- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Jagiellonia - Legia 2-3: W pełnej krasie
Trudny ligowy wrzesień upływa zawodnikom Legii póki co bez punktowych strat. Po zwycięstwach w Kielcach z Koroną i w Warszawie z Górnikiem, przyszedł czas na wygraną 3:2 z Jagiellonią w Bialymstoku. Dzięki kolejnym punktom, Legia umocniła się na pozycji lidera Ekstraklasy. Bramkowym łupem podzielili się Marek Saganowski i autor dwóch goli, Miroslav Radović.
Nie przypuszczałem przed pierwszym gwizdkiem sędziego Musiała, że nasza przewaga w meczu z Jagiellonią może być aż tak duża. Roiło mi się (tak, teraz mogę użyć takiego określenia), że zawodnicy Jagiellonii z pewnością będą szalenie niebezpieczni w grze ofensywnej, tymczasem w rzeczywistości na boisku nawet na moment nie zaistnieli ani błyskotliwy Dani Quintana, ani wprowadzony po przerwie joker w talii trenera Stokowca, Bekim Balaj.
Zastanawiam się, czym wytłumaczyć impotencję niezłej przecież jak do tej pory na ligowym tle Jagiellonii. Najprostsze i najbardziej przyjemne wyjaśnienie sprowadza się rzecz jasna do podkreślenia siły Legii, która jest w stanie bez większego wysiłku zdominować solidnego rywala, nawet kiedy połowa naszego szerokiego składu zmaga się z kontuzjami, przechodzi rehabilitację, odpoczywa, względnie jest dyscyplinowana przez trenerów, jak Marko Suler. Dziury w całym w tej sytuacji szukać nie śmiem, chociaż wydaje mi się, że taktyka obrana przez Stokowca i nastawienie gospodarzy na mecz z Legią, również trochę się naszej sprawie przysłużyły. Jagiellonia w pierwszej połowie broniła bardzo głęboko, praktycznie bez wysokiego pressingu, nasi obrońcy i środkowi pomocnicy swobodnie rozgrywali piłkę bez przeciwnika 'wiszącego' im na plecach, natomiast rachityczne kontry Jagiellonii wyprowadzane przy pomocy indywidualnych zrywów sprawiały smutne i marne wrażenie na tle uporządkowanej, płynnej gry Legii. Niemniej jednak, niezależnie od krytycznych uwag wobec taktycznych pomysłów Jagiellonii, taką różnicę na naszą korzyść pod względem jakości gry piłką, swobody operowania futbolówką, chciałoby się widzieć zawsze, albo przynajmniej coraz częściej. Nicht immer, aber immer öfter, jak posługując się popularnym niemieckim sloganem, bodaj znakomity Mario Basler miał kiedyś odpowiedzieć na pytanie czy zdarza mu się być geniuszem na boisku.
Stokowiec i jego zawodnicy w swoich rachubach mocno się przeliczyli, Legia w pierwszej połowie nie tylko kazała im biegać za piłką, ale też wykazała się nadzwyczajną jak na siebie skutecznością, z łatwością rozbijając zasieki przed bramką Słowika. W światło bramki uderzyliśmy raptem dwukrotnie i zanotowaliśmy dwa gole. Oba zresztą piękne, pierwszy po wyśmienitym rozegraniu piłki na skrzydle, dośrodkowaniu Michała Żyro i bombie Miro Radovicia, drugi po wzorowym pressingu i rozegraniu szybkiego ataku natychmiast po odbiorze, w wykonaniu znów Żyry i Marka Saganowskiego. Druga połowa to już nic godnego uwagi, oczywiście pomijając fatalny 'wjazd' Jakuba Tosika w Marka Saganowskiego. Powinniśmy wygrać 4:1 albo 5:1, skończyło się 3:2, ale narzekać nie mam zamiaru.
