- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Lazio 0-2: Inny świat
Stało się zadość niechlubnej tradycji towarzyszącej występom Legii w grupie J Ligi Europy. Piaty mecz przyniósł nam piątą kolejną porażkę. Lazio pokonało Legię na Łazienkowskiej 2:0 i trzeba przyznać, że ten wynik to najniższy wymiar kary. Podopiecznych Jana Urbana od ósmego obecnie zespołu Serie A dzieliła prawdziwa przepaść.
Złośliwcy powiadają, że piłka nożna praktykowana przez zawodników ekstraklasy to zupełnie inna dyscyplina sportu od tej, którą uprawia się w najsilniejszych ligach Europy. Trudno o lepszy argument na potwierdzenie tej tezy niż mecz Legii z Lazio. Zawodnicy Vladimira Petkovicia dominowali nad legionistami w każdym elemencie gry, imponując zaawansowaniem technicznym, przygotowaniem fizycznym oraz swobodą, z jaką operowali futbolówką na trudnej murawie naszego stadionu.
Już w pierwszych minutach meczu Bartosz Bereszyński, znany przecież z szybkości i nieustępliwości, był zmuszony oglądać plecy Balde Keity. Osiemnastoletni skrzydłowy raz obiegał Beresia z prawej strony, dośrodkowując lewą nogą, by za chwilę ścinać akcję do środka i ze swobodą posyłać w pole karne dośrodkowanie prawą nogą. Chwalony za ligową solidność, uważany za wiodącego zawodnika Legii w ostatnich tygodniach Tomasz Jodłowiec, mógł tylko biernie przyglądać się, jak Kolumbijczyk Perea urządza sobie w 24. minucie popis żonglerki głową w odległości kilku metrów od bramki Dusana Kuciaka. Gdyby, nie ułomek przecież, zwykle zdecydowany i siły fizycznie Jodłowiec spodziewał się, że Perea zagra w ten sposób, być może mocniej wszedłby w napastnika Lazio ciałem, utrudniając oddanie strzału, jednak naszemu defensorowi chyba zwyczajnie zabrakło wyobraźni - bo kto wyprawia takie rzeczy na nadwiślańskich boiskach? Kilka minut później Perea znów zresztą zagrał Jodłowcowi na nosie, tym razem gubiąc go efektownym zwodem na środku boiska. Imponujący w tej rundzie ciągiem na bramkę Tomasz Brzyski był z dziecinną łatwością stopowany przez Luisa Cavandę, a Miro Radović wyglądał na tle mobilnego, błyskotliwego Hernanesa niczym leciwy weteran boisk - tymczasem Rado był przecież i tak jedynym zawodnikiem Legii, który potrafił w miarę regularnie uciekać od krycia zawodników gości. Kiedy legioniści męczyli się przy wymianie kilku podań, kiedy piłka złośliwie uciekała nam przy kolejnych przyjęciach, piłkarze Lazio prezentowali się jak emisariusze innego futbolowego wymiaru, wymieniając podania z dokładnością i płynnością godną mistrzów snookera.
Można było odnieść wrażenie, że legioniści dość szybko pojęli, co dzieje się na boisku. Rozumiejąc rolę skazanych na porażkę ubogich krewnych, nie podjęli walki na śmierć i życie. Tak po prawdzie, trudno im się dziwić, bo i za co mieli umierać? Czy gdybyśmy dostali sześć żółtych czwartek, dwie czerwone, a połowa jedenastki Lazio wracałaby do Rzymu ambulansem na sygnale, czy zmieniłoby to jakoś ocenę występu Legii w tegorocznej edycji Ligi Europy? Można rzecz jasna zniwelować przewagę techniczną i taktyczną przeciwnika grając twardo, grając konsekwentnie, grając pomysłowo, rzucając na szalę wszystko, co ma się w danym dniu najlepszego. Historia europejskich pucharów jest pełna przypadków drużyn słabszych niż Legia ogrywających drużyny mocniejsze niż Lazio. Ale nie dziś, nie w tym sezonie, nie w tej konfiguracji personalnej, taktycznej i mentalnej. Nie wyszło, nie wyszło nam zupełnie nic, i tyle w tym temacie.
Oczywiście, to dość upokarzające dla nas jako kibiców, widzieć Legię zupełnie zrezygnowaną i pogodzoną z losem, ale cóż począć? Bywają w naszym kibicowaniu i takie chwile.
Dogłębna analiza gry Legii w czwartkowym meczu nie ma szczególnego sensu, warto jednak zwrócić uwagę na powrót Radovicia na prawą flankę i występ Helio Pinto na pozycji ofensywnego pomocnika. Tak teoretycznie obiecująca współpraca zawodników wyróżniających się przecież na tle kolegów doskonałym wyszkoleniem technicznym, kolejny raz nie przynosi spodziewanego rezultatu. Rado i Pinto w zasadzie nie grają ze sobą, nie szukają się na boisku, nie inicjują ataków, nie 'klepią' w pomocy. Obserwując ich wspólną grę, doznaję zawodu porównywalnego do tego, który pamiętam z wiosennej obserwacji gry Danijela Ljuboi z Lado Dwaliszwilim. Nie ma chemii, nie ma i już. Tylko dlaczego?
Mecz z Lazio przez chwilę skojarzył mi się z meczem z PSV sprzed dwóch lat. Wtedy zostaliśmy boleśnie wypunktowani, na co przymknęliśmy oko, bo przecież mimo porażki 0:3, mieliśmy pewny awans. Tłumaczyliśmy się towarzyskim poniekąd charakterem meczu, przypadkową bramką na 0:1, kontrowersyjnymi decyzjami sędziego, a drużyna PSV jawiła się jako faworyt do triumfu w tamtej edycji Ligi Europy. Różnica w piłkarskich umiejętnościach była równie porażająca.
W nawiązaniu do prowadzonej w tym tygodniu na czarnej-eLce dyskusji na temat Rafała Wolskiego, można natomiast wspomnieć błyskotliwe wejście na boisko pozbawionego kompleksów chłopaka, który zaczął jak gdyby nigdy nic kręcić 'rulety' między obrońcami holenderskiego zespołu, dając nam nadzieję, że wkrótce zasypiemy przepaść w piłkarskich umiejętnościach między młodymi legionistami, a ich europejskimi rywalami. Niestety, po dwóch latach nie ma ani tamtego Wolskiego, ani... kolejnych Wolskich. To smuci nie mniej niż zerowy dorobek punktowy i bramkowy osiągnięty przez Legię w pięciu jesiennych meczach Ligi Europy.


Przydałoby się, żeby częściej grali takie mecze, bo wygrane z Widzewami i Pogoniami motywacji do rozwoju nie dadzą. Nawet jak sobie wymienimy pół składu i trenera.
Nieraz widziałem ich moze i bardziej pokracznie sie prezentujacych ale zawsze jakos w tej bezsilności absolutnej przynajmniej mnie bawili, dziś nawet to im się nie udawało...
