- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Wisła - Legia 1-0: Asysta drugiego stopnia
Legia przegrała w Krakowie z Wisłą w prestiżowym ligowym klasyku rozegranym w 11. kolejce Ekstraklasy. Nasz zespół, pozbawiony kilku kluczowych zawodników, toczył z Wisłą wyrównany bój, będąc momentami drużyną od gospodarzy lepszą. Niestety, kolejny raz w tym sezonie zawodnicy Jana Urbana nie ustrzegli się błędu, który doprowadził do utraty brzemiennego w skutkach gola.
Modne ostatnio określenie 'asysta drugiego stopnia' nabiera zupełnie nowego znaczenia na potrzeby analizy bramek traconych w tym sezonie przez Legię. Jest to niestety znaczenie krytyczne, a właściwie - ordynarnie prześmiewcze. Mamy do czynienia ze zjawiskiem doprawdy zdumiewającym, oto mistrz Polski, lider krajowych rozgrywek, drużyna złożona z wielu doświadczonych i solidnych jak na krajowe standardy futbolistów, prokuruje zatrważającą ilość niebezpiecznych sytuacji pod własną bramką na skutek kompromitujących strat piłki podczas wyprowadzenia ataku.
Zastanawiam się, jaką metodę obrał nasz sztab szkoleniowy w zwalczaniu tej przypadłości. Czy jest to postawa obojętna, na zasadzie 'każdemu może się zdarzyć', a zawodnicy pocieszają się rubasznymi żartami w rodzaju 'ej, widziałeś ostatnią asystę Iksińskiego?' (podpatrzone w kulisach meczu Jagiellonia - Legia, Kuba Rzeźniczak opowiadający o bramce Łukasza Madeja z meczu Legia - Górnik)? Czy może piłkarzom są aplikowane specjalne zajęcia taktyczne, które mają nauczyć naszych futbolistów przesuwania się na boisku w taki sposób, żeby zawodnik przyjmujący piłkę pod kryciem, mógł bez ryzyka oddać ją do najbliższego kolegi z zespołu? A może specjalistów od 'asyst drugiego stopnia' wysyła się do psychologa w celu poprawy boiskowej koncentracji, z ewentualnym wzmocnieniem ostatniej metody karami finansowymi za szczególnie jaskrawe przejawy boiskowej bezmyślności?
Boli, że Legia przegrywa drugi kolejny mecz z przeciwnikiem grającym futbol, z całym szacunkiem dla naszych rywali, prosty, schematyczny, pozbawiony finezji i jakości. Wisła, podobnie jak Apollon w czwartek, oddała nam pole, nastawiając się na stałe fragmenty gry, na kontry, wykorzystywanie luk w naszej defensywie. Niestety, zarówno Cypryjczycy w czwartek, jak i wiślacy w niedzielę, nie przeliczyli się w swoich rachubach. Znów przechytrzył nas zespół, który wcale nie był od nas lepszy, znów przegraliśmy mecz, z którego śmiało to my mogliśmy wyjść zwycięsko.
Boli również, że w kolejnym meczu garści argumentów dostarczył swoim krytykom Michał Żyro, znów stając się autorem wzmiankowanej 'asysty drugiego stopnia'. Oczywiście, sposób, w jaki Dossa Junior wsadził naszego skrzydłowego 'na konia' nie był szczególnie przemyślany, wcześniej potencjalnie równie niebezpieczne straty notowali Dominik Furman, Tomasz Jodłowiec, niezmiernie dziwiły także loby kierowane do Wojciecha Skaby z połowy boiska, ich autorem Daniel Łukasik, ale to Michał znów okazał się bezpośrednio zamieszany w utratę bramki przez Legię. Chłopaku, jesteś w tej drużynie po to, żeby pomagać strzelać bramki ludziom z 'eLkami' na piersi, a nie tym z biała gwiazdą czy inną podejrzaną grafiką na koszulce. Nie myl się już więcej.
Skoro wiemy, dlaczego przegraliśmy, zastanówmy się, dlaczego nie wygraliśmy?
Było dość przyjemnym zaskoczeniem, że Legia, w tak przetrzebionym personalnie zestawieniu pierwszej jedenastki, grała piłkę długimi fragmentami meczu lepszą od Wisły. Wiślacy byli najgroźniejsi po stałych fragmentach gry ('setki' Brożka i Boguskiego po zgraniach Arkadiusza Głowackiego), my tymczasem potrafiliśmy w znacznie ciekawszy sposób poprowadzić piłkę od obrony do ataku, lepiej operowaliśmy futbolówką, graliśmy bardziej płynnie niż gospodarze. Do zwycięstwa zabrakło lepszej formy kilku zawodników, większej staranności na etapie wykonawczym. Daniel Łukasik rzucił dwa piękne crossy w pierwszej połowie, jeden z nich wyprowadził Michała Żyrę sam na sam z Miśkiewiczem, ale poza tymi zagraniami, nie przypominał zawodnika, który w zeszłym sezonie potrafił efektywnie regulować tempo gry swojego zespołu. Zwłaszcza zirytował Łukasik w drugiej połowie, kiedy podczas wyprowadzania kontry w przewadze liczebnej, nie rzucił piłki do wychodzącego na czystą pozycję Michała Kucharczyka. Nie widział go? Nie potrafił zagrać lewą nogą? Nie chciał zaryzykować zagrania zewnętrzną stroną prawej stopy? Tak czy owak, finalne rozwiązanie wypadło fatalnie. Bez formy są nasi prawoskrzydłowi - Henrik Ojamaa i Michał Kucharczyk. Obaj zlewają się w jeden kształt, tworząc piłkarza pozbawionego dynamiki, przebojowości, ze zwieszoną głową grającego alibi w prawym korytarzu boiska. Michał Żyro, paradoks, współodpowiedzialny za bramkę dla Wisły, robił na swojej stronie więcej dobrego niż Kucharczyk i Ojamaa na przeciwnym skrzydle. Wreszcie Lado Dwaliszwili, wystawiany na swojej ulubionej pozycji wysuniętego napastnika, wystawiany tam po to, żeby wykorzystywać sytuacje i strzelać gole, żeby pomagać drużynie, zawiódł kolegów, marnując dwie dogodne okazje, najpierw tę, którą sam sobie wywalczył po błędzie Chaveza, a potem koszmarnie kończąc piękną akcję całego zespołu i odbierając Łukaszowi Broziowi w pełni zasłużoną asystę. Paweł Brożek też koncertowo spartaczył swoją pierwszą sytuację, ale w drugiej już się nie pomylił. Tak właśnie napastnik robi różnicę. Nie ma się co oszukiwać, Dwaliszwili to póki co duże rozczarowanie tej jesieni.
Cóż, taki mecz jak z Wisłą w Krakowie zawsze może się zdarzyć. Mecz wyrównany, na styku, w którym o wyniku decyduje jedna akcja, jakiś boiskowy niuans. Martwi jednak, że Legia w tym sezonie przegrywa takich meczów więcej niż w poprzednim, że przegrywa je chyba zbyt łatwo. Tym razem przerwa reprezentacyjna wyjątkowo nam się przyda. Trzeba koniecznie podleczyć kilku zawodników, trzeba spróbować wyciągnąć paru chłopaków z mentalnej i fizycznej koleiny, w którą najwyraźniej wpadli i... znów zacząć wybijać ligowej konkurencji z głowy marzenia o skutecznej rywalizacji z nami.


