- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Radomiak - Legia 3-1: Zimny prysznic
W meczu drugiej kolejki sezonu Legia udała się do Radomia na mecz z beniaminkiem. Niestety nasza drużyna rozegrała bardzo słaby mecz i zasłużenie uległa Radomiakowi. Poza trzema bramkami, straciliśmy też kontuzjowanego Abu Hannę, oraz Mladenovicia i Josué, którzy zostali ukarani czerwonymi kartkami. Jedyną bramkę dla Legii zdobył Nawrocki.
Trener Michniewicz postawił na następujących zawodników: Tobiasz – Rose, Wieteska, Nawrocki – Skibicki, Martins, Slisz, Abu Hanna – Muçi, Pekhart, Luquinhas. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Majchrowicz – Jakubik, Cichocki, Silva, Abramowicz – Leândro, Kaput, Radecki, Nascimento, Rondón – Angielski.
Początek meczu był wyrównany. W 13. minucie gospodarze mogli objąć prowadzenie. Po rzucie rożnym i strzale głową jednego z zawodników Radomiaka piłka odbiła się od słupka bramki Legii. W 19. minucie Muçi ładnie podał do Luquinhasa. Brazylijczyk oddał strzał z prawej nogi, jednak Majchrowicz dobrze interweniował. Po rzucie rożnym Wieteska uderzył obok bramki. W 23. minucie Radomiak został zmuszony do dokonania zmiany. Rossi zastąpił kontuzjowanego Silvę. Minutę później zadrżeliśmy. Abu Hanna zderzył się w powietrzu z Nascimento i padł na murawę. Nasz zawodnik wkrótce był znów na nogach, ale po kolejnych kilkunastu minutach zgłosił zawroty głowy i trener Michniewicz musiał dokonać zmiany. Na boisku pojawił się Mladenović. W 39. minucie Skibicki otrzymał piłkę w polu karnym, oddał strzał, niestety było to nieudane uderzenie. Gospodarze odpowiedzieli jeszcze bardziej niecelnym strzałem Rondóna. W doliczonym czasie gry po faulu rywala pechowo na murawę upadł Luquinhas, na szczęście był w stanie kontynuować grę.
Do przerwy było 0:0. Mecz stał na przeciętnym poziomie. Legii brakowało płynności i dokładności.
Na drugą połowę nie wyszli Skibicki i Martins, których zastąpili Juranović i Josué. W pierwszej minucie po przerwie Radomiak zdobył bramkę. Legioniści niedbale stracili piłkę w środku pola, potem nie potrafili zatrzymać natarcia gospodarzy. Piłka trafiła wreszcie do Radeckiego, który strzałem z kilku metrów pokonał Tobiasza. W 51. minucie mogło być 2:0, jednak tym razem Tobiasz wygrał pojedynek z Radeckim. W 56. minucie Muçi ujrzał żółtą kartkę za faul. W 58. minucie Lopes i Emreli zastąpili Muçiego i Luquinhasa. W 67. minucie sędzia pokazał czerwoną kartkę Mladenoviciowi. Chwilę wcześniej Serb starł się z Jakubikiem i sfrustrowany uderzył zawodnika Radomiaka w twarz. Uderzenie nie było mocne, ale niesportowe zachowanie Mladenovicia zostało ukarane w surowy sposób. W 78. minucie Tobiasz złapał piłkę po strzale Radeckiego. Dwie minuty później znów słupek uratował Legię przed utratą bramki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Minutę później było jednak 2:0. Kolejne nieporadne wyprowadzenie piłki skończyło się stratą, piłkę na linii pola karnego otrzymał Angielski i mierzonym, płaskim strzałem pokonał Tobiasza. W 82. minucie Legia zdobyła bramkę kontaktową. Piłkę w polu karnym otrzymał nieoczekiwanie Nawrocki i przytomnym strzałem umieścił ją w bramce. W 84. minucie po zamieszaniu w środku boiska żółtą kartkę ujrzał Slisz, a czerwoną Nascimento. Po analizie VAR sędzia Przybył pokazał jeszcze czerwoną kartkę Josué. W doliczonym czasie gry żółtą kartką ukarany został Wieteska. W końcówce Radomiak miał wiele szans na podwyższenie wyniku i wykorzystał ostatnią z nich. Zmiennik Sokół pokonał Tobiasza w sytuacji sam na sam.
