- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Wisła 5-0: Traktat o dobrej robocie
W piątkowy wieczór Legia srodze zrewanżowała się Wiśle Kraków za jesienną porażkę 0:1 i wiosenny remis 2:2. W trzeciej kolejce rundy finałowej ekstraklasy podopieczni Henninga Berga rozgromili drużynę z Krakowa 5:0. Bramkowym łupem podzielili się Michał Żyro, Michał Kucharczyk, Tomasz Jodłowiec, Dossa Junior i Marek Saganowski. Nasza drużyna uczyniła kolejny krok w stronę obrony tytułu mistrzowskiego.
To był jeden z kibicowskich wieczorów idealnych, podczas których magia Legii działa z pełną mocą, a śpiewane przez nas przed meczem słowa o mistrzostwie i potędze nie brzmią jak koncert życzeń, lecz stają się wiernym odzwierciedleniem rzeczywistości.
Oczywiście, Wisła Kraków jest jedynie cieniem drużyny, która przez długie lata dominowała w ekstraklasie, a za zwycięstwo dostaje się zawsze te same trzy punkty, niezależnie od tego, czy pokona się rywala 1:0 czy 5:0, ale wbicie pięciu goli takiej firmie jak Wisła musi smakować w sposób wyborny, a już uczynienie tego w meczu tak ważnym, jednym z kilku decydujących o losach tytułu mistrzowskiego, przy niemal pełnym stadionie, to wrażenie niezapomniane. Było pięknie!
W pierwszej połowie, mimo że zakończyła się ona prowadzeniem Legii 3:0, mecz sprawiał jeszcze wrażenie w miarę wyrównanego. Wisła tradycyjnie nieźle grała piłką i miała swoje sytuacje strzeleckie. W jednej z pierwszych akcji meczu prawym skrzydłem przedarł się Emmanuel Sarki, dośrodkował, ale naciskany przez naszych obrońców Paweł Brożek nie zdołał umieścić piłki w siatce. Przy stanie 0:0 w pojedynku z Guerrierem źle zachował się Bartosz Bereszyński, który zaatakował piłkę wślizgiem, ale nie zdołał wybić jej na aut. Haitańczyk podał do Semira Stilicia, który pięknie kropnął z lewej nogi – na szczęście w poprzeczkę. Przy stanie 1:0 dla Legii po kontrowersyjnej decyzji sędziego Frankowskiego, który nie przerwał gry po agresywnym ataku na Ondreja Dudę, w zamieszaniu podbramkowym do siatki trafił Guerrier, sędziowie dopatrzyli się jednak spalonego. Wreszcie przy stanie 2:0 po kolejnym dośrodkowaniu w nasze pole karne znakomicie zachował się Kuba Rzeźniczak, który zdjął piłkę z nogi Pawłowi Brożkowi.
Wisła próbowała, a Legia punktowała, w mistrzowski sposób wykorzystując katastrofalną dyspozycję obrońców krakowskiego zespołu. Michał Żyro dwukrotnie zbiegał ze skrzydła do środka boiska. W pierwszej sytuacji jeszcze się pomylił, nie trafiając do siatki prawą nogą, ale kolejną szansę, po długim podaniu Ivicy Vrdoljaka, już wykorzystał, ogrywając dwóch defensorów Wisły i potężnym uderzeniem pokonując Michała Miśkiewicza. Przy bramce na 2:0 ładnie przedarł się prawym skrzydłem Bartek Bereszyński, akcję zamknął Michał Kucharczyk, który, pozostawiony bez opieki kilka metrów przed bramką, mógł zapytać bramkarza Wisły, gdzie ma uderzyć piłkę. Wreszcie przy bramce na 3:0 Tomasz Jodłowiec rozbił pasywną wiślacką strefę po rzucie rożnym.
O ile losy pierwszej połowy mogły się potoczyć w różny sposób, a wysokie prowadzenie Legii wynikało przede wszystkim z tego, że do bramki Miśkiewicza wpadało niemal wszystko co leciało w tamtą stronę, o tyle przewaga Legii po przerwie była wręcz kolosalna. Legioniści jeszcze podkręcili tempo, agresywną grą w środku pola błyskawicznie kasując ofensywne zapędy wislaków i co i rusz dochodząc do sytuacji strzeleckich.
