- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- iocosus
Fenomen reprezentacji
Będąc w okolicach 75. miejsca w rankingu reprezentacji FIFA, czemu przegraną lub remis z ekipami znajdującymi się w trzeciej dziesiątce (Czarnogóra, Ukraina) tej klasyfikacji, uznajemy, jeśli nie za tragedię narodową, to przynajmniej za powód do wyrażenia ogromnego rozczarowania, zawodu, rozgoryczenia?
Statystyki futbolowego stowarzyszenia pokazują miejsce w szeregu, czy zatem i aspiracje nie powinny być realnym tego odzwierciedleniem? Czy to jednak oznacza, że niekorzystne wyniki mamy przyjąć potulnie, zwieszając nisko głowę i wnioskując, że są one faktycznym odzwierciedleniem siły i potencjału naszej piłkarskiej kadry i wykładnikiem możliwości polskiej piłki? Oczekiwania zrewidować do poziomu wygranych z ekipami z 5, 6, 7 dziesiątki rankingu, a każdy korzystny wynik ponad ten stan uznawać za dar niebios, szczęśliwy splot okoliczności, „dzień konia” naszych piłkarskich wybrańców?
Zastanówmy się, niedorzecznym jest wymaganie od naszych kadrowiczów zwycięstw, czy też do oczekiwań wobec wyników reprezentacji, powinniśmy podchodzić jak do rezultatów osiąganych przez Islandię lub Białoruś, naszych sąsiadów rankingowych? (Mhm, Islandia w obecnych eliminacjach wygrała z 25. w klasyfikacji FIFA Norwegią, zremisowała z 16. Szwajcarią)
Niektórzy stwierdzą, ci którzy mieli nadzieję na awans do Mundialu 2014, są naiwni, żyją przeszłością z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, a polska piłka dołuje, stacza się w przepaść, czwarty lub piąty koszyk w rozstawieniach to miara jej wartości.
Należę do tych, niepoprawnych optymistów, naiwniaków patrzących na świat przez różowe okulary, że i w obecnym, kiepskim nie przeczę, stanie ogólnym polskiej piłki, od reprezentacji oczekuję zwycięstw i awansu do imprez rangi mistrzowskiej, tak jak to było nie tak całkiem dawno w latach: 2002, 2006, 2008.
Nie wydaje mi się, żeby ogólny stan polskiej piłki zmieniał się na gorsze, moim zdaniem stoi w miejscu, (co samo w sobie w sumie jest negatywne) gdy inni maluczcy się podciągają, poziom się wyrównuje i w Europie niemalże każdy może wygrać lub zremisować z każdym, to my drepczemy ciągle w tym samym punkcie, czy to początek drugiego milenium, czy też jego kolejna dekada. Wyniki są uzależnione od wypadkowej zdolności indywidualnych kadrowiczów, w jednym pokoleniu są one wyższe, w innym mniejsze, w połączeniu z trenerem, który albo potrafi w danym cyklu rozgrywek owe zdolności zoptymalizować w rozumiejącym się kolektywie, albo zaprzepaścić, reprezentacja albo osiąga pozytywne eliminacyjne rezultaty, albo zbiera cięgi.
Chciałbym rozróżnić stan ogólny polskiego futbolu, jego strukturę, infrastrukturę i system szkoleniowy od dyskusji na temat bieżących wyników reprezentacji. Absolutnie wszystkie wymienione czynniki mają wpływ na poziom gry wyselekcjonowanych najwybitniejszych jednostek i debata nad poprawą tego stanu jest kluczowa, tak jak próby konkretnych działań zmierzające do tego żebyśmy nie tylko do imprez mistrzowskich awansowali, ale jeszcze co jakiś czas odgrywali w nich jakąś rolę, ale jak wspomniałem uważam, że na poziomie ogólnym mamy constans, a mimo to do Mistrzostw Świata w 2002 i 2006 roku udało nam się dostać, a w 2010 i 2014 roku obeszliśmy się już smakiem.
