- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Lech 1-0: Ciąg dalszy nastąpi
Hit 28. kolejki ekstraklasy zakończył się pomyślnie dla Legii. Dzięki zwycięstwu 1:0 nad Lechem Poznań podopieczni Henninga Berga powiększyli przewagę nad drużyną z Poznania do dziesięciu punktów i zapewnili sobie pierwsze miejsce w tabeli sezonu zasadniczego, co gwarantuje teoretycznie najkorzystniejsze rozstawienie w fazie mistrzowskiej. Zwycięską bramkę zdobył Miroslav Radović po podaniu Tomasza Jodłowca.
Zwycięstwo Legii oczywiście bardzo cieszy. W kontekście walki o mistrzostwo Polski do ostatecznych rozstrzygnięć nadal jednak daleko, co oznacza, że tej wiosny czeka nas jeszcze sporo nerwów. Legia nie wyglądała w sobotnie popołudnie jak drużyna, której nie można 'podskoczyć', a lechici, schodząc pokonani z boiska, z pewnością mieli do siebie duże pretensje o końcowy wynik.
Z drugiej strony, drżeniu kibicowskich serc podczas dziewięciu meczów pozostałych do rozegrania tej wiosny, towarzyszyć będzie nadzieja, że ten czas zostanie z pożytkiem wykorzystany do przygotowania drużyny do walki w europejskich pucharach latem tego roku – bo pracy przed sztabem szkoleniowym Legii jeszcze bez wątpienia mnóstwo.
Prawdziwy mecz oglądaliśmy w pierwszej połowie, w której obie drużyny grały bardzo aktywnie. Zarówno Legia jak i Lech przyjmowały przeciwnika bardzo wysoko, dążąc do szybkiego odebrania piłki. Legia nieco lepiej uwalniała się z tego boiskowego 'nelsona'.
Lech robił wprawdzie wiele zamieszania pod bramką Dusana Kuciaka, ale poza strzałami z dystansu i przepychankami z udziałem Łukasza Teodorczyka, nie był w stanie stworzyć realnego zagrożenia. Legia nacierała rzadziej, ale efektywniej. Dwukrotnie bardzo źle zachował się jednak Ondrej Duda, który najpierw zdjął piłkę z nogi Miro Radoviciowi, a następnie uwikłał się w drybling w pole karnym, zamiast oddać piłkę do ustawionego na czystej pozycji Michała Żyro. Młody Słowak w obu przypadkach zebrał solidną burę od kolegów. Nawiasem mówiąc, obrazek Żyry biegnącego z pretensjami do Dudy, do złudzenia przypominał kilka sytuacji sprzed dwóch sezonów, kiedy to Michałowi zdarzało się bywać adresatem pretensji w podobny sposób zgłaszanych przez Danijela Ljuboję.
Naszą minimalnie bardziej kreatywną postawę w ataku udało się zamienić na bramkę dzięki kluczowemu podaniu Tomasza Jodłowca, który łatwo ograł Łukasza Trałkę i dośrodkował w pole karne, oraz sprytowi Miro Radovicia, który trochę w stylu Tomasza Frankowskiego oszukał Marcina Kamińskiego, delikatnie przestawiając środkowego obrońcę gości i pakując piłkę do siatki.
W drugiej połowie Legia już zdecydowanie oddała pole Lechowi. Graliśmy defensywnie, atakowaliśmy małymi siłami, przez co szybko traciliśmy piłkę i pozwalaliśmy gościom na ponawianie ataków.
Trudno powiedzieć, czy była to taktyczna zmiana nastawienia gry całego zespołu, czy kolejny raz dał znać o sobie niepokojący syndrom obniżenia intensywności gry wraz z rozpoczęciem drugiej połowy, z którym mierzyliśmy się już w tej rundzie, z najbardziej przykrymi skutkami podczas remisowego meczu z Wisłą Kraków.
Lech bił jednak głową w mur. Z przewagi gości wynikały głównie nieprecyzyjne uderzenia z dystansu i chaos przy rzutach rożnych, chociaż, w odróżnieniu od pierwszej połowy, podopieczni Mariusza Rumaka potrafili stworzyć jedną stuprocentową sytuację. Lovrencsics dynamicznie dośrodkował z prawego skrzydła, Teodorczyk wygrał walkę o piłkę z Kubą Rzeźniczakiem i pomylił się dosłownie o centymetry.
W końcowej fazie Legia mogła zamknąć mecz. Najpierw nie popisał się Kuba Kosecki, który fatalnie przyjął piłkę po przytomnym podaniu od Łukasza Brozia, a wkrótce później Henrik Ojamaa po ograniu Lovrencsicsa i Możdżenia nie zdołał przerzucić piłki nad Gostomskim. Gdyby mecz zakończył się wynikiem 2:0, można byłoby pokusić się o tezę, że Legia na zimno wypunktowała Lecha, ale byłby to jednak zbyt wysoki wynik po tak wyrównanym spotkaniu.
Podczas meczu z Lechem chyba pierwszy raz trenera Berga zawiodło ustawienie z Ondrejem Dudą i Miro Radoviciem. Stało się tak głównie za sprawą słabej postawy Ondreja, który zupełnie nie mógł poradzić sobie z krótkim kryciem stosowanym przez lechitów, podejmował złe decyzje, zbyt długo przetrzymywał piłkę. Być może była to cena, którą młody Słowak musiał zapłacić za debiut w takim meczu, rozgrywanym przed tak liczną publicznością.
Na brawa zasłużyli natomiast Tomasz Jodłowiec i Ivica Vrdoljak, którzy w kluczowych dla losów meczu sytuacjach okazali się wyraźnie lepsi od kompletnie bezproduktywnej pary Trałka - Linetty (i to mimo że Vrdoljak nie ustrzegł się niebezpiecznej straty podczas wyprowadzania piłki w pierwszej połowie spotkania).
Nieźle zagrał również cały blok defensywny Legii, który wytrzymał przeniesienie ciężaru gry na naszą połowę, wystrzegając się popełnienia większych błędów. Na szczególne wyróżnienie zasłużył Łukasz Broź, który praktycznie nie dopuszczał do dośrodkowań ze swojej flanki - a jeszcze powinien zanotować asystę w wyżej wspomnianej sytuacji, kiedy to świetną piłkę zmarnował Kosa.
Pod względem jakości gry na pewno oczekujemy od Legii więcej. W meczach polskiej ligi chcielibyśmy widzieć Legię stwarzającą więcej sytuacji, strzelającą więcej bramek. Zaryzykuję twierdzenie, że podczas jesiennego remisowego meczu w Poznaniu, jakościowa różnica na tle lechitów była na naszą korzyść większa niż w zwycięskie sobotnie popołudnie.
Ostateczną puentą zawsze jest jednak wynik. Póki co, wciąż frustrujemy naszych największych konkurentów, pokonując ich nawet wtedy, kiedy nie zachwycamy swoją postawą. Tak trzymać – a mistrzostwo z pewnością pozostanie w Warszawie.


