- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Uczucia ambiwalentne
Stadion Wisły został odczarowany. Po 16 latach bez ligowego zwycięstwa na Reymonta, wreszcie pokonaliśmy krakowskiego przeciwnika. To piąte kolejne wiosenne zwycięstwo podopiecznych Jana Urbana i arcyważny krok w kierunku wywalczenia mistrzostwa Polski.
Z trudem przechodzi mi to przez palce - czuję się w tym momencie trochę jak kibic... Lecha Poznań. Oto moja drużyna gra klasyczny 'piach', sędziowie popełniają ewidentną pomyłkę na jej korzyść, ale przecież koniec końców - ta drużyna zwycięża. Kto za kilka miesięcy będzie pamiętał o okolicznościach tego zwycięstwa?
Sędziowski błąd przy bramce Dwaliszwilego niestety nie do zakwestionowania. Liniowy nie nadążył za sprintującym Jędrzejczykiem, bramkowy był chyba zbyt... blisko, Siejewicz prawdopodobnie zaufał osądowi swoich asystentów. W efekcie piłki wygarniętej daleko spoza linii końcowej nie widzieli trzej najważniejsi w tym momencie ludzie na boisku - i... chyba tylko oni. Trochę przypominała mi ta sytuacja nieuznanego gola dla Anglii w meczu z Niemcami rozgrywanym podczas mistrzostw świata w RPA. Błąd zdumiewający, niewytłumaczalny, istotny dla przebiegu gry. Nie będę jednak hipokrytą i napiszę szczerze - tym razem był to przynajmniej błąd na naszą korzyść.
Pomijając aspekt sędziowski, przyznam, że trudno mi rozgryźć ten mecz i uwarunkowania, które ostatecznie doprowadziły do naszego zwycięstwa. Wiśle trzeba oddać, że gdyby zawsze grała na takim poziomie zaangażowania i agresji jak dziś, z pewnością nie pętałaby się teraz gdzieś w środku ligowej tabeli.
W grze defensywnej prezentowaliśmy się co najwyżej średnio. Już przy pierwszej ofensywnej akcji Wisły dwóch zawodników gospodarzy rozklepało Jędzę, któremu nie pomógł ani tradycyjnie leniwie wchodzący w mecz Miro Radović, ani dopiero szukający optymalnego ustawienia na boisku duet Łukasik - Vrdoljak. W efekcie bodaj Garguła miał mnóstwo czasu, żeby spacerkiem dojść do linii końcowej i dośrodkować prawie że ze stojącej piłki. Kilkanaście minut później podobną niefrasobliwość obserwowaliśmy na lewej stronie boiska, w prostej sytuacji po wyrzucie piłki z autu, krycie kompletnie odpuścił Kuba Kosecki, przez co oglądaliśmy kolejną groźną sytuację pod naszą bramką. Z kolei w końcówce meczu za nic nie potrafiliśmy przeciąć piłek raz za razem wędrujących w nasze pole karne. Solidnie grający wcześniej Tomasz Jodłowiec w tym momencie wyglądał już na zupełnie 'ugotowanego', a wprowadzony za Dicksona Choto Michał Żewłakow nie sprawiał wrażenia człowieka czującego się na boisku jakoś szczególnie pewnie. Swoje 'za uszami' miał również Kuba Wawrzyniak, który chyba zlekceważył Sarkiego w sytuacji, która doprowadziła do bramki Sikorskiego. Wściekły Dusan Kuciak pieklił się, doskakując raz do jednego, raz do drugiego obrońcy, ale nie przynosiło to żadnych zauważalnych efektów.
Faktem jest, że w tym momencie Wisła rzuciła już wszystkie siły do ataku, było nerwowo, mogła się zdarzyć przewaga liczebna gospodarzy w jakiejś strefie boiska, mogło się zdarzyć zamieszanie w polu karnym. Natomiast, coś za coś, taką Wisłę, rzucającą się na nas z odsłoniętym podbrzuszem, można i trzeba było skontrować, zwłaszcza że szans było aż nadto. Tyle że w grze ofensywnej wyglądaliśmy dziś jeszcze gorzej niż w destrukcji. Gdybyśmy wypuścili te bezcenne trzy punkty w końcówce, byłoby ku komu kierować pretensje, oj byłoby...
Wisła miała na nas w tym meczu prosty, dość oczywisty pomysł. Podchodzili bardzo wysoko, blisko, agresywnie do Ljuboi i Radovicia, trzeba przyznać, że dzięki temu w zdecydowanej większości przypadków udawało im się kasować nasze akcje w zarodku. Ale kiedy między polem karnym Wisły a linią środkową boiska zrobiło się wreszcie trochę miejsca, powinniśmy to wykorzystać. Tymczasem nasza nieodpowiedzialność i lekkomyślność w niektórych zagraniach była wręcz wstrząsająca. Przychodzi mi na myśl przede wszystkim mój ulubieniec Dwaliszwili, który po znakomitym dryblingu, mając zupełnie wolnego Michała Kucharczyka na lewej stronie, wolał wdać się w bezsensowny i przegrany przebój w polu karnym. W tym zagraniu objawił się taki Dwaliszwili, którego widziałam zeszłej wiosny podczas meczu Polonii z Lechem w Poznaniu i którego w Legii w żadnym wypadku bym nie chciał. Drogi Gruzinie, nie idź tą drogą! No i jeszcze Rado, który zamiast wystawić 'patelnię' Dominikowi Furmanowi, wolał spartaczyć setkę, mierząc w swoim ulubionym stylu 'fałszem'. Rado, ile bramek strzeliłeś w ten sposób w polskiej lidze przez wszystkie te lata? Jedną? Dwie? Policz sam i daj sobie z spokój z kabaretowymi wygłupami. Niewykorzystane sytuacje Ljuboi i Kucharczyka nie podpadają pod taką bezmyślność, raczej pod zwykłą nieskuteczność, rozgrzeszam je zatem, muszę jednak nawiasem mówiąc nadmienić, że Danijel Ljuboja chyba nigdy nie zirytował mnie tak, jak uczynił to dziś przy wykonywaniu rzutów wolnych.
W optymalnym momencie z asystą i bramką (z akcji!) 'wystrzelił' Artur Jędrzejczyk. Znakomity był Dusan Kuciak. Przebłyski klasy mieli Daniel Łukasik i Ivica Vrdoljak. Na pewno zostawiliśmy sporo zdrowia na boisku. Ale to był w naszym wykonaniu brzydki mecz, chaotyczny, szarpany. Legia, która nie jest w stanie uspokoić gry, utrzymać piłki na połowie przeciwnika, jeszcze długo będzie kojarzyć mi się z fatalnym jesiennym bojem w Trondheim.