W ubiegłym a i poprzednim sezonie jakość tej drużynie dawał Ljuboja, który poprzez dobrą współpracę z Radovicem również Miro wykreował na lidera drużyny.Była poprawna a wielokrotnie dobra gra linii obronnej (Kuciak, Jędrzejczyk, Żewłakow, Astiz, Wawrzyniak), przyzwoita gra pomocników (Vrdoljak, Łukasik, Furman, Gol).
Dało to kilka niezłych meczów w Europie i finalnie Mistrzostwo Polski.
Z wielkim bólem stwierdzam po raz kolejny, że ten tytuł nie wprowadził Legii na wyższy 'level'.
Letnie odejścia czołowych zawodników i zastąpienie ich przez bardzo średnio udane i zupełnie nieudane transfery bardzo osłabiły jakość drużyny.
Przyjście Dwaliszwiliego, Bereszyńskiego,Brozia, Pinto, Dossy, Ojaamy nic dobrego Legii nie przyniosło. Przez litość nie wspomnę o brazylijczykach.
Wartość dodana to jedynie Jodłowiec i Brzyski.
Do tego doszło dramatyczne obniżenie formy przez Koseckiego i Furmana oraz kontuzje w różnym wymiarze 25 (!) zawodników.
I mamy taki obraz drużyny jaki widzieliśmy dzisiaj na tle niezłej europejskiej drużyny i jaki oglądamy, w bardzo zakłamanej przez mizerny poziom polskiej ligi postaci, co tydzień.
Nie wykorzystaliśmy sportowo i finansowo tego tak długo oczekiwanego tytułu MP w najmniejszym stopniu, a początkiem większych problemów klubu będzie spadająca na łeb na szyję frekwencja na Ł3.
Urban
1. Wystawienie Jodły na stoperze to kpina z nas wszystkich , nie znam nikogo kto by nie uważał żę Jodła daje tej drużynie 5 razy więcej grając w pomocy. Chciał oszczędzić Astiza? ok Ivica marsz na środek obrony.
2. Wpuszczenie Ojamy to strata jednego zawodnika z pola i tu uwaga nie dlatego , że surowy, słaby samolubny tylko dlatego, że z nim nikt z drużyny grać nie chce.
Sprawa Kuciak Ojama niektórym się podobała reakcja bramkarza, mi nie to znak że nie ma drużyny.
Proponowany podział tylko powiększy przepaść, pokaż mi sponsorów, telewizje które będą zainteresowane rozgrywkami " ubogich". Co do skautingu to wszystko co piszesz to prawda z tym, że te 5000 tys skautów szuka w innym obszarze wiekowym niż my. Oni szukają młodych których obrobją i sprzedadzą za X razy więcej. Żewłakow szuka ukształtowanego z felerem do zaakceptowania.
Panowie w każdej z grup LE są zespoły lepsze i gorsze, bogatsze i biedniejsze (nie chce mi się, ale pewnie jakby przeanalizować skład grup to okaże się, że zdarzają się jeszcze większe dysproporcje niż w naszej). W żadnej jednak jeden zespół nie przyjmuje w pupsko od wszystkich jak leci nie potrafiąc strzelić bramki.
Liczba spotkań? To faktycznie może być problem, aczkolwiek przy tak szerokiej kadrze jaką ma Legia nie powinien być to aż takim zagadnieniem - jest, bo legioniści są kontuzjowani niemalże hurtowo. I choć pewnie część z tych kontuzji była nie do uniknięcia, to liczba urazów w Legii jest co najmniej zastanawiająca - zresztą temat przygotowania fizycznego był tu wałkowany nie raz. Dążę do tego, że co prawda liczba spotkań została nam narzucona przez reformę ligi (no i odpadnięcie z LM we właściwym momencie), ale jednak nie wydaje się aby klub był bez winy w tym (choćby w doborze ludzi, którzy dbają o to aby tych kontuzji było jak najmniej), że w tej chwili niektórzy podpierają się nosami.
Tak naprawdę ta runda jest koszmarna dla Legii. Już nie chcę się pastwić nad "stylem" Legii, trenerem czy poszczególnymi zawodnikami. Bardziej chodzi o to, że poza realną szansą na MP (ale też nie jakąś pewnością) nic się nie udało osiągnąć:
LM? Dupa.
Punkty do rankingu UEFA uzbierane w LE, aby w przyszłych sezonach było teoretycznie łatwiej? Dupa.
Finansowy aspekt pucharów? Nie mam danych, ale biorąc pod uwagę ogólną frekwencję plus mecze przy przy pustej trybunie/pustym stadionie plus brak punktów, za które też coś płacą, to podejrzewam, że również dupa.
Wzmocnienia letnie? Tu też napisałbym dupa, aczkolwiek przykład Jodłowca i Brzyskiego pokazuje, że czasem warto poczekać (nie twierdzę, że na wiosnę byli tragiczni, ale naprawdę odpalili dopiero teraz). Więc poczekam do wiosny, choć skłaniam się do użycia słowa dupa.
Młodzież? W sumie dupa - bo albo połamani, albo bez formy. Najlepszy Furman ale też nie zachwyca.
Koncepcja budowy zespołu bez gwiazd, czy kominów płacowych czy jak to chcemy nazwać? Dupa, bo widać jak potwornie tej drużynie brakuje jakości. Wczoraj jeden Radovic potrafił minąć przeciwnika - ale on sam nawet w szczytowej formie meczu nie wygra. A ja naprawdę uważam, że trzech ofensywnych piłkarzy nawet tego pokroju co Rado plus solidne wsparcie tych co mamy (plus świetny bramkarz, ale tu trudno mieć do kogoś pretensje), dałoby nam szansę powalczyć i z Lazio i Trabzonsporem, że o Apollonie nie wspomnę - tak zresztą wyglądała drużyna Skorży w 2011 - Rado, Ljubo, Rybus plus Kuciak a do tego reszta walcząca. I wystarczyło na wyjście z grupy. Podkreślam przy tym, że nie piszę tego po to aby znowu wywołać dyskusję czy Ljoboja powinien zostać czy nie
Pewnie przemawia przeze mnie rozgoryczenie, ale sezon, który miał być krokiem do przodu niestety obecnie wygląda na krok w tył. Ale może dzięki temu niektórzy przejrzą na oczy.
Zwalniać (i "wyp... dyscyplinarnie", jak się mówiło za czasów Maćka S.) jest łatwo, ale z głową zatrudniać jest już trudno (czy to jakaś rodzina wyrazów!?
Dziwi mnie natomiast kilka spraw.
Trener m.in. zrzucił winę na ZMĘCZENIE. Można na to patrzeć z dwóch stron, i żadna nie jest korzystna dla sztabu szkoleniowego. Faktycznie mogą czuć zmęczenie. Tyle, że ostatnio nigdzie nie wyjeżdżali (z Pogonią mecz w domu) i mieli wolne. 2 tygodnie przerwy reprezentacyjnej. Trener przyjął taki mikrocykl treningowy, który zakładał jeden trening dziennie (niezbyt intensywny)oraz dał zawodnikom 5 dni wolnego. Dla zawodowego piłkarza to są wakacje. Pojedyncze jednostki były na kadrach. Jodłowiec, Furman i Brzyski jedynie mogą narzekać. Reszta nie ma prawa.