My natomiast jesteśmy na etapie przebudowy strategii i eksperymentowania przygotowaniami fizycznymi. Przesunięcie ciężaru pracy nad motoryką na mikrocykl na razie przynosi efekty, ale bez zapasu energii w każdej chwili może nastąpić w meczu załamanie formy. Oby nie w tym. Do tego zmieniamy strategię grania. Mówiąc obrazowo za poprzedniego trenera graliśmy metodą walca drogowego. Na krajowych boiskach to się udawało, ale na arenie obnażało wszystkie słabości w umiejętnościach i motoryce zawodników. Walcować trzeba mieć kim, a my Barceloną nie byliśmy. Teraz trener stara się wdrożyć strategię tarana rozbijającego najsłabsze ogniwa przeciwnika. Nadal nie wiemy czy ta słuszna metoda znajdzie w obecnej Legii właściwych wykonawców. Nadto przenoszenie gry na połowę przeciwnika absorbuje większość naszych graczy, a gra na jeden kontakt stwarza duże pole do błędów co powoduje, że nie zawsze zdążamy ustawić szyki obronne po szybkim ataku przeciwnika. Obrona bowiem gra wysoko, ale nie tak blisko linii ataku, aby nie wytwarzać sporej luki pomiędzy formacjami.
Lech na wyjeżdzie gra asekuracyjnie, a z nami zagra pasywnie i podstawowe ustawienie taktyczne w ofensywie będzie 1-3-6-1, tak że w ataku Teodorczyka na przemian wspierać będą albo Pawłowski, albo Lowrenczicz. My powinniśmy to ostrożne ustawienie wykorzystać, grając "diamencikiem" /1-4-3-1-2/, albo "choinką"/1-4-3-2-1/ lub też włoskim wynalazkiem 1-4-2-2-2, którym ostatnio gramy, ale do tego ostatniego ustawienia mamy za słabych bocznych obrońców. Trener Berg tej słabości nie dostrzega, ale to tak jest jak wizja przeważa nad możliwością jej realizacji.
O wyniku meczu nie zadecyduje, ani wejście w niego,ani nastawienie psychiczne, ale wykorzystanie rzemiosła piłkarskiego. Mówienie o tym, że my mamy lepszą i większą ławę niż Lech jest jałowe, bo na boisku gra tylko 11 zawodników. Zmiany z reguły nie tylko u nas niczego nie wnoszą. Zobaczymy kto komu narzuci filozofię gry czy zachowawczy Lech czy my dążący do ich rozbicia i na ile im starczy determinacji, a nam animuszu. Łatwiej było antycypować za trenera Urbana, bo gra była czytelna i dostosowana do możliwości zawodników. Teraz mamy swego rodzaju loterię: wyjdzie albo nie. Uda się albo nie. Mimo to patrzę z optymizmem.
Tego mi brakuje w mediach. Choćby takich skromnych tekstów traktujących o przygotowaniu taktycznym i motorycznym drużyn, o pomysłach na grę w konkretnym spotkaniu. Takie teksty powinny pojawiać się przed każdym meczem jako niezbędny i zasadniczy element przygotowań.
Z taką wiedzą i chęcią dzielenia się z czytelnikami nawet o 6 rano jeszcze staniesz się celem transferowym większych portali jak Gawin i Senator
Dziękuję, pozdrawiam
Nie tylko Jodłowiec. Praktycznie wszyscy wyglądali jakby im ktoś worki z kamieniami poprzyczepiał. Nie podobało mi się to. Tym razem się udało, ale jestem pełen obaw jeżeli chodzi o kolejne mecze.
@Gawin
‘Pod względem jakości gry na pewno oczekujemy od Legii więcej. W meczach polskiej ligi chcielibyśmy widzieć Legię stwarzającą więcej sytuacji, strzelającą więcej bramek. Zaryzykuję twierdzenie, że podczas jesiennego remisowego meczu w Poznaniu, jakościowa różnica na tle lechitów była na naszą korzyść większa niż w zwycięskie sobotnie popołudnie.’
Bez dwóch zdań jesienią w Poznaniu, 69 godzin po gwizdku rozpoczynającym mecz w Trabzonie, Legia wyglądała lepiej niż dziś. Nie jest ryzykiem żadnym takie twierdzenie.
Co do oczekiwań, mi liczba sytuacji kreowanych przez Legię odpowiada (w przeciwieństwie do skuteczności). Nie odpowiada mi natomiast liczba sytuacji rywali Legii. 87. minuta w Gliwicach i główka Jurado, teraz cała 2. połowa.
@Gawin
‘Z przewagi gości wynikały głównie nieprecyzyjne uderzenia z dystansu i chaos przy rzutach rożnych’
To nie były złe, niegroźne, sytuacje. Trochę im zabrakło jakości, a trochę zimnej krwi. W każdym razie na zbyt wiele Legia przyjezdnym pozwoliła.
Mi się o wiele bardziej podobała Legia w wygranej 1-0 sprzed roku. Stopień kontroli nad meczem był o wiele większy. A tu 2. połowa była podobna do tej z Wisłą, tyle że Lechowi zabrakło Stilicia. Nie dostrzegłem, aby zostały w Legii wyciągnięte szczególnie konstruktywne wnioski z meczu sprzed 2 tygodni.
Mi się na razie gra Legii pana Berga nie podoba (wiem - za wcześnie na oceny). Za Urbana Molde nas gniotło w pucharach u siebie, a teraz, na razie, rozmaite drużyny ligowe nas przyciskają w Warszawie przez sporą część meczu. Wypowiedzi o progresie nie przystają do gry.
Takie miałem wrażenie, gdy Ojamaa założył siatkę Możdżeniowi, że to było ratunkowe zagranie Estończyka. Jeszcze ułamek sekundy i by się przewrócił.
Marudzimy, że w Legii nie wirtuozów od strzałów spoza pola karnego. W Lechu też nie ma.
@Gawin (o Dudzie)
‘który zupełnie nie mógł poradzić sobie z krótkim kryciem stosowanym przez lechitów, podejmował złe decyzje, zbyt długo przetrzymywał piłkę’
Święte słowa.
Fajnie, że wygrali. Każdy jednak chyba czuje niepokój. Może przeczłapiemy jakoś te dwie kolejki (uważam za bardzo możliwe, że i Zawisza i Zagłębie zabiorą nam punkty), utrzymując przewagę. Ale co dalej?
