- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Pogoń 3-1: Na Łazienkowskiej bez zmian
Wznowienie rozgrywek ekstraklasy po przerwie na mecze reprezentacji Legia przywitała tradycyjnym zwycięstwem. We wrześniu pokonaliśmy Koronę 5:3, w październiku Piasta 4:1, w listopadzie wyższość Legii musiała uznać szczecińska Pogoń, której podopieczni Jana Urbana zaaplikowali trzy bramki, tracąc tylko jedną. Mecz o niemal identycznym scenariuszu oglądaliśmy wiosną tego roku.
Dyskutowanie o kolejnych ligowych zwycięstwach Legii jest rzecz jasna zajęciem wielce przyjemnym, lecz wymagającym uruchomienia pewnych zasobów kreatywności. Popatrzmy na takiego Górnika, który w tabeli depcze nam po piętach. Ile dramaturgii było w meczach zabrzan z Zawiszą, Śląskiem czy Wisłą, w jakże odmienny sposób mogło zakończyć się każde z tych spotkań... W przypadku meczów Legii bywa, że do rangi dramatu urasta ilość kontuzji odnoszonych przez naszych zawodników, ewentualnie szwankujący zmysł do odnalezienia się w grze kombinacyjnej demonstrowany przez Henrika Ojamę. Poza tym uparcie powtarzają się identyczne elementy.
Doskonale znamy momenty niefrasobliwości i dekoncentracji w organizacji gry defensywnej, które co bardziej rozgarnięty przeciwnik, ku naszemu utrapieniu, jest w stanie wykorzystać. Bez pudła wiemy, że Legia jako zespół nie będzie grać w sposób szczególnie płynny ani porywający, ale prędzej czy później kilku ludzi weźmie sprawy w swoje ręce i pchnie drużynę do przodu. Możemy w ciemno zakładać, że po końcowym gwizdku będziemy zastanawiać się, dlaczego nie zdobyliśmy kilku bramek więcej, marnując liczne okazji do skutecznej finalizacji obiecujących kontr. Hm... Nie wiem jak Wy, ale odnoszonymi w takich okolicznościach zwycięstwami mam nadzieję 'nudzić się' aż do końca sezonu.
Pogoń chciała ograć Legię w Warszawie. Zagrała bardzo twardo, kolejny raz potwierdzając wszelkie tezy o wyjątkowej mobilizacji ligowych przeciwników na mecze z Legią. W meczu z liderem, rozgrywanym na wyjeździe, aż trzech zawodników Pogoni 'wykartkowało' się z udziału w kolejnym meczu (Akahoshi, Murayama i Rogalski), a kontestujący każdą decyzję arbitra Dariusz Wdowczyk skończył na trybunach. Było za co umierać?
Warto odnotować, że główne uderzenie furii Wdowczyka zostało sprowokowane przez zaledwie (?) żółtą kartkę dla Tomasza Jodłowca za faul na Marcinie Robaku. To w sumie ciekawa sytuacja, Jodłowiec faktycznie był naszym ostatnim obrońcą, ale Robak wyraźnie uciekał ze światła bramki, jego pozycję trudno uznać za czystą. Cóż, Wdowczyk z pewnością swojej drużynie nie pomógł. Na miejscu graczy ze Szczecina bardziej intensywnie protestowałbym chyba po bramce Kuby Rzeźniczaka na 2:1, pięknej nawiasem mówiąc, przy której Jodła delikatnie pchnął szybującego w powietrzu Hernaniego. Gdyby Hernani wykazał się większą przytomnością umysłu, zrobiłby z tego pchnięcia cyrk, a sędzia mógłby ulec presji. Na szczęście dla Rzeźniczaka i dla nas wszystkich, Hernani tego wieczoru jakoś szczególnie swojej drużynie nie pomógł, co zresztą potwierdził jeszcze przy bramce zdobytej przez Lado Dwaliszwilego, 'zawieszając' się w momencie, gdy futbolówka odbijała się od słupka po pierwszym uderzeniu Gruzina.
Hernani dołożył natomiast swoją cegiełkę do plagi kontuzji wśród zawodników Legii, brutalnie (choć przypadkowo) trafiając w kolano Michała Kucharczyka. To kolejny, po Marku Saganowskim kopniętym przez Tosika, przypadek urazu doznanego przez naszego piłkarza po ataku rywala. Oby bez tak fatalnych konsekwencji jak w przypadku Sagana.
