A+ A A-

Euro 2021: Włoska dominacja

Mistrzostwa Europy w piłce nożnej otworzył mecz Włochy – Turcja. Faworyzowani Włosi nie dali żadnych szans Turkom, dominując przez cały mecz i zasłużenie wygrywając 3:0. Pierwsza bramka była skutkiem samobójczym trafieniem Demirala, dwie kolejne dorzucili Immobile i Insigne.

 

Śledząc swój stosunek do zmagań reprezentacji narodowych, dostrzegam że zapał i ekscytacja, które towarzyszyły kiedyś rozpoczęciu kolejnych wielkich imprez, bez wątpienia zdecydowanie zmalały. Nie mam jednak pełnego przekonania czy przygasanie płomienia to reakcja na przesyt futbolem i majstrowanie przy formacie wielkich turniejów. Jest równie prawdopodobne, że dotyka mnie zindywidualizowany proces związany z nieubłaganym upływem lat i narastającą trudnością z ekscytowaniem się w ogóle czymkolwiek. To po pierwsze, a po drugie – płomień jednak wciąż się tli. W piątkowy wieczór zasiadłem zatem do telewizora z dużą ochotą, ba, nawet w towarzystwie syna oraz skutecznie zindoktrynowanej żony.

Obu zespołów byłem ciekaw. O Włochach od jakiegoś czasu coraz głośniej mówiło się jako o reprezentacji mocnej i rozwijającej się, Turcy z kolei tanio skóry sprzedawać przecież raczej nie zwykli. W meczu otwarcia Włosi z pewnością nie zawiedli. Ich rywale - chyba jednak tak. Cztery lata temu (wróć, pięć lat!) na otwarcie francuskiego Euro Francja zmierzyła się z Rumunią, tam podział ról był podobny, mecz był jednak zacięty, a zwycięstwo faworyta nieco szczęśliwe. Włosi z Turcją rozprawili się bezceremonialnie, grając odważnie, wysoko i z arogancką wręcz pewnością siebie. Popełniali przy tym mnóstwo błędów, podejmowali szereg błędnych i irytujących decyzji, co jednak w żaden sposób nie mogło przeszkodzić im w pewnej wygranej. Różnica klas była kolosalna, a całkowita bezradność tureckiego zespołu z pewnością frustrująca dla kibiców tej reprezentacji. Mając w pamięci mecz, który rozegraliśmy przeciw Włochom we wrześniu 2018 roku, gdy zremisowaliśmy na wyjeździe 1:1, trudno uwierzyć, że to ta sama reprezentacja, prowadzona przez tego samego trenera.

Mancini i jego zespół zaczęli z wysokiego c. Czy to dobra strategia na turniej – to się dopiero okaże, zawsze jednak przyjemnie popatrzeć na zespół, który nie kalkuluje i nie oszczędza się od pierwszych kopnięć piłki. Jeżeli chodzi o Turcję, gorzej być już nie może, sądzę, że pozbierają się do meczów z Walią i Szwajcarią.

Jutro aż trzy mecze, a do rywalizacji wkroczy drugi poważny gracz – Belgia, którą czeka starcie z Rosją w Sankt Petersburgu.

Dyskusja (2)
1sobota, 12, czerwiec 2021 02:22
Senator
Dla mnie Włosi są kandydatem do pierwszej czwórki.
Przypomnę tylko że 3 lata temu w meczu Włochy- Polska debiutował trener Mancini i nasz Jerzy Brzęczek ( sir Gawin o tym meczu wspimina) Jak prawidłowy wybór jest ważny było dziś widać. Włosi wykorzystali te trzy lata znakomicie , jak my przekonamy się w poniedziałek.
2sobota, 12, czerwiec 2021 08:29
iocosus
No nie, stracę drugiego kolegę. Gdy Naczelny c-L "ekscytuje" się inauguracją Euro i nawet Ulubioną Żonę zindoktrynował, to ja się opacznie już zdążyłem przyznać że w piątkowy wieczór zamiast śledzić losy 22 piłkarzy lub 12 siatkarzy w tym wszak 6 naszych, to wybrałem obserwację dwóch panów na kleju. Mhm, na usprawiedliwienie dodam, że momentami mieli doprawdy niezłe fazy.
W przerwach miedzy gemami przełączałem się tylko na łomot naszych (na szczęście mało istotny) lub zerkałem co tam w euro-trawie piszczy. W tych momentach widziałem tureckiego bramkarza uwijającego się między słupkami i 10 Turków przed lub w własnym polu karnym w ustawieniu chyba najbardziej zbliżonym do staromichniewiczowskiego 6-3-1. Nie zdziwiłem się gdy za kolejnym zerknięciem objawił się w rogu ekranu wynik 3:0 tylko że skojarzenie miałem nie z pierwszym meczem Biało-czerwonych pod wodzą Jerzego Brzęczka (o rany żebyśmy tak grali na Euro  jak wówczas), a z tym ostatnim, w którym Makaroniarze powąchać piłki nam nie pozwolili a zirytowany tym faktem Góral (chyba na dobrym haju) "wjeżdżając sankami" chciał urwać nogę Włochowi. 
W związku z tym refleksje mam taką. My narzekamy, że przez nasz rodzimy staroświecki PMS jak chcą niektórzy lub przez niż demograficzny i kiepski klimat jak tłumaczą leśne dziadki z PZPN-u, obraz naszej piłki wygląda jak wygląda. Bajdurzenie że wszystko jest super, narodowe programy szkoleniowe rozwijamy, infrastrukturę rozbudowujemy i "już za cztery lat Polska będzie mistrzem świata" tylko czekać i nie marudzić, mnie samego irytuje na maksa. Ale tak sobie również myślę. Turcja kraj o populacji prawie 84 mln obywateli, z klimatem wymarzonym do piłki, można ją kopać na zielonej trawce przez cały rok, kraj na dorobku, rozwijający się, zróżnicowany pod względem zamożności obywateli ale przez to dla ubogiego chłopaka kopanie piłki może być drogą do raju, kraj w którym administracyjnie, urzędowo postawiono na rozwój futbolu, uchwalono korzystne ścieżki podatkowe dla klubów, zainwestowano w turecką piłkę kasę o jakiej w Polsce mogliśmy tylko pomarzyć. W końcu Turcja może się już też pochwalić tradycją piłkarską, odwoływać do własnych legend czyli do roku 2002, w którym samemu kibicowałem bisurmanom w meczu o trzecie miejsce na mundialu. Mają duże kluby, mają dziesiątki tysięcy kibiców i co? Powinni być futbolową potęgą, nie okazjonalną a na stałe, powinni być szóstym palcem wielkiej piątki. Nad Bosforem piłkarskie gwiazdy podbijające Europę powinny się rodzić jedna za drugą.
Tymczasem Włosi z Turkami grają jak z Polakami, czyli w dziada. Nasze leśne dziadki jeszcze rzekną, a widzicie nie jest tak źle, równamy poziomem, a że Italiańce nas przeskakują, no cóż ... taki mamy klimat. 

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1