- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Zrinjski - Legia 1-2: Przełamanie?
Na mecz trzeciej kolejki Ligi Konferencji Legia udała się do Mostaru. Nasza drużyna przegrywała, ale szybko odrobiła straty i ostatecznie pokonała gospodarzy. Zwycięską bramkę zdobył Kramer. Tym samym przerwana została passa porażek Legii.
Trener Runjaić dokonał kilku zmian w składzie, między innymi na pozycji bramkarza. Skład naszej drużyny wyglądał następująco: Hładun – Pankov, Jędrzejczyk, Ribeiro – Wszołek, Slisz, Çelhaka, Kun – Josué, Kramer, Muçi. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Marić – Ćorluka, Jakovljević, Radić, Tičinović – Ivančić, Zlomislić, Čanađija – Ćuže, Bilbija, Hrvanović.
W pierwszej fazie meczu tempo było mocno senne. W 14. minucie Hładun niezbyt dobrze obliczył lot piłki po dośrodkowaniu z prawego skrzydła, ale zawodnik gospodarzy nie zdołał zamknąć akcji. W 20. minucie Ribeiro oddał celny strzał głową po dośrodkowaniu Josué z rzutu rożnego, jednak Marić odbił piłkę. Po kolejnym stałym fragmencie gry w 27. minucie do strzału doszedł Pankov, ale uderzył nad bramką. Dwie minuty później Çelhaka zanotował odbiór w środku pola, oddał piłkę Muçiemu, który uderzył, niestety niecelnie. W 30. minucie gospodarze objęli prowadzenie. Po dośrodkowaniu z prawej strony boiska Bilbija zgubił naszych obrońców w polu karnym i z kilku metrów pokonał Hładuna. Minutę później padło wyrównanie. Szybkie rozegranie piłki przez Josué doprowadziło do dośrodkowania Muçiego i samobójczej bramki Jakovljevicia. W 43. minucie Hładun odbił ostry strzał Ćorluki z narożnika pola karnego. W doliczonym czasie gry Kramer nie wykorzystał fenomenalnego dośrodkowania Josué.
Do przerwy było 1:1. Mecz był wyrównany, a gra naszej drużyny nie przekonywała.
W 53. minucie gospodarze umieścili piłkę w bramce Legii, na szczęście był spalony. W 55. minucie Muçi został ukarany żółtą kartką za próbę wymuszenia rzutu karnego. W 62. minucie piłkę w bramce gospodarzy efektownym strzałem głową umieścił Kramer. Sędziowie w pierwszym momencie odgwizdali pozycję spaloną, ale po analizie VAR bramka Słoweńca została uznana. Legia prowadziła 2:1. W 64. minucie Gual zastąpił Muçiego. W 68. minucie Pankov i Jędrzejczyk nie zdołali przeciąć prostopadłego podania ze środka pola i zmiennik Malekinušić pokonał Hładuna, ale bramka została anulowana z powodu minimalnego spalonego. W 71. minucie Rosołek zmienił Kramera. W 79. minucie żółtą kartkę za grę na czas ujrzał Hładun. W 86. minucie Elitim zastąpił Çelhakę. W doliczonym czasie gry sprytnym strzałem popisał się Gual, ale piłka minęła bramkę gospodarzy. Gospodarze mogli wyrównać po rzucie rożnym, na szczęście Radić przestrzelił po rzucie rożnym. Żółtą kartkę za opóźnianie gry ujrzał jeszcze Kun. Legioniści nie pozwolili już gospodarzom na stworzenie sytuacji bramkowej.
Legii grało się ciężko. Akcjom naszej drużyny brakowało płynności, a kilku zawodników ewidentnie nie jest w najlepszej formie. Być może pucharowe zwycięstwo pomoże drużynie wrócić do właściwego rytmu. Sytuacja Legii w grupie Ligi Konferencji jest obecnie dobra, po trzech meczach mamy sześć punktów, a w perspektywie domowe mecze ze Zrinjskim i AZ. Najbliższe wyzwanie to jednak niedzielny mecz przeciw Stali Mielec w Ekstraklasie.


Cieszy wynik i sytuacja w grupie pucharowej, dla mnie pozytywem była również gra Celhaki, którego chyba po raz pierwszy jestem w stanie pochwalić.
Bardzo mnie ciekawi jakim składem wybiegniemy przeciwko Stali, dla Runjaica trenersko jest chyba spory zgryz, ponieważ teraz każda porażka ligowa będzie już musiała budzić skojarzenia z "równią pochyłą Michniewicza". Czesio zawiódł i sobie nie poradził, teraz w analogicznej sytuacji musi zweryfikować się Kosta.
Trener Runjaicz w stosunku do ostatniego meczu ligowego, nieszczęśliwie przegranego wysoko ze Śląskiem, dokonał trzech zasadniczych zmian,a mianowicie Artur Jędrzejczyk na środku obrony zastąpił Augustyniaka , Celhaka zastąpił Elitima oraz na boisku zameldował się Josue. I to ci zawodnicy korzystnie zmienili obraz gry.