Mecz, moim zdaniem, był na bardzo dobrym poziomie, nie tylko jak na nasze standardy. Było wszystko – tempo, walka, intensywność gry (brak przestojów), pressing taki, że mowy nie było o spokojnym przyjęciu piłki. Były świetne akcje z obu stron (jeśli nie kończyły się strzałem, to nie dlatego, że ktoś podał jak fujara, tylko obrońcy zrobili swoje), spektakularne zagrania, nieodstawianie nogi, dużo sytuacji, Legia bardziej kombinacyjnie (i zaskakująco fajnie to wyglądało), oni bardziej z kontry, bazując na naszych złych wyprowadzeniach. Oni wygrali, bo zademonstrowali lepszą grę obrony (formacji, nie chodzi mi o grę obronną zespołu). Mają też, co dla nich nietypowe, niezłego bramkarza. I widać, że wielu przypakowało.
Szkoda oczywiście tej sytuacji w 2. połowie, gdy Dwaliszwili strzelił w Głowackiego (to było chyba za łatwe dla niego w tym meczu), ale w wielu trudnych sytuacjach fajnie sobie radził – i pod względem siły / walki, i panowania nad piłką i przytomności. Zupełnie jak nie on. Gdyby ciut poprawił dynamikę.
Był artykuł Gawina Jesień 2013: etap drugi, gdzie za cel w lidze ogłoszono zdobycie od 11 do 15 punktów w 5 meczach. Zmieściła się Legia w tym przedziale. Jeśli zawsze będziemy tak grać, będzie dobrze. Dziś akurat sami sobie utrudniliśmy, a i rywalka było wyjątkowo dobrze dysponowana. Ale generalnie to, co ujrzałem w sensie jakości gry, po przegranej z szóstą drużyną Cypru, podobało mi się. Dlatego nie będę taki surowy dla wielu piłkarzy. Ojamaa i Kucharczyk dali mało, a za ojca bramki po naszej stronie uznaję ostatecznie Juniora, nie Żyrę. Nie da się plecami do bramki rywala bezpiecznie przyjąć takiego podania.
Jest rzecz, której żałuję od strony ludzkiej: już tydzień temu, jasne było dla mnie, że Brożek zagra i że to jest tradycyjne wiślackie kręcenie przed meczem z Legią u siebie – że dany wiślaczek biedny, chory, kontuzjowany, nie wiadomo czy zagra. Np. jesienią 2007 Boguski miał być taką kaleką. Oczywiście zagrał. Chciałbym, aby kiedyś kłamstwo zostało ukarane. W 2009 z Boguskim porządek zrobił Borysiuk. Czekam, aż ktoś z Brożkiem zrobi porządek.
Sytuacja w tabeli mocno się nie zmienia. Taka Lechia, odkąd w 5 kolejce wygrała w Warszawie, potem już nie odniosła żadnego ligowego zwycięstwa. Tak uszczęśliwia i demobilizuje zwycięstwo z Legią (bo co dla takiej Lechii może większego się wydarzyć?). Liczę, że dzisiejsza rywalka zrobi to samo.
Dobrze, że jest ta przerwa, bo się trochę ludzie podleczą. Temat Europa League i w ogóle pucharów uważam, dopóki Urban trenuje, za niewart uwagi i nerwów. To wyprowadzanie piłki to kolejny kamyczek do jego ogródka. Ale dominujące wrażenie: bardzo dobry mecz.
A tutaj, to mnie zdziwiłeś swoją niewiedzą. Przecież w każdym takim przypadku scenariusz jest zawsze taki sam: odzyskujemy piłkę w defensywie, 6 piłkarzy Legii natychmiast rusza pod pole karne przeciwnika a obrońca, bądź defensywny pomocnik zazwyczaj zostaje sam z piłką, której po prostu nie ma komu odegrać. Przeciwnik wówczas agresywnie rusza na takiego delikwenta i nieszczęście gotowe. Dlaczego tak się dzieje? Lenistwo, nonszalancja, zmęczenie - chyba wszystkiego po trochu. Duży wpływ na to ma również wręcz dramatyczna jakość naszej formacji ofensywnej, przez co tracimy mnóstwo sił na bezproduktywne bieganie w tę i z powrotem. Piłkarze zbyt mało pracują nad sobą na treningach, nie może tak być, że taki Kucharczyk prezentuje absolutny brak techniki użytkowej i nie ma najmniejszego zamiaru pracować nad tym po normalnych zajęciach. To samo dotyczy zresztą bardzo wielu piłkarzy Legii. Chociaż z drugiej strony, być może Urban przestraszył się tej liczby kontuzji mięśniowych i na wszelki wypadek woli piłkarzy nie przemęczać.
- "Przecież w każdym takim przypadku scenariusz jest zawsze taki sam"
Może i w każdym przypadku scenariusz jest taki sam. Tylko jakoś nie zauważyłem zbieżności tego scenariusza z tym co napisałeś. Rzekłbym raczej, że każdy z naszych zawodników robi to na swój "ulubiony" sposób. Ivica Vrdoljak co i rusz holuje piłkę, tego nawyku nie potrafi się pozbyć, nie oduczył go nawet fakt, że kilka z takich akcji zakończyło się stratą piłki przed naszym przedpolem. Daniel Łukasik ma swoją metodę, jego "sposób" to kółeczka, podczas których zapomina o Bożym świecie i... napastnikach rywali. (suplement: Daniel dziś zaprezentował nam nowum w "swoim" spektrum, były nim świetne loby tuż na przedpole Skaby, miedzy naszych obrońców a napastników rywali). Dominik Furman uwielbia zejścia do boku, nie wiedzieć czemu w trakcie przyjmowania piłki. Często przyjmując futbolówkę przemieszcza się od, lub do środka boiska, a ta nie wiedzieć czemu "lubi" wylądować pod nogami pomocnika gości. Z kolei Dossa Junior upodobał sobie silne podania, które z lubością kieruje pod nogi rywali, lub jak w tym meczu w naszego zawodnika. Ojamaa traci piłkę w trakcie prób dryblingu, zupełnie nie patrząc w którym miejscu boiska się znajduje. Natomiast Michał Żyro upodobał sobie zagrania w drugie tempo, niestety zdarza mu się nie ocenić, czy aby to zagranie nie trafi pod nogi wracającego rywala. No i na koniec Helio Pinto, ten upatrzył sobie zagrania w poprzek linii środkowej boiska. Jak więc widzisz mamy szeroki wachlarz podobnych zagrań, nie dziwne, że nie zawsze przeciwnik jest w stanie wykorzystać każde zaprezentowane przez nas "podań drugiego stopnia". Niektórym się jednak udało.
Ale zwróć uwagę, że np. taki Vrdoljak ruszając z piłką do przodu zazwyczaj nie ma komu jej odegrać. Wierz mi, bo ja też zwróciłem uwagę na te jego rajdy, reszta zespołu zastyga wówczas w jakimś stuporze. Zresztą, identycznie było z Ljuboją: przyjmował piłkę na prawym skrzydle i nagle w promieniu 20 metrów nasi piłkarze gdzieś magicznie znikali. Legia od jakiegoś czasu prezentuje absolutny brak gry zespołowej i to mnie bardzo martwi. I ten "jakiś czas", to jest już ładnych kilka miesięcy. Wszystko opiera się na indywidualnych umiejętnościach a to, moim zdaniem, droga donikąd. W polskiej lidze to wystarcza, bo legioniści technicznie są o wiele lepsi od reszty ale o Europie możemy zapomnieć, bo tam są i lepsi i bardziej zgrani ze sobą. Dopóki gra Radovic, to jeszcze jakoś to wygląda, dopóki grał Sagan i Kosecki, to jeszcze coś tam wpadało dzięki indywidualnym umiejętnościom tych piłkarzy. No ale teraz, to już się zrobiło bardzo niewesoło. Jeśli Urban nie chce wpędzić zespołu w poważny kryzys, to zdecydowanie musi poprawić jakość gry takich piłkarzy jak Dwaliszwili, Oyamaa czy Kucharczyk.
