- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Cracovia 4-1: Kanonada na koniec
Okazałym zwycięstwem Legia zakończyła ligową jesień. Na bramkę Saidiego Ntibazonkizy odpowiedzieliśmy aż czterema trafieniami. Defensywę Cracovii rozmontowali Henrik Ojamaa i Michal Kucharczyk. Estończyk zanotował trzy asysty, natomiast Kucharczyk do trzech bramek, dorzucił jeszcze asystę przy bramce Helio Pinto. Jesień kończymy z pięcioma punktami przewagi nad Górnikiem Zabrze.
Nieczęsto zdarza się grać Legii z przeciwnikiem takim jak Cracovia. Na Łazienkowską przyjechała drużyna, która po zdobyciu bramki na 1:0 nie cofnęła się na swoją połowę, która przez niemal cały mecz starała się nas atakować, zostawiając nam mnóstwo przestrzeni do kontrataków, która od pierwszej do ostatniej minuty, nie bacząc na konsekwencje, usiłowała grać z nami w piłkę.
Patrząc na sposób gry Cracovii, nie jest szczególnie trudno zrozumieć tych, którzy uważają, że jest to zespół posiadający swój rozpoznawalny styl, pozytywnie wyróżniający się na tle innych ligowców. Spokój, z jakim pod kryciem naszych obrońców i pomocników potrafili operować Budziński, Steblecki czy Marciniak, musiał budzić szacunek. Zupełnie inną sprawą jest, czy przyjemny dla oka styl gry Cracovii jest dostosowany do umiejętności piłkarzy znajdujących się w kadrze Wojciecha Stawowego. Krakowska tiki-taka pozwalała gościom stosunkowo łatwo wychodzić spod pressingu Legii przy przewadze liczebnej na własnej połowie, ale w najmniejszym stopniu nie przekładała się na dominację w środku pola, nie skutkowała też wieloma czystymi sytuacjami strzeleckimi. Cracovia nie pierwszy raz w tym sezonie zademonstrowała futbol wizualnie atrakcyjny, lecz mało konkretny.
Legia przeciwnika wypunktowała, perfekcyjnie wykorzystując swobodę, jaką nasi zawodnicy mieli w strefie obronnej Cracovii. Na pierwszy plan wysunęli się zawodnicy, których wielokrotnie krytykowaliśmy za niewielką przydatność w ataku pozycyjnym. Okazało się, że kiedy nie musimy męczyć się z zagęszczoną defensywą rywala, kiedy obrońcy przeciwnika nie są w stanie precyzyjnie domknąć swoich stref, wtedy nasi skrzydłowi, Henrik Ojamaa i Michał Kucharczyk, potrafią zademonstrować klasę.
Kucharczykowi bez wątpienia pomogła, nadzwyczajnie dodając pewności siebie, bramka na 1:1. Pierwszorzędna bomba w okienko, prawdopodobnie z zamkniętymi oczami (nic nie szkodzi!), trochę przypominająca uderzenie Radosława Wróblewskiego w finale Pucharu Ligi przeciw Wiśle Kraków w 2002 roku, była trafieniem wręcz zjawiskowym. Michał najwyraźniej poczuł, że tego dnia może przenosić góry i... przenosić je zaczął. Trzy bramki, asysta, a tych bramek mogło być więcej, gdyby Kucharczyk wykorzystał sytuację sam na sam z Pilarzem z drugiej połowy meczu, asyst zresztą również, gdyby Lado Dwaliszwili nie trafił w słupek, lecz uderzył o kilka centymetrów dalej w lewą stronę.
Za gracza meczu, na równi z Kucharczykiem, uznałbym jednak Ojamę. Każda asysta Ojamy była przemyślana, wypieszczona, w podaniach nie było najmniejszego przypadku. Znakomity występ Estończyka i zasłużona owacja przy zejściu z boiska w końcówce meczu.
Dusan Kuciak pokazał, że nie jest robotem, błąd przy bramce Ntibazonkizy ewidentny. Przy rzucanych za plecy obrońców podaniach do szybkich napastników, bramkarz musi być czujny i gotowy do interwencji. Kuciak wiedział co trzeba zrobić, ale zwyczajnie się 'machnął'. Cóż, lepiej że nie trafił w piłkę, niżby miał w tej sytuacji trafić w nogi Saidiego.