Jeżeli o jakimkolwiek zmęczeniu możemy mówić to o psychicznym. Sezon długi, jeżdżenia dużo, odpoczynku między meczami mało i ogólne odczucie zmęczenia się nawarstwia. Tylko, że trenerzy mogli to zjawisko ograniczyć. Jeśli przyjmiemy, że zawodnicy nie są fizycznie przygotowani do takiego natężenia meczów to trzeba wprowadzać różne rozwiązania ograniczające poczucie wypalenia jak głęboka rotacja, intensywna odnowa biologiczna i zmiana logistyki. W ostatnim mam na myśli niepotrzebne mini zgrupowania w meczach domowych, wyjazdy na dzień przed meczem nawet, gdy podróż krótka. Każdy człowiek najlepiej wypoczywa we własnym domu. Niestety nie zmieniono nic, tak jakby runda niczym nie różniła się od tej, co gra Podbeskidzie.
Trener odebrał drużynie kilka atutów poprzez USTAWIENIE. I tu mamy doskonały przykład braku wyciągania wniosków. Sam się już przekonał wcześniej, że Jodłowiec, Radovic, Pinto o niebo lepiej grają na innych pozycjach. Ojamaa transfer zawdzięcza grze na pozycji ofensywnego pomocnika, a nie skrzydłowego. Wie też, że Dwaliszwili jest pod formą i ciągnięcie go za uszy w każdym meczu szkodzi drużynie.
TAKTYKA. Ciśnie się na klawiaturę poważny elaborat. Nie tylko w związku z meczem, ale także ze wczorajszym tekstem red. Zycha. Nie mam na to jednak ochoty. Napomknę tylko kilka suchych spostrzeżeń. Założenia trenerów nie sprawdzają się w warunkach bojowych. Głównie przez niedopasowanie tych założeń pod przeciwnika oraz przez błędne założenie, że piłkarze rzuceni na swoje nie naturalne pozycje perfekcyjnie sobie poradzą. Ilość środków taktycznych, jakimi dysponuje drużyna jest dramatycznie mała. Wystarczył Cawanda, żeby pozbawić Legię jedynego pomysłu na grę. W ogóle dobrze zorganizowany pressing (szczególnie w strefie środkowej) pozbawia tą drużynę jakichkolwiek atutów. Szczególnie tych indywidualnych. Neutralizacja Legii jest bardzo prosta. Realizacja założeń nawet najbardziej prostych nie sprawdzi się, kiedy piłka wolno przemieszcza się między piłkarzami. Improwizacja nigdy się nie sprawdzi, gdy nie ma ruchu w strefach, nie ma pokazywania się do podania, podania są niecelne lub bez tempa, zawodnicy mają braki w wyszkoleniu i potrzebują dużo czasu na podjęcie decyzji i jej wykonanie.
Wymagania są nieadekwatne do potencjału zespołu? Przed meczem zjechałem do minimum i oczekiwałem, że chociaż nie przyniosą wstydu. Że będą cisnąć nawet kosztem utraty bramek. Że chociaż wepchną jedną ,nawet jeśliby mieli stracić 3. To za dużo? Czy piłkarze także zostali przez trenera uświadomieni, że są beznadziejni i zgodnie z jego wizją potencjału powinni się cieszyć z samego udziału w rozgrywkach LE? Czy na prawdę on uważa, że strzelenie bramki takiemu Apollonowi czy Trabzonowi to ponad siły naszych kopaczy? Ktoś stracił kontakt z rzeczywistością.
"Byłem bo zapewne juz do smierci będę chodził"
Mam tak samo jak Ty
@Oliver
"Dało to kilka niezłych meczów w Europie i finalnie Mistrzostwo Polski."
Finalnie dopiero 3 miejsce w tej słabiutkiej lidze !
@CTP
Nic dodać nic ująć.
Dodam tylko,ze w sezonie, w którym tak "błyszczeliśmy" w Europie (prawdziwą wartość widzieliśmy z PSV) i mając w składzie gwiazdę Ljuboję, w naszej słabiutkiej lidze zdobyliśmy 33 pkt (dziś 37) strzeliliśmy 29 goli (dziś 38)
@Raster
Można to ująć krócej. "Tak krawiec kraje...." Szkoda tylko, że wiedząc to wszystko nie próbujemy tej różnicy niwelować wypełniając stadion po brzegi. W każdym meczu. My niestety tą różnicę powiększamy zachowaniem idiotów, kibiców RAC i BENGALI.
@Bolek
Jeśli jest wż tak źle, to jakim cudem prowadzimy w tabeli nieustannie od 2 sezonów. Przypomnij mi proszę kiedy ostatnio tak było ?
@mistis
Mam tak samo jak Ty
Teraz coś ode mnie.
Wszyscy czujemy się zniesmaczeni wynikami w LE, bo w przypadku Legii bardziej posługujemy się sercem niż rozumem. Przegraną Śląska z 8 zespołem ligi Hiszpańskiej 9 : 1 traktujemy normalnie, ale porażkę 3 : 0 z 8 zespołem ligi Włoskiej uważamy za dramat. Panowie wczoraj na przeciw siebie stanęło 75 mln do 12 !!!
Było to widać w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła. Przy Hernanesie (25 mln) Pinto (600 tyś) wyglądał jak młodzik. Perea (2 mln) jechał z Jodłowcem jak chciał itd itp
Ktoś napisał, że dopiero od wczoraj zaczął wierzyć w rankingi. A czym się kierował do wczoraj ???
Przed Legią jeszcze bardzo dużo pracy a przed nami jeszcze dużo cierpienia ale i nadziei, ze będzie lepiej. Jeśli nie w Legii, to gdzie ?
"Dajmy czas zawodnikom, trenerom i działaczom na przyzwyczajenie się do nowej rzeczywistości"
No ja wolałbym, aby nikt nie musiał się przyzwyczajać i po zakończeniu tego sezonu Leśny weźmie coś ciężkiego, walnie się mocno w głowę i powie: "STOP! To był jednak idiotyczny pomysł.".
Kuciak jeżeli nie świetny, to bardzo dobry bramkarz, Rado techniką przewyższałby większość legionistów z 1991 roku, Helio Pinto grał w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z Realem Madryt, czy Dwaliszwili jest gorszy od Cyzio?
A jednak tamci z 1991 roku odprawili z kwitkiem Sampdorię i przeszli do naszej legendy, zapisali się na kartach legijnej historii, a o obecnych występach Legii na arenie międzynarodowej póki co chcielibyśmy zapomnieć.
Wczoraj Legia „grała sparing” (tak to wyglądało) z dewizą byle nie odnieść kontuzji i z garbem czterech grupowych porażek, bez wiary, że można sprostać rzymianom, a Lazio od pierwszej minuty również „grało sparing” na luzie, bez presji, przekonane o własnej wyższości. I umiejętności indywidualne i morale drużyny były po stronie włoskiego klubu, przebieg gry i wynik okazały się naturalną tego wypadkową.
