- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Najlepszy prezent
W Wielką Sobotę odnieśliśmy zwycięstwo - może nie wielkie, ale na pewno o wielkiej wadze. Na Konwiktorskiej trudne warunki postawili nam nie tylko gospodarze, ale i sędziowie, których gapiostwo pozwoliło Polonii na doprowadzenie do remisu 1:1. Na szczęście zdążyliśmy zareagować, po podaniu Ivicy Vrdoljaka do siatki gospodarzy trafił Dominik Furman. Święta uratowane!
Ile nerwów kosztowała nas końcówka meczu, widać było po skwapliwie wychwytywanych przez kamery C+ reakcjach prezesa Leśnodorskiego. Prezes oczywiście nie był osamotniony - sam przywitałem bramkę Furmana mieszanką skoku wzwyż i łyżwiarstwa figurowego, okraszoną triumfalnym rykiem wydanym w zagadkowym języku. Wykonany przeze mnie układ został skomentowany złośliwym rechotem przez znajdującą się w pobliżu Ulubioną Żonę, która stwierdziła nadto, że bardzo brakowało jej w tym momencie aparatu w dłoni. Cóż, nasz ekspresyjny prezes nie mógł liczyć na luksus braku aparatu w swoim pobliżu, nie wydaje się jednak, żeby Bogusławowi Leśnodorskiemu jakoś szczególnie to przeszkadzało. I dobrze!
To był mecz bardzo w naszym wykonaniu nierówny. Do nieskończenie długiej listy futbolowych paradoksów można dopisać, że decydującą bramkę zdobył dla nas Dominik Furman, którego zagrania od momentu pojawienia się na boisku komentowałem głównie twarzą ukrytą w dłoniach i dość szpetnym słownictwem, a przytomnym podaniem do wbiegającego w pole karne Ivicy Vrdoljaka popisał się w tej akcji Kuba Kosecki, który zagrania dobre (potencjalne asysty wyłożone Danijelowi Ljuboi) przeplatał zagraniami fatalnymi w proporcji wielce niekorzystnej dla tych pierwszych. Mecz zupełnie nie wyszedł chwalonemu przez nas w ostatnich tygodniach Miro Radovicowi, a miejsca na boisku za nic nie umiał znaleźć sobie Dwaliszwili, który poza bodaj dwoma czy trzema wygranymi dryblingami, zanotował też pokaźną liczbę strat, niedokładnych podań i dziwacznych nieporozumień z kolegami z zespołu.
Na szczęście nawet grając w sposób umiarkowanie przekonywujący, niedokładnie w ofensywie i dość nerwowo w obronie (współpraca Jodłowca z Wawrzyniakiem zdecydowanie do poprawki!), i tak byliśmy drużyną wyraźnie od Polonii lepszą, groźniejszą. Skuteczne przekazywanie pałeczki pomiędzy poszczególnymi zawodnikami to nasz znak firmowy, który opatentowaliśmy na jesieni, dziś tę przysłowiową pałeczkę przejęli między innymi Vrdoljak, zdecydowanie bardziej aktywny niż zwykle, przeżywający prawdziwy renesans formy Astiz, z Polonią praktycznie nieomylny, oraz Bartosz Bereszyński, nie do pokonania w indywidualnym pojedynku na prawej flance. Widząc taką Legię oddycham z ulgą, to drużyna, którą znam i którą 'kupuję', nawet mimo jej oczywistych braków.
Czy nasza optyka byłaby znacząco odmienna, gdyby nie bramka Furmana?
Cóż, z pewnością intensywniej pomstowalibyśmy (słusznie!) na błędy sędziów, na nieskuteczność Ljuboi i jego awangardowe pomysły na zdobywanie goli, na nieumiejętność pogrania piłką przy korzystnym dla nas wyniku. Warto jednak zauważyć, że wygrywając z Polonią, zanotowaliśmy na swoim koncie trzecie wyjazdowe zwycięstwo 2:1 w bieżących rozgrywkach, że tak jak w Gdańsku, w Bielsku, tak i dziś w Warszawie odpowiedzieliśmy piłkarską rekontrą na wyrównanie uzyskane przez gospodarzy. To już nie kwestia przypadku i pojedynczych zagrań piłki, to potwierdzona umiejętność przeważenia szali w odpowiednim momencie.