Bardzo podobała mi się gra Bartosza Bereszyńskiego. Wiele razy przypominano przed meczem z Cracovią remis 0:0 sprzed dwóch lat i postawę Artura Jędrzejczyka, który był wtedy niemiłosiernie ogrywany przez Saidiego. Warto zwrócić uwagę, że kiedy po wejściu Przemysława Kity, Saidi zszedł na lewą flankę, Bereszyński wygrał z piłkarzem Cracovii praktycznie wszystkie indywidualne pojedynki. Jedyny błąd, który mógł (i chyba powinien) zakończyć się rzutem karnym dla Cracovii, wziął się, niejako tradycyjnie w przypadku Bereszyńskiego, z błędu w ustawieniu i pozostawieniu napastnikowi przestrzeni od strony bramki.
A propos Przemysława Kity, niedoszły legionista nie pokazał wprawdzie wiele ciekawego jeżeli chodzi o walory czysto piłkarskie, za to swoją walecznością sprowokował Kubę Rzeźniczaka do nieeleganckiego 'wierzgnięcia', które mogło doprowadzić do czerwonej kartki dla legionisty. Zachowania takie jak Rzeźniczaka, czy Bereszyńskiego z czwartkowego meczu z Apollonem, mogą świadczyć o tym, że nasi piłkarze mają już na serio dość jesiennego kopania piłki, a skutkiem mentalnego wyczerpania są częściej niż zwykle pojawiające się awarie 'bezpieczników' umieszczonych w ich głowach.
Musi cieszyć, że tę długą, meczącą ligową rundę zakończyliśmy w bardzo dobrym stylu, pewnym, przekonującym zwycięstwem.


U mnie pierwsze skojarzenie było takie: 2003/04, wrzesień 2003, Legia - Wisła 3-0 Jacek Magiera "a co miał (Piekutowski) powiedzieć"?
Brawo dla Kucharczyka przede wszystkim, miał dobre otwarcie z Widzewem (gdzie też mógł zdobyć hat tricka, ale podawał zamiast strzelać) i super zakończenie. Oczywiście wielkie brawa dla Ojamy. Nie przypominam sobie sytuacji, żeby jeden zawodnik tak asystował przy hat tricku innego zawodnika. A przecież w tej sytuacji kiedy Kucharczyk biegł od połowy sam i skończył nieudolnym lobem także podawał mu Ojamaa. Ciekawy duet jeźdźców bez głowy
Jeszcze słówko na temat Pinto. Bez przerwy krytykowany, a strzelił właśnie 5 gola. Tymczasem np. taki Cabral, krytykowany prawie tak samo pierwszego gola strzelił pod koniec kwietnia. Helio rzadko wchodzi w pole karne, ale ma ten nos.
1.Gdyby Kucharz strzelił po rajdzie przez połowę boiska to asysta Ojamy byłaby chyba asystą rundy. Klasa wszystkie podania otwierające, te niestety są możliwe tylko wtedy gdy na boisku jest ruch ( nie Chorzów
2. Nie wiem czy już przy 4:1 czy jeszcze przy 3:1 Heniek po lewej stronie poszedł w swoim stylu tym razem udanie bo oddał dobry strzał niesty po drodze piłkę zablokował jeden z piłkarzy których kocha Albiceleste10. Wawrzyn zaczął głośno rugać Ojamę, ten nie był dłużny a całą sytuację uspokajał Pinto. Tak na mój gust Wawrzyn powinien sobie darować w takim meczu gdzie Ojama grał pierwsze skrzypce. Słabo to wyglądało.
Na minus dla Heńka o obronie to on zielonego pojęcia nie ma.
Fakt! Bramka Magiery bardzo podobna, też z prawej strony i też po krótkim rogu. Chociaż to chyba jednak nie była taka bomba jak Kuchego.
Błoński na TT przywołał bramkę Stoiczkowa z Meksykiem z 1994 i to też bardzo trafne, chociaż Stoiczkow rzecz jasna z lewej.