Jeżeli polski klub chce zaistnieć w pucharach musi w wielu arkanach futbolowej materii wznieść się na optimum swoich potencjalnych umiejętności, a nawet je przekroczyć, tak było kiedyś, tak jest obecnie i tak zapewne przez długi jeszcze czas pozostanie. Wczoraj na wzniesienie się ponad standard szans nie było, wiary w to również, zatem i gra była poniżej standardu.
***
Żyleta chciała udowodnić, że Klich miał rację!
a ja nie. dajmy szansę nauczyć się wszystkim pracować w nowej rzeczywistości i wtedy oceńmy zebrany materiał. nie po połowie jednego sezonu.
Nie chcę się wymądrzać, ale piszesz o innych czasach. Wtedy jedyną możliwością wyjechania na ZACHÓD dla "Kowalskiego" było uprawianie sportu. Piłkarze grali ze sobą po kilka, kilkanaście sezonów, a dzieciaki, nie mając innych rozrywek godzinami kopali piłkę. Regeneracja też odchodziła na podwórku przy grze w kapsle.
Od tamtej pory świat sportu nam odjechał, a my wciąż żyjemy "przypadkowymi" sukcesami. Początkiem było Wembley i dzień konia Tomaszewskiego. Do tego "przyszło, zeszło weszło" i skakaliśmy pod niebiosa. Przypomnij sobie rewanżowy mecz z Portugalią. Tragedia i obrona Częstochowy. Strzał rozpaczy Krzynówka. Piłka odbita od słupka, trafia w bramkarza a my znowu skaczemy pod niebiosa. Można tak w nieskończoność (mecz w Moskwie)Lechia Gdańsk też wygrała ostatnio z Legią. Czy to oznacza że wygra ligę ?
Odpowiedz na Twoje pytanie skierowane do mnie jest akurat mega prosta - bo w lidze graja jeszcze gorsze druzyny niz Legia. A kiedy Legia tak dlugo liderowala? A kiedy ta liga byla tak slaba.
Moze dla Ciebie bycie najlepszym w polskiej lidze usprawidliwia wszystko. dla mnie nie. A co do meczu w Moskwie - dwumecz ze Spartakiem wygrala druzyna lepsza w tym konkretnym dwumeczu. Koniec i kropka
To z kim ta kiepska Legia ma podnosić umiejętności ? Z Piastem, Lechią, Ruchem ? Bo na granie przeciw Romie, Juve, Napoli czy Fiorentinie szans nie mamy.
Wczoraj byliśmy świadkami wyścigu Poloneza z Maserati. Liczyliśmy że ten Włoski złapie gumę i może wygramy. nie złapał. W przeciwieństwie do Łady
Spartak Moskwa - Legia Warszawa 2:1 (1:0)
Rosenborg Trondheim - Legia Warszawa 4:0 (2:0)
Legia Warszawa - Spartak Moskwa 0:1 (0:1)
Legia Warszawa - Panathinaikós 0:0
Panathinaikós AÓ - Legia Warszawa 3:0 (1:0)
Ale ta rzeczywistość jest, że tak powiem, kompletnie oderwana od rzeczywistości. Nikt na zachodzie nie robi takich cyrków z kształtem rozgrywek ligowych. Bardzo źle się stało, że tylko Legia gra na 3 frontach, bo nie mamy żadnej skali porównawczej i szukamy przyczyn po omacku. Gdyby Lech załapał się do fazy grupowej LE, to pewnie mieliby teraz ogromne problemy ze skompletowaniem meczowej 11-tki. Byłoby widać jak na dłoni jak wielką szkodę zrobiono naszej piłce, że te zmiany nie tylko nie poprawiły poziomu sportowego ale wręcz zaszkodziły. Piłkarz leżący w szpitalu raczej nie podnosi swoich umiejętności.
@ iocosus
Nie podpisuję się pod wyciągnięciem meczu z Sampdorią i zestawieniem go z meczem z Lazio. To znaczy, oczywiście, takie niespodziewane historie mogą się w piłce zdarzać (wspominałem zresztą o tym w tekście), ale po pierwsze taki punkt odniesienia jest niesprawiedliwy, wszak wyjątek z samej swojej definicji nie może być regułą, po drugie wspominane przez Ciebie wzniesienie się (czy przeskoczenie) na 'optimum możliwości' czasem zwyczajnie nie zawsze wystarczy.
Przypomnijmy sobie np. pamiętne 1:6 z Valencią. Czy Legia grała wtedy bez ambicji? Nie, po prostu Valencia wybiła nam futbol z głowy. A jednak mimo haniebnego wyniku i zawstydzającej dysproporcji w piłkarskich umiejętnościach oczywistej w tamtym konkretnym meczu, drużynę Okuki wspominamy dobrze.
Moim zdaniem wczoraj brak wiary pojawił się już na boisku, kiedy nasi zobaczyli co się dzieje i jak wyglądają na tle Lazio.
Ok zgoda zwątpili już na boisku co mentalnie ich wysoko nie stawia. Reakcja odwrotna do tej wymaganej. Mnie nurtuje co innego. Czy któremuś z naszych piłkarzy przeszła przez głowę myśl czy to w trakcie czy po- "Boże jaki ja jednak jestem cienki" czy choćby jednemu i co z nią zrobił? Wytłumaczył sobie "Ojamą" czy może postanowił ciężej pracować?
Niestety ale w lidze przy mocniejszym pressingu takiego Podbeskidzia albo Bełchatowa już nie mówiąc o Polonii (piszę o zeszłym sezonie) też druga linia się gubiła, to co dopiero mówić o zderzeniu z zespołami europejskimi. Vrdoliak nie potrafi grać na jeden kontakt i popełnia straszne błędy przy wyprowadzaniu piłki. Wczoraj celność podań była straszna, bo nie jesteśmy przyzwyczajeni do gry pod pressingiem i gubili się w tym elemencie gry. Gramy w lidze gdzie nie trzeba a nawet nie ma możliwości grania w podobnych warunkach więc gdzie nabierać dobrych nawyków? Dawno doszedłem do wniosku że tylko podniesienie poziomu całej ligi spowoduje zmianę jakości gry, bo nawet sprowadzeni nieźli zawodnicy szybko się manierują i przyzwyczajają do gry na pół gwizdka.
Najbardziej jednak martwi słabość mentalna, bo jak nie ma umiejętności to chociaż wolą walki można nadrobić a tu nie ma z czego wycisnąć.
" Dawno doszedłem do wniosku że tylko podniesienie poziomu całej ligi spowoduje zmianę jakości gry, bo nawet sprowadzeni nieźli zawodnicy szybko się manierują i przyzwyczajają do gry na pół gwizdka."
