- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
I want it all
Trzeci rok z rzędu zagramy w finale pucharu Polski. W rewanżowym meczu z Ruchem szło nam jak po grudzie, ale dzięki skuteczności Wladimera Dwaliszwilego pokonaliśmy gości 2:1. Legia nie zachwyca, ale zwycięsko prze do przodu. Czy taka tendencja utrzyma się do końca sezonu?
Jak dowodzą choćby wyniki skromnej ankiety zamieszczonej na naszej stronie, w legijnym narodzie wiara w pierwszy dublet od 18 lat jest spora. Dublet to splendor rzecz jasna jedynie dodatkowy, tak naprawdę liczy się tylko mistrzostwo, ale, szukając dobrych omenów, przypomnijmy, że dublet AD 1995 został wywalczony po wiosennym ligowym wyścigu dwóch liderów, w którym siedzący nam na plecach kontrkandydat do mistrzostwa (wtedy Widzew) został ostatecznie zdystansowany dopiero na trzy kolejki przed końcem sezonu, natomiast w finale pucharu pokonaliśmy inny zespół ścisłej ligowej czołówki (wtedy GKS). Analogia niby trochę naciągana, ale... chyba nie mamy nic przeciw temu, żeby podobny scenariusz powtórzył się w tym roku, zwłaszcza, gdyby wszelkie podobieństwa udało się przełożyć na następującą później przygodę w europejskich pucharach.
Na pucharze, to chyba żadna sensacja, nie zależy mi nawet w dziesiątej części tak jak na mistrzostwie, ale muszę przyznać, że podczas wczorajszego meczu z Ruchem, kiedy gra długimi fragmentami nie za bardzo nam się układała, przeprowadziłem eksperyment myślowy, zastanawiając się, co bym czuł, gdybyśmy z Ruchem odpadli. W jego następstwie doszedłem do wniosku, że ponad wszelką wątpliwość, byłbym... strasznie wkurzony. Cóż, jak śpiewał niegdyś w towarzystwie swoich zacnych kompanów z grupy Queen Freddie Mercury, I want it all.
Co można powiedzieć po meczu z Ruchem? Nic odkrywczego. Mamy problem z lewą flanką, każda inna konfiguracja niż Wawrzyniak - Kosecki wypada szalenie blado, nawet mimo defensywnych błędów popełnianych niekiedy przez Wawrzyniaka i trwającej już od kilku tygodni ofensywnej impotencji młodego Kosy. Na pozycji dublera Koseckiego znalazł się wreszcie Michał Kucharczyk, do czego nawoływałem jeszcze przed rozpoczęciem rundy wiosennej, niestety tym meczem licznego grona swoich oponentów nie przekonał, mimo że asysta przy golu Dwaliszwilego przednia. Przy czym, daleki jestem od tego, żeby winą za słabość lewego skrzydła obarczać niedostatki w futbolowym rzemiośle konkretnie u Kucharczyka i Brzyskiego. Nie można lekceważyć czynnika braku zgrania, braku sprawdzonych schematów prowadzenia ataków i ustawiania się w obronie, taki implant wszczepiony w drużynę, nie musi się z miejsca przyjąć. Z podobną sytuacją mieliśmy wszak do czynienia w ligowym meczu z Bełchatowem, gdzie Kosecki został ustawiony na prawej flance, a na lewej męczyli się Brzyski z Dwaliszwilim. Ze skutkiem, jak pamiętamy, opłakanym.
Również w środku pola inna para, Gol z Furmanem, radziła sobie co najwyżej średnio. Można zaryzykować twierdzenie, że poprawia się pozycja negocjacyjna Ivicy Vrdoljaka, nie tylko dlatego, że od kilku meczów Chorwat wreszcie prezentuje na boisku niezłą dyspozycję, ale też dlatego, że bez niego w składzie, środek pola jakoś się nie zazębia, zawodnicy o zbliżonej charakterystyce box-to-box, jakimi są Gol i Furman, mają ewidentny problem z uporządkowaniem i zdominowaniem środka pola.
Do powyższych czynników trzeba dodać gorszą dyspozycję Radovicia, jakby zmęczonego, pozbawionego błysku i świeżości, i otrzymamy obraz Legii z meczu z Ruchem, Legii, która pod względem czysto piłkarskim, abstrahując od wszelkich czynników natury mentalnej, nie do końca mogła być sobą. Ruch miał w tym meczu naprawdę dużo do powiedzenia, bardzo prostymi środkami, długą piłką, niezwykle łatwo przedostając się pod naszą bramkę. Tak było i w pierwszych minutach meczu, i w samej końcówce, kiedy nasz awans zawisł na cienkim włosku. Sądzę, że goście powinni pluć sobie po tym meczu w brodę, bo zdecydowanie byliśmy przeszkodą do wzięcia.