Najpierw o Lechu. Gra on futbol zdyscyplinowany taktycznie, ale tak schematyczny, że aż zęby bolą. Ani cienia odstępstwa od schematu 1-5-4-1 w defensywie i 1-3-6-1 w ofensywie. Po stracie piłki nieważne czy byli atakowani prze 2 czy 3 naszych Trałka wchodził jako piaty obrońca /po co?/. Po odzyskaniu piłki rozpoczęcie akcji rozpoczynało się od ofensywnego wejścia bocznego obrońcy, ale tylko jednego. W ogóle nie był wykorzystywany Linetty w rozwinięciu ataku co spowalniało kontrataki i ograniczało liczebność biorących w nim udział. W drugiej połowie Lech pokazał, że od poprzedniego meczu poczynił postępy w organizacji gry, gdyż uczy się grać atakiem pozycyjnym. Jeszcze wymiana pozycyjna mocno szwankuje, ale potrafią utrzymać się przy piłce i zdobywać tym sposobem teren. Niemniej jest to archaiczna gra. Mam nieodparte wrażenie, że trener Rumak jest wierny szkole niemieckiej od 1954 roku do 2004 roku tj.od Seppa Herbergera do Jurgena Klinsmanna, który z nią zerwał. Podczas finału MŚ w 1954 roku w Bernie Niemcy wygrali z najlepszą ówczesną jedenastką świata Węgrami 3:2, pomimo że w eliminacjach przegrali 8:3. Herberger osiągnął ten sukces dzięki wzorcowej taktyce i wyeliminowaniu z gry najlepszych Węgrów. Wielu twierdzi, że dzięki dopingowi, gdyż po MŚ wszyscy zachorowali na żółtaczkę, a dwóch zmarło /choroba dotknęła tylko piłkarzy/. O takiej ślepej dyscyplinie taktycznej Berti Vogts powiedział, że Niemcy wychodzą na boisko nie żeby grać, ale aby realizować założenia taktyczne. Od 2004 roku nawet Niemcy zaczęli stosować się do filozofii gry opracowanej przez Arrigo Sacchiego mówiącej o tym, że drużynie potrzeba jak najwięcej współtwórców gry i jak najmniej biernych wykonawców. Lech pod wodzą trenera Rumaka coraz lepiej będzie zapewne realizował założenia taktyczne, ale też coraz bardziej będzie rozpoznawalny i neutralizowany. Z tą filozofią prowadzenia zespołu na arenie nie ma szans na cokolwiek.
Natomiast my jesteśmy w zupełnie odmiennej sytuacji. Nie chcę się nad naszymi znęcać, ale o dyscyplinie taktycznej to nasi tylko słyszeli. Podobnie jak o wymaganiach przy grze strefą. Przy czym gubienie strefy przez Ojamaa, Dudę i Jodłowca staje się grożne. Do tego inklinacje zawodników do gry indywidualnej. Już Helenio Herrera w szatni Interu pisał wielkimi literami: "Kto gra dla siebie, gra dla wrogów, kto gra dla zespołu, gra dla siebie". Może miała na to wpływ obecność wielu skautów na meczu, ale taka antyzespołowa postawa na boisku nie może być w dłuższej perspektywie tolerowana. Do tego nieprzydatność Brzyskiego w defensywie i Brozia w ofensywie powodują, że gra nasza fragmentami wygląda koszmarnie. Ale mamy trochę czasu na wkomponowanie chociażby Sa czy wreszcie wypróbowanie wariantu z Żyro na lewej obronie i Bereszyńskim na prawej. Możliwości mamy wiele i jesteśmy w lepszej sytuacji niż Lech, bo mamy ogromne pola do poprawy. Naprawdę ogromne. Tylko że musimy iść do przodu i rażące babole już zacząć eliminować. Tak, aby z meczu na mecz był widoczny postęp w grze i rosło poczucie pewności, że to co robimy ma sens. Bo wbrew pozorom do eliminacji LM czasu jest diabelnie mało.
gil się skompromitował bo gol był jak najbardziej prawidłowy i żaden szanujący się sędzia w Europie nie zagwizdał by inaczej,a grajek amicorza niech się zdecyduje na wersje wydarzeń bo najpierw powiedział, że nie był faulowany, a potem skamlał jak pies.
Mamy 10 punktów przewagi i skoro taka ponoć słaba Legia jest dla wszystkich be to jak nazwać tzw. grupę pościgową???
Fakty są takie, że i tą myśl dokończę jutro,a teraz jeszcze szklaneczka
czegoś dobrego i spać dobranoc malkontenci i wieczni narzekacze.
Muszę mecz obejrzeć z TV bo z trybuny nie da się wszystkiego ocenić.
Tak pięknie wygląda nasz stadion jak jest wypełniony kibicami. Szkoda, że taka frekwencja jest tak rzadko.
Ktoś jest w stanie przypomnieć mi podobną statystykę po meczu Legii? Może być nawet na wyjeździe. Okropieństwo, ale niestety oddaje rzeczywistość, w szczególności drugiej połowy. Chociaż nie zgadzam się, ze w 1 było dużo lepiej tzn. było bo strzeliliśmy bramkę. I tyle.
Paradoksalnie ten wygrany mecz jest najsmutniejszy z tych wszystkich rozegranych. I do takich samych smutnych wniosków musi prowadzić. To co przeciętna drużyna i przeciętni piłkarze robili u nas w domu każe zachować najwyższy sceptycyzm co do europejskich pucharów. Dla mnie obaj boczni obrońcy zasłużyli na pały z gry obronnej, Pawłowski (ale też Teodorczyk) woził ich praktycznie w każdej akcji. Lech spokojnie mógł zdobyć ze 4-5 bramek, ale na szczęście zawsze im czegoś brakowało. Natomiast nie zgodzę się, ze to było mało konkretne akcje, bo były bardzo konkretne, kilka razy piłka leciała sobie wzdłuż naszej bramki, kilka razy spadała na głowy lechitów. W drugiej połowie praktycznie co kilka minut można było się łapać za głowy co oni wyprawiają i dostać palpitacji serca.
Bramka podobno nieprawidłowa, ale nie wiedziałem, więc nie będę się wypowiadał, to i tak zresztą niczego nie zmienia. Patrzę na górę na statystyki i jestem załamany. I proszę nie pisać, ze to było jakieś nasze wyrachowanie. Nie, to było coś czego nie widziałem nigdy na nowym stadionie, a i na starym na szybko ciężko mi sięgnąć pamięcią.
Mam nadzieję, że nasi piłkarze i trenerzy nie uwierzą w swój szczęśliwy los, bo nic się jeszcze nie skończyło i bardzo bym się bał ostatniego meczu z Lechem gdyby miał decydować o mistrzostwie. Nie po tym co widziałem dzisiaj. Dlatego liczę, że utrzymają przynajmniej 4 punkty przewagi przed ostatnią kolejką. Właściwie inaczej być nie może przy takich rywalach jacy nas czekają.
Duda? Pierwszy raz na żywo, więc można coś napisać. Za szybko zrobiono z niego gwiazdę i teraz zaczyna jeździć na opinii. Widzę jego noty po dzisiejszym meczu gdzie wyraźnie to widać, po prostu jak już wbił się tak dobrze do głów na początku to zawsze będzie dostawał 1-2 punkty więcej niż zasłużył. Słaby mecz, odbija się od wcale nie napakowanych rywali niczym piłka pinpongowa od rakietki. I masa strat, nieudanych dryblingów, chociaż trzeba oddać, ze technikę ma bardzo dobrą i "fajnie się go ogląda". Tyle, ze pożytku z tego żadnego nie było.
Już tak nie przesadzajmy z tymi statystykami. pamiętam mecz we wrześniu 2010w którym Lech do przerwy powinien prowadzić kilkoma bramkami,mecz w którym wchodzili w nas jak w masło. Nawet nie zliczę ile sytuacji zmarnowali Stilic, Peszko, Rudnevs, Kriviec i inni a potem grali w przewadze bowiem Rybus się wygłupił. Ale to my wygraliśmy i nikt już nie pamiętał jak to źle się działo w pierwszej połowie tylko wszyscy pamiętali jak Vrdolijak orał boisko i to, że wygraliśmy po bramkach Kucharczyka i Mezengi.
