A+ A A-

"RadoCop"

„Powrotne” kolejki mają swój urok. W teorii, przerwa w rozgrywkach powinna powinna pomagać, trenerzy mogą dokonywać korekt, zawodnicy odpocząć i poprawić mankamenty. Niestety, od kiedy w czołowych klubach Ekstraklasy występują reprezentanci swoich krajów coraz ciężej o wspomnianą stabilizację. Kluby bardziej przypominają dworce niż zrzeszenia sportowe. 

Jedni zawodnicy przyjeżdżają zmęczeni, inni wracają wypoczęci po obowiązkowym urlopie, a wszyscy spotykają się „chwilę” przed meczem. W takich okolicznościach przychodzi rozegrać tę pierwszą po przerwie rundę rozgrywek. Nic więc dziwnego, że przewidzieć jakim wynikiem skończą się dane spotkania jest rzeczą wręcz niemożliwą. Kto, jak sobie poradził? Kto poprawił, a kto zupełnie zepsuł wcześniej działającą maszynerię? Na te i nie tylko pytania odpowiedź znajdziemy dopiero na boiskach. Dlatego też z wielką przyjemnością oglądam tę pierwszą „powrotną” kolejkę ligową. Nie inaczej było tym razem, szczególnie, że ostatnie starcie z Podbeskidziem bardzo popsuło dobre humory kibiców stołecznej jedenastki. Na tym tle spotkanie z Śląskiem Wrocław rysowało się nad wyraz interesująco. Muszę przyznać, że sobotni mecz mnie nie rozczarował.

* * * * Piłkarskie Paradoksy * * * *

Sobota, godzina 22:03 – Łazienkowska3, ostatni gwizdek sędziego, z tysięcy gardeł kibiców Legii słychać westchnienie ulgi – „cholera, to już”, wyrwało się postronnemu fanowi piłki nożnej, nie związanemu z żadnym z mierzących się zespołów. Nic dziwnego, bo widowisko, jakie stworzyli piłkarze Legii Warszawa i Śląska Wrocław potwierdził jeden z licznych paradoksów futbolu. Podczas gdy wszyscy tak zwani „ludzie piłki” – trenerzy, fachowcy, byli piłkarze, łapali się za głowy oglądając ten festiwal błędów i pomyłek, kibice piłkarscy z zachwytem przypatrywali się kolejnym, genialnym akcjom ofensywnym, kreowanym przez obie jedenastki. „Koszmar” – nie bez racji stwierdził po meczu niejeden fachowiec, „rewelacja„ westchnął niejeden kibic, mając w pamięci ilość akcji podbramkowych, strzałów, dryblingów, czyli dokładnie tego, co w futbolu jest najwspanialsze. To w takich spotkaniach, siedząc na trybunach, czy przed telewizorami przeżywamy niesamowite piłkarskie emocje, to takie widowiska sprawiają, że piłka nożna jest sportem porywającym miliony rozentuzjazmowanych kibiców. W sobotę, na Pepsi Arenie byliśmy świadkami wspaniałej reklamy polskiej piłki, która jak się okazuje może być nie tylko emocjonująca, ale też szybka i atrakcyjna dla kibicowskiego oka. I tylko… i tu kolejny paradoks futbolu, fani obu mierzących się zespołów mogą być nieco zawiedzeni, bo przecież nikt nie lubi jak ulubiony zespół, wykazując daleko posuniętą niefrasobliwość, pozwala na walenie we własną bramkę jak w bęben. Niemniej jednak, takie właśnie widowiska chciałbym oglądać na naszych Ekstraklasowych boiskach.

* * * * RadoCop * * * *

Droga, jaką przeszedł piłkarz Miroslav Radović mogłaby posłużyć za obiekt badań niejednego profesora psychologii. Pamiętam jak przychodził do Legii, młodzieżowy reprezentant Serbii, dynamiczny, przebojowy skrzydłowy, który od początku rozbudzał nadzieje miejscowych kibiców. Niestety prawda jest taka, że sympatyczny skądinąd Serb zawsze wybierał drogę na skróty. Taki technik, obdarzony niesamowitą wręcz szybkością przez lata mógł, a nawet powinien być wielką gwiazdą tej ligi. Niestety Rado zamiast walczyć wolał leżeć, a że leżeć lubił, to leżał notorycznie. Zamiast podać, leżał, zamiast strzelać, leżał, nic więc dziwnego, że dość szybko okazało się, że na efektowne pady skrzydłowego Legii nie reagował już nikt. I nagle okazało się, że bez swoich padów Miroslav Radović nie ma zbyt wiele do zaoferowania. A to dlatego, że na treningach, też najczęściej leżał, ciężką pracę pozostawiając mniej utalentowanym kolegom.

