- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Lech 0-1: Zawód, ale czy zaskoczenie?
Legia poniosła kolejną ligową porażkę. W meczu 11. kolejki sezonu nasza drużyna zmierzyła się w Warszawie z Lechem. Goście byli górą w tym prestiżowym starciu i wrócili na pierwsze miejsce w tabeli. Legia zdołała wygrać w tym sezonie trzy ligowe mecze z dziewięciu.
Skład Legii wyglądał następująco: Tobiasz – Johansson, Jędrzejczyk, Wieteska, Ribeiro – Kastrati, Slisz, Muçi, Josué, Luquinhas – Emreli. Goście rozpoczęli w składzie: Bednarek – Šatka, Salamon, Milić, Rebocho - Ba Loua, Tiba, Amaral, Karlström, Kamiński – Ishak.
W 4. minucie piłka zatrzepotała w bramce Lecha. Po rzucie wolnym celnie z półobrotu uderzył Jędrzejczyk, niestety nasz obrońca w tej sytuacji opanował piłkę ręką i sędzia Musiał nie uznał gola. Lech odpowiedział niebezpiecznym uderzeniem zza pola karnego. Ba Loua nieznacznie się pomylił. Po kolejnym stałym fragmencie dla Legii niecelnie głową uderzył Wieteska. W 15. minucie strzał na bramkę Legii oddał Kamiński. Piłka o centymetry minęła bramkę Tobiasza. Po intensywnym początku mecz się wyraźnie uspokoił. W 26. minucie Josué uderzył z lewej nogi z rzutu wolnego. Piłka odbiła się od poprzeczki. W 35. minucie Ba Loua znalazł sobie miejsca na prawej stronie boiska, płasko dośrodkował, Ishak uderzył, na szczęście przestrzelił. Minutę później żółtą kartkę ujrzał Wieteska. Nasz obrońca faulował w sytuacji, w której Ba Loua był bliski szarży prawym skrzydłem boiska. Po rzucie wolnym Wieteska był bliski bramki samobójczej. Tobiasz popisał się refleksem i odbił piłkę.
Do przerwy było 0:0. Mecz był wyrównany, a wynik zasłużony, choć sytuacje Lecha z gry były jednak minimalnie groźniejsze.
W 47. minucie Luquinhas ograł Salamona, dośrodkował do Emreliego, niestety nasz napastnik przestrzelił głową z kilku metrów. W 54. minucie Lech objął prowadzenie. Rebocho posłał piłkę z rzutu wolnego na długi słupek. Nasi obrońcy nie upilnowali Ishaka, który celnie uderzył z powietrza. Było 0:1. W 65. minucie Pekhart i Lopes zmienili Emreliego i Muçiego. W 69. minucie Ba Loua popisał się efektownym dryblingiem i podał piłkę do Ishaka. Strzał Szweda minął bramkę Legii. Dwie minuty później mocny strzał Kamińskiego przemknął obok słupka naszej bramki. W 72. minucie Kostorz i Mladenović zastąpili Kastratiego i Ribeiro. W 79. minucie niezłą akcją popisał się Slisz, niestety strzał naszego pomocnika był niecelny. W 84. minucie aż dwóch legionistów desperacko usiłowało powstrzymać kontrę Lecha. Wreszcie się udało, ale żółtymi kartkami przypłacili to Slisz i Jędrzejczyk. Dla Jędrzejczyka była to czwarta żółta kartka w sezonie, w związku z czym nie zagra za tydzień w Gliwicach. Na ostatnie minuty Charatin zmienił Slisza. W drugiej minucie doliczonego czasu gry zmiennik Ramirez sprytnie wykorzystał grę jeden na jednego z Mladenoviciem i pozwolił sfaulować się w polu karnym. Do jedenastki podszedł Ishak. Tobiasz fantastyczną interwencją chronił Legię przed stratą gola. Niestety legioniści nie zdołali już powalczyć o bramkę wyrównującą.