To był wybitnie nieudany mecz Legii. Być może to dobrze, że przytrafił się w takim momencie, z takim przeciwnikiem, i być może ostatecznie wyjdzie naszej drużynie na dobre, w porę przypominając, że nie zawsze wszystko będzie nam się udawało i na kolejne zwycięstwa trzeba solidnie zapracować na boisku. Trener Michniewicz tym razem nie rotował składem tak odważnie jak tydzień temu w meczu z Wisłą Płock i niewykluczone, że po fakcie należy tego żałować, ale cóż, stało się. Szczególnie szkoda czerwonych kartek dla Mladenovicia i Josué, bo uszczuplą one pole manewru trenera w kolejnych meczach. Były one przejawem zupełnie niepotrzebnej frustracji i nerwów naszych piłkarzy. Wprawdzie nawet w dobie VAR, przy innym składzie zespołu sędziowskiego, te sytuacje nie musiały skończyć się czerwonymi kartkami, zwłszcza w przypadku Josué, ale trzeba przyznać, że były to podwórkowe zachowania, by nie napisać dobitniej. Przegrać też trzeba umieć.


Tak szczerze to my jeszcze w tym sezonie jakiegoś porywającego meczu jeszcze nie zagraliśmy.
Dziwię się też trenerowi ze nie powtórzył manewru z Warszawy w meczu z Wisłą Płock , jestem przekonany że byłoby ciekawiej .
No nic świadomie kibicuje Legii od lat 70 tych i przyzwyczajony jestem
Jeśli on liczył na to, że Radomiak postawi autobus a my będziemy wrzucać na głowę Czecha, to chyba nie zna trenera Banasika. Zresztą, kto miał mu wrzucać jak Jura zaczął na ławce?
Od początku nic tutaj się nie trzymało kupy i wyszła jedna wielka kupa.
Obydwaj gamonie pewnie dostaną po 3 mecze zawieszenia i jesteśmy w dupie, bo nie wiem, kim my teraz zagramy na lewym wahadle.
Lech-Legia 0:0
Legia-Cracovia 0:0
Piast-Legia 0:1
Lechia-Legia 0:1
Legia-Wisła 0:0
Stal Mielec-Legia 0:0
Legia - Podbeskidzie 1:0
Legia-Wisła Płock 1:0
Musicie Panowie przyznać że te wyniki nie napawają optymizmem. Wygląda na to że mamy spory problem ze zdobywaniem bramek oraz z kreowaniem sytuacji w ofensywie. W moim odczuciu główny problem stanowi środek w postaci Martinsa i Slisza. Nie wiem co się dzieje z Bartkiem ale wyglada na to że to najgorzej wydanie, kolosalne jak na Legię, pieniądze na transfer wewnętrzy.
Jak pamiętacie zawsze miałem zastrzeżenia do sposobu gry Borysiuka, który został zawodnikiem kompletnie nieprzydatnym w ofensywie zespołu. Niestety Slisz wpisuje się w ten schemat idealnie a dodatkowo to co dzisiaj zrobił przy drugiej bramce to delikatnie mówiąc ... sabotaż.
Podobny problem mam z Martinsem, nazywany przez Czesława generałem, niestety w moim odczuciu nie daje tej drużynie tyle w ofensywie ile dla mnie powinien dawać zawodnik na pozycji 6-8.
Z drugiej strony narzekając na grę drugiej linii pamiętam mecze na jesieni kiedy potrafiliśmy fajnie pograć piłką od tyłu, pod presingiem rywali. I krwawi mi serce kiedy patrzę na takiego Radomiaka czy nawet Bodo jak te chłopaki potrafią pograć piłką, pokazać się do gry, wyjść na pozycję etc etc
Jak macie Panowie szlachta jakieś dobre diagnozy to chetnie poczytam.
Dodatkowo, chociaż złego słowa po ostatnim sezonie nie powiem na Tomasa, to on przy obecnym braku kreacji gry w środku pola, jest na chwilę obecną zawodnikiem który oprócz biegania nie daje nic temu zespołowi.
Po cichu mam nadzieję że to tylko typowa dla Legii gra przyprawiająca o ból zębów na przełomie lipca i sierpnia. Z drugiej strony w tym czasie graliśmy też z Celtikiem....
Sorry za moje frustracje wylewające sie po zaledwie pierwsze porażce ale chyba właśnie mi się ulało i to po serii pierdyliarda meczów bez porażki.
No nic, jutro też jest dzień ....