@ aylarad1916
Co ciekawe Ojamaa też dziś w pewnym momencie miał jakieś spięcie, bodaj z Wawrzyniakiem, ale to były akurat pretensje kompletnie bez sensu, Heniek ściął akcję do środka i uderzył na bramkę, chyba raz w meczu mu wolno?
Co do Pinto, mimo wszystko na razie pokazuje tylko przebłyski. Ja np. strzelania bramek oczekiwałem od niego najmniej, miałem nadzieję na regulatora tempa gry, na kogoś z precyzyjnym podaniem. Ale oczywiście trudno mieć pretensje, że od czasu do czasu znajdzie się w polu karnym
Wzmiankowany Cabral zaczął wczuwać się w naszą ligę dopiero wiosną, i to raczej bliżej końca rundy niż jej początku. Czekam zatem z niecierpliwością na 'wiosennego' Helio.
Edit: O Senator mnie ubiegł w przywołaniu tej sytuacji z Wawrzyniakiem
Mi się Vlado bardziej nie podobał i to jego obecnie podejrzewałbym o bycie potencjalnym punktem destrukcyjnym szatni. Niezależnie w jakiej pozycji się znajdował pretensje o brak podania miał zawsze. Nawet przy drugiej Kuchego, zdążył wystartować z łapami (szybko jednak zauważył, że bramka jednak padła więc je opuścił). Ogólnie mam wrażenie, że facet ma ciągle ponadnormatywnie dużo pretensji do innych graczy, a sam nie błyszczy (w przyczyny braków połysku już nie wchodzę).
A co do samego meczu: już dawno nie było tak, bym skrót z meczu oglądał kilkakrotnie. Lubię to!
Jeśli pozwolisz..
"Patrząc na sposób gry Legii w LE, nie jest szczególnie trudno zrozumieć tych, którzy uważają, że jest to zespół posiadający swój rozpoznawalny styl, pozytywnie wyróżniający się na tle innych. Spokój, z jakim pod kryciem obrońców i pomocników potrafili operować piłką, musiał budzić szacunek. Zupełnie inną sprawą jest, czy przyjemny dla oka styl gry Legii w LE był dostosowany do umiejętności piłkarzy znajdujących się w kadrze Jana Urbana. Warszawska tiki-taka pozwalała przeciwnikowi stosunkowo łatwo wychodzić spod pressingu, przy przewadze liczebnej na własnej połowie, ale w najmniejszym stopniu nie przekładała się na dominację w środku pola, nie skutkowała też wieloma czystymi sytuacjami strzeleckimi. Legia w LE (pomijając mecz z Lazio w Wawie) zademonstrowała futbol wizualnie atrakcyjny, lecz mało konkretny"
Sorry, ale jakoś tak mi się skojarzyło
Dlaczego jesteśmy takimi maksymalistami że musimy mieć wszystko na raz. Pojawił się w lidze odważny trener który chce żeby jego zespół grał w piłkę a już jest krytykowany że jest "nie konkretny". To co, cztery kontry jedna bramka, bedzie konkretnie?
Przecież Cracovia nie ma za zadanie awansować do pucharów, jeśli atrakcyjną grą cieszy oko, powoduje że inni też z nimi grają w piłkę i do tego lokuje się na bezpiecznym miejscu w tabeli, to o co chodzi?
Przyjdzie czas, będą wzmocnienia, to i "konkretność" się poprawi. Chyba że jakiś fachowiec wytłumaczy prezesowi że w w Polsce trzeba grać "konkretnie" z kontry i czekać na własnej połowie. Sprawdziło się pod Grunwaldem (wojsko ukryte w lesie) i do tej pory doskonalimy ten "styl"
Jeszcze jedna refleksja. Ciekaw jestem czy jakiś czas temu po takim meczu nie mówilibyśmy/pisalibyśmy że Skorża dobrał świetna taktykę pod rywala ...