Autorami bramek byli Dossa Junior (wreszcie!) i Marek Saganowski, ale groźnie na bramkę Miśkiewicza uderzali również Michał Kucharczyk, Michał Żyro, Ondrej Duda, Dossa Junior, jeszcze zanim zdobył bramkę na 4:0, a także w ostatniej akcji meczu Helio Pinto po efektownym przepuszczeniu piłki w wykonaniu Henrika Ojamy.
Wyraźnie rzucała się w oczy pozytywnie rozumiana pazerność Legii. W piątkowy wieczór chcieliśmy grać, chcieliśmy strzelać bramki, i byliśmy na to fizycznie i mentalnie w stu procentach przygotowani. Taki na przykład Kuba Rzeźniczak sprawiał wrażenie człowieka wręcz czyhającego na sposobność, żeby dopaść Pawła Brożka i sponiewierać go w pojedynku powietrznym. Tomasz Jodłowiec i Ivica Vrdoljak dobrze odrobili lekcję z marcowego meczu z Wisłą i błyskawicznie doskakiwali do Stilicia, kiedy ten próbował znaleźć sobie odrobinę przestrzeni w środku pola. Miro Radović, choć nie asystował i nie strzelił bramki, upodobał sobie mało zwrotnego Michała Czekaja, kilka razy spektakularnie wkręcając wiślaka w ziemię. Ba, nawet wprowadzony po przerwie Henrik Ojamaa nie stracił ani jednej piłki, udanie dryblując i celnie podając.
Umniejszanie sukcesu Legii słabością Wisły jest nieuzasadnione. Z drugiej natomiast strony nie sposób zapomnieć, że do prawdziwie idealnego obrazu piątkowej wiktorii niezbędne jest, żeby stała się ona elementem opowieści pod tytułem: Legia Warszawa mistrzem Polski w sezonie 2013/14. Jest jeszcze trochę dobrej roboty do wykonania.


Klasowa drużyna, a za taką uważam Legię, nie ma prawa powtórzyć "takiego" meczu i nie powtórzyła. Ogromne brawa
'Najwyższy już czas na przekonywujące zwycięstwo'
Dla mnie to nawet nie musi być przekonujące. Byle było
@Monrooe
'... gdyby Legia zagrała na swoim poziomie'
Lepiej niech Legia nie gra na swoim poziomie, przynajmniej tym z ostatnich czasów, tylko na dużo wyższym. Nasz poziom ostatnio to jednak nadmierne, przy całym szacunku dla rywala, męczarnie przy wymęczonym zwycięstwie z Zawiszą i marna gra, uwieńczona niezasłużonym zwycięstwem, w Gdańsku.
Kilka razy ostatnio się samo wygrało. Ale to nie będzie trwać bez końca - w końcu czas na to, żeby Legia własnym wysiłkiem postarała się o dobry wynik.
- "Lepiej niech Legia nie gra na swoim poziomie, przynajmniej tym z ostatnich czasów"
Nie no, ostatnio prezentowany przez nas poziom to nie do końca to o co mi chodziło. To co gramy to jednak wypadkowa pewnych problemów w składzie. Uważam, że stać nas na o wiele lepszą grę. Musimy to jednak pokazać na boisku, bo masz rację pisząc, że tak jak w Gdańsku ciągle wygrywać się nie da. Wróćmy więc na standardowe dla nas tory.
Blamaż to chyba przywołanie 0:3 z Jagiellonią, bo przecież wiara w znaczącą wiktorię nad wiślakami musi wynikać z ostatniej serii zwycięstw: Piast 2:1, Lech 1:0, Zawisza 3:0, Lubin 3:1, Zawisza 2:0, Lechia 1:0. Sześć zwycięstw, bilans bramkowy 12:2 zatem jak tu nie oczekiwać rozgromienia krakusów!?
W odróżnieniu od Kibica50 będę jednak dużo bardziej ostrożny, a w prognozach wstrzemięźliwy, choć sobie i jemu życzę, żeby miał rację, a taka kibicowska wiara w drużynę została nagrodzona!
Niestety ze mnie sceptyk, od miana klasowej drużyny w skali europejskiej dzielą nas póki co lata świetlne, na krajowym podwórku po 30 rundach przewaga 10 punktów taki wniosek może uprawdopodobniać, ale w drodze po mistrza 7 porażek klasowej drużynie już nie przystoi, co prawda 6 z jesieni, ale tym bardziej wzmaga to ostrożność i obawę, że i wiosną należy się z nimi liczyć. Chyba, że Bergowi udało się jednak dokonać jakiejś istotnej zmiany!?