Nie to żebym się nie przejmował tym co widziałem w drugiej połowie ale to Lech miał stratę do nas i to dla Lecha był to mecz być albo nie być. Kiedyś już dyskutowaliśmy na temat tego że statystyki nie grają a dla Ciebie liczy się to co w sieci a nie posiadanie i ładne akcje z których niestety nie strzelaliśmy bramek
Może i graliśmy w drugiej połowie nie najlepiej ale to my mieliśmy bardziej klarowne sytuacje. Lech miał jedną w której przestrzelił minimalnie Teodorczyk. Wygraliśmy i po tym meczu na dwa spotkania przed końcem mamy 10 pkt przewagi nad drugim zespołem. Ktoś pamięta takie statystyki?
Bardziej poważnie to trochę niepokoi mnie od dłuższego czasu krycie na radar w środku pola przez naszych defensywnych pomocników w drugich połowach. Albo nasi trochę jednak puchną w drugiej części meczu. Natomiast prawda jest taka że mecz meczowi jest nierówny i nie ma co lamentować. W Poznaniu wygraliśmy 3:1 a sam Ślusarski miał wtedy takie setki o jakich dzisiaj Lech mógł pomarzyć.
Generalnie ostatnio pierwsze połówki Legii mnie się podobają drugie nie wyglądają najlepiej. I tutaj rodzi się pytanie czy to kwestia mentalna czy fizyczna. Ale żebym miał całkowicie narzekać po tym meczu? Wygraliśmy i to mnie cieszy. A następny mecz pewnie będzie inny. Pozytywem jest to że wiem czego się spodziewać po Legii przynajmniej w pierwszych 45 min
P.S. Bramka moim zdaniem nieprawidłowa ale zobaczymy co powie Przesmycki skoro karny dla Śląska był według niego prawidłowy
Boniek zapyta UEFA, a oni(bot) odpiszą "penalty"
Już tak nie przesadzajmy z tymi statystykami. pamiętam mecz we wrześniu 2010w którym Lech do przerwy powinien prowadzić kilkoma bramkami,mecz w którym wchodzili w nas jak w masło
Owszem, specjalnie dla Ciebie sprawdziłem statystyki z tamtego meczu.
Strzały 19-18 dla Legii. To chyba wystarczy?
Kiedyś już dyskutowaliśmy na temat tego że statystyki nie grają a dla Ciebie liczy się to co w sieci a nie posiadanie i ładne akcje z których niestety nie strzelaliśmy bramek
I znowu się zgadza dlatego napisałem, ze ten mecz najlepiej zobrazuje statystyka, a nie że każdy mecz
6 strzałów. Legia na własnym boisku. Jeszcze mógłbyś się upierać, że ważne jest 0 po stronie gości gdybyśmy zagrali jakieś perfekcyjne catenaccio, ale tak nie było przecież, bo atak sunął jeden po drugim. Przypomnę, że z Jagiellonią były 2 strzały do przerwy, z Wisłą grająca w 10 bodajże 2 celne po przerwie i to oba w jednej akcji z 88 minuty. To są jakieś koszmarne statystyki (tak, statystyki), których Legia nie notowała od dawna. I to jest moim zdaniem problem, Twoim być nie musi
Może i graliśmy w drugiej połowie nie najlepiej ale to my mieliśmy bardziej klarowne sytuacje.
Ja sie z tym nie zgadzam. Nie wiem gdzie my mieliśmy klarowne sytuacje w 2 połowie, a w 1 raptem jedna. Zresztą to, ze Lech nie miał strzałów z 5 metra nie znaczy, ze nie miał groźnych sytuacji, bo właśnie co sunął atak to było bardzo groźnie i praktycznie każda ich akcja pachniała golem. Taki jest mój odbiór meczu, a zwłaszcza drugiej części. To mi przypomniało nasz mecz z PBB gdy przegrywaliśmy 0-1. Totalna dominacja (tak wiem, ze mieliśmy lepsze sytuacji bezpośrednie) tylko w drugą stronę i to jest właśnie najsmutniejsze, a nie poprzednie remisy.
Dlatego powtórzę jeszcze raz: niech ktoś mi przypomni drugi taki nasz mecz. Nawet grając w 10 z silnym PSV wyglądało to o niebo lepiej.
No to mój syn powiedział zupełnie co innego. Tata obiektywnie patrząc to bramka prawidłowa. Ja powtórki nie widziałem więc własnego zdania na razie nie mam.
@JJ
Boję się że właśnie te statystyki zawladneły Twoim umysłem. Ja będąc na stadionie a i owszem irytowałem się że oddali grę ale armat to oni z przodu nie mieli więc z lekkim znużeniem patrzyłem na ich nieporadność.
Wygraliśmy mecz z drużyną po naszej najlepszą i najgroźniejszą w lidze.
Mamy piłkarzy którzy grają u nas a nie w lepszych klubach ponieważ z techniką są na bakier, podejmują nietrafne decyzje i zagrywają albo metr za dużo do przodu albo do tytułu.
Ok Lech w drugiej połowie prowadził grę ale co z tego kiedy trzy punkty zapisano nam nie im
@Corazstarszy
Do Twojego strachu już się przyzwyczaiłem
Brzyski w obronie słabo Ojama znowu zakiwany . Do reszty chłopaków żadnych pretensji nie mam.
Brzyski się straszliwie dawał ogrywać w 2 połowie. Tak to przynajmniej wyglądało z perspektywy mojej trybuny. Czasami wręcz irytował tym, że nie doskoczył do Lechity, tylko stał metr i czekał co tamten zrobi. Lewa strona obrony to nasz dziś najsłabszy punkt.Oby Zawisza się nie połapał...
Martwią te drugie połowy - ciekawe czy sztab trenerski a) wie skąd to się bierze oraz b) ma pomysł jak to naprawić. Z jednej strony najprostszym rozwiązaniem byłoby stwierdzenie, że nawala przygotowanie fizyczne, ale w takich wypadkach gra jest coraz słabsza wraz z upływem czasu, a tu jest raczej tak, że oni od początku drugiej połowy zaczynają grać kichę.
Nie wiem czy tylko mi się tak wydaje, ale Kuciak jakiś taki mało pewny się zrobił. Niby jeszcze nic nie zawalił, ale takie mam uczucie, że to nie ten sam bramkarz co wcześniej.
Boczni obrońcy - bardzo słaby Brzyski, słaby Broź. Ten pierwszy dodatkowo słabo ze stałymi fragmentami gry (choć trzeba przyznać, że w pierwszej połowie Jodłowiec pozbawił go asysty po rożnym). Źle, że dla Brzyskiego nie ma żadnej alternatywy.
Ustawienie bez napastnika jest fajne do czasu, gdy chłopaki prowadzą grę. Bo wczoraj w drugiej połowie kilka prób kontrataku kończyło się na 30 metrze bo nie było komu zagrać do przodu - tam gdzie powinien być napastnik.
Bramka dla Legii - wydaje mi się, że ok aczkolwiek pewnie nie jestem obiektywny. Z tego co Boniek napisał na twitterze Gil twierdzi, że nikogo z Lecha nie przepraszał.