To był mecz do pierwszej bramki. Szkoda początku drugiej połowy, zmarnowanej stuprocentowej sytuacji Emreliego i szkoda kolejnej w tym sezonie straty gola po stałym fragmencie gry. Niestety, trzeba otwarcie powiedzieć, że o ile do stanu 0:0 Legia dorównywała Lechowi, o tyle postawa naszej drużyny po trafieniu Ishaka woła o pomstę do nieba. Oglądaliśmy festiwal chaosu, niedokładności, raził brak wiary i brak jakiegokolwiek pomysłu na to, by choćby zbliżyć się do bramki Bednarka. Ligowy bilans Legii w tym sezonie to nieprawdopodobna wręcz kompromitacja, dla której nie ma żadnego usprawiedliwienia. Czy oznacza to koniec trenera Michniewicza?


Kluczowy moment meczu to zrypanie 100% sytuacji przez Emrelego. Nic go kompletnie nie tłumaczy. Nic. Po tym wszystko siadło. Niestety ale udział w bramce dla Lecha miał Tobiasz, powinien to wybronić, zrehabilitował się natomiast przy rzucie karnym.
Edit.
Nie moje, ktoś inny sprawdził -
"tabela na 90minut za okres po wygranej z Pogania u siebie (4:2), czyli od 05.04.2021 do dzisiaj (tak, tak to było już tak dawno) i zdziwicie się. Zagraliśmy od tamtej pory 16 spotkań w lidze, bilans: 6-4-6, bramki:13-13."
No comment.
Udział w tej bramce miał przede wszystkim Muci, który nie tylko nie przeciął tej piłki ale nawet nie próbował potem wejść w linię strzału. Przy strzałach z tej odległości, to bramkarz może liczyć wyłącznie na farta. Zresztą, widać, że taki wariant SFG nie był przypadkowy i Lech musiał to ćwiczyć na treningach.
"zrypanie 100% sytuacji przez Emrelego"
Ja bym się z tym zgodził, gdyby Emreli miał jeszcze 10 innych sytuacji. Sęk w tym, że to była jedna, jedyna okazja w całym meczu i to jest główny problem. Przy naszych akcjach ofensywnych w środku ziała wielka dziura i jedyne, na co nas było stać to akcje lewą stroną, gdzie mieliśmy 2 dobrze dryblujących piłkarzy. Niestety, ani Muci ani Lopes nawet w połowie nie są w stanie zastąpić nieobecnego Kapustki.
A tak w ogóle, to uważam, że Legia znowu się stała przybytkiem piłkarzy-najemników zza granicy. Dzisiaj mieliśmy na placu raptem 3 Polaków + bramkarz. Ta pozostała siódemka za Legię raczej nie będzie umierać.
Nie oglądam meczów Lecha w TV ale czytałem wiele zachwytów z opiniami ze to najlepszy Lech w historii a i w ogóle najlepsza drużyna w historii ligi . Toż to kpina jaka. Nic wielkiego nie pokazali a jednak wygrali i to musi smucić.
Osobiście uważam ze remis bardziej odzwierciedlałby wydarzenia na boisku.
W ubiegłym sezonie takie mecze na styku przepychalismy na naszą stronę w tym odwrotnie? choćby dziś czy z Rakowem czy Śląskiem przegrywamy.
Żadnych zmian trenerów niech Czesiek się martwi i myśli co tu zrobić .
Acha czy zagraliśmy na pełnej k.... jak to się mówi , niestety nie .
O tym,że sport zmienia się na naszych oczach.
Dziś to już norma ,że sportowcy ,a zwłaszcza piłkarze to celebryci. A zaczynało się zgoła niewinnie od Jordanomanii i Beckhamomanii. Podobizna Davida Beckhama była reklamą wszystkich produktów marki Beckham.Nie byłoby jednak tej marki bez nieprzebranych rzesz fanek na całym świecie.Wielkie marki i celebryci nie narzucają swej woli publiczności , lecz współtworzą wraz z nią mity i rytuały współczesnej kultury. Świetnie pisze o tym Kamil Sikora w książce " Oligarchowie współczesnego futbolu" : "Cristiano Ronaldo ,Leo Messi, Neymar, Robert Lewandowski - to przedstawiciele " kapitalizmu marki" . Ich pozycję w futbolowym świecie można porównać do firmy Apple, która zarabia gigantyczne sumy nie tyle na nadzwyczajnej jakości produktów. ile dzięki pewnej opowieści czy też tożsamości doczepionej do nadgryzionego jabłuszka. Dzisiejszy kapitalizm sprzedaje już nie tyle sam produkt, ile emocje,aspiracje, styl życia.Wystarczy spojrzeć na reklamy Nike czy Adidasa w których występują najlepsi zawodnicy. Panowie sprzedają jeszcze buty czy raczej opowieści o ambicji i sukcesie , którą firmują własnymi nazwiskami ?". Na tym polega rola człowieka marki ,że przenosi swoich fanów do innego królestwa.