Patrząc na naszą grę po prostu niedowierzałem jak można wyglądać tak słabo. I pal licho to że Radomiak przewyższał nas pod względem motorycznym, ale nie potrafiliśmy często podawać piłki na parę metrów, jej przerzucanie też nam kompletnie nie wychodziło. W defensywie nie byliśmy sobą. Pierwsza bramka to był jakiś nieśmieszny żart, pokaz naszego niechlujstwa rozpoczętego przez Slisza kopiącego Pekharta w plecy, a później Rose'a oddającego piłkę za darmo. Ofensywa także istniała tylko w teorii. Pekhart tym występem tylko potwierdził że jest piłkarzem-widmo jeśli nie dostanie dobrej wrzutki lub podania od wahadłowych. Tak naprawdę jedynie na plus zagrali Tobiasz, który robił co mógł żeby tylko nie zwiększyć rozmiarów naszej porażki oraz Nawrocki grając jako jedyny w miarę przyzwoicie w defensywie oraz jako jedyny zdobywając bramkę, co poniekąd jest smutne jeśli masz w pewnym momencie 3 napastników,a musi ich wyręczać środkowy obrońca który zachował się jak rasowy snajper strzelając na dodatek z gorszej nogi.
Jednak największym przegranym tego meczu jest Mladenović. W sytuacji gdy jesteś jedynym zdrowym zawodnikiem na swojej pozycji, a na dodatek zastępujący cię Abu Hanna doznaje kontuzji, to czerwona kartka w takiej sytuacji jest czystym kretynizmem. Od początku sezonu Serb irytował swoją grą w defensywie oraz machaniem łapami w stronę swoich kolegów. Teraz wrócił do czasów z Lechii gdy łapał kartki non stop i dawał się łatwo sprowokować, co prawdopodobnie będzie kosztować go pauzą w lidze przez 3-4 mecze, przez co nie mamy do końca sierpnia na ligę żadnego lewego wahadłowego. Za taki stan ponosi także winę Kucharski, który od czasu odejścia Rochy miał pół roku na znalezienie chociaż zmiennika dla Mladena,a gdy takowego nie znalazł to dał odejść jedynemu sensownemu zmiennikowi Matuszewskiemu do Warty. Teraz musi już za wszelką cenę znaleźć wahadłowego do końca okienka, innej możliwości nie przewiduję.
Cóż miejmy nadzieję że taki kubeł zimnej wody zrobi wszystkim na dobre i nasza gra zmieni się o 180 stopni w meczu z Dinamem oraz w kolejnych meczach ligowych. Życzmy sobie wszyscy tego.
Nie powinno nas też dziwić czerwo dla Josue. A dlaczego nie powinno, to już odsyłam do historii występów tego piłkarza w poprzednich klubach. Wystarczy, że przeciwnik parę razy wejdzie w niego agresywniej i Portugalczykowi puszczają nerwy. Nihil novi i widziały gały, co brały. Obydwaj z Mladenem postanowili, że w naszej eklapie grać nie będą a będą grać tylko w pucharach i, niestety, obawiam się, że dopną swego.
Ze Sliszem, z kolei, stało się coś niedobrego po tym powołaniu do reprezentacji. Sodówka? Pewnie tak. No ale na to jest bardzo prosty sposób: rezerwy i niech tam przemyśli swoją karierę, która właśnie stanęła na ostrym zakręcie.
O tym, że Radomiak ma swoje pięć minut.
