A+ A A-

Syndrom Wieszcza

„W czarującej harmonji rymów, w wezbraniu uczuć, w wylewie myśli poważnych i śmiałych, poznajemy natchnionego wieszcza"¹. Słowo „wieszcz" pierwotnie było określeniem osób, które mają zdolność przepowiadania przyszłości, prorokowania, zatem natchniony, nawiedzony, dręczony przeczuciami stwierdza: „Nie nazywajcie mnie krytykiem, ale wieszczem; przyznaję się do tego charakteru”²

Przed rewanżowym meczem Legii z Ajaksem w Warszawie w studiu telewizyjnym Canal Plus, piłkarski ekspert tejże stacji, były piłkarz Tomasz Wieszczycki  wyłuszczył pewien wewnętrzny syndrom, któremu ulega. Otóż gdy w roli kibica, jest pełen nadziei na dobry wynik, gdy na podstawie analizowanych przesłanek spodziewa się korzystnego rezultatu, czyli jest pozytywnie nastawiony i przepojony tak zwaną dobą myślą,  to wówczas przeważnie następuje rozczarowanie, zamiast oczekiwanego sukcesu, spada z łomotem na głowę porażka. I odwrotnie, gdy czarne scenariusze gnębią, okazuje się że w rzeczywistości mogą się kończyć happy endem. Skutkiem czego rodzi się wręcz obawa przed pozytywnym myśleniem, nastawieniem. Syndrom Wieszcza.

Zastrzeżenie trzeba jeszcze poczynić, że coś takiego bywa udziałem kibica, bo u zawodnika korelacja pozytywnego nastawienia z pozytywnym wynikiem na boisku jest dodatnio współzależna, co były piłkarz też wręcz uwarunkował. W konfrontacji z Ajaksem kibicowski syndrom się potwierdził, pan Tomasz się przyznał zapewne zbudowany wizją drugiej połowy w Amsterdamie, że szanse na wyeliminowanie holenderskiego zespołu  istnieją, niestety te nadzieje praktycznie po 15 minutach meczu prysły jak bańka mydlana, syndrom afirmując.

Czy to zjawisko to indywidualna przypadłość  telewizyjnego eksperta? Wojtek Kowalczyk w Polsacie przed meczem z Ukrainą w Warszawie w eliminacjach do brazylijskiego Mundialu nie krył optymizmu, „czuł w kościach” że to ten dzień, który ma być szczęśliwy dla Biało-czerwonych. Co z tego wynikło pamiętamy. Być może po tej srogiej lekcji publiczne okazywanie własnego optymizmu porzucił, popadł w stan permanentnego czarnowidztwa i malkontenctwa co „ukoronował” wieszczeniem gwałtu pewnego Celta na pewnej Legii. Co z tego wynikło? Pamiętamy.

Ilu z nas ostatnią jesienią wierzyło w sukces reprezentacji  z świeżo namaszczonymi Mistrzami Świata? Ilu odważnych wszem i wobec to deklarowało, a ilu akceptowało postulowane kapitulanctwo? „Znajmy miejsce w szyku, mierzmy siły na zamiary i nie bądźmy patriotami idiotami” – tak dowodził Jan Tomaszewski, a Andrzej Grajewski  w Orange sport wyśmiewał Tomka Kłosa,  że za dużo się bajek w dzieciństwie naoglądał skoro wierzy że nasi mają jakiekolwiek szanse z Niemcami. (uwaga - Tomasz Kłos – wyłom w „Syndromie Wieszcza”!)

