- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Wyjątek czy reguła?
Na koncie Legii widnieją już 52 punkty zdobyte w bieżących rozgrywkach ligowych. Kolejną wziętą przeszkodą okazała się Pogoń Szczecin, choć po niemrawym starcie i nieoczekiwanie szybko straconej bramce, trzeba było odrabiać straty, co udało się dopiero po przerwie. Bramkowym łupem podzielili się Ivica Vrdoljak, Wladimer Dwaliszwili i Tomasz Brzyski.
Zapewne wielu kibiców zgromadzonych dziś na stadionie Legii doświadczyło deja vu podczas pierwszej połowy meczu, wspominając wydarzenia, które miały miejsce podczas jesiennych spotkań z Podbeskidziem czy Piastem. Istotnie, można przywołać rozważania, które przychodziły do głowy po tamtych meczach. Z jednej strony wypada cieszyć się, że Legia jest w stanie odwracać losy spotkań, odrabiać poniesione straty, dopadać przeciwnika w zaledwie kilka minut dzięki spektakularnym szarżom, z drugiej strony powodów do frasunku dostarcza fakt, że Legia beztrosko pozwala na to, by słabsi rywale panoszyli się na naszym boisku w pierwszych minutach gry.
Do tego, że mecze na Łazienkowskiej rozpoczynamy leniwie, ospale łapiąc swój rytm, nie strzelając zbyt wielu bramek, z pewnością zdążyliśmy już się przyzwyczaić (gwoli przypomnienia statystyk przywoływanych już po meczu z Zagłębiem, w pierwszych trzydziestu minutach meczów na własnym stadionie wbiliśmy przeciwnikom zaledwie 5 bramek na 42 zdobyte we wszystkich rozgrywkach), czy powinniśmy jednak godzić się również z tym, że niejaki Donald Djousse, który wiosną raczej nie wydawał się być napastnikiem o umiejętnościach godnych Ekstraklasy, w pierwszej akcji meczu ośmiesza prostym kopnięciem piłki piętą Tomasza Jodłowca, a następnie zakłada siatkę Inakiemu Astizowi (oraz, już cokolwiek przypadkowo, Kubie Wawrzyniakowi), że skromny Adam Frączczak schodzi do środka w narożniku pola karnego z łatwością godną niedawnego kata Polaków, Jarmolenki, zaś w rolę biernego Sebastiana Boenischa wciela się legionista Tomasz Brzyski?
Ile w czymś takim przypadku, a ile naszego niedbalstwa?
Być może jestem malkontentem, nie potrafię uszanować historii konkretnego meczu, który przecież zawsze może ułożyć się w sposób nieprzewidywalny, nie doceniam przeciwników, którzy tradycyjnie przyjeżdżają na Łazienkowską pozbawieni jakiejkolwiek pętającej nogi presji, nie doceniam naszego kapitału punktowego, który powiększamy z imponującą regularnością, wbrew wszelkim przeciwnościom, na złość licznym krytykom naszego stylu, ale muszę napisać, że gra, którą zaprezentowaliśmy w meczu z Pogonią, zdecydowanie nie przypadła mi do gustu.
Nie tylko z uwagi na wzmiankowane wyżej osobliwości, które wystąpiły w pierwszych minutach meczu, choć ich roli pominąć rzecz jasna nie sposób, ale też z uwagi na fakt, że gra była dziś w naszym wykonaniu chaotyczna, nerwowa, szarpana, pełna niepotrzebnych indywidualnych zrywów oraz szalenie irytujących, mnożących się niedokładności.
Sztandarowym przykładem tych ostatnich niech będzie kontra, którą wyprowadziliśmy w przewadze liczebnej około 30. minuty pierwszej połowy meczu, kontra, którą koncertowo zmarnowaliśmy, kiedy najpierw Brzyski podjął złą decyzję, w kiepskim tempie podając piłkę na lewą stronę do Marka Saganowskiego, następnie Sagan stracił futbolówkę chyba najprościej jak tylko mógł, łatwo przegrywając drybling z obrońcą gości. Atakowaliśmy siłowo, pchaliśmy się do przodu, wykorzystując dobrą dyspozycję Lado Dwaliszwilego, zupełnie nie wychodziła nam natomiast gra dwójkowa, ewidentnie szwankowało ostatnie podanie. Z akcji dośrodkowywaliśmy dziś minimum kilkanaście razy, w większości przypadków niecierpliwie, nieprecyzyjnie, jakby podający zupełnie nie wiedział, gdzie na piłkę będzie czekał napastnik, a napastnik nie miał zielonego pojęcia, gdzie będzie uderzał podający. Wcisnęliśmy trzy bramki, ale w starciu z bardzo słabym przeciwnikiem, dysponującym mizernym arsenałem piłkarskich umiejętności, a takim była bez dwóch zdań Pogoń, oczekiwałbym lepszej gry bez piłki, większej lekkości w prowadzeniu ataków, zwłaszcza kiedy defensywa przeciwnika ulega rozrzedzeniu przy naszym prowadzeniu. Tymczasem wszystko było dziś doraźne i wymęczone.
Zwycięstwo przybliżyło nas do mistrzostwa Polski, stanowiło pracę domową, która odrobiliśmy na tyle dobrze, by wywrzeć presję na ścigającym nas w tabeli rywalu z Poznania. Musimy zgodzić się, że trzy punkty to jedyna licząca się dziś zdobycz, korzyść na tyle cenna i wymierna, że bez wysiłku usuwająca w cień wszelkie ewentualne niedoskonałości.
Mimo wszystko, takimi meczami nie przybliżamy się do zbudowania drużyny, która ma przed sobą jasną posezonową przyszłość, która dysponuje sprawdzonym pomysłem na grę, która systematycznie utrwala schematy, której poszczególne elementy coraz lepiej się rozumieją i coraz skuteczniej realizują swoje boiskowe zadania. Mam czelność spodziewać się po Legii więcej. Znacznie więcej.


Niestety, ale źle to zaczyna wyglądać, bo to był już któryś z kolei słaby mecz w naszym wykonaniu. Bez wymówek w postaci stadionu na którym się nie wygrało 16 lat, bez specyficznego meczu itd. Na dodatek z nie oszukujmy się bardzo słabym rywalem. Kibice Pogoni byli zadowoleni i powtarzali "nie odstawaliśmy od Legii, więc poprawa jest znacząca", ale ja bym rzekł, że to tylko "zasługa" naszej gry, a właściwie jej braku.
Pierwsza połowa to jest jakieś kuriozum, Urban w przerwie powinien im zrobić zbiorową suszarkę. Nie dało się tego oglądać. Mecz z Bełchatowem jak nic. Poza Lado wszyscy nadawali się do pchania karuzeli, a nie gry w piłkę, dla mnie oceny 0. Radovic ? Saganowski, Brzyski, Łukasik ? 0 Panowie.
Nie da się nie zauważyć, że Dwaliszwili to jest Pan Piłkarz. Jednoosobowo sforsował obronę przeciwnika i wygrał nam ten mecz. Nie idzie się nachwalić Gruzina, ale jest absolutnie za co, bo nie chodzi o gole czy kluczowe zagrania, ale całokształt jego gry. Jest i druga strona medalu, póki co swoim tekstem sprzed rundy trafiłem w 10. Dokonaliśmy transferów, ale tylko Dwaliszwili daje jakość (BB nie rozpatruję, bo gra na innej pozycji i bardzo możliwe, że i on da nam wiele radości), wielką jakość, a reszta to w najlepszym razie stagnacja z jesieni. Brzyski poza golem i karnym piach po raz kolejny. Dziwnie to brzmi, bo niech w każdym meczu robi karnego i strzela, ale taka prawda. Jodłowiec ? Gdyby na koszulce miał napis "Suler" to już powstawałyby prześmiewcze memy dotyczące jego gry w rundzie. Słabo, bardzo słabo wyglądamy. Drugim graczem, który mi się podobał w dzisiejszym meczu był Astiz i właściwie na tym koniec. Poza rezerwowymi to jedynie Dwaliszwili i Astiz zasługują na pochwały.
Urban ? Szczerze mówiąc dość mam jego wymówek i opowieści. A to piłkarze nie wypełniali poleceń i on nie wie (oni też) dlaczego tak a nie inaczej grali. A to, że coś tam nie zagrało, a to, że ktoś nie zrozumiał czegoś itd. Dość. Ile meczów można czegoś nie wiedzieć ? Albo jak taka jest taktyka, że okopujemy się na połówce i wychodzimy 3 graczami do akcji ofensywnej lub gramy długie lagi do nikogo licząc na "coś" to niech powie o tym skoro jest skuteczne, a nie opowiadanie, że "mieli grać wysoko, pressingiem" ale nie wiadomo czemu nie zagrali tak. Jak ktoś nie wypełnia notorycznie poleceń to się go zdejmuje po 25 minutach. Pomimo kapitalnej passy 6 zwycięstw z rzędu czas chyba wstrząsnąć zespołem, bo tak dalej być nie może. Brzmi to co najmniej paradoksalnie, ale chyba innego rozwiązania nie ma. Grajcie w końcu ofensywnie, pressingiem i zacznijcie narzucać swój styl od początku.
Brakuje bardzo graczy kreatywnych, też o tym przestrzegałem przed rundą i się sprawdza. Rado bezproduktywny i jest kłopot. Skrzydeł nie ma, kreatywności w środku nie ma i słabo to wygląda. Na szczęście mamy indywidualności.
A tak poza tym to 6 zwycięstwo z rzędu... ufff... teraz niech się Lech martwi, żeby wygrać jutro
PS
Bicie brawa po golu strzelonym przez drużynę gości to jest mega żenada, nawet w "meczu przyjaźni".
A ja pozwolę sobie mieć czelność prosić szanownych komentatorów o wzięcie pod uwagę tego, że każda drużyna ma prawo (!) do lekkiego kryzysu formy w trakcie trwania sezonu. To, że Legia jest obecnie w dołku widać wyraźnie i jak na dłoni i każdy pewnie się z tym zgodzi. Ale każdy, kto sądzi, że można rozegrać 15 meczów + 6 meczów w PP w jednakowo porywającym stylu jest po prostu naiwny i kompletnie nie zna się na piłce. Zawsze przyjdzie kryzys a sztuką jest go przetrwać. Po fajnym marcu nastąpił słabszy kwiecień, gdzie mamy bardzo duże natężenie meczów o stawkę, gdzie presja staje się coraz większa i to co się obecnie dzieje z Legią jest jak najbardziej normalne. Dlatego tak bardzo ważna jest szeroka kadra i tutaj też należą się słowa uznania dla zarządu, który zimą sprowadził tych 4 piłkarzy.
Żądasz wstrząśnięcia zespołem. Nie wiem, czy w takich kategoriach nie należy rozpatrywać pozostawienia Ljuboji na ławce i wprowadzenia go na boisko dopiero pod odrobieniu strat i wyjściu na prowadzenie.
Parę ostatnich meczów było słabych - co musi martwić - ale zdobyliśmy w nich komplet punktów i awans do finału. To jednak sukces. Zostało siedem meczów ligowych, z których wygrać musimy maksymalnie sześć. Żadna z tych wygranych nie przyjdzie łatwo, ale myślę, że nas na te wygrane stać.
Zapomniałem napisać o Jędrzejczyku, ale to co napisałeś jest znamienne. Właśnie, o ile kiedyś mówiono, że w defensywie wysoki poziom, ale w ataku nic nie daje to teraz jest na odwrót. W ofensywie szaleje, ale dzisiaj w defensywie mizeria, w I połowie jego strona to była autostrada dla przeciwników. Zadziwiające źle wyglądał w obronie. IMHO ofensywa na 4 z plusem, ale defensywa na dwoje.
Wstrząsem było posadzenie Ljubo na ławie ? Ja tego tak nie odbieram, był kontuzjowany, więc sądzę, że to jest wytłumaczeniem tej decyzji, zważywszy na postawę Saganowskiego. Zresztą widzieliśmy grę bez Ljubo, lagi do przodu i zero konceptu. Nawet jak miałbyś to wstrząs to okazał się niewypałem, a raczej potwierdzeniem, że nie Serv jest hamulcowym. Ostatnie 20 minut jakoś wyglądało, pograli trochę piłką na połowie przeciwnika.
Tak naprawdę wystarczy wygrać najbliższe 4 mecze (Piast, Lechia, Jagiellonia, Lech) a 5 z Widzewem zremisować. Ale ja osobiście uważam, że jeśli wygramy z Piastem i Lechią, to już będzie praktycznie pozamiatane.
Dla mnie w drugiej połowie kilka naszych akcji bardzo mi się podobało a że nie jesteśmy Realem czy innym MU stać nas na 30 minut tajnej piłki a nie na 90 . Ogólnie to bardzo nie lubie meczów przyjaźni.
-Szkoda mi Sagana. Widać wyraźnie, że mu zależy i walczy. Niestety nie idzie. Mam nadzieję, że to nie jest oznaka wieku i zbliżającego się końca, a jedynie zwykły, chwilowy spadek formy. Tymczasem jednak Marek zdaje się być strasznie ospały i niechlujny/niedokładny. Ljubo się jednak lepiej prezentuje obecnie.
-Łukasik gra na alibi. Nie wiem czy to Urban zabrania mu ryzykować, czy to zawodnik ma jakąś blokadę, ale nie widzę w nim nic ciekawego obecnie. Z dystansu nie strzela, nie kreuje jakiś akcji ciekawych.. ot taki łącznik do przerzucania piłek w poprzek boiska. Ja osobiście obecnie chętniej widziałbym Gola - ostatnio fajnie się pokazywał
PS @JJ
Nie rozumiem czemu czujesz się zażenowany takim biciem brawa po golu Pogoni? Szczecinianie też nam bili brawa zarówno dziś jak i w czasie naszej wizyty u Nich. Chyba lepsze to niż gwizdy? Spuściliśmy na chwilę głowy, pogratulowaliśmy przeciwnikom bramki i dopingowaliśmy dalej licząc na zwycięstwo.
Oczywiście nie byłbym soba
73 min-zmiana Saganowskiego na Ljuboję
74 min- szybka wymiana piłki Rado-Dwalishvili-Rado-Brzyski i gol
78 min - Ljuboja się pokazał i zagrał klepkę z Gruziniem strzelając ponad bramką
79 min - świetne zagranie Furmana do Beresia, strzał ponad bramką
82 min - Jędza, Rado i Bereś minimalnie spóźniony
83 min - kapitalna akcja Furmana który zagrywa w końcu do Ljuboju - Serb nie trafia w piłkę na 6 metrze
84 min - 5 metrowy spalony Ljuboji
85 min - Edi, Kolendowicz, Wiśniewski i 100% sytuacja dla Pogoni
86 min - świetny strzał Ediegi z dystansu i parada Kuciaka
87 min - Pietruszka w ostatniej chwili zablokowany przez Astiza
90 min - w końcu przekraczamy połowę Pogoni
91 min - po prawej stronie Radovic oczekuje na piłkę od Ljuboji. Jak się w końcu doczekał to go sfaulowali.
To tyle odnośnie świetnych ostatnich 20 min
A co do stylu to powiem przewrotnie że nie mielismy go kiedy wypracować. Chociaż niektórym ten "styl" do tej pory bardzo się podobał, na tyle że proszących lub żądających "odljubojenia" Legii wysyłano na Sobieskiego do szpitala
Bardziej poważnie oglądałem wczoraj pierwszą połowę meczu w Białymstoku. Taką Wisłę ogralibysmy leżąc. Teraz mamy mecz na Łazienkowskiej i Pogoń gra piłkę której nie widziałem u niej od pierwszego meczu z Zagłębiem w ubiegłym roku a Djousse wyglądał jak jakiś nowy świetny transfer. Tak jest w każdym meczu a mimo to w ostatnich 6 meczach mamy 18 oczek. Spadek formy? Oby trwał. Nie oznacza to że gramy piłkę w której nie ma co poprawić. Jest całe mnóstwo. Jednak czasami słyszę że gramy kiepsko a ratują nas indywidualności jak wczoraj Dwaliszwili. A za chwilę żądamy playmakera czyli też indywidualności. Bądźmy poważni. Rozgrywający który by nas zadowolił jest poza naszym zasięgiem. Ja w przerwie tez dałem się ponieść i stwierdziłem że botrzebujemy ofensywnego pomocnika dodatkowo ze skutecznym strzałem z dystansu. Tak mnie poniosło
Nie rozumiem czemu czujesz się zażenowany takim biciem brawa po golu Pogoni? Szczecinianie też nam bili brawa zarówno dziś jak i w czasie naszej wizyty u Nich. Chyba lepsze to niż gwizdy? Spuściliśmy na chwilę głowy, pogratulowaliśmy przeciwnikom bramki
Primo nie napisałem, ze czuję się zażenowany, ale że to żenada, a nawet mega żenada.
Secundo co na potrzeby tej dyskusji wnosi informacja, ze Szczecinianie bili nam brawo po zdobytej bramce wczoraj, kiedyś, gdzieś ? Co to za argument ? BTW Szczecinianie siedzący w moich sektorach nie bili nam brawa po bramce, ale zachowywali się normalnie, czyli co może wydawać się dziwne wkurzyli się, że ich drużyna straciła bramkę.
Tertio a to już mamy do wyboru wyłącznie brawa, albo gwizdy/wulgaryzmy ? Zapewniam Cię, że istnieją stany pośrednie, co można było dostrzec na pozostałych trybunach.
A czemu to żenada ? Najprościej mówiąc bicie brawa przeciwnikowi, który właśnie strzelił bramkę na 1:0 (mogącą odebrać nam zwycięstwo/mistrzostwo - to w sumie nieistotne jak ważna to bramka, ale jedynie stopniowało wydarzenie) jest żenadą, po prostu, ale zapewne Cię to nie zadowoli, więc powiem, że może dlatego, że cieszenie się/gratulowanie z bramki zdobytej przez przeciwnika Legii nie jest normalnym odruchem kibica Legii ? Takim jak, ja wiem, złość, wkurzenie, smutek ?
@Walles
To tyle odnośnie świetnych ostatnich 20 min
Ktoś uważa, że ostatnie 20 minut było świetne w naszym wykonaniu ? Każ mu koniecznie skonsultować się z lekarzem
Sagan
W tym wieku to zawodnik jak Frankowski musi mieć piłkę na strzał żadne dryblingi , piłki na zapalenie płuc itp.
@Ljuboja jak by go nie lubić jest lepszym piłkarzem niż Sagan.
Masz rację: nadal nie rozumiem czemu żenada, a tym bardziej mega żenada. Więcej! Mam wrażenie, że się trochę czepiasz dla zasady (bo za fanatycznego wyznawcę teorii "nienawidzimy wszystkich" Cię nie uważam
Oczywiście zgadzam się, że stracona bramka to nie jest powód do świętowania, ale bicie braw nie wyklucza przecież wściekłości czy smutku. Gwarantuję Ci, że na stadionie z bramki dla Pogoni cieszyli się tylko Szczecinianie (no chyba, że byli jeszcze jacyś obserwatorzy z Lecha czy coś). Większość Legionistów (ta mniej opanowana) z nieznanych mi przyczyn zaczęła nagle mówić po włosku o jakiejś krzywej
Powiem Ci jednak, że podobnie jak Senator (i chyba Ty też), nie przepadam za meczami przyjaźni. Wolę gdy kibice też mają jakąś konkurencje, bo to też nakręca doping (który, jak wierzę, udziela się jednak piłkarzom). Wspólne działania raczej ograniczają ekspresje i osłabiają reakcje trybun na wydarzenia boiskowe (a i bez tego ta część kibicowskiego fachu wymaga poprawy). Nie ma wtedy też takich zgrzytów jak np. po "dziękuję" Hadaja gdy ogłaszał gol IV
To, że nie wchodzimy dobrze w mecz to tylko i wyłącznie sfery mentalnej. Po tych ~30 minutach, każdy z naszych kopnął piłkę kilka razy, zrobił jakiś przebieg na boisku i zeszła z niego presja.
Mi się wydaje, że nasi milusińscy wychodząc na boisko są pod wpływem stresu, ale nie takiego, który motywuje, a paraliżuje. Dopiero po tych ~30 minutach z piłką zaczynają się skupiać na tym co się dzieje na boisku i ta presja/autopresja przechodzi w "automatyzm".
Ciągle w głowach muszą mieć echo poprzedniego sezonu i za bardzo się skupiają na tym, żeby zrealizować założenia przedmeczowe, a tym co się dzieje na boisku, stąd te wielbłądy w obronie.
Każdy mecz jest jak egzamin w szkole, a boisko jak sala egzaminacyjna, przed meczem każdy sobie pożartuje, potem spróbuje przypomnieć sobie co mówił trener przed meczem, aż wchodzi na tą sale egzaminacyjną/boisko i potrzebuje czasu żeby faktycznie okiełznać nerwy/stres po tym jak zobaczyli pytania/grę przeciwnej drużyny - nie oni pierwsi nie ostatni. Moim zdaniem takie rzeczy ciężko wyłapać i tu jest zadanie dla psychologów i trenera jak zdjąć tą presję w która tkwi gdzieś głęboko w podświadomości.
Po tych 35 minutach albo szczecinianom zabrakło sił, albo trener kazał im się cofnąć, w każdym razie oddali nam pole, aż do 80 minuty. Mieliśmy dużo miejsca i nie potrafiliśmy tego spożytkować. W zasadzie graliśmy, poza jedną akcją, na aferę. Mieliśmy fart, że większość zawodników Pogoni to drewienka i sprokurowali dwa karne. Ostatnie 10 minut to parodia piłki. Ze słabą drużyną idziemy na wymianę ciosów, zapominamy o taktyce, o kryciu, o wszelkich zasadach organizacji gry. To tak jakby bokser dobry technicznie szedł odkryty na osiłka. Po co?Żeby w dziób zarobić. Takie bezhołowie zaczyna nam powoli wchodzić w nawyk. A trener Urban po każdym meczu opowiada to samo /nie będę cytował,bo chyba znamy to już na pamięć/. Panie trenerze nie gadaj Pan tyle tylko coś zmień, bo po to Pan tam jesteś.
Zgodziłbym się z wnioskami, ale nie mogę zgodzić się z tezą, tzn. moim zdaniem Legia nie jest w kryzysie. Jak na moje oko to my gramy wiosną cały czas tak samo. Dopasowujemy się do przeciwnika, robimy tylko tyle ile trzeba, żeby osiągnąć cel w konkretnych okolicznościach. Może kumulujemy energię na decydujące mecze, oby.
@ Senator
Argument, że "nie jesteśmy Realem czy Manchesterem" (chyba jeszcze częściej "Barceloną"
Wczoraj różnica w przewadze pozycyjnej była przygniatająca (zdaniem C+ przewaga posiadania 73:27, nokaut), ale nie przekładało się to na sytuacje strzeleckie, jak choćby podczas jesiennego meczu z Podbeskidziem, kiedy zasadniczym problemem było to, że długo faktycznie 'nic nie chciało wpaść'. Gdyby nie te dwa podania Brzyskiego do Lado ze stałych fragmentów, w pierwszej połowie nie było praktycznie o czym gadać, a i w drugiej połowie to wszystko mogło inaczej wyglądać, gdyby Frączczak trafił setkę na 0:2.
Nie zgodzę się. Kilku piłkarzy jest w ewidentnie słabszej formie. Mam na myśli Łukasika, Saganowskiego, Koseckiego, Wawrzyniaka, Ljuboję i Radovica. Nie mają takiej jakości, jaką mieli na jesieni i to rzutuje na cały zespół. Moim zdaniem, wynika to z lekkiego przemęczenia i fizycznego i mentalnego. Najbliższe 3 mecze będą niestety chyba podobne aż do meczu z Lechem. Ja cały czas mam nadzieję, że będzie to już mecz o pietruszkę.
Nie Betis fakt bo gdyby nim byli to i my musielibyśmy być Realem. Liga jest słaba co odkryciem nie jest . Gdyby nasze marzenia się spełniały to zdecydowaną większość drużyn gonilibyśmy od trójki wzwyż. Myślę, że to tkwi w sferze psychiki, mentalności. Wszak Taka niech Ci będzie Barcelona grając na 1/3 swoich możliwości wygrywałaby większość meczów w lidze, a jednak ich gra to na ogół pełne zaangażowanie we wszystkich meczach. Dla mnie sprawa prosta , tak zostali nauczeni , wychowani i w końcu grają nie tylko dla punktów, ale również a może przede wszystkim dla kibiców.Taka kultura gry.
Sprawa meczów przyjażni. Ogólnie idea braterstwa kibiców jest bardzo zacna. Pięknie to wygląda jak siedzą obok siebie i nie patrzą wilkiem o rękoczynach nie wspominając. Pięknie to wygląda kiedy w ogródkach piją razem trunki i dyskutują o meczu. Na samym meczu jednak powinniśmy być rywalami, nie wrogami a rywalami bo wtedy duch widowiska jest inny, bardziej sportowy. Docenienie klasy przeciwka jak najbardziej, ale pomaganie mu już nie za bardzo mi się widzi.
Podzielam pogląd CTP ,że kilku zawodników jest w dużo słabszej dyspozycji niż jesienią. Myślę też że jednak jesteśmy uzależnieni od Rado. Nie neguję faktu, że może to się zmienić i obecnie taki Dwalishvili sam jeden pcha nas do przodu. Ogólnie pomoc jest naszą pięta achillesową szczególnie gdy Rado ma zniżkę formy.
jak chłopaki nie muszą się męczyć żeby wygrywać, to niech się nie męczą. nie jesteśmy Lechem który z pucharów odpadł jesienią i gra sobie spokojnie raz w tygodniu. nie jesteśmy też Lechem bo mamy o klasę lepszych zawodników. ba! z tego samego powodu nie jesteśmy też Legią z poprzedniego sezonu. i po tym meczu już żadne analogie do okresu Skorży mnie nie przekonają. przypominam - wtedy nigdy nie wygrywaliśmy po straceniu bramki jako pierwsi - teraz robimy to nałogowo. no i w ogóle nałogowo zwyciężamy. wtedy naszym podstawowym skrzydłowym był Kucharz, teraz wcześniej jest Kosecki, Brzyski i Bereś. Wtedy mieliśmy tylko Ljuboje, teraz mamy jeszcze Sagana i Wlado. Wtedy Gol grał w pierwszym składzie, teraz dostaje szansę tylko w pucharach. To inna drużyna - i personalnie, i charakterologicznie.
zeszły sezon siedzi chyba bardziej w waszych głowach, moi drodzy koledzy, niż w głowach piłkarzy. Oni spokojnie robią swoje i co mecz inkasują trzy punkty. w tym sezonie tylko 3 razy nie byliśmy na pierwszym miejscu tabeli. a mamy właśnie 23. kolejkę.
wyluzujmy się. wszystko idzie pięknie. teraz to my powinniśmy myśleć (i gadać) o szkółce, infrastrukturze, marketingu. o wyniku sportowym nie ma co gadać, bo fakty są bezlitosne.
Pierwsza: Ja może jestem jakiś dziwny, ale chciałbym dożyć czasów gdy publiczność będzie oklaskiwała dobrą akcję bramkową rywali i to nie tylko tych "zaprzyjaźnionych". Ale jak już powiedziałem jestem dziwny, zapewne też z tego powodu sobotnich braw sobotnich na pewno nie nazwałbym żenadą.
Druga: Nie bardzo rozumiem jak można było zachwycać się Legią na jesieni i krytykować postawę obecnej. Czy ten mecz z Pogonią, Polonią, Wisłą, wyglądał aż tak inaczej od spotkania z Piastem, Widzewem, Zagłębiem czy Lechią? Moim zdaniem niewiele, to wciąż ta sama Legia. Grająca typową dla siebie piłkę, wciąż balansująca na krawędzi dobrego i złego wyniku. Na palcach jednej reki możemy policzyć mecze w których od początku pokazaliśmy swoją wyższość nad rywalem.
Według mnie nie zmieniliśmy się ani o jotę, że tak powiem nasz "styl" staje się wręcz rozpoznawalny. Najpierw nieporadność (tu zawsze rywal wygląda lepiej, albo jak wolicie groźniej), potem nijakość (taka kopanina w środku pola z kilkoma akcjami w losowym kierunku), a potem dociśniecie śruby i poziom na jaki mało kto w naszej lidze jest w stanie się wznieść. Coraz częściej wychodzi na to, że Legii lepiej nie strzelać wcześniej niż w 91 minucie, bo zrywu legionistów nie jest w stanie przetrwać nikt. Aż strach pomyśleć co by było gdyby Oni tak sami z siebie zagrali ze 30 minut, ale spokojnie, nie zagrają.
Miał być koniec, ale jeszcze jedno mi się nasuwa po tym meczu. Ostatnio pisałem, że gdyby w Legii odpaliło kilku zawodników na raz to byłaby miazga. Spokojnie, nie odpali, tak to widocznie jest skonstruowane, że więcej jak dwóch, trzech w gazie to maks. Jak w Krakowie Jędrzejczyk, to w Warszawie Dvaliszvili, a jak Oni do przodu to Radović, Kosecki, Ljuboja na łeb na szyję w dół i tak w koło panie Macieju. Martwią mnie też sowa trenera, który twierdził, że forma przyjdzie w kwietniu bo gramy dożo spotkań, nie przyszła a Jankowi chyba ktoś bajek naopowiadał. Zespól jest strasznie nierówny, co niestety jest bardzo niepokojące na tym poziomie.
Co do samego meczu? Jeśli człowiek się przyzwyczaił (a raczej musiał) do takiego rozgrywania spotkań to muszę przyznać, że było całkiem nieźle. Mecz oglądało się w miarę spokojnie, nawet w pierwszej połowie było widać, że jak nie zdarzy się cud to Portowcy nie wytrzymają. Nie wytrzymali, nie Oni pierwsi i pewnie nie ostatni. Dlatego też czytając komentarze, najbliżej mi do tego przedstawionego przez Wallesa.
Oj, na pewno byłby kwik na wszelkiej maści sportowych forach.
Przytoczę anegdotkę jaką mnie uraczył był onegdaj nieduży przedsiębiorca mający też przy fabryce sklepik. Ponieważ jego syn nie mógł jakoś pracy znależć chciał, aby ten ów sklep prowadził. Owszem co rano do sklepu schodził, ale koło 9-tej wychodził na śniadanie i znikał. Miał o to do niego pretensje, ale w obronie syna stawała małżonka i matka. "O co ty masz pretensje? Może pije? Może narkotyki używa? Może się łajdaczy?". "Faktycznie. Nie chla, nie ćpa. To o co ja mam do niego pretensje?". Macie rację: O co ja do tej Legii mam pretensje. A ja mówię, że jest kwestią estetyki czy się patrzy na tablicę z wynikami czy na boisko. Jak się patrzy tylko na tablicę to wszystko się zgadza, ale jak się popatrzy na boisku to nie za bardzo. Też taki malkontent jestem.
Ruch i Górnik mają po 14 MP, Wisła 13. My 8. Gdy liderem tej klasyfikacji stanie się Legia, wtedy zacznę przykładać większą wagę do walorów estetycznych, a mniejszą do tego co na tablicy wyników. Ale do tego czasu to jeszcze sporo wody w (nomen omen) Wiśle upłynie
PS
zresztą nie trzeba szukać daleko, wystarczy popatrzeć na wiosenny mecz z Górnikiem lub drugą połowę z Zagłębiem. Można ? Można.
Chyba nie do końca się zrozumieliśmy. Mnie nie chodzi o to, żeby bezkrytycznie patrzeć na grę stołecznej jedenastki, a jedynie o to aby przykładać do wszystkich spotkań tą samą miarę, a nie miotać się ze skrajności w skrajność. W tym sezonie Legia Jana Urbana gra w miarę równo, wyjątkiem in plus był mecz w Bełchatowie, in minus też z ten z GKS-e,
z tym, że tym razem na Łazienkowskiej3. Reszta spotkań, niestety dla nas wygląda bardzo podobnie, na szczęście dla nas, kibiców, taka gra jak widać wystarczy na tą bardzo marną ligę. Gorzej będzie gdy zechcemy zagrać z kimś o europejskiej marce, wtedy dość szybko napotkamy swój Rosenborg Trondheim. Tyle, że ten wniosek można było wysnuć nie tyle na podstawie ostatnich występów, co wszystkich pozostałych rozegranych przez Legię w tym sezonie.
Rwanie włosów z głowy po ostatnich meczach nie ma większego sensu. Nie jesteśmy znów aż tak źli, jak nas
malują. Warto pamiętać o tym, że Jan Urban prowadzi ten zespół swój pierwszy sezon. Pewnych rzeczy nie był w
stanie przekazać, pewnych rzeczy niektórym już nie przekaże, Oni zbyt długo grali tak a nie inaczej by coś teraz zmienić. To jest pewien proces i nie da się go przeskoczyć. Ja widzę pewne delikatne zmiany, niestety widzę też opór jaki tworzą sami piłkarze. Ciężko jest przeskoczyć problemy z jakimi obecnie borykają się Kosecki, Łukasik, Furman, Kucharczyk, drastyczny spadek formy Gola, Astiza, Żewłakowa, Ljuboji też nie pomaga. A jednak jakoś idziemy do przodu, coś tam staramy się grać i to grając częściej od rywali. Pomimo tych wszystkich problemów które wymieniłem, wcale nie gramy gorzej niż jesienią, a chyba nikomu nie muszę tłumaczyć, że wiosną gra się o wiele ciężej.
Dlatego ja z większym spokojem obserwuję poczynania naszej drużyny. Pewnie, tez bym chciał abyśmy dominowali nad rywalami jak w meczu z GKS-em (wyjazd), czy Górnikiem (u nas). Jednak suma formy zespołu w tej chwili na to nie pozwala, Gramy tak jak w tej chwili możemy, na naszą ligę to wystarczy. Choć o tym jak tak naprawdę się prezentujemy przekonamy się w meczach z tymi największymi rywalami. A to już wkrótce i niebawem wszystko będzie jasne.
Chyba nie ma nikogo, kto twierdziłby, że to źle, że stwarzaliśmy zagrożenie ze stałych fragmentów. Z pewnością są natomiast tacy, którzy sądzą, że to źle, że nie stwarzaliśmy zagrożenia z gry, przy czym jedno, jak mniemam, nie wyklucza drugiego
Sytuacja Dwaliszwili - Djousse chyba jednak nie tak jednoznaczna jak utrzymujecie z CTP, chociaż nie oglądałem Ligi+ Ekstra, nie wiem czy i co orzekł Stempniewski. Jak na moje oko to nie było tam kopnięcia, raczej zderzenie, Lado nisko zszedł głową, zdołał oddać strzał, chociaż z drugiej strony, Djousse na pewno spóźniony.
@ mistis
Zasadniczo masz sporo racji, ale wybacz nam ułomnym śmiertelnikom i daj trochę pogadać o piłce
Ja odnoszę wrażenie, że przykładasz do Legii poznańską miarę a to, moim zdaniem, błędne kryterium. Nasi przeciwnicy grają z nami kompletnie inaczej niż przeciwnicy Lecha. W meczach z nami zazwyczaj mamy autobus i podwajanie krycia, Lech z kolei zazwyczaj może liczyć na mnóstwo miejsca na rozgrywanie swoich akcji. Tak było z Piastem i dzisiaj z Zagłębiem. Ja jestem bardzo ciekaw statystyk fauli Pogoni na nas i Zagłębia na piłkarzach Lecha. Po drugie weź pod uwagę, że my we wtorek graliśmy mecz w PP. Taki Śląsk, który miał o wiele łatwiejszą przeprawę z Wisłą dzisiaj po prostu człapał po boisku.
Ja nie sądzę, żeby istniała jakaś spółdzielnia przeciwko Legii. Moim zdaniem, po prostu część piłkarzy bardzo chce się pokazać z dobrej strony licząc na zainteresowanie naszego sztabu szkoleniowego.
Tutaj mamy to samo, piszesz ciągle (?) o tym autobusie, ale gdzie ty go widziałeś ? W meczu z Zagłębiem ? Bełchatowem ? Wisłą ? Ruchem ? Pogonią ? Przecież my najlepsze okazje stwarzaliśmy po kontrach, a ciężko zrobić kontrę z przeciwnikiem stawiającym autobus w polu karnym. Już to powinno Ci zasiać wiele wątpliwości. Ja akurat w tej rundzie rzadko kiedy widziałem taki prawdziwy autobus u naszych rywali. Wydaje mi się, że akurat na to nie mamy co narzekać.
Co innego opinia, że wola walki, chęć wydarcia punktów czy mówiąc szerzej cechy wolicjonalne są na innym poziomie w meczu z nami.
Chłopie, weź sobie popatrz na skład Pogoni (bo o tym meczu mówimy). 3 środkowych obrońców! W końcówce I połowy Legia rozgrywała piłkę 30 m od ich bramki, podczas gdy Pogoń prawie całą 11-tką stała we własnym polu karnym. To jak to inaczej nazwać? Przy tak ustawionym przeciwniku jedynym sposobem jest CIERPLIWOŚĆ. Ja się wcale nie dziwię Wallesowi, że był spokojny o losy tego meczu, bo ja też byłem spokojny. Wcześniej czy później musieli popełnić błąd, wcześniej czy później musieli zdechnąć kondycyjnie, bo tak się po prostu nie da grać dłużej niż godzinę.
W ogóle widzę, że te dwa poprzednie sezony mocno wam siedzą w głowach. To już się skończyło. My już mamy o 6 strzelonych bramek więcej niż w całym poprzednim sezonie, więc nie mam zielonego pojęcia skąd u was taki strach, że ktoś nam strzeli bramkę na początku meczu i potem dociągnie wynik do końca.
Piszecie, że to tylko nasza liga a w pucharach dostaniemy bęcki. Po pierwsze, w pucharach jest kompletnie inna gra i inna koncentracja a po drugie powtarzałem to już nie raz: my nie jesteśmy jeszcze gotowi na LM, więc po kiego grzyba w ogóle poruszacie ten temat? Po co argumentujecie w ten sposób? Ktoś wam naopowiadał głupstw, że awansujemy do LM? Owszem, awansujemy jak będziemy mieli gigantycznego farta, ewentualnie kupimy piłkarzy za circa about 10 baniek ojro.
A to wybacz, nie wiedziałem, ze rozmawiamy o składzie i, ze tak się ocenia to czy ktoś autobus postawił... W takim razie wycofuję się jednak, skoro o tym jest mowa, a nie o grze.
Ja się wcale nie dziwię Wallesowi, że był spokojny o losy tego meczu, bo ja też byłem spokojny.
Z tego co mi się wydaje to Walles napisał, że był spokojny ponieważ "Pogoń nie miała prawa wytrzymać takiego pressingu jak w pierwszej połowie"
więc tym bardziej nie rozumiem, twierdzisz, że postawili autobus w polu karnym, ale nie dziwisz się Wallesowi, który twierdzi, że nie da się tak grać pressingiem jak to robili. Z tego wynika, że gdzie oni grali tym pressingiem skoro 11 stało we własnym polu karnym ? U siebie w polu karnym nas pressowali ? haha
Zresztą ty sam piszesz, że "wcześniej czy później musieli zdechnąć kondycyjnie, bo tak się po prostu nie da grać dłużej niż godzinę.
Sądzisz, że nie da się stać w polu karnym w 11 i wybijać piłki na pałę do przodu dłużej niż godzinę ? Bo to oznacza mniej więcej potocznie autobus i wątpię aby stawianie autobusu było najbardziej pochłaniającym fizycznie sposobem gry, wręcz przeciwnie.
Bo, niestety dla Ciebie, nie jesteś jeszcze wyrocznią, od której poglądów zależy, czy ktoś inny cokolwiek napisze czy nie.
Jak obejrzałem dzisiaj ile wolnego miejsca mieli zawodnicy Lecha w meczu z Zagłębiem, to mimo że jestem daleko od głoszenia teorii spiskowych to to wydaje mi się kompletnie niezrozumiałe.
Co do sytuacji z Djousse to pozostanę przy swoim zdaniu. Dwaliszwili nie zagrał poniżej bioder przeciwnika więc nie zagrał zbyt nisko. Portowiec chciał wybić piłkę, nie trafił i dostał Wlado w nos. Jaka jest decyzja za takie zagranie na środku boiska? Wolny?
Co do Ligi + ja nie zawsze zgadzam się z interpretacją Stempniewskiego. I dalej będę twierdził że faul na Boninie to boiskowy bandytyzm i nie tylko czerwona ale bordowa kartka, mimo że Pan Sławek ma trochę inny pogląd na tamtą sytuację.
Ok. ale to jest obecnie koronny argument w dyskusji na temat stylu gry Legii i mnie np. ciężko dyskutować z tezą: "z taką grą, to my nie mamy czego tam szukać.". No ja się z tym zgadzam ale to wynika z klasy piłkarzy jakich mamy a nie jakichś wyimaginowanych błędów szkoleniowych czy problemów mentalnych.
Naoglądaliście się tych Barcelon i teraz wymagacie od piłkarzy Legii takiej samej gry. Może obejrzyjcie sobie czasami jak gra Werder, Fortuna czy HSV. Tutaj już tak wielkich różnic nie ma. Oni też kopią się po czołach jak przeciwnik zamuruje własne pole karne.
Walles -> Też zwróciłem uwagę na hektary wolnego pola w Poznaniu. Przecierałem oczy ze zdumienia.
Pieszczochy mediów jesteśmy i tyle
@ CTP
A to wcale nie trzeba oglądać 'Werderów i Fortun', 'Realom czy Manchesterom' też się zdarza męczyć na boisku, ba, nawet przegrywać mecze. To oczywiste, chociaż zaskakująco wielu kibiców odmawia przyjęcia tego do wiadomości po punktach straconych przez Legię.
Mi akurat w krytyce sobotniego stylu Legii chodzi o coś innego niż bezpośrednie odniesienie do europejskich pucharów (chociaż dalibóg nie wiem, dlaczego mielibyśmy tego tematu unikać), raczej o konsekwencję w budowie stylu drużyny. Jasne wygraliśmy, są trzy punkty, ale poza tym nie dostrzegam naprawdę żadnych innych plusów z tego meczu. Nawet do dobrej formy Lado podchodzę nieufnie, bo dopada mnie czarnowidztwo, że za chwilę zamiast na Ljuboję, będziemy grać wszystkie piłki na Gruzina i taka będzie cała ta wielka zmiana w naszej taktyce
Dlaczego piszę w tekście, że gra Legii była 'doraźna'? Wiesz, tyle się mówi i pisze o tym, czy u nas się wystarczająco wiele i intensywnie trenuje. A ja się pytam, mecze - to co, pies? Jak patrzę na tę wyświechtaną Borussię Dortmund to widzę naprawdę mnóstwo ligowych meczów, w których grają nie tak efektownie, jak zwykło się sądzić, są do ugryzienia w defensywie, rażąco nieskuteczni w ataku. Ale nawet słaba Borussia, cały czas próbuje grać swoje, jest przewidywalna do bólu i do znudzenia ćwiczy i doskonali znane wszystkim warianty. Tak się buduje profesjonalizm wśród zawodników i klasę drużyny, potem zbiera się tego owoce. Legia odwalająca pańszczyznę zdobywa trzy punkty, ale nie mam przekonania, czy dobrze wróży na przyszłość.
@ Walles
Zgoda, stałe fragmenty mogą być panaceum, ale chodzi mi nie tylko o problemy w ofensywie, ale też słabość defensywną. Ktoś tu gdzieś wyżej wspominał mecze jesienne, np. ten z Widzewem. Otóż Widzew stworzył w tamtym meczu pół sytuacji (w pełni przypadkowo), a my mieliśmy pełną kontrolę nad grą. W sobotę? Pogoń grała prostym schematem, piłka szła do boku, gdzie była przetrzymywana, aż nadbiegli pomocnicy, zaskakująco często i łatwo, zawodnik przy linii był w stanie odwrócić się z piłką w stronę naszej bramki i zacząć rozgrywać. Za duże były odstępy między naszymi formacjami, źle wyglądała współpraca na skrzydłach, ech... Nie podobał mi się ten mecz i tyle.
Gawin -> Wallesie, podobał ci się mecz w sobotę?
Walles -> Nasi dość ciężko grali, było trochę mankamentów ale dobrze że wygrali, mimo wszystko dośc pewnie
Co do Brzyskiego w jedenastce kolejki to powiem tylko tyle że to najgorszy obok Sagana gracz pierwszej połowy (wypisz wymaluj Pisz i mecz z Rosenborgiem
Z mojego punktu widzenia wygląda to zresztą podobnie, ale...
Walles -> Gawinie, podobał ci się mecz w sobotę?
Gawin -> Dobrze że wygrali, mimo wszystko dość pewnie, ale nasi dość ciężko grali, było dużo mankamentów
Ech...
Nie wiem dlaczego kryjesz się za "niektórymi" skoro piszesz te słowa do mnie?
Przy okazji powiedz gdzie widzisz tam odniesienie tego wyłącznie do kibiców z Północy skoro napisałem ogólnie o klaskaniu? Uważasz, że klaskanie na Południu czy Wschodzie to już nie jest dla mnie żenada? Niestety wyszło z Ciebie typowe uważanie siebie/swojej trybuny za pępek świata. Uwierz mi tak nie jest i nie każde zdanie dotyczy wyłącznie Ciebie/Was.
Nie podoba mi się też insynuowanie na temat mojej opinii o przeklinaniu. Chcesz to spytaj co uważam o wulgaryzmach na stadionach, albo przestań mi pewne rzeczy imputować.
@gawin76
Racja z Borussiami, Realami i innymi drużynami/ligami. Zawsze mnie bawi jak na jakimś portalu, albo w gazecie po pojedynczym meczu pojawia się zdanie "w normalnej lidze to niemożliwe, aby ktoś mający budżet 4 krotnie mniejszy zdobył mistrza", albo "w normalnej lidze niemożliwe, żeby tyle drużyn biło się o mistrza", albo "w normalnej lidze drużyna zajmująca 1 miejsce w tabeli tłamsi rywala broniącego się przed spadkiem". A jest tak jak napisałeś: w każdej lidze są słabe mecze, w każdej lidze czasami faworyt gra słabo i męczy się (no, oprócz Bayernu
@Garm
dla odmiany po wielu, wielu kolejnych pogarszających jakość naszej kadry.
Szczególnie lato 2011/2012 było tym kolejnym pogarszającym jakość naszej kadry
O tym własnie piszę. Naoglądają się Barcelony i potem jak Brzyski kopnie piłkę kompletnie do nikogo, to już wielkie "ajwaj", drewno, żenada i "z taką grą to my nie mamy czego szukać w pucharach". Albo obejrzą Lecha, którego przeciwnik robi wszystko, żeby tylko za bardzo nie przeszkadzać poznańskim napastnikom na własnej połowie i już ochy i achy jaki to ten Lech ma styl.
Dla nas problem może być taki, że przy "jakości" wykonawców wielce prawdopodobnym jest, że pomysł Lecha jest bardziej trafny.
Tylko, że jak my próbujemy dawać pograć przeciwnikowi, to zaraz pojawiają się oskarżenia o minimalizm.
Ten nasz styl jest hiszpański-bezpłciowy
Lecha zostawmy, bo nie wiadomo czego się po nim spodziewać, póki co przełamali swoje serie, teraz nadszedł czas porażki z Jagą.
Minimalizm, nie minimalizm ciągle w głowie mamy to, że jak w lidze nie jesteśmy wyraźnie lepsi od innych to MP zdobywamy od wielkiego dzwonu, ot co
"Nie wiem dlaczego kryjesz się za "niektórymi" skoro piszesz te słowa do mnie?"
Min do Ciebie
"Przy okazji powiedz gdzie widzisz tam odniesienie tego wyłącznie do kibiców z Północy skoro napisałem ogólnie o klaskaniu? Uważasz, że klaskanie na Południu czy Wschodzie to już nie jest dla mnie żenada? Niestety wyszło z Ciebie typowe uważanie siebie/swojej trybuny za pępek świata. Uwierz mi tak nie jest i nie każde zdanie dotyczy wyłącznie Ciebie/Was."
Oj tam dobrze wiemy o kogo Ci chodziło, nie odwracaj teraz kota ogonem
Jeśli z mojego jednego zdania wyczytałeś, że uważam się za pępek świata to gratuluję przenikliwości
"Nie podoba mi się też insynuowanie na temat mojej opinii o przeklinaniu. Chcesz to spytaj co uważam o wulgaryzmach na stadionach, albo przestań mi pewne rzeczy imputować."
To był skrót myślowy, taki tylko przykład. Nie bierz wszystkiego dosłownie. Chodziło tylko o to, że niektórym wszystko się nie podoba.
Oj tam dobrze wiemy o kogo Ci chodziło, nie odwracaj teraz kota ogonem
To się srodze mylisz, bo nie ma dla mnie żadnego znaczenia na której trybunie ktoś bił brawo. Oceniałem sam fakt. Podobnie z rzucaniem śnieżkami, dla mnie to żenada niezależnie od zajmowanego miejsca na stadionie (zdaje się, że na meczu Pogoń-Lech leciały one akurat z sektorów nie zajmowanych przez fanatyków ?, a ocena jest taka sama).
Generalnie chciałbym, żeby Legia na krajowym podwórku grała jak z Zagłębiem w drugiej połowie
- "Z tym wyraźnie lepsi to bym nie przesadzał. Rywale też mieli swoje okazje do zdobycia gola. "
Wiesz, czy tego chcemy czy nie, nawet z taką grą jaką zaprezentowała Legia w tym meczu byliśmy wyraźnie lepsi od rywali. Jasne, że mieli Oni swoje okazje, ale z tego co mnie pamięć nie myli my też nie grzeszyliśmy 100% skutecznością. To jest problem całej tej ligi, że tak grający zespół i tak potrafi na tyle zdominować zawody by i tak być w miarę pewny swojej wygranej (pisali o tym Walles i gawin). Podobnie było w meczu PP z Ruchem, niby 2:1 i mecz zdecydowanie odbiegający od naszych kibicowskich wyobrażeń, ale tak prawdę mówiąc Legia stojąc wypracowała mnóstwo sytuacji jedynie sporadycznie dopuszczając do nich rywali. Pewnie też dlatego panom piłkarzom nie musi
się chcieć prezentować tak jak w drugiej połowie z Zagłębiem, choć my kibice bardzo byśmy tego pragnęli.
Mnie w ogóle bardzo dziwi ten pęd Leśnodorskiego do tej reformy rozgrywek. Przecież gdybyśmy w przyszłym sezonie załapali się na fazę grupową LE i awansowali, to i na jesień i na wiosnę to już będzie zatrzęsienie meczów.