Nie jestem co do tego, tak do końca przekonany, tym bardziej seria zwycięstw robi na mnie wrażenie, a jeżeli zostanie utrzymana, obojętnie w jakim stylu i w jakich bramkowych rozmiarach, to tylko schylę głowę z uznaniem. Nawet gdyby gra była „zombipodobna”. Konsekwentna, bezwzględna bezduszność, choć i wizualnie toporna, nieatrakcyjna, oby tylko skuteczna, już mnie usatysfakcjonuje, tym bardziej biorąc pod uwagę co się dzieje w topowych europejskich ligach i mając jeszcze na dodatek w głowie legijną traumę z 2012 roku.
Większe wrażenie, wręcz zadziwi mnie utrzymanie serii, w wymiarze czterech najbliższych spotkań, obojętnie w jakim stylu, niż choćby najbardziej efektowna przez optymistów oczekiwana wygrana z najwyższym znakiem jakości.
"klasowa" drużyna nie musi być pojmowana jedynie w znaczeniu Europejskim
Po drugie 7 ligowych porażek odnieśliśmy na jesieni, grając zdziesiątkowanym składem , w dodatku co 3 dni. Z analiz Berga i sztabu szkoleniowego wynika, że był to najbardziej intensywny okres od niepamiętnych czasów, przez co znacząco zmodyfikowano przygotowania do rundy wiosennej Pomimo to zespół uplasował się na 1 miejscu i sprawdziła się stara piłkarska prawda, że "lepiej jeden mecz przegrać niż dwa zremisować"
Na mój optymizm wpływa dodatkowo fakt, że drużyna pozyskała przed rundą 3 klasowych piłkarzy, poprzedni zaciąg zdążył się już zaaklimatyzować, powróciło kilku kluczowych zawodników po kontuzjach i odszedł tylko jeden piłkarz. O zamianie amatora na trenera z zagranicy, namaszczonego przez samego SAF nawet nie wspomnę
Na koniec moje oczekiwania powodowane są wypowiedziami piłkarzy i trenera, zarówno te pomeczowe (2:2) jak i przedmeczowe.
Nie mogę też zapomnieć, że na zdziesiątkowaną Wisłę wyjdziemy tym razem w 12-stu !
Ależ mi się twój optymizm bardzo podoba, jestem nim zbudowany, w jakiejś części mimo własnego „sceptycyzmu” go podzielam, na potwierdzenie nasz „typer”, też zakładam zwycięstwo, mam jedynie nadzieję, że gdyby, odpukać, jakaś wtopa się przydarzyła, teraz czy w którymś z kolejnych meczów, to „Stary Wiarus” nie zachowa się jak „wzgardzona dziewica na wydaniu”, która w oczekiwaniach zawiedziona, oblubieńca na jedną z randek spóźnionego, zwyzywa i obsztorcuje niczym gderliwa, złośliwa, zołzowata wiedźma.
Czas rozliczeń z pewnością jeszcze nadejdzie. Obojętnie jaki dziś wynik padnie na wystawianie globalnych rachunków za wcześnie.
Rozjedziemy Wisełkę, czy to będzie oznaczało że Berg jest lepszy od Urbana? Powinie nam się noga, to Urban ma triumfować i wieszczyć, że z nim to cudów byśmy dokonali.
Akurat Urbana przy „pożegnaniu” z mianem „amatora” nie kojarzyli, taka jazda niczemu nie służy, bo na drugim biegunie jest „trener nieudacznik, który wśród norweskich fiordów niczego godnego uwagi nie dokonał”, zatem to „PR-owa wydmuszka”. Poczekajmy, obojętnie co się wydarzy, nawet jeżeli Berg zadaniu nie podoła, z kiepską reputacją przyjdzie się zgodzić, to dopóki ma szanse udowodnić, ze jest inaczej, jeździć bezpardonowo, bez trzymanki, po nim i drużynie nie wypada. Jeżeli się jej kibicuje.
To nie znaczy, żeby błędów potencjalnych z kibicowskiego punktu widzenia nie punktować, ale „Stary Wiarus” z pewnością wie o co mi chodzi.
"Stary Wiarus” z pewnością wie o co mi chodzi"
Ależ oczywiście że wie.