Zresztą dlaczego tak daleko szukać? Nijaki iocosus z nijakim Gawinem latem 2012 roku na czarnej-eLce wyrażali obawy i raczej optymizmem nie tryskali przed zbliżającym się sezonem gdy Jan Urban po raz wtóry zagościł na Ł3. A mistrzostwo Polski zwieńczyło dzieło. Redaktora naczelnego c-L uwzględniam, żeby tylko samemu nie wyjść na defetystę. Indywidualnie to się przyznam, że miałem kompletnie minorowy nastrój przed wyjazdowym  meczem z Gaziantepsporem, korzystnego wyniku w Turcji się nie spodziewałem, modliłem się, żeby zostały zachowane jakieś szanse w rewanżu,  a tu do niego przystąpiliśmy w roli broniącego zaliczki. W końcu o wszechwładnej potędze „syndromu” niech zaświadczy, że jeden z nas czernoelkowców, przez cały sezon obstawiał porażki Legii w typerze, no przecież nie dlatego, że ich pragnął, wręcz przeciwnie. „Syndrom” stał się asumptem zaklęć, proroctw w rodzaju niech się spełni  „na opak”!

Psychologicznie mechanizm niezbyt trudny do wytłumaczenia. Nie trzeba być wiecznym marudą, gnuśnym i gderliwym, bezustannie sączącym jad zwątpienia i nihilizmu, wyzłośliwiającym się przy każdym najmniejszym potknięciu (jak ja takich typów nie cierpię) żeby czasem przyjąć niekiedy w wewnętrznym dialogu, dla siebie samego, nieco pesymistyczne założenie. To autonomiczny  mechanizm redukcji zagrożenia naszego ogólnego dobrego samopoczucia. Uwzględniany niekorzystny obrót zdarzeń nie wywoła takiego przygnębienia, zawodu, żalu niż wówczas gdy zakładaliśmy niedoszły sukces. Jeśli na „porażkę jesteśmy przygotowani” łatwiej ją znieść, a w przypadku pozytywnego rozwoju sytuacji, przy odniesionej wiktorii z którą się utożsamiamy i identyfikujemy eksplozja endorfin okaże się na miarę wybuchu wulkanu Krakatau. Dlatego też część z nas tak bardzo irytuje „dmuchanie balonika”, rozbudzanie przesadnej nadziei często w sytuacjach gdy „wynik na dwoje babka wróżyła”, albo wręcz jego osiągnięcie będzie bardzo trudne do osiągnięcia i mamy tego świadomość.

Co prawda gdy deklarowało się wiarę do końca, do póki „piłka w grze”, wówczas gdy to rywal jest uznawany za zdecydowanego faworyta i gdy w takim niezłomnym nastawieniu, wbrew szydzącym malkontentom, kpiącym ekspertom następuje zwycięskie spełnienie, to i wówczas euforia musi być pełna, nie do ogarnięcia. Jakąż to dodatkową satysfakcję musiał odczuć Tomasz Kłos po bramkach Milika i Mili gdy na dodatek wspominał docinki Andrzeja Grajewskiego w telewizyjnym studio. Co najważniejsze to pan Tomasz ziścił to co winno stanowić emanację nastawienia  i uczestniczącego w zawodach sportowca i identyfikującego się z nim „na dobre i złe” kibica.

Zatem „kibicowska wiara” winna być niezachwiana, czy to na poziomie reprezentacyjnym Polska ma grać z mistrzem świata, czy też Legii przyjdzie się zmierzyć z Bayernami, Realami, Barcelonami. Tak ją pojmuję, to jest kwintesencja kibicowania  i nie widzę w tym sprzeczności z „Syndromem Wieszcza”, który jednak nie przeczę, też mnie czasem dopada. Stosuję mechanizm obronny i  „przygotowuję się”, uwzględniam w rachubach widmo porażki. Gdy Biało-czerwoni  wyjdą do rewanżu z Niemcami w drodze na francuskie Euro, nie będę ich widział w roli faworyta, uwzględnię że będą mogli doraźnie polec i to dotkliwie, ale też będę ściskał za nich kciuki i irracjonalnie wierzył w możliwość sukcesu, mimo  analitycznego „pesymizmu”.