Nic, trzeba mieć nadzieję że będzie lepiej, bo wczoraj dobrze nie było.
Jeśli po ostatniej edycji LE można było planować, że w następnym sezonie celem będzie wyjście z grupy, to ja teraz mam wielkie obawy, czy my do tej grupy w ogóle się załapiemy. O ile oczywiście zdobędziemy MP.
Fakty są takie, że póki co, mają rację ci, co wieszczyli, że Berg wpędzi zespół Legii w przeciętność, tak jak to zrobił ze swoimi poprzednimi klubami.
Moje zdanie o tym, co się stało pod koniec zeszłego roku znacie, więc pozwolicie, że na tym zakończę mój wpis...
Z kolei ktoś napisał, że Berga bronią wyniki. W 7 meczach zdobył 14 punktów (15, jeśli liczyć remis z Jagiellonią). Urban w tych samych meczach jesienią zdobył 16 i te wyniki go nie obroniły.
Moje zdanie jest takie, że wczorajsza druga połowa była dla Legii kompromitująca, patrzyłem na to z rosnącym niesmakiem. Odnoszę wrażenie, że mamy problem w głowach oraz w szatni. Na pewno jest kłopot z Kuciakiem, być może wciąż pozostały jakieś zaszłości z Ojamą (nie pomaga to, że ma on w nosie zdanie wszystkich dookoła, ze sztabem szkoleniowym włącznie - vide zimowa historia z dodatkowymi zajęciami na siłowni). Na murawie ciągle dochodzi do spięć między piłkarzami (wczoraj na przykład Żyro kontra Duda, Żyro kontra Vrdoljak, Radović kontra Ojama), co czasem bywa zdrowym objawem, ale w skali w jakiej u nas ostatnio występuje chyba jednak nie jest.
Natomiast cieszyć musi sam wynik i pewne wygranie sezonu zasadniczego na dwie kolejki przed końcem. Mistrzostwo coraz bliżej. A puchary? Najważniejsze są trofea, w pucharach każdy dwumecz wygrany przez polską drużynę jeszcze długo będzie sukcesem, niejednokrotnie sukcesem ponad stan.
Nie lubię tłumaczyć własnych tekstów
Jeżeli idzie o nas to masz rację. Ja mógłbym do tego wiele dodać, ale nie będę kopał leżącego, a już na pewno nie swoich. Trzeba znależć balans pomiędzy zadaniowaniem, a robieniem z graczy manekinów. My za bardzo gramy anarchię. Tylko, że ja to traktuję w kategoriach wskazania: ile to jeszcze elementów jest do poprawy. I widzę w tym nadzieję na przyszłość. Skoro bowiem z tak dużymi mankamentami z Lechem wygraliśmy to po ich wyeliminowaniu powinniśmy wejść na wyższy poziom grania.
Co do oceny trenera to naprawdę jest stanowczo za wcześnie. Dostrzegam, że w sferze strategii i organizacji gry widać powiew nowoczesności - to nadal nie wiem, czy trener Berg i sztab posiadają niezbędne umiejętności, aby to wdrożyć czyli przełożyć pomysł na grę. Przyznaję, że na razie nie wygląda to obiecująco. To zawodnicy w większości są na tyle mocni, że ciągną grę, lecz kierowania tym procesem lub chociaż by im pomocy nie dostrzegam.
Na pewno nie pomaga fakt ,że mamy w niej taki mix..Polacy,grupa latynowska,bałkańska,trener Norweg,do tego dochodzą takie indywidualności jak Ojamaa ,Kuciak czy chyba nie bardzo akceptowany przez większość Lado.
Piłkarze podobno spędzają codziennie sporo czasu w klubie może też i są sobą nieco zmęczeni.
Nie wiem też co się dzieje z zawodnikami w szatni,że te drugie połowy wyglądają tak słabo.
Pamiętam ,że nawet w meczu ze Slaskiem wyglądało to marnie i dopiero gdy straciliśmy gola to ruszyliśmy do przodu.
Ciekawy jest też fakt ,że za poprzedniego trenera to głównie drugie połowy graliśmy dobrze.Wygląda na to,że jednak Urban potrafił w przerwie meczu jakoś wpłynąć na zawodników i wyzwolić w nich potencjał w przeciwieństwie do Berga który w przerwie przekazuje jedynie analizę pierwszej połowy.
Co to netu i niektórych tytułów JE Zbyszek ma rację przeginają do kwadratu.
Kuciak wczoraj wybicia miał fatalne ale jakoś nie chce mi się wierzyć ,że w szatni jest jakaś totalna rozpierducha. Słabość drugich 45 minut trzeba zdiagnozować, ja na dziś żadnej ostatecznej tezy bym nie postawił.
Co widać już teraz? Nie wymieniamy dwudziestu sześciu podań między obrońcami tylko szybko przenosimy piłkę na połowę rywala i moim zdaniem to jest ok.
Co do broniących Berga wyników, to jak wiesz statystyki mogą udowodnić wszystko - przeciwko temu co Ty napisałeś można np. napisać, że Urbanowi potrzebne było 21 spotkań aby wypracować 5 punktów przewagi na drugim zespołem, podczas gdy Bergowi wystarczyło 7 (w tym jeden przegrany przez kibiców), aby tę przewagę powiększyć o kolejne 5 punktów.
Która statystyka fajniejsza?
Potraktuj to oczywiście jako żart, bo zgadzam się z dalszą częścią Twojego posta, aczkolwiek nie należy przesadnie do statystyk się przywiązywać.
Ja napisałem o wynikach i wybacz ale porównanie do Urbana nie jest trafione, bo wiadomo, że nie wyniki w ekstraklasie były przyczyną jego zwolnienia.
W drugiej połowie pomoc prawie nie działała, ani Jodłowiec, ani Vrdoljak nie zabezpieczali środka pola
Ale oni nie są w stanie pokryć boiska na całej jego szerokości i długości. Miałem do nich pretensje po meczu z Wisłą, bo tam był jeden facet - Stilić. Gdzieś rozmyła się odpowiedzialność, zabrakło zdecydowania, jak Jodłowcowi przy tamtej akcji zakończonej golem kontaktowym. Natomiast wczoraj wydaje mi się, że środek był bardzo dobrze zamknięty. Hamalainen np. ciągle uciekał do boku (i tak nic mu to zresztą nie pomogło), a Linetty, który zwykle lubi napędzać akcje Lecha prostopadłymi piłkami do przodu, też nie zrobił nawet sztycha. Ile on miał, jedno niezłe podanie?
Wyglądało to tak jak wyglądało, bo cała nasza drużyna cofnęła się i Lech uzyskał wyraźną przewagę pozycyjną. Pytanie, czy takie były założenia, czy jest jakiś inny czynnik powodujący problemy w drugiej połowie.
@ corazstarszy
Nie dostrzegłem, aby zostały w Legii wyciągnięte szczególnie konstruktywne wnioski z meczu sprzed 2 tygodni.
W to akurat nie wierzę. Wczoraj po przerwie albo mieliśmy się cofnąć i skontrować Lecha, albo mieliśmy dalej grać to co w pierwszej połowie, ale nie byliśmy w stanie.
