- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Trabzonspor - Legia 2-0: Bez przełamania
Nie tak wyobrażaliśmy sobie tegoroczną przygodę Legii z fazą grupową Ligi Europy. W trzech meczach ponieśliśmy trzy porażki, a nasz bilans bramkowy to zero do czterech. W czwartkowy wieczór lepszy od Legii okazał się turecki Trabzonspor, który dzięki zwycięstwu 2:0 umocnił się na prowadzeniu w grupie J.
Należałem do tych, którzy liczyli na to, że w Trabzonie na boisko wybiegnie zupełnie inna Legia, niż ta, która przegrywała po 0:1 z Lazio i Apollonem. Niestety, zimny prysznic nadszedł błyskawicznie. Można wręcz rzec, że w pierwszych minutach meczu mieliśmy do czynienia z kwintesencją wszelkich nieszczęść, zarówno sprokurowanych własnoręcznie, jak i uwarunkowanych czynnikami losowymi, z którymi Legia musi mierzyć się w tym roku podczas europejskiej przygody. Niemal natychmiast po pierwszym gwizdku arbitra zdążyliśmy mianowicie zaobserwować:
-tradycyjne nieporozumienie na linii 'elektryczny' Wojciech Skaba - obrońcy, skutkiem którego staranowany został, współwinny zajściu, Kuba Rzeźniczak,
-pechową kontuzję Michała Żyry, przez którą trener Urban został zmuszony do dokonania wczesnej zmiany,
-bramkę straconą podczas gry w osłabieniu, której można było zapobiec przynajmniej trzy razy, pierwszy raz kiedy Tomasz Jodłowiec zamiast w najgorszym razie faulować, pozwolił żeby Florent Malouda obiegł go z piłką przy nodze, drugi raz, kiedy Łukasz Broź, zamiast stanąć na drodze Francuzowi, wywinął spektakularnego orła pod własnym polem karnym, trzeci raz, kiedy w kotłowaninie w naszym polu bramkowym kopaliśmy powietrze, podczas gdy Marc Janko kopał piłkę.
Futbolowa opatrzność stanowczo odmówiła spoglądania na nas przychylnym okiem. Gorszy nie chciał być również sędzia Bezborodow, który najpierw bez mrugnięcia okiem puścił dwa brutalne ataki na naszych zawodników, a następnie nie podyktował rzutu karnego za, jak się wydaje, najbardziej oczywisty i ewidentny faul pod słońcem, popełniony na Łukaszu Broziu. W przypadku rzeczonego arbitra, obserwacja jego późniejszych dokonań w trakcie meczu nakazuje jednakowoż przypuszczać, ze nie był to antypolski ksenofob, lecz klasyczny miłośnik MMA na boisku, którego, w przypadku gdyby hasał po polskich boiskach, do piersi z radością przytuliliby być może Kazimierz Węgrzyn i Grzegorz Mielcarski.
Szkoda tej porażki, ponieważ Trabzonspor nie pokazał w meczu z Legią nic szczególnego. Turcy fragmentami demonstrowali umiejętność płynnego operowania piłką, wtedy sprawnie utrzymywali ją z dala od własnej bramki, wyprowadzili też kilka kontr na pełnej szybkości, jedna z nich powinna zresztą przynieść im gola na 2:0 na początku drugiej połowy, kiedy fatalnie skiksował uderzający z woleja z kilku metrów Paulo Henrique. Natomiast oceniając ich postawę w sposób ogólny, trzeba powiedzieć, że absolutnie nie był to futbol przekonujący. Nie można było odnieść wrażenia, że Legia gra z drużyną wyraźnie lepszą i całkowicie panującą na boisku. 'Wpuszczanie' Legii na turecką połowę boiska, pozwalanie nam na dłuższe utrzymywanie się przy piłce, zmuszenie legionistów do ataku pozycyjnego, było wprawdzie bez wątpienia zamierzonym działaniem Turków, którzy 'mieli wynik' i układali sobie mecz w wybrany sposób, jednak nie wydaje się, żeby w toku realizacji tego planu Trabzonspor miał Legię pod pełną kontrolą.