Nie lubię czarnowidztwa, ale rozdzielam pewne kwestie i też doskonale rozumiem gdy czytam choćby w kontekście najbliższego ligowego meczu Legii z Wisłą kibicowskie stwierdzenia w rodzaju: „No więc wiadomo, że super mega hiper murowany faworyt jest jeden. I właśnie tego się boję jak jasna cholera.” Ha, dokładnie takich obaw też jestem udziałowcem. Ale...

Ale wyspowiadam się teraz całkowicie. Dręczą mnie obawy dotyczące Legii w całym 2015 roku. Śląsk w pucharze odpaliliśmy, w lidze liderujemy z pięcioma punktami przewagi, budżet mamy największy w lidze, przy tym zarówno sportowy sztab szkoleniowy, jak i ekipa zarządzająca administracyjnie, mimo popełnianych błędów sprawiają na mnie w sumie korzystne wrażenie, posiadają moje zaufanie, niby złowieszczych przesłanek brak, a jednak... jeśli mam wyrazić wątpliwości to „ante portas”.

Wojtek Kowalczyk niedawno stwierdził, że być może Legia posiada i najszerszą, najmocniejszą kadrę, ale jeśli chodzi o pierwszą wyjściową  jedenastkę to Lech dysponuje nieco silniejszą. Nie jest w tym poglądzie w futbolowym środowisku odosobniony, choćby indagowany Robert Podoliński wyznał: „jeśli chodzi o jakość gry, Lech jak na razie jest najlepszy. Gra najciekawiej, prezentuje dynamiczny futbol i wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie”. Maciej Skorża słów na wiatr też nie rzuca, deklarując publicznie, że drugie miejsce w wyścigu po mistrza uzna za osobistą porażkę. Sprawa mistrzostwa nie jest rozstrzygnięta, ani tym bardziej oczywista, a goniący jeżeli uciekający się potknie może nabrać wiatru w żagle. Legii każdy chętnie rzuci kłody pod nogi.

W potyczkach z Lechem będzie decydował wyświechtany, banalny slogan o „dyspozycji dnia”. Nawet jeżeli Berg optymalnie zestawi i przygotuje jedenastkę, gwarantem sukcesu to być nie musi. Poznaniacy zrobią wszystko, żeby przed rundą finałową być zależnym od siebie, są w stanie to uczynić, zimna głowa i opanowanie oby były wówczas po stronie legionistów. Tym bardziej będą niezbędne, bo przy niekorzystnym scenariuszu, jakichś problemach, na warszawskich  dziennikarsko-kibicowskich  forach zapanowałaby spazmatyczna histeria. Gdyby tak się stało, to nie pomoże.

Jesteśmy uznawani za „super mega hiper murowanego faworyta” nie tylko w najbliższym meczu, ale i w całym sezonie i to we mnie wzbudza nie tylko doraźną obawę. Trzeba się będzie wykazać na finiszu dużą odpornością psychiczną i silnymi nerwami.  Liczę na nasze doświadczenie, mam kibicowską wiarę w trzeciego mistrza pod rząd, ale na zasadzie 51:49%. Lękam się, że niekoniecznie to będzie bułka z masłem, jak niektórym się wydaje,  bo przecież finansowo to ligę wciągamy nosem.

Nie jestem też jakimś hurra optymistą, przed letnim oknem transferowym. Straty w nim poniesione jawią się bardziej realnie niż potencjalne wzmocnienia. Na transfery zero-jedynkowe  czyli albo sprowadzamy tylko kogoś kto okaże się wzmocnieniem, albo wcale, nie liczę, to według mnie życzeniowa  utopia. Najlepsze grono skautów i najbardziej fachowy komitet transferowy nie zapewni 100% skuteczności  trafnych decyzji. Tym bardziej w widełkach cenowych w których my się obracamy, nawet przy wspomaganiu funduszy wszelakich. To będzie loteria. Na pozyskanie drugiego Dudy zbyt wielkich nadziei  sobie nie robię, straty pierwszego Dudy mocno się boję.

Napiszę wprost, jeżeli  Henning Berg w 2015 roku powtórnie z Legią awansuje do fazy grupowej europejskich pucharów, będzie dla mnie jeżeli  jeszcze nie „mega, super”,  to z pewnością już bardzo, bardzo dobrym trenerem! Przewiduję  wysoką skalę trudności przed nim ustawioną.

Oto moje pesymistyczne wieszczenie na rok 2015, lęki i obawy, oby zadziałały zgodnie z „Syndromem Wieszcza” czyli na opak. Takie kibicowskie zaklęcie niniejszym czynię.

Aha, Podoliński Lecha chwalił, ale z Craxą z nim zremisował!

Przypisy:
1 -  Marycy Mochnacki w 1827 roku o „Dziadach” części IV Adama Mickiewicza
2 – słowa Adam Mickiewicza wypowiedziane w 1842 roku na posiedzeniu Towarzystwa Literackiego Polskiego w Paryżu

Dyskusja (9)
1środa, 11, marzec 2015 12:37
aylarad1916
Czytanie zakończyłem na "wieży".
2środa, 11, marzec 2015 14:48
Ismaeli
W(...) jest takim samym ekspertem jakim był trenerem i kreaturą mody jak na załączonym portrecie

@ Ismaeli: zdanie na temat pana W. możesz sobie - rzecz jasna - mieć takie, jak uważasz. Ja się z nim (znaczy zdaniem, nie WieszczyckimWink) zresztą zasadniczo zgadzam. Natomiast niskich lotów żarciki z czyjegoś nazwiska pozostawmy, proszę serdecznie, poza portalem, ok?

Dzięki za zrozumienie, pozdrawiam - a-c10
3środa, 11, marzec 2015 16:41
iocosus
@ aylarad1916

Gdybym samemu spostrzegł, też bym zakończył nie tylko czytanie, ale i własny żywot. Co jakiś czas wypada niestety sobie strzelić w głowę. Teraz wychodzi, że nie dość że analfabeta, to jeszcze i bez honoru!

@ Ismaeli

Historia modowej kreacji z portretu opowiedziana jest w tym miejscu:

https://www.youtube.com/watch?v=kaUI8cTqK1M
4środa, 11, marzec 2015 17:57
@iocosus

"Dręczą mnie lęki i obawy dotyczące Legii w całym 2015 roku"

Zdumiało mnie to, co napisałeś. Sad
Skąd u Ciebie aż taki pesymizm ?

"W potyczkach z Lechem będzie decydował wyświechtany, banalny slogan o „dyspozycji dnia”.

Po pierwsze o MP zadecyduje znacznie większa ilość spotkań niż dwa z Lechem, a po drugie:
"Suche fakty są takie, że w Europie pokazaliśmy się z bardzo dobrej strony, nawiązując do najlepszych osiągnięć polskich drużyn z ostatnich lat. W Pucharze Polski dotarliśmy do półfinału, elinując w ciężkim boju jedną z lepszych nadwiślańskich ekip, z którą zapewne przyjdzie nam też rywalizować o krajowy prymat. A wszystko to okraszone jest liderowaniem w Ekstraklasie, w której z odpowiednią, bezpieczną - co ważne - przewagą przyglądamy się naszym konkurentom. Zestawienie sytuacji w jakiej znajduje się prowadzony przez Henninga Berga zespół nijak nie współgra z napisanym przez Ciebie tekstem."

Więcej wiary w drużynę, która zdemolowała Celtic 6:1
5środa, 11, marzec 2015 18:59
iocosus
@ Kibic50

Mój „pesymizm” w sezonie 2012/13 zakończył się Mistrzostwem Polski Wink zatem spoko, pisałem o tym.

Oprócz tego przyznałem, że „syndrom” też mnie czasem dopada i uciekam się wówczas do kibicowskich zaklęć.

Skąd minorowy nastrój, po prostu nie uważam, ze będzie lekko, łatwo i przyjemnie na finiszu, obawiam się że za bardzo ulegamy wizji, że nic nam nie przeszkodzi w drodze po mistrza, że mamy taką kadrę, taki potencjał, że to spokojnie pozamiatamy, nikt nam nie podskoczy, takiego nastawienia się lękam, u kibiców, pół biedy, gorzej gdyby w jakiejś mierze stało się to udziałem piłkarzy i gdyby jakaś pojedyńcza wtopa zwodnicze samouspokojenie zamieniła w nerwową niepewność na finiszu rozgrywek. Oby się wówczas nie wkradł lęk przed utratą czegoś, co większość już przyznała, nadała.

Wiesz w przypadku jakiejś wpadki, której wykluczyć wszak nie można wolę pomarudzić teraz, aniżeli ewentualnie po niej, wówczas zamiast lamentu bardziej potrzebna będzie chłodna głowa i zachowanie spokoju, właśnie wtedy ta wiara o której wspomniałeś będzie niezbędna. Gdyby, ptfu, ptfu na psa urok, taka sytuacja się trafiła, mam nadzieję Kibicu50 że lamentujących obaj będziemy skutecznie podtrzymywali na duchu, no bo przecież wiarę mamy, a dopiero koniec wieńczy dzieło. Wink

Oby z mojej strony to było zbędne „dmuchanie na zimne”.
6środa, 11, marzec 2015 20:15
Zbyszek
Trudno odnieść się do tak wielu wątków.
Piłka nożna wbrew wielu opiniom jest grą coraz bardziej przewidywalną. Nie tak jak LA, siatkówka, tenis, piłka ręczna,ale coraz bardziej.Więc optymizm często bywa tzw. optymizmem urzędowym, gdyż są w piłce faworyci i ci co mają szanse mniejsze. Tylko jak to rozpoznać?.
Czy po rankingu/jak reprezentacje/, po miejscu w tabeli a może po jakości graczy i wartości trenera?. Nasze typerstwo świadczy,że nie jest to łatwe.I nie ma w związku z tym potrzeby tworzenia mitologii,że wynik rywalizacji rozstrzyga się w głowie typującego i wierzącego lub nie, a nie na boisku.Może każdy mieć swoje odczucia i może mieć do siebie pretensje,że był nie przewidział takiego to .a takiego rozstrzygnięcia. Niesłusznie.
A teraz o rywalizacji z Ajaksem. Obiektywnie to zabrakło naszym meczowego ogrania przed bojem z nimi /za mało meczów o stawkę/ oraz Radovicza i Dudy co odebrało Legii największy atut w ataku czyli skuteczną grę w polu karnym rywali.Ale też nastąpiło takie zaślepienie klasą Ajaksu.Nasi nie uwierzyli,że potrafią latać.Czy można było Ajaks wyeliminować?. Oczywiście tak,ale było to bardziej myślenie życzeniowe niż realne.
Słów trenera Podolińskiego nie traktowałbym zbyt poważnie.Jest to jeden z tria z jednego roku na studiach AWF w Warszawie, którzy pracują w Ekstraklasie/ trzeci to Ojrzyński/ . Na studiach Maciej Skorża robił za prymusa i najwcześniej zrobił wyniki w piłce. Miał on swoje Himalaje w Wiśle jak ta miała świetnych zawodników i podejrzewam,że każdy kto by w tym czasie tam pracował też by miał.To też jednak pokazuje,że jest to trener stworzony do pracy z zawodnikami utalentowanymi i kreatywnymi. Z innymi wychodzi mu to gorzej. Najlepiej to widać jak Legia świetnie grała, gdy "rządził " w niej Ljuboja w dobrej fizycznej formie. W obecnym Lechu takiego komfortu nie ma. Przez kilka lat w Lechu zbierano wyrobników, którzy prochu nie wymyślą i on ma taki materiał jaki dostał. Jest to zespół grający poprawnie,ale bardzo łatwy do zneutralizowania.I mówienie,że oni się najlepiej prezentują jest zaklinaniem rzeczywistości.
Ja żałuję,że Lech gra taki zaściankowy futbol,że Wisła dołuje,że poza Śląskiem nie ma zespołów, które by Legią zmusiły do wysiłku, do tego ,aby zdobycie Mistrzostwa było okupione ciężką pracą i było niewiadomą do końca rozgrywek.
Poziom naszej Ekstraklasy stale się podnosi, lecz nie przenosi się to na rozgrywki w LM i LE ,gdyż przeciwnicy czynią je trochę szybciej. Nie jest to tylko sprawa rywalizacji w lidze, ale i szkolenia młodzieży. Tu posłużę się słowami Pana Karalusa, który sytuację w której młodzież ma elementarne braki techniczne i taktyczne nazywa hańbą. Na dobrych zawodników z zagranicy naszych klubów nie stać, a ci co przychodzą to są zapchajdziury. Z nimi Europy nie podbijemy. Dopóki tego stanu rzeczy nie zmienimy to o dużych osiągach możemy zapomnieć i żadne syndromy tu nic nie poradzą, ani na tak ani na nie.
A Tomka Wieszczyckiego jakoś tam lubię, bo osobiście jest dość sympatyczny.Do tego jako bodaj jedyny komentator ma papiery trenerskie.Zawodu nie wykonuje, bo uznał,że się nie nadaje. I to dobrze o nim świadczy.I dlatego też na jego oceny należy patrzeć trochę z przymrużeniem oka. Są bowiem bardziej zbliżone do tych kibicowskich , marzeniowych niż do tych fachowych, realnych.
7środa, 11, marzec 2015 20:23
@iocosus

"Wiesz w przypadku jakiejś wpadki, której wykluczyć wszak nie można wolę pomarudzić teraz, aniżeli ewentualnie po niej,"

W marudzeniu nie ma nic złego. Sam tak robię, bo nie dostrzegam zapowiadanej jakości i po mimo wyników, o których pisał Monrooe, sam miewam lęki zapewne nie mniejsze niż Twoje Smile
8czwartek, 12, marzec 2015 00:57
iocosus
@ Zbyszek

Nie zamierzam podważać choćby w minimalnym stopniu refleksji, że relacje kibicowskie mitologizujemy, uznaję, że w tym i te wewnętrzne, autonomiczne podlegają automitologizacji. To jeden z elementów kibicowskiego świra, lub zakręcenia jak komu wygodniej. Samemu proponuję rozważać te „mity” z dystansem, inaczej jeżeli moją analogię ekspiłkarza Tomasza Wieszczyckiego do wieszcza Adama Mickiewicza potraktujemy poważnie, to mhm, niechybnie wyślą mnie do Tworek.

Odnośnie Ajaksu wyraziłem opinię, że pierwsze dziesięć minut w Warszawie świadczy, że piłkarze aż za bardzo uwierzyli, ze są w stanie powieźć holenderski zespół. Za to zostali skarceni. W braku ogrania i przede wszystkim dwóch piłkarzy „robiących różnicę” jako składowych przegranej jesteśmy zgodni.

Co do Skorży, to według mnie byłby to świetny trener, gdyby miał charyzmę i autorytet byłego wielkiego piłkarza. „The Special One” potrafił to przeskoczyć i dlatego jest „one”, panu Maciejowi to się raczej dotychczas nie udawało i nie wiem czy pod tym względem nie dręczył go pewien kompleks. Jaś Urban do gierek z dziennikarzami na obozach był pierwszy, inteligentny analityk piłkarski Maciuś – ostatni.

Ale jeżeli w Lechu Skorża z piłkarzami uzyska synergię, to czegoś takiego bym nie lekceważył. Wówczas mogą zmusić Legię do wysiłku. Tym powodowany, poczyniłem powyższy tekst.

Co by nie powiedzieć, to jednak w zeszłym sezonie Legia ligę zdominowała, w zasadzie czemu miałaby tego nie powtórzyć, Zbyszku to by potwierdzało Twoje założenia i pierwotną tezę: „Piłka nożna wbrew wielu opiniom jest grą coraz bardziej przewidywalną.” Nie miałbym nic przeciwko, żeby tak się stało, ale … zostawmy, pomińmy syndromy, mity itp … moim zdaniem dominacja Legii jednak w obecnym sezonie nie musi być aż tak bardzo oczywista, chociaż chciałbym żeby była.

Tu też jednak „pomarudzę” bo pojawia się pewien dylemat, ponieważ bezwarunkowa dominacja Legii oznaczałaby że Duda & s-ka będą brylować, a w takim razie latem zwiększy się groźba, że zostaniemy w potencjale raczej uszczupleni, aniżeli wzmocnieni.

O Tomaszu Wieszczyckim mamy podobne zdanie, nie wiem jak to bywa na co dzień, ale na wizji ma to co lubię i czym w jakiś sposób w moich oczach niweluje braki, wpadki. Ma dystans do siebie i potrafi się przyznać do błędów. Podobnie jak Kaziu Węgrzyn. Obaj jak coś palną to człowieka może skręcać, ale są w stanie sami z siebie się pośmiać.

@ Kibic50

„W marudzeniu nie ma nic złego” – no, Kibic50 jak masz wiarę w drużynę, która zdemolowała Celtic, to po co marudzić? Wink

Jeżeli posiadasz obawy, to jednak przyjmujesz że wygrane nie są taką „oczywistą oczywistością” a zatem i jakąś wpadkę uwzględniasz w rachubach, tego byś nie robił, gdybyś obaw nie miał.

Choć z nas obu marudy, to w imię wiary, mam nadzieję, że nie będziemy krzyżować nikogo, zanim sezon się nie skończy.
9czwartek, 12, marzec 2015 17:10
Zbyszek
@Iocosus.
Na to kto jest jakim trenerem to czy był wielkim zawodnikiem wpływ ma niewielki i raczej niekorzystny.Nie chcę zaczynać dyskusji o Janku,ale on obok trenera stał i to niestety daleko. Trener to jednak ten co potrafi wprowadzić wartość dodaną do drużyny, a nie tylko mało przeszkadzać w grze dobrych zawodników.Historycznie największymi trenerami byli ci, którzy bądz w piłkę nie grali, jak mój ulubieniec Arrigo Sachci, bądz też na poziomie raczej niskim jak Kazio Górski, Mourinho czy SAF.Trenerowi Skorży/ bo o nim ten wtręt/ nie brakuje też charyzmy, ma on odpowiedni wpływ na zawodników, jest sprawiedliwy, uczciwy, fachowy i pryncypialny. Musimy oczywiście odróżnić autoreklamę niektórych trenerów kreujących się na cudotwórców jak np . Franz / film "Będziesz legendą człowieku" to obnażył/ od tych co oddziaływują na zespół bez mediów i do nich należy Pan Maciej. Jego wadą jest brak czasowego zaangażowania się w robotę. Jak każdy uzdolniony ponad miarę i chwytający w mgnienie to co innym zajmuje wieki nie przywiązuje należytej wagi do rozróżnienia swojej percepcji od tych innych.Nawet jak kojarzy to wniosków nie wyciąga,że to co on pojmuje w moment to jego podopiecznych trzeba usilnie, długotrwale uczyć godzinami, codziennie i latami.Jest to jeden z tych ludzi,którzy mają niefart,że urodzili się w Polsce i akurat w takim paskudnym, bo opornym na prawdziwe talenty czasie. Pozdrawiam.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1