- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Górnik - Legia 3-1: Mecz bez historii
Legia odpadła z rywalizacji o krajowy puchar w 1/8 finału, ulegając Górnikowi w Zabrzu 1:3. Dusana Kuciaka już w 5. minucie meczu pokonał Mateusz Zachara. Prowadzenie zabrzan podwyższył po przerwie Wojciech Łuczak. Kontaktowego gola dla Legii zdobył Helio Pinto, lecz złudzeń ostatecznie pozbawił nas Przemysław Oziębała.
Ciężko patrzy się na Legię grającą mecze takie jak ten w Zabrzu, mecze, w których jest drużyną bezdyskusyjnie słabszą. No bo - słabsza Legia? Jak to w ogóle brzmi? Legia może przegrać, owszem, ale nie dlatego przecież, że jest słabsza. Legia zwykle przegrywa na skutek zagadkowego zbiegu okoliczności, który kibicowska brać próbuje jakimś sposobem wyjaśnić, spierając się, czy bardziej nawalili piłkarze, którzy ordynarnie sfuszerowali boiskową robotę, czy trener, który pozostawił na ławce Iksińskiego, a desygnował do gry Zeta i Igreka, podczas gdy każdy głupi wie, że Zet i Igrek nadają się do kopania rowów, a nie piłki, a już na pewno nie w Legii. Niekiedy bezsporny jest fakt, że do naszej porażki przyczynił się sędzia, będący reprezentantem ogólnopolskiego spisku antylegijnego (prawdopodobnie śpiewał potem pod prysznicem coś o Warszawie, która nie ustała na nogach!). A w ogóle to powszechnie wiadomo, że męczymy się w ataku pozycyjnym i trzeba zrobić kilka transferów.
Niestety, w Zabrzu przytrafił nam się mecz, którego przebiegu nie da się usprawiedliwić w sposób, który pozwoliłby nam mieć nadzieję, że przy odrobinę innych okolicznościach, nasza wyższość nad przeciwnikiem, otwierająca i zamykająca kanon przekonań każdego rasowego kibica Legii, znalazłaby potwierdzenie w końcowym wyniku. Legia przeciw Górnikowi zagrała bardzo słaby mecz, ustępując gospodarzom w każdym elemencie gry.
Zawiodła gra defensywna, a nasi obrońcy raz po raz przegrywali indywidualne pojedynki z dynamicznymi zabrzanami. Symptomatyczna była sytuacja z pierwszej połowy, kiedy Mateusz Zachara przyjął w polu karnym piłkę pod kryciem Inakiego Astiza, następnie pociągnął za sobą Jakuba Rzeźniczaka i wreszcie oddał strzał, po którym przed utratą gola uratowała nas noga Dusana Kuciaka. Nawiasem mówiąc, była to bodaj jedyna sytuacja, w której Kuciak pomógł drużynie, co również świadczy o tym, że w grze Legii szwankowało w Zabrzu dosłownie wszystko. Druga linia naszej drużyny nie tylko nie była w stanie przetrzymać piłki, ale w dodatku straszyła stratami, po których piłkarze Górnika ruszali na naszą bramkę. Niekwestionowany lider Legii, Miro Radović, tańczył chodzonego, zmieniając jedynie pozycję, chwalony (słusznie!) za rundę jesienna Tomasz Jodłowiec testował rozmaite metody oddawania piłki przeciwnikowi, a Dominik Furman, nasza młoda gwiazdka, którą spodziewamy się utracić w najbliższym okienku transferowym, kiedy już zdecydował się na przerzut piłki na drugą flankę, uczynił to z taką dynamiką, że podanie zdążyłby zapewne przejąć okrążający plac gry za linią końcową masażysta Górnika, a co dopiero obrońcy tej drużyny. Furman zresztą nie popisał się już przy bramce na 1:0 dla Górnika, nie wiedzieć czemu pchając się w nasze pole karne, a zostawiając na jego linii nieobstawionego Krzysztofa Mączyńskiego. W ataku mieliśmy Lado Dwaliszwilego, któremu co prawda można zaliczyć mecz do indywidualnie udanych, w końcu zaliczył jedno wyborne zagranie, oszukując w podwórkowy sposób Łukaszewicza i oddając groźny strzał na bramkę Steinborsa, czyli swoją normę efektywności z ostatnich meczów i tak przekroczył, wyczyny (pardon, wyczyn) Dwaliszwilego nie zmieniają jednak faktu, że w grze ofensywnej za bardzo gospodarzy nie postraszyliśmy, zwłaszcza, że naszemu gruzińskiemu asowi towarzyszyli skupiony na przepychankach z rywalami Henrik Ojamaa (nawiasem mówiąc, gdyby nie jego przepychanki, Górnik pewnie doszedłby do jeszcze jednej 'setki' po szarży Nakoulmy) oraz napakowany dobrymi chęciami, i tylko nimi, Michał Kucharczyk.
Byłoby to doprawdy zadziwiające i niesprawiedliwe, gdybyśmy wykorzystali strach, który spętał gospodarzom nogi po bramce Helio Pinto z rzutu wolnego, wyrównali, a następnie przechylili szalę meczu na swoją korzyść. Niestety, w ten mroźny grudniowy wieczór nie byliśmy w stanie wykorzystać nawet swoich wcale nie przysłowiowych pięciu minut.
Hm... Chyba niepotrzebnie aż tak się rozpisałem, ponieważ moim zdaniem w zasadzie nie ma o czym mówić. W końcu kiedyś w pucharze Polski musiała odpaść nawet Legia. Odpadła po meczu, w którym ostatni gwizdek, kończący potwornie długą rundę jesienną, przywitaliśmy z ulgą, niezależnie od końcowego wyniku.
Odpadła po grze, która ponad wszelką wątpliwość nie powtórzy się wiosną. Bo tak naprawdę (ale to tak na serio naprawdę i śmiało możecie zapomnieć o majaczeniach z powyższych akapitów), Legia przecież nie jest słabsza. Nigdy i od nikogo.


Z drugiej strony lepiej, że przegraliśmy wczoraj z Górnikiem a nie z Cracovią.
Augusto II Mocny - jak wchodził żartowaliśmy sobie z juniorem nastawiając się na wesoły spektakl a tu ... zaskoczenie. Bardzo mi się podobała jego gra. Niby na tle niemrawych pozostałych zawodników ale jednak zagrał naprawdę fajnie. Heniek powoli dojrzewa a Helio strzela rzuty wolne. Kurde może na wiosnę będzie z nich dużo uciechy.
Na koniec komentarz (nie mój ale ten meczowy) - wiele osób na legijnych forach narzeka na komentatorów C+. Jeżeli oglądali wczorajszy mecz na Orange Sport to wielu z nich powinno się zastanowić nad swoimi osądami.