- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Garm
Plusy dodatnie, plusy ujemne
Druga kadencja Jana Urbana w charakterze trenera Legii Warszawa dobiegła końca. Klamka zapadła, a z decyzją prezesa Bogusława Leśnodorskiego muszą pogodzić się wszyscy - od samego szkoleniowca począwszy, poprzez zawodników i pracowników klubu, a na kibicach skończywszy. Niezależnie od tego, czy dany kibic brał udział w medialnej krucjacie mającej na celu pozbawienie znienawidzonego sosnowiczanina pracy, czy też był gotów na rejtanowskie gesty w obronie zdobywcy krajowego dubletu, teraz pora raczej na rozważania, jak w Warszawie będzie się wiodło następcy Urbana, Henningowi Bergowi. Choć powspominać ostatnie półtora roku zawsze można...
Powrót Urbana na gorący stołek przy Łazienkowskiej witałem z, delikatnie to ujmując, umiarkowanym entuzjazmem, choć akurat osoba naszego byłego-ówczesnego trenera miała tu najmniej do rzeczy. Nie byłem w tym zresztą odosobniony, bo wielu kibiców miało jak najgorsze przeczucia związane z drugą kadencją "pana Janka". Przeczucia te zresztą dość szybko zaczęły się spełniać, owocując słabymi wyjazdowymi meczami w europejskich pucharach i brakiem awansu do fazy grupowej Ligi Europy. To mimowolne odchudzenie kalendarza dało jednak szkoleniowcowi czas na ułożenie drużyny po swojemu i poprowadzenie jej do pierwszego od 18 lat krajowego dubletu. Za ten dublet i niezapomniane wrażenia Janowi Urbanowi oczywiście serdecznie dziękuję, choć trzeba przyznać, że jego Legia dostarczała też czasem doznań nader negatywnych. Cokolwiek by o tym nie mówić, trzeba przyznać, że ogólny bilans ligowy w omawianym okresie jest okazały: 51 meczów, 110 punktów, bilans bramkowy 103:44, najskuteczniejszy atak i najszczelniejsza obrona, u siebie 21 zwycięstw w 25 spotkaniach... Cóż, to nie wystarczyło, żeby utrzymać posadę.
Osobiście uważam, że nienormalną jest sytuacja, w której przez ostatnie 10 lat do końca sezonu po zdobyciu mistrzostwa posadę utrzymał w Polsce raptem jeden (!) trener, a "nagrody" w postaci dymisji są też na porządku dziennym w przypadku innych nieoczekiwanych sukcesów (warto tu wspomnieć choćby Czesława Michniewicza zwolnionego w dużej mierze dlatego, że zdołał w nieprawdopodobnych okolicznościach utrzymać Podbeskidzie w lidze). Odnoszę wrażenie, że w naszej kulturze futbolowej "plusy ujemne" zbyt często przesłaniają nam "plusy dodatnie"; nie inaczej jest z 1,5-letnią kadencją naszego zwolnionego dzisiaj trenera, której wycinek pozwoliłem sobie przywołać w postaci list 10 meczów z obu powyższych kategorii. Dobór jest ściśle subiektywny - zapewne każdy czytelnik "Czarnej-eLki" rozłożyłby akcenty inaczej - a kolejność momentami mocno umowna. Mimo tego zapraszam do lektury i dyskusji.
Plusy ujemne
Trener Urban dziś stracił pracę, więc siłą rzeczy "na topie" są raczej jego porażki niż sukcesy. Moją listę zacznę zatem od plusów ujemnych - meczów, których powtórek Henningowi Bergowi życzę jak najmniej. A najlepiej wcale.