'Twarzą' niemrawego początku meczu w wykonaniu Legii stał się tym razem autor bramki samobójczej, Kuba Wawrzyniak, choć w całej sytuacji dostrzegłem większą winę Bartka Bereszyńskiego, łatwo ogranego przez Murayamę, oraz Tomasza Brzyskiego, który zupełnie 'zaginął w akcji', gdy do natarcia podłączał się prawy obrońca Pogoni, Wojciech Lisowski. O ile Bereszyński stosunkowo szybko pozbierał się po nieudanym starcie, o tyle Kuba Wawrzyniak niestety przez praktycznie cały mecz potwierdzał, że tej jesieni nie znajduje się w optymalnej formie. Stać go na znacznie więcej, zwłaszcza w ofensywie. A skoro już jesteśmy przy tematyce formy, chyba musimy jeszcze poczekać, aż dojdzie do niej Miro Radović, który w pojedynku z Pogonią był, jak na związane z jego powrotem wysokie oczekiwania, mimo wszystko trochę bezproduktywny.
Nadal na fali znajduje się natomiast Tomasz Jodłowiec. Człowiek, który wiosną wydawał się wyraźnie odstawać od zwycięskiej maszynerii Legii, dziś nie tylko bezceremonialnie rozstawia przeciwników po kątach przy interwencjach podejmowanych w defensywie, ale i zalicza asystę (drugiego stopnia?) przy bramce Lado. Szybkością, niespożytymi siłami i efektywnością (kolejne dwie asysty!) nie przestaje zadziwiać również Tomasz Brzyski. Jeżeli dodać do nich solidnych w meczu z Pogonią Rzeźniczaka, Vrdoljaka czy Furmana, jeżeli okazuje się, że Dwaliszwili potrafi dojść do sytuacji strzeleckiej i uderzyć na bramkę, otrzymujemy drużynę będącą poza zasięgiem większości ligowych rywali, o czym już drugi raz w tym sezonie dobitnie przekonali się podopieczni Wdowczyka.
Na koniec dodam, że cieszy mnie, że mecz z Pogonią nie odbył się w atmosferze wzajemnego wypominania sobie wszelkich rzeczywistych i wydumanych win ze strony zaangażowanych środowisk kibicowskich obu klubów. Pamiętam doskonale jedno z poprzednich 'zerwań' i okolicznościowy utwór o szczecińskim MKS-ie, który najpierw był bratem, a potem kimś zupełnie innym. Tym razem na szczęście obyło się bez takich 'uprzejmości'.


Nie wiem jak Wy, ale odnoszonymi w takich okolicznościach zwycięstwami mam nadzieję 'nudzić się' aż do końca sezonu.
Ja też, ale problem w tym, że może być o to trudno. Bo na czym opieramy te zwycięstwa? Kto jest filarem? Wystarczy, że przestanie żreć Brzyskiemu przy górnych piłkach, a Jodłowiec wróci na swój poziom (albo wrócą kontuzjowani, którzy "muszą" grać) i okaże się, że jest bieda. Naprawdę wieloma momentami żal patrzeć na naszą grę i to nie jest kwestia jakichś braków kadrowych. Wymieniliśmy chociaż raz 5-6 podań? Oddajemy inicjatywę na swoim boisku? Jakaś akcja składna? Cokolwiek? Ty przechodzisz nad tym do porządku dziennego pisząc, ze i tak wiemy, ze nie będzie płynności, składnych akcji itd., a ja nie chce traktować tego jako stanu normalnego.
Dwaliszwili do czasu strzelenia bramki był IMO najsłabszy na boisku. Chwała mu, ze strzelił bramkę, ale to tylko zamaże fatalny obraz jaki po sobie pozostawia w praktycznie każdym meczu. Porusza się jak ciężarowiec, a nie piłkarz? Ojamaa to już w ogóle grubsza sprawa z tego co się zdążyłem na szybko zapoznać w necie.