Gdyby było inaczej, to z pewnością ta "dziewica na wydaniu, która w oczekiwaniach, była już tyle razy zawiedziona poczynaniami oblubieńca, że aż dziw bierze, że wciąż przy nim pozostaje, zwyczjnie by odeszła. Nie dziw się zatem, że czasami zwyzywa i obsztorcuje niczym gderliwa, złośliwa, zołzowata wiedźma, bo robi to wyłącznie z potrzeby oczyszczenia duszy, w której od niepamiętnych czasów gra słowo jedno: LEGIA
Trenerzy nie mają tu nic do rzeczy. Przeżyłem ich tylu, że jeden Norweg nie robi różnicy.
" Nie dziw się zatem, że czasami zwyzywa i obsztorcuje niczym gderliwa, złośliwa, zołzowata wiedźma, bo robi to wyłącznie z potrzeby oczyszczenia duszy, w której od niepamiętnych czasów gra słowo jedno: LEGIA Smile"
Emocje czasem są potrzebne żeby oczyścić atmosferą między byłą dziewicą a jej miłością ale jak ona będzie mu ciągle będzie "kapać na mózg" że powinna była oddać dziewictwo Jankowi bo on by ją uczynił szczęśliwszą to wybranek na bank tego nie wytrzyma.
Albo będzie ciągle zrzędzić że co innego obiecywał przed ślubem a teraz nie dotrzymuje słowa.
Ludzie inteligentni nie powinni mylić marketingu z rzeczywistością bo ta zawsze rozczaruje jak się porówna do obietnic i własnych wyobrażeń.
Umiejmy cieszyć się chwilą. Mam nadzieję że dzisiaj pójdę spać zadowolony (choćby częściowo)
PS
Jako "dziewica jednak musisz kochać "wybranka" skoro cały czas oczekujesz że w końcu pokaże na co go stać
Pamiętasz piosenkę - "Utwierdź mnie w tej miłości co słabnie, utwierdź mnie bo postąpię nieładnie......"?
Dzięki, jakoś w natłoku spraw odpuściłem ostatnio Taktycznie.net. Co jest oczywistym błędem.
Dokładnie o takie zwycięstwo mi chodziło !
Wreszcie.
Nie wiem, czy to Legia taka dobra, czy Wisła taka słaba. Może jedno i drugie.
Są wspomnienia pana Lucjana o legendarnym 12-0 w 1956. Tam stoi, że Wisła grała nieźle, ale nic jej wówczas nie wychodziło, a Legii szło wszystko. Ja uważam, że gdyby w 2. połowie Legia wykazała lepszą skuteczność, mogła się zbliżyć do tego rekordu.
Z negatywów to trochę Duda. Akcja z poprzeczką Stilicia zaczęła się od jego straty, a ciut wcześniej miał podobną stratę w podobnym miejscu. Łobuz jeden. Z pozytywnych zaskoczeń, jak słusznie dostrzeżono w tekście, Ojamaa.
Ale fajnie.
Teraz Górnik. Oni już w dwóch meczach z rzędu coś pokazali (choć w ten weekend pewnie nie pokażą), więc może nie są taką efemerydą, jaką okazała się Wisła, podbudowana ledwie jednym zwycięstwem.
Jak różnie potrafimy patrzeć na grę zespołu najlepiej oddają komentarze Senatora i Garma:
"No w końcu kibic50 będzie zadowolony, szczególnie z pierwszej połowy gdzie widzieliśmy szybkość, dynamikę czyli to co w piłce lubimy"
"Ale do gry, zwłaszcza w pierwszej połowie, mam sporo zastrzeżeń"
Nienasycony wczorajszym zwycięstwem obejrzałem dziś rano powtórkę w tv.
Już bez emocji, na spokojnie.
Dawno nie widziałem tak zmotywowanych piłkarzy Legii ("nieszczęśliwy" remis zrobił swoje)
Dawno też nie widziałem tak beznadziejnie grającej Wisły. Grali w zasadzie bez obrońców.
Podzielam rozterki corazstarszego,
"Nie wiem, czy to Legia taka dobra, czy Wisła taka słaba. Może jedno i drugie"
Na odpowiedź musimy poczekać przynajmniej tydzień, ale dziś napawam się zwycięstwem. Co za weekend
@iocosus
Mam dla Ciebie tytuł do felietonu, zachowując konwencję horroru
"Warszawska masakra pił(k)ą mechaniczną"
- "Ale do gry, zwłaszcza w pierwszej połowie, mam sporo zastrzeżeń."