Jak to napisał Bertold Brecht w "Życiu Galileusza" :" Nieszczęśliwy kraj, który nie ma bohaterów". Każda kultura potrzebuje bohaterów i tu akurat panuje wyjątkowa sprawiedliwość , bo każdy dostaje takich jakich potrzebuje.Klasyczne opracowania naukowe przedstawiają bohaterów jako osobowe ucieleśnienie podstawowych wartości danego społeczeństwa ,co oznacza dwie ważkie kwestie. Po pierwsze, badania mitów bohaterskości stanowią podstawowa drogę do poznania świadomości ,ale i podświadomości społecznej. Po wtóre,powiązanie bohatera z wartościami danej grupy oznacza,że nie ma na niego jednego przepisu, ani jednego wzorca.
Bohaterowie ucieleśniają zatem radości i troski danej kultury, nadzieje i lęki oraz ideały do których się dąży. Jednocześnie bohaterowie wyprzedzają swoją epokę , gdyż w świecie fikcji i wyobraźni tworzą to co jeszcze nie stało się rzeczywistością.
Wielu badaczy zaczyna kwestionować prawdziwość współczesnych bohaterów twierdząc,że zostają zastąpieni przez celebrytów czyli ludzi " znanych z tego,że są znani". Jak to przed 60 już laty pisał Daniel Boorstin: " Bohatera wyróżniały dokonania , celebrytę określa jedynie jego obraz i znak handlowy . Bohater tworzy sam siebie, celebryta tworzony jest przez media . Bohater to wieki człowiek, celebryta to wielkie nazwisko".
W świecie rządzonym przez kapitał wszystko jest towarem i tym samym bohaterowie i celebryci stali się strategią marketingową co w tłumaczeniu z angielskiego dosłownie oznacza dodatkowy zysk czerpany ze sprzedaży wizerunku bądź znaku towarowego. W Legii widzimy to na przykładzie Boruca,a w skali Polski Lewandowskiego. Lecz prekursorem utowarowienia bohaterów stał się Michael Jordan koszykarz Chicago Bulls. W świecie był głównie znany z reklam firmy Nike. Trzeba przy tym uznać kunszt twórców tych reklam . Pamiętamy te słynne zatrzymanie akcji co może spełniać nasze marzenia o lataniu. Koszykarz zawisł w powietrzu przekraczając granice niemożliwego ,ale źródłem jego wszechmocy stały się buty i to konkretnej firmy. W ten sposób dokonało się równoczesne przejście ze świata rzeczy do świata marek.Kolejnym krokiem było najpierw wyemitowanie podczas podczas finału Super Bowl w 1983 roku animacji w której Jordan gra razem z Marsjanami, a w ślad za tym filmu "Kosmiczny mecz". Film ten przyniósł "marketingową bonanzę" czyli szał na zabawki, etykiety, napoje, koszulki, czapeczki itd. czyli na wszystko co można było sprzedać.
Dziś granica pomiędzy dobrą grą a dobrą sprzedażą zatarła się niemal całkowicie. Sportowiec, który nie potrafi swych zwycięstw przekuć w marketingowy sukces jest jak generał , który wprawdzie wygrywa bitwy ,ale nie posuwa frontu ani kroku do przodu. Piszą o tym wielokrotnie cytowani przeze mnie Jan Sowa i Krzysztof Wolański w książce "Sport nie istnieje" :" Real Madryt nie zapłacił w 2003 roku prawie 35 mln Euro za prawie 30-letniego Beckhama ,aby pozyskać wybitnego zawodnika. Ba , grał on znacznie gorzej niż w MU.Mimo to Galacticos zrobili świetny interes, bo zysk ze sprzedaży samych koszulek już po paru miesiącach podwójnie pokrył wydatek".