Nawiasem mówiąc, wydaje mi się, że wczorajszy mecz stał na znacznie wyższym poziomie niż tamten z Wisłą, choć oczywiście dla postronnego widza tamten sprzed dwóch tygodni musiał być bardziej atrakcyjny w odbiorze.
@ MeM
Berg lepszą wersją Skorży?
Jeżeli na 100% lepszą, ja w to wchodzę
@ JJ
Jak przeczytałem Twój pierwszy komentarz to się na serio zmartwiłem, bo tak negatywnego odbioru całego meczu jednak się nie spodziewałem. Nie przeszło Ci trochę dzień po?
Z tym jednym się nie zgadzam:
Dla mnie obaj boczni obrońcy zasłużyli na pały z gry obronnej, Pawłowski (ale też Teodorczyk) woził ich praktycznie w każdej akcji.
To znaczy, jest w tym trochę prawdy w odniesieniu do Brzytwy. Ale to jest problem systemowy. Jeżeli Legia ma grać wysoko, a boczni obrońcy dublować pozycje skrzydłowych to jakoś tam rozumiem, że zdecydowano się postawić na Brzyskiego, a bez żalu pozbyto się Rumianego. Natomiast jeżeli mamy, jak wczoraj, przyjmować przeciwnika na dwudziestym metrze, to gra Brzyskim jest bardzo ryzykowna, bo on się po prostu pozwala ogrywać w indywidualnych pojedynkach.
Broziem dla odmiany jestem zbudowany. Prochu nie wymyśli, on jest z obrońców czekających, a nie wyprzedzających (ja np. wolę tych drugich), ale wygląda jednak dużo bardziej solidnie niż na jesieni. Pawłowski nim nie woził, tylko prawie każdą akcję ścinał do środka, żeby oddać strzał. Jeżeli skrzydłowy gra obiema nogami to uniemożliwić taki manewr jest bardzo trudno, potrzebna jest asekuracja ze środka, za to nie ma pały. Pamiętam za to jak w drugiej połowie Broź zdjął piłkę z nogi Pawłowskiemu na środku pola karnego, poszedł za nim, kiedy ten domknął akcję, gdyby odpuścił - wtedy byłaby pała
Teodorczyk najbardziej powiózł Dossę Juniora w pierwszej połowie, kiedy ograł go przy polu karnym i doszedł do słabego co prawda, ale strzału z bliskiej odległości. Miałem wrażenie, ze Dossa odpuszcza w tej sytuacji, czy im się udziela strach Kuciaka przed stałymi fragmentami gry, czy co?
Tak czy inaczej, mecz zagraliśmy beznadziejny, ale jakoś nie zamierzam się nad nim specjalnie pochylać bo chwilowo nie ma po co. Dajmy pracować Norwegowi i tyle. Szczególnie, że tak jak zauważył Bolo, nasza przewaga po rundzie jesiennej zwiększyła się dwukrotnie (choć oczywiście teraz nie rywalizujemy na 3 frontach...).
A rzecz (dla mnie) warta uwagi, to ta o której znowu szanowny Bolo napisał. Kuciak. Gra nogami bardzo słaba, aż próbował długich wyrzutów z ręki (też niecelnych). Do tego jakby przestał żyć w bramce, błędy w defensywie (których było co niemiara) kwitował spokojnymi uwagami, a nie zwyczajowymi wybiegami, machaniem rąk i krzykiem. Atmosfera chyba siadła trochę między nim a resztą drużyny. Tutaj np wywiad z Brzyskim (klik): "takie sytuacje się zdarzają i nie trzeba ich rozpamiętywać, ale nie utrzymujemy ze sobą kontaktu. Dusan zachowuje się jak dziecko. Nie wita się, nie rozmawia.". Jak się do tego dorzuci jego poprzednie fochy o "pantoflarstwo", to słabo to wygląda. A to ewidentnie zawodnik na europejskim poziomie, którego trudno byłoby zastąpić...
'Teodorczyk najbardziej powiózł Dossę Juniora w pierwszej połowie, kiedy ograł go przy polu karnym i doszedł do słabego co prawda, ale strzału z bliskiej odległości. Miałem wrażenie, ze Dossa odpuszcza w tej sytuacji, czy im się udziela strach Kuciaka przed stałymi fragmentami gry, czy co?'
Nie wiem czy myślimy o tej samej sytuacji (tuż przed końcem 1. połowy?). Ja miałem wrażenie, że Junior bał się spowodować karnego. Tam był na tyle ostry kąt, że musiałaby nastąpić katastrofa, żeby to wpadło. Generalnie, Rzeźniczak i Junior grali dosyć blisko siebie, umiejętnie się asekurując, a Lech nie potrafił z tego skorzystać, czy po prostu nie miał drugiego Teodorczyka. To nam bardzo ułatwiło dowiezienie tego 1-0.
Ale przed Zawiszą jestem niespokojny. Oni potrafią zagrać z wyobraźnią, strzelają dużo goli spoza pola karnego. Mają często takie błyski.
"w pucharach każdy dwumecz wygrany przez polską drużynę jeszcze długo będzie sukcesem"
Sorry, ale kompletnie nie zgadzam się z takim myśleniem. Zwłaszcza po naszych ostatnich występach, gdzie naprawdę nie ustępowaliśmy przeciwnikom i kto wie, jak zakończyłaby się nasza przygoda z LE, gdyby nie przedsezonowa wyprzedaż i olanie transferu napastnika w miejsce Ljuboji. Utrzymanie tego składu plus parę sensownych wzmocnień dawało szansę na lepsze wyniki w obecnym roku. A ja teraz odnoszę wrażenie, że cofnęliśmy się o parę lat wstecz do czasów wczesnego Skorży. Znowu słyszę teksty "dajcie nowemu trenerowi czas". Trzeba było nie zwalniać Urbana, to nie trzeba byłoby nikomu dawać czasu.
Masz rację, Urban nie potrzebowałby czasu. Sęk w tym, że np. w moim (ale nie tylko moim) odczucie w zamianie Urbana na Berga, ewentualnym błędem może się okazać zatrudnienie Berga. Zwolnienie Urbana zaś nie.
Nie wiem czy myślimy o tej samej sytuacji (tuż przed końcem 1. połowy?).
Tak, prawie na pewno o tej samej. Musiałbym to zobaczyć raz jeszcze, ale wydawało mi się, że pierwsza faza tej ich przepychanki (którą wygrał bardziej zdecydowany Teodorczyk) miała miejsce jeszcze przed polem karnym. Że później go nie atakował to już jasna sprawa. Jeżeli się mylę to zwracam honor w kwestii obawy przed stałymi fragmentami.
Meczu z Zawiszą jestem bardzo ciekaw.
Nie będę się spierał bo druga połowa była ewidentnie dla Lecha. Nie mam pojęcia jakie były statystyki w tamtym meczu ale pamiętam że gdybyśmy dostali do przerwy 3-4 gole to nie moglibyśmy czuć się pokrzywdzenia. W pierwszej połowie bylismy bezradni i obcinka Arboledy wyprowadziła Kucharczyka sam na sam. Nic wtedy nie zapowiadało bramki dla Legii. Nic.