Jak mawia klasyk "To oczywista oczywistość" Problem w tym, że zaraz sie podnoszą głosy, że "W 40 mln państwie ble ble ble"
Na stadiony przychodzi po kilka tyś widzów i frekwencja stale spada. Osobiście wolałbym obejrzeć po 4 mecze z Lechem, Wisłą, Górnikiem czy Śląskiem niż przeżywać obronę Częstochowy w wykonaniu większości polskich drużyn grających z legią. Póki co, Polską piłką rządzą dekodery. Może drastyczny spadek ich sprzedaży (30 % kibiców ogląda TME nielegalnie) spowoduje,ze centrala zacznie wreszcie myśleć.
Obecna reforma jest najgłupszą rzeczą jaką można było zrobić.
Myślę że demonizuje się wpływ tej reformy, wcześniej jej nie było i też dominowały eurowpier..ole. Nie ma podaży zawodników ot co. Czytałem zestawienie ilu jest skutecznych mlodych napastników w niższych ligach (I i II) kilku strzelających ale też na dalszych miejscach w klasyfikacji. Nie ma kim grać. Mamy w zwyczaju szukać przyczyn tam gdzie nie trzeba, już Tuwim pisał; "Czasy są takie że gdy żydek pierdnie, zaraz szukają źródła w Kominternie. I nie praktyczne to i strasznie głupie, bo czyż nie lepiej szukać źródła w d.pie?"
Jakoś nam to zostało, to szukanie źródeł nie tam gdzie trzeba.
Jeśli liga nas nie zmusza do uczenia się gry pod pressingiem to sami taką presję powinniśmy sobie narzucić. Jeśli uważa się, że mamy bardzo wyrównanych zawodników, że możemy stworzyć dwie jedenastki, które z równym powodzeniem mogłyby bić się o mistrzostwo to na treningach uczmy się sami gry pod pressingiem. Odtwórzmy jak najbardziej zbliżone warunki meczowe i wymagajmy określonych zachowań.
Inaczej grałby Vrdoljak jakby na treningu byłby podwajany przez Kopczyńskiego i Jodłowca w ciągu 2 sekund od przyjęcia piłki. Nauczyłby się analizować sytuację przed przyjęciem, lepiej by przyjmował i momentalnie by podawał we wcześniej obranym kierunku. Skoro tego nie robi od wielu wielu miesięcy to znaczy, że tego nie trenuje. Wystawianie go do gry w LE mając w pamięci ową "przypadłość", którą już inni przeciwnicy wykorzystali niesie za sobą ogromne ryzyko. Przewidzieć, co może się stać nie jest trudne. Wystarczy trochę wyobraźni. W lidze ujdzie, w Europie jest wykorzystywane. Trener, który tego nie widzi, albo widzi i liczy się z konsekwencjami szkodzi drużynie.
Vrdoljak jest tylko jednym z kilku przykładów, gdzie możemy zauważyć powielanie błędów, które przez proces treningowy już dawno powinny być poprawione lub umiejętnie zamaskowane. Nie są, bo pracują mało i nieefektywnie. Organizacja pracy jest nieadekwatna do potrzeb. Na ten temat znasz moje zdanie, więc nie będę dalej ciągnął.
Czekanie aż liga się zmieni może trwać wiele lat, a my taką umiejętność jak umiejętne wychodzenie spod pressingu musimy sobie przyswoić w ciągu najbliższych miesięcy do kolejnych eliminacji.
Wyznaczam więc azymut: trenerzy, brak specjalizacji, jakość szkolenia, etos pracy, organizacja pracy, brak ambicji.
"Wyznaczam więc azymut: trenerzy, brak specjalizacji, jakość szkolenia, etos pracy, organizacja pracy, brak ambicji."
Dobrze zdiagnozowałeś ale co dalej? Od czego zacząć? Etos pracy nie pojawi się szybciej niż mocna liga. Tak myślę. To trwa dziesięciolecia w najlepszym wypadku.
Kiedy Tadeusz Mazowiecki został premierem poprosił swojego ministra Waldemara Kuczyńskiego aby powołał kolegium ekspertów, oczekując odpowiedzi na pytania "co dalej ? Od czego zacząć ?" Po kilkudniowej debacie powstało kilkadziesiąt stron tekstu, z którego Kuczyński miał wyłowić esencję, by przedstawić premierowi. Po przeczytaniu tekstu Mazowiecki nie kryjąc zdziwienia i zażenowania zakazał dalszego organizowania tego typu komisji. Zaskoczonemu ministrowi odpowiedział. "Co trzeba zrobić to ja wiem. Oni mieli mi powiedzieć - jak"
Skąd my to znamy ???
„wzniesienie się (czy przeskoczenie) na 'optimum możliwości' czasem zwyczajnie nie zawsze wystarczy.” – słuszna uwaga, ja ją respektuję, ale bez wskoczenia na „optimum możliwości” lub przynajmniej zbliżenia się do niego, to nasze szanse w rywalizacji z klubami z „pierwszej piątki” lig europejskich, jak również z bogatszymi klubami z innych lig (portugalskiej, rosyjskiej, holenderskiej, tureckiej, ukraińskiej) , dysponującymi bardziej wartościowymi piłkarzami są z góry skazane na porażkę.
W średniej dyspozycji możemy przeskoczyć Molde, ale już na Steauę to było za mało, a co dopiero mówić o Lazio. Mhm, przy czym w tym minorowym dzisiejszym nastroju, jak idiota być może, będę twierdził, że i ze Steauą i z Trabzonem i z Lazio drużyna o potencjale, możliwościach, budżecie Legii może powalczyć i nie musi z góry być skazana na porażkę. Jesień 2011 jest tego świadectwem i tak jak nie chciałbym jej mitologizować, tak też popadanie w czarną rozpacz po blamażu pucharowym jesienią 2013 uważam za zbędne.
I Lazio i Trabzon w pojedynkach z nami byli faworytami, jeżeli nie potrafimy ich zaskoczyć to naturalną koleją rzeczy z nimi przegrywamy, tu dramatyzowanie, krokodyle łzy, są niepotrzebne, no przynajmniej kibic może sobie na nie pozwolić, pitoląc ponarzekać na jedno lub drugie. W klubie w żaden sposób tak myśleć nie powinni, tam muszą się zastanowić jak sprawić, żeby przy tym co posiada się obecnie, czym dysponuje, Legia jesienią 2014 potrafiła „zaskoczyć”. Być może do sukcesu w przyszłym roku to nie wystarczy, zgodnie z uwagą, którą Gawinie poczyniłeś, ale niech będzie świadomość, że drużyna dążyła do optimum, niewiele jej w tym brakowało, nie udało się trudno, sport, byli lepsi należy to zaakceptować. Dziś ja mam przeświadczenie, że z różnorakich powodów, Legia do swojego optimum w pucharowej rywalizacji była nieco oddalona, nawet nie w kontekście ostatniego meczu, ale w pryzmacie całej jesieni.
Z Lazio w pierwszym meczu, szczególnie w pierwszej połowie nastawienie legionistów było zgoła inne niż wczoraj, gra również wyglądała inaczej, jednak czegoś i tak brakowało, z Trabzonem było podobnie i ja nie sprowadzałbym tego do czystego przypadku, że kiedyś Rybusowi strzał z prawej wyszedł, piłka w głowę Janusza Gola uderzyła i odbijając się drogę do bramki znalazła, a dziś, tej jesieni drużyna takiego farta nie miała. Dla mnie takie założenie to fałsz. Nie sztuką jest mieć szczęście, sztuką jest je wykorzystać.