Celhaka zwiększył potencjał siły fizycznej w środku pola . Josue potrafił utrzymać się przy piłce wybijając rywali z rytmu ataku i samemu kreując groźne sytuacje.
Jędrzejczyk zaś trzymał linię i głębię obrony , dzieli czemu rywale mieli poważne problemy z przeprowadzaniem kontrataków oraz grą za plecy na wolne pole. M.innymi efektem trzymania linii były słuszne nieuznanie dwóch bramek zdobytych przez rywali ze spalonych.
Przyznam ,że jakoś trudno mi zrozumieć trenera Runjaicza w jego uporze gry w obronie na trzech środkowych obrońców , nie mając w składzie ani jednego mającego pełne kwalifikacje do gry na tej pozycji. Przecież najlepszy obecnie na tej pozycji Jędrzejczyk to dużej klasy ,ale boczny obrońca. Pamiętamy Artura jak przed 17 laty przyszedł do Legii z Iglopolu Dębica jako środkowy obrońca,ale przy wykazywanej ambicji raził nieporadnością na tej pozycji. Był więc wypożyczany do Jastrzębia, do Dolcana i dopiero po 4 latach jak został wypożyczony do Korony trener Sasal uznał,że Jędrzejczyk na środkowego obrońcę się nie nadaje,ale na bocznego prawego jak najbardziej. Ja znam tylko jeden przypadek udanego przejścia bocznego obrońcy na pozycję środkowego i był nim Jacek Zieliński.Piszę o tym po to ,aby uświadomić ,że jeżeli obecnie najlepszym na środku obrony w Legii jest facet, który nie nadawał się na tę pozycję przed kilkunastu laty to mówienie o sile obrony jest nieśmiesznym żartem.Gra trójką obrońców wymaga na tych pozycjach zawodników o wysokich umiejętnościach , bowiem bronią oni swoich stref indywidualnie , bez asekuracji.
Gra czwórką obrońców ma tę zaletę,że jeden z dwójki środkowych może asekurować pozostałych w ich strefach.
Myślenie trenera Runjiacza , o grze "trójką" z tyłu nie jest pozbawione sensu , bowiem stawiał on na wzmocnienie siły gry ofensywnej ,aby z jednej strony zmusić rywali do koncentracji większych sił na zabezpieczeniu własnej bramki a z drugiej ,aby zdobyć o jedną bramkę więcej od przeciwnika.Te cele Legia realizowała mając wszystkie parametry liczbowe lepsze od rywali ( także w spotkaniu ze Śląskiem) , poza zdobyczami bramkowymi w czterech ostatnich spotkaniach. Można zaryzykować twierdzenie ,że to nie gra obronna Legii uległa erozji ,ale skuteczność w ataku.Tyle tylko,że z tego faktu trzeba wyciągnąć konstruktywne wnioski czyli wzmocnić grę defensywną zespołu.
Przed wczorajszym spotkaniem, różni "znawcy" usiłowali zgłębić przyczyny wymyślonego przez siebie kryzysu Legii. Na przygotowanie fizyczne i spadek formy nie bardzo mogli zrzucić niepowodzeń , bo nie mogli walczyć z liczbami ,a zawodnicy Legii w każdym przegranym spotkaniu przebiegali więcej kilometrów i np. w meczu ze Śląskiem o 10 %, mieli na koncie więcej czasu posiadania piłki , znacznie więcej podań, w tym celnych , więcej sprintów, więcej odbiorów itd. Jak ten powód nie wypalił to wpadli na pomysł,że tzw. zmiennicy nie mają dostatecznej jakości piłkarskiej i tu wymieniali kilku graczy, w tym Guala. Ja już z litości dla nich nie wspomnę jak to wychwalali pod niebiosa trafność transferów Legii , wyrównany i szeroki skład Legii, wysoką klasę każdego kto grał w pierwszym składzie - ale wówczas kiedy Legia wygrywała w lidze i w Europie. Czyżby zawodnicy ci stracili jakość i klasę grając w Legii ?. Absurd.
To,że taki Śląsk wygrał wysoko z Legią nie oznacza ,że dysponuje on wyższej klasy zawodnikami, bo to bzdura, bo poza Exposito - na pewno żaden z nich nie miałby stałego miejsca w I składzie Legii. Tym "szpecom" brakuje narzędzi teoretycznych do analizy przyczyn porażek. Chodzi o to,że w Legii zawodzi nadliniowość, bowiem pojedynczy zawodnicy w pojedynczych meczach grają znacznie poniżej poziomu całości.Tu sprawdza się powiedzenie ,że "łańcuch jest tak mocny jak jego najsłabsze ogniwo" . Wypada zaznaczyć,że najtęższe umysły, najwięksi znawcy i analitycy nie wiedzą " na pewno" co powoduje kryzys w dobrze funkcjonującym mechaniźmie, jakim jest drużyna piłkarska . Więc niejako każdy może bredzić o tym co mu się wydaje. A kto im głupszy tym bardziej pewny,że wie, na pewno.