Wracając do wczorajszego meczu to jednak my nie graliśmy z jakimiś ogórkami. Prawdę mówiąc jakby to był mecz z jakiejś innej ligi w którym lider gra z wiceliderem nad którym ma spora przewagę to obstawiałbym X2. Jakoś tak zawsze na tym świecie jest że ten co tonie jest bardziej zdesperowany od tego co pływa. Jeśli chodzi jednak o sytuacje wypracowane to Lech miał główkę Teodorczyka a my mieliśmy Ojamę i dla mnie setkę Koseckiego którą to sytuację Kosecki koncertowo spartolił.
Jeśli chodzi o pierwszą połowę to była walka, agresja, wychodzenie na pozycję. Widziałem Legię która stara się grać i mimo ostrego pressingu Lecha który także w pierwszej połowie grał dobrą piłkę to jednak stworzyliśmy trzy setki i po jednej z nich strzeliliśmy gola. Leczę główkę Jodłowca (patelnia, nie wiem jak Jodła tego nie strzelił bo zwykle strzela
@gol
Dla mnie pchnięcie było wyraźne i uniemożliwiło Kamińskiemu zagranie ale kopii kruszyć nie będę
P.S. Ciekawe, co by o tym powiedział Przesmycki
edit
Proponuję założyć wątek "Urban wiecznie żywy" bo jak tak dalej pójdzie to cała moja sympatia dla Janka gdzieś zniknie jak ciągle będę miał czytać czego to by nam Janek nie zrobił. Dajmy już spokój z tym oglądaniem się za siebie. I zgadzam się w tym temacie z Bolkiem. Był już czas na zmianę a czy wybór jest właściwy to się okaże.
Jak przeczytałem Twój pierwszy komentarz to się na serio zmartwiłem, bo tak negatywnego odbioru całego meczu jednak się nie spodziewałem. Nie przeszło Ci trochę dzień po?
Czy mi przeszło? Zależy pod jakim względem
Co do obrońców też się nie zgadzam, ale niestety w naszej lidze ciężko o jakiekolwiek przyzwoite statystyki, a co dopiero marzyć o fajerwerkach typu udane dryblingi. W każdym razie z mojej perspektywy wyglądało to tak, że zawodnicy Lecha praktycznie każdą sytuację 1 na 1 wygrywali z legionistą i dopiero później kończyło się na 2 albo nieudanym zagraniu. Nieważne którego legionisty to dotyczyło Musiałbym obejrzeć powtórkę i analizować każdą sytuację, a wyjątkowo nie mam zamiaru katować się powtórkami, bo mnie to przerasta. A zresztą sam doskonale wiesz, że z trybun widać dużo więcej. Tak ja to widziałem.
Kolejna kwestia to ten styl gry. Od zawsze powtarzam, ze chcę Legii dominującej, grającej wysoko pressingiem i odważnej, dlatego byłem na samym końcu krytyków Skorży w 1 sezonie. Chociaż rozumiem, że czasami trzeba się ułożyć pod przeciwnika, zaryglować środek, zagrać z kontry, zaskoczyć itd., ale reguła powinna być taka, ze Legia ma porywać w lidze i atakować. I co mamy teraz? Przychodzi kolejny trener, który znowu opowiada piękne historie, ale pary starcza na 15 minut pressingu w 1 meczu. Jaki my mamy styl? Huzia na józia? Granie z kontry? Dwaj defensywni pomocnicy w każdym meczu? Fajnie, naprawdę fajnie, ze Ojamaa szybko biega i może sprintem wyprzedzić kilku wypuszczając sobie piłkę, ale samej esencji piłki nożnej w tej naszej taktyce za dużo nie ma. Super, że mamy Rado z Dudą, którzy w polskiej lidze mogą stworzyć 2-3 100% sytuacje w ciągu 45 minut, ale atakowanie 3 zawodnikami? Nie chcę być przesadnie krytyczny i jak widzisz (a może nie?) do tej pory staram się nie oceniać Berga i jeśli krytykować to konkretny mecz, konkretne mankamenty, a nie całość, ale nie podoba mi się to co widzę. Ja nadal nic nie wiem, ale dostrzegam tendencje. Legia coraz częściej oddaje piłkę, Legia oddaje mało strzałów, Legia atakuje małą ilością graczy i Legia nie jest pewna w obronie co umyka wszystkim, bo traci(liś)my mało bramek. Ale Śląsk, Wisła czy teraz Lech pokazują, że i tutaj jest źle. No i zmusiłeś mnie do generalnych przemyśleń, ale to nie jest tak, ze są one ostateczne. Wciąż czekam na więcej materiału i pewnie sam z siebie bym tych diagnoz nie przedstawił
@Walles
Od początku rundy masz taką dziwną manierę sprowadzać wszystko do ilości klarownych sytuacji i licytowania, która była lepsza. Jak już zauważyłeś przy okazji Śląska nie interesuje mnie to za bardzo. Można oddać 3 strzały i strzelić 3 bramki w sytuacji gdy przeciwnik odda ich 30, będzie zagrażał raz po razie i nic nie wpadnie. Bywa, ale jeśli nie dostrzegasz, że Legia dosyć regularnie "osiąga" bardzo słabe wyniki w tym względzie (nie wspominając o poprzednich rundach) to nic nie poradzę, przekonywać nie zamierzam. Każdy ocenia mecz i cieszy się z tego z czego lubi
"Zwolnienie Urbana zaś nie"
To zależy jak na to patrzeć. Ja na to patrze w taki sposób, że zatrzymanie Urbana oznaczałoby trzymanie się urbanowej wizji, czyli poprawę jakości zespołu poprzez sprowadzanie piłkarzy o odpowiedniej klasie i jeśli za tym poszłyby odpowiednie ruchy transferowe, to może i ta gra byłaby inna. To właśnie tę wizję Leśnodorski zakwestionował sprowadzając Berga, co też oficjalnie przyznał w którymś z wywiadów.
Chociaż ja mam wielkie podejrzenia, że Leśny napalił się na Solskjeara a że dostał od niego kosza, to wziął tego, którego mu polecił.
@Walles
Od porównań nie uciekniemy, więc nie wiem, czemu próbujesz cenzurować nasze wypowiedzi.
Nie chodzi o cenzurowanie tylko o to że już mi się ulewa i traktuj to jako moje prywatne zdanie na ten temat. Wracanie cały czas do Urbana czy Skorży to coś czego nie rozumiem. I jeden i drugi miał swoje plusy i minusy. I jeden i drugo dał mi trochę radości. Skorża za puchary a Janek za mistrzostwo i puchar będzie u mnie miał stałe miejsce w serduchu. Czy był czas na zmiany w obu przypadkach? Moim skromnym zdaniem taki nie ma co do tego wracać i ciągle mówić czego to oni by nie zrobili. Mieli swój czas i ten czas minął. Tyle.