Kilka lat później transfer Neymara do FC Barcelona wywołał lawinę komentarzy ,ale chyba najtrafniejszy był komentarz Rafała Steca w GW :" Rzucone nań 57 mln Euro wydaje się być uzasadnione wyłącznie nadziejami biznesowymi, bowiem ten potencjał dyrektor Katalońskiego klubu Esteve Calzada widział w jego wizerunkowej wszechstronności - charakter rebelianta przyciągającego młodzież, przystojniaka uwodzącego kobiety, lansera w mediach społecznościowych , faceta zaangażowanego w akcje charytatywne. W roli oferty dla reklamodawców przyćmił innych wielkich". Podobne zdania można napisać po jego transferze do PSG.
Te przykłady pokazują jaką ewolucję przeszedł i przechodzi sport, w tym szczególnie piłka nożna. Cytowany już Kamil Sikora konkluduje to tak : "W zawodowej piłce nożnej chodzi już przede wszystkim o rynkowe zasady maksymalizacji zysku, a nie o 22 facetów biegających za piłką".
Współczesna pomysłowość idzie jeszcze dalej, bowiem jak pisał o tym Rafał Stec w GW zatrudnienie Ronaldo w Juventusie było wpisane w strategię marketingową klubu : " Juventus zmienia swój wizerunek dążąc do tego aby stać się nie tylko klubem sportowym, ale globalną marką. Najpierw zmieniono herb klubu ( zebrę zastąpiono literą "J"), potem w tym celu rozpoczęto współprace z Netflixem. Od samych plotek o transferze Cristaino wartość klubu na giełdzie wzrosła o kilkanaście % w ciągu kilku godzin".
Celebryci staja się pionierami przemian, bowiem są postaciami całościowymi. Nie tylko nie rozdzielają oni działalności prywatnej od publicznej,ale znoszą granice pomiędzy nimi. Oni nie sprzedają już produktu w postaci gry lub towaru ,ale siebie.
Sportowy heros jest jak każdy celebryta zjawiskiem w znacznej mierze wykreowanym przez media . Jednak jego sukces jest czymś najprawdziwszym i realnym, jest poza wszechobecnym światem pozorów i symulacji. Jako w większości telekibice nie mamy co prawda dostępu do niezapośredniczonego przez media oglądu "zwycięstw i porażek", to jednak wiara w sens kibicowania oparta jest na tym,że sportowcy wygrywają w uczciwej walce. Walka o widza i o wygrana to jednak dwie różne dyscypliny i czasem najlepszy sportowiec jest mniej medialny, niż ten od niego gorszy. Ostatecznie chcemy wierzyć,ze to widowisko jest produktem rywalizacji ,a nie rywalizacja produktem widowiska.
W następnym odcinku ( jak znajdzie się pretekst ) zastanowimy się nad wpływem techniki i technologii na kształt piłki nożnej.
O tym,że do długiej wyprawy trzeba się odpowiednio przygotować.
W komentarzu po meczu z Lechią przykładowo wymieniłem te czynniki, które stanowią istotne różnice pomiędzy starymi, a nowymi czasy.Obecne wymagają podejścia bardziej kreatywnego. W poprzednim sezonie Lech .a w obecnym Legia awansowały do LE . Były one na ten awans nieprzygotowane i osiągnęły sukces ponad stan posiadania. Dlatego trzeba zmienić mocarstwowe myślenie na bardziej prozaiczne czyli trzeba zmienić priorytety. Zapomnieć o Tytule w sezonie 2021/22 ,a nawet o awansie do eliminacji Pucharów europejskich z ligi. Zamiast tego skoncentrować się na tegorocznych występach w LE , aby w grupie zająć drugie a w najgorszym razie 3 miejsce, bo to daje prawo dalszego uczestnictwa, zaś gry w Europie szukać poprzez Puchar Polski. Uzyskany w ten sposób czas przeznaczyć na wzmocnienie i wkomponowanie nowych graczy do zespołu. Równocześnie zwiększając stan wytrenowania zawodników. W obecnej sytuacji jest to jedyne rozsądne wyjście.
O tym,że reprezentanci to dobro,ale niekoniecznie nasze.