Fajnie, że zauważyłeś, ze sę u nas gracze, którzy robili większe wielbłądy niż Żyro, ale to on jest winny. Dossa jest chyba bardziej winny akcji po której straciliśmy bramkę, ale cóż, ma Żyro pecha, ze akurat jego zagrania kończyły się utratą bramek. Tak to działa, ale to co robił Łukasik podaniami do tyłu to dramat. Dwukrotnie ładował na taką minę Skabę, że tylko załamać się. I wielu innych graczy. A wiecie co jest najdziwniejsze? Że Żyro w obu tych meczach wcale nie był najgorszy na boisku, ba, raczej w czołówce najlepszych, bo tworzył zagrożenia pod bramką rywali, walczył, był widoczny, ale i tak wszystko weźmie w łeb, bo jest współodpowiedzialny za utracone bramki. Szkoda...
A co do ogółu to generalnie piłka nożna jest grą błędów, więc nie do końca podzielam pogląd, ze tylko tak nam zagrażała Wisła. Po 1 zawsze będą się zdarzały błędy, po 2 wiele naszych sytuacji również wynikało wyłącznie z błędów Wiślaków. Różnica tylko taka, że u nas są to błędy stricte indywidualne i przez to bardzo widoczne. Nie uważam, abyśmy byli zdecydowanie lepsi, to, że prezentujemy wyższą kulturę gry i "sprawiamy wrażenie" to za mało w sytuacji w której tak często kończy się to porażkami, więc podzielam zdanie, że mecz raczej wyrównany. W tej chwili mamy już tyle samo porażek co w całym poprzednim sezonie. Dobrze mówię? To nie jest najlepsza wiadomość niezależnie od faktu, ze wciąż zajmujemy 1 miejsce w tabeli.
Kolejna kwestia to absencja kilku kluczowych graczy. Konkretnie ilu? Bo ja widzę dwóch: Kosecki i Radovic. Kuciak również jest kluczowy, ale chyba nie w tym meczu, bo czy pomógłby zespołowi skoro stracona bramka raczej z tych nie do obrony, a inne błędy Skaby nie kończyły się golami? Może by wyjął, ale nawet jeśli to wciąż 0:0. I to jest właśnie IMO najsmutniejszy wniosek: brakowało 7 czy 9 graczy, ale tylko 2 z nich jest kluczowych, bo reszta to walka o skład. Może by grali, może nie, sam trener nie wie czy są lepsi od graczy, którzy wybiegli (i to widać, bo np. Rado nieprzypadkowo był tak jakby wyjęty spoza rotacji - po prostu wybijał się na tle innych). Oczywiście mogliby wyjść na zmiany i generalnie pole manewru byłoby dużo szersze, ale trudno doszukiwać się tutaj porażki.
Straciłem cierpliwość do Lado. Sorry, ale nie interesuje mnie czy jest zmęczony, czy miał gorączkę, czy nie pasuje mu to albo tamto. I co z tego, że zacznie za chwilę grać? Co to za piłkarz na którego nie wiesz czy możesz liczyć, bo może Ci zniknąć na kilka miesięcy grając totalny piach. Za chwilę strzeli ogórkom 2 czy 3 bramki, podreperuje licznik, może nawet wskoczy na czoło strzelców i będzie gadanie, że wrócił Lado. A potem w najważniejszych momentach znowu zniknie na długie miesiące. Nie, ja się chyba nie dam na to nabrać i teraz bardziej się przychylam do opinii, że to pierwsze miesiące w naszym klubie były wyjątkiem, a dalsze losy regułą niż odwrotnie.
Nie wiem o co chodzi z Pinto, już się w tym gubię. Nie ma Rado, IV, mecz fajny, pełne trybuny, dobry przeciwnik, ale oddający nam inicjatywę, a Pinto ląduje na ławie. Wydawało się, ze łapie rytm (chociaż to był tylko jeden mecz), ale znowu został sprowadzony na ziemię. Powoli wyczerpuje się formuła usprawiedliwiania: fizycznie już wygląda dobrze, a problemy rodzinne za nim. Została jeszcze aklimatyzacja, ale i to należałoby już zarzucić. Po prostu niech zacznie grać, niech zespół zacznie go wykorzystywać jak należy, niech trener ma na niego pomysł i konsekwentnie na niego stawia okazując zaufanie. O ile ma do tego przekonanie, a jak nie to darujmy sobie i przestańmy mydlić oczy.
Oczywiście dramatu nie ma i ta porażka boli bardziej dlatego, że a) z Wisła i b) tuż po Apollonie, ale warto wyciągać wnioski, a nie tylko mówić, że było się lepszym i przegrało pechowo. Jestem bardzo ciekaw jak będziemy wyglądali gdy wrócą kontuzjowani.
- "Ale zwróć uwagę, że np. taki Vrdoljak ruszając z piłką do przodu zazwyczaj nie ma komu jej odegrać."
Wybacz, nie zgodzę się. Vrdoljak holuje piłkę gdzie chce i kiedy chce. Niezależnie od tego czy może piłkę do kogoś zagrać, czy powinien ją wybić poza linię boiska. Niestety Ivica ma problem z zagraniem w tempo, a coś takiego jak zagranie na wolne pole jest ponad jego siły. Co nie znaczy, że nie masz racji wskazując na nasz problemy z pokazywaniem się do gry. Z tym faktycznie mamy kłopot. Niemniej jednak to nie jest tak, że te straty to wina słabych umiejętności technicznych naszych graczy. Raczej stylu jaki obraliśmy i kłopotów z dostosowaniem się do niego. Widocznie Jan Urban wymaga od swoich zawodników takiej właśnie gry. Jednak Ci od czasu do czasu mają problem z odpowiednim wykonaniem. Coś jak to o czym mówił Tomasz Brzyski, lub to z czym problemy ma obecnie Lukasz Broź.
Ich całe życie uczono prostej nieskomplikowanej piłki, a tu nagle futbolówkę mają wręcz obowiązek szanować. W każdej sytuacji mają starać się wyprowadzić atak, zagrać do partnera, pozbywanie się szmacianki to grzech śmiertelny.
Martwi mnie natomiast jedno, mianowicie powtarzalność popełnianych błędów. Rozumiem, że nauka mniej bezpiecznej gry może nieść a sobą ryzyko występowania błędów, ale jakieś wnioski przydałoby się wyciągać i przynajmniej nie dublować podobnych sytuacji. A u nas... staje się to specjalnością zakładu. Nie wierzę, że nie pracujemy nad tym. Na razie wygląda to tak, jakbyśmy jednak nie pracowali, zamiast tego raz na jakiś czas staramy się uszczęśliwić rywali.
Jedyne, co mnie ostatnio denerwuje (to najdelikatniejsze słowo)to brak napastnika. Gdybyśmy mieli chociaż pół snajpera, to zarówno czwartkowy jak i dzisiejszy mecz byłby wygrany.
http://www.weszlo.com/news/16815-Zyro_do_Zyrardowa_albo_do_Zyrondystow_-_byle_nie_do_Warszawy
Nie ma wprawdzie co dramatyzować, bo nie wyglądaliśmy tak najgorzej ale mimo wszystko takie mecze irytują. Nie zgodzę się z @corazstarszym, że był to bardzo dobry mecz. Mnie jego poziom niezmiernie irytował. Nawet sobie pomyślałem, że świetnie oddaje on dlaczego mamy takie wyniki w Europie (jako kraj) jakie mamy, skoro ligowy klasyk to taka kopanina. Akcje podbramkowe z kilkoma wyjątkami to zwykle przypadek, jakieś przekopanie się przez nogi zawodnika ewentualnie szybkie podanie po tym jak zawodnikowi odskoczyła piłka. Denerwuje to, że w tak chaotycznym meczu nie potrafimy zepchnąć rywali do totalnej obrony, chociaż przez kilkanaście minut w każdej połowie. No i te stałe fragmenty gry. Liczyłem na nie najbardziej, bo czułem że w ofensywie koronkowych akcji będziemy mieć jak na lekarstwo. Niby mieliśmy dwa groźne strzały (Brzyskiego i Dwaliszwilego) ale jak na tyle rogów i wolnych w okolicy pola karnego, nie jest chyba życzeniem na wyrost strzelenie chociaż jednego gola. No ale my musimy mieć naprawdę dużo takich okazji aby coś strzelić, choć w ostatnich meczach wydawało się, że coś drgnęło.