10. Wisła Kraków - Legia 1:2 (13 kwietnia 2013, XXII kolejka Ekstraklasy)
Paradoksalnie zaczynam od meczu wygranego, w którym Legia przełamała krakowską klątwę i wygrała pierwszy ligowy mecz na Reymonta w XXI wieku. Wynik zbliżył nas do mistrzostwa, ale styl pozostawiał bardzo dużo do życzenia. Do dziś pamiętam legionistów, którzy po objęciu szybkiego i za wysokiego prowadzenia (jedna z bramek została strzelona po błędzie sędziego liniowego) nie potrafili kontrolować przebiegu gry, a w końcówce wydawali się wręcz być przerażeni wiszącym w powietrzu golem wyrównującym dla gospodarzy.
9. SV Ried - Legia 2:1 (2 sierpnia 2012, III runda kwalifikacyjna Ligi Europy, I mecz)
Po amatorach z Łotwy los skojarzył Legię ze znacznie niżej od niej notowanymi Austriakami. Pierwszy mecz obu drużyn mógł się jednak zakończyć dla "wojskowych" katastrofą, a wynik 1:2 po znakomitej główce Danijela Ljuboi był najniższym możliwym wymiarem kary. W rewanżu stołeczni piłkarze zdołali wykazać różnicę klas dzielącą ich od przeciwników, ale i tak do końcowych minut musieli drżeć o awans.
8. Legia - GKS Bełchatów 0:0 (2 marca 2013, XVII kolejka Ekstraklasy)
Podrażniona inaugurującą wiosnę porażką w Kielcach Legia miała roznieść bełchatowskiego outsidera, a trener Urban miał pod nieobecność Miroslava Radovicia pomieścić w składzie hiperofensywny kwartet Jakub Kosecki-Marek Saganowski-Danijel Ljuboja-Władimer Dwaliszwili. Jak często bywa w podobnych przypadkach, góra urodziła mysz, skazywany na porażkę rywal mógł wywieźć z Warszawy nawet komplet punktów, a mecz ten był też początkiem końca legijnej przygody Ljuboi.
7. Lechia Gdańsk - Legia 2:0 (8 grudnia 2013, XX kolejka Ekstraklasy)
Paskudna pogoda i nie mniej paskudne sędziowanie - głównie to zapamiętali kibice Legii po niedawnych odwiedzinach na gdańskiej arenie Euro 2012. Mimo wszystkich błędów Tomasza Musiała trzeba jednak pamiętać, że sami stołeczni piłkarze prezentowali się tego dnia nad wyraz blado i gospodarze mieli wszelkie widoki na tryumf nawet bez pomocy arbitra.
6. Śląsk Wrocław - Legia 1:0 (7 grudnia 2012, XV kolejka Ekstraklasy)
Na koniec rundy poprzedniego sezonu Legia jechała do Śląska jako świeżo upieczony mistrz jesieni, jednak nie potrafiła we Wrocławiu potwierdzić widocznych przez całą rundę walorów. Nie funkcjonował ofensywny tercet Kosecki-Radović-Ljuboja, a wychwalany za wcześniejsze mecze Dominik Furman psuł wszystko, czego się dotknął. Młodzian mógł odebrać lekcję w rozgrywaniu stałych fragmentów gry od Sebastiana Mili, którego dośrodkowanie na bramkę zamienił Tomasz Jodłowiec. Był to ostatni gol "Jodły" przed zimowym transferem do Warszawy.
5. Legia - Apollon Limassol 0:1 (3 października 2013, II kolejka fazy grupowej Ligi Europy)
Koszmar każdego piłkarza - mecz bez publiczności. Koszmar każdego kibica - porażka z ekipą wydawałoby się znacznie słabszą, której pokonanie miało stanowić fundament rozsądnej zdobyczy punktowej w całej fazie grupowej rozgrywek. Koszmarny początek tradycyjnie ciężkiego miesiąca, jakim dla każdej Legii Urbana jest październik.