Każdy kto zna choć trochę Radomian wie, że ich duma cierpiała wielce z tego oto powodu, że byli po II wojnie światowej traktowani gorzej niż sąsiednie Kielce. Pomimo ,że Radom jest starszy od Kielc, był i jest gospodarczo bardziej rozwinięty oraz miał i ma więcej mieszkańców. Być może zaważyła tu bliskość Warszawy. Ta uwaga tyczyła i sukcesów na arenie sportowej, w tym piłkarskiej. Klub o którym piszę powstał w kwietniu 1945 roku jako zakładowy, znacjonalizowanej firmy "Bata" ( później "Radoskór"), a po połączeniu w lipcu 1945 roku ze Szkolnym Klubem Sportowym przyjął dzisiejsza nazwę. Założycielem klubu , pomysłodawcą nazwy, herbu i barw zielono-biało-zielonych był dyrektor zakładów obuwniczych "Bata" Włodzimierz Skibiński. Radomiak w 1967 roku postarzał o 35 lat po fuzji z założonym w 1910 roku Radomskim Towarzystwem Sportowym. Radomiak w mieście walczył o to kto lepszy, głównie z "Bronią", ale były to boje na ogół na poziomie III ligi, rzadziej w lidze drugiej. Aż w sezonie 1983/84 awansował do elity czyli I ligi. Tak jak awansował tak szybciutko spadł. W tamtym okresie zaczęła się zgoda kibiców Legii i Radomiaka, ale nikt jej nie kultywował, ani nie kontynuował. Jedyna zgoda , która przetrwała zawieruchy dziejowe przez ponad 60 lat to ta z Zagłębiem Sosnowiec. Pewno dlatego, że mamy wspólnych wrogów. Zgoda została reaktywowana 26.11.2017 roku przed spotkaniem Radomiaka z Siarką Tarnobrzeg. To jedyna zgoda kibiców Radomiaka. Mają oni jeszcze układ z Olimpią Elbląg, Zagłębiem Sosnowiec i Prochem Pionki. Po 1989 roku aż do 2008 Radomiak bronił się przed upadkiem przy pomocy ochotników, ale długi go przygniotły i ogłosił upadłość. Nowy podmiot w postaci Spółki Akcyjnej nadal jednak miał nieustabilizowaną sytuację finansową, co zmieniło wejście do klubu w 2015 roku pana Sławomira Stempniewskiego , średniej wielkości wielobranżowego przedsiębiorcy . On to wraz z panem Pawłem Redestowiczem wykupili udziały pozostałych współwłaścicieli i obecnie posiadają po 50% akcji klubu, przy czym pan Sławek jest nadal jego prezesem. Budżet Radomiaka jest stabilny ( obecnie to 12 mln zł), ale w ESie mniejszy ma tylko Warta. Kolejnym wielce korzystnym posunięciem dla rozwoju Radomiaka było zatrudnienie w 2018 roku jako trenera Dariusza Banasika, który przez 15 lat ( 2001-2016) związany był z Legią . To ten trener po nabyciu doświadczeń w Zniczu i Pogoni Siedlce jest autorem awansu z II ligi do Ekstraklasy.
Ja nie tylko jako lojalny kibic Legii, ale i jako człowiek, którego ukochana matka pochodziła z Radomia życzę Radomiakowi powodzenia w postaci utrzymania się w Ekstraklasie.
O tym, że sensacje to dwie strony tego samego medalu.
W mediach zwykło się prostacko sytuację w której faworyt przegrywa, a wygrywa zespół teoretycznie znacznie słabszy nazywać sensacją. Jeżeli w takim wypadku można w ogóle mówić o sensacji to w przypadku drużyny zdecydowanie silniejszej i jest to sensacja negatywna. Czyli jak Legia w Europie i w lidze przegrywa z frajerami to rzeczywiście sprawia sensację, tylko że z jej powodu cieszą się rywale, a nie jej kibice. Bowiem wygrana ze słabszym to nie żaden cud, ale zwykły obowiązek. W obiegu publicznym funkcjonuje takie oto przekonanie, że niespodziewane wyniki są na porządku dziennym ,że to żadne wybzdyczenie . Otóż jest dokładnie odwrotnie, a mianowicie lepsi , czyli generalnie bogatsi wygrywają prawie stale ,a słabsi ich ogrywają nader rzadko . Zaświadczają o tej prawdzie wyniki we wszystkich ligach , w Pucharach, na MŚ czy na Euro. U nas nie zawsze, ale to wynika głównie z faktu przepłacania miernych piłkarzy w naszym kraju. Po niedawnym meczu z Litwinami trener Papszun powiedział, że nie było różnicy w poziomie gry. Lecz przecież wiemy ,że ci Litwini zarabiają 3-4 razy mniej niż gracze Rakowa. Prosta , chłopska logika wskazuje, że jeżeli jest taki stan rzeczy to ci zawodnicy z naszego klubu są zwyczajnie przepłacani i że powinniśmy szukać takich zawodników , którzy są warci pieniędzy jakie im płacimy. Oczywiście tyczy ta uwaga każdego klubu w naszym kraju, ze szczególnym wskazaniem na Legię. Bo byle głupiec jest w stanie zmarnować każdą ilość pieniędzy ,a przecież chodzi o to, żeby one przynosiły korzyść. Czyli obiektywnie silniejszy ma wyjść na bosko, ograć słabeusza i o meczu natychmiast zapomnieć. Tak jak w boksie, w którym o wyniku może decydować jeden cios. Lepszy bokser wychodzi na ring i nie pozwala gorszemu, aby ten cios zadał, sam zaś albo go spokojnie punktuje, albo nokautuje. Wczoraj gdyby ktoś nie wiedział, która to ta "Wielka " Legia to bez wahania wskazałby, że są to ci w zielonym.