Martwi na pewno dyspozycja naszych skrzydłowych. Wyszydzany Żyro i tak był dzisiaj najlepszy, bo Ojamaa zagrał dramatycznie źle, a jego zmiennik nie wiele lepiej. Nawet jak wróci do składu Kosecki, to na prawej stronie cały czas mamy problem. Szkoda, że Ojamaa jest taki chimeryczny, bo w meczach z Cracovią czy Koroną pokazał, że potrafi siać prawdziwy popłoch w szeregach rywali. Co z tego jednak jak później przychodzą takie mecze jak ten dzisiaj czy gdzie facet nadaje się do zmiany już w trakcie pierwszej połowy. Nie rozumiem tego.
Teraz dwa tygodnie przerwy i trzeba postawić na nogi Radovicia. On jest tutaj kluczem do powrotu na właściwe tory. Dwaliszwili, tak jak @JJ chyba wyleczył mnie z wiary w niego. On jest dla mnie największą zagadką ale i zawodem. Jak grał w Polonii to już po jednej jego rundzie chciałem go w Legii. Jak ktoś się mnie pytał jaki napastnik z ligi do Legii, bez wahania wskazywałem właśnie jego. Nie wiem co z nim jest nie tak. Dzisiaj wprawdzie nie miał łatwo, bo musiał się przepychać z silnym Chavezem i majacym pianę na ustach Głowackim ale i tak miał dwie takie patelnie, że klasowy napastnik rozerwał by siatkę. Strzałów Gruzina nie będę jednak komentował...
Oj uważaj stąpasz po grząskim gruncie wszelka krytyka naszego Pana piłkarza jest nie mile widziana.
A co do meczu to napiszę tylko jedno jak by Urban mnie czytał i zostawił Żyro w domu to by całego tego zamieszania nie było, a tak zgodnie z tym co pisałem po meczu z Apollonem Żyro załatwił Legi kolejne ZERO w punktach w kolejnym ważnym meczu
Żyro Dziękujemy
Tak tak wiem że winny jest Dosa i Skaba oraz przede wszystkim Brożek ale ja taki wrednie uprzedzony jestem do naszej gwiazdy.
Wydaje mi się, że dyskutujesz nie z nami ale ze swoimi wyobrażeniami na temat naszej opinii o Żyro. Michał popełnił błąd, bez dwóch zdań. Dał się wyprzedzić przeciwnikowi gdy piłka zmierzała do niego. Zrobił to, co trenerzy w szkółkach piłkarskich starają się wypalić ogniem i żelazem: zamiast ruszyć do piłki, to na nią czekał. Tylko po co to drążyć? Problem leży naprawdę zupełnie gdzie indziej a "asysty drugiego stopnia" w wykonaniu Żyro są na szarym końcu na całej liście tych problemów.
Cieszę się, że ktoś ma jeszcze siłę
@ Moros
- "Akcje podbramkowe z kilkoma wyjątkami to zwykle przypadek, jakieś przekopanie się przez nogi zawodnika ewentualnie szybkie podanie po tym jak zawodnikowi odskoczyła piłka"
Jest w tym sporo racji, ale zwróć uwagę na dość charakterystyczną rzecz w naszej ligowej piłce. W naszej Ekstraklasie największa wagę przykłada się do przeszkadzania przeciwnikowi, dopiero potem myśli się o konstruowaniu swoich akcji. Miejsce na boisku robi się wtedy, gdy któryś z rywali opadnie z sił i przestaje nadążać. To właśnie dlatego rpzy takiej grze zawodnicy typu Radović, Kosecki i mam nadzieję w niedługim czasie Pinto są tak wartościowi. Po prostu potrafią znaleźć miejcie nawet w takim tłoku. Czy to podaniem, czy dryblingiem lub sprintem. Bez nich pozostaje nam siermiężna walka o środek pola (bo przerzutami już nie gramy).
- " Denerwuje to, że w tak chaotycznym meczu nie potrafimy zepchnąć rywali do totalnej obrony, chociaż przez kilkanaście minut w każdej połowie."
W sumie mógłbym napisać "patrz wyżej", ale to nie byłoby uczciwe. A to dlatego, że nie jeden i nie drugi raz potrafimy zdominować rywala. Czasem nawet w stopniu jaki Ci się marzy. Niemniej jednak na dłuższą metę jest to niemożliwe. Nie gramy co tydzień z ogórkami, a jeśli nawet to w obecnej chili nawet ogórki potrafią biegać krok w krok za swoim rywale. Wtedy już patrz wyżej.
- "Dwaliszwili, tak jak @JJ chyba wyleczył mnie z wiary w niego. On jest dla mnie największą zagadką ale i zawodem."
Czasem spadki formy zawodników są dziwne, czasem wręcz niewiarygodne. Przykłady można by mnożyć bez końca. Wczoraj byliśmy świadkami takiego jednego. Patryk Małecki, co stało się z tym zawodnikiem (znaczy co się stało to ja wiem, ale ile to już trwa?) Który to już trener nie potrafi podnieść go do poziomu nam znanego?
Ja raczej walczę z waszym podejściem pod tytułem "nie wskazujmy winnych bo wini są wszyscy". Moim zdaniem niestety to tak nie wygląda owszem cała drużyna z Apollonem zagrała słabo ale to Żyro zawalił i to przez niego mamy zero punktów. I próba rozmycia odpowiedzialności to coś co doprowadza nas zawsze do wniosku że skoro nie ma winnego to znaczy że jest fajnie i bawmy się dalej.
A tak nie jest z drużyny należy eliminować najsłabsze ogniwa aż kiedyś dojdziemy do momentu kiedy Legia będzie w stanie wygrać z gigantami pokroju Apollonu bez zbędnych problemów nie zależnie od formy i frekwencji.
A co do Małeckoego to on od czasu słynnej akcji z odsyłaniem kibiców na drugą stronę błoń dołuje i uważam że się z tego już nie wygrzebie. Jest to IMO kolejny przykład zawodnika który potencjał rozmienił na drobne i miast pójść w górę zanurkował na samo dno. Sztandarowym przykładem który zawsze staje mi przed oczami jest Burhard. I IMO Małecki gdyby nie Wisła ciągnąca go za uszy był by dziś pewnie sportowo w okolicach Marcina.