Mimo wszystkich cierpkich uwag - trzeba pamiętać, że wreszcie wygraliśmy w Krakowie. To największy plus dzisiejszego meczu. Może nawet jedyny. Ale... za to jaki. Jestem jednocześnie zmęczony tym meczem, rozeźlony nim - ale i cholernie uszczęśliwiony.


Witaj. A jest jakieś powiedzenie, komu sprzyjają sędziowie? Spodziewałem się, że jeżeli uda nam się tam wreszcie wygrać po tylu latach (w co nie wierzyłem przed meczem), to po meczu nie będę posiadał się ze szczęścia. Jest zupełnie inaczej. Nie wiem, czy tylko ja mam takie odczucia.
Dziwne rzeczy dzieją się też ostatnio z Koseckim. Gdzieś kompletnie zatracił swoje atuty. Dzisiaj mógł powtórzyć akcję Radovica z meczu z Lechem ale zamiast podejść pod Pareikę i po prostu założyć mu siatkę, to praktycznie podał do Chaveza. Być może pora, żeby z Ruchem dać następną szansę Kucharczykowi a jak się wstrzeli, to i z Pogonią.
Na plus dla mnie zaprezentował się Jodłowiec. Widać, że chłopak o wiele lepiej się czuje na pozycji stopera niż jako DM.
Nie mówmy także że graliśmy totalny piach i fartownie wygraliśmy, bowiem ten mecz mógł się skończyć równie dobrze wynikiem np. 5:1 dla Legii. Kilka spotkań w których graliśmy piach jeszcze pamiętam. Mogliśmy także tego meczu nie wygrać ale daleki jestem od twierdzenia że graliśmy piach a nasi to zasrani minimaliści. Ten mecz pokazał po raz kolejny wszystkie moje zmory dotyczące Ljuboji. Rzuty wolne to już temat na pracę doktorską ale od takiego zawodnika wymagam aby strzelał w takich sytuacjach jakie miał w tym meczu. Jeśli kogoś opłacamy sowicie to po to żeby dawał tej drużynie to coś. Ostatnio dał to w meczu z Górnikiem mimo że przestał całe spotkanie ale dał. Ale częściej nie daje. I tylko niech nikt nie pisze że strzelił tyle a tyle bramek w tej naszej fantastycznej lidze bo jak sobie uświadomię że taki Ślusarski ma o dwa gole mniej to mnie krew zalewa.
Radovic zamiast wyłożyć patelnię Furmanowi strzela tak że przebija zdecydowanie ostatni wyczyn Sneijdera w meczu z Realem.
I jeszcze jedno. Pojechaliśmy do Krakowa, Wisła rozegrała najlepszy mecz o niepamiętnych czasów, zaangażowanie, poziom adrenaliny u wiślaków był na niepamiętnym poziomie. Okazało się także że podstarzałe gwiazdki Wisły potrafią jednak jeszcze coś pokazać. My stworzyliśmy 6-7 sytuacji czystych bramkowych więc trochę się opamiętajmy. Kibicujemy Legii Warszawa, drużynie która gra w polskiej skopanej ekstraklasie. Jak chcemy zdecydowanie lepszego poziomu to zmieńmy kanał lub dyscyplinę. Poważnie, rozejrzyjmy się dookoła, gdzie jesteśmy, gdzie żyjemy i kto u nas gra .... To był na prawdę fajny mecz.
Czy nie za dużo w nas krewetkożerców?
Touche! Ja też nie mam wielkich pretensji. W końcu to jednak Wisła. I też uważam, że za tekst Kosowskiego "bo nie zawsze gramy z Legią" należy się im bojkot ze strony ich kibiców.
@aylarad1916
My, statystycy, zauważyliśmy.
1. Jakoś nie było wielkiego larum jak sędziowie obdarowywali punktami Lecha
2. Wiślacy pokazali że jak im się chce to umieją zagrać i to że są w tabeli na 12 miejscu świadczy tylko o tym że im się nie chciało.
No i na koniec jak te matołki z FIFY nie wprowadzą powtórek telewizyjnych to ten sport straci jakikolwiek sens.
Jednocześnie nie był to mecz, który będę wspominał równie długo jak, dajmy na to, 3:2 z 2002 roku. W drugiej połowie Legia grała koszmarnie (symbolem będzie tu akcja Radovicia, który zaatakowany przy linii bocznej 30 metrów od bramki Pareiki rozpaczliwie ruszył ku Kuciakowi i wybił piłkę na róg).
Chmura -> Nie tylko Ty. Ale kiedy już pozchodziły ze mnie emocje, dochodzę jednak do wniosku, że trzy punkty to trzy punkty, a przerwana passa to przereana passa. I może w następnym meczu na Reymonta legioniści nie będą grali jak sparaliżowani.
Spokojnie z tymi błędami, w natepnej kolejce gdzieś pomyli się inny fachowiec.
Powtórek TV nie będzie i już. Za dużo ma do stracenia UEFA/FIFA i stojąca za ich plecami bukmacherka. Łatwiej kupić 1 niż 11
"Nie wiem czy zauważyliście panowie, ale w tym momencie Legia ma na koncie tyle samo punktów ile zdobyła w pierwszym sezonie za Skorży."
I tyle jest zwycięstw tej wiosny ile w ciągu całej ligowej wiosny 2012.
Nie wiązałem już żadnych dobrych myśli z występami Jędzy na prawej obronie, a tu miłe zaskoczenie.
Meczy typu: więcej ślepego farta niż rozumu.
Z dwóch powiedzeń: "Szczęście sprzyja lepszym" oraz "Głupi ma zawsze szczęście" to drugie za ten mecz bardziej adekwatne. Wątpię, czy Legia była lepsza, za to po bramce na 0-2 były długie, niemal nieprzerwane, fragmenty głupiej gry.
Oprócz w ogóle słabego widowiska, nie podobały mi się bardzo rzuty wolne Ljuboji. To, że wielu z rozpędu mu je poczytuje za atut to jedno. Ale drugie to to, że mógłby trochę poćwiczyć, a Urban tego dopilnować. Nie wiem, czy od początku gry w Legii wyszłaby mu średnia 1 na 10 wolnych jako strzały w światło bramki.
Pareiko to chyba jest rosyjska mniejszość z Estonii - dzicz, psychopatia, rozkiełznana agresja, poczucie bezkarności.
Już abstrahując od sędziowania to, moim zdaniem, zagraliśmy bardzo słaby mecz. Trzeba oddać Wiśle, że wyszli na takiej mobilizacji jakiej nie widziałem u nich od kilku sezonów.Praktycznie zmiażdżyli nas w środku pola. Patrzyłem na ten mecz z przerażeniem, bo krakowski zespół pokazał nam jak będzie wyglądała ewentualna walka o Ligę Mistrzów. W lidze dzisiaj nam się udało i podejrzewam, że nikt już w tym sezonie nie zagra z nami na takim powerze jak wiślacy, ale patrząc trochę dalej niż nasze rozgrywki ligowe to ten egzamin oblali prawie wszyscy z wyjątkiem Kuciaka i może Jędrzejczyka.