Nasza Legia grała na własnym stadionie z tzw. kontry /coś musiała/. Rywal miał dość zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki bo 60% do 40. To my powinniśmy zdominować Cracovię i grać atak pozycyjny. Poza bramkarzem i Saidim Pasy nie dysponują nawet średniej ligowej klasy zawodnikami. Natomiast trener Stawowy systematycznie podnosi na wyższy poziom ich taktyczne umiejętności /coś musi
Natomiast Urban przeciwnie. Mając tak krótką ławkę i bardzo ważny mecz w środę ustawił drużynę doskonale. Zagęścił środek pola i zagrał z kontry. Efekty chyba nawet jego zaskoczyły.
No właśnie. Zupełnie nie rozumem, dlaczego Zbyszek uważa, że my powinniśmy zdominować Cracovię i grać atak pozycyjny. Po co? Dzięki takiemu, a nie innemu nastawieniu zagraliśmy jedno z ładniejszych spotkań w tej rundzie, a i wynik jest świetny. Tak jak nie jestem gorącym zwolennikiem Urbana, tak uważam, że świetnie się spisał w tym wypadku.
Jeszcze puknąć Górnika w pucharze i spokojny sen zimowy
W punkt. Idealnie wyraziłeś prawdę przeoczaną przez zaskakująco wiele osób. Niestety także pośród kibiców Cracovii. Przedsezonowym celem Pasów było załapanie się do górnej ósemki. Przyznam, że jeszcze latem mocno powątpiewałem w realność tego założenia. Tymczasem teraz widzę, że wszystko idzie w dobrym kierunku.
Również (przede wszystkim?) dlatego, że trener Stawowy idealnie dobrał taktykę do możliwości swojego składu. Cracovia nie ma obrony i od lat jest to fakt. Nie ma sensu z nim dyskutować, istnieją jedynie warianty działań tym faktem zainspirowanych. Poprzednicy Wąsacza (czy raczej większość szkoleniowców pracujących przy K1 pomiędzy jego kadencjami) usiłowali zazwyczaj zastąpić jakość ilością i przesuwali cały zespół do tyłu. Kończyło się to bardziej lub mniej udanymi próbami uniknięcia spadku. Natomiast Stawowy doszedł do bodaj jedynego słusznego wniosku, że skoro i tak będziemy tracić, to przede wszystkim starajmy się strzelać. I wypchnął cały zespół do przodu.
Takie porażki, jak ta wczorajsza, czy tamta z Lechem, są wliczone w koszta takiego podejścia. A to nawał słupków, a to czyjś dzień konia, a to znów ślepota sędziego - bywa. Zgadzam się z Monrooe'em. Absolutnie najgłupszą rzeczą, jaką mógłby obecnie zrobić Stawowy (lub, nie daj Boże, Filipiak) byłoby "wyciąganie wniosków". Nie zgadzam się natomiast ze Zbyszkiem. Moim zdaniem potencjał kadrowy Pasów (pomijając, rzecz jasna, defensywę) jest naprawdę nie najgorszy. Zwłaszcza biorąc pod uwagę wiek takich zawodników, jak Steblecki, Danielewicz, czy Zejdler. Dlatego gdzieś tam po cichutku modlę się nie o jakieś hitowe transfery, a o utrzymanie (przynajmniej w większej części) tego, co jest.
Mam takie jeszcze dwa spostrzeżenia po wczorajszym spotkaniu:
i. Kurde no, czy te Wasze chłopaki nie mogły kiedy indziej grać w ten sposób?
ii. Gdy następnym razem będziecie się zastanawiać, dlaczego Wasz klub jest tak powszechnie nielubiany, nie cofajcie się pamięcią do powszechnej służby wojskowej i nie analizujcie pochodzenia dziennikarzy sportowych. Wystarczy, że zwrócicie uwagę na pytanie z canalowskiej ankiety dla ligowców o stadion, na którym sędziuje się najbardziej po gospodarsku i przypomnicie sobie wczorajszy mecz.