Patryk Małecki skończył się dokładnie w momencie gdy zaczął się "silny". Gdy z piłkarza przeistoczył się w maskotkę Pudzianowskiego. Jak bardzo potrafi zniszczyć to zawodnika? Proponuje poczytać wywiady z Rzeźniczakiem o jego problemach po siłowni (a do
Małeckiegoprzepraszam "Silnego" brakowało mu bardzo wiele). Natomiast nie mieszałbym do sprawy Marcina Burharda, to zupełnie inny przypadek (choć z sufitem i tu i tu są/były nie małe problemy). Ten osiągnął szczyt, przynajmniej ten niewysoki, swój własny. Tyle od życia chciał, tyle wziął.- "Ja raczej walczę z waszym podejściem pod tytułem "nie wskazujmy winnych bo wini są wszyscy". Moim zdaniem niestety to tak nie wygląda owszem cała drużyna z Apollonem zagrała słabo ale to Żyro zawalił i to przez niego mamy zero punktów"
Nie wiem w którym momencie fascynacji futbolem ominąłeś jeden z ważniejszych szczegółów. Piłka nożna to sport drużynowy, poza tworami typu Real Madryt czy FC Barcelona, które od jakiegoś czas starają się tej prawdzie zaprzeczyć (nadal niedanie moim zdaniem) tyczy się to wszystkich zespołów. Nie zmienia tego faktu to, że ten czy tamten piłkarz popełnił jeden czy nawet dwa błędy. Takie sytuacje tylko się uwypuklają przy słabej grze całego zespołu. Nieco inaczej jest przy strzelaniu goli, choć i tu działa ta sama zasada. Gdyby Ojamaa z Apollonem strzelił dwie bramki, nie rozmawialibyśmy pewnie o stracie Żyry (gdyby trzymał się pozycji na boisku i asekurował tam gdzie powinien tez nie). Gdyby ten sam Ojamaa strzelił te dwie bramki ale obrona puściła każdy z możliwych ataków i stracilibyśmy trzy, nie dyskutowalibyśmy o Ojamie. Bardzo łatwo jest wskazać "bohatera" lub "pierdołę" meczu, tylko, że tak naprawdę rzadko odzwierciedla to rzeczywiste powody porażki bądź sukcesu.
Aby nie było za łatwo, zaprzeczę nieco swoim słowom. W tymże samym futbolu niezmiernie ceni się piłkarzy potrafiących odwrócić losy meczu. Jednakże nie chodzi o sytuacje ekstremalne, ale takie kiedy drużyna nie ma metody na zwycięstwo, a jedyna alternatywą jest remis i wtedy na scenę wchodzi piłkarz typu CR7, Messi, Van Persie. Jedne strzał z kosmosu, jeden rzut wolny i nierealne zwycięstwo staje się faktem. Jednakże... to wciąż nie jest tak, że te mecze wygrywają sami. Bez dobrej gry kolegów, takim na remis w tym wypadku nie byłoby szans na zwycięskiego gola.
Ze stratami jest jeszcze inaczej. Sytuacji w których do takowych dochodzi w trakcie meczu jest mnóstwo. Pamięta się jednak ta jedyną, kluczową. Po której ponieśliśmy straty, wiesza się psy na bramkarzu, ma pretensje do pomocnika lub obrońcy. Z tym, że... tylko po przegranych meczach. Po spotkaniach w których koledzy powieźli rywala takie kwestie są marginalne. Gdzieś tam jakaś wzmianka się znajdzie ale żeby na tym się skupiać? Po co, jak wiktoria stała się faktem.
Wracając do naszych strat, w tym sezonie to gdybyśmy chcieli "wieszać" wszystkich zamieszanych w utratę bramek po takich stratach, musielibyśmy ściąć już: Vrdoljka, Łukasika, Furmana, Ojamę, Brozia i zakończyć na Żyro. Niemało.
Niektórzy mieli jednak to szczęście, że pomimo owych strat mecz wygraliśmy, niektórzy mieli jeszcze większe i przeciwnik nie strzelił gola (tu brylowali zawodnicy Molde) Ale czy to oznacza, że mają "czyste sumienie" absolutnie nie, ale jeśli zespół wygrał to w myśl zasady "zwycięzców się nie sądzi" nikt nie rozpamiętuje ich wpadek. Taki sport.
Tak jak ktoś napisał dobry piłkarz to 10% talentu i 90% ciężkiej pracy u nas niestety większość jedzie tylko na tych 10% a efekty tego oglądamy co tydzień.
I masz rację i jej nie masz
Z jednej strony oczywiście inaczej ocenia się stratę bramki w wygranym meczu a inaczej w przegranym i oczywiście że sam Ronaldo/Messi meczu nie wygra ale z drugiej strony oglądając kilkadziesiąt występów danego zawodnika można ocenić na ile jest pomocny. I wtedy mimo że coś zawali łatwiej mu wybaczyć.
Kto dziś pamięta że Ronaldo nie strzelił z metra do pustej ?? prawie nikt bo po przed i po tym wydarzeniu strzelił dziesiątki bramek. A znowu jak ktoś tak jak nasz "bohater" Żyro rozgrywa jeden dobry mecz na 12 złych to wybacz ale ciężko szukać dla niego usprawiedliwień.
I dlatego Strata Vredniaka w meczu ze Stieułą mimo że kompromitująca i pozbawiająca nas milionów pójdzie\poszła w niepamięć, a wyczyny Żyro komentowane będą szeroko i długo bo to nie epizod to codzienność i dziwi mnie dlaczego Janek uparł się stawiać na tego "piłkarza"
Z tym dominowaniem przeciwnika to masz racje. Chyba za wiele wymagam, choć i tak nie jest źle. Trochę się rozochociłem tymi meczami z Górnikiem i Sląskiem u siebie, gdzie w drugiej połowie prawie że niszczyliśmy przeciwnika. Wczoraj się niestety nie udało choć bardzo chciałem abyśmy utarli nosa tym 32 000 ludzi na stadionie, stąd dlatego pewnie ten zawód.
- "A jeszcze co do filmiku mylić się może każdy tyle że u Żyro to raczej weszło w nawyk a to dla mnie już powód do wysłania do konkurencji."
Właśnie dlatego ktoś wymyślił te nieszczęsne statystyki. Nieszczęsne, bo nie pokazują jak rzeczywiście gra dany piłkarz. Z drugiej jednak strony w czasach gdy liczy się przede wszystkim wynik końcowy a nie wrażenia artystyczne pokazują jaką wartość dla zespołu potrafi wnieść dany piłkarz. Problem zaczyna się gdy zawodników ofensywnych i defensywnych stara się określać tymi samymi statystykami. Potem nagle wynika, że taki Xabi Alonso jest słabszy od Sebka Mili. Statystyki Michała Żyro są do sprawdzenia, tylko uwaga, używać ostrożnie, mogą szokować.
- "...dziwi mnie dlaczego Janek uparł się stawiać na tego "piłkarza""
Może problemów z Żyro nie należy szukać w piłkarzu, lub jego grze a zupełnie gdzie indziej? Bo to faktycznie dziwne, że trener widzący gracza na każdym treningu wciąż go wystawia. Jakoś nie wydaje mi się aby był sabotażystą, nie mam też przekonania, że my tu siedząc na domowych stołkach wiemy od niego lepiej, ale co ja tam wiem.
* * * * * * * * * * * * * * *
Kończąc w kwestii gry Michała Żyro (słabej ostatnio) ja nie ma problemów z Twoja opinią. Masz pełne prawo do własnej oceny tego (jak zresztą każdego innego) piłkarza. Jedyne wątpliwości i kłopot polegają na tym, że narzucasz a przynajmniej starasz się narzucić tą swoją wizję wszystkim innym. O kulturze owych opinii już się nie wypowiadam, bo każdy ma swoją. Dopóki traktuje ona bytu niebiorącego udziału w życiu forum moja tolerancja jest dość wysoka.
- "Z tym dominowaniem przeciwnika to masz racje. Chyba za wiele wymagam, choć i tak nie jest źle. Trochę się rozochociłem tymi meczami z Górnikiem i Sląskiem u siebie, gdzie w drugiej połowie prawie że niszczyliśmy przeciwnika."