Wiem, że dzisiaj nie ma co tak daleko wybiegać w przyszłość ale mocno niepokojące powinno być to, że tak łatwo zostaliśmy zdominowani przez zespół, który w swoim składzie nie ma kim straszyć.
W LM tak jak Wisła się nie gra, bo można nie skończyć meczu z powodu zbyt wielu czerwonych kartek, więc spokojnie. Sam Ljuboja był chyba z kilkanaście razy faulowany bez żadnej reakcji Siejewicza.
A po drugie, tak, zbyt daleko wybiegasz w przyszłość i stwarzasz niepotrzebną presję. Ten zespół nie jest jeszcze gotowy na LM i to trzeba sobie jasno powiedzieć. Może za rok, gdy nasza młodzież będzie miała na swoim koncie kilkadziesiąt meczów w lidze. Teraz celem powinna być faza grupowa LE.
Całkowita zgoda. Uważam,że obie drużyny zagrały na przyzwoitym europejskim poziomie. Natomiast sędziowanie było fatalne. Zawiodłem się na Siejewiczu, kompletnie sobie nie radził. Ale błędy były przeciw obu drużynom. Niestety mamy do czynienia ze swoistą nagonką antylegijną. Za błędy nie obwinia się sędziego, ale Legię. Toż to jakaś aberracja. A już lansowana w kanale teza, że Legia wygrała tylko wskutek błędu to jakaś chorobliwa nienawiść. Nie mogę też pojąć, ze brylują w tej neofickiej gorliwości dwaj byli Legioniści tj. Rosłoń i Murawski. Widocznie ulegli klimatowi panującemu w kanale. Trzeba mieć charakter, aby tej modzie na wrogość wobec Legii nie ulec. Nie potrafią. Kurduple.
Słowo-klucz: klikalność. Pismaki już dawno zeszły na psy i jeśli mamy temat, który interesuje całą piłkarską Polskę, to jadą na maksa i to najczęściej pod dyktando większości czytelników. A że większość otoczyłaby Warszawę murem i nalała wody do środka, to nie dziw się, że każdy pismak idzie z prądem. A prawda i rzetelność, to sprawa kompletnie drugorzędna. Zawód dziennikarza już od dawna kojarzy się z najstarszym zawodem świata.
"Oj, z tą "klasą" Łukasika, to ja się nie zgodzę."
Dlatego w przypadku Łukasika piszę jedynie o 'przebłyskach' klasy, takich jak choćby asysta przy bramce Jędzy, bo było i kilka głupich strat, np. jak wtedy gdy Chrapek zaszedł go od tyłu na środku boiska, to zresztą błąd dla Miłka symptomatyczny, zbyt długie trzymanie piłki przy braku poprawnego jej zastawienia. W obronie rzeczywiście nie wyglądał zbyt pewnie w indywidualnych pojedynkach, ale to jednak jest defensywny pomocnik, rozlicza się go za aktywność, za ustawienie, ma u mnie plusa za boiskową inteligencję i pracowitość, za schodzenie do prawej strony, gdzie Wisła ciągle robiła przewagę liczebną, sama jego obecność robiła tam wiele dobrego, nawet kiedy wydawało się, że jest o włos od przegrania jakiegoś ważnego dryblingu, po którym wiślak wjedzie w pole karne.
Koseckiemu brakuje tej swobody i odwagi, którą miał na jesieni. Moim zdaniem to siedzi w głowie, bo chłopak biega nadal dużo i szybko, tylko że od jakiegoś czasu kompletnie nieefektywnie. Przydałby się zmiennik, który zdjąłby z niego część presji.
@ Walles
Wisłą zagrała świetny mecz? Trudno mi w to uwierzyć, skoro, jak sam piszesz, 'równie dobrze mogliśmy wygrać 5:1' i 'stworzyliśmy 6-7 czystych sytuacji bramkowych'. Wychodzi na to, że Wisła zagrała mecz świetny, a my wręcz genialny, niech będzie i tak, chociaż nie mam pewności, kto z grona dyskutantów powinien się w takim razie opamiętać
"I też uważam, że za tekst Kosowskiego "bo nie zawsze gramy z Legią" należy się im bojkot ze strony ich kibiców."
Od lat trwa debata na temat zaangażowania drużyn grających przeciwko Legii. Moim skromnym zdaniem, gdyby zespoły ekstraklasy prezentowałyby taką ambitną grę w każdym meczu to poziom ekstraklasy zwiększyłby się i to znacząco.
Co do Siejewicza to przyznam szczerze, że do niedawna byłem jego wielkim fanem. jednak od jakiegoś czasu zaskakuje mnie u niego totalny brak konsekwencji w podejmowaniu decyzji.
2. Bramka Jędzy po rykoszecie, zacząłem nabierać przekonania, ze to "nasz dzień" koszmary pójda w cień!
3. Po raz kolejny się dziwiłem, widząc że mój "protegowany", ulubieniec Miłek, po pierwsze zaczął sie decydować na uwzglednienie strzału z dystansu w swoim arsenale, to pozytywne, po drugie negatywne, ma problemy szybkościowe przy starciach z Gargułą, o którym można wiele dobrego powiedzieć, ale nie to, że jest sprinterem. Jeden w takiej fizycznej top formie, czy drugi w tak kiepskiej? Na szczescie dla Miłka otwierające podanie do Jędzy przy bramce, możliwości i potencjał piłkarski potwierdzają.
4. Uważalem, że Wisła w drugiej połowie tak aktywnie w odbiorze nie bedzie juz grała, po raz kolejny się dziwiłem.
5. Na murawie mecz był emocjonujący, ale w odbiorze telewizyjnym, ciekawa rywalizacja była także na trybunach, równie intensywnej może i nie było w tym sezonie, co ekipie wyjazdowej w tym "naszemu"
6. Kolejne zdziwienie i rozbawienie przy komentarzu telewizyjnym ręki Jodły w polu karnym, Wieszczu - "zwiekszył płaszczyznę, więc karny ewidentny", patrząc na ustawienie Jodły i w którym kierunku piłka była ekspediowana, logika komentarza nie do przebicia, Rosół - "od własnego zawodnika nie może byc nabita, karny ewidentny", cos tak w tym guście. Rumak w Lidze+ ekstra zarzuca prolegijne medialne nastawienie, a chwilę później dziennikarz z ekspertem już robią wszystko, być moze podświadomie, żeby własny obiektywizm potwierdzić, Legii błędy wytknąć sumiennie i rzetelnie, no i takie są kwiatki, czyli efekty!!! ( koniecznie zaznaczę, lubie i cenie zarówno jednego jak i drugiego jednak - nobodys perfect ).