Legia jest jedynym klubem w kraju z którego do różnych reprezentacji powoływanych jest tak wielu zawodników,że wymieńmy : Nawrocki i Miszta - U-21,Skibicki U-20, Kisiel i Włodarczyk U-19, Abu Hanna ( Izrael), Kharatin ( Ukraina), Emreli ( Azerbejdżan),Kastrati ( Kosowo) , Muci i Celhaka ( Albania U-21) i jako rezerwowy Czech Pekhart. Z jednej strony to dobro, bo nabierają oni obycia międzynarodowego co może przełożyć się na poprawę poziomu gry, ale z drugiej strony to dodatkowy wydatek energetyczny oraz wybicie z rytmu treningowo-meczowego. Wczoraj tę niedogodność widać było wyraźnie na przykładach dwóch graczy Emrelego i Muciego ,a w nieco mniejszym stopniu Kastratiego. Emreli był wolny, niezdecydowany , schowany, bierny, apatyczny, spóźniony do podań , dawał się wyprzedzać ,a do tego zawiódł nie strzelając dwóch bramek z czystych sytuacji. Muci z kolei był zagubiony, nie potrafił znaleźć swego miejsca na boisku , słaby tak w ataku jak i w defensywie. Nie wiem czym kierował się Michniewicz ich wystawiając,ale na pewno nie ich aktualną formą sportową.
O tym,że system ograniczał grę Legii,ale jego zmiana była zbyt niespodziewana.
Trener Michniewicz wprowadził wydawało się jako podstawowe ustawienie to z 3 środkowymi obrońcami czyli 3- 4-2-1 ewentualnie 3-5-2. Ono wykazało swa przydatność w grze przeciwko silnym rywalom w LE . Pewno jeszcze znajdzie się okazja,aby głębiej przeanalizować wady i zalety tego systemu w wykonaniu naszego zespołu ,ale teraz tylko parę incydentalnych uwag. Jak każdy zauważył Legia osiągała lepsze wyniki w meczach z tak mocnymi drużynami jak Dinamo, Slavia, Spartak i Leicester. Duża w tym zasługa dyscypliny taktycznej wynikającej z obranego systemu gry. Wymienione ustawienie poparte prawidłowo podanymi zadaniami taktycznymi w ogromnym stopniu utrudnia przeciwnikom grę w ataku. A wymienieni rywale uchodzili za faworytów i chcąc ograć nasz zespół musieli atakować i to dużymi siłami 8-9 zawodników, tym samym wydatnie osłabiając funkcje obronne. Tak atakując na swojej połowie pozostawiali minimalne siły , a za to mnóstwo wolnej przestrzeni. I po starcie przez nich piłki, naszych 2-3 atakujących potrafiło te słabości wykorzystać. W naszej lidze sytuacja jest odwrotna, bowiem to Legia w każdym meczu stawiana jest w roli faworyta . I wówczas system przydatny w LE stawał się naszym utrapieniem ,gdyż jego przydatność w grze ofensywnej jest mocno ograniczona. W systemie z 3 środkowymi obrońcami i dwójką tzw. wahadłowych przejście z obrony do szybkiego ataku przy cofniętym i ostrożnie ustawionym przeciwniku jest prawie niemożliwe, a skuteczność ataku pozycyjnego jest mocno ograniczona brakiem skrzydłowych. To co widzi taki amator jak ja dostrzega profesjonalny sztab i trener i pewno z tego względu wczoraj zmienił ustawienie na takie samo jakim gra Lech czyli 4-1-4-1. Przyznam ,że zostałem tym manewrem niemile zaskoczony, bowiem akurat Lech jest chyba najgroźniejszym zespołem w lidze i eksperymenty akurat w meczu z takim rywalem są według mnie karygodnym dziwactwem.Tak trzeba było grać przeciwko znacznie słabszym drużynom, a nie przeciwko mocnemu Lechowi. Przeciwko Lechowi wypadało zagrać tym co mamy najlepszego i w bojach sprawdzonego. Chyba ,że Michniewicz chciał zaskoczyć rywala. No to zaskoczył.
O tym,że Legia i Lech zademonstrowały wysoką kulturę gry.
Wczoraj na boisku w wykonaniu zawodników obu drużyn obserwowaliśmy dobre wyszkolenie techniczne skutkujące poprawnym przyjęciem piłki , celnymi podaniami, udanymi dryblingami itp.. Sporo było gry bez piłki, prób wychodzenia na pozycje i na wolne pole powiązane z szanowaniem piłki i unikaniem jej strat. Dla widza dodatkowa korzyścią było to,że gra była czytelna , uporządkowana, było mało chaosu ,a piłkarze trzymali się stref.
