- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Garm
Hej ho, hej ho, na wiking by się szło
Wikingowie - skandynawscy wojownicy, którzy od VIII wieku podejmowali dalekie wyprawy o charakterze kupieckim, rabunkowym lub osadniczym. (Wikipedia)
Kibice Legii - polscy fani piłki nożnej, którzy od XX wieku podejmują mniej lub bardziej dalekie wyprawy o charakterze rekreacyjnym, turystycznym lub pirotechnicznym. (własne)
Przypadkowa zbieżność definicji? Nie sądzę!
Norwegia. Kraj łosi, trolli i fiordów. Jedna z ojczyzn Wikingów, którzy tysiąc lat temu siali popłoch w całej niemal Europie, od obecnej Szkocji po obecny Istambuł. Ziemie Skandynawii były wtedy ubogie i nie mogły wyżywić miejscowej populacji, która "dorabiała" a to w fachu kupieckim, a to w najemniczym, a to oddawała się zwykłemu zamorskiemu rabunkowi. Kiedy jakiemuś Haraldowi znudziło się obrabianie kamienistego spłachetka ziemi nad fiordem, wypasanie owiec i głębokie dysputy filozoficzne z żoną Ingą, ruszał w poszukiwaniu wrażeń na morze. Na "wiking". Dziś Norwegia, dzięki obfitym złożom ropy naftowej, należy do najbogatszych państw świata. To do niej ruszają obcokrajowcy - jedni pooglądać widoki, inni w poszukiwaniu obrzydliwie dobrze płatnej pracy, jeszcze inni wreszcie na mniej lub bardziej uwspółcześnioną wersję wikingu, czyli wyjazdowe mecze piłkarskie.

Przykładowy norweski łoś w tradycyjnej pozie ludowej.
- Tam to nie. Tam to nie radzę.
Ponieważ Norwegia jest tak obrzydliwie bogata, jest też jak na standardy przeciętnego zjadacza Chleba Baltonowskiego z Masłem Roślinnym wyjątkowo droga. Przy częstotliwości meczowych wyjazdów niżej podpisanego (raz na parę lat) można jednak sobie od czasu do czasu na podobną wyprawę pozwolić.

Cel wyprawy przeciętnego zjadacza Chleba Baltonowskiego z Masłem Roślinnym.
- Ja to, proszę pana, mam bardzo dobre połączenie.
A wyprawa wyszła z tego nielicha, bo krótki czas od losowania do meczu i wcześniejsze plany wakacyjne sprawiły, że w ciągu czterech dni zaliczyłem trasę Liverpool-Warszawa-Oslo-Lillehammer-Molde-Oslo-Warszawa. Przy chwilowym braku możliwości skorzystania z ośmionogiego ogiera Odyna, Sleipnira, byłem zdany na znacznie mniej uduchowione środki transportu, czyli kolejno: samolot, pociąg, autobus, prom i ponownie samolot. Łyżką miodu w tej beczce dziegciu okazała się możliwość wchodzenia w interakcję z miejscowymi potomkami wojowniczych Skandynawów.

Ośmionogi ogier Odyna, chwilowo niedostępny jako środek transportu.
- Słowa nie można zrozumieć. Wariacki kraj, język idiotyczny.
Język norweski jest blisko spokrewniony z Pięknym Językiem Duńskim. Piękny Język Duński to natomiast, jak zaświadcza w odnośnych ankietach 70% użytkowników Pięknego Języka Duńskiego (tzw. "Duńczyków"), wcale nie jest językiem, lecz formą bardzo zjadliwej, ale na szczęście w większości wypadków niegroźnej choroby gardła. Norwegowie w mowie w porównaniu z kuzynami z południa charczą nieco mniej, zdecydowanie więcej za to szeleszczą.
Niestety, brak umiejętności szelestania zwrotnego zmusza do posługiwania się w komunikacji formami pośrednimi w rodzaju języka angielskiego. To zwykle wiązało się z zapytaniem mnie, jako nie-Norwega, o kraj pochodzenia i - po uzyskaniu informacji, że przybywam z Lechistanu - pytaniem-stwierdzeniem: "Do pracy?"
- Zagraniczna! Znacie ten język?
Jakkolwiek trudne nie byłyby jednak pod względem językowym norweskie peregrynacje, zawsze można podczas nich znaleźć chwilę na lekturę miejscowej prasy. Jak to miejscowa prasa, z meczu Legii za istotne uznawała głównie wypowiedzi trenera gospodarzy, słynnego Ole Gunnara Solskjaera, oraz ostrzeżenia przed najazdem Hunów. Królowały zdjęcia z płonących elementów trybuny stadionu w Trondheim, przez różne przypadki odmieniane były słowa "Wilno", "chuligan" czy "bandyta". Na nic zdały się zapewnienia cytowanego przez miejscową bulwarówkę "Dagbladet" Pawła Wilkowicza, że kibice Legii są świetnie zorganizowani i bynajmniej nie wszystkich interesuje tylko tradycyjna wikińska rozrywka, czyli łupienie, palenie i mordowanie. Większość indagowanych "na okoliczność" Norwegów interesowała się głównie tym, ilu współczesnych Wikingów nawiedzi tym razem ich piękny i dostatni kraj, a wspomniany wyżej dziennik donosił, że z Warszawy może przybyć nawet tysiącosobowy (!) gang (!!), który dotrze do Molde m.in. czarterem (!!!). O specjalne przygotowania do morderczego starcia pytano chyba każdego stróża porządku w Molde powyżej rangi stójkowego. Aż się chciało zacytować legendarny przebój: "policja w Mysiadle ubiera już majtki, bo dziś mecz pseudoderbowy" - niestety, pozostaje to utwór w krainie fiordów niemal nieznany.