Na marginesie wczorajszego meczu nie można nie mieć refleksji ,że w jakimś sensie był on naznaczony faktem, że Legia gra w środę mecz w eliminacjach do LM z Dinamem w Zagrzebiu . Ja nie rozumiem jaki był sens rozegrania tego meczu z Radomiakiem w tym terminie. Toż to teoretyczni faworyci czyli Dinamo przed rewanżem w Warszawie przełożyli swój mecz ligowy, tak jak to jest czynione w wielu innych krajach. A u nas mecz z Radomiakiem jest ważniejszy niż z Dinamem. Mało tego w latach kiedy rozgrywane są MŚ i Euro dopasowujemy terminarz rozgrywek do kalendarza tamtych, wielkich wydarzeń. A przecież z naszej ESy w reprezentacji Polski i innych krajów w Euro czy MŚ biorą udział pojedynczy zawodnicy i robienie z siebie mocarza i zaczynanie rozgrywek parę tygodni po dużej imprezie jest żałosne. Naprawdę dla naszej piłki ważniejsze są rozgrywki w Pucharach niż w lidze.
O tym, że koncepcję rotacji składem przyjmuję do wiadomości, ale jej nie rozumiem.
Zaznaczam, że daleki jestem od ingerencji w kompetencje trenera, wierzę, że on wie co robi , akceptuję jego decyzje kadrowe ,ale one tak jak we wczorajszym meczy wymykają się spod logiki. Zwrócił na ten fakt już Bartłomiej. Ja tylko trochę rozszerzę. Trener zarzeka się, że jego marzeniem jest ,aby Legia potrafiła grać w różnym ustawieniu taktycznym ,ale nawet w spotkaniach takich jak wczoraj zagrał 3-4-2-1 na siłę wystawiając typowego skrzydłowego Skibickiego czy typowego bocznego obrońcę Abu Hannę jako wahadłowych. Przecież to nie może się udać. Mało tego gra 3 obrońcami, w tym lewym Hołownią i z wahadłowym Mladenoviczem przeciwko Dinamo to samobójstwo. No i wczoraj wystawia na środku obrony głównego architekta gry z trójką w obronie Wieteskę tak jak by mecz z Radomiakem był spacerkiem ,a nie meczem o punkty. Michniewicz na prawo i lewo opowiada, że jako defensywnych pomocników na ligowym poziomie ma tylko Martinsa i Slisza i obaj wczoraj grają. Czyżby poważniej traktował mecz z Florą niż z Dinamem ?. Trener twierdzi, że po kontuzji Kapustki został mu tylko jeden kreatywny, ofensywny pomocnik Luquinhas i on też wczoraj gra. I po tym pobieżnym przeglądzie każdy logicznie myślący kibic musi zadać sobie pytanie ; czy Legia chce z tym Dinamem wygrać i awansować dalej czy nie ?. Czy też z góry przyjęto założenie ,że ich nie przejdziemy i tylko pustą gadką mydli się oczy milionom kibiców ?.
Moja refleksja jest taka, że Legia stanęła w rozkroku i kierownictwu oraz sztabowi wydaje się, że takie stanie oznacza, że jesteśmy i tu ( Puchary europejskie) i tu (Ekstraklasa), podczas kiedy w rzeczywistości nie ma nas ani tu ,ani tu. Na dodatek wychyliliśmy się do przodu wystawiając kuper i każdy, nawet taki Radomiak może nas w niego kopać oraz walić jak w bęben.
O tym, że wczoraj rannych było zbyt wielu.