Żeby nie było: nie piszę tego, by się wyzłośliwiać, wylewać żale, czy wszczynać głupkowate utarczki. Wiem, że zaglądają tu ludzie potrafiący trzeźwo spojrzeć na rzeczywistość. Patrzcie zatem: najpierw medialny lament nad Musiałem, który skrzywdził Legię (skrzywdził, bez dwóch zdań). Potem odwieszenie kary za (akurat zupełnie prawidłową przecież) czerwień Wawrzyniaka. No i wreszcie wiernopoddańczy hołd naszego (pożal się Boże) eksportowego sędziego.
Jestem zdecydowanym przeciwnikiem przekładania pojedynczych boiskowych zdarzeń na końcowy wynik i bardzo mi daleko do twierdzeń, że gdyby Rzeźniczak wyleciał z boiska, a po faulu na Ntibazonkizie był rzut karny, Cracovia na pewno by nie przegrała. Chodzi mi jedynie o to, że Legia to naprawdę silny zespół. Bardzo silny, jak na nasze krajowe warunki. I zupełnie nie potrzebuje tego typu "pomocy".
wywód sędziowski
Legia tradycyjnie wygrywa tę statystykę, czy są pomyłki na jej korzyść, czy ich nie ma. Jesienią 2011 nie było, a też wygrała. I teraz możemy sobie zgadywać, co było pierwsze: nielubiana Legia, "nagrodzona" w tej statystyce, czy decyzje sędziów, które spowodowały utrwalenie się takiego obrazu.
Poza tym, Polska to kraj małych zazdrośników. Skoro innym ich kluby sprawiają większy zawód niż Legia nam, to cóż prostszego niż powiedzieć: bo Legia winna?
Musiał, powiadasz? To ten, który nawet nie przerwał gry, gdy Tosik wysłał Saganowskiego na wielomiesięczne leczenie. Tak go zapamiętałem. Gdańsk? Legia grała tak źle, że, odwracając napisane w Twoim poście słowa, spointuję: Lechia nie potrzebowała pomocy sędziego. Legia nawet przy stuprocentowo trafionych decyzjach by przegrała.
A co do tego, jak komu sędziują, dwa epizody z Bydgoszczy w tej kolejce (bramka na 1-2 i brak karnego dla Zawiszy przy 2-2) i jeden w dzisiejszym meczu (ten przy karnym dla Pogoni). Czemu to teraz Jacek Bednarz nie mówi o utworzeniu honorowej galerii sędziów na stadionie? Bo za pozostawienie Miśkiewicza na boisku, miejsce honorowe na stadionie Wisły się Jarzębakowi należy bezspornie. A w Szczecinie jesienią przecież Arkadiusz Głowacki powinien był wylecieć za umyślne zagranie ręką w polu karnym, a Pogoń powinna była mieć karnego. Ale to Legia jest, zawsze, tą tradycyjnie, najbardziej uprzywilejowaną. I tacy jak Ty podtrzymują ten obraz w równym stopniu, co sędziowie mylący się na korzyść Legii.
NB. Uważam, że w sytuacji z Bereszyńskim, w momencie podania, Ntibazonkiza był na spalonym, gra powinna była zostać przerwana i wznowiona rzutem wolnym pośrednim dla Legii.
Sędziują "dużym" i "medialnym". Jak na moje, zwłaszcza za czasów Roberta Wałka, absolutnym faworytem kaloszy była Wisła. Dziś Jarzębak absolutnie do bani, w piątek Gil w Bydgoszczy to już w ogóle niżej krytyki. To się zdarza. Od czasu do czasu nawet nam, choć już nie pamiętam kiedy ostatnio. Nie w tym rzecz.
Chodzi o tę zadziwiająco spójną sekwencję zdarzeń: medialna krytyka Musiała -> odwieszenie Rumianego -> popisy Marciniaka (Szymona, bo Adaś popisywał się akurat w innym sposób). Naprawdę uważasz, że to tak samo z siebie wyszło? Jeśli tak, cofam wszelkie zastrzeżenia.
pees.
Spalony? Si. 10 cm? Jak na moje, podobnych rzeczy po prostu nie powinno się gwizdać, wątpię, czy jakikolwiek sędzia jest w stanie to zauważyć.
Pojawił się w lidze odważny trener który chce żeby jego zespół grał w piłkę a już jest krytykowany że jest "nie konkretny".