@JJ
Bo klarowne sytuacje są podstawą do zdobywania bramek. Można oddawać 100 strzałów na bramkę i wykonać dwieście dośrodkowań i nie mieć żadnej klarownej sytuacji. To będzie tylko statystyka jak niektóra nasze strzały z dystansu lub wiele dośrodkowań Furmana z rzutów rożnych. A skoro wypracowujemy w każdym meczu pewne 100% sytuacje to i bramki będą wcześniej czy później padać. Bardzo podobała mi się pierwsza połowa w Gliwicach i to jest to co chciałbym oglądać i to jest to czego dawno nie widziałem w wykonaniu Legii. A skoro są takie symptomy, skoro potrafimy zdominować Wisłę w części meczu, potrafimy z Lechem stworzyć czyste i klarowne sytuacje bramkowe to znaczy że idziemy chyba (?)w dobrym kierunku. Oczywiście cały czas pamiętam o tym że piszemy o polskiej lidze, o piłkarzach którzy grają tutaj bo w topowych ligach takich nie potrzebują. Chciałbym oczywiście żeby Ojamaa widział niebo a nie trawę, żeby Vrdolijak był bardziej kreatywny, żeby Dwaliszwili dawał coś więcej, żeby Duda nie gasł, żeby Żyro pokazał swój potencjał i utarł nosa krytykom, żeby Brzyski lepiej dogrywał i lepiej bronił, żeby Kosecki nie przechwalał się w mediach tylko na boisku, żeby piłkarze byli mentalnymi herosami etc etc Ale mam to co mam. Owszem kilku zawodników bym zmienił Ale tak jest w każdym naszym ,polskim, zespole.
Wczoraj zaraz po meczu, szczególnie na Twitterze zauważyłem chyba próbę uatrakcyjnienia końcówki ligi przez niektórych dziennikarzy. Chodzi mi o to, że redaktor Godlewski i Żelazny oficjalnie namaścili Legię jako mistrza Polski, drugi nawet sugerując, iż grupą mistrzowską nie ma co się zajmować, bo 5 pkt przewagi praktycznie "zamiata" sytuację. Naprawdę ciężko mi te opinie skomentować inaczej niż jako próbę "podpuszczenia" piłkarzy Legii aby Ci sobie trochę odpuścili i potykając się tu i ówdzie zrobili końcówkę bardziej atrakcyjną niż to się może w tej chwili wydawać. Dlaczego uważam, że to gra psychologiczna, a nie szczerze wyznanie? Bo patrząc na naszą grę to po pierwsze, trudno obstawiać w 100%, że w ostatnich meczach uzyskamy 6 punktów, a po drugie po podziale, to ewentualne 5 pkt przewagi na drugą drużyną na 7 kolejek przed końcem, napewno nie jest tak dużą przewagą, iż można by było pić szampana.
Jeszcze chciałbym coś powiedzieć po wczorajszym meczu na temat reformy. Mimo, że to my dostaniemy po podziale punktów najbardziej "po tyłku" to naprawdę nie mogę się już doczekać tej "dogrywki". Kolejny mecz z Lechem, Wisłą ale i z Pogonią obejrzę z największą przyjemnością, mimo iż pewnie konkretnie poobgryzam paznokcie u rąk. Fajna będzie ta końcówka, choć może wczorajszy mecz nie zapowiada wielkich fajerwerków (nawet mnie zirytował). Nikt mi jednak nie powie, że wczorajszy mecz oglądał bez emocji, a za miesiąc zaczniemy rundę, gdzie takich emocji będzie jeszcze kilka. Oby serca wytrzymały i wszystko zakończyło się jak trzeba
Chcę tylko obiektywizmu. Skoro po karnym w breslau, tylko Pan Sławek uważał, że karny był z kapelusza, a pszesmycki widział paradę obronną, to wszyscy przyznali rację temu drugiemu. Teraz obaj twierdzą, że bramka uznana słusznie i cisza, teraz nawet pszesmycki się nie zna. Tak na szybko, bramka jaką zdobyło PSG w ostatniej kolejce padła po pchnięciu obrońcy przez Cavaniego, ciekawe czy we Francji rozpętano z tego powodu burzę (w Anglii również jest to normalna sytuacja, a skarżący wyszedłby na cipkę). W Bydgoszczy Geworian pchnął Rzeźnika przed bramką, a kobyła z posen zdobyła bramkę ze spalonego i Zawisza nie dostał ewidentnego karnego.
Pomijam tu poziom gry naszej drużyny, który na razie nie powala, zwracam uwagę tylko na brak reakcji byłych piłkarzy naszego klubu czy kierownictwa.
Ejże, wyluzuj trochę, korona Ci przecież z głowy nie spadnie jeżeli napiszesz 'Murawski', 'Lech' i 'Wisła'. Nie równajmy poziomem do obecnych tu i ówdzie rynsztokowych obyczajów
Co do meritum to moim zdaniem jest to reakcja obronna ekspertów telewizyjnych na powszechne w Polsce przekonanie, że wszyscy dziennikarze i wszelkie telewizje kochają, wspierają i chronią Legię. Taki Murawski jako eks-legionista ze zdwojoną energią wykorzystuje każdą okazję, żeby zaprzeczyć tym twierdzeniom
Radzę podchodzić do tej dziecinady z pobłażaniem, CTP ma rację w tym względzie.
Te wulgaryzmy to kwestia przyzwyczajenia, zresztą na ulicy też trudno oczekiwać Wersalu, ale ja po prostu trochę tego nie rozumiem. Co jest takiego zabawnego w tym, że będę krzyczał, że .....olę poznańskiego psa? Ja oczywiście rozumiem rzucanie mięchem pod wpływem emocji, nawet wyzwanie przeciwnej drużyny przy jakiś nerwowych sytuacjach (gra na czas, głupie zachowania po strzelonej bramce etc.), ale takie zupełnie wyreżyserowane bluzganie?
Naprawdę nie chodzi mi absolutnie o to, że mam wrażliwe uszy, bo nie mam. Ale nie łapię tego, po prostu nie łapię.
I jeszcze jedna myśl - może zaczynam już wszędzie wietrzyć spisek, ale mam jakieś takie wrażenie, że spokój na meczu nie pozostaje bez związku z audytem bezpieczeństwa, jaki odbywał się (odbywa się nadal?) na Legii.
Druga połowa...
No cóż, nie będę ukrywał, czekałem na bramkę dla Lecha. Ta wpaść musiała, nasi się o to prosili, wręcz błagali lechitów o cios kończący. Patrząc na boiskowe wydarzenia z minuty na minutę coraz bardziej godziłem się ze stratą co najmniej jednego gola. Bałem się tylko, że na jednym się nie skończy, że nie utrzymamy kolejnych. Niestety to nie o statystyki przywołane przez JJ chodzi, tylko o niemożność opanowania sytuacji na boisku. Nieumiejętność odzyskania kontroli nad wydarzeniami dziejącymi się na murawie. Zamiast zespołu widziałem grupy oporu, starające się utrzymać korzystny rezultat. No i Ojamę, który starał się... w sumie to nie wiem o co starał się Estończyk. Rozumiem to o czym pisze Walles, nawet ogólnie się z Nim zgadzam, ale chcąc być uczciwym muszę przyznać, że odniosłem wrażenie, iż fakt utrzymania takiego a nie innego rezultatu nie był wynikiem naszych starań, tylko nieudolności naszych rywali.