7. Ogladając ten mecz co raz natrętniej wracałem myślami do 4:0 dla wiślaków za kadencji Skorży. Dla mnie to wówczas Legia lepiej grała, przezentowała się korzystniej szczególnie w pierwszej połowie, ale to Wisła strzelała bramki, a w drugiej części juz na luzie pewna wyniku wyrachowanie karciła. Gdyby teraz Ljuboja swoją okazję sam na sam wykorzystał, Dwaliszwili podał do Kucharczyka, Rado do Furmana, wynik mógłby być tyleż równie efektowny, co niezasłużony i nieoddajacy faktycznego przebiegu gry. Róznica jednak jest, bo onegdaj Wisła zdobyla się na skuteczne wypunktowanie, a obecnie Legia doprowadzila do palpitacji serca w dramatycznej końcówce.
8. Co szybciej nastąpi, Kuciak dostanie ataku serca, czy któregoś z defensorów wcześniej zabije?
9. Do skarbnicy przysłów i powiedzeń dorzucam: gra się tak jak pozwala przeciwnik. Wisła rozegrała jeden z lepszych swoich meczów w sezonie, uwzględniajmy to przy ocenach naszych milusińskich.
10. W Lidze + z meczu GKS - Ruch jest taki fragment jak trener Zieliński wścieka sie i reaguje nerwowo gdy przy stanie 3:0 jego zawodnicy pozwalają rywalowi przeprowadzić kontratak, co prawda nieskuteczny, ale juz sam fakt doprowadzenia do takiej sytuacji szkoleniowca mocno zirytował. Urban również w C+ w pomeczowym wywiadze stwierdza, że przy korzystnym wyniku nie mozna iść na wymiane ciosów, że mecz powinien byc pod kontrolą. Trenerska wpajana zasada mówi, że przy korzystnym wyniku narażanie się na kontry jest głupotą! Mhm, tylko jak grać, żeby inicjatywy gry nie tracić, a równocześnie pojściem do przodu nie ryzykować. Recepta powszechnie realizowana jest taka, że drużyna pozornie oddaje inicjatywę przeciwnikowi, zabezpiecza się na własnej połowie z wyrachowaniem nastawiajac się na kontry. Obraz gry mamy taki jak wczoraj w Krakowie, podobny nieco schemat mielismy jesienią w Poznaniu. Problem w tym, że u nas to wyrachowanie przy oddadniu inicjatywy, intencyjne i trenersko byc może wymagane "uspokojenie gry" nie do końca ma porządane efekty, własnie spod kontroli zaczyna się wymykać. Gdyby Ślusarski w Poznaniu był skuteczniejszy, a wczoraj Boguski z Gargułą i Małeckim, to legijne "wyrachowanie" porządanych efektów by mogło nie przynieść.
Oczywiście masz prawo do potyczek słownych tylko nie wiem dokąd nas to zaprowadzi. Za chwilę ja wyciągnę z tekstu po meczu reprezentacji np. takie Twoje słowa:
Paradne, że ja nadal niestrudzenie wierzę w tę drużynę złożoną z niedorajdów i łamag, potykających się na trawie, na piłce, na wszystkim co popadnie
i za chwilę
Potrafiliśmy otrząsnąć się po tych początkowych ciosach Jarmolenki i Gusiewa, przejęliśmy inicjatywę, ba, zdominowaliśmy Ukraińców, rozgrywając zdecydowanie najlepsze minuty we wczorajszym meczu.
Moglibyśmy się zacząć przerzucać argumentami, zastanawiać się jak niedorajda czy łamaga może w ogóle grac w piłkę i jak może kogokolwiek zdominować
Różniliśmy się w ocenie tamtego meczu i różnimy się także w ocenie tego wczorajszego. Skoro wtedy byli wychwalani Ukraińcy którzy w moim odczuciu zagrali gorszy mecz niż Legia wczoraj, Ukraińcy którzy przez wiele minut nie byli w stanie opuścić własnej połowy a jednak ze względu na wynik końcowy stwierdzono że udzielili nam srogiej lekcji to ja mam mieszane uczucia. My oprócz strzelonych bramek mieliśmy jeszcze w pierwszej połowie świetną akcję indywidualna Wlado zakończoną wycięciem przed polem karnym i niestety wolnym Ljuboji oraz akcję ,wypisz wymaluj jak przy trzeciej bramce w Poznaniu Radovica, tylko teraz Kosecki nie zachował się tak jak Rado.
Co do pomyłek sędziowskich to uznanie bramki dla nas jest pewnym skandalem. Jednak skandalem jest także to że Parejko nie otrzymał w ostatniej minucie I połowy czerwonej kartki za celowe kopnięcie Koseckiego w żebra. O karnym oczywiście nie mogło być mowy bowiem Kosa był na spalonym ale kara dla bramkarza Wisły byłaby w moim odczuciu jak najbardziej usprawiedliwiona. Taki rodzaj ataku przez bramkarza to dla mnie przykład boiskowego bandytyzmu porównywalny z brutalnością Schumachera, który w pamiętnym półfinale MŚ z Francją wybił kilka zębów Battisonowi. Wtedy także bez konsekwencji dla bramkarza.
Wallesie - karny na Koseckim jak najbardziej mógł być odgwizdany. Jeśli sędzia uznałby zagranie Pareiki za celowe (a sądząc po wcześniejszych i późniejszych wybrykach tego najwyraźniej chorego umysłowo osobnika w meczach z Legią celowe jak najbardziej było), to nie ma znaczenia, czy wcześniej był spalony. Czerwone kartki i rzuty wolne dyktuje się również za brutalne ataki 80 metrów od piłki, podczas przerwy w grze itp. Najwyraźniej jednak Siejewicz uznał, że Pareiko zawsze skacze do piłki jak na treningu wschodnich sztuk walki.
Swoją drogą Siejewicz całą pierwszą połowę gwizdał pod gospodarzy. Identyczne sytuacje były rozpatrywane różnie w zależności od koloru koszulek. Przykład z końcówki drugiej połowy: biegnący z piłką zawodnik Wisły przy linii bocznej na wysokości naszego pola karnego opiera się plecami o Łukasika i pada. Wolny dla Wisły. Po drugiej stronie niezainteresowany piłką Chavez taranuje ciałem biegnącego z piłką legionistę. Wolny dla Wisły. Ale oczywiście o tym nikt nie będzie pisał i mówił, bo lepiej się sprzeda bzdura, że sędziowie cały mecz holowali Legię.