Zawodnicy Legii częściej wymieniali piłki pomiędzy sobą i zdobywali teren krótkimi podaniami, tym samym dając czas na podłączenie się do akcji zawodnikom będącym bardziej z tyłu. W takiej grze powinno się często strzelać z dystansu, czego u nas zabrakło.
Piłkarze Lecha grali szybciej, znacznie częściej do przodu, stosowali dłuższe podania, w tym za plecy naszych graczy i starali się każdą akcję kończyć strzałem na bramkę.
Nasza drużyna dysponując większą liczbą bardziej wyrazistych indywidualności grała zdecydowanie zespołowo, natomiast Lech mając w większości gorszych zawodników grał bardziej indywidualnie. Te różniące się sposoby grania powinny sprzyjać naszej drużynie i rzeczywiście przez większość część spotkania to Legia narzucała swój rytm gry , kontrolowała przebieg wydarzeń i dominowała na boisku. Do wygranej zabrakło skuteczności , przyspieszenia akcji w rejonie pola karnego rywala i ostatniego ,celnego podania. Do remisu zabrakło koncentracji w obronie przy wykonywaniu rzutu wolnego przez graczy Lecha.
Lech ewidentnie przyjechał do Warszawy po remis. A wygrał. Po raz kolejny dajemy ciała po rzucie wolnym dla przeciwnika. Po meczu trzeba naszemu zespołowi zarzucić, że chyba zbytnio obawialiśmy się siły Lecha, która ma charakter bardziej medialny niż rzeczywisty, na co słusznie zwrócił uwagę Senator i poświęciliśmy za dużo uwagi zabezpieczeniu własnej bramki. Przy tak grającym zespole Lecha można było zdobyć się na większy margines ryzyka . Mnie szczególnie wkurzało wycofywanie piłek przy każdym bezpośrednim ataku gracza Lecha na naszego zawodnika. Z drugiej strony nie da się wygrać w miarę wyrównanego spotkania jak się nie strzela bramek ze stuprocentowych sytuacji.
Przed spotkaniem wielu kibiców obawiało się tego co nam zaserwuje sędzia Musiał. Ale chyba już zatracił on demonstrowaną przed laty swą ostrość i drapieżność. Wczoraj rozegrał dobre zawody. Zawodnicy Legii protestowali po strzelonej bramce w 5' ,ale niestety strzelec Artur Jędrzejczyk opanował piłkę ręką, zaś w 88' minucie Kostorz w polu bramkowym rywali potknął się o własne nogi.
Znowu stało się to co zauważył Gawin, a mianowicie jeszcze niedawno takie stykowe mecze potrafiliśmy rozstrzygać na własną korzyść, a teraz je przegrywamy. Chyba nadszedł już czas,aby coś z tym fantem zrobić.
A od kiedy to Polacy za Legię umierali? W Lechu na boisku było tylko 2 Polaków + bramkarz i jakoś nie widać było problemu. Polscy piłkarze nie dają żadnych gwarancji, a już na pewno nie "umierania" za Legię. Także argument dla mnie bez sensu.
Co do meczu, to potwierdził tylko to na co się zapowiadało. Spotkał się zespół w dobrej formie z zespołem w słabej. Wygrał ten w lepszej formie i można się cieszyć, że nie dostaliśmy wyżej. Michniewicz skład wystawił dosyć ofensywny i gdyby lechici ruszyli na nas takim pressingiem jak Lechia, to mogło być gorzej. A tak, to się dosyć długo można było się łudzić, że strzelimy jakiegoś "gównogola" i cudem dojedziemy do końca. Cudu jednak nie było.
Co nas czeka dalej? Trudno wyrokować, bo znajac Mioduskiego, to przed meczem można było obstawiać, że to spotkanie ostatniej szansy dla trenera. Przegraliśmy i wydawało się, że głowa poleci. Na obecną chwilę ma nie polecieć, choć nie wiadomo jak długo trener utrzyma się na stanowisku. Ostatnie spotkania nie rokują pozytywnie, więc jeśli miałbym obstawiać, to pożegnamy się w czasie najbliższej przerwy na reprezentację. No chyba, że zaliczymy jakiś konkretny oklep w Neapolu i Mioduski po prostu nie wytrzyma. Martwi tylko to jakiego szkoleniowca sprowadzi nam nasz właściciel. W przeszłości miał z tym problemy. Michniewicz był chyba pierwszym szkoleniowcem, co do którego nie było wątpliwości, że ma pojęcie o trenerce. Na polskiej "giełdzie" nazwiska takie trochę mało ekskluzywne (Brzęczek, Brosz, Stokowiec). Zagranica to rynek nieomal nieograniczony, choć umówmy się, że nikt bez defektu i w naszym zasięgu finansowym oraz, że tak to ujmę "prestiżowym", nie jest teraz bez pracy. Dlatego spore jest ryzyko kolejnego eksperymentu.