Właściwie to już miałem kończyć, ale spojrzałem jeszcze raz i naprawdę napisałeś, że Furman dobrze grał? Człowiek tragedia w tym meczu. Mogę tylko mówić o tym co widziałem na gorąco z trybuny, ale miał 3 straty po których śmiało mogliśmy stracić bramki i kilka kolejnych wynikających z niefrasobliwości, braku umiejętności albo czegoś jeszcze innego, ale naprawdę fatalnie to wyglądało. Najgorszy na boisku, diametralnie różnimy się w jego ocenie. Chociaż może uległem opinii trybun
Cieszą 3 punkty i tutaj wracamy do cytowanego zdanie: oby tak do końca, a każdy będzie zadowolony. Oby...
Temat faktycznie na dłuższą rozmowę, ale najogólniej rzecz ujmując, swoje nadzieje opieram na przeświadczeniu, że kiedy loty obniżą Brzyski czy Jodłowiec, wtedy zapewne wystrzelą inni, np. Kosa albo Rado.
Zgadzam się z Tobą co do mało składnej gry Legii, w ogóle ten mecz był bardzo rwany i chaotyczny. Natomiast zupełnie inny byłby odbiór takich meczów, gdybyśmy wykorzystywali tę fazę gry, w której przeciwnik zaczyna się odsłaniać (ew. brakuje mu sił, to akurat bez znaczenia co się z nim dzieje), a my mamy przynajmniej kilka świetnych okazji do wyprowadzenia kontr w przewadze liczebnej. To jak my permanentnie (bo przecież nie chodzi tylko o jeden mecz) marnujemy takie ataki, to dla mnie naprawdę zdumiewająca sprawa.
Co do Dwaliszwilego, miał jeszcze aktywny udział w pierwszej bramce, kiedy przestawił obrońcę w polu karnym i dośrodkował bodaj do Rado, ktoś z Pogoni dość rozpaczliwie wybił, a piłka trafiła do Brzyskiego.
Furman wolno się rozkręcał tuż po zmianie, fakt, miał też paskudną stratę po przerwie. Ale paradoksalnie przypadło mi gustu jak ekonomicznie on grał, dobrze się ustawiał, inicjował kontry, np. wtedy kiedy po przerwie zabrał piłkę rozpędzonemu Robakowi. To był taki Furman trochę Łukasiko-podobny
Dla mnie to był kolejny uroczy wieczór, który zaczął sie na 2,5 godziny przed meczem. Jak zwykle z kolegami zasiedliśmy w pobliskiej knajpce, by przy piwie pogadać o naszej drużynie. Później małe macanko na bramce wejściowej i można było zasiąść na trybunach. Fajna temperatura, oświetlona murawa i ponad 22 tyś widzów zrobiły swoje. Trochę nerwów na początku (to już taki rytuał) a później teatr jednego aktora. Wg mnie pełna dominacja o czym, poza wynikiem świadczą statystyki. Szkoda spalonego i spojenia Rado oraz porzeczki Mikity. Ale i tak aż trzy razy rzuciliśmy się sobie w ramiona i nawet przez chwilę chyba nikt nie drżał o końcowy wynik. Gole dla Legii były tylko kwestią czasu. To co mnie martwi to indywidualne "popisy" Heńka i niestety gra Furmana. Dominik nabrał bardzo złego nawyku i w przeciwieństwie do Jodłowca prawie każdą piłkę przyjmuje DO TYŁU. Często ją traci i przez to tracimy sporo bramek (wczoraj mogliśmy 2)
Kolejny zły nawyk to brak wychodzenia do podań, gdy piłkę mają boczni zawodnicy. Dominik stoi i pokazuje ręką aby grać DO TYŁU (środkowych obrońców) W kadrze robi dokładnie to samo. A może się czepiam. Jest jeszcze młody i ma czas na poprawienie tego elementu.
Lubię ofensywną grę Legii Urbana. W akcje zaangażowani są wszyscy piłkarze o czym świadczy ilość asyst i strzelonych goli przez środkowych obrońców. Narażamy się przez to na kontrataki ale chyba innej drogi nie ma. Oby tak dalej to i na Europę przyjdzie czas.
Dla mnie takim cichym bohaterem meczu Legii był Radovic. Z Serbem w składzie, to jest jednak zupełnie inna Legia i ta duża liczba sytuacji, to głównie jego zasługa. A po 3 bramce zaczęliśmy grać naprawdę fajną piłkę - szybką, precyzyjną, na jedno, dwa tempa.