Norweskie fortyfikacje mające bronić Molde przed polskimi następcami Wikingów od strony fiordu. Przybyliśmy w większości od strony lądu ![]()
Żarty na bok - trzeba uczciwie przyznać, że ludność Molde miała powody do obaw. W 1999 roku hordy hoplitów z Hellady przeprowadziły w szalikach Olympiakosu szturm połączony z doszczętnym zniszczeniem sklepu klubowego. Choć oficjalna strona Molde FK zachęcała do przybycia na mecz informując, że nie pokaże go żadna norweska telewizja, na stadionie zajęto ostatecznie tylko nieco ponad połowę dostępnych miejsc. Miejscowi woleli posłuchać części mediów ostrzegających przed grożącym im na stadionie niebezpieczeństwem...
- Proszę pana, tu nie można palić.
Ostatecznie praktycznie żadnych ekscesów nie zanotowano - nawet na sektorach, w których polscy fani siedzieli wymieszani z norweskimi - a wieczorem kibice obu klubów pili i jedli bez niepotrzebnych spięć w tych samych lokalach, nierzadko nawiązując owocne stosunki dwustronne. Nawet meczowa piro-oprawa z sektora przyjezdnych dzięki bryzie znad fiordu nikomu w niczym nie przeszkodziła, spotykając się następnego dnia z pozytywnymi komentarzami wśród tubylców.

Przykładowy widok z jednego z miejsc nawiązywania owocnych stosunków dwustronnych.
Nieco zawiedli niestety piłkarze Legii. Co prawda nie do końca rozumiem falę rozpaczy, która zalała legijny Internet po wczorajszym spotkaniu - od dawna powtarzam, że każdy europejski dwumecz wygrany przez polską drużynę jest dla niej sukcesem, nierzadko sukcesem ponad stan, a środowy remis stawia Legię w korzystnej sytuacji przed spotkaniem rewanżowym. Mimo wszystko trzeba jednak zauważyć, że raczej mało który z legionistów chciałby ująć fragmenty pierwszej połowy w swojej kompilacji zagrań. Nie inaczej było już jednak tak wiele razy, że słabą postawę Legii trenera Jana Urbana w europejskich meczach wyjazdowych należy uznać raczej za normę niż od niej wyjątek. Jak w filmie Barei - zmienia się wszystko, a jednak wszystko zostaje po staremu. Czy jednak ktoś będzie na to narzekał, kiedy słabe stylowo mecze wyjazdowe w Europie dadzą fazę grupową któregoś z pucharów?
Zawodnikom Legii warto chyba jednak mimo wszystko zadedykować słowa słynnego Brazylijczyka Socratesa z wywiadu dla kwartalnika "Blizzard": "Piłkarz ma dużą władzę. To jedyna praca, w której podwładny ma większą władzę od przełożonego. Trzyma w garści masy i ma możliwość ich mobilizowania. Musi jednak zdawać sobie sprawę z tej władzy i musi mądrze z niej korzystać." 116 kibiców na sektorze gości i pewnie drugie tyle Polaków rozsianych po innych częściach stadionu Aker to nie są może "masy" na miarę słów Socratesa, ale ci ludzie nie ruszyli przecież na kibicowski wiking dla siebie. Dobrze by było, żeby piłkarze pamiętali, że na boisku przebywają także dla nich.



Co do trwogi jaką mieli w głowach mieszkańcy fiordów. to niestety minie jeszcze sporo czasu kiedy obawy znikną. Nie jest to zasługa tylko polskich kibiców a większości klubowych europejskich grup jeżdżących za swoimi klubami. Co by jednak nie mówić następuje szybki postęp w temacie " najazd " postęp oczywiście pozytywny.
Nalberczak na Dworcu Gdańskim to kwintesencja jedynego słusznego ustroju i mój ulubiony monolog
Garmie, również pytanko sportowe, jak z poziomu trybun odbierałeś ten mecz? Legia wyglądała na zdezorganizowaną, źle ustawioną, czy też próby przesuwania, współpracy formacji były, a zawodziło wykonanie? Jak to w szerokiej perspektywie wyglądało?
W telewizorze to i organizacja była kiepska i błędów indywidualnych mnóstwo, te drugie kamera uwypukla, tego pierwszego czasem nie ogarnia.
Garmie nie dość, że zaliczyłeś fajny wypad na Odyna, to jeszcze przejąłeś szermowanie filmowymi słowiańskimi cytatami od odwołującego się do szkockich historycznych tradycji!
Dla mnie super, niech się teraz szlachetny Braveheart martwi i zdopinguje jak odzyskać prymat w prezentowaniu erudycji z zakresu X muzy.
Życzę wielu podobnie ciekawych okazji do równie inspirujących korespondencji.
Potomkowie Wikingów (no, 70% ankietowanych
Miejscowa prasa wspomniała, że poza pirotechniką na wejście kibice Legii zawiedli oczekiwania wieszczących Armagedon, a najgorszym aktorem zawodów nie był o dziwo nikt z Legii, lecz grecki sędzia.
Uzupełnię, bo tu akurat mam określony pogląd. W pierwszej połowie Legia w ogóle nie wyglądała - jak źle by nie była ustawiona, samo ustawienie nie może odpowiadać za tak dramatyczną postawę w początkowej fazie meczu. Dodatkowo zdecydowanie najlepszy gracz gospodarzy, czyli Chima, miał ułatwione zadanie w związku z pozycją Radovicia, o czym już wspomniałem wcześniej. Dlatego też w ostatnim akapicie pisałem do piłkarzy, bo z taką ich postawą (nastawieniem?) żaden trener nic więcej by nie zrobił.
Co by nie gadać wiadomo