Wiesz co, mecze ze wspomnianym Górnikiem czy Śląskiem bardzo mi się podobały. Widziałem w nich Legią jaką chciałbym oglądać. Jasne, jakieś tam mankamenty były, ale generalnie to było TO. Niestety wydaje mi się, ale żeby było jasne to mi się wydaja, że w dwóch ostatnich meczach opadliśmy nieco z sił. Maraton meczowy dał nam się we znaki. Moim zdaniem byliśmy nieco wolniejsi, staraliśmy się też nie szafować siłami. Tyle, że i tak mogliśmy oba mecze wygrać. A pojedynek w Krakowie zadziwił mnie bardzo, spodziewałem się większego zjazdu niż z Apollonem, a tu... Naprawdę nie daliśmy Wiśle wiele pola do popisów. Dlatego tak szkoda tych okazji strzeleckich i błędu w końcówce.
Kurcze, jasne jest, że przegraliśmy dwa mecze, ale to nie jest tak, że byliśmy wyraźnie gorsi. O ile w ogóle byliśmy gorsi.
Nie masz racji
--
"Drużyna Urbana znalazła się w największym w tym sezonie kryzysie."
Rzeczpospolita
--
"Wisła jest w lidze niepokonana, Legia ma już 3 porażki, czyli tyle, ile w całym poprzednim sezonie."
Przegląd
--
"Legia utonęła w Wiśle"
Polska the Times
--
Ten post to także nawiązanie do Twojego artykułu po porażce z Apollonem.
- "Ten post to także nawiązanie do Twojego artykułu po porażce z Apollonem"
No właśnie, te tytuły aż proszą się o nawiązanie do tekstu po Apollonie. Rzeczpospolita - "Drużyna Urbana znalazła się w największym w tym sezonie kryzysie." aż chce się zapytać, autor był na meczu/oglądał to spotkanie? Czy zobaczył, że dwie porażki z rzędu to musi być kryzys i to faktycznie taki jakiego jeszcze nie było. Przegląd zostawię, bo to stwierdzenie faktu i tyle. Nie ma z czym polemizować. Ale jakiejkolwiek analizy przyczyn tych porażek nie ma żadnych. Polska the Times, no Ci już przeszli samych siebie. Koleś wymyślający zajawki mało nie bierze. Krzykliwy, świetnie się sprzedający tytuł. Ale czy aby na pewno mający coś wspólnego z meczem, ze sportem w ogóle? Do czegoś da się tu odnieść? Chyba nie bardzo. Szczególnie, że gdzieś w tekście znajduje się zdanie tyczące się Smudy: "Wyciągnął Wisłę z kryzysu i ograł Legię". Sorry, tak patrzyłem na to spotkanie, na to co sobą prezentowały oba zespoły, jak zawiązywały swoje akcje i... wybacz, ale ja już chyba wolę ten nasz trwający kryzys, od tego ich właśnie zakończonego. Suma summarum, po raz kolejny okazuje się, że oceny meczu, determinowane są końcowym rezultatem, a poszczególnych zawodników skutecznością (lub jej brakiem) ich kolegów. Wynikiem, który (JJ mnie zaraz ubije, ale będę się upierał) mógł być zupełnie inny. O czym tu się dyskutować? O tym, że przegraliśmy z bardzo słabiutką Wisłą? bo w tym meczu "Biała Gwiazda" była bardzo słaba. Czy może o tym, że mamy koszmarne problemy z umieszczeniem piłki w siatce rywali nawet w najprostszych wydawałoby się sytuacjach? Moim zdaniem możemy, ale nie budujmy szafotów. Bo raz, że nie warto, a dwa to nie pora. A co do meczu, to sorry, ale ja po raz kolejny nie widziałem ani jednej rzetelnej analizy tego spotkania. Przebiegu gry, siły zespołów, tylko wynik i wyciągnięte na jego podstawie wnioski.
ps: Moja wypowiedź nie tyczy się powyższej relacji/analizy spotkania popełnionej przez gawina. Tejże akuratnie nic nie brakuje, jest jednak pisana od strony Legii i tylko nami się zajmująca. To analiza gry zespołu Jana Urbana a nie całości.
Kolejny światły tytuł w Gazecie Wyborczej: Grzegorz Mielcarski: "Legia nie wygrywa ważnych meczów" i równie ciekawa wypowiedź eksperta. Trzeba przyznać, nagłówek taki jak trzeba, jest znane nazwisko, jest śmiała teza,
sprzeda się na pewno. Ale już zaczytując się w tekście znajdujemy taką oto wypowiedź pana Grzegorza:
"Najsmutniejsze, że przegrywa (w sensie Legia przyp.red.) niemal wszystkie najważniejsze potyczki. W pucharach, poza Walijczykami z The New Saints, z sześciu następnych meczów aż dwa przegrała i cztery zremisowała. W lidze wygrała z poprzednim mistrzem Polski, ale kiedy przyszło zmierzyć się z najbardziej - jak dotąd, bo mecz z Lechem przed Legią - prestiżowym przeciwnikiem, też straciła punkty. "
Dostrzegam naszą niemożność przechylania ważnych meczów na naszą korzyść. Niemniej jednak czytając tą wypowiedź okazuje się, że z tych najważniejszych meczów to przegrała ze Steauą i wczoraj w Krakowie? A przecież bardzo dobry niegdyś napastnik zapomniał o równie prestiżowym meczu z Górnikiem (który był wtedy bliżej niż Wisła), o ciężkim meczu w Białymstoku. To jak z tymi ważnymi meczami się zapytam? Ok, komentator mógł zapomnieć, miał myśl i ją wyraził, szczególnie, że jestem w stanie zrozumieć o co Mielcarskiemu chodziło. Ale dlaczego dziennikarz, już po wszystkim, tworząc artykuł sięgnął akurat po tą a nie inną frazę? nijak nie rozumiem.
Równie ciekawe jest to, że zapytany o to czego się spodziewał po niedzielnym meczu Mielcarski odpowiedział;
"spodziewałem się, że Legia zagra słabiej. Przecież przyjechała do Krakowa bardzo osłabiona, na miękkich nogach po porażce z Apollonem. Po czwartkowym 0:1 w Lidze Europejskiej z Cypryjczykami zespół Urbana rozjechał walec krytyki i nie wiedziałem, jak drużyna zareaguje. Pozytywnie mnie zaskoczyła, ale jak się gra bez napastnika, to się nie wygrywa."
No ale widać to zdanie panu "dziennikarzu" już do wątku przewodniego artykułu nie pasowało. A przecież mogło być "Legia przegrywa, ale też pozytywnie zaskoczyła", mogło? Myślę, że mogło. Ale kto by w to w ogóle kliknął.
ps: aha, UWAGA, dla kibiców o słabszych nerwach, Mielcarski też maniakalnie wybiela Żyrę. To już spisek;
- "- Ale ja winiłbym też Dossę Juniora, który niepotrzebnie podawał do skrzydłowego, kiedy ten miał przeciwnika zaraz za plecami."
Generalnie sama wypowiedź Grzegorza Mielcarskiego jak zwykle stonowana, z kilkoma ciekawymi wątkami.
"Wynikiem, który mógł być zupełnie inny"
Nie mógł być. Co najwyżej mecz mógł się skończyć bezbramkowo. Jeśli Dwaliszwili dostaje idealne podanie od Jodły, ma mnóstwo miejsca i czasu na 11 metrze i wali na oślep w środek bramki, to istniało wręcz mikroskopijne prawdopodobieństwo, że wywieziemy 3 pkt z Krakowa. Ja się w pełni zgadzam z "Rzepą", mamy kryzys w Legii i to duży. Ja przyczyny tego kryzysu widzę w bardzo słabej formie fizycznej piłkarzy, która ma ogromny wpływ na jakość oraz tempo gry zespołu. Pytanie kluczowe, skąd się to bierze? Jedyna zmiana jaka nastąpiła w porównaniu z poprzednim sezonem, to zmiana sposobu żywienia. Ja nie mam kompletnie zaufania do tego nowego dietetyka, jego tezy o powiązaniu diety z grupą krwi uważam za czystej wody szarlatanerię, która nie ma absolutnie żadnego poparcia w badaniach naukowych. Jeśli mnie, z grupą krwi A zabrania się jeść mięsa w zamian proponując śliwki, wiśnie i ananasy, za którymi w ogóle nie przepadam, to to jest dla mnie jakiś kompletny absurd.