Naukowcy zajmujący się problematyką kryzysów opracowali algorytm opisujący anatomię kryzysu w kategoriach matematyki. Jest to wywód dość zagmatwany , więc ponieważ uważam ,że obecnie Legii kryzys nie dotknął i oby tak pozostało
Ponieważ nie posiadam dostatecznej wiedzy nie jestem w stanie ocenić na jakich podstawach trener Runjiaicz dokonuje rotacji zawodników. Bowiem generalnie chodzi w tej metodzie o dwa główne elementy, a mianowicie ,aby grali zawodnicy będący a wysokiej formie fizycznej oraz ,aby wyrychtowany skład meczowy składał się z zawodników kompatybilnych. Jeżeli idzie o przygotowanie fizyczne mierzone skalą fizjologicznych oznak procesów zmęczeniowych to zawodnicy powinni być przygotowywani indywidualnie w nieco zmienionym rytmie oddzielającym jednych od drugich ,tak ,aby wszyscy na raz nie wpadli w dołek z formą fizyczną . A piszę o tym dlatego,że przerwa meczowa wyszła Josue wyraźnie na dobre,a np. w meczu ze Śląskiem Augustyniak był straszliwie wolny. a więc bez formy szybkościowej,a wczoraj szczególnie w I połowie Wszołek był cieniem świetnie dotychczas grającego zawodnika i np. odpuścił krycie zawodnika którego miał obowiązek pilnować w naszym polu karnym - co było bezpośrednią przyczyną utraty bramki.
Wbrew różnych "fachmanom" uważam ,że Legia ma jak na naszą ligę kilkunastu klasowych zawodników ( najwięcej ze wszystkich zespołów). Chodzi tylko o to ,aby nie wystawiać tych , którzy z różnych powodów, znajdują się pod formą i stanowią w warunkach meczowych to najsłabsze ogniwo przez które łańcuch przestaje być mocarnym i trwałym łańcuchem.
Skomplikowana materia, ale nie sposób liczyć na to, że zawsze będziemy mieli do dyspozycji pełną kadrę i to w topowej formie, a osamotnieni w takich okolicznościach przecież nie jesteśmy. Runjaić musi sobie radzić i nie może mylić się w rachubach tak bardzo jak miało to miejsce we Wrocławiu. Zresztą czytając jego wypowiedzi po wczorajszym meczu, mam wrażenie, że on liczy na to, że wygrana w Mostarze jednak pomoże nam się odkręcić i przełamać, że potrzebowaliśmy właśnie takiego korzystnego podmuchu fortuny i teraz powinno być już tylko lepiej.
Ze Stalą oczywiście musimy wygrać, innego scenariusza w ogóle nie biorę pod uwagę, niezależnie od tego czy zagra Burch czy Pankov, Kun czy Dias (chociaż ten ostatni wygląda póki co na koszmarny niewypał), ale rzecz też w tym, by całościowo sinusoida formy zespołu i jego pewność siebie szła w górę, żebyśmy na koniec tej serii gier byli gotowi na rewanż ze Zrinjskim i mecz z Lechem. Na poprzednim etapie pary zabrakło nam właśnie na końcu, wierzę, że teraz będzie odwrotnie.
Cieszą trzy punkty i teraz ten remis Holendrów jawi się jako dobry wynik dla nas . Wygrać rewanż z Zrinjski i zremisować z Alkmaar i żadne inne wyniki nas nie interesują . Kasa się przyda prawda ?
Z tej wyliczanki wyłączyłem Puchar Polski bo tam według mnie powinniśmy wyjść z Igorem Strzałkiem i z wszystkimi nowymi nabytkami w podstawie, tam winni otrzymać swoją szansę na wykazanie się, ale w takim razie akceptujemy że wynik będzie ryzykiem.
Dziś gramy "o spokój", "odzyskanie pewności siebie", rywal niepozorny, niby stawka niewielka, tylko że według mnie brak tego "spokoju" zaważył w sporym stopniu na ligowej degrengoladzie za czasów Michniewicza.
Warto powalczyć o ten awans, to nie tylko kasa, to też punkty do rankingu, no i przede wszystkim dodatkowe emocje wiosną, przecież nawet Lech pokazał, że Liga Konferencji może być fajną przygodą. Tylko teraz rzecz w tym, żeby wajcha nie była zbyt mocno przestawiona w stronę pucharów, bo odjedzie nam pociąg w lidze. Recepty jak pogodzić jedno z drugim nie mam, ale chyba najbardziej chodzi mi o jakieś wewnętrzne nastawienie szatni - że w tym momencie jednak to liga musi mieć najwyższy priorytet.
EDIT: Mistrzowsko wykrakane Iocosusie