Pojawia się natomiast pytanie czego nam brakuje, żeby mecze takie jak z Polonią wygrywać w sposób pewniejszy, żeby szybciej, bardziej zdecydowanie, bardziej brutalnie wykorzystywać posiadaną przewagę? W pierwszej kolejności wskazałbym chyba niedostatki jeżeli chodzi o precyzję rozegrania ataku. Jan Urban zestawił dziś naszą ofensywę w sposób, którego domagałem się przed rozpoczęciem rundy wiosennej, z Ljuboją na szpicy, Dwaliszwilim za jego plecami, Koseckim i Radoviciem po bokach, niestety bez efektów, na które liczyłem. Za dużo obiecujących akcji umiera nam dlatego, że w decydującym momencie brakuje zrozumienia, brakuje podjęcia optymalnej decyzji. A to dośrodkowanie nie ma adresata, a to ktoś gorzej ustawiony sprzątnie sprzed nosa piłkę komuś znajdującemu się w lepszej pozycji, a to podanie jest odrobinę spóźnione i zamiast wyprowadzić skrzydłowego czy napastnika na dobrą pozycję, zwalnia atak. Nasza maszyna nie funkcjonuje w sposób płynny, nie siecze przeciwników prostymi, szybkimi, powtarzalnymi akcjami. Póki gromadzi punkty - jest dobrze, bardzo dobrze. Ale... mam silne przeświadczenie, że może być jeszcze lepiej.


Moim zdaniem sędziowie powinni również odgwizdać zagranie polonisty ręką w polu karnym.
Przy okazji ukradnę cytat z weszlo.com -Nie chcemy na nikogo narzucać dodatkowej presji, ale obecność Pawła Gila + sędziów bramkowych niczego dobrego nie zwiastuje.../
Co dzisiaj mnie zdziwiło, Rado jakiś taki nie swój i wiele rzeczy mu nie wychodziło.
Bereś w tym roku kończy 21 lat, moim zdaniem zapowiada się na to, że to najlepszy przyszłościowy transfer Legii od lat. Raz ma nieziemską mocną psyche (wieś w Poznaniu), a dwa jego organizm jest super wydolny. W takim tempie, to za rok czy dwa będzie można zadać pytanie, a kto to w ogóle jest Piszczek
Nie podobało się też jak raz Ljubo będąc na spalonym zabrał piłkę, którą wypuścił sobie Dwaliszwili.
Żeby pochwalić Ljubo, to dzisiaj się nieziemsko starał i powalczył trochę w obronie.
Co do Jodły, moim zdaniem zagrał całkiem poprawnie, miał sporą przerwę (mecz z Olimpią był tylko rozgrzewką) i pierwszy raz zagrał w Legii w prestiżowym pojedynku. Może być tylko lepiej.
Legia zagrała normalnie. Swoim ustawieniem funkcjonującym coraz sprawniej. Brakuje nam wykończenia akcji i instynktu zabójcy. Po raz kolejny po zdobyciu bramki odpuszczamy i zadowalamy się popisami sprawnościowymi.
Znowu z dużej chmury deszczyk, a "doping" polonistów polegający li tylko na próbach obrażania nas świadczy o ich małości. Bardziej odzwierciedlałby różnicę poziomów wynik 4:0. Polonia bowiem bramki nie zdobyła a i na nią postawą trenera, zawodników i kibiców nie zasłużyła.
- ”Jan Urban zestawił dziś naszą ofensywę w sposób, którego domagałem się przed rozpoczęciem rundy wiosennej, z Ljuboją na szpicy, Dwaliszwilim za jego plecami, Koseckim i Radoviciem po bokach, niestety bez efektów, na które liczyłem.”