Jak się cieszę ,że Cię widzę
Boję się, że jeszcze nie raz w życiu ktoś coś Cię rozczaruje.Tak to jest jeśli swoich wizjach widzisz coś piękne, dobre a rzeczywistość im nie dorównuje. Z czasem bywa tak ,że zaczynasz jednak doceniać to co teoretycznie z Twoimi wyobrażeniami się minęło. Co do sędziowania, pierwsza bramka dla nas rzeczywiście nie powinna być uznana, ale ile takich bramek widzimy w każdej kolejce.Szlachetny Walles pewnie może podać konkretne przykłady ,jest lekko młodszy i pamieć ma jak na razie absolutną. Jak to mówią taka jest piłka ,jedni( Forever(L)) chcą to zmieniać inni uważają za sól piłki.
Co do zachowania Pereiki i ewentualnego karnego. Tu ważne jest to czy piłka była w grze czy nie. Jeśli Siejewicz odgwizdał spalonego to szlachetny Walles ma rację nie ma mowy o karnym, natomiast czerwona kartka jak najbardziej . To zagranie wislackiego bramkarza na taką się kwalifikowało.
Obie drużyny wyszły na mecz w takim samym ustawieniu wyjściowym 1-4-2-3-1. Obie drużyny miały jasny plan taktyczny i koncepcję gry. Wisła grała w defensywie kryciem "każdy swego" w strefie, przy czym strefy skrzydłowych co długości były różne /Małeckiego cała długość,a Koseckiego z 2/3/. I tu trener Kulawik trochę przedobrzył bo Małecki Jędrzejczyka kilka razy nie upilnował. My w defensywie graliśmy strefą bez przekazywania. W drugiej połowie Wisła zagrała w obronie 3 zawodnikami wspomaganymi Sobolewskim, stąd optycznie było więcej miejsca do gry w jej obronie. Wisła zaczęła też mecz jakby nas zlekceważyła, gdyż ustawiła obronę na 35 metrze co z klasową drużyną się nie zdarza. W ten sposób Chavez grał na wysokości Ljuboji i niestety przykrył go prawie całkiem. Taka gra wkrótce się zemściła ponieważ Głowacki szybkościowo przygotowany nie był i przy dużej intensywności gry z obu stron już po 10 minutach był ugotowany. Widać to było zwłaszcza przy bramce Dwaliszwilego do którego nie miał siły dobiec. Nawiasem mówiąc idiotyzmem jest twierdzenie, ze wygarnięcie piłki zza linii jest tożsame z golem. Tu rację ma Kosowski mówiący, ze gdyby Głowa pokrył Gruzina to nic by nie było. W ataku Wisła starała się grać na jeden kontakt przy udziale 4-5 zawodników z wejściem co najmniej 2 z nich w nasze pole karne. Nadspodziewanie dobrze radził sobie w naszej obronie Choto przerywający wiele tych zagrań. My staraliśmy się poprzez indywidualne ataki /przeciw ich indywidualnemu kryciu mogą być skuteczne/ zdobyć przewagę pozycyjną i ilościową w ich strefie obrony. Tak padły dla nas dwie bramki. W pierwszej połowie obie drużyny trzymały małe odległości pomiędzy formacjami, a duża ilość odbiorów Wiślaków na naszej połowie wynikała z tego, że atakujący rywale przejmowali do krycia naszego zawodnika nie tylko mającego piłkę. Stąd wrażenie przewagi Wisły, gdyż sporymi fragmentami nie potrafiliśmy celnie wymienić piłki kilka razy i przenieść grę pod ich bramkę. W drugiej połowie Wisła zagrała 3 w obronie i zrobiło się tam więcej miejsca i im dalej w mecz tym nasza dyscyplina taktyczna była coraz gorsza. Zaczęliśmy się zakiwywać na śmierć zamiast grać podaniami. Wisła atakowała,ale część jej zawodników /Garguła, Wilk, Sobolewski, Kosowski/ nie miała siły na szybki powrót za naszymi i wytwarzała się luka w poziomie na wysokości ich pola karnego. Egoizm Dwaliszwilego, Ljuboji i Radovicia nie pozwolił na zdobycie przynajmniej jeszcze dwóch bramek. Na taki obraz gry skrytykowany przez Urbana złożyło się też zejście Choto i wprowadzenie Żewłakowa. Można tak grać jak graliśmy, ale pod warunkiem, ze formacja obronna trzyma odległości za atakującymi i za nimi podąża dokonując asekuracji nawet dla wycofania piłki. Niestety obrońcy kierowani przez Michała zostawali z tyłu przez co wytwarzała się duża luka zapełniana przez Wiślaków. Drużyna mająca z dobrym, równym rywalem 2 gole przewagi na jego boisku musi grać blisko formacjami i nie może pozwolić przeciwnikowi na grę z kontrataku. Ona sama ma tak grać.
Reasumując: intensywność gry, dobra realizacja trafnych założeń taktycznych,wysokie umiejętności obu drużyn, ale też silna wola walki pozwalają na stwierdzenie, ze i Legia i Wisła zaprezentowały poziom podobny do tego, gdy doszły do ćwierćfinału LM. Widać, ze dużo umieją, ale nie zawsze chce im się chcieć. Wczoraj się chciało. Brawo.
"Oczywiście masz prawo do potyczek słownych tylko nie wiem dokąd nas to zaprowadzi."
Przyganiał kocioł
'Piach' mogę zresztą uzasadnić, przynajmniej spróbować
Wyciągnięcie cytatu z tekstu po Ukrainie w próbie rozmowy o 'świetnej' Wiśle naprawdę klasa, fiu fiu, winszuję
Pareiko natomiast ma coś z głową po prostu, to pewne. W sumie dziwna sprawa, dojrzały mężczyzna, doświadczony zawodnik, reprezentant kraju, a tu takie numery. I jeszcze Wieszczu (?) trochę go usprawiedliwiał, że 'tak kiedyś uczono bramkarzy'. Może uczono ich wychodzenia z kolanem w górze przy wyskoku do piłki, ale raczej nie odbijania się butem od klatki piersiowej przeciwnika. Zwykły bandytyzm i tyle.
Tym razem nie masz racji.Nie przesadzaj z tymi piachami. "Znaj proporcje mocium Panie".Co napiszesz o takich meczach jak w tej kolejce Pogoń-Widzew czy Zagłębie-Korona.Nie można było się doczekać,kiedy te męczarnie się skończą. U nas emocje do końca. I nie wolno zapominać o klasie zawodników. I w Wiśle i w Legii jest ich naprawdę dużo. Że od ideału daleko.Ano jeszcze brakuje,ale też najlepszymi drużynami na świecie nie dysponujemy. Ja bym jednak ważył te pejoratywne określenia i używał ich wobec tych ,którzy na to naprawdę zasługują.