Szkoda zerowego konta po stronie zdobyczy, ponieważ powinniśmy strzelić w Trabzonie przynajmniej jedną bramkę. Pomijając już kwestię karnego, w pierwszej połowie Dwaliszwili 'musiał' oddać piłkę do zupełnie wolnego, ustawionego przodem do bramki Kuby Koseckiego, który miałby czystą pozycję strzelecką, jednak zamiast tego Lado zdecydował się niezdarny obrót i nie zdołał oddać celnego strzału. W drugiej połowie Kosie zabrakło dosłownie ułamka sekundy, żeby 'dziubnąć' piłkę przed tureckim stoperem i wyjść na pozycję sam na sam z bramkarzem, względnie zapracować na czerwoną kartkę dla obrońcy i rzut karny (chociaż przy Bezborodowie, ten drugi wariant trudno uznać za pewnik). Wreszcie strzały Dwaliszwilego i Furmana po znakomitej walce Tomasza Jodłowca w narożniku boiska, zdecydowanie powinny znaleźć drogę do bramki. Tymczasem zamiast wyrównać, przyjęliśmy drugi cios, kiedy Wojciech Skaba ze stoickim spokojem obserwował jak piłka bita przez Olcana Adina mija go dosłownie o centymetry i wpada do siatki.
Nie chcę dyskutować na temat personalnych wyborów Jana Urbana, bo te były moim zdaniem logiczne, wręcz oczywiste. Nie widzę sensu prowadzenia dyskusji na temat taktyki, gdyż zgodnie z moimi przedmeczowymi przewidywaniami, znów usiłowaliśmy forsować 'swoje', a grać inaczej najpewniej po prostu nie umiemy (nie chcemy?). Nie chcę krytykować poszczególnych zawodników, ponieważ zostawili sporo zdrowia na boisku, a każdy z nich miał swoje lepsze i gorsze momenty.
Legia przegrywa w pucharach, bo jako drużynie brak jej tego luzu, który widoczny jest w wielu meczach rozgrywanych na polskich boiskach. Przekonania, że jeżeli nie wpadło teraz, to wpadnie w następnej akcji. Zbyt wiele rzeczy na boisku chcemy zrobić szybko i niecierpliwie. Z tego biorą się tuziny niedokładnych podań pod bramką przeciwnika, z tego biorą się nieporadne strzały z dystansu (pardon - raczej przymiarki do strzałów), z tego bierze się problem, najwyraźniej nie do przezwyciężenia, pierwszego obrońcy przy egzekwowanych przez nas stałych fragmentach gry, tego obrońcy, w którego z uporem godnym lepszej sprawy zwykli trafiać Tomasz Brzyski i Dominik Furman. Skoro brakuje rutyny, spokoju i pewności siebie, przydałaby się zaciekłość i determinacja wymieszane z elementami ułańskiej fantazji, czyli coś, co potrafiła zademonstrować w Europie Legia Macieja Skorży. Ale tego też nie ma. Jesteśmy zawieszeni gdzieś między piłkarską klasą, a argumentami wolicjonalnymi. Stale nam brakuje 'czegoś'.
Mimo to, paradoks, podczas meczu z Trabzonsporem, w odróżnieniu od spotkań z Lazio i Apollonem, wreszcie przestałem zżymać na nieefektywną powtarzalność w drużynie Jana Urbana. Powiem więcej - ten ryzykowny pomysł, by bez względu na okoliczności grać z otwartą przyłbicą, zaczyna mi się podobać. Legię budowaną przez trenera Urbana należy mądrze wzmacniać, starannie uzupełniać - ale nie powinno jej się z obecnej drogi zawracać.