Gawinie, czy aby na pewno nie przyniosło rezultatów? Czy gdyby Ljuboja wykorzystał te dwie „setki” to tez byś tak napisał? Ja w każdym bądź razie na pewno nie, wątpię tez czy którykolwiek z kibiców pokusiłby się o krytykę tego ustawienia. Ilość sytuacji do których dochodzi Serb ustawiony na szpicy zdecydowanie przemawia na korzyść takiego zestawienia. Oczywiście wpsółpraca Lado-Ljubo nie wyglądała jeszcze tak ciekawie jak z Saganem, niemniej jednak jest to zrozumiałe. Potrzeba jeszcze czasu, zrozumienia, zaufania (tego chyba przede wszystkim), ale to przyjdzie.
- ”A to dośrodkowanie nie ma adresata, a to ktoś gorzej ustawiony sprzątnie sprzed nosa piłkę komuś znajdującemu się w lepszej pozycji, a to podanie jest odrobinę spóźnione”
Tu pełna zgoda, tyle, że moim zdaniem byłoby inaczej gdybyśmy zaczęli grać w jednym i tym samym ustawieniu w większej ilości spotkań. To pomaga w zrozumieniu, a ono z kolei w wyeliminowaniu takich sytuacji w których Ljubo zabiera piłkę Lado i psuje bardzo dobrą (jedyną?) wypracowaną przez Gruzina akcję. Odrobina czasu i powinno to wyglądać zdecydowanie lepiej. Więcej akcji na pamięć, na wyczucie, którego obecnie bardzo brakuje.
- ”Ale... mam silne przeświadczenie, że może być jeszcze lepiej.”
Pełna zgoda, też mam takie przeświadczenie. To moim zdaniem widać w sytuacjach stresowych, gdy zaczyna nam się problem. Nagle zaczynamy grać zupełnie inaczej, szybciej, płynniej, z większym ryzykiem (i co ważne wychodzi). Wypada za trenerem Urbanem żałować, że nie potrafimy tak meczu zacząć i skończyć po 30 minutach z handicapem w postaci trzech bramek w sieci rywali.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Co do meczu to muszę przyznać, że pomimo wielu błędów, nerwowości i braku skuteczności (co wścieka mnie na maxa) to podobała mi się Legia w tym spotkaniu. Wyszła na plac z misją i to było widać. Był plan, była wiara (może czasem zbyt wielka) w to, że możemy, w to, że to my jestem tym lepszym zespołem. W przeciwieństwie do kilku poprzednich spotkań naszej ligi było widać kto tu jest liderem, a kto stara się tą hierarchię odwrócić. Oczywiście martwi mnie nierówność formy tego zespołu, wciąż nie doczekaliśmy się większości piłkarzy pierwszego składu w wysokiej formie. Wczoraj po raz kolejny było pół na pół. Co ciekawe i dość dziwne zarazem, prym wiodło „inne pół” niż zazwyczaj. Wczoraj znów liderem środka był Ivica Vrdoljak, liderem defensywy Inaki Astiz, w ataku szalał Danijel Ljuboja, toż to legijny świat na głowie stanął. Gdzie Miroslav Radović, gdzież jest Kuba Kosecki, co się działo z Danielem Łukasikiem? Gdy dodamy chorego Marka Saganowskiego to mamy pełen obraz sytuacji. Czy doczekam się dnia/meczu w którym wszyscy zagrają razem? O rany, już się boję. To jest właśnie potencjał Legii, który musimy wydobyć. Na ligę wystarczy jak widać połowa, ale w Europie będziemy potrzebowali wszystkich. Trenerze czekamy, taka Legia porwałaby tłumy…
Cóż, Twoja grafika jest bezlitosna. Widać też przy okazji, że liniowy miał absolutnie czyste pole widzenia, a i bramkowy miał tę sytuację jak na dłoni. Straszna plama.
Z karnym po akcji Rado trochę bardziej śliska sprawa. Z jednej strony - ręka ewidentna, z drugiej strony - nie było ruchu, łapa naturalnie ułożona, nawet wyglądało to trochę jakby Rado go celowo nabił. Najgorsze jest w tym wszystkim, że jedni sędziowie takie zagrania gwiżdżą, inni puszczają, brakuje przejrzystości i konsekwencji interpretacyjnej.