Czy mało przekonująca gra Legii w ostatnim tygodniu to powód do zmartwienia? Myślę, że nie. Trener Urban konsekwentnie (i słusznie!) daje odpocząć w pucharze kilka zawodnikom podstawowego składu, jeżeli natomiast chodzi o sobotni mecz z Wisłą, miał on po prostu swoją zupełnie odrębną historię. Można czepiać się stylu, ale nie sposób nie zauważyć, nie docenić, że ze wszystkich zwarć to my póki co wychodzimy z ciosem.
I nie jest to na pewno ani przypadek, ani zasługa sędziów.


Tak słabego spotkania to ja dawno nie widziałem
Nasi zwłaszcza w pierwszej połowie wyglądali na takich co to też chętnie by komarka przycięli, a tu każą grać.
Modliłem się tylko o to żeby ktoś strzelił bramkę bo jak pomyślałem że ma być dogrywka to :facepalm: :wisielec:
Naprawdę jeśli tak mają wyglądać dodatkowe mecze po reformie to lepiej zamknąć ligę i iść do domu ;-(
Rewelacyjnie zagrał Jędrzejczyk. Kurczę, pchaliśmy go na środek obrony a wczoraj po tej prawej stronie chłopak tak szalał, że aż szkoda byłoby go w następnym meczu z powrotem cofać. Może niech ten Bereś wykuruje się do końca, żeby nie było takiej sytuacji jak z Rzeźnikiem. A tak swoją drogą, przykład Bereszyńskiego pokazuje jakie zazwyczaj są konsekwencje tak wymaganego przez kibiców jeżdżenia na tyłkach. Jeździł Bereś, jeździł i wyjeździł kontuzję. Będę powtarzał do znudzenia: my koniecznie musimy poprawić skuteczność, bo nie da się grać na takim poziomie wolicjonalnym przez całą rundę. Czasami trzeba pyknąć przeciwnikowi 3 bramki do przerwy i dociągnąć stojanowem do końca meczu.
Drugi plus, to Saganowski. Widać, że ławka w Krakowie podziałała na niego jak płachta na byka. Nie przypominam sobie ani jednego momentu przestoju u tego piłkarza we wczorajszym meczu. Wobec słabszej formy Radovica tak grający Sagan, to prawdziwy skarb i nadzieja na najbliższe kilka kolejek.
A plusy z tego meczu, to gdzie?
Awansowali
Hehe, poważnie mówiąc to pełna zgoda co do Jędrzejczyka. Jakby nagle inny człowiek po powrocie na tę pozycję, w dwóch meczach zrobił chyba więcej akcji skrzydłem niż przez całą poprzednią rundę
Dla mnie to wygląda coraz bardziej niepokojąco. Spójrzmy na końcówki - w Krakowie Legia dawała się łapać na kontry, nie kontrolując absolutnie nawet tego, co działo się pod jej bramką, bo sytuacje Małeckiego i Bunozy już przy stanie 1-2 były szokująo dobre. Już samo to jest niepojęte. Wczoraj, w końcówce wystarczyły długie podania, strącenie i wygrana bezpańska piłka blisko naszego pola karnego, aby było groźnie. Jesteśmy bezbronni jak dzieci i każdym środkiem byle drewniactwo może nam zagrozić.
Radović, po swoich wyczynach w Superpucharze, nie powinien nawet pomyśleć o strzelaniu karnego. Przerażające były słowa Urbana o tym, że zapomniał wyznaczyć strzelca.
Jędrzejczyk niesamowity. Ja tam na miejscu Leśnodorskiego wykluczyłbym jakąkolwiek możliwość pozbycia się go latem.
Sagan miał udział przy obu akcjach, które doprowadziły do bramek dla Legii, ale to od jego straty poszła akcja zakończona karnym dla Ruchu.
Jodłowiec - powoli zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest pomyłka transferowa. Kucharczyka jest o tyle postęp, że, co prawda dalej gra słabo, ale widać po nim dobrą wolę, że się stara, że mu się chce, czego dawniej nie było. Astiz potrafi zagrać poprawnie, ale z chwilą, gdy zaczyna się nacisk na Legię, a przeciwnik rusza do przodu, zaczyna się gubić.