Nie da się ukryć, w komentowanym tekście Cracovia zebrała niespotykaną wręcz dawkę krytyki
Z całym szacunkiem dla naszego znakomitego gościa a-c10, do ligowych wyczynów Cracovii podchodzę z krytycznym dystansem od czasu, kiedy na korepetycje do Wojciecha Stawowego wysyłał Jana Urbana redaktor Zych, a Mariusz Piekarski przekonywał, że Cracovia to jedyna drużyna w Polsce, której piłkarze wiedzą, po co wychodzą na boisko.
Dla mnie futbol Cracovii jest trochę rodem z krajów Maghrebu, a trochę z Półwyspu Arabskiego. Co oczywiście nie oznacza, że odmawiam mu walorów estetycznych, nie zawiera również cienia sugestii, że zamiast grać w ten sposób, Stawowy powinien natychmiast odwrócić się na pięcie i upakować całe towarzystwo w autobusie w szesnastce.
@ a-c10
Kurde no, czy te Wasze chłopaki nie mogły kiedy indziej grać w ten sposób?
Uwzględniasz otwierającą mecz interwencję Kuciaka?
W temacie sędziowskim zgadzam się z Tobą i się nie zgadzam. Zgadzam się o tyle, ze moim zdaniem polscy sędziowie (generalizując) sędziują Legii w Warszawie delikatnie po gospodarsku (raczej bez ordynarnych druków, choć trener Ulatowski, którego nazwiska miałem przy Tobie nie wymieniać, zapewne miał na ten temat inne zdanie w sierpniu 2010
Natomiast nie za bardzo umiem powiązać ten fakt z ogólną niechęcią do Legii. Uważam ten przykład raczej za skutek niż przyczynę.
Nikt nie patrzy czy i ile błędów popełnili sędziowie w Lubinie w meczu z Podbeskidziem, bo to nikogo nie interesuje. Wiecie ile? Bo ja pojęcia nie mam. Nawet pewnie Lubinianie nie wiedzą. Mecze z Legią (podobnie jak z Lechem, czy Wisłą - to nie jest kwestia megalomanii) to zwykle mecze ważne, więc i dokładnie analizowane. Szczególnie gdy można uważać, że to detale były decydujące w ostatecznym rozrachunku. Jest to dodatkowy stres i dla sędziów (którzy muszą szczególnie uważać bo są na wyjątkowym świeczniku), i dla piłkarzy którzy stają się nadwrażliwi na wiele rzeczy (Ntibazonkizy to nie dotyczy bo trzymany za rękę zdążył wbiec w pole karne zanim to zauważył i się przewrócił - tu wrażliwość załapała jakieś opóźnienie dziwne). Jedyne co nam zostaje to przyzwyczaić się do tych dyskusji.
Na studiach mnie uczyli, że ogólna suma szczęścia jednak równa się zero. Dziś ktoś nie zauważy spalonego 10 cm, innym razem zauważy go tam gdzie go nie ma. Tu przeoczy faul przeciwnika, tu nam. ok, trudno - taka jest ta nasza piłkarska rzeczywistość. Problem pojawia się gdy trafiamy na takiego Musiała (przynajmniej jeśli chodzi o nas - nie interesuje mnie czy inni mają jakiś swoich ulubieńców), bo tu zaczynają występować podejrzane zaburzenia względem rozkładu Gaussa. Jeśli by np. Siejewicz (a w zasadzie Jarzębiak) popełnił w następnym meczu Legii identyczny błąd jak ten z Wisła-Legia (13.04.2013) to co by się z nim stało? Pan Hubert jednak wziął winę na siebie, przeprosił, ale i tak medialnie dostał po głowie konkretnie (słusznie). By był bilans zerowy Musiał robi błąd i nie zauważa jak Sagana próbują zatłuc - tu już Legia nie ma prawa narzekać, bo piłkarze wskazali Ł3 jako stadion gdzie się gwiżdże pod gospodarzy. Boli, ale ok. Mamy następny mecz i Musiał nie tylko powtarza identyczny błąd, ale rozszerza repertuar i znowu nic! Znowu, że ta Legia to ciągle krzyczy, a piłkarze wybrali.. Siejewicz przeprosił, a Musiał mówi "popełniam błędy i nie zmienię się za bardzo. Jak Legii coś nie pasi niech mnie cmoknie bo i tak będę im "sędziował" (ja tak odebrałem ten wywiad). Musiał to sędzia międzynarodowy więc jest pod specjalnym płaszczykiem ochronnym? To w takim razie Legie jako reprezentację piłkarską w tejże może też powinniśmy objąć jakąś szczególną ochroną? Tak oficjalnie, na legalu. "Henio to świetny kierowca! Wzorowy! Tylko co jakiś czas kogoś potrąci, no ale błędy się zdarzają każdemu. Zresztą to się nie liczy, bo on po ludzi rozjeżdża tylko w Warszawie - więc ogólnie luz"
"Spalony? Si. 10 cm? Jak na moje, podobnych rzeczy po prostu nie powinno się gwizdać, wątpię, czy jakikolwiek sędzia jest w stanie to zauważyć."