No ale przed meczem z Lazio ja optymistą jednak nie jestem. Nasi boczni obrońcy zdecydowanie nie stanowią monolitu. Pogoń mogła nas ukłuć o wiele razy więcej, gdyby miała bardziej precyzyjnych napastników. A Lazio takich jednak posiada.
Mnie cieszy, że Gawin tak napisał. Jak pamiętamy, po meczach z Trabzonem i Widzewem, mogliśmy wyczytać, że pewnie Legia skończy sezon na 1. miejscu, „ale co z tego”? No właśnie to z tego, że mamy takie radosne nudy, które, post factum, staną się, oby, fajnymi wspomnieniami, tematem opowieści, westchnień, itd., gdy przyjdą gorsze wyniki.
Fajnie, że Legia wygrała. Jest 37 punktów, trzy więcej niż po 17 meczach poprzedniego sezonu, tyle ile w pierwszym urbanowym sezonie po 17 jesiennych meczach. Wtedy już wiedzieliśmy, że nie będzie MP. Teraz, po totalnej kompromitacji międzynarodowej, to najlepsze, co może Legii się zdarzyć i na osiągnięciu tego należy się skupić.
Nerwy z czwartkowego Lazio zachowuję sobie na Podbeskidzie.
Nie mam skrupułów, że Legia nie gra tak jak byśmy sobie wymarzyli. Inne zespoły ligowe sięgały po MP także czasem demonstrując futbol mało porywający.
Wielu z nas ogląda mecze ekstraklasy pod kątem zawodników mogących wzmocnić Legię pod kątem gry w Europie. Pada wiele nazwisk, wiele zachwytów nad jednym czy drugim piłkarzem. Swoją uwagę skupiałem na Akahoshim, Murayamie - Robaku z Pogoni, Quintanie z Jagiellonii czy Paixao ze Śląska. Potem przychodzą mecze z Legią i Ci piłkarze są bezradni. Z Legią, o której wielu mówi, że w Europie się skompromitowała. Jakim zatem cudem wymienieni piłkarze mieliby wzmocnić nasz zespół ???
Mam tak samo jak Ty. Wolę się cieszyć z obecnych zwycięstw niż martwić przyszłymi porażkami. Chociaż jak zawsze przed rozpoczęciem nowego sezonu, po wzmocnieniach moje naiwne oczekiwania kibicowskie rosną ponad miarę, bo "moją" Legię chcę widzieć wielką ale przeważnie rzeczywistość spuszcza ze mnie powietrze na szczęscie dzieje się to bezboleśnie a "ciśnienie" spada mi z wysokiego do normy. Jak pod koniec zeszłego sezonu oglądałem mecze z zespołami z dolnych rejonów tabeli i widziałem jak ich determinacja i pressing wystarczały do tego żebyśmy zaczynali się gubić w rozegraniu i tracić piłki w środku pola, to pomyślałem, a przecież w zespołach na poziomie taka gra jest normą, tylko oni dokładają jeszcze piłkarskie umiejętności i piłka stracona przez np. Vrdoliaka będzie wykorzystana i zamieniona na bramkę a nie zmarnowana niecelnym podaniem. Dlatego mając te myśli z tyłu głowy cieszę się z małych kroczków które jednak Legia robi. Lepiej gramy piłką, mamy mniej przestojów w grze, jesteśmy mocniejsi psychicznie (potrafimy odrabiać straty), mamy bardziej wyrównany zespół co nas zabezpiecza przed katastrofą w przypadku sprzedaży jakiegoś zawodnika.
Jak też jak kibic50 byłem pierwszy raz na meczu w z Górnikiem z kolegą z klasy i jego ojcem, wcześniej kibicowałem Górnikowi prze przekorę (bo wszyscy kumple kibicowali Legii) i dlatego że mnie oczarował swoimi występami w pucharach ale wizyta na stadionie, wchłonięcie atmosfery, zjednoczenie się tą masą ludzką spowodowało katarsis i oczyściłem swoją kibicowską duszę z grzechu. Jak się zostaje kibicem zespołu po przegranym meczu i potem tak naprawdę prze kilkadziesiąt lat nie zbyt wielu okazji do satysfakcji kibicowskiej, to myślę że inaczej się patrzy sprawy.