Natomiast o ile w meczu we Wrocławiu można jedynie gdybać co by było gdyby przy stanie 1:0 jednak zabrakło cudu w postaci Wolskiego na linii i jego wybiciu piłki prosto w Kuciaka to jednak tam do przerwy mogło być i 6:0 dla nas o tyle mecz w Poznaniu trudno mi jakoś traktować jako spotkanie wybitnie pod kontrolą. Tam sam Ślusarski mógł sobie zapewnić tytuł króla strzelców
Począkowo też byłem zdania, że zagraliśmy jeden ze słabszych meczów w sezonie. Natomiast jeżeli nałoży się na to ambicję/agresję i zaangażowanie Wiślaków i naprawdę fajną grę z ich strony musiałem to swoje pierwotne zdanie zweryfikować. I rzeczywiście jest mi bardzo blisko do oceny tego meczu przez Wallesa. Inna sprawa, że tak właśnie zdobywa się mistrzostwa. Ileż to razy nasz sobotni przeciwnik grając nie najlepiej inkasował 3 punkty po wymęczonym 1:0 (piszę o ich sezonach mistrzowskich). Mecz ten przypominał mi naszą potyczkę w Poznaniu. Zarówno w sobotę, co zrozumiałe jak i wówczas nie byłem spokojny do końca o wynik. Jeżeli mam się czepiać to o to, że w 2 połowie daliśmy się tak zepchnąć do defensywy a (zaryzykuję stwierdzenie, że liczne) kontry spartoliliśmy.
Sytuacje sporne. Ręka i kopniak Parejki - jestem bardzo ciekawy oceny wszechwiedzącego Pana Sławka. Dla mnie ocena ręki słuszna (brak karnego) ale w niewielkim stosunku 55:45. Każdą decyzję sędzia bez problemu by wybronił. Kopniak Parejki zobaczymy jak to oceni C+ ekspert zwłaszcza w kontekście togo co mówił oceniając czerwoną kartkę Naniego z LM. Dla mnie też jest tak, jak ktoś tu już napisał, że bramkarz jeżZarówno w sobotę, co zrozumiałe jak i wówczas nie byłem spokojny do końca o wynik. Jeżeli mam się czepiać to o to, że w 2 połowie daliśmy się tak zepchnąć do defensywy a (zaryzykuję stwierdzenie, że liczne) kontry spartoliliśmy.
Specjalnie nie pisałem o pierwszym golu jako o kontrowersji bo akcja ta nią nie była. Ale też nie jest mi źle, głupio, niesmacznie. Cieszę się z naszego zwycięstwa jak cholera. Ten błąd pomimo tego, że ogromny wpisuje się w całą serię błędów naszych arbitrów zarówno na korzyść, niekorzyść Legii i jej rywali.Gdyby chodziło o finał jakiegoś pucharu, może napisałbym inaczej ale ten mecz to tylko jedna z naszych potyczek. A dla rozluźnienia przytoczę interpretację tej sytuacji, która mi osobiście bardzo przypadła do gustu: "autu nie było gdyż Jędza miał piłkę na nodze a większość Jędzy była w boisku".
Dla mnie gdyby nie Bełchatów to byłby jeden z najsłabszych meczów Legii. 6-7 sytuacji ? Tak, ale w ostatnich 15 minutach jak Wisła trochę opadła z sił, przestała grać tak ostro/wysoko i postawiła wszystko na jedną kartę. Do tego czasu nie istnieliśmy. Nie twierdzę, że statystyki to wszystko, ale jednak nawet z nich można to wyczytać - zaskakująco beznadziejny mecz Legii, gdyby nie radosna piłka w ostatnich 10-15 minutach to statystyki wyglądałyby PO-RA-ŻA-JĄ-CO.
Co nie zmienia faktu, że kompletnie nie rozumiem jak można się nie cieszyć z tego zwycięstwo, czuć zażenowanie itd. a takich głosów jest całkiem sporo. Ja tam jestem w pełni ukontentowany. Mam przepraszać, bo sędzia popełnił na naszą korzyść błąd ? Zresztą zdaje się, że to pierwszy tak poważny błąd na naszą korzyść w całym sezonie. Mam się nie cieszyć, bo graliśmy bardzo słabo ? Owszem mogłoby to pohamować moją radość, gdyby zdarzało się co tydzień. Wtedy mógłbym się martwić i zastanawiać jak długo jeszcze można wygrywać grając słabo. Ale to nie nasza sytuacja, bo my rzadko gramy tak słabo. I tak jak granie tak co tydzień sugerowałoby, że zespół nie ma pomysłu, ma dużo szczęścia itd. to w naszej sytuacji jestem przekonany, że za 3 dni możemy grać znowu bardzo dobrze i cieszyć oko swoją grą. Tu nie chodzi o naszą formę, pomysł, posiadany skład, ale o jednostkowy, specyficzny mecz. Pod tym względem idealnie trafił gawin z przykładem Lecha Poznań.
Chociaż kilka rzeczy mi się nie podobało, a najbardziej fakt, że słabo to wyglądało pod względem team spirit. Kosecki dostaje cios karate, Pareiko jeszcze mu wyrzuca, a w zespole cisza. Patrzą jak się zwija Kosecki i tamten jeszcze drze mu się nad uchem. Jedyny Choto doskoczył do niego, ale ile musiał przebiec ? Naprawdę nikogo nie było bliżej ? To samo w drugiej połowie,
młody gówniarzWilk rzuca się do Ljubo, a w zespole zero reakcji. Można nie lubić Ljubo, można widzieć jego mankamenty, ale jednak jest największą gwiazdą i osobowością, więc reakcja zespołu powinna być natychmiastowa i ktoś powinien rzucić się do gardła Wilkowi, nauczyć szacunku i zapytać po Małeckiemu. To mi się zdecydowanie nie spodobało we wczorajszym meczu. Inne mankamenty odchodzą w zapomnienie po takim wyniku.I na koniec Wisła. Wprawdzie nie moja sprawa, ale nie rozumiem wniosków wyciąganych po zaledwie meczu. Eksperci, dziennikarze, a także tutaj pojawiają się głosy w stylu: "pokazała, że powinna walczyć o czołową 3". Po 1 to Legia była beznadziejna, gorsza od Bełchatowa. Pozwoliła Wiśle na bardzo, bardzo dużo, zaskakująco odpuszczała boki i środek, piłkarze snuli się po boisko, a gra ofensywna nie istniała. Po 2 to, że zagra się jeden super mecz nie znaczy, że można tak zawsze. Piłka nożna to gra niewymierna, tutaj wiele zależy od tego na ile pozwoli Ci przeciwnik. Jedyne co można oddać Wiśle to stopień zaangażowania, ostrość w grze i wysoki pressing. Tutaj można rzeczywiście dostrzec zupełnie inne nastawienie niż w pozostałych meczach. Ale to trochę za mało na granie o pierwszą trójkę, bo umiejętności im nie przybyło na mecz z Legią czego zresztą byliśmy świadkami.