Jesienią 2011 Legia w pucharach grała i szczęśliwie i blisko swoich optymalnych możliwości, a tak grającej Legii jak w pierwszej połowie ze Spartakiem na Ł3 lub w Bukareszcie z Rapidem to nie było mi dane dawno oglądać. Teraz trzeba sprawić, żeby w 2014 roku osiągnąć podobny efekt, jeżeli wówczas trochę szczęścia dopisze będziemy mieli powody do ponownej satysfakcji, a klub szanse na poczynienie kroku do przodu.
Punkt 1 odnosi się do bywalców C-L, zaś punkt 2 do mediów.
1. Rozdrapywanie ran graniczące z ekshibicjonizmem.
Gdy Legia wygrywa to wpisów mało i są takie jakieś rachityczne. Bardziej na zasadzie "Tak,ale...". Przy czym tego "ale" jest tak dużo, że dla "Tak" miejsca zostaje tyle co na lekarstwo. Dopiero jak damy ciała to wpisów multum i wszystkie kipią słusznym oburzeniem oraz dobrymi radami przydatnymi jak umarłemu kadzidło. Każda porażka boli. Ale żeby dodatkowo do tego się samobiczować to już gruba przesada.
2.Niszczenie każdego kto chce coś osiągnąć i wyrwać się z zaklętego kręgu niemożności.
Nie będę cytował nawet tytułów dzisiejszych różnych artykułów. Ich autorów cechuje dorażność, bylejakość i brak honoru, gdyż nie kopie się leżącego. Ale nade wszystko są one obrzydliwie antylegijne. Klęski Lecha czy Śląska ledwo odnotowano. Legia pomimo, że gra w fazie grupowej LE jest pokazywana jak większy nieudacznik niż klub, który odpadł z Litwinami. Pismaki pokazują: "Gdybyście odpadli jak Pan Bóg przykazał innym znacznie wcześnie, a nie pchali się na afisz to może byśmy was oszczędzili. A tak macie za swoje". Miejsce w polskim piekle jest tylko w kotle razem z innymi. Aż muszę zacytować Franka Zappę: "Dziennikarze to ludzie,którzy nie umieją pisać, przeprowadzający wywiady z ludzmi, którzy nie umieją mówić, dla ludzi, którzy nie umieją czytać".
A tak w ogóle to życzę wszystkim lepszego jutra.
Cytując Franka Zappę lejesz miód na moje serce
Mam jego wszystkie płyty. Winylowe !
Samo z siebie nic się nie pojawia. Zacznijmy od narzucenia z góry (przez Prezesa) organizacji pracy, to z czasem zawodnicy się przyzwyczają. Jeśli trener będzie miał inną wizję to niestety trzeba będzie wymienić. Magiera, Dębek, Banasik to bez różnicy, bo muszą realizować pewien plan pracy. Praca, praca i jeszcze raz praca nad eliminowaniem mankamentów, tych podstawowych, które utrudniają realizację nawet najprostszej taktyki. Musimy wyjść z założenia, że piłkarze niewiele umieją i zacząć pracę od podstaw.
Widzę to tak (przykładowo):
- Zawodnicy obecni w klubie co najmniej 8 godzin,
- czas pobytu musi obejmować dwa treningi na boisku co najmniej 60 minutowe (jedne fizyczne, drugie taktyczne), nie więcej jak godzinę zajęć z trenerem od mentalu, nie więcej jak godzinę pracy nad koncentracją, ok. 20 min indywidualnych zajęć nad poprawą techniki użytkowej, ok. 20 min. teorii i praktyki z indywidualnej taktyki. Reszta czasu to wspomagana regeneracja, żywienie i suplementacja. Zajęcia jak u juniorów, tyle, że zintensyfikowane, bo mamy do czynienia z dorosłymi ludźmi, ale bez umiejętności. Nie jest to wcale za dużo, bo organizm z takim obciążeniem spokojnie sobie poradzi.
- Jeśli mecz w niedzielę to takim rytmem do samego piątku. W sobotę luźniej (nie dotyczy zawodników poza kadrą meczową).
- należy zrezygnować ze zgrupowań tuż przed meczem, kiedy mecz odbywa się w Warszawie oraz kiedy wyjazdowa podróż nie trwa dłużej jak 4 godziny. Zawodnicy lepiej w domu wypoczną, a zaoszczędzony dzień można wykorzystać na pracę w klubie. Choćby tylko nad sfg oraz nad taktyką pod przeciwnika.
- należy podzielić zawodników na grupy. Z 30 zawodnikami nie ma możliwości efektywnej pracy.
Pierwszy podział to ze względu na formacje. Nikt nie ma wątpliwości, że obrońca potrzebuje innego treningu niż napastnik. Błędem jest wrzucanie ich do jednego wora i aplikowanie takich samych obciążeń oraz takich samych ćwiczeń w takiej samej objętości. Do każdej formacji jeden trener z asystentem. Nagrywanie treningów obowiązkowe.
Drugi podział to na zawodników meczowych i pozostałych. Ci, którzy nie wystąpią w meczu (o tym wiedzą trenerzy co najmniej na dwa dni wcześniej) muszą w czasie weekendu meczowego trenować jakby byli w czasie okresu przygotowawczego. Pod opieką dwóch, trzech trenerów z zapewnioną obsługą fizjoterapeutyczną. Nie może być tak, kiedy część drużyny wraz ze sztabem szkoleniowym jedzie na weekend meczowy, a reszta jest zwolniona z trenowania. Ta reszta to przecież większość kadry.
Trzeci podział to na bloki zawodników w zależności od rodzaju ćwiczeń. Skrzydłowy ze skrajnym obrońcą; skrzydłowy z napastnikiem; obrońcy środkowi z def. pomocnikami; pomocnicy z napastnikiem itd. Potrzebne do wypracowywania automatyzmów w zachowaniu, żeby piłkarze nie szukali się długo na boisku.
Prawdopodobnie większość trenerów zna setki jak nie tysiące ćwiczeń na poprawę techniki, taktyki, komunikacji. Jak nie zna to jest cała masa źródeł, żeby takie ćwiczenia poznać. Ważne, żeby ćwiczenia jak najbardziej odpowiadały sytuacjom meczowym. Rozprowadzenie wrzucającego z udziałem obrońców, wyjście z własnej obrony pod pressingiem, strzały i wypracowanie pozycji strzeleckiej oraz rozegranie z prostpoadłym podaniem z udziałem obrońców, itd.