Suma summarum, po raz kolejny okazuje się, że oceny meczu, determinowane są końcowym rezultatem, a poszczególnych zawodników skutecznością (lub jej brakiem) ich kolegów. Wynikiem, który (JJ mnie zaraz ubije, ale będę się upierał) mógł być zupełnie inny.
Nie przesadzaj, nie ubiję Cię, każdy ocenia jak chce i od której strony chce
BTW popatrz sobie na 1 sezon Skorży, wtedy też Legia w wielu meczach miała przewagę, grała nawet ładnie do utraty bramki i wynik praktycznie każdego przegranego meczu mógł być zupełnie inny, nawet to 0:4 w Krakowie inaczej mogło się zacząć i kto wie jakby się wtedy skończyło.
PS
Panowie to jest Burkhardt, a nie żaden Burhard. Grał u nas, zdobył nawet mistrza całkiem sporo się do tego przyczyniając, więc nie wypada przekręcać, bo o znajomość nie podejrzewam
- "Nie mógł być. Co najwyżej mecz mógł się skończyć bezbramkowo."
To mógł, czy nie mógł być inny ten wynik, bo już się pogubiłem ?
@ JJ
- "Po prostu wyłączyłem się już z tłumaczenia każdej porażki lub zbyt mało korzystnego wyniku grą i liczeniem sytuacji."
Dlatego też staram się nie usprawiedliwiać tym porażek. Czasem zwracam tylko uwagę na taką ewentualność. Ale to tez tylko wtedy gdy spotykam się ze skrajna opinią. Nie ulega wątpliwości, że porażka to porażka i wszystkie jej elementy miały miejsce, doprowadzając do jej poniesienia. Niemniej jednak porażka nie zawsze oznacza, że byliśmy "tragiczni" a "rywal nie dał nam szans" i "pokazał miejsce w szyku". Często jest tak, że sami pracujemy na własne porażki.
ps: Burkhardt za przekręcanie przepraszam, za grę dziękuję. Na szczęście jest już daleko stąd.
Mecz wyrównany, na styku, w którym o wyniku decyduje jedna akcja, jakiś boiskowy niuans
ale było późno, coś źle nacisnąłem i poszło do kosza. Może i dobrze
P.S. Tytuły prasowe to nic. Pamiętam pomeczowy wywiad z Rzeźniczakiem, stwierdzenie reportera że może i Legia przez 70-75 minut przeważała ale w końcu Wisła wygrała zasłużenie
Zaczynasz łapać za słówka? Nieładnie. Przy bezbramkowym remisie opinie byłyby takie same, nie uważasz? Twierdzisz wielokrotnie, że gdybyśmy wygrali, to pisalibyśmy zupełnie inaczej. Jak rozumiem, remis nie łapie się pod twoją tezę a ta dotyczy tylko zwycięstw, tak? Skoro tak, to jeszcze raz powtarzam, nie mieliśmy szans wygrać tego meczu przy takiej formie większości piłkarzy, więc twoja teza nie ma tutaj racji bytu i nie ma sensu jej przywoływać.
1. Legia Warszawa 24 pkt., 8 zw., 0 rem., 3 por.;
. . .
3. Wisła Kraków 21 pkt., 5 zw., 6 rem., 0 por.
Gdyby sprawy potoczyły się takim samym torem w dalszej części sezonu zasadniczego, po 30 kolejkach Legia miałaby 24 zwycięstwa i 6 porażek, czyli - bagatela - 72 punkty (36 po podziale), zaś Wisła 12 zwycięstw i 18 remisów, co daje 54 punkty (27 po podziale). Myślę, że w takim wypadku śmiało moglibyście zasugerować Białej Gwieździe, by te zero porażek umieściła sobie w dowolnie wybranym otworze własnego ciała. Z kolei kibice niepokonanego przecież zespołu z R22 niewątpliwie patrzyliby na Wasz "kryzys" z pewną taką nutką zazdrości.
Od momentu wprowadzenia trzech punktów za zwycięstwo (a to już przecież ze dwadzieścia lat będzie) wiadomo, że lepiej raz za czas przegrać, niż notorycznie remisować. W bieżącym sezonie naszej ligi, przy tym całym (idiotycznym skądinąd, ale to temat na inną dyskusję) dzieleniu punktów, wiadomo to jeszcze bardziej.
- "Zaczynasz łapać za słówka? Nieładnie"
Wybacz, łapanie tu nie ma nic do rzeczy. Chodzi o konsekwencję w wypowiedzi. No wybacz, cokolwiek
chcesz mi wmówićchcesz mi przedstawić, nie zgodzę się z tezą, że wynik niedzielnego meczu nie mógł być inny. Sorry.- "Przy bezbramkowym remisie opinie byłyby takie same, nie uważasz?"
Nie, wcale tak nie uważam. Jak nie możesz wygrać to zremisuj. To znana dewiza, nie lubię jej, ale czasem trzeba ją zastosować. Myślę, że w to w jej imię Jan Urban nie dokonywał zmian. Nie było najlepiej, ale też nie chciał popsuć. Stwarzaliśmy sytuacje a rywal nie, aż przyszła ta fatalna w skutkach strata i plany wzięły w łeb. Niemniej jednak, w tej sytuacji kadrowej, po takim maratonie i wyniku z Apollonem remis w Krakowie nie byłby zły. Nie wiem jaką Ty widzisz Legię, ale ja nie uważam, że stać nas na zwycięstwo w każdych warunkach i z każdym rywalem. Trochę nam do tego brakuje, kontuzje, ilość gier, problem z formą napastników. To wszystko składa się an taki a nie inny obraz Legii.
Tak, to jet fakt. Podobnie faktem jest, że parę sezonów temu mnóstwo bramek dla Was strzelał Takesure Chinyama. A wcześniej Stanko Svitlica. W bieżącym ani jeden, ani drugi nie trafili choćby raz. Kryzys jak się patrzy
Widzisz jak byś w końcu porzucił miłość do Żyro to byśmy się co do reszty nawet zgadzali
Mnie też się tak grająca Legia (meczu z Wisłą nie widziałem więc pisze o wcześniejszych) podobała i nawet kiedy ze Śląskiem straciliśmy bramkę to czułem że jeśli przegramy to po dobrym meczu z naszej stronie i masie farta po stronie Śląska.
Podobnie zakładałem że w Krakowie będzie w plecy a jak zobaczyłem że gra Brożek to wręcz byłem tego pewien.
Podobnie jak Ty uważam że z maratonu który mieliśmy wyszliśmy w miarę obronną ręką (żeby nie kluczowe podania jednego takiego) to wręcz było by super, przypomnę jak większość mediów wieściła klęskę i gigantyczną stratę Legi w związku z dużym nałożeniem się spotkań (nawet Urban się asekurował)
Tyle że ja w największej beczce miodu jakoś umiem dostrzec te żyrko dziegciu
Doprawdy daleko mi do Miodka lub choćby polonisty (w obu wymiarach
Oyamaa - 4 całe,
Kucharczyk - 4 całe,
Dwaliszwili - 9 całych,
Żyro - 3 całe,
Furman - 5 całych,
Łukasik - 2 całe mecze.
