A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Korona - Legia 3-5: Za wcześnie na perfekcję

korleg1512Pod znakiem ostrego strzelania upłynął mecz Legii z Koroną w Kielcach. Bramkarze obu drużyn musieli aż osiem razy wyciągać piłkę z siatki, przy czym częściej, bo pięciokrotnie, ta przykrość spotkała Zbigniewa Małkowskiego. Królem polowania został zdobywca trzech goli, Wladimer Dwaliszwili. Dzięki wygranej, Legia odparła atak Wisły Kraków na fotel lidera Ekstraklasy.

Przy próbie prostej oceny meczu w Kielcach trzeba uważać na dwie pułapki. Pierwsza z nich to ilość goli przez Legię strzelonych, druga - ilość straconych. Sucha analiza naszych dokonań ofensywnych wskazuje na znakomity mecz Legii w ataku, nie zapominajmy jednak, że graliśmy z ledwo cieniem tej Korony, która pokonała nas w lutym, z drużyną, która jest obecnie kompletnie zagubiona taktycznie i mentalnie, której piłkarze, raz zaprogramowani na charakterystyczny sposób gry przez Leszka Ojrzyńskiego, mają ewidentny problem ze zrozumieniem i realizacją zaleceń nowego szkoleniowca, no chyba że te zalecenia, jak można byłoby uznać na podstawie meczu z Legią, obejmują pozostawianie przeciwnikowi 'hektarów' boiska do swobodnej dyspozycji.

Doprawdy nieczęsto zdarza się, żeby ofensywni zawodnicy Legii mogli się cieszyć taką ilością wolnej przestrzeni co w meczu z Koroną i rzadko widuje się środkowych obrońców przeciwnika kryjących tak dramatycznie słabo jak futboliści Malarczyk i Sylwestrzak. W jakże nam sprzyjających okolicznościach szaleliśmy do woli, bez większego trudu penetrując szyki obronne Korony, czy to skrzydłami, czy środkiem. Pięć bramek bez wątpienia imponuje, ale celnych trafień powinno być znacznie więcej, a szczególnie niefortunnie w podejmowanych próbach wypadali Henrik Ojamaa i Kuba Kosecki.

Z drugiej strony, trzy bramki stracone z takim przeciwnikiem, teoretycznie rzecz biorąc jawna sromota, zwłaszcza że dwie z tych bramek padły po karygodnych stratach w środku pola kopiowanych z wzorca wyznaczonego przez Ivicę Vrdoljaka podczas meczu ze Steauą Bukareszt. Zakładam, że Dominik Furman i Helio Pinto mieli chęć zapaść się po tych zagraniach ze wstydu pod ziemię. Osobliwa przypadłość polegająca na traceniu futbolówki na własnej połowie wydaje się być zresztą wśród środkowych pomocników Legii zadziwiająco popularna, przekonała o tym jeszcze jedna strata tego rodzaju, zanotowana w końcówce meczu przez Daniela Łukasika, który przecież zdawał się mieć już dawno za sobą zeszłoroczne koszmary meczów z Polonią i Zagłębiem.

Mimo to nie mogę potępiać w czambuł naszych piłkarzy za te niefrasobliwości i szkolne błędy. Mecz zrobił się w pewnym momencie hokejowy, czy, jak kto woli, podwórkowy, przeciwnik był słabiutki, pewnego rodzaju rozluźnienie i rozprężenie było w tej sytuacji niemożliwe do uniknięcia. Ani nie byliśmy tak mocni z przodu, ani tak słabi z tyłu, jak zdawałby się wskazywać wynik.

Mnie jako kibica rozerwanie Korony na strzępy, dajmy na to osiem czy dziewięć do jednego (był możliwy taki wynik, a jakże), tyleż by zresztą ucieszyło, co... zaniepokoiło. Nie powinniśmy być aż tak mocni już w tej fazie sezonu, nie powinniśmy przesadnie prężyć muskułów w boju pozbawionym większego znaczenia, w meczu, w którym trzy punkty były pewne już po dwóch kwadransach gry. Wszystkie te niedoskonałości, i w ataku, i w obronie, świadczą o tym, że jest jeszcze przestrzeń do poprawy i stać nas na więcej, znacznie więcej. To konstatacja równie optymistyczna jak wynik pięć do trzech. 