Pierwsza połowa, to było 45 minut, które otarło się o perfekcję w naszym wykonaniu. Otarło, zaledwie otarło, ponieważ charakterystyczna dla nas niefrasobliwość doprowadziła do bramki kontaktowej dla Jagiellonii. Utracie tej bramki mogli zapobiec Pinto, Broź, Skaba i przede wszystkim Kuba Rzeźniczak, niestety każde ogniwo po kolei zawiodło. W ostatnim czasie mieliśmy uwagi do naszych środkowych pomocników, notujących straty prowokujące niebezpieczne sytuacje pod naszą bramką, tym razem trzeba przyznać, że niezbyt dobrze ze swoich ról wywiązali się obrońcy, zwłaszcza rzeczony Rzeźniczak, który mógł śmiało skasować obie akcje bramkowe Jagiellonii, niestety odnosząc skutek wręcz odwrotny do zamierzonego.
Cóż, taki już widać urok Legii 2013/14 - chwilami pięknej i niefrasobliwej zarazem.
Michał Żyro! Cóż to był za mecz Michała. Wszyscy wyznawcy drewnianej teorii dziejów muszą wreszcie mieć się z pyszna. Cudowna asysta na 2:0, asysta na 3:1 mogła być zresztą jeszcze lepsza, ale Sagan fatalnie przestrzelił w sytuacji sam na sam ze Słowikiem.
Dla odmiany drugie skrzydło, drugi Michał, to wprost niebywały pokaz niemocy. Ileż piłek zepsuł Kucharczyk, a już epizod w drugiej połowie - istny dramat. Na miejscu trenera Urbana dałbym Kucharczykowi okazję do szybkiej rehabilitacji od razu w sobotę ze Śląskiem, bo przeciw Jagiellonii, to nie był po prostu nieudany mecz, to było jakieś kuriozum, które Michał musi z siebie jak najszybciej wytrząsnąć.
Helio Pinto, ciekawa sprawa, zaczął jak młody bóg, sytuacja, w której ograł Bandrowskiego, przepuszczając piłkę obok doświadczonego pomocnika, to było coś pięknego. Potem było różnie, pojawiały się niebezpieczne straty po podaniach w poprzek boiska, ale ostatecznie Portugalczyk przypieczętował swój niezły występ asystą przy drugiej bramce Rado. Mam nadzieję, że trochę pomoże mu ta asysta, ponieważ Pinto jakby za bardzo chciał zaistnieć na boisku w wymiarze dostrzegalnej efektywności, ilość zagrań na wysokim ryzyku, obliczonych na natychmiastowe otwarcie drogi do bramki koledze była chyba zbyt duża. To znaczy, może nie byłaby zbyt duża, gdyby nie fakt, że praktycznie wszystkie te zagrania kończyły się stratami. Trochę spokoju, drogi Helio Pinto, więcej luzu i cierpliwości, wtedy przeżyjesz w Legii jeszcze wiele pięknych momentów, a my wspólnie z tobą.
Ligowy ekspres gna dalej, w sobotę mecz ze Śląskiem. Nie ukrywam, rozpieszczony przez naszych piłkarzy, liczę na kolejne, pewne zwycięstwo.


I uwaga - teraz pytanie podchwytliwe - Czy to już jest styl?
Rozwałkowany rywal, trzy bramki na wyjeździe, kolejna wygrana, a mimo to … hmm. Co by im szkodziło wygrać 0-5, jak to się powinno było stać z przebiegu meczu? Jak dali Koronie wbić trzy bramki, nie pomstowałem, bo przewaga była najpierw trójbramkowa, później czterobramkowa. Ale teraz mogliby się bardziej pilnować. Kiedyś się doigramy i zremisujemy albo przegramy wygrany mecz.
A może te straty bramek z kapelusza są o tyle pożyteczne, że zapobiegają wpadnięciu w samozachwyt, a więc są na dalszą metę z korzyścią dla Legii? Nie wiem.
Monrooe miał na dodatek nosa z tym Żyrą, chyba postacią meczu. Zobaczymy, jak z tą stabilizacją formy. Tak to wygląda jakby miał chłopak całkowite zaciemnienia i niezwykle rozjaśnienia przytomności (percepcji, inteligencji boiskowej, jak tam kto woli) na przemian, bo np. asysta przy 0-2 w Szczecinie to też było wielkie zagranie. Może i Urban coś tam powinien więcej zadziałać, aby chłopak na trwałe wskoczył na wyższy poziom, ale jednak tutaj i tak najwięcej zależy od samego piłkarza.
Kucharczyk? Z nim w ogóle jest problem, bo to nie pierwszy taki mecz w jego wykonaniu. Różne rzeczy widziałem, np. porażkę 1-2 w Sanoku w 2006, ale czegoś takiego jak Kucharczyka z meczu ze Śląskiem przed rewanżem ze Spartakiem (Skorża zmienił go w 37. minucie, powinien był w 20. minucie najpóźniej), to nigdy nie widziałem. Teraz zagrał podobnie. Należy mu się dać szybko zrehabilitować, ale przyznam, że jednak nowego kontraktu bym z nim nie podpisał.
Chciałbym, aby Tosika ktoś kontuzjował na długie miesiące i Musiała razem z nim.
Nasz kolejny rywal sromotnie przegrał 0-3, tracąc jeszcze na następny mecz podstawowego bramkarza. Ale jeśli chodzi o skład, i tak na mecz z Legią będą netto zyskowni, bo Grodzicki wraca na ławę, a wraca Pawelec, który im rośnie na lidera defensywy.
Przy drugiej asyście zachowanie Tosika było tak żenujące że jeśli Michał myśli że gdzieś po za zapyziałymi podwórkami zobaczy je jeszcze raz to się może rozczarować
Ale niech ma swoją chwilę chwały byle tylko teraz w kolejnych meczach grał na podobnym poziomie bo jeśli znów będziemy musieli czekać na jego dobry mecz ROK to dla mnie już na zawsze zostanie drewniakiem
I jeszcze słowo o sędziach. To jest jakiś skandal co te gamonie wyprawiają. To że Tosik nie dostał żadnej kartki za brutalne wejście w Sagana oraz że po ataku na tym ostatnim nie został podyktowany karny to IMO kryminał i nawet poparcie udzielone przez Pana Stępniewskiego nie zmieni mojego zdania.
Bramki. Pierwsza zdecydowanie na konto Skaby. Przede wszystkim zbyt mało piłkarzy wysłał do muru. Tak blisko bramki tylko jeden w murze, to jednak zbrodnia. Druga, to wina środka pomocy i obrony - takie piłki nie mogą sobie "kicać" aż pod nasze pole karne i nikt nie potrafi ich wybić głową. Tak jak pisałem na aucie, zabrakło Vrdoljaka, który jednak stara się neutralizować takie zagrania.
Ale nie odmówię sobie skomentowania występu Żyry. Bardzo mnie to cieszy, bo niejednokrotnie muszę toczyć boje z różnymi osobami i przekonywać, ze ten chłopak ma talent, tylko dajcie mu wyzdrowieć i złapać formę. Zresztą na C-L też zdania są podzielone
Rado jako ofensywny pomocnik robi różnicę i basta. Wreszcie Urban to chyba zrozumiał na dobre i już nie będzie kombinował. A ja w tym upatruję jednej z przyczyn tego co obserwujemy w kolejnych meczach.
Miejscowości wokół Warszawy to miejsca gdzie trafia się najwięcej talentów i Legia powinna z tego maksymalnie korzystać, ale nie zawsze to robi. Grają w Legii niby Żyro z Piaseczna, Kosecki z Konstancina, Kucharczyk z Nowego Dworu, ale przegapiliśmy takich graczy jak Lewandowski z Leszna, Majewski z Pruszkowa.
Nawet z takiego KS Piaseczna( obecnie zespół A klasowy) w ostatnim 3 latach w lidze zadebiutowało 7 graczy którzy się tak szkolili- z bardziej znanych to wspominany Żyro( do 13 roku życia), Jankowski z Ruchu Chorzów czy Kupisz z Jagielonii( teraz poszedł do Włoch). Jankowski i Kupisz też byli dla Legii do wyciągnięcia za kilka tysięcy złotych, za nim nie błysnęli w lidze.
Po tym, co się dowiedzieliśmy o systemie skautingu made by Jóźwiak, to ja się wcale a wcale nie dziwię, że przegapiliśmy tylu piłkarzy.
@JJ
W sobotę czeka nas pojedynek dwóch czołowych pomocników ligi, z których każdy jedną z nóg ma wyłącznie do wsiadania do tramwaju.
Perfekcja, tak, to dobre słowo. Jak już wspomniał corazstarszy przed meczem marzyłem o tym by Legia zagrała spokojnie, jak z Molde, czy nawet z Górnikiem i... udało się. Wyglądaliśmy jak profesorowie, niech się rywal męczy, my robimy swoje. Wreszcie bez hurra ataków, które zamiast naszych goli, przynosiły szanse naszym przeciwnikom. Oglądało się to z wielką przyjemnością i co ważne stoickim kibicowskim spokojem. Super.
Dog napisał; "I uwaga - teraz pytanie podchwytliwe - Czy to już jest styl? "
O to, to, to. W punkt. Janek Urban wymienił trzon linii pomocy, zmienił, a raczej musiał zmienić napastnika, wypadło mu trzech obrońców, a Legia?? Jakby nie zauważyła. Wciąż grała to do czego nas przyzwyczaiła. Rozegranie od tyłu, "zmielenie" piłki w środku, szybki atak skrzydłem, lub prostopadłe podanie do napastnika. Schemat nad wyraz widoczny.
Michał Żyro i Helio Pinto Reactivation No, no, obaj panowie zaprezentowali się z naprawdę dobrej strony. Co ciekawe i ważne zaraz, żaden nie wymyślił prochu, nie zaprezentowali niczego nadzwyczajnego. Zagrali po prostu tak jak potrafią, zaprezentowali dokładnie to, czego po nich oczekujmy, z czego ich znamy. Rajdy Zyrko, mierzone wrzutki w pole karne, doskonałe podania prostopadłe (jak Sagan mógł tego nie wykorzystać) to te zagrania, które młody gracz prezentował nam już nie raz i nie dwa. Choć prawie nigdy (wyjątek mecz z Ruchem w PP) nie na takiej intensywności. Natomiast Helio to świetna noga, krótkie szybkie, cudowne wręcz dotknięcia, nietypowe zagrania, świetne wyczucie chwili (asysta) to przecież nic ponad to co obserwowaliśmy w APOEL-u. Właśnie po to Go sprowadzimy. Jeśli dodamy do tego wyraźnie lepsze usposobienie fizyczne to zdaje się, że wreszcie "odzyskujemy" tego piłkarz do zespołu. I dobrze, najwyższy czas. Zresztą to tyczy się obu naszych futbolistów.
Błędy w defensywie, ja bym nie wieszał Skaby, popełnił błąd, więcej tego nie zrobi. Wejście w rytm meczowy też musi kosztować. Większe pretensje mam do Rzeźniczaka, ale jego dwa błędy też wynikają z faktu, że chłopak chce wejść na jeszcze wyższy pułap. Teraz chce być stoperem, który nie tylko zabezpiecza bramkę, ale też nie traci piłek, nie wybija ich na oślep w trybuny. Czy to błąd? Nie sądzę, szczególnie, że Rzeźnik ma predyspozycje do takiej właśnie gry. Niestety, kilka z tych prób zakończy się niepowodzeniem, ale to koszt, który jeśli nauka nie pójdzie w las, warto chyba ponieść.
No nie zgodzę się. Kuba tłumaczy się na Twitterze, że nie lubi wybijać w trybuny i woli odzyskać i rozegrać ale do mnie to nie przemawia. Nie we własnym polu karnym, nie przeciwko Quintanie i nie wtedy, gdy koledzy jeszcze nie zdążyli wrócić. Ja odnoszę wrażenie, że zespół za bardzo boi się tych autów a to przecież doskonała okazja do kontry.