Na razie nie ma co dzielić skóry na jeszcze żywym niedżwiedziu. Podobnie jak Ty uważam Michniewicza za dużo lepszego szkoleniowca od takich wynalazków jak Brzęczek czy od dobrych trenerów,ale bez wyników jak przykładowo Brosz czy Stokowiec . Podobnie trener zagraniczny , który by się nadawał to ma robotę,a bezrobotny nie pracuje , bo nikt go nie chce. Jedyna opcja to Marek Papszun I być może warto poczekać do czerwca 2022 aż mu się skończy umowa z Rakowem i Michniewicza do tego czasu dotrzymać i skupić się na Pucharze Polski - co proponuję w komentarzu pomeczowym.Lecz Papszun tani nie jest i za garść orzechów nie przyjdzie ,a do tego to on w Rakowie rządzi pionem sportowym i na układ w którym decyzje podejmują urzędnicy się nie zgodzi. Więc żeby go zatrudnić to trzeba zmienić zasady podejmowania kluczowych decyzji , bowiem to w jakim teraz miejscu jesteśmy jest w ogromnym stopniu winą Zarządu ,a w dużo mniejszym trenera. Wchodzimy bowiem pod duże góry kompletnie nieprzygotowani i żaden trener ,nawet najlepszy nie podoła walce na trzy fronty jak ma materiał ludzki, który ledwo, ledwo starcza na jeden front.
Sorry za moje frustracje wylewające sie po zaledwie pierwsze porażce ale chyba właśnie mi się ulało i to po serii pierdyliarda meczów bez porażki.
Wcześniej pisałem o tym o czym teraz pisze Baron, czyli o wynikach i niemocy strzeleckiej i ofensywnej. Jestem ostatni od szybkiego zwalniania trenera ale ... my w kryzysie jesteśmy od pół roku ! Kiedy Panowie my zagraliśmy mecz w którym ręce same składały się do oklasków po naszych ofensywnych akcjach? Pytanie brzmi czy to wina trenera który głównie skupia się na defensywie czy też w materiale ludzkim który mamy i zawodników bez liczb?
A teraz jeszcze doszło 6 porażek w 9 meczach. SZEŚĆ !!! To już nie kryzys ale katastrofa i prawdę mówiąc osobiście nic mądrego nie przychodzi mi do głowy, choćby w stylu "Wujka Dobra Rada". Martwi mnie to wszystko bo Michniewicz sprawia wrażenie ogarniętego trenera, nawet więcej, wywiad z nim na Newonce sport rzucił mnie na kolana ... i co? I nic. Ciemność widzę ...
Coś tam o jakichś rozmowach jest jednak enigmatycznie szeptane (na meczyki.pl), zatem po kolejnych ewentualnych wtopach gdy na trybunach mogą pojawić się białe chusteczki, to wówczas DM będzie mógł rozmowy z następcą sfinalizować i wolę ludu tym samym wypełnić.
Osobiście trzymam kciuki za Czesia, byłem wobec niego sceptyczny na początku uważając za "trenerskiego kunktatora", ale zmieniłem własną optykę. Moim zdaniem CM cały czas ma jeszcze realną szansę zmniejszyć dystans do ligowego lidera na odległość sześciu punktów przed zimą i dopóki taka opcja istnieje to żadnych roszad i podmian bym nie robił. Za mistrzostwo, za awans do LE oraz za 6 pkt i dwie grupowe wygrane kredyt zaufania i szansa na poradzenie sobie z problemami są mu według mnie przynależne.
Skorża obawiał się że Legia zagra tak jak w pucharach czyli trójką a po prawdzie piątką w linii z tyłu, a tu "kunktator" wyszedł ofensywnie, tylko co z tego skoro mecz i tak w plecy.