Kto wie, gdzie dziś byłby Radović gdyby nie trener Skorża, który w pewnym momencie powiedział dość, kto wie, jakim piłkarzem byłby Radović gdyby nie Danjiel Ljuboja, który pokazał lokalnej gwiazdce jak naprawdę można błyszczeć i to zarówno na boisku, jak i poza nim. Kto wie gdzie byłby Radović gdyby nie żona Sandra, przy której wcześniejsze pozaboiskowe zamiłowania odeszły w niepamięć. Przyznaję, nie mam bladego pojęcia, pewne natomiast jest jedno, te kilka zdarzeń z życia, kompletnie odmieniło starego Miroslava Radovica, zastępując zupełnie innym, zdecydowanie lepszym „modelem”. Dzisiejszy Radović to lider, przywódca na boisku i co chyba jeszcze ważniejsze poza nim. Ojciec dla młodych piłkarzy, wsparcie i przykład dla tych nieco starszych. Jestem przekonany, że tamten „stary” Radović, nie uwierzyłby, że od tego „nowego” dzieliło go tak niewiele, natomiast ten „nowy” patrzy z niejakim zażenowaniem na „dokonania” tamtego młokosa.  

Kolejny ważny etap w piłkarskim życiu Miroslava Radovicia to przyjście Henninga Berga. Norweg miał wiele „szalonych”, jak się wtedy wydawało, pomysłów na pozycje i obowiązki zawodników Legii. Trafiło też na Serba, który dowiedział się, że wymarzony do niedawna środek pola nie jest dla niego, od teraz, na złość Kazimierzowi Węgrzynowi, „nowy” Radović będzie napastnikiem. Efekt - piorunujący, jedenaście rozegranych spotkań, osiem goli i pięć asyst, to dorobek, jakiego nie powstydziłby się żaden lis pola karnego. A przecież gra „Radko” nie ogranicza się jedynie do „przesiadywania” na przedpolu bramkowym rywali, Serb wraz z Ondrejem Dudą kreują mnóstwo sytuacji dla „wojskowych”, stanowią też pierwszą zaporę dla wyprowadzających akcję obrońców rywali. Znów jestem przekonany, że ten „stary” Radović, oglądając tego „nowego” przecierałby o czy ze zdumienia.

Kibice stołecznej Legii z niedowierzaniem przyglądali się bramkom, zdobytym przez serbskiego napastnika w meczu ze Śląskiem Wrocław. Wyczucie, spryt, determinacja i pewność siebie, to cechy, które charakteryzują najlepszych snajperów i te cechu zaprezentował nam w sobotę Radović. Wchodząc w defensywę Śląska, jak w masło i strzelając bramkę w sposób przynależny takim tuzom jak choćby podziwiany niedawno na Łazienkowskiej, a przywołany już przeze mnie Danjiel Ljuboja.

Dzisiejszy Miroslav Radović to już nie tylko piłkarz, to maszyna do rozbijania kolejnych rywali.

* * * * Dossadny Junior * * * *

Portugalsko - Cypryjski obrońca Legii to bardzo ciekawy przypadek. Fantastyczne warunki fizyczne, świetne wyczucie akcji, to cechy, które charakteryzują najlepszych defensorów na świecie. Nic więc dziwnego, że wielu kibiców widzi w Dossie ostoję defensywy jedenastki Legii. Niestety, Dossa Junior wspomniane przymioty łączy z innymi, nieco „mniej” oczekiwanymi u zawodnika zabezpieczającego dostęp do własnej bramki. Pewność siebie, a właściwie granicząca z butą, wiara we własne umiejętności skutkuje mnóstwem, bardzo niekonwencjonalnych interwencji reprezentanta Cypru. Niestety część z tych zagrań kończy się…. niewytłumaczalnymi wręcz kiksami, stwarzającymi zagrożenie pod własną bramką. Te cechy dostrzega druga część fanów stołecznej drużyny.