Zgodnie z oczekiwaniami, Jan Urban już nie szarżuje z rotacją. Perspektywa meczu z Lazio nie była powodem do oszczędzania pary Junior - Rzeźniczak na środku obrony, nie stanowiła pretekstu dla rozbicia duetu Vrdoljak - Furman w środku pola, czwartkowy mecz nie okazał się dość ważny, by oszczędzić Miro Radovicia. Wydaje się, że skład na pojedynek z Lazio będzie bardzo zbliżony do dzisiejszego, zmiany można spodziewać się na lewym skrzydle, gdzie pozycja Koseckiego wydaje się po meczach ze Steauą bezdyskusyjna, oraz być może na prawym, jeżeli trener Urban zdecyduje się postawić na Ojamę zamiast Kucharczyka. Z pewnością nie jest przesądzona również obsada miejsca w ataku, gdzie, wobec spodziewanego skupienia zespołu na grze defensywnej (tylko czy to nie okaże się błędem?) rosną szanse Marka Saganowskiego w rywalizacji z Lado Dwaliszwilim. Z Koroną Gruzin wreszcie zagrał jednak naprawdę świetny mecz, nie tylko w pojedynkę ośmieszając rzeczonych Malarczyka i Sylwestrzaka, ale i pokazując kilka zagrań wysokiej klasy poza polem karnym, choćby takich jak to, które rozpoczęło naszą podręcznikową kontrę zwieńczoną bramką Michała Kucharczyka na 4:1.

Mecz z Koroną zapowiadał się chyba najłatwiej spośród siedmiu czekających Legię do szóstego października. Zadanie zostało wykonane zgodnie z oczekiwaniami, trzy punkty dopisane. O Kielcach zapominamy, teraz czas skupić się na bardziej wymagających rywalach.

Dyskusja (7)
1niedziela, 15, wrzesień 2013 01:07
corazstarszy
Cóż, pamiętam jak 2 tyg. temu Gawin pisał, że nie lubi takich meczów, gdy Legia prowadzi 1-0, koniec nadchodzi, nie umiemy podwyższyć prowadzenia, a przeciwnik się nie chce poddać i trzeba drżeć do końcowych sekund. Tym razem, Legia nas nie zestresowała. To pozytyw.
Równie irytujący jak strata trzech bramek był słupek po golu na 1-3. Nie powinni nasi zawodnicy pozwolić rywalom tak pójść za ciosem.
Ojamaa przypomina mi trochę Manu w zakresie finalizowania akcji.
Ciekawy był rzut rożny Dominika Furmana w 52. minucie. To była kombinacja typu “krótkie rozegranie” chyba z Dwaliszwilm. No, tak panowie rozegrali, że Furman po chwili musiał się ratować faulem, aby nie poszła kontra Korony. Dostał zań żółtą kartkę, słuszną. To może jednak niech nie ćwiczą tych stałych fragmentów, bo zepsują nawet tę beznadzieję, która jest.
Ale ogólnie jestem bardzo zadowolony. Nie byłem pewien zwycięstwa przed meczem. Nie, żebym się obawiał Korony czy tzw. trudnego terenu, ale jakoś nie mam zaufania do gry Legii - często sami potrafimy napytać sobie biedy. Ale poszło dobrze. Oby te fajne rzeczy kontynuować, a złe rugować.
Ciekawie się zapowiada następny mecz ligowy. Tak jak mniej więcej rok temu, mecz na szczycie.
2niedziela, 15, wrzesień 2013 02:15
Walles
Sam mecz generalnie należał do łatwych miłych i przyjemnych. Natomiast po raz kolejny kilka razy trafił mnie szlag. Pisałem niedawno o odpowiedzialności, o tym czego moim zdaniem nie wolno robić piłkarzom w pewnej strefie boiska. I widząc dzisiaj dwie stracone bramki w sposób skandaliczny, obserwując przebieg akcji miałem wrażenie deja vu. Mogę znowu pisać o zachowaniach dyskredytujących zawodnika jako piłkarza ale tutaj rodzi się moje pytanie - co z tym robi Urban?. To nie jest kwestia ćwiczeń, ustawienia, zgrania. To jest proste przeniesienie z "Ojca chrzestnego". Należy wziąć takiego zawodnika na rozmowę i złożyć mu propozycję nie do odrzucenia - w tym i tym sektorze boiska nie wolno tego robić, capisci?. A u nas od czasów kiksu Łukasika w meczu z Polonią jest to powielane jakby było pewnym wyćwiczonym i pożądanym schematem. Rolą trenera jest eliminowanie takich zachowań a te omawiane należą chyba do najłatwiejszych do wbicia do niektórych mózgownic ... Panie Janie, do pracy ...
3niedziela, 15, wrzesień 2013 08:35
Lasica
Jak Legii strzelić bramkę? Zaatkować agresywnie na 30 metrze defenswyncyh pomocników wyprowadzających piłkę i jest spora szansa, że się uda.