Mam takie wrażenie że zespół i klub krzepnie i przed nami lepsze czasy i być może "eurosatysfakcja" zamiast "eurowpierd..lu".
To chyba tak nie działa jak piszesz, przykładem niech będzie Brzyski czy Bereszyński, szczególnie ten drugi, bo jest w wieku gdzie już powinien spisywać podsumowanie swojej kariery a on zrobił krok naprzód. Wszystko rodzi się w głowie i rzucenie na inne tło może dać niespodziewane efekty.
Ja uważam że Legii potrzebny jest środek pola który narzuci szybszą grę, bo nie przyspieszając rozegrania nie zaskoczymy nawet średnich europejskich zespołów. No i do nich solidni rzemieślnicy (co najmniej) którzy może nie są gwiazdami ale mają przynajmniej taką piłkarską rzetelność która pozwoli im nie tracić piłek i stwarzać sytuacji do szybkich kontr a w konsekwencji utraty frajerskich bramek.
Podstawą niech będzie rzetelność a potem dokładajmy coś ekstra.
Lubię porównania militarne i od razu pomyślałem o Czeskiej czy Szwajcarskiej piechocie, nie robili szarż, nie byli efektowni ale byli wyszkleni, wytrzymali i nieugięci, jeśli nie wygrywali bitew to przynajmniej pozwalali ich nie przegrywać.
Troszkę ci sie dziwię, że poświęcasz mecz Legii dla Bundesligi
My BVB - Bayern oglądaliśmy w knajpie bez żadnych emocji. Wyszliśmy w 80 min przy stanie 0 : 1
Emocje się zaczęły o 20.30 a o 20.34 sięgnęły zenitu. Na szczęście wszystko dobrze sie skończyło i mam kolejny radosny weekend
O potrzebie wzmocnień na Europę wiedzą wszyscy. KLASOWY napastnik, środkowy pomocnik, skrzydłowi, stoperzy potrzebni od zaraz. Pytanie: czy w naszej lidze są takowi i czy na takowych z Europy nas stać ?
Najłatwiej wydawać cudze pieniądze. Szkolić, sprzedawać, szkolić sprzedawać i sukcesywnie krok po kroku wzmacniać pierwszą drużynę. Czy ja tego dożyję ? Mam nadzieję
mamy takie radosne nudy, które, post factum, staną się, oby, fajnymi wspomnieniami, tematem opowieści, westchnień, itd., gdy przyjdą gorsze wyniki.
Ano właśnie. Łatwo zapominamy, że nie tak znowu często było naszą legijną codziennością prowadzenie w lidze praktycznie od startu do mety, jak w zeszłym sezonie (oczywiście oby i w tym).
@ kibic50
Skoro teoretyzujemy o konkretnych nazwiskach, to na Akahoshim oko bym jednak zawiesił. Sam meczu nie wygra, ale pojedyncze zagrania pokazują, że coś w nim jest. Wczoraj na przykład w pewnej sytuacji jednym zwodem tak wkręcił w ziemię Brzyskiego i Rzeźniczaka, że aż im paski klinowe zaskrzypiały
„ KLASOWY napastnik, środkowy pomocnik, skrzydłowi, stoperzy potrzebni od zaraz.” – transfer do miliona, dwóch milionów euro, oraz przy propozycji indywidualnego kontraktu do 0.5 mln € rocznych apanaży, to absolutna ruletka.
Napastnik - jakie jest prawdopodobieństwo, że w ramach finansowych Legii trafimy na kogoś lepszego od Dwaliszwilego i Blanco – króla strzelców ligi greckiej, w Efira i w Mikitę już nie wierzymy?
Środkowy pomocnik – a co z Pinto? Trapiony kontuzjami Mizgała na zmiennika Rado już kompletnie się nie nadaje?
Skrzydłowi – w takim razie Ojamę przydałoby się wytransferować.
Stoperzy – czyli z Rzeźnikiem kontraktu lepiej nie przedłużać, propozycja dla Astiza była błędem, w Cichockiego nie wierzymy, a o Sulerze zapominamy?