@ Monrooe
Do Ljuboi na szpicy nie mam uwag, tu się o ile pamiętam zgadzamy, że właśnie tam i tylko tam powinien grać. Ale już gra Dwaliszwilego zasiała małe ziarenko niepokoju, ani nie był w stanie przetrzymać piłki miedzy formacjami, ani nie wchodził w dwójkową grę z Rado i Ljuboją, ani nie wygrywał pozycji w polu karnym kiedy Ljuboja schodził do flanki. Oczywiście biorę poprawkę na to, że to prostu pierwsze koty za płoty w tym ustawieniu, ale ten mecz na pewno nie przybliżył Lado do pierwszego składu i nie potwierdził, że jest to ustawienie dla nas na tę chwilę optymalne. Z Lubinem zapewne do pierwszego składu wróci Sagan.
- "Do Ljuboi na szpicy nie mam uwag, tu się o ile pamiętam zgadzamy, że właśnie tam i tylko tam powinien grać"
No ale to w Ty wyraziłeś wątpliwości co do skuteczności tego zestawienia. Moim zdaniem zadziałało.
- "gra Dwaliszwilego zasiała małe ziarenko niepokoju, ani nie był w stanie przetrzymać piłki miedzy formacjami, ani nie wchodził w dwójkową grę z Rado i Ljuboją"
Problem z Dvaliszvilim polega na tym, że On wciąż porusza się jakby dźwigał do domu metr ziemniaków na plecach. Niełatwo tak się gra, widać, że problem z poruszaniem ma ogromny. W tej chwili jego miejsce jest na szpicy, tylko tam potrafi statycznie się zastawi i huknie nie do obrony. Wykończyć umie w naprawdę niezłym stylu, ale w tej chwili nic nie wykreuje. Coś czuję, że tak już do końca tej rundy będzie. Choć może tak jak na jesieni w Polonii załapie formę w połowie rundy. Wtedy gra za plecami Ljuboji czy Saganowskiego powinna przynosić rezultaty. Na razie, egzekutor.
O to to. Co więcej, nie tylko pomiędzy różnymi sędziami. Kilkanaście minut po sytuacji z ręką Barana sędzia Gil odgwizdał jeszcze mniej oczywistą rękę innego zawodnika gospodarzy pod naszym polem karnym. W porównaniu z tym drugim zagraniem zachowanie Barana było wręcz skandalicznym złamaniem przepisów.
A co Dvaliszvilego zdaje mi się, że padł ofiarą połączenia tremy wywołanej niepewnością reakcji kibiców i zawodników PW, oraz braku zgrania z Legią szczególnie właśnie widocznym przy meczu z niedawnymi kolegami - miałem kilka razy wrażenie jakby Gruzin się zastanawiał kto ze mną a kto przeciw. Poczekamy, zobaczymy. Może jeszcze złapie formę i zgranie. Ma czas - Sagan się wykuruje i do końca sezonu będzie On straszył. Lado w dobrej formie będzie nam bardziej potrzebny w przyszłym sezonie.
Miło, że po czterech meczach bez zwycięstwa na tamtym boisku (to adekwatniejsze niż "siedem lat" w sytuacji, gdy Legia w 2006/07 i 2007/08 nie dostąpiła nawet "zaszczytu" gry tam), udało się zwyciężyć (z naciskiem na "udało się"), ale nie ma się co czarować. Rywal zagrał, może i ambitnie, ale słabo i do tego jego zawodnicy podpalili się jak dzieci po golu na 1-1. Jakości w grze Legii jest mało, wielu zawodników gra nierówno (Kosecki - norma, bo młody, Radović - nie dziwota, bo zawsze grał niestabilnie, Furman - jak autor tekstu trafnie spostrzegł, itd.), a na szczęście nie sposób ciągle liczyć. Oglądając mecze Legii, zdecydowanie nie odczuwam pewności, czy zwycięży. Nie wiem, jak dalej będzie. Zagłębie wiosną spisuje się dotychczas dosyć dobrze. Jako tako napawa mnie optymizmem gra zademonstrowana przez nich 2 tyg. temu w Łodzi, ale wolałbym ten optymizm czerpać z gry Legii. Nie czerpię.
Rywal każdy schodzi z bagażem kilku bramek. Ja pierdziu możliwe?
W zeszłym sezonie tabela po 20 kolejkach wyglądała tak:
...na koniec zabrakło 3 pkt.