4. Zawisza Bydgoszcz - Legia 3:1 (30 października 2013, XIV kolejka Ekstraklasy)
Mecz, w którym jadący na oparach legioniści zderzyli się ze ścianą. Dwa gole strzelili sobie w zasadzie sami (asysty przy trafieniach Wahana Geworgjana zaliczyli Jakub Rzeźniczak i Wojciech Skaba), ale dwubramkowa ostatecznie porażka nie oddaje różnicy pomiędzy obiema drużynami - a grał przecież mistrz Polski z beniaminkiem.
3. Rosenborg Trondheim - Legia 2:1 (30 sierpnia 2012, IV runda kwalifikacyjna Ligi Europy, rewanż)
Starcie jedenastu zawodników norweskiego potentata, przeciwko którym grał praktycznie jeden tylko Danijel Ljuboja z okresową pomocą Dusana Kuciaka. Legionistów na boisku było rzecz jasna więcej, ale tylko Serb i Słowak nie sprawiali wrażenia, że trafili na zieloną murawę po raz pierwszy w życiu i właśnie usilnie starają się poznać zasady tego dziwnego sportu, w którym przyszło im uczestniczyć.
2. Legia - Śląsk Wrocław 0:1 (8 maja 2013, Finał Pucharu Polski, rewanż)
Zdobycie trzeciego z rzędu Pucharu Polski wiązało się z przełknięciem gorzkiej piguły, którą był mecz rewanżowy. Śląsk wygrał 1:0, a mógł i powinien znacznie wyżej. Nawet najbardziej doświadczeni legioniści byli tego wieczora dziećmi we mgle - także po meczu, kiedy niektórzy dali się przyłapać na świętowaniu "sukcesu", dając Bogusławowi Leśnodorskiemu pretekst do pozbycia się z klubu oglądanego niechętnym okiem Danijela Ljuboi.
1. Legia - Lazio Rzym 0:2 (28 listopada 2013, V kolejka fazy grupowej Ligi Europy)
Dla wielu ostatni gwóźdź do trumny drugiej kadencji trenerskiej Jana Urbana, którego piłkarze zagrali kompromitująco zarówno pod względem umiejętności piłkarskich, myśli taktycznej, jak i cech czysto wolicjonalnych. Od nieprzesadnie poważnie podchodzących do tego spotkania zawodników szerokiej kadry włoskiego średniaka dzieliła ich tego dnia tak olbrzymia przepaść, że problemy z wymyślaniem usprawiedliwień mieli nawet najwięksi optymiści.
Plusy dodatnie
Tak, kibicom Legii przyszło przełknąć w ostatnich 18 miesiącach sporo gorzkich pigułek. Pamiętajmy jednak, że w tym samym okresie było także wiele sukcesów. Jak już wspominałem wyżej, drugą kadencję Jana Urbana będę pamiętał głównie z nader rzadkiego w legijnych warunkach sukcesu, jakim było wywalczenie krajowego dubletu. Głównie, ale nie tylko; poniżej lista dziesięciu meczów, które w odróżnieniu od wspomnień Roya Batty'ego z "Blade Runnera" nie będą dla mnie chwilami, które z czasem znikną... niczym łzy w deszczu.
10. Legia - Molde FK 0:0 (7 sierpnia 2013, III runda kwalifikacyjna Ligi Mistrzów, rewanż)
Molde było - i chyba nadal jest - w Polsce niedoceniane, a Legię uważano za faworyta tego dwumeczu. Wciąż zachodzę w głowę dlaczego Legia miałaby być faworytem w starciu z mistrzem silniejszego piłkarsko kraju i zespołem, który operuje kwotami transferowymi przynajmniej kilkukrotnie wyższymi od tych z Łazienkowskiej. Po szczęśliwym remisie w pierwszym meczu na rewanż przygotowano taktykę, której konsekwentna rywalizacja w połączeniu z pełnym zaangażowaniem zawodników pozwoliły uzyskać wynik premiujący Legię awansem do ostatniej rundy kwalifikacyjnej Ligi Mistrzów. To w polskich warunkach duży i dalece nie dość częsty sukces, którego wagi nie mam zamiaru umniejszać.