Jeżeli „na już” zakontraktujemy napastnika, środkowego pomocnika, skrzydłowego i stoperów, to na ławce rezerwowych lub w drużynie rezerw będziemy mieli Dwaliszwilego, Pinto, Ojamę, Sulera z Astizem, to będą najdroższe rezerwy w lidze, zakontraktowani następcy skoro mają być lepsi, to zapewne „kosztować” nie będą mniej, legijny budżet na to stać? Kontraktując na wymienione pozycje kogoś, to wymienionych trzeba sprzedać, a przykład Sulera, Kneźevica, Antolovica dowodzi, że nie musi to być takie łatwe. No i jaka jest gwarancja, że nie nastąpi wymiana siekierki na kijek? Ruletkowa!
„Szkolić, sprzedawać, szkolić sprzedawać i sukcesywnie krok po kroku wzmacniać pierwszą drużynę.” – tu jestem zdecydowanie za!
„Na już” w ruletkę bym jedynie zagrał i zaryzykował szukając uniwersalnego skrzydłowego, partnera do gry dla Rado. Kogoś z predyspozycjami do robienia różnicy w ofensywie – cóż w wymaganiach to pestka, gdyby taka tylko jedna wykiełkowała już byłbym zadowolony.
No i niech wiosną Efir jako napastnik się objawi!
Jak mantrę powtarzam że potrzebujemy przede wszystkim kogoś w środku pola kto będzie potrafił przyspieszyć grę. Jeśli do Rado dobrać Wolskiego żeby grali razem lub się wymieniali to nasze rozegranie mogłoby nabrać większego rozmachu i różnorodności. Jednego Wolskiemu nie można odmówić, potrafi niekonwencjonalnie zagrać bo ma czucie przestrzeni (rodzaj wyobraźni) które pozwala mu przewidywać rozwój wydarzeń na boisku.
Martwi mnie natomiast brak cierpliwości, o którą tak usilnie uprasza się nasz trener. Brak wyrachowania i chyba też wiary we własną siłę. Każdą sytuację próbujemy przekuć na bramkę, a każdy atak zakończyć strzałem. Niestety "nie przeszkadza" nam zagęszczone przedpole bramki rywali, ani zamknięcie jakiegoś rejonu boiska. Piłka i tak jest słana w kierunku atakującego Legionisty, choćby otaczało go czterech rywali i jednym co takie podanie efektem, który takie zagranie przynieść może to kontra rywali. A potem oglądamy pojedynki biegowe jak w nieprzymierzając jakimś maratonie, raz w jedną, raz w drugą. Podanie, strata, podanie, strata, strzał, strata, podanie, a wszystko to przedzielone bieganiem obok piłki. Tylko po co?
Szczególnie wobec coraz większych problemów fizycznych. Gra jaką w tym sezonie zafundowała nam, a raczej Im liga jest mordercza i przydałoby się nieco uspokoić ta grę. Zacząć grać piłą, a nie biegać koło niej. Jak dla mnie tego biegania jest zdecydowanie za wiele.
Ale na razie... cieszę się z kolejnego zwycięstwa. Wygrywajmy i patrzmy w przyszłość.
EDIT: Byłbym zapomniał. Odnośnie braku spokoju i wyrachowania swoistym liderem jest Henrik Ojamaa. On w przeciwieństwie do swoich kolegów nie podaje futbolówki w największy gąszcz, On tam po prostu z nią biegnie.
(szczególnie że przy obecnym ścisku w środku pola - kolejny b. dobry mecz IV, Jodłowiec niezmiennie w pomocy wymiata, Furman gra nieźle, a Pinto ma przecież nam porządkować środek pola - wariant z Rado na skrzydle powinien wrócić do łask [czekam na ostre protesty związane z tą propozycją
EDIT: niniejszym kajam się i przepraszam Jana Urbana za to niecne pomówienie. Pinto nie było na ławce (przegapiłem poważniejszą kontuzję!? nie wykurował w dwa tygodnie z bycia kopanym po kostkach? :/).
Nie wiem czy szydzisz z Urbana czy Pinto ? A może z lekarza, który nie dopuścił Pinto do gry ???
Ja chciałbym ostro zaprotestować przeciwko zsuwaniu Rado na skrzydło. Niestety pomny tego co się stało w ostatnim meczu (kontuzja Kucharczyka) i moje uwielbienie dla głowy Ojamy obawiam się, że możemy nie mieć innego wyjścia.