Fajny meczyk, ale niefrasobliwość obrony okrutna, no i bramkarz....który to co ma wpuścić to wpuści.
4niedziela, 15, wrzesień 2013 08:48
Zbyszek
Zobaczymy jak zaprezentuje się Lazio dziś o 15-tej w Kanale Familijnym.
5niedziela, 15, wrzesień 2013 10:57
Moros
Gawinie co do namaszczenia przez Ciebie Helio Pinto na głównego winowajcę utraty drugiej bramki, to się trochę nie zgodzę z uwagi na to, że dużo tutaj dołożył Kosecki. Spójrz jak on odegrał do Pinto. Dla mnie to wsadził go na niezłą bombę i ten będąc w takiej formie w jakiej jest, zaliczył w efekcie mini asystę.

Ogólnie to pełna zgoda z Wallesem. Nasi defensywni pomocnicy nic nie uczą się na błędach i dalej rozdają prezenty na 40 metrze przed bramką. Nie wiem skąd się bierze ta ich pewność siebie, gdy podejmują takie decyzje zwłaszcza, że nie umieją chronić piłki. O ile w zmianę tego nawyku przez Vrdoljaka przestałem już wierzyć to Furman i Łukasik mnie załamują. Są młodzi, wiec wydawać by się mogło, że łatwo wyplenić w nich ten głupi nawyk, a tutaj im dalej w las tym gorzej. Łukasik jak zawalił w tamtym sezonie bramki z Polonią i Zagłębiem tak dzisiaj "dorzucił" kolejną bramkę z Koroną. Furman z kolei chyba pozazdrościł koledze i dał Koronie praktycznie pierwszego gola, a należy pamiętać że w tym sezonie to nie była jego jedyna taka strata. Nie wiem czy naprawdę jest to tak trudne, żeby tę piłkę szybko odegrać nawet do obrońcy lub Skaby jak się ma obrońcę "na plechach". Myślałem, że ten drugi gol dla Steauy jakoś na tych chłopaków podziała i pokaże im, że nie tędy droga. Wczoraj taki sam błąd został popełniony 4 razy ( bo raz w takie coś zabawił się Ivica) w tym straciliśmy 3 bramki...
6niedziela, 15, wrzesień 2013 11:01
CTP
Wystawianie Pinto jako DM, to bardzo ryzykowny pomysł i ja nie wiem, czy w ogóle ma jakikolwiek sens. Jako żywo przypomina mi się pierwszy okres pracy Urbana w Legii i podobna sytuacja z Rogerem, gdzie Urban do końca nie mógł zdecydować czy ma grać jako DM czy za napastnikiem. Moim skromnym zdaniem Pinto na tak odpowiedzialnej pozycji jak DM, to bardzo duże zagrożenie naszej bramki, bo chłopak w destrukcji po prostu grać nie potrafi. Fakty są takie, że po jego wejściu Legia straciła 2 bramki.
7poniedziałek, 16, wrzesień 2013 01:16
gawin76
@ Moros

Fakt, muszę oddać i Koseckiemu co należne.

Kwestia tych strat to moim zdaniem głównie efekt braku nawyku szybkiej gry piłką. W tym obszarze boiska nasi pomocnicy są przyzwyczajeni do dużej swobody w rozegraniu, do przeciwnika cofającego się na swoją połowę, czują się bezpiecznie, kiedy nagle pojawia się pressing i nałoży się na to np. jakiś błąd techniczny w przyjęciu (umówmy się, Gundogana ani Xaviego w składzie nie mamy), moment zawahania czy dekoncentracji, nieszczęście gotowe. To nie tylko nasz problem zresztą, weźmy takiego Stevanovicia ze Śląska, świetne mecze z Bruggią, a w ligowej młócce klasyczna 'Vrdoljakowa' strata z Pogonią i gol dla gospodarzy.

@ CTP

Czyli co, Pinto wyłącznie jako dubler Rado na AMC? To byłaby trochę porażka całej koncepcji tego transferu. No chyba żeby Rado rzucić z powrotem na prawe skrzydło Wink

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1