Ja rozumiem o czym piszsz ( szczególnie o pierwszej połowie), ale wybacz, gdy widzę taką determinację, chęć walki, świadomość celu, to nie jestem w stanie zawracać sobie głowy niedostatkami. Legia zagrała z taką werwa, że żadne słabości nie mogły nam zaszkodzić. Choć szkoda, że bramki nie wpadły po naszych najlepszych akcjach w tym meczu. Złośliwość i tyle. Cała reszta super i już.
PS
A Rado nie zaliczył asysty przy golu Sagana ?
Do "poprzeczki" ok 7 min powinno już być 2 : 0
@Monrooe
"Choć szkoda, że bramki nie wpadły po naszych najlepszych akcjach w tym meczu"
DOKŁADNIE !
Wreszcie chłopaki zagrali z odpowiednim nastawieniem psychicznym do meczu. To był fundament tak okazałego zwycięstwa. Wisła stanęła do próby sił w pierwszej połowie, starała się grać agresywnie, jednak czuła, że z naszej strony jest o wiele większa determinacja. Jedna akcja, druga, jedna bramka, druga i Wisłą pękła. To, co się wydarzyło w drugiej połowie było czystą konsekwencją pierwszej. Wybiliśmy im z głowy jakąkolwiek nadzieję na dobry wynik. Tak stłamszonego przeciwnika dawno nie widziałem. Zresztą od początku czuło się w powietrzu, że zwycięstwo jest nieuniknione.
O jakości piłkarskiej za wiele powiedzieć nie można. Największy pozytyw to duża ilość stworzonych sytuacji podbramkowych oraz skuteczność. Początek nie był łatwy, przeciwnik mocno pracował w destrukcji, ale to co mieliśmy wykorzystaliśmy wzorowo. Oczywiście dostrzegam współudział obrońców Wisły Czekaja i Nalepy jednak warto zauważyć, że te akcje były na wysokim tempie, skoordynowane i bez mała każda zakończona strzałem. Każda inna obrona miałaby podobne problemy. To ewidentnie efekt pracy treningowej. Brawo.
Natomiast ni zapominajmy, że wiele jest do poprawienia, że jeszcze mamy rezerwy. Stałe fragmenty gry rzadko kończą się oddaniem strzału. Brakuje automatyzmów, zrozumienia przy budowaniu szybkiego ataku i bramek w ten sposób zdobywanych. Przejście z obrony do ataku oraz wymiana podań jeszcze są zbyt wolne. Brakuje zagrożenia strzałem z za pola karnego. I największy mankament: dokładność. Meczy ustawiony, a my mamy problem z kontrolą futbolówki.
Skrzydła aktywne, lecz mało efektywne. Zbyt dużo wrzutek niecelnych.
Mamy powód do świętowania, cieszmy się. A jutro już twardo stąpamy po ziemii.
Tak, też chodziło mi po głowie tamto 0:4. W ogóle jest się za co Wiśle rewanżować, dlatego ciągle było mi wczoraj mało tych bramek
Ale jednak ciężko porównywać te dwa mecze, wtedy w Krakowie Legia się w pewnym momencie rozsypała, ale kurczę, to był nietypowy mecz, nie jednostronny bynajmniej, nie miałem po nim jakiegoś strasznego kaca. Wczoraj tymczasem, jak zauważasz, mogło być... duuużo więcej. Będąc kibicem Wisły, wczorajszy wieczór przeżyłbym bardzo ciężko
@ Senator
A Rado nie zaliczył asysty przy golu Sagana?
Pewnie, że zaliczył. Zdekoncentrowałem się jak Helio w ostatniej minucie
@ Dzynek
Tak stłamszonego przeciwnika dawno nie widziałem.
W pełni się podpisuję.
Natomiast co do stałych fragmentów to akurat wczoraj dobrze to wyglądało jak na mój gust. Poza bramką Jodły były jeszcze ze dwie sytuacje, kiedy piłka idealnie szła na głowę Rzeźniczaka, tylko obrońcy ściągali mu z głowy w ostatniej chwili.
Nawiasem mówiąc, Brzytwa jakby lepszy w ostatnich meczach (Lechia i Wisła), i nie mam na myśli tylko asyst.
Edit: A jeszcze - Berg przyznał rację CTP jeżeli chodzi o Kucharczyka na lewej pomocy. Ja do końca byłem przekonany, że jeżeli Ojamaa żyje to zagra.
A Lech już chyba powoli zaczyna dostawać sezonowej zadyszki. Wcale się nie dziwię, bo grają dość wąskim składem. Jeśli Lechia tego za tydzień nie wykorzysta, to będą ciężkimi frajