- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Apollon 0-1: Miękka Legia
Trwa zła passa Legii w europejskich pucharach. Ostatnie zwycięstwo podopieczni Jana Urbana odnieśli 24 lipca, pokonując Walijczyków z TNS. Od tego czasu zanotowaliśmy cztery remisy i dwie porazki. W czwartkowy wieczór Legia przegrała z cypryjskim Apollonem Limassol w drugiej kolejce fazy grupowej rozgrywek Ligi Europy.
Smutny był to mecz. Rzecz jasna w największym stopniu przyczyniły się do takiego wrażenia puste trybuny naszego stadionu, ale to co obserwowaliśmy na boisku, jeszcze pogłębiło ogólne przygnębienie związane z najświeższymi przypadkami dotykającymi Legię w Europie. Ech, kiedy Kuba Kosecki strzelał bramkę na 1:1 w Bukareszcie, z pewnością nikt z nas nie podejrzewał, że od tamtej chwili w europejskich pucharach będziemy zajmować się głównie zbieraniem cięgów na wszelkich możliwych do wyobrażenia polach.
Dlaczego przegraliśmy z Apollonem? Moja teza jest prosta - mecz wygrała ta drużyna, która bardziej chciała go wygrać. Oczywiście, rozpatrując wymiar nazwijmy to deklaratywny, nie sposób byłoby ustalić, komu bardziej zależało na sukcesie, a i zasadność prób wyjaśnienia powyższej kwestii budziłaby zasadnicze wątpliwości. Szydło wychodzi z worka na boisku.
Apollon zaprezentował się w Warszawie jako drużyna skupiona na ciężkiej boiskowej pracy, w pełni świadoma swoich ograniczeń, jednocześnie zdeterminowana, by wykorzystać wszelkie posiadane atuty. W Legii takiego poziomu koncentracji, takiej wiary w sens tego, co zespół czyni na murawie, niestety nie było. W efekcie mecz z Apollonem trochę przypominał pojedynek Legii w Gaziantepie dwa lata temu. Wtedy to my byliśmy drużyną, która dokładnie wiedziała, po co wyszła na boisko, która zagrała na takim poziomie, na jaki w danym momencie było ją stać, by w nagrodę, trochę niespodziewanie, ale przecież trudno powiedzieć, że niezasłużenie, odnieść sukces. Tym razem sami musieliśmy zaznać goryczy porażki z drużyną niekoniecznie lepszą, ale w danym dniu po prostu bardziej gotową na odniesienie zwycięstwa.
W grze Legii najbardziej raziła miękkość - praktycznie wszystko co robiliśmy jako drużyna, było rozkojarzone, powolne, koronkowe, pozbawione determinacji i zdecydowania, poczynając od szalenie niepewnych interwencji Wojciecha Skaby w naszej bramce, płynnie przechodząc do przekombinowanych rozwiązań Michała Żyry, z których pierwsze doprowadziło do bramki na 0:1, a kolejne do bardzo niebezpiecznej kontry dla Apollonu, wreszcie kończąc na słabiutkich uderzeniach Ivicy Vrdoljaka, Henrika Ojamy, Lado Dwaliszwilego, Michała Kucharczyka czy Dominika Furmana w niezłych sytuacjach strzeleckich.
Legia prowadzona przez Jana Urbana nadal szuka pomysłu na siebie w starciach z europejskimi przeciwnikami. W lidze dominujemy nad rywalami regularnością i solidnością, większość drużyn jesteśmy w stanie zamęczyć albo pressingiem, albo cierpliwą grą piłką, tymczasem w pucharach jakoś nie umiemy odnaleźć się w nagle odmienionych warunkach, zaskakująco łatwo gubimy koncept w starciu z inną filozofią gry, z inną taktyką, z innymi atutami i słabościami niż te, które spotykamy co tydzień na rodzimych boiskach.
Mimo że powyższe obserwacje zaczynają układać się w niezbyt optymistyczny wzór, uważam, że mecz z Apollonem zawalił nie sztab szkoleniowy, lecz piłkarze. Za symptomatyczne dla nastawienia zawodników Legii uważam sytuacje z udziałem Michała Żyry z pierwszej połowy i Henrika Ojamy z drugich czterdziestu pięciu minut. W obu przypadkach nasi skrzydłowi powinni dojść do piłki i wyjść na czystą pozycję strzelecką, w sytuacji Michała 'obciął' się cypryjski defensor, w akcji Henrika, piłka przedarła się przez zamieszanie w polu karnym po dośrodkowaniu bodaj Kuby Wawrzyniaka. Niestety obaj legioniści nie byli gotowi na przejęcie piłki - zawiodła ich koncentracja i szybkość reakcji. Szczególnie dziwnie wyglądała sytuacja Ojamy, piłka co prawda była przez krótką chwilę zasłonięta, ale jednak było dość czasu, by spokojnie obliczyć lot turlającej się przez pole karne futbolówki i prawidłowo złożyć do strzału z lewej nogi, tymczasem Ojamaa, pozostawiony sam kilka metrów przed bramką, zdołał tylko rozpaczliwie machnąć stopą.
Dwa lata temu Wisła wyszła z grupy Ligi Europy, notując dwie porażki w pierwszych meczach i grając w nich futbol doprawdy koszmarny. Startujemy teoretycznie z wyższego poziomu, prezentujemy się bowiem znacznie lepiej niż tamta Wisła, ale nie oszukujmy się, powtórzenie ich wyczynu będzie szalenie trudne. Niezależnie od tego, chyba jednak szkoda byłoby zagrać w fazie grupowej Ligi Europy tylko po to, żeby gładko przegrać wszystkie mecze. Czekam zatem na dwumecz z Trabzonsporem jak na okazję do rehabilitacji, mając nadzieję, że wtedy wreszcie zobaczę Legię szybką, odważną i twardą.


O ile w pełni zgadzam się z tezą sir Gawina że mentalnie zawiedlismy to już z drugą o braku jakiejkolwiek winy sztabu trenerskiego już wybacz sir Gawinie już nie. Gra w LE to pełne zaangażowanie i koncentracja przez cały mecz, szczególnie tego
drugiego zabrakło. Zyro któryś już raz zostawia głowę nawet nie w szatni ale gdzieś dużo dalej inni niby chcą ale tak sami nie do końca wiedzą czego chcą.
A tak na pewnym poziomie się nie da.
Dlaczego uważam że sztab czyli Urban też swoje za uszami ma. Pomijam moim zdaniem nie do końca uczciwe odsunięcie Brzyskiego bo to prawo trenera ale jeśli ten Brzyski wchodzi na kilka minut i notuje dwie dobre wrzutki, mam prawo przypuszczać że w całym meczu tych dosrodkowan. byłoby znacznie więcej czyli trener popełnił błąd . To samo z Kucharczykiem jeśli wchodzi na końcówkę i w parę minut znajduje się tam gdzie powinien mogę dumać. że grając cały mecz sytuacji miałby dużo więcej i jedną wykorzystał.
Oczywiście to tylko piłka i wszystko się zdarzyć może to jednak z uwagi na fakt że obecną grupę uważam za mocniejszą niż dwa lata temu śmiem przypuszczać że niestety już pozamiatane .
Rozumem to wszystko się ogarnia, co wieczór spędzony na oglądaniu pucharów w wykonaniu innych widać tę narastającą przepaść, ale zawsze przekonanie się o tym w warunkach wiwisekcji boli.
Nie mam złudzeń co do rywalizacji z Trabzonem. Dokopią nam ostro i zasłużenie. Nie widzę w Legii Urbana perspektywy na poprawę gry w pucharach. Będą nas musiały uszczęśliwiać lokalne triumfy nad Jagiellonią, Górnikiem czy Śląskiem. To jest właściwe dla obecnej Legii miejsce do grania, nie puchary.
Jestem zdegustowany tym, jak Skaba puścił tego gola i jak głupio interweniował w tej sytuacji z niesłusznym karnym. żeby chociaż ta jedna pozycja na boisku nie pozostawiała do życzenia. Ale u nas wszystko szwankuje.
Obyśmy tylko potrafili w Krakowie odbić sobie wczorajszą porażkę. Liga i mistrzostwo to cel główny. Potem przerwa na reprezentację i czas ( nie 5 czy 8 minut) na przemyślenia przed potyczką z Turkami.
"[...] Tomasz Brzyski na ławce rezerwowych. Zawodnik, który jako jedyny zostaje po treningach i pracuje nad stałymi fragmentami gry [...]".
Przyznam, że lekko mnie to zszokowało. Jeśli tylko jeden piłkarz Legii poważnie traktuje swoje obowiązki, to mamy duży problem. To ja już się nie dziwię, dlaczego piłkarze Legii nie potrafią celnie uderzyć w ten prostokąt. A gdzie, do jasnej cholery, jest kopiący się w czoło Kucharczyk? Gdzie jest Furman? Gdzie Żyro? Koniec treningu, torba na ramię i adieu - galerie czekają. Oj, za dobrze się chyba zrobiło panom piłkarzom.
Po raz kolejny podkreślę to, że nie znam się na piłce, ale na obecną Legię wystarczy prosta taktyka.
Zagęszczanie w okolicach "16" i gra z kontry.
Do realizacji takiej taktyki potrzebowałbym 7 piłkarzy, którzy mają zadania stricte defensywne - nie ruszać się z własnej połowy i 3 (dwóch skrzydłowych i napastnika), żeby od czasu do czasu ubodli Legię.
Zasadnicze pytanie- czy Jan Urban jest wstanie prowadzić drużynę w europejskich pucharach, czy nastawiamy się na kolekcjonowanie tytułów mistrza kraju i zdobywcy pucharu. Jeśli nie jest wstanie to czas szukać nowego trenera.
Musimy czekać na powrót Kuciaka. Skaba to najwyżej zawodnik na Polonie Bytom lub Odrę Wodzisław, gdzie grywał.
Nie potrzebnie rozbił też duet środkowych obrońców. Dossa znacznie odstaje poziomem od Rzeźnika i Jodły. Na prawej stronie nawet Brzyskiego mógł postawić.
Vrodljak- zagra dobrze pół połowy i potem miesiąc czasu gra piach. Łukasik wcale nie byłby gorszy. Pinto- wrócił na stary poziom, w takich meczach powinien dawać jakoś, a tego nie robi.
Ojjama- może jest szybki, może dużo strzela, ale jaki jest tego efekt? dużo szumu. Jego styl to klapki na oczy i jazda dopóki piłki nie straci. Tak surowego technicznie zawodnika w Legii nie ma. Przynajmniej na drugim skrzydle Żyro i Wawrzyn mieli z 2-3 dobre klepki między sobą, a Ojjama nie potrafi odegrać z pierwszej piłki, tylko tą piłkę strasznie holuje. Radović zagral najsłabszy mecz w rundzie.
Pojawia się więc dodatkowy wątek, że JU chce być za bardzo sprawiedliwy wobec piłkarzy, przed powrotem do Legii mówił, że był na jakiś kursach jak rozmawiać z piłkarzami, coś mi się wydaje, że go tam za bardzo zmiękczyli. Może najwyższa pora, żeby "stary" JU wrócił i zrobił porządek?
Nie wywołuj wilka z lasu (zmiana trenera).