Dlaczego? W poprzednich eliminacjach osiągaliśmy wyniki ponad stan, farciło się nam, a obecnie mamy odzwierciedlenie rzeczywistego potencjału?
Nie sądzę. Mój wniosek, w pokoleniu piłkarzy reprezentacyjnych u progu wieku, pod względem indywidualnych zdolności, umiejętności piłkarskich, mieliśmy stan zrównoważony we wszystkich formacjach. Nie byliśmy tuzami, ale awans w konfrontacji ze średniakami osiągaliśmy dzięki choćby Wałdochowi, Hajcie w obronie, Świerczewskiemu, Krzynówkowi w pomocy, Kryszałowiczowi, Olisadebe w ataku.
Obecnie w ofensywie posiadamy piłkarzy nie mniej utalentowanych jak dekadę wstecz, ba wręcz bardziej renomowanych, doświadczonych w starciach na najwyższym klubowym poziomie, utytułowanych jak Lewandowski z Błaszczykowskim, rokujących i rozwojowych jak Klich z Zielińskim, dobrze czujących się z piłką przy nodze, pozbawionych kompleksów, kreatywnych, jeżeli na skrzydle z różnych powodów nie spełniają pokładanych w nich nadziei: Grosicki, Mierzejewski, Rybus, to jest możliwość wyboru zależnie od formy z: Waldemara Soboty, Bartosza Pawłowskiego, Pawła Wszołka, Kuby Koseckiego. W grze „do przodu”, mimo mankamentów, braku dobrej organizacji, zimnej głowy, skuteczności, zbytniego indywidualizmu, posiadamy atuty nie mniejsze, niż wówczas, gdy w eliminacjach do Mistrzostw Świata zapewnialiśmy sobie awans jako jedna z pierwszych reprezentacji w Europie.
Problem obecnej reprezentacji, to problem pokolenia, w którym zabrakło równie utalentowanych jak w ofensywie zawodników defensywnych, potrafiących odebrać piłkę, postawić dla przeciwników ścianę nie do przejścia. Ani Wasilewski z Perquisem, ani Glik z Szukałą nie byli i nie są w stanie dorównać, ani Wałdochowi z Hajtą, ani Bąkowi z Żewłakowem. A wyświechtane porzekadło mówi: „drużynę winno budować się od tyłu”, niestety A.D. 2013 (a i bezpośrednio wcześniej) solidnych fundamentów w grze kadry brak.
A przecież wydaje się, że pod względem renomy, doświadczenia aktualni defensorzy niewiele ustępują tym ofensywnym. Cieszą się na tyle dużym uznaniem, że otrzymują opaskę kapitańską w klubie z Serie A, są ostoją w zespole łapiącym się do Ligi Mistrzów, lub wychodzą na plac w trzeciej drużynie Bundesligi.
Na papierze, kompleksów mieć nie powinniśmy (szczególnie uwzględniając jeszcze debeściaka Piszczka, lub pozostających w alternatywie Jędzę z Bereszyńskim), wygląda to wręcz zachęcająco i optymistycznie, na czym w takim razie polega fenomen, że linia obrony teoretycznie silna, praktycznie jest piętą achillesową. W eliminacjach przegraliśmy jeden mecz, ale bramki jak dotychczas nie udało się nam strzelić tylko amatorom z San Marino (byli blisko!). W konfrontacji z liderami grupy w czterech spotkaniach straciliśmy siedem goli, a czekają nas jeszcze dwa wyjazdy do Charkowa i Londynu.
Dlaczego piłkarze w klubach uznani, w reprezentacji zawodzą, nie tworzą monolitu?
Najłatwiejsze wyjaśnienie chyba może nastąpić w przypadku Łukasza Szukały. Steaua to zespół techniczny, dobrze przygotowany fizycznie, ale któremu trochę centymetrów brakuje. Właśnie ten mankament niweluje polski defensor, dzięki niemu zdominowanie „bukaresztańskiej gwiazdy” w powietrznych pojedynkach, o górne piłki nie jest już takie oczywiste. W odniesieniu do Kamila Glika kwestia jest chyba bardziej złożona, chociaż przecież to też piłkarz nie ułomek, a gladiator, przygotowany na twardą, nieustępliwą walkę i z takiej roli bardzo dobrze się wywiązujący. Serie A uważnie nie śledzę, ale być może rację mają ci, którzy twierdzą (Wojciech Kowalczyk) że „fenomen” Glika polega na graniu trójką stoperów przez Torino, dzięki temu niedostatki w mobilności, zwrotności, jest łatwiej zamaskować, ukryć, a uwypuklają się wzmiankowane zalety.
Na dobrym przygotowaniu fizycznym bazuje również Sebastian Boenisch. Maciej Szczęsny nawet po meczu z Czarnogórą taką wyraża o nim opinię: „Nie rozumiem tylko, dlaczego Boenisch musi wchodzić z ławki. To facet, który wyróżnia się siłą fizyczną, dobrym ustawieniem taktycznym, umiejętnością przewidywania wydarzeń na boisku.” (http://pilka-nozna.przegladsportowy.pl/Pilka-nozna-Maciej-Szczesny-krytykuje-Artura-Boruca,artykul,180712,2,291.html) być może tak samo uważa szkoleniowiec Bayeru Leverkusen Sami Hyppia, wszak były obrońca, znamienity internacjonał, a w takim razie na destrukcji i odpowiednim zabezpieczeniu własnej bramki powinien się znać, jego fachowość trudno podważyć. Gdy jednak w pomeczowej video reminiscencji widzi się takie obrazki:
to trudno na Pana Sebastiana się nie wściekać i nie zastanawiać na czym polega jego „fenomen”?
Jeżeli do wyżej wymienionej trójki dodamy Artura Jędrzejczyka, najlepszego z nich wszystkich, ale przecież również opierającego swą grę na przygotowaniu fizycznym, gdy ono szwankuje, to jak pamiętamy choćby na przykładzie tego co z Jędzą onegdaj robił Ntibazonkiza, możemy pokusić się o stwierdzenie, że Pan Artur przypomina wówczas na murawie bezradne dziecko zagubione we mgle.
Smutna konstatacja, mamy w linii obrony czterech „fizycznych”, a piłkarzem z najlepszym odbiorem piłki w reprezentacyjnej jedenastce jest... defensywny pomocnik – Grzegorz Krychowiak!
Skutkiem tego nasi obrońcy boją się indywidualnych pojedynków, są niepewni, elektryczni, przeciwnika z piłką przy nodze najchętniej atakują, gdy czują partnera za plecami, gdy są asekurowani, mają w strefie obronnej liczebną przewagę, gdy stają do konfrontacji „jeden na jeden” widoczna jest panika, obawa przed popełnieniem błędu, ośmieszeniem.
Czy taki stan rzeczy można zmienić, Fornalik w „budowaniu fundamentów” ewoluował od pary Wasilewski – Perquis, czyli: „zamienił stryjek siekierkę na kijek”, w zasadzie nie wiadomo co gorsze? Bartosz Salamon w klubie grzeje ławę, chwalono go za umiejętności taktyczne, ale czy jest „nie do przejścia”? Celebana pamiętam z w miarę dobrego piłkarskiego wyszkolenia, ale „odbiorem” to on również nie imponował, nasz Kuba Rzeźniczak na środku musi jeszcze terminować, póki co polskim Fabio Cannavaro jeszcze okrzyknięty być nie może, więcej jest głośno krzyczących, że do pozycji w centrum przedpola bramkowego się nie nadaje.
Według mojej subiektywnej klasyfikacji obecnych polskich obrońców, nad najlepszym z nich Arkadiuszem Głowackim wisi w kadrze fatum, co w niej zagrał, to albo samobój, albo inna wtopa, albo kontuzja, z 34-latkiem trudno przy tym wiązać przyszłość. Drugi pod względem wyszkolenia, zdolności – trzydziestoletni Dariusz Dudka w zasadzie w futbolu w tym momencie nie istnieje, nie wiadomo czy jeszcze zaistnieje i na jakim poziomie?
Czy w takim razie, Fornalik na układ, który wybrał jest skazany? To najlepsi w tej chwili, którym pozostaje zgrywanie się?
Jestem przeciwnikiem takiej tezy, Obraniak też miał być niezastąpiony, a okazuje się, że jego absencja wymusiła alternatywę nad wyraz dobrze rokującą, dającą nadzieję na urozmaiconą, odważną, aktywną grę w ofensywie.
Nie mam osobiście przekonania, ani do Łukasza Szukały, ani do Kamila Glika. Chciałbym przetestować duet Jędrzejczyk – Krychowiak choć pamiętam, że w sparingu z Irlandią ten drugi w polu karnym się również zagotował, (może przy ewentualnej zmianie klubu przez Grzegorza Krychowiaka, nastąpi również zmiana pozycji) nie przekreślam, czekam jak będzie sobie radził Kuba Rzeźniczak, wielu panaceum na problemy widzi w Marcinie Kamińskim – niezły chłopak, jak na środkowego obrońcę z fajnym wyjściem z piłką przy nodze, ale w młodzieżówce Szwedów nie zastopował, w polu karnym błędy tez mu się zdarzają. Wyżej cenię od obecnych środkowych w reprezentacyjnej jedenastce Adama Kokoszkę, choć zwrotnością również nie imponuje, a na równi stawiam Jarosława Bieniuka z Sebastianem Maderą, bardziej od „włosko-rumuńskiej” pary by się nie skompromitowali. Niestety doznałem zawodu obserwując w młodzieżówce Sasala wychwalanych nastolatków Gracjana Horoszkiewicza (Hertha Berlin) i Igora Łasickiego (Napoli), ale tu niczego przesądzać jeszcze nie można, jednak takimi orłami jak ich zapowiadano nie są.
Zatem, istnieje jakaś możliwość, żeby potencjał piłkarski narodowej jedenastki zrównoważyć? Jest nadzieja, żebyśmy już takich obrazków nie oglądali:
Jeżeli Anglicy zremisują z Ukrainą i Czarnogórą, a my jeżeli w ostatnich trzech meczach zdobędziemy dziewięć punktów, to o pierwsze miejsce w grupie będziemy się ścigać bramkami z Czarnogórą! Jeżeli tak by się stało, ten dzisiejszy mecz z San Marino może być kluczowy! ![]()
Jeżeli, jeżeli, jeżeli... tylko to nam pozostało! ![]()




Skoro jesteśmy przy obronie, w piątek obserwowałem z zainteresowaniem Szukałę i byłem zaskoczony ilością gestów wyrażających irytację w wykonaniu tego zdać by się mogło nadzwyczaj spokojnego zawodnika. To były gesty w rodzaju 'jak można tak kryć', 'jak można tak się ustawiać', czy 'jak można mi nie krzyknąć' (to w tej sytuacji, kiedy po niepewnej interwencji Boruca, wybijał piłkę w zamieszaniu podbramkowym). Zdumiewające. Przy okazji analiz dotyczących Legii tyle razy były już wypowiadane słowa o potrzebie prawidłowego dobrania dwójki obrońców i odpowiedniego ich zgrania, aż to nudne, ale spójrzmy na to co się wyrabia w tej reprezentacji, czasem sądzę, że Fornalik osiągnąłby w obronie lepsze efekty, gdyby od razu postawił na Grodzickiego i Stawarczyka na środku reprezentacyjnej defensywy. Wśród nazwisk, które wymieniasz, jestem dużym zwolennikiem Kamińskiego, on ma przede wszystkim tę rzecz, na której brak zwracasz uwagę w przypadku pozostałych defensorów, odbiór, no i wspomniane 'hummelsowskie' inklinacje do wyprowadzania piłki
Ale nie tylko o obronny bałagan w tym wszystkim chodzi. Stoczyłem już wiele polemik, wskazując na większą reprezentacyjną dojrzałość i przydatność Lewandowskiego w porównaniu z Błaszczykowskim, tu mogę się tylko powtórzyć, patrząc na grę Błaszczykowskiego, często mam wrażenie, że on gra jak chce, z kim chce i kiedy chce. Stawia na indywidualne popisy, dzięki czemu nieźle wypada w statystykach, ale prezentując się tak jak z Czarnogórą, jest dla zespołu po prostu szkodliwy. Dla mnie to niepojęte, że człowiek, który w Borussii zdaje się tak wybornie rozumieć ducha gry zespołowej, w reprezentacji chce sam wygrywać mecze, to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że my prawdziwej drużyny po prostu nie mamy. Trzeba jej szukać. W kontekście tych poszukiwań bardzo podobał mi się np. Sobota, który z Czarnogórą potrafił nawet zdjąć piłkę z nogi Lewandowskiemu w ostatniej akcji pierwszej połowy (może i szkoda akurat tej konkretnej sytuacji, Lewy IMO by to strzelił), ale to pokazuje, że jest bardziej gotów do gry z Lewandowskim i Błaszczykowskim niż np. permanentnie zagubiony na ich tle, wystraszony 'nasz' Maciek Rybus.
Jeszcze uwaga a propos Klicha i Obraniaka. Zwróć uwagę, że z Klichem zrobiono dokładnie tę rzecz, którą postulowałeś kiedyś w przypadku Obraniaka (a ja marzyłem o takiej roli dla Wolaka w Legii
Analiza przednia, ale też uległeś tej układance matematycznej. Ta nauka ma to do siebie, ze cyfry maja taka sama wartość. Jak wiesz w piłce trochę inaczej jest. Trzeba było, jak Bóg przykazał, wygrać dwa razy z Montenegro i na wyjeżdzie z Mołdawią i za przeproszeniem nie liczyć na darowane.
Aha, do takiej „8” potrzebna jest „6” z motorkiem w tyłku, taki niestrudzony „odkurzacz Gattuso”, gdybyśmy takiego znaleźli ze spokojnym sumieniem przesunąłbym Krychowiaka na środek obrony. No i pytanie sobie zadaję, jak Fornalik ustawi drużynę na Ukrainę i Anglię, zaryzykuje i będzie konsekwentny?
Co do Błaszczykowskiego, to w spostrzeżeniach się zgadzamy, wyraziłem to w „na aucie” pisząc o potrzebie trenera, który potrafiłby wpłynąć, uświadomić Kubie pewne rzeczy. Tu taka refleksja, w BVB głos Błaszczykowskiego zapewne się liczy i nie jest w szatni ignorowany, ale też z pewnością nie ma takiego znaczenia jak na kadrze. Weidenfeller, Kehl są zapewne głównymi rozdającymi karty w Dortmundzie, wątpię również, żeby Kuba dyrygował poprzednio Goetzem obecnie Reusem o Lewym nie wspominając. U Kloppa mimo docenienia, niezaprzeczalnego rozwoju umiejętności, przedłużenia kontraktu, również nie posiada abonamentu na pierwszą jedenastkę, przekonał się o tym wielokrotnie. Natomiast na kadrze Błaszczykowski jest niekwestionowanym panem i władcą, nikt mu nie podskoczy, jego rola w grupie zawodników i wobec trenera jest zupełnie inna niż w klubie.
Tylko jak to okiełznać?
Z Kamińskim mam dylemat jak z Bartoszem Pawłowskim i Piotrem Zielińskim, no że powtórnie Fornalik powoła Pawła Wszołka jeżeli ten nie będzie grał w Sampdorii to nie wierzę, ale w odniesieniu do poprzednich, o które Rio powinni walczyć o to już w zasadzie zaprzepaszczone „2014” zgodnie z zasadą dopóki piłka w grze i są jakiekolwiek szanse, czy tez o „Rio 2016” gdzie droga trudna i żmudna, ale na tą chwilę mimo przegranej ze Szwedami bardziej realna.
Nasi obecnie wyglądają całkiem fajnie ale nie zapominajmy o jednym. Jeśli wygramy dzisiaj z San Marino to po ośmiu spotkaniach będziemy mieli 13 pkt. Jakiś czas temu po meczach z Mołdawią i San Marino przypisywaliśmy sobie i wymagaliśmy, słusznie, 12 pkt. Więc gdzie my jesteśmy tak naprawdę i co tak naprawdę potrafią nasi gracze? Iocosus pisze że nasi stoperzy nie sa w stanie dorównać parom Hajto-Wałdoch lub Bąk-Żewłakow. A przypomnijmy sobie jak jeszcze niedawno ocenialiśmy powyższe pary. Reprezentacja jest na tym samym poziomie i nie ma tam spadku jakości? Obyście mieli rację, ja to słabo widzę. Ale póki co, Jeszcze Polska nie ....!
I właśnie od tego trzeba zacząć. Mentalność , profesjonalizm, świadomość własnej wartości.
Meczu nie widziałem ale czy rzeczywiście ta drużyna jest gorsza na tyle od Portugalczyków aby przegrywać 1:6? Moim zdaniem raczej nie ale, że to mecz towarzyski to co tam. A to nie co tam tylko prawdziwy mecz. My nie mamy tych cech które wymieniłem na wstępie, bez tego lipa będzie zawsze.
Szumski to nie Alek Kłak, Pazio to nie Jałocha, Mateusz Lewandowski to nie Adamczuk, a Janicki i Golla to absolutnie nie Łapiński z Waldochem, a mimo to srebrni chłopcy z Barcelony umoczyli w 1992 roku z Danią 0:5.
Z Portugalią u-21 powinni grac, choć z różnych powodów nie grali: Marcin Kaminski, Piotr Zieliński, Paweł Wszołek, Arkadiusz Milik z nimi w składzie byłby faktyczny miernik wartości, chociaż wyjdzie, że mam jakąś psychozę obrony, bo nie tylko w dorosłej, ale i w młodzieżowej reprze, obecną formację defensywną uznaję za piętę achillesową, która ambitne sny i marzenia o zwycięstwach, awansach może zniweczyć. Przyznaję w under-21 zapewne nawet Kamiński by nie pomógł, nie ustrzegł przed przegraną, tak jak nie udaremnił porażki ze Szwedami.
Marcin Kaminski do składu barcelońskich olimpijczyków z 1992 roku, miałby problemy, żeby się załapać, ale już Zielinski, Milik nie wiem czy nie mają większego potencjału od tych z 92’ jestem bardzo ciekaw jak ich klubowe kariery wypadną, gdy za kilka lat się je porówna z karierami Wojtka Kowalczyka, czy Jurka Brzęczka, czy nawet Piotra Świerczewskiego?
Walles jak Ty oceniałeś parę Hajto – Waldoch? Uważałeś, że są beznadziejni? Wicemistrzowie Bundesligi?
„Więc gdzie my jesteśmy tak naprawdę i co tak naprawdę potrafią nasi gracze?” – widziałeś Wallesie dwa mecze z Czarnogórą, powiedz , napisz szczerze, ichnią reprę uważasz za bardziej wartościową od naszej? Ona jest w trzeciej dziesiątce rankingu FIFA. Moim zdaniem oba te mecze powinniśmy wygrać, gdyby nie błędy obrony.
„Reprezentacja jest na tym samym poziomie i nie ma tam spadku jakości? Obyście mieli rację, ja to słabo widzę.” – Wallesie posiadam wrażenie że wartośc repry z 2002 roku w transfermarktcie byłaby mniejsza od wyceny obecnej kadry, ale daj Fornalikowi obronę na miarę czwórki: Żewłakow- Waldoch – Hajto – Koźmiński to pokuszę się o stwierdzenie, że te obecne eliminacje do Mundialu to byśmy wciągnęli nosem.
Rozumiesz jak postrzegam różnicę między rokiem 2002, a 2013?