Dzisiaj zajęcia wyglądają jak podtrzymujące nabyte umiejętności. Siatkonoga, dziadek i gierki serwuje się w wielkich klubach, gdzie zawodnicy ni mają żadnego problemu z taktyką i techniką. U nas muszą ustąpić miejsca podstawowym ćwiczeniom takich jak praca nad słabszą nogą, podanie w biegu, podania i wychodzenie na pozycję, strzały każdą częścią stopy z naciskiem na boczne podbicie itd. JAK W JUNIORACH aż będą dobrze robić nawet pod wpływem zmęczenia. Ciągłe powtarzanie jak z tabliczką mnożenia aż dojdzie do stanu zadowalającego. Np. Furman na 10 podań do przodu zrobi 8 celnych; Kucharczyk na 10 przyjęć 8 będzie na tyle dobrych, aby z dwóch kroków oddać strzał lub wrzucić itd.
Na prawdę musimy przestać traktować naszych piłkarzy jak zawodowców, bo nimi nie są. Bez zmiany nastawienia nie wychowamy następców, nie wykreujemy zawodników do sprzedaży, nie poprawimy jakości gry. Wiemy dobrze, że to jedyna droga. Transfery wiele nie poprawią, bo przychodzą zawodnicy wcale nie lepsi od tego, co jest.
Zappa zmarł 4 grudnia 1993 r na raka prostaty
Przyjaciel Havla, dzięki któremu miał zostać reprezentantem Czechosłowacji na terenie USA w dziedzinie handlu, turystyki i kultury.
Do współpracy jednak nie doszło, bo Franio bez ogródek wyraził opinię na temat "niedostatków inteligencji u wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych Daniela Quayle'a.
Twórca rysunkowych "Simpsonów" Gatt Groening stwierdził, ze Zappa, posiadacz najlepszych wąsów w dziejach Ameryki, bijąc pod tym względem Marka Twaina i Charlie'ego Chaplina bezlitośnie wykpiwał zwyrodnienia amerykańskiej demokracji. Jednak nie to było w nim najlepsze, a muzyka, którą pisał i wykonywał, ponieważ to "muzyka jest najlepsza"
Masz rację.Tylko,że ludzie odpowiedzialni w klubie muszą wiedzieć i co i jak. Zacytuję kilka zdań /wyjętych z większej całości/ mojego ulubionego trenera sir Alexa Fergusona:
"Zaczynałem jako szkoleniowiec bazujący na kilku prostych elementach, ale zawsze wiedziałem na czym polega gra na najwyższym poziomie, rozumiałem też techniczne aspekty potrzebne do prawdziwego sukcesu".
"Od momentu, w którym dołączyłem do MU miałem tylko jeden cel-zbudowanie klubu piłkarskiego. Chciałem go stworzyć od podstaw. Tylko tak mogliśmy sobie zagwarantować płynność w dostawie zawodników do pierwszego zespołu. Gracze dorastają razem, tworzy się miedzy nimi więż, która z kolei gwarantuje tzw. "team spirit". Wiedziałem, że aby klub mógł się znowu liczyć to muszę wszystko postawić na jedną szalę, na młodzież. Było to odważne, ale los nagradza odważnych. Nie można myśleć krótkoterminowo."
"Należy inspirować ludzi, aby stawali się w czymś coraz lepsi. W przypadku piłkarza chodzi o technikę, możliwości fizyczne, dawanie im przeświadczenia, ze są zwycięzcami, lepszymi ludzmi i mogą zajść gdzie tylko chcą. Jeżeli dasz młodym taką szansę, nie tylko przedłużasz życie zespołu, ale i wypracowujesz sobie zwykłą, ludzką lojalność. Jeśli zaczynają za ciebie walczyć, na pewno akceptują twoje myślenie. Zaczynasz czuć, ze tworzysz rodzinę, a ta zaczyna cię póżniej zaskakiwać swoim poświęceniem.".
I cytat,który Cię zadowoli: "Wszystko było podporządkowane standardom wyznaczonym przez klub. Począwszy na przygotowaniach do meczu, rozmowach motywacyjnych i taktycznych analizach. Wystarczy spojrzeć na nasze treningi. Przysięgam - nigdy nie przeprowadziliśmy nieudanej sesji. A trening to prawdziwy manifest wszystkiego co widzisz na meczach. Dlatego nie mogliśmy odpuścić ani na chwilę, nie mogliśmy się dekoncentrować. Chodziło o intensywność, jakość. Dzięki temu cały czas szliśmy do przodu, rozwijaliśmy się. Powtarzałem piłkarzom, jeśli poddacie się raz to zrobicie to drugi raz i kolejne. Na treningi przyjeżdżałem pierwszy, ale póżniej jeszcze przede mną przed siódmą meldowali się już inni. Nawet gdy stali się gwiazdami zawsze trenowali bardzo ciężko, bo do tego od początku byli przyzwyczajeni i wiedzieli, że tylko to pozwala im być na szczycie".
Też uważam, że powinno sie równać do najlepszych, ale MU to chyba jednak za wysokie progi do naśladowania. Ten zespół to szczyt marzeń większości piłkarzy na świecie. Drużyna w której piłkarze kończą kariery. Klub, który wg Forbsa w 2013 uplasował sie na 2 pozycji najbogatszych. Wartość 3 mld 165 mln USD
Osiągnięte przychody 502 mln USD, zysk operacyjny 144 mln USD
Nasza Legia to ciągle jeszcze zaścianek Europy. Odskocznia do silniejszych lig. Co nie znaczy, ze mamy nie próbować
Dzięki za cytat
Osoby decyzyjne w klubie uczą się dopiero jak zarządzać klubem. Jeżdżą do zagranicznych klubów aby nabyć jak najwięcej wiedzy i ją konfrontują z legijną rzeczywistością. Dopiero rysują w umysłach optymalny model funkcjonowania uwzględniając potężne braki w wyszkoleniu naszych piłkarzy. Najważniejsze, żeby otoczyli się profesjonalistami zwłaszcza w aspekcie przygotowania drużyny. Odpowiednio wyselekcjonowani zaszczepią w klubie najlepsze rozwiązania. Chciałbym żeby skończono z amatorką zatrudniania ludzi bez odpowiedniej wiedzy, doświadczenia i osiągnięć. Mnie np. ciągle dziwi dlaczego w klubie nie ma Janusza Olędzkiego albo Tomka Piasecznego. A to tylko kropelka w morzu moich zdziwień.
Sprawdź z jakiego pułapu startował Ferguson. Śmiem twierdzić, że dzisiejsza Legia ma łatwiej.
Sprawdziłem. sir AF Przyszedł do MU w 1986. Do tego czasu drużyna zdobyła 7 razy mistrzostwo Anglii, 8 razy zajęła drugie miejsce, 3 raz trzecie. 6 razy zdobyła puchar, 9 razy superpuchar. Na pierwsze mistrzostwo pracował 7 lat. Później nastąpiła jego era. W Legii niemożliwe.
Ps
Marzę aby w naszym klubie wdrożono taki system szkolenia.
Coś jak Ferguson.
Akurat nie to miałem na myśli. Pozycja w lidze, zawodnicy, polityka transferowa. Masz zarys obrazu:
http://www.youtube.com/watch?v=9AR5eEEnC1s&list=PLffu8exa-6x2ggouri1QrDNWUikclcKHX&index=1
Pytanie z natury tych ciekawskich. Skąd pewność, że unas nie ma treningów specjalistycznych czyli innych dla obronców innych dla napastników. Przecież nawet taki laik jak ja rozumuje, że to naturalna sprawa.