@CTP
Nie to, żebym był fanem Kosowskiego, ale słyszałeś całą jego wypowiedź czy pozwoliłeś sobie uciąć to co najlepsze i zbudować na tej bazie całą konstrukcję wyrzucania go z klubu ?
choć dla większości to na pewno i tak żaden autorytet
o naszej grze
najbliżej mi do Zbyszka
"Stąd wrażenie przewagi Wisły, gdyż sporymi fragmentami nie potrafiliśmy celnie wymienić piłki kilka razy i przenieść grę pod ich bramkę.(...)Zaczęliśmy się zakiwywać na śmierć zamiast grać podaniami."
i to nasze dwa główne grzechy. ja wiem że Wisła zagrała ŚWIETNY mecz - ale my nie potrafiliśmy zrobić dwóch celnych podań pod rząd. Za to na poziomie ekstraklasy powinno się dekapitować. Do tego niewykorzystane sytuacje i obraz tego meczu wielu z nas ma taki a nie inny...
o naszych piłkarzach
Jaka to szkoda że Choto te kontuzje trapią. To jest kurde obrońca! Dopóki był na boisku byłem pod ogromnym wrażeniem gry naszych obu stoperów. Po jego zejściu jakby wszystko się posypało. Co dobrego z przodu zrobił Jędza każdy widział - natomiast wyjątkowo nie grał jakoś świetnie w obronie. o reszcie chyba nie chce pisać - po przerwaniu krakowskiej passy nie wypada się pastwić nad zwycięzcami
o Wiśle
ogromne brawa za mecz który im się zupełnie nie ułożył i za skromne (jak na ciężar gatunkowy spotkania) wypowiedzi po meczu.
o Pareiko
szkoda że Siejewicz dał mu kartkę za zachowanie w ostatniej minucie, bo gdyby nie to mogła by się nim zająć komisja ligi. brak słów. nie pierwszy raz...
także... ufające ufoludki robią uf, uf!
PS brawa również dla LTMów.
PS2 martwić powinno nas większe zaangażowanie i wybieganie wiślaków w sytuacji gdy oni grali pierwszym garniturem ze Śląskiem (i czeka ich to znowu) podczas gdy my zaliczyliśmy spacerek drugim składem z Ruchem grającym w 10tkę...
No cóż, nie zaprzeczam, tu już wkraczamy w obszar subiektywnych odczuć (mam na myśli porównywanie tych meczów). Przebieg wczorajszego meczu odbierałem dużo gorzej niż tego z Lechem, nawet mimo miliona sytuacji Ślusarskiego
@ Zbyszek
Podążając tym tokiem rozumowania, wkrótce ograniczymy sobie dostępny zasób słów, bo dla każdego przymiotnika czy rzeczownika gdzieś tam będzie można znaleźć znacznie trafniejszy punkt odniesienia
O moje słownictwo się nie martw.W ostateczności sięgnę po łacinę
Ciekawe jest to o tyle, że FIFA wybrała jedną z niemieckich propozycji.
Bez sensu. O powtórkach wideo póki co cisza. I dobrze
Co to za przyjemność oglądać mecz gdzie o wyniku decyduje sędzia ??
Przecież taka Malaga straciła kilka milionów bo dwóch czarnych nie potrafiło zauważyć spalonego którego dostrzegł na wpół ślepy kowalski i Klusek Dolnych.
Ktoś powie piękno futbolu, ja pier.. takie piękno gdzie drużyna któa tyrała jak głupia przez 90 min jest okradana ze zwycięstwa.
Dla mnie sprawa jest oczywista FIFA boi się powtórek bo one zapobiegną takim wałkom jak przepchnięcie Korei w MŚ tyle że ja jako kibic oczekuję uczciwej rywalizacji , a nie kręcenia lodów.
Co do samego spotkania i mojego komentarza na aucie. Mocno zagrzany byłem całym meczem, stąd na szybko troszkę jadu wylałem. Wynika to z faktu o którym pisałem już kilkukrotnie, że ja naszym piłkarzom nie ufam. Drugą połowę zagrali po prostu słabo, a ja znów siedziałem z tętnem 190 i obgryzałem paznokcie.
Słabszy mecz może im się jak najbardziej zdarzyć, ale słabszy sportowo gdzie po prostu nie będzie szło. Z Wisłą mam wrażenie, że po prostu byli zadowoleni z wyniku i zwyczajnie spuścili z tonu. Takie miałem wrażenia na gorąco. Nie oznacza to, że wyniki mnie nie cieczy. Cieszy i to bardzo.
Pozdrawiam
Tylko, widzisz, przypadek sobotniego meczu pokazuje, że dodatkowy sędzia śledzący mecz przed ekranem monitora wcale nie gwarantuje uniknięcia pomyłek. Skoro sędzia Jarząbek nie zauważył tak oczywistej rzeczy, to jaką mamy gwarancję, że sędzia sprzed monitora coś takiego zauważy? Gdzieś czytałem o wprowadzeniu challenge'u w piłce. No to wyobraźmy sobie sytuację, gdy drużyna traci piłkę w polu karnym przeciwnika, zaczyna się kontra i nagle kapitan podnosi rękę i żąda challenge'u pod jakimś wydumanym pretekstem. W siatkówce obecnie bardzo często mamy z czymś takim do czynienia, gdzie jedna z drużyn po prostu liczy, że sędziowie przy okazji zauważą, że piłka poszła po bloku.
Ja przede wszystkim wyrzuciłbym sędziów bramkowych, którzy chyba już dość się skompromitowali. Natomiast, dodatkowy sędzia przed monitorem to dobry pomysł ale wyłącznie jako wsparcie dla sędziego głównego, gdy ten sam ma wątpliwości. Obecny poziom technologii informatycznych spokojnie pozwala na bardzo duże wsparcie dla takiego sędziego. Ot, choćby zaznaczanie w czasie rzeczywistym piłkarzy znajdujących się na pozycji spalonej. Absolutnie nie grzebałbym przy przepisach.
Ja nie rozumiem gdzie widzisz problem, przecież to by n ie działało tak że ktoś by przerywał akcję tylko PO fakcie informował by głównego jak było naprawdę.
W przypadku ostatniego meczu wyglądało by to tak.
Jędza zagrywa Dażiszewili strzela piłka w siatce sędzia dostaje info że piłka źle zagrana i gola nie ma. Dalej akcja z Pareiko sędzia pokazuje nic nie było po chwili 20-30 s dostaje info brutalne wejście podchodzi do Parieki i daje mu czerwień.
Oczywiście nadal były by pola do interpretacji (widać to w studiu C+ gdzie ludzie kłócą się ze Stępińskim) ale skończyły by się metrowe spalone i karne z kapelusza.
W 90% dyscyplin potrafili to wprowadzić tylko leśne dziadki z FIFY boją się że kasa z przekrętów się skończy.