Powiada się, że piłka nożna to gra kontaktowa. Tylko, że niedostrzegalnie ,ale systematycznie stała się grą brutalną. Jej sensem przestała być walka o piłkę ,a stała się walka z przeciwnikiem wszelkimi metodami. Wszyscy do tej patologii przywykliśmy : komentatorzy, kibice i niestety sędziowie. Aczkolwiek wczoraj w końcówce meczu sędzia jak by Przybył z czasu kiedy tyle chamstwa nie było i ta brutalność zaczęła mu ciążyć i zdobył się na wyrzucenie z boiska 3 bandziorów udających piłkarzy. Szkoda ,że tak późno i tak mało. A powinien zacząć czyścić bosko już dużo wcześniej , chociażby po brutalnym faulu na Abu Hannie. Komentatorzy bredzili, że zawodnik Radomiaka niespecjalnie zrobił krzywdę naszemu zawodnikowi . Ta "niespecjalność" polegać miała na tym, że bandzior będąc spóźnionym i nie mając szans na zdobycie piłki całym impetem z ręką uniesioną do góry, z łokciem wystawionym w kierunku głowy gracza Legii wpada na niego, taranuje go i łokciem z całej siły wali go w okolice skroni. Nikt bandyty nie potępia, wszyscy go usprawiedliwiają. W tym kontekście mam nadzieję, że Legia ukarze Mladenovicza i Josue. Można szukać przyczyn takiego stanu rzeczy w tym, że coraz lepsze przygotowanie motoryczne skutkuje zawężeniem i skróceniem pola gry powodującym zbliżenie odległości pomiędzy zawodnikami. Do tego możemy dodać coraz gorsze umiejętności techniczne, brak szybkiego przyjęcia i oddania piłki. Zawodnicy obecnie w sporej liczbie mają problem z opanowaniem piłki przy przyjęciu oraz zastanawiają się gdzie i do kogo podać. To kosztuje stratę czasu i daje nadzieję przeciwnikom, że atakiem na rywala odbiorą mu piłkę. A to z kolei sprawia, że piłkarze nie grają, ale walczą pomiędzy sobą. Piłka im do tych bójek jest zgoła niepotrzebna. Oczywiście nie jest winą trenera ,że mocno poturbowani zostali podstawowi zawodnicy: Martins, Wieteska, Luquinhas czy Emreli ,ale w takim meczu, z takimi prymitywami, ja bym ich jednak nie wystawiał.
O tym, że odnieśliśmy gigantyczny sukces w postaci opanowania środka boiska
Ja nie potrafię sensownie powiedzieć czy to Legia opanowała środkowe połacie boiska czy drużyna Radomiaka je nam zostawiała jako łup. Jeszcze trudniej jest wskazać po co my tam panowaliśmy czyli na co nam to było ?.Podejrzewam ,że trener Banasik jednak zna podstawowe i już klasyczne zasady taktyki, a mianowicie takie jak ,że jak się ma niższych graczy od rywali to nie gra się górną piłką i że jak rywal ma lepszych graczy środka pola i ma ich w tym rejonie więcej ,to w tej strefie walki o jej opanowanie się nie podejmuje. Wysiłki koncentruje się tam, gdzie miejsce decyduje o wyniku gry, a nie o jej przebiegu. A więc w strefach obrony i ataku. Takie podejście jest realistyczne i można je nazwać wymuszonym pragmatyzmem. I tak zagrał wczoraj Radomiak.
O tym, że hucpa przeszkadza ,a nie pomaga.
Oczywiście to nie jest do końca wina Michniewicza ,że w Legii PR zastępuje zbyt często rzeczywiste dokonania. Na pewno na to parcie na szkło, na to reklamiarstwo ludzi Legii ma ogromny wpływ Warszawocentryzm mediów. Gdyby pytano Banasika o to jak on widzi taktyczne ułożenie drużyny , jej organizację gry to też bylibyśmy pewnikiem codziennie bombardowani wieściami w tym temacie. A chodzi o to ,że moim zdaniem zespół Radomiaka jest znacznie lepiej zorganizowany w obronie od naszej drużyny. Nie stać ich na specjalnych trenerów , aby różniste modne i dziwaczne ustawienia forsowali i opowiadali bajki ,że one same wygrywają mecze. . Radomianie grają najprościej i najskuteczniej czyli dzielą ten kawał murawy w okolicach własnej bramki na wirtualne kawałki i w każdym z nich ustawiają zawodnika , którego zadaniem jest nie dopuszczanie do oddania strzału przez rywala. Uczenie nazywa się to obroną strefową. Oczywiste to nie jest taka łatwizna. Sam przed paru laty poprosiłem o przesłanie mi przez jeden z Wydziałów Szkolenia jednego ze Związków Okręgowych krótkiego opracowania tyczącego obrony strefowej i otrzymałem 140 stron pisanych malutkim drukiem. Natomiast w Legii prostota i skuteczność jest zakazana. Co i komu chce udowodnić Michniewicz ,to tego najstarsi górale nie wiedzą ? .
Wczoraj pokazaliśmy ,że "król jest nagi".