wreszcie dostrzegamy jak Vuko buduje drużynę. Od tyłu. Fundamentem dla niego jest solidna gra w defensywie całego zespołu. Wynik jak i zawody jakie rozegrała Legia to dobry prognostyk ale i dowód na to jak wiele tej drużynie brakuje.
Druga strona - Trener Vuko nie ustrzega się przed błędami i to było niemalże pewne w jego przypadku,biorąc pod uwagę np doświadczenie. Prezes albo obdarzy go zaufaniem na co najmniej pełen sezon i mu pomoże w realizacji celów albo najpóźniej zimą nastąpi kolejna zmiana na stanowisku trenera.

Faktem jest też,że rywal nie jest z kategorii tych,z którymi bezbramkowy remis na własnym stadionie jest jakimś wyczynem. Nie do końca mnie to napawa optymizmem przed rewanżem a tym bardziej przed ewentualną kolejną rundą eliminacji. Tym bardziej,gdy trener wciąż się uczy np umiejętnego wykorzystania potencjału zawodnika (w przypadku choćby Carlitosa) czy też stosowania zmian w meczu znając potencjał swojej ławki i stan faktyczny zawodników na boisku.

Mimo wszystko plan na Legie Vukovicia powoli się krystalizuje.. Podkreślam - powoli. Zaczynamy od solidnej defensywy,aby w kolejnej fazie pomyśleć o poprawie gry w ofensywie. Tutaj nadzieję rodzi poprawa skuteczności a mniej decyzje trenera np w kontekście ustalenia hierarchii wśród napastników,której liderem jest aktualnie Kulenović. Nie ze względu na doświadczenie, wyniki, formę (!!!) a.. potencjał. Liczę,że prędzej niż później trener wyciągnie wnioski.

#Carlitos
Ja inaczej jak wypychanie Hiszpana tego nie widzę. Trener w wywiadzie podkreśla,że m.in to on stoi za brakiem MP w zeszłym sezonie a poza tym grał, nie pokazał się to usiadł - tylko gdzie podobne ocenianie przydatności zawodnika w stosunku do reszty kadry..? Gdzie samokrytyka..? Gdzie sensowne wnioski..? Gdzie logika..? Ewidentnie na innych zasadach jest w Legii Carlitos niż np Novikovas czy Kulenović i to mi się stanowczo nie podoba i nie rodzi zbyt dobrych nadziei na przyszłość.
18poniedziałek, 12, sierpnia 2019 20:51
sektor212
Dalkub

Miło, że wypocząłeś i pogoda ci dopisała. Liczę na dalszą dyskusje, nawet jeżeli będziemy mieli sprzeczne poglądy na spawy klubowe.
Może na aucie wyrazisz swoją opinię co do gry i awansu siatkarzy do Tokio.


Czarnuch

Obie strony medalu widzę podobnie. Co do solidnego fundamentu w formacji obronnej to mam pewne, ale. Jak długo utrzyma dobrą formę (bez kontuzji) starzejący się duet Jędrzejczyk (31 l.) & Lewczuk (34 l.) ? Ja bym nazwał ich porządnym szalunkiem po dobry fundament Witeska & Remy. Tylko do takiego rozwiązania dziś jest dość daleko. Jeden po urazie będzie miał problem się przebić, drugi od przyjścia do Legii ma 4 trenera i jest coraz bardziej rozregulowany w porównaniu do tego, co prezentował na początku. W odwodzie pozostaje jeszcze starszy Astiz (36 l.) Młodego stopera przymierzanego do pierwszej drużyny nie widać. Nie wygląda to optymistycznie patrząc w przyszłość pod kątem stabilnego bloku środkowych obrońców, na których Vuko będzie mógł oprzeć swoją wizję Legii. Oczywiście latem 2020 roku będzie możliwość kupna nowego środkowego obrońcę i fundamenty będzie trzeba lać od nowa. Tu kłania się temat (pisał o tym Dalkub) braku długofalowej wizji przygotowanej przez zarządzających klubem.
Vuko musi dostać minimum dwuletni okres zaufania od Miodka, to może mimo popełnianych błędów będzie w stanie coś sensownego wykreować w naszej organizacji gry. Choć w ten scenariusz naprawdę nie wierzę. Pierwszy poważny kryzys, jaki złapie Legia i Serba będziemy żegnać.

Co do Carlitosa to nie mam jasno określonych jego najlepszych walorów. Nie jest typowym królem pola karnego, jak i nie jest kreatywną 10. Mimo jego zalet i wad to wolę Carlitosa oglądać na 9, lecz nie wycofującego się do strefy środkowej, tylko biegającego wszerz boiska szukającego sobie dogodnej pozycji do zdobycia bramki.
19wtorek, 13, sierpnia 2019 19:58
czarnuch
@sektor212 Ja poniekąd rozumiem oczekiwania względem rzeczywistości ale podnosząc temat defensywy jako fundamentów Vuko miałem na myśli sam pomysł i jego realny wkład w grę Legii a nie całokształt ociekający detalami Wink W dodatku to także odniesienie do wywiadu z trenerem w PS. To raz.
Dwa - długofalowa wizja powinna dotyczyć przede wszystkim gabinetu prezesa a trener jest jednym z wielu jej podpunktów. A z kolei otrzymany przez trenera kredyt zaufania powinien być jakoś spłacany. Z góry zakładanie np 2 lat na efekty ma sens jeśli faktycznie budujemy. Prezes inwestuje w "narzędzia" mające pomóc trenerowi a trener buduje drużynę. Na razie wychodzi to mozolnie ale JAKOŚ do przodu. Nie ma żadnej rewelacji, rewolucji ani spektakularnego sukcesu a jest wielkie oczekiwanie na nadejście formy. Prezes z trenerem liczą na przełamanie i efekt motyla a piłkarze z meczu na mecz starają się coraz efektywniej wypełniać założenia Vuko.
Mimo wszystko gramy dalej! W oczekiwaniu na rewanż trzymajmy się nadziei,że na przekór wszystkim Kulenović się odblokuje, nasze skrzydła odpalą na miarę swoich umiejętności a gra w defensywie zostanie na solidnym poziomie.

Ad vocem Carlitosa - wg mnie za jego osobą przemawia zarówno doświadczenie jak i brak formy konkurenta. Oczywiście nie mam wglądu w założenia jakie otrzymuje od trenera ale z góry zakładam,że teraz wszyscy mają konkretne w defensywie przede wszystkim i tam też tracą swoje walory, zalety, komfort etc itp itd. Natomiast szukanie miejsca dla Carlitosa odbieram tylko i wyłącznie jako próbę załatania dziury po faktycznym ofensywnie usposobionym rozgrywającym (vide Rado, Vadis a nawet Duda - oczywiście nie stawiam obecnie takich wymagań ale z Hamalainenem gorzej by to nie wyglądało a miała być przecież rewolucja). Wychodzi to słabo, efekty nie zadowalają trenera ale ten sam argument nie przeszkadza w wystawianiu młodego Chorwata. Doświadczenie vs potencjał. Oby z korzyścią dla Legii.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1