Ja tam bym się nie podniecał tym, że niby to był rezerwowy skład. Ten pierwszy nie jest dużo lepszy. Ljuboja tej wiosny gra słabo, Koseckiemu forma uciekła, o Bereszyńskim była niedawno dyskusja, Vrdoljak czasem zapewnia jakąś stabilność w środku pola, zwłaszcza w zestawieniu z wyczynami pary Gol-Furman, ale nie powiedziałbym o nim, że np.w Krakowie zagrał dobrze, Łukasik ma też zawsze swoje liczne nieudane zagrania. Moim zdaniem widzieliśmy wczoraj aktualną siłę Legii. Siłę bardzo niską, która w dużej mierze dzięki pomyłkom sędziów starczyła do wyeliminowania na własnym boisku syfiastego Ruchu.
Wygląda na to, że będzie źle.
Faulu na Jędrzejczyku nie było, moim zdaniem. Za zdarzenie między Jodłowcem a uciekającym Jankowskim należał się przyjezdnym rzut wolny. I, znając już wypowiedź Zielińskiego, o ręce Kucharczyka, przyznaję, że specjalnie ten fragment oglądałem z uwagą. To trudne do wychwycenia, ale wygląda na to, że gdyby sędzia zareagował, nie można by było mieć pretensji. Choć, przyznaję, to było trudne do wychwycenia. Co do karnego dla Ruchu, jestem skłonny zgodzić się, po obejrzeniu powtórek, że Janoszka wysymulował. To mam na myśli, pisząc, "w dużej mierze dzięki pomyłkom sędziów". Legia gra z meczu na mecz gorzej, tak jak rok temu, kiedy też się oszukiwaliśmy przebiegiem np. meczu rewanżowego z Gryfem, że niby po pierwszym meczu wszystko było rozstrzygnięte.
To miło, że teraz są 4 punkty przewagi, gdy rok temu był 1. Ale jakoś, patrząc na to, jak gra Legia, nie czuję się z tego powodu bezpieczniej.
Na tych samych zdjęciach jest pokazany także karny strzelany przez Radovica. Autorowi umknął dodatkowo fakt że przy rzucie karnym zawodnicy muszą stać poza obrębem pola karnego oraz poza łukiem który wyznacza odległość 9,15 m od punktu rzutu karnego. Tam tez widać że Baszczyński, który nie jest wzięty w kółeczko, jest już jakieś 1,5 metra w strefie w której w tym momencie być nie powinien i karny powinien zostać powtórzony. To tak gwoli wyjaśnienia.
Różnic między tym, a poprzednim rokiem jest wiele, ale istnieje jedna zasadnicza: w poprzednim sezonie każda strata punktu w ostatnich 10 kolejkach powodowała, że nic nie zależało od nas, w tym możemy przegrać 2 najbliższe mecze, a i tak wszystko będzie w naszych rękach. To potężny komfort na 8 kolejek do końca.
Jest jedna podstawowa różnica pomiędzy poprzednim a obecnym sezonem: teraz widać, że Urban stara się kontrolować sytuację i wymuszać konkurencję w zespole. Mamy coraz częściej na boisku Kucharczyka, Jodłowca, Gola. Saganowski został praktycznie zastąpiony Dwaliszwilim a Ljuboja już nie może być pewny placu. Łukasik po przyjeździe z kadry na wszelki wypadek wylądował na ławce, żeby mu się nie przewróciło w głowie. Widać pełną mobilizację wśród trenerów. W zarządzie też, bo to naprawdę nie jest przypadek, że Leśny powiedział to co powiedział o kontraktach kilku piłkarzy.
Zresztą, panowie, tak narzekacie na styl gry Legii a tak naprawdę już od 6 kolejek jeszcze nie byliśmy w takiej sytuacji jak na jesieni z Piastem czy Podbeskidziem, gdzie trzeba było odrabiać straty. To jest normalne, że po strzeleniu bramki zespół, który jest faworytem spotkania wyraźnie spuszcza z tonu. Żeby daleko nie szukać: puchar Niemiec i mecz Bayernu z Wolfsburgiem, po strzeleniu 2 bramki Bayern wyraźnie odpuścił i od razu dostał prztyczka w nos. Identycznie było w meczu Apoelu z Wisłą. A taki Spartak! Ich to wręcz kosztowało odpadnięciem z LE. Przykładów można byłoby mnożyć.
W tamtym ścigaliśmy się z anemicznym Śląskiem, ewentualnie jeszcze z Ruchem czy Koroną których pozycja była znacznie wyższa niż możliwości, a w tym z silnym, pewnie i stabilnie grającym Lechem. Paradoksalnie to plus i minus, bo może być trudniej, ale z drugiej strony nasi wiedzą, że nie mogą odpuścić nawet jednego meczu.
//EDYTA
Zarejestrowałem się