A wszystko to okraszone jest niezwykłą wręcz łatwością wygrywania pojedynków na przedpolu bramki, po którejkolwiek ze stron. Z tym, że o ile jeszcze przyzwyczajeni byliśmy do seryjnie wygrywanych pojedynków główkowych we własnym polu karnym, o tyle próby strzałów na bramkę rywali kojarzyły nam się z… gwizdkiem sędziego oznajmiającym spalonego. W sobotnim meczu defensor „wojskowych” bardzo dosadnie pokazał, że jednak potrafi wykorzystać świetne wyrzutki swoich kolegów. Można wręcz powiedzieć, że dwa gole strzelone z Śląskiem Wrocław usprawiedliwiają wiarę w możliwości ściągniętego z Cypru zawodnika. Szkoda tylko, że były zawodnik AEL Limassol, potwierdzając stanowisko swoich zwolenników… jednocześnie wzmógł obiekcje sceptycznej części fanów Legii. A wszystko dlatego, że strzelecki popis skuteczności przypadł na mecz, w którym, świetny w ataku Junior, pod własną bramką zagrał jak nie przymierzając, nieopierzony junior, walnie przyczyniając się do straty dwóch bramek. W efekcie czego, wciąż nie wiemy, jakiego Dossę Juniora zobaczymy następnym razem, choć niewątpliwe wykorzystane okazje cieszą.

* * * * Kuciak Show * * * *

O ile słaba postawa w defensywie nie powinna spędzać snu z powiek, bo czasu na koncentracje i poprawienie zrozumienia jest całkiem sporo, o tyle postawa stołecznego golkipera może budzić pewne wątpliwości. Dusan Kuciak już w poprzednich meczach sprawiał wrażenie nie do końca skoncentrowanego (słaby mecz z Podbeskidziem), ale to co wyprawiał w meczu ze Śląskiem woła o pomstę do nieba. Niezrozumiała wręcz interwencja przy strzale Sebastiana Mili, źle obliczone wyjścia do piłki, puste przeloty w polu bramkowym i wisienka na torcie w postaci rajdu do Michała Żyro. Żyro nie grał najlepiej, rzekłbym nawet, że były to bardzo słabe zawody w wykonaniu młodego skrzydłowego, ale nie widzę żadnego usprawiedliwienia dla szopki, jaką odstawił słowacki bramkarz. Szczególnie w sytuacji, gdy sam bramkarz świetną grą nie grzeszy. Podobne sytuacje na pewno nie budują ducha zespołu, a Dusan Kuciak, w tym sezonie zdążył już podpaść połowie kolegów z drużyny.  

* * * * Prosto z Autokaru * * * *

Muszę przyznać, że absolutnie rozumiem komentarze meczowe chwalące graczy Śląska. Nie dziwi mnie też komentarz prezesa Bogusława Leśnodorskiego, który był pod wrażeniem gry gości z Wrocławia. Po prostu, piłkarze trenera Pawłowskiego zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Ba, momentami to Oni wyglądali na zawodników, którzy wiedzą, co i jak chcą osiągnąć. Natomiast gospodarze wręcz odwrotnie, chwilami przypominali ludzi, którzy tuż przed meczem wysiedli z autokarów, samolotów, pociągów (czy czym tam podróżowali z tych swoich piłkarskich wakacji, jakie zaserwował im sztab szkoleniowy) i będąc na murawie starali się robić to, co zapamiętali ze swoich poprzednich występów. To trochę tak, jakby przed wyjściem z szatni Henning Berg rzucił – „panowie, gramy swoje”, a trener Sokołowski wyszeptał – „tylko pamiętajcie, że w środę gramy”. Nic dziwnego, że długimi momentami to goście wydawali się kontrolować przebieg wydarzeń na boisku. Grając swoje, dokładnie to, co przygotowali przyjeżdżając na Łazienkowską3. Wysokie podejście, szukanie wolnych przestrzeni, rozprowadzanie piłki bokami, to elementy, które miały przynieść sukces kanonierom z Wrocławia. I trzeba przyznać, że niewiele brakowało. Fajnie popatrzeć na zespół, który wie, jakie słabości ma rywal i jednocześnie lubi grać piłką. Widać, że gra do przodu, nie tylko sprawia Śląskowi wiele radości, ale daje im też duże szanse na wygrane.

W sobotę goście mieli pecha, może i trafili na rozregulowanych w tyłach gospodarzy, ale w ofensywie legioniści byli bezlitośni. Ciosy wyprowadzone przez Radovicia i Dossę Juiniora obnażyły braki we wrocławskiej defensywie i cały misterny plan poszedł w… jakby to powiedział Siara. Okazało się, że szukając, znajdując słabe punkty przeciwnika nie można zapominać o swoich. Tym razem kłopoty z grą defensywną zniweczyły dobrą robotę wykonywaną w ofensywie. Jeśli trenerowi Pawłowskiemu uda się wyrównać proporcje, to Śląsk Wrocław może być groźnym rywalem dla każdego zespołu w Ekstraklasie.

 * * * * Przetarcie bez ryzyka * * * *

Legia w dotychczasowych meczach przyzwyczaiła nas do tego, że swoje mecze wygrywa nie tyle szybką, techniczną grą, co nieustępliwością, walką i determinacją. Oczywiście piłkarzom Henninga Berga nie można odmówić umiejętności, czy choćby ładnej dla oka gry, ale „zaorany” środek pola i wyczyszczone przedpole własnej bramki to symbole gry „wojskowych”. W meczu ze Śląskiem widać było, że stołeczni piłkarze nie angażują się w pojedynki ze zdeterminowanym rywalem. Teoretycznie wciąż walczą, ale ewidentnie odnosiło się wrażenie, że w decydującym momencie zawodnicy gospodarzy odstawiali nogę. Zmieniając w ten sposób styl gry, do jakiego nas przyzwyczaili. Ciężko wyczuć, czym spowodowana była ta zmiana, czy zawodnicy nie do końca przystosowali się do obciążeń, czy po prostu oszczędzali się przed zbliżającymi się ważnymi meczami. Z jednej strony to nienajlepszy objaw, jednak z drugiej, miłą odmianą jest fakt, że tak zagrane spotkanie potrafimy rozstrzygnąć na swoją korzyść. Szczególnie, że tego zwycięstwa nikt nam nie podarował, a rywal stwarzał tyle problemów ile tylko mógł. Koniec, końców to jednak gospodarze zainkasowali trzy punkty i to po meczu, który był rozgrywany w bardzo szybkim, zbliżonym do europejskiej piłki, tempie. Dlatego też zgadzam się z pomeczową wypowiedzią trenera gospodarzy, sobotnie spotkanie było bardzo dobrym przetarciem przed czwartkowym pojedynkiem w Lidze Europy. Choć niewątpliwie legioniści muszą zagrać z dużo większą konsekwencją niż ta, którą zaprezentowali nam na Łazienkowskiej3 w meczu ze Śląskiem.

 

 

Dyskusja (3)
1poniedziałek, 15, wrzesień 2014 14:19
gawin76
@ Rado

W tej chwili to prawdziwy skarb Legii, a ja się już zastanawiam skąd weźmiemy kogoś, kto mógłby spełniać podobną rolę kiedy Rado przestanie dawać radę Wink Na szczęście mamy jeszcze chyba przynajmniej parę sezonów.

Doszło do tego, że nie przepadam za sytuacją, kiedy Berg wycofuje go z ataku. Mam wrażenie, że w środku pola monopolizuje naszą grę i za bardzo ją spowalnia, ze Duda i schodzący do środka Żyro rozgrywają lepiej, szybciej, bardziej pomysłowo. W każdym razie ten pomysł ze zrobieniem z niego napastnika sprawdza się póki co rewelacyjnie. Strasznie ciekaw jestem weryfikacji (kolejnej) tego sposobu gry w grupie LE.

@ Dossa

Jeszcze jesienią zeszłego roku byłem wobec Dossy trochę sceptyczny, ale wiosną bardzo przekonał mnie do swoich umiejętności. Ciężko oceniać obrońcę w oderwaniu od całej linii defensywnej, systemu gry czy choćby drugiego środkowego obrońcy, ale coraz bardziej przychylam się do zdania Garma, który zwykł powtarzać, że obrońca o takich umiejętnościach to w Polsce rzadkość, a jego ściągnięcie do Legii to wielki sukces naszego pionu sportowego. Obrońców, którzy nie gubiliby czasem krycia i nie przegrywali pojedynków indywidualnych - po prostu nie ma. Szczerze mówiąc znacznie bardziej niż błędami przeciw Śląskowi zirytował mnie bezmyślnością przy stałych fragmentach w Bielsku.

Nie wiem czy zwróciliście uwagę na żarcik po pierwszej bramce w sobotę, kiedy udawał, ze zamierza zdjąć koszulkę jak z Wisłą na wiosnę, by za chwilę pokiwać palcem, że pamięta i że nic z tego Very Happy Lubie takich gości.

@ Śląsk

Powtórzę to co napisałem tuż po meczu. Śląsk zagrał bardzo odważnie, i chwała im za to. Drużyny przyjeżdżające na Legię nie mają nic do stracenia, mogłyby zatem częściej próbować pograć w piłkę. Śląsk spróbował, atakował przez prawie cały mecz, złego słowa o ich grze nie powiem. Ale wytykając gorszy dzień Legii i chwaląc Śląsk, pamiętajmy jednak jaki był wynik i ile 'setek' miała jeszcze Legia Smile
2poniedziałek, 15, wrzesień 2014 14:35
Dzynek
Trenerzy, fachowcy i byli piłkarze to też ludzie żądni wrażeń. Mi się gęba cieszyła gdy oglądałem poczynania obu zespołów, bo mecz dostarczył mi fantastycznej rozgrywki, a o to przede wszystkim w tej zabawieSmile Dopiero po końcowym gwizdku, po chwili przebywania w błogim nastroju przychodzi refleksja na temat przyczyn takiego obrazu. Festiwalem błędów bym tego nie nazwał, a bardziej mi to przypomniało czasy lekkomyślności i naiwności rozgrywek juniorskich. Gromów nie rzucam, bo wynik nie był zagrożony i jednocześnie zadowolono publikę. Taki mecz przy przeciwniku, który nie jest taktycznie zdyscyplinowany można nawet grać co tydzień. Ale taka niefrasobliwość nie może stać się normą.
Zaraz gramy mecz o dużą stawkę, z o wiele bardziej wymagającym rywalem, a tam już trzeba przede wszystkim odpowiedzialności i jakości przynależnej drużynom odnoszącym sukcesy.
Krytyka bardziej stanowi przestrogę przed taką postawą w następnym meczu niż próbę zaciemnienia obrazu przyjemnego widowiska. W czwartek nonszalancja nie przejdzie. Cieszymy się, uśmiechamy, gratulujemy, ale też robimy palcem "nu nu"Smile

Radovic został napastnikiem z potrzeby chwili. Przygotowania do sezonu zaczął na swojej nominalnej pozycji. Drużyna nie prezentowała się dobrze. Napastnicy mocno zawodzili. Jakoś tam bramki czasem strzelali, ale kiepsko wyglądała współpraca między ofensywnymi piłkarzami.
Przyszedł Duda pod koniec lutego i oczarował trenera. Wygląda na to, że chciał mieć obu na boisku, więc na marcowy mecz ze Śląskiem wystawił ich jednocześnie nie oczekując za wiele. Wypaliło. I zaczęła się indywidualna praca z Rado - napastnikiem. Potrzeba matką wynalazkówWink I nie dlatego, że Radovic się nie nadawał do gry na dotychczasowej pozycji. On nadal krąży między pozycjami def. pomocników i napastnika tylko, że dostał także zadania kończenia akcji, które wymiennie realizuje z Dudą. Berg stworzył duopol świetnie uzupełniających się graczy i wokół nich zbudował ofensywę. Jedynie nurtuje mnie pytanie jak będzie wyglądała gra, kiedy któregoś braknie.

Akurat Śląsk nie jest tak dobrą drużyną jakby się po meczu wydaje. Pozwoliliśmy im na swobodne rozgrywanie akcji to oni z tego skorzystali. Zupełnie inaczej by zagrali jakby funkcjonował agresywny pressing i odbiór oraz formacje grały blisko siebie. Zawsze powtarzam, że postawa defensywy bierze się przede wszystkim z postawy zawodników w środku pola i kontroli tej części boiska. Vrdoljak z Jodłowcem pozwalali swobodnie przyjąć, zostawiali zawodników bez opieki i zazwyczaj byli o jedno tempo spóźnieni. A na dokładkę sami zbyt często tracili piłkę. To było źródłem naszych problemów. Poprawa w tej strefie zredukowała by poczynania Śląska do dzid do przodu.
3poniedziałek, 15, wrzesień 2014 15:17
Senator
Monrooe napisał wszystko to,co ja zawarłem w kilku moich komentarzach. Pisałem mecz do oglądania super z tym że mnie kosztował zbyt dużo nerw, a że obecnie mam się czym denerwować, to zdecydowanie wolę, aby Legia wygrywała na luzie, kontrolując mecz od początku, do końca strzelając przy tym a ze trzy.

Rado - też napisałem zachowuje się w ataku tak jakby był napastnikiem całe piłkarskie życie. Tu słusznie zauważył sir Gawin, że cofając się zwalnia akcje pozwalając tym samym na uporządkowanie szyków obronnych rywalowi. Berg ma zdecydowanie inny pomysł na ofensywę i stąd przesunięcie Rado do ataku.

Dossa chyba rację ma szlachetny Walles, dwie bramki w jednym meczu wprowadziły Go w stan ekstazy co spowodowało zupełne rozluźnienie w obronie. Martwi mnie Rzezniczak gra na alibi .

I ostatnia kwestia możecie pisać, że taki był jest pomysł co do gry w środku ale ja nigdy nie pogodzę się z sytuacją, w której piłkarz ekstraklasy, do tego grający w Legii nie potrafi, nie chce podać celnie do kolegi, na 10 metrów. To abecadło. Irytowały mnie, irytują i będą mocno irytować takie beznadziejne straty piłki.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1