Mocarze których byliśmy w stanie pokonać to Homel, Olimpi Rustawi, SV Ried i TNS
Moim zdaniem, te 3 porażki (lub jak kto woli: eurowp***le) powinny dać sporo do myślenia władzom klubu. Dla mnie kluczową jest odpowiedź na pytanie, czy ci piłkarze z obecnej Legii są w ogóle w stanie chociaż zbliżyć się poziomem do tej skorżowej. Ja osobiście przyznaję, że mam spore wątpliwości. Tutaj, moim zdaniem, mamy dwa wyjścia: albo stopniowo wymieniać tych najsłabszych na lepszych (nowy kontrakt z Kucharczykiem trochę burzy ten kierunek) albo poszukać szkoleniowca, który wyciśnie więcej z obecnych. Przy czym ten drugi kierunek, choć wydaje się tańszym i łatwiejszym, często okazuje się dużo, dużo droższym. Faktem jest, że grając na takim poziomie jak dzisiaj, czy z Apollonem możemy zapomnieć o Europie.
Ale zasadniczy problem polega mimo wszystko na tym, że tracimy obecnie jakieś kompletnie beznadziejne bramki (vide 0:1 z Apollonem), sami z kolei marnujemy setki (typu Kosa w Rzymie czy dziś Lado do spółki z Furmim). To jest kwestia detali wykonawczych, a nie ogólnych założeń taktycznych, czy dajmy na to przygotowania fizycznego. Trzeba starać się o poprawę tych detali raczej niż myśleć o wysadzeniu wszystkiego w powietrze.
@ CTP
Akurat w kontekście luzu nie chodziło mi o Legię Skorży, tylko o Legię Urbana, tę ligową.
Natomiast co do personaliów zgoda, być może wystarczyłoby, żeby do obecnej Legii 'przeszczepić' tamtych Żewłakowa i Ljuboję, i mielibyśmy zespół zdecydowanie lepiej przystosowany do gry w europejskich pucharach.
Do teorii spiskowych. Zaintrygowała mnie pewna sytuacja w meczu. W drugiej połowie Trabzon wychodził z kontrą. Na jakimś 30 metrze, Rzeźniczak trzymał linię spalonego. Tuż przed podaniem obaj zawodnicy Trabzonu byli na spalonym, pomyślałem, że po akcji. Nic z tych rzeczy. Kuba nagle, co jest dla mnie niewytłumaczalne ruszył w kierunku naszej bramki. Powodując, że spalonego nie było.
Pierwsza bramka. Nie potrafię ocenić, czy Rzeźniczak miał szansę wybić piłkę? Czy może jednak był spóźniony? Machnięcie nogą było jednak strasznie ślamazarne.
Bramki głównie padają po błędach,ale u nas to już jest tak nagminne, że przed meczem można się zastanawiać, co? (albo kto?) tym razem.
Prawda też jest taka że ja także widzę problem "W głowie". Być może pod tym względem Skorża był dużo lepszy od Urbana a być może duży wpływ miał .... Ljuboja. Tak nawet ja to przyznam
Mój pogląd sir znasz, dla mnie te błędy wynikają z tego jak sztab prowadzi ten zespół. Pal licho, że upieram się przy zmianie ...
Można iść w inną stronę, skoro mecze są co trzy dni to może nie wyrabiają się z przekazywaniem pewnych rzeczy, może warto poprosić prezesa o dodatkowych 2-3 asystentów, którzy skupią tylko i wyłącznie na analizie gry, błędów indywidualnych i rozpracowywaniu kolejnych rywali.
Moim zdaniem każdy piłkarz powinien, po każdym meczu dostać rozpiskę i krótki materiał filmowy z listą błędów i sugestiami co poprawić, a na końcu kilka zdań od trenera i rozmowa "motywacyjna".
No i treningi powinny wyglądać tak, że 1,5h przygotowanie fizyczne i drugi trening popołudniowy 1 h taktyki i 30 min "korepetycji" z doskonalenia własnych umiejętności (tu też każdy piłkarz powinien dostać rozpiskę z tym nad czym ma pracować).
Tak z perspektywy czasu to Skorża chyba nie miał aż tak mocnego składu, dużo rzeczy zatrybiło tamtej jesieni, ale teraz popatrzcie Wizir rezerwy FCK, Manu od zimy bez klubu, Żewłak miał dobrą tamtą jesień, ale potem już zjazd.
"No i treningi powinny wyglądać tak, że 1,5h przygotowanie fizyczne i drugi trening popołudniowy..."