Cała formacja odpowiedzialna za kreowanie gry i strzelanie bramek przez ostatnie kilka miesięcy praktycznie odpoczywała a wy o jakimś maratonie? Maraton, to ma na koncie Radovic czy Rzeźniczak a nie Łukasik czy Żyro.
To nie tyle Polski co Logika i pod względem logicznym to zdanie jest poprawne po prostu autor zestawił dwa prawdziwe fakty (tak jak by mogły być nie prawdziwe
nie) mylny wniosek.IMO całkiem zgrabny zabieg
Ale w tym zdaniu mnie bardziej martwi końcówka czyli "czyli tyle, ile w całym poprzednim sezonie." no ale zobaczymy co będzie dalej.
CTP
Ja pisałem o przewidywaniach ekspertów którzy to twierdzili że jeśli Legia nie pogubi się w tym okresie to na wiosnę będzie z górki.
W powyższym poście jakiś Żyro drukarski znaczy chochlik wstawił nie które zmienia sens wypowiedzi w czasie czytania proszę dane nie zakryć palcem
Piszemy o tym maratonie, przez który nie wystąpił wspomniany przez Ciebie Radović. Tym samym, przez którym nie gramy jednym stabilnym składem a mieszamy w nim jak możemy. Tym samym, który powoduje, że Legia zagrała w tym sezonie 20 spotkań, czyli tyle ile każda ligowa drużyna do końca tej rundy (niektórym jeszcze zostanie na wiosnę). Tym samym, który spowodował, że mający wielkie problemy ze zdrowiem Michał Żyro do tej pory rozegrał 21 spotkań. Nie mówiąc już o tym, że obecny skład, ten, który grał z Wisłą w Krakowie rozegrał w ciągu 18 dni 6 meczów, w prawie niezmienionym składzie. Nie widzisz żadnego problemu? No cóż, masz prawo, tylko nie wiem co chcesz udowodnić
Oj Żyro znów ma problemy ze zdrowiem ??
Oj czyżbym gdzieś już to słyszał ??
Jak jest chory to niech się leczy bo już kiedyś musiałem słuchać jak to on gra beznadziejnie tylko dlatego że ma kontuzję a trener wystawia go chyba nam na złość
Nie wiem z czym ma problemy Żyro. Ze zdrowiem miał przez cały poprzedni sezon, a teraz jest zawodnikiem Legii, który zaliczył najwięcej spotkań. Dlatego też go wymieniłem. Jestem przekonany, że gdyby nie było takiej konieczności ten piłkarz nie grałby tak często. Z czystego medycznego punktu widzenia. Na takiego Kopczyńskiego chucha się i dmucha. Sorry, rok przerwy w grze to nie jest coś co można lekceważyć. Oczywiście masz prawo do własnej interpretacji.
Ja nie będę zmieniał danych zawodnika tylko dlatego, że Ty masz jakąś awersję. Musisz rodzić sobie z tym sam.
Naprawdę, ciężko mi dyskutować z tobą, bo strasznie skaczesz po tematach, rzucasz jakieś hasła a potem okazuje się, że miałeś coś zupełnie innego na myśli. I w ogóle to nie moja sprawa, co to takiego było.
A potem wszyscy się dziwimy, że frekwencja leci na łeb. Kibice swój rozum mają i widzą, że robi się ich w tzw. bambuko.
Wygląda więc na to, że pozostaniemy przy swoich zdaniach. Moim zdaniem ilość gier w tym sezonie ma duże znaczenie na jego przebieg. Ty masz prawdo do inszej interpretacji. Nie twierdzę też, że jest wspaniale, ale tragedią tez bym tego nie nazwał. Na pewno też nie jestem w stanie postawić tak śmiałych tez jak Twoje, moim zdaniem to wszystko jest zdecydowanie bardziej skomplikowane (może poza problemem z naszymi napastnikami, który jest dość czytelny).
Wiesz, co jest dla mnie skomplikowane? Jeśli ja widzę na facebooku uśmiechniętą gębę Łukasika z dopiskiem "Tydzień wolnego
Nie wiem, może i masz rację. Jednakże w mojej opinii, którą tu zresztą przedstawiłem, odpoczynek to jest dokładnie to czego im potrzeba. Poza tym wydaje mi się, że nieco zapominasz jak ważną częścią treningu wysiłkowego i generalnie profesjonalnego sportu, jest odpoczynek. Oczywiście możesz regenerację zasobów energetycznych traktować jako lenistwo, ale nie ma to zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Ta jest taka, że zaplanowanie okresu intensywnej pracy treningowej i startowej powinny a nawet muszą być przedzielane okresami regeneracji i całkowitego wypoczynku.
W innym wypadku może być tak, że cały wysiłek włożony na treningach wcale nie przynosi oczekiwanych rezultatów.
Nie, no daruj... Na zgrupowania reprezentacji jeżdżą ci teoretycznie najlepsi, którzy są zazwyczaj podstawowymi graczami zespołu (piszę oczywiście ogólnie, nie tylko o Legii). Z tego wynika kolejna oczywista oczywistość, że grają najwięcej i są najbardziej obciążeni. W tym czasie ci słabsi, którzy z natury rzeczy grają najmniej mają mieć tydzień wolnego, bo wymagają więcej odpoczynku? Toż to się kupy nie trzyma. Naprawdę uważasz, że tak wygląda planowanie sezonu w Legii?
Daruję. Nie wiem jak jest zaplanowany mikrocykl treningowy zespołu Legii. Niemniej jednak... nie podejrzewam, że trenerzy sabotują grę swojego zespołu rozpuszczając graczy. Planując im kolejne "odpoczynki". Ty zaś jak widzę jesteś o tym przekonany. No cóż, może i racja jest po Twojej stronie. Tylko skąd te narzekania trenerów na wyjazdy kadrowiczów?
Ja się po prostu dziwię. Tylko tyle. Może pan Jan po prostu zaplanował sobie tydzień nad jeziorem z wędką w ręku. Przekonany jestem tylko do tego, że większość piłkarzy Legii ma naprawdę nad czym pracować. A Łukasik w szczególności.
Masz rację dodam do tego jeszcze że potem polski piłkarz jedzie na zachód i okazuje się że tam zasuwają 2-3 razy ciężej i się da. A u nas po 2 miesiącach grania już nie mają siły (i to ci lepsi bo słabsi padają w 3 kolejce LOL)
Na zachodzie takie podejście do pracy wymusza konkurencja w lidze. U nas takiej konkurencji po prostu nie ma i to jest jeden z głównych problemów polskiej piłki. Z kim Legia ma walczyć o MP, skoro 2 i 3 drużyna poprzedniego sezonu aktualnie okupuje środek tabeli? W Bundeslidze zespół z 3 porażkami jest dopiero na 4 miejscu a my w dalszym ciągu liderujemy. A do tego jeszcze ta nieszczęsna reforma, która powoduje całkowite rozprężenie piłkarzy. No ciekawa ta liga się stała, że hej. Buki się cieszą, bo wytypować teraz poprawny wynik graniczy z cudem.
Wiesz co w zeszłym roku reformy nie było a pamiętam że też piłkarzyki były przemęczone po 2-3 kolejkach. To raczej kwestia rozpieszczenia tej konkretnej grupy zawodowej. Zresztą czy słyszałeś żeby gdzieś po za polską piłkarzyki regularnie zwalniały trenerów ??
Jakieś konkrety ? czy to tylko tak sobie rzucona uwaga dla zaistnienia ?
Oj widzę jakieś kompleksy wyłażą każdym porem
Nic się nie martw każdy kibicuje jak umie i ja w odróżnieniu od ciebie nie staram się ocenić które kibicowanie lepsze.
Ale oczywiście jeśli chcesz to mogę ci kilku lekcji udzielić