Panowie szlachta wiecie co mnie najbardziej irytuje i wywołuje nieprzystające staremu kibicowi zachowania na trybunie? Graliśmy przecież wszyscy w piłkę i idę o zakład, że podanie do kolegi trzy - siedmio metrowe nie stanowiło problemu. Dostawał pod nóżkę lub w tempo jeśli biegł. U nas choć zarabiają naprawdę przyzwoite pieniądze nie ma meczu aby na takie odległości kilka podań było złych i nie piszę tu słowa o presingu. Rozumiem taką stratę wynikającą z nie zrozumienia intencji choć też nie do końca, większość wynika jednak ze zwykłego niechlujstwa. Nie może tak być pod żadnym pozorem, w normalnej robocie wcześniej czy później ci podziękują jeśli będziesz partolił powierzone ci zadania.
W życiu zwykle tak bywa, że mamy pewien poziom aspiracji i cele wyznaczamy na ich miarę. Z drugiej strony ten nasz poziom aspiracji i zamierzeń zależy od cech osobniczych przede wszystkim psychicznych, ale fizycznych też. Z trzeciej wreszcie strony mamy do czynienia z rzeczywistymi uwarunkowaniami niejako obiektywnymi jak finanse czy infrastruktura. To wszystko może nas ograniczać realizacyjnie, ale może też nas wspomagać.
Ja tylko kilka słów poświęcę czynnikowi ludzkiemu zwanemu na użytek własny formatem. Na tenże użytek stworzyłem typologię formatów i nazwałem je:
kieszonkowymi, prowincjonalnymi, wielkomiejskimi, krajowymi, europejskimi i światowymi.
Zacznę od subiektywnej oceny kadry odpowiedzialnej w Legii za jej sukces lub jego brak i za poziom tego sukcesu.
Dla mnie Prezes Leśnodorski to silny format europejski. Silna, ekspansywna osobowość i ciąg do przodu. Musi tylko zrozumieć, że Legia to taki Bayern Monachium i za markę trzeba płacić. Jak Bayern bierze piłkarza z innego klubu Bundesligi to on ma zarabiać co najmniej dwa razy tyle co u poprzednika. Mimo że przez samo przejście lepszym zawodnikiem się nie staje. "Noblesse oblige".
Niestety Pan Dyrektor Mazurek to format prowincjonalny /może mam uraz bo wygnał do Znicza Roberta Lewandowskiego/. Ma zbytnią łatwość usprawiedliwiana swoich niepowodzeń /to nie ja to inni, lub braki finansowe itp/. Jak powiada Pan Leszek Melibruda zastanawianie się głębokie nad przyczynami porażek jest podstawą przyszłych zwycięstw. Ponadto nie uważa, że prawie półroczne panoszenie się jego podwładnego "Bereta" nie jest jego winą. Pan Walter uważa go za klasowego faceta. Być może towarzysko tak. Ja jednak wolę trudne charaktery, które aczkolwiek szorstko, ale nie poddają się wadliwemu biegowi zdarzeń.
Skauci Legii niech się uczą. Niestety nie mają od kogo. Ostatnim prawdziwym w Legii był Pan Mazurek o którym z żalem wspomina Dzynek. Ja też.
I wreszcie trener i jego sztab. Janowi Urbanowi przyznaję format krajowy. I nic więcej. Posiadł on umiejętność wprowadzania młodych do zespołu seniorskiego. Potrafi wskazać proste błędy których wyeliminowanie poprawia funkcjonowanie zawodnika na boisku. I to jest wszystko. Niestety nie wie na czym polega funkcjonowanie zespołu na wysokim poziomie. Nie potrafi przejść na wyższy poziom organizacji gry i taktyki. Legia pod jego kierownictwem nie ma żadnego mocnego elementu w grze. Robi wszystko poprawnie. Do tego ma za małą wiedzę, aby ocenić i skorygować błędy popełniane w przygotowaniu fizycznym zawodników. Powiela to czego się nauczył jako zawodnik i jako trener młodzieży w Ossasunie. To na sukcesy na arenie o wiele za mało. Porządny człowiek, ale na Legię przymały.
Zawodnicy. Niestety nauczeni, że niewiele się od nich wymaga. W większości myślący o kokosach jakie inni dostają od piłki. Nikt im nie uzmysławia, że jest robota do wykonania. I aby ją wykonać trzeba zakasać rękawy i zapier.... /tu może być cytat ze Smuty/. Nie ma kto sprowadzić ich na ziemię. I to ich małość głównie nas niszczy. Format kieszonkowy. Czy należy ich wszystkich wymienić? Nie. Należy od nich zacząć wymagać dawania z siebie tyle na ile ich stać. Dopiero z opornych i nie nadających się rezygnować.
I tu zacytuję sir Alexa Fergusona: "Postanowiłem zbudować klub. Na miarę moich oczekiwań i marzeń kibiców. Dałem sobie na to 4 lata. Zacząłem natychmiast jak się w MU znalazłem".
My nadal marnujemy czas.
Reakcja odwrotna do wymaganej
To prawda, jednak trzeba mieć na uwadze, piszę to niejako w nawiązaniu do wątku dyskutowanego z iocosusem, że wejście na obroty umożliwiające rywalizację z przeciwnikiem takim jak Lazio wymaga od drużyny pokroju Legii mobilizacji w wielu aspektach. Moim zdaniem w tych okolicznościach nie mogło być mowy o takiej mobilizacji, choćby nawet chłopaki przysięgali sobie, ze są w stanie tego wieczoru umrzeć na boisku. Nie oszukasz samego siebie.
@ iocosus
Dziś ja mam przeświadczenie, że z różnorakich powodów, Legia do swojego optimum w pucharowej rywalizacji była nieco oddalona, nawet nie w kontekście ostatniego meczu, ale w pryzmacie całej jesieni.
Tutaj, w wymiarze ogólnym, abstrahując od meczu z Lazio, pełna zgoda, przy czym znacznie bardziej niż Ligi Europy żałuję rywalizacji ze Steauą. Sądziłem że niezależnie od tego co zaprezentowaliśmy w pucharach do tamtego meczu, i co mieliśmy zaprezentować jeszcze po nim, na ten dwumecz, zwłaszcza na rewanż u nas, będziemy przygotowani i zmobilizowani na 120% - tak jak była Steaua. Tymczasem z pewnością tak nie było.
Natomiast pojawia się pytanie jak rozumieć 'optimum możliwości' (w dalszej kolejności - jak je osiągnąć). W przypadku jesiennej Legii, nie za bardzo dostrzegam odpowiedni punkt odniesienia, mecz, czy serię meczów, na podstawie której moglibyśmy nakreślić oczekiwany lub pożądany poziom. Z grubsza rzecz ujmując, gramy cały czas w podobny sposób.
Jest to czynnik bardzo przydatny w rywalizacji ligowej i niestety obracający się przeciw nam w europejskich pucharach.