Kilku się jednak dopatrzyło. W przeciwnym wypadku Legia grałaby w LM
Na temat faworyzowania Legii przemilczę. A Musiał za prowadzenie meczów Legii z Jagiellonią i Lechią powinien stracić robotę przynajmniej na okres rehabilitacji Sagana
Czy da się porównać pchnięcie Sagana w plecy w polu karnym (Jagiellonia) z pchnięciem Wawrzyniaka (karny plus czerwona) ???
@faul na Saidim
Takie przepychanki z obrońcami i łapanie się za ręce są na porządku dziennym w każdym meczu. Różnica polega na tym, że rzadko który napastnik po czymś takim ordynarnie robi nurka, bo po prostu boi się żółtej kartki.
Wy teraz na poważnie będziecie roztrząsali czy był karny, czy dwa? Ma to w ogóle jakieś znaczenie wobec "globalizacji" wypowiedzi a-c10? Nie wydaje mi się. Fajnie by też było by słowo "Legia" nie przesłaniało meritum podejmowanej dyskusji. Naprawdę o Legii można debatować na "spocznij".
dwa
Z tymi sędziami to jest nieco szerszy problem. Większość faktycznie dla własnego bezpieczeństwa zapewne sędziuje "pod lepszych" (wyjątkiem Wałek i wczesny Siejewicz, którzy sędziowali "swoje" zawody). Mniejsza szansa na krytykę, przynajmniej tą "wpływową". Nie dziwi mnie więc, że akurat te kluby postrzega się "inaczej". Z moich obserwacji wynika, że albo sędziuje się Legii, albo pokazując Legii, że nie ma co liczyć na pobłażanie.
trzy
Sędzia Musiał ma problem i martwi mnie, że nie jest to przedmiotem szerszej debaty. A może jest, ale kolegium sędziowskie ma syndrom oblężonej twierdzy i nie przyjmuje nic do wiadomości. Jak dla mnie skończy się to tragedią, bo sędzia Musiał dopuszcza do gry nad wyraz brutalnej. Zaczyna reagować dopiero wtedy gdy drużyny już się nakręcą. Wtedy nagle "latają kartki", które mają się nijak do wcześniejszych decyzji sędziego. Lipa.
cztery
Odwieszenie kary Wawrzyniaka to skandal pierwszej wody. Faul był, nie ważne czy aptekarski czy ewidentny. Ocena sędziego była taka a nie inna i do takiej właśnie miał prawo. Zmiana tej decyzji już po... jest wstrząsająca. Otwiera
zupełnie nową furtkę, dotychczas szczelnie zatrzaśniętą. Masakra.
Jarzębak chyba na nim się wzoruje. Wczoraj zarówno wiślacy jak i szczecinianie kilkanaście razy odzyskiwali piłkę nokautując przeciwnika a gwizdek pana sędziego milczał.
To jest zresztą bardzo często widywana taktyka zespołów grających przeciwko Legii. Wjechać od tyłu w nogi, poskrobać po achillesach i odzyskać piłkę. Jak sędzia gwizdnie, to trudno, jak nie gwizdnie, to lecimy z kontrą. Szczególnie taką "taktykę" odczuwają nasi defensywni pomocnicy.