Chyba chciałbym żeby w Gliwicach kunktatorstwo zagościło i po męczeniu buły żebyśmy wygrali najskromniejszym 0:1. Pytanie tylko jakim składem po czwartku? Nie wierzę żeby puchary zostały odpuszczone, choć i tak nas pewnie powiozą, casusu zeszłorocznego Lecha się nie spodziewam, zatem przed CM wyzwanie jak to razem wszystko poukładać?
Mogę przypomnieć.
@Iocosus
Ja od początku nie byłem fanem Czeska i pisałem coś w stylu pięknej gry to my się nie doczekamy .
Dziś jednak nie chce zmian trenera a to tylko z jednego powodu , boję się co znowu pan Mioduski wymyśli . No chyba ze powrót Vuko to choćby dziś
Marcin broni Czeska podkreślając słabość drugiej lini i ma racje . Zupełny brak kreatora gry .
Inaczej mówiąc budowanie mocnej drużyny to proces , którym trzeba kierować,a nie jest to zabawa ignorantów w piaskownicy.Przede wszystkim trzeba po męsku stanąć twarzą w twarz z problemem,a nie chować głowy w piasek licząc że ,jakoś to będzie.
@Iocosus.
Nie znając tej wypowiedzi , zresztą bardzo niegrzecznej , wręcz aroganckiej Skorży , napisałem w komentarzu,że dziwaczne i kompletnie niezrozumiałe jest całkowite przemodelowanie ustawienia , organizacji gry Legii akurat przed meczem z najtrudniejszym rywalem w lidze . W takim meczu gra się tym co ma się na pewno opanowane i co się na pewno umie i co się sprawdza ,a nie szuka się kamienia filozoficznego. Czasami Michniewicz postępuje tak jak by go dopadła pomroczność i podejmuje nieracjonalne decyzje.Nie sądzę,aby Skorża miał na to jakikolwiek wpływ.
Owszem, tylko, dla takiego Amarala mecz z Legią jest dokładnie tym samym, co mecz z Leicester dla Josue. Z kolei dla Josue mecz z Lechem jest kolejną ligową młócką. A tak poza tym, dokładnie rok temu, praktycznie ci sami piłkarze Lecha grali praktycznie taką samą beznadzieję jak my teraz. Granie co 3 dni, to dla naszych klubów praktycznie "mission imposible". Przywoływany tu i ówdzie trener Berg też został pogoniony z Ł3, bo nie poradził sobie z dokładnie takim samym problemem. Udało się jedynie Magierze ale Magiera miał Vadisa, który sam wygrywał mecze w lidze.
@Zwolnienie Michniewicza
Paradoksalnie, akurat obecny trener jak żaden poprzedni, niemal w 100% wypełnia tę słynną wizję prezesa Mioduskiego. Kogokolwiek mu pan Kucharski nie sprowadzi, to zaraz dostaje pierwszy plac, mimo, że dany grajek w danym momencie kompletnie nie nadaje się do gry w Legii. Czy u takiego Czerczesowa zagrałby Muci? Skibicki? Lopes? A może Mladen? No nie. Nawet Josue miałby problemy ze swoim pokaźnym bebzonem.
To, że bronię trenera Czesława nie oznacza jednak, że nie mam do niego pretensji. Znowu paradoksalnie, prezes Mioduski miał rację mówiąc, że ten trener nigdy nie prowadził drużyny w pucharach. Co innego odpaść w sierpniu w kwalifikacjach a zupelnie co innego grać w grupie. Tutaj trener Michniewicz, niestety, poległ. Poległ, przede wszystkim, na zarządzaniu swoimi piłkarzami. Tacy piłkarze, jak Mladen, Skibicki, Lopes czy Perkhart już kilka tygodni temu powinni zostać odesłani do rezerw. I nie za karę ale po to, aby w spokoju, z niezbyt wymagającymi przeciwnikami odbudować swoją formę. Przespał, przegapił a może przestraszył się, zabrakło mu jaj i teraz jest w dupie. A ta czwórka w swojej optymalnej formie spokojnie mogłaby ograć Lecha.
Podobnie było z Wszołkiem. Gdyby w odpowiednim momencie dał mu zagrać, to jestem pewien, że w Legii by został. A tak i on stracił i straciła Legia.
Porażka z Lechem, to doskonała okazja dla Michniewicza, żeby pokazać, jakim jest naprawdę trenerem. Jeśli chce zrobić karierę w swojej wymarzonej Rosji, to teraz jest właśnie ten moment.