Nie bawmy się tutaj w trenerów, proszę. Urban jest na tyle doświadczony, że możemy mu spokojnie zaufać, jeśli chodzi o jakość treningów. Zresztą, już tutaj rozmawialiśmy na podobny temat i chyba doszliśmy do wspólnego wniosku, że problem tkwi raczej w podejściu poszczególnych piłkarzy do swojej pracy. Jeśli ktoś zadowala się tym, co ma, to ja byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby kiedyś nadeszły takie czasy, że nie będzie miał czego szukać w Legii.
"Tak z perspektywy czasu to Skorża chyba nie miał aż tak mocnego składu"
Miał mocniejszy niż teraz Urban. Moim zdaniem, zdecydowanie.
problem tkwi raczej w podejściu poszczególnych piłkarzy do swojej pracy
Ja tego nie kupuję, mają dobre pieniądze, dobre warunki w klubie i kładą "lachę" na swoje obowiązki!?
W takim razie trener powinien zdiagnozować i wytypować takich piłkarzy, zrobić im suszarkę i zaaplikować dodatkowe treningi.
Jeżeli JU nie zmieni nastawienia niektórych zawodników to dalej będzie robił za bufor i każde niepowodzenie, będzie spadać na niego.
Najbardziej trzeba się zastanowić nad trenerem Urbanem i postawić zasadnicze pytanie. Czy chcemy tylko seryjnie zdobywać mistrzostwa i puchary w kraju, czy może chcemy coś też ugrać w europejskich pucharach. Z trenerem Urbanem mistrzostwa i puchary polski będziemy zdobywać seryjnie, ale jeśli chodzi o europejskie puchary to pod jego wodzą będą kompromitacje, prowadził w tych rozgrywkach nas z 4-5 sezonów i ani razu nie osiągnął wyniku na miarę aspiracji czy potencjału zespołu.
W tych rozgrywkach liczy się przeważnie taktyka, podobnie jak w przypadku meczów kadry narodowej, a nasz trener w tym przypadku ma jednak duże braki. Potrafi dobrze przygotować drużynę do sezonu, wprowadzić młodych zawodników do kadry, ale jednak to za mało na Europe.
Najbardziej odczuwalny jest brak Kuciaka, z nim byśmy mieli jakieś punkty. Skaba to niezły bramkarz, ale nie na Legie. Kuciak daje zespołowi dodatkowe wartości.
Jeszcze raz powiem co sądzę o Broziu( Monroe pewnie szybko da riposte)- to zawodnik dobry w ofensywie, ale w każdym meczu popełnia przynajmniej 2-3 głupie błędy które kończą się stratą gola lub groźną sytuacją dla przeciwnika- przy pierwszym golu przewalił się, potem miał 2 proste straty po których poszły groźne kontry.
Taksamo dla mnie Pinto nie spełnia oczekiwań, nie jest wcale lepszy od Furmana, a jest oprócz Sulera najlepiej zarabiającym piłkarzem Legii. Problem mamy też z napastnika- Lado strzeli 2-3 gole w jednym meczu i potem przez miesiąc czasu ma wakacje.
Wydaje mi się, że obie tezy dotyczące Urbana (że będziemy seryjnie zdobywać mistrzostwa Polski i że w pucharach będą kompromitacje) są wielce dyskusyjne, ale gdyby jednak miały się sprawdzać, to ja biorę mistrzostwa.
Passa meczów bez zwycięstwa faktycznie nieciekawa, ale skompromitowany się mimo wszystko nie czuję. Kompromitacja to porażki z Levadią Tallin czy Żaligirisem Wilno poniesione przez trenerów - taktyków
Ciekawa sprawa z tym Furmanem, trochę byłem zdziwiony, że z Wisłą Urban ustawił go jako najbardziej wysuniętego z trójki środkowych pomocników, jeżeli taki manewr ma się powtarzać, to faktycznie staną się dla siebie konkurencją z Pinto. A wydaje mi się, że na tę chwilę powinni grać obaj, nawet kosztem Vrdoljaka czy Jodłowca.