Swego czasu skłaniałem się do wprowadzenia możliwości szerokiego korzystania z zapisu wideo ale przykład ręki Jodłowca pokazuje ,że sensu tak szerokiego stosowania nowych technologi nie ma. Którą opcję będzie prezentował oglądający na bieżąco człowiek? Pana Stępińskiego czy mundrego rekaktorka? Jak będzie prezentował opcję pana Stępińskiego to i tak lipa bo rektorek napisze, powie, że się nie zna i wypacza, wysracza itp . Pan reaktorek wie lepiej, jestem na 100% pewny , takich podważających ocen pracę nazwijmy go monitorującego będzie całe mnóstwo.
Słuchaj oczywiście że jak ktoś będzie chciał się doczepić do jakiejś decyzji to się doczepi (w przepisach gry jest za dużo nieścisłości i pola do interpretacji żeby nie było sporów) ale przynajmniej poziom sędziowania się ujednolici. Sędzia monitorowy dostanie wytyczne i bezie się ich trzymał, a to że ty czy ja będziemy mieć inne zdanie to szczegół.
Ja po prostu mam dość bramek z 3 metrowych spalonych, albo po zagraniu piłki która już dawno opuściła boisko i takich sytuacji nie będzie jak wprowadzą powtórki.
Dodatkowo Mielcarski podczas meczu Lechii z Jagiellonia krzyczy o spalonym Quintany a po chwili mówi że pomylił mu się z Plizgą. A przecież w przeciwieństwie do sędziego ma czas żeby się zastanowić, tym bardziej podczas oglądania powtórek. Ponadto to o czym juz mówiliśmy. Cały czas jazda - ja bym to puścił, to bym to gwizdnął, było pchnięcie ale nie za mocne. Rozwalają łuki brwiowe przy wyskoku ale to naturalne położenie rąk etc etc etc
A ponieważ sędziowie popracowali na swoja reputację to już w naszym kraju wszyscy wszystko wiedzą lepiej. I kółko sie zamyka.
A jak kiedyś jakis piłkarz nie wytrzymał i pojechał po Twarowskim to usłyszał w studio że ma się zając grą a nie ocenianiem komentatorów. Osobiście lubię Twarowskiego ... ale jak komentuje mecze ligi angielskiej. W studio niestety za dużo w nim Zarzecznego w którego swego czasu był zapatrzony jak w obrazek.
No żeś dołożył do pieca. Zdecydowana większość "afer" bierze się z faktu że ktoś ma inne zdanie. Oczywiste sytuację można policzyć na palcach jednej ręki, co w przekroju całego sezonu jest ulamkiem procenta decyzji sędziowskich.
Walles tu nie ma co się śmiać tu płakać trzeba.
nie wyrzuci tych rabów na zbity pysk.Bowiem poza meczami z Legią władcy marionetek nie interesuje nic. Daje szmal,a oni się bawią nie za swoje. W kanale klientelizm także kwitnie.Poza Panem Stempniewskim reszta to fachowcy od nieudacznictwa. Kanał dał im szansę,aby zarobić na niezłe życie,więc pokazują jak pies,ze ten kto im daje na przysłowiowy chleb jest ich panem i dysponentem ich sumień.Ja tego nie oceniam ja stwierdzam,że słuchanie tych animowanek obraża słuch.
Przykre,że sędziowie dali im pretekst do tego seansu nienawiści.
Ale przynajmniej wiemy kto jest kim. Tylko tak dzieje się zawsze,gdy mamy realne szanse na tytuł.A my dobrotliwie zapominamy i nawet cytujemy tych,których nawet kopnąć w dupę porządny człowiek nie zechce.
@Walles.
Można nie lubić Zarzecznego,ale wmawianie,ze Twarowski jest jego uczniem to co najmniej niekonsekwencja.Zarzeczny zawsze podkreśla,ze jest stąd,że patriotyzm prolegijnością się mierzy,natomiast Twarowski wręcz odwrotnie.Oczywiście masz swego rodzaju rację,ze może adept nie rozumiał swego pseudo mentora,ale to ma swoją nazwę medyczną i jest to nieuctwo.Niestety tej niepełnosprawności umysłowej się nie leczy.więc jesteśmy skazani na tego pana.Ja jak bełkocze to dzwięk wyłączam.
Ja jak najbardziej jestem za analizą video ale nie po to, aby sędziowie mieli nad sobą bat, tylko po to, aby realnie im pomóc w podejmowaniu decyzji.
W polskiej lidze tzw. sędziowski autorytet leży w gruzach i mamy takie sytuacje jak w ostatnim meczu, gdzie Siejewicz na wszelki wypadek, żeby nie rozjuszać antylegijnych pismaków i działaczy praktycznie w ogóle nie gwizdał fauli na Ljuboji. Bo to w sumie i tak było na połowie Wisły, Legia i tak już prowadziła, więc po co sobie robić koło pióra.
Moim zdaniem gra nie warta świeczki .Zatrudniać ludzi i płacić im aby raz na jakiś czas podjęli werdykt. Drużyny grają taką ilość meczy że bilans zysków i strat wychodzi mniej więcej na zero.
Idąc tym tropem to nie zatrudniajmy sędziów bo oni się mogą pomylić
Uważam że kamera pomoże w eliminacji błędów oczywistym jest że nie wyeliminuje wszystkich ale jeśli usunie choć część to już będzie postęp.
Oglądam tylko jeden sport drużynowy w którym są powtórki. Rugby - Puchar Sześciu narodów. Widziałem kilka razy jak czekali na decyzję sędziego dodatkowego analizującego materiał video(trwało to raz i 40s) - nigdy nie było pomyłki.
wiem bo sam lubie rugby i oglądam kiedy mogę. Natomiast o jednym przypadku pomyłki czytałem tego jestem pewny.
Panowie najlepszy przykład to faul Perejki , cała Polska widziała a bodaj Wieszczycki pitoli jak to bramkarzy uczono wychodzić kolanem
Jak dotąd jedyny mecz który
pamiętam jako totalne zaprzeczenie sportowej walki to Francja Irlandia i eliminacja tej ostatniej z mistrzostw świata. Tylko pytanie jeśli tak miało się stać to czy obserwator video nie byłby i tak ślepy? Ja bym poszedł w
innym kierunku. Jeśli za doping potrafimy wykluczyć zawodnika na dwa lata ze sportu bo chciał być lepszy i cwanszy od innych to dlaczego w podobny sposób nie karać takiego cwaniactwa i chęci bycia tym wygranym stosując oszustwo. Skończyłby się głupie gatki. np o ręce Boga a sam zawodnik trzy razy by się zastanowił czy warto oszukiwać.
Weźmy pod uwagę, że pzred ekranem będzie siedział nie Wieszczycki, czy inny "spec" ale sędzia.