9. Legia - Podbeskidzie Bielsko-Biała 3:1 (3 września 2012, III kolejka Ekstraklasy)
Popis ofensywnych możliwości ekipy Urbana, która grała nie tylko nad wyraz efektownie (ponad 30 strzałów na bramkę Richarda Zajaca), ale i zdołała w dramatycznych okolicznościach przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, zdobywając trzy bramki w ostatnich 10 minutach meczu. Fakt, że w końcówce na boisku zabrakło "pierwszego wszystko" Ljuboi dał części kibiców asumpt do wiary, że rola odgrywana przez Serba w szatni "wojskowych" jest nieadekwatna do jego faktycznego wpływu na boiskową postawę zespołu. Obecny sezon nieco chyba tą wiarą zachwiał.
8. Legia - Piast Gliwice 4:1 (20 października 2013, XII kolejka Ekstraklasy)
Ogólnie zły lub bardzo zły październik tego roku skrył taką oto perełkę, w której Legia dała jedną z nie dość wielu niestety próbek tego, jak dalece może deklasować krajowych rywali. Piast, ekipa grająca stylem tradycyjnie dla "wojskowych" niewygodnym, został w drugiej połowie dosłownie wgnieciony w ziemię.
7. Korona Kielce - Legia 3:5 (14 września 2013, VII kolejka Ekstraklasy)
Bodaj najlepsze spotkanie wyjazdowe drugiego sezonu ligowego Legii Urbana. Preferująca siłowy styl gry Korona, która pokonała przecież warszawian w pierwszym meczu 2013 roku, tym razem nie stanowiła nawet tła dla legijnej nawałnicy. Wynik końcowy zakłamuje prawdziwy obraz boiskowych wydarzeń - kielczanie nie mogliby mieć do nikogo pretensji, gdyby polegli wtedy u siebie w znacznie wyższym stosunku.
6. Śląsk Wrocław - Legia 0:2 (2 maja 2013, Finał Pucharu Polski, I mecz)
Wielu kibiców obawiało się starcia we Wrocławiu - Legia toczyła wyczerpującą walkę o krajowy tytuł, a Śląsk mógł wszystkie siły poświęcić finałowej rywalizacji pucharowej. W pierwszym meczu jednak przyjezdni ze stolicy zaprezentowali się momentami znakomicie, harując na całej szerokości i długości boiska i zdobywając za sprawą Marka Saganowskiego dwie bramki, które w ostatecznym rozrachunku dadzą im trzeci z rzędu Puchar Polski.
5. Legia - Górnik Zabrze 2:1 (22 września 2013, VIII kolejka Ekstraklasy)
Starcie lidera z rewelacją rozgrywek, prowadzonym przez przyszłego selekcjonera Adama Nawałkę zespołem naszpikowanym zaliczającymi znakomitą rundę zawodnikami. Prowadzenie dla Górnika, znakomity pressing już na przedpolu Legii... i totalna dominacja tej drugiej, zwłaszcza w drugiej połowie spotkania, kiedy to zwycięska bramka wydawała się jedynie kwestią czasu. Ostatecznie padła za sprawą rozgrywającego znakomite zawody Tomasza Jodłowca.
4. Legia - Lech Poznań 1:0 (18 maja 2013, XXVII kolejka Ekstraklasy)
Mecz, który w praktyce dał nam pierwsze od siedmiu lat mistrzostwo Polski. Przez całą wiosnę dziennikarze krytykowali rzekomo człapiącą Legię i wychwalali rzekomo dominującego nad rywalami Lecha, ale bezpośrednie starcie nie pozostawiło większych złudzeń, który z wielkich rywali ubiegłego sezonu był lepszy zarówno w to majowe popołudnie, jak i w całej rundzie. Ostatecznie bramka decydująca o tytule padła z karnego wykonywanego przez Ivicę Vrdoljaka, ale prowadzenie gospodarzom powinien dać znacznie wcześniej choćby Michał Kucharczyk. Lech nie stracił w Warszawie matematycznych szans na tytuł, ale mentalnie coś w nim pękło i niespełna tydzień później poległ u siebie z desperacko walczącym o utrzymanie Podbeskidziem.
3. Jagiellonia Białystok - Legia 0:3 (11 maja 2013, XXVI kolejka Ekstraklasy)
Sytuacja była napięta - po fatalnym meczu rewanżowym ze Śląskiem i aferze w Enklawie wielu skazywało legionistów na pożarcie w tradycyjnie niegościnnym dla nich Białymstoku. Dodatkowego smaczku rywalizacji boiskowej dodawała chęć odegrania się jagiellończyków za niedawną utratę większości meczowych flag. Na boisku ani przez chwilę nie było jednak wątpliwości, który zespół jest lepszy, a porażkę tylko w rozmiarach 0:3 gospodarze zawdzięczają w dużej mierze temu, że po rozstrzygnięciu meczu legioniści wrzucili na luz, nie chcąc się przemęczać przed czekającym ich meczem sezonu z Lechem. Legię grającą tak jak w Białymstoku chciałoby się oglądać w każdym meczu wyjazdowym...
2. Lech Poznań - Legia 1:3 (18 listopada 2013, XII kolejka Ekstraklasy)
...może w prawie każdym, bo pod względem efektowności jeszcze lepiej prezentował się jesienny mecz w poznańskiej jaskini lwa. Kiedy po nieco ponad pół godzinie gry na tablicy wyników widniała informacja, że Lech przegrywa ze znienawidzonymi "krawaciarzami" 0:3, wielu miejscowych miało wrażenie, jakby niebo zwaliło im się na głowy. Trener Urban znakomicie rozpracował taktykę rywala i przygotował optymalne środki zaradcze, fenomenalnie prezentował się rozgrywający swój najlepszy mecz w dotychczasowej karierze Dominik Furman, udanymi i szczęśliwymi interwencjami brylował też Dusan Kuciak. Tego dnia bycie legionistą było szczególnie wspaniałym uczuciem.
1. Legia - Śląsk Wrocław 5:0 (2 czerwca 2013, XXX kolejka Ekstraklasy)
Ustępujący mistrz przyjechał do Warszawy na koronację świeżo upieczonego następcy, pragnąc przynajmniej zepsuć święto rekordowej publiczności i powtórzyć wynik z rewanżowego meczu finału Pucharu Polski. Tym razem jednak legioniści nie powtórzyli błędów sprzed niespełna miesiąca i rozgnietli wrocławian 5:0, bynajmniej nie wykazując się przy tym 100% skutecznością. Fantastyczne zawody rozgrywał odrodzony Marek Saganowski, który ustrzelił hat-trick i nieoczekiwanie włączył się do walki o koronę króla ligowych strzelców. Oprawa "Habemus Campione", świętowanie na stadionie i na mieście, dziesiątki tysięcy szczęśliwych ludzi - jeśli macie z drugiej kadencji Jana Urbana zapamiętać jeden obraz, niech będzie to właśnie ten.


Na pewno z nim byśmy dominowali w lidze, ale na europejskie puchary to może być za mało, a taki klub jak Legia co roku powinien grać w Lidze Mistrzów. Może powiem kontrowersyjne zdanie, ale nasi trenerzy piłkarscy są o kilka klas słabsi w skali Europy od polskich piłkarzy, co jest nie lada wyczynem. Najlepszym podsumowaniem polskiej myśli szkoleniowej będzie to że Franciszek Smuda- który w polskiej lidze odnosi wielkie sukcesy, a w niemieckiej II lidze zanotował jeden z dwóch najgorszych wyników jako trener w historii ligi, zdobył 4 lub 7 punktów w 17 meczach. To jest najlepsze podsumowanie naszych trenerów.
Co do nowego trenera.
Zatrudnili trenera dosyć młodego, z znanym nazwiskiem, z charakterem ale czy to jest trener na miarę Mistrza Polski? W lidze Norweskiej trenował zespoły przez 6 czy 7 lat, raz zajął 3 miejsce w lidze, a tak to kończył rozgrywki w granicach 11-12 miejsca. Poziom ligi Norweskiej jest podobny do Polskiej, a w Norwegii miał bardzo przeciętne wyniki, więc dla mnie jest to norweski odpowiednik Tomasza Hajty czy Dariusza Kubickiego.
Legia dużo ryzykuje zatrudniając tego trenera, może się to okazać strzał w dziesiątce, ale równie szybko będziemy mogli zatęsknić za Jankiem Urbanem. Mnie osobiście ta kandydatura nie przekonuje.
Jeśli chodzi o polskich trenerów to na trenera Legii widziałbym najbardziej Wdowczyka lub Stokowca- trenerów którzy mają własne wizje, ewentualnie Jacka Magierę bym widział jako pierwszego trenera, może w duecie z Dębkiem lub Banasikiem i wsparci Podolińskim?
Plusy dodatnie w „połówkowej” hierarchii, pierwsze wyjazdowe 45 minut z Lazio. W grupie jeszcze nic nierozstrzygnięte, a w Rzymie gramy jak równy z równym, skuteczniejszy Kosa, odgwizdany karny, a by było zasłużone prowadzenie po pierwszej połowie. Nie oznacza to, że tamten mecz byśmy wygrali, po przerwie Lazio się obudziło, troszkę podkręciło tempo i to wystarczyło, ale pierwsza połowa z gatunku tych, o których się mówi, że wstydzić się nie trzeba.
W klasyfikacji 90 minut, dla mnie pierwsze miejsce za mecz z Lechem dający tytuł, nie za poziom i wykazaną maestrię w grze, ale za wytrzymanie presji i odpowiedzialności, za to, czego zabrakło w wiosną 2012 roku.
Najgorszy – ten z Zawiszą, bo z Lazio przegrać u siebie to nie wstyd, nie było wiary, ani ochoty do gry, z Podbeskidziem, Ruchem mogło się przydarzyć, ze Śląskiem czy Górnikiem tym bardziej, z Zawiszą przegraliśmy bezdyskusyjnie, w żadnym innym meczu (oprócz tego z Lazio u siebie) Legia nie wyglądała na tak bezbronną, pozbawioną jakichkolwiek atutów.
Można polemizować z jednym czy drugim wyborem ale to zdanie:
Oprawa "Habemus Campione", świętowanie na stadionie i na mieście, dziesiątki tysięcy szczęśliwych ludzi - jeśli macie z drugiej kadencji Jana Urbana zapamiętać jeden obraz, niech będzie to właśnie ten.
Jest tym co chce zapamiętać z drugiej kadencji Urbana
Trafiłeś w punkt.
Napiszę tak, Jan Urban wybitnego meczu nie miał jak choćby Maciej w Bukareszcie.
Tych złych i bardzo złych było za dużo i je autor wymienł, nie ma więc co się powtarzać.
Szacunek.
Nie ukrywam, że odrzucała mnie nieco nienawiść wylewana przez kibiców Legii w komentarzach (tu na szczęście w mocno ograniczonych ilościach) wobec zespołu, poszczególnych piłkarzy i trenera. Ciekaw jestem, ile potrwa miodowy miesiąc nowego szeryfa. Pewnie najwyżej do św. Walentego...
- "Mam parę tekstów zaczętych w trakcie rundy, których nie dokończyłem z takiego czy innego powodu "
Coś o tym wiem. Pół pulpitu mam zasłanego cząstkami tekstów, które miały pójść, ale z różnych powodów nie poszły. Najczęściej kluczowy był czas. A tego nijak nie mogłem wygospodarować. Po chwili ich aktualność była... wątpliwa.