"Jak dla mnie skończy się to tragedią, bo sędzia Musiał dopuszcza do gry nad wyraz brutalnej."
Jaką tragedię masz na myśli? Zerwanie więzadeł krzyżowych to za mało?
- "Zerwanie więzadeł krzyżowych to za mało?"
Jak widać mało, boję się, że finał skończy czyjąś karierę. I... oby tylko tyle.
Dla mnie futbol Cracovii jest trochę rodem z krajów Maghrebu, a trochę z Półwyspu Arabskiego.
Hmmm... Trochę haszysz, trochę pustynia... Aaa... Że z przodu odlot, a z tyłu piasek? Fenomenalne porównanie, w życiu bym na to nie wpadł
Uwzględniasz otwierającą mecz interwencję Kuciaka?
Oczywiście. Mecz zaczął się dla Was koszmarnie (i to niejako na własne życzenie), a mimo to potrafiliście się podnieść i (zostawiając okoliczności na boku) wysoko wygrać.
Uważam ten przykład raczej za skutek niż przyczynę.
Znaczy tak: to na pewno nie jest pierwotna przyczyna ogólnej niechęci do Legii, raczej taki utrwalacz. Przy czym utrwalacz na tyle silny, że trzyma przy życiu coś, co - moim zdaniem - bez niego miałoby wszelkie szanse zdechnąć.
@ QD:
Na studiach mnie uczyli, że ogólna suma szczęścia jednak równa się zero.
Mnie jakby też. I w sumie mieli rację. Z perspektywy kibica zespołu, który od czasu do czasu przyjeżdża na Ł3 grać mecz ligowy, śmiało mogę stwierdzić, że na Waszym stadionie goście zazwyczaj mają zerowe szczęście. A że Gaussowi niekoniecznie o to chodziło? Cóż, najwyraźniej nie znał się na piłce
O sędzim Musiale jeszcze za chwilę.
Naprawdę o Legii można debatować na "spocznij".
Dziękuję. Powoli zaczynałem mieć obawy, że jednak nie można
albo sędziuje się Legii
No właśnie. Nie masz wrażenia, że dla Was (dla Wisły, Lecha) w szerszej perspektywie jest to groźne?
Sędzia Musiał ma problem
Wg mnie ten problem jest podwójnie złożony. Po pierwsze, chłopakowi najwyraźniej poszła sodówa. Tak się dzieje czasem z piłkarzami i, jak widać, z arbitrami też. Powszechnie się go chwali, bo jest fajny, otwarty, uśmiecha się do zawodników i przybija z nimi piątki. No super. Mnie też się podoba, że sędzia nie robi na boisku za udzielnego księcia pana. Ale to przecież w żaden sposób nie powinno przesłaniać braków w jego rzemiośle.
Po drugie, Musiał padł chyba ofiarą lansowanego przez wielu "ekspertów" (P. Iwańczyk, G. Mielcarski, K. Węgrzyn i paru innych) trendu "sędzia powinien pozwolić grać". Grać - owszem. Wciąż jednak należy mieć na uwadze, że to futbol jest, nie MMA na trawie, w związku z czym piłkarz powinien dążyć do strzelania goli przez jego zespół, nie do fizycznej eliminacji przeciwnika. Tymczasem T.M. sędziuje w sposób "staroangielski" - kto nie umarł, ten zdrowy. Też się obawiam, że może się to skończyć naprawdę tragicznie. Łącznie (tfu, tfu!) z odesłaniem kogoś na wózek, bądź zgoła do piachu.
Co do sprawy Rumianego: nic +, nic -.
Trochę haszysz, trochę pustynia... Aaa... Że z przodu odlot, a z tyłu piasek?
O Stary, przeceniasz mnie
Przy czym utrwalacz na tyle silny, że trzyma przy życiu coś, co - moim zdaniem - bez niego miałoby wszelkie szanse zdechnąć.
Tu w sumie zgoda, chociaż czasem trudno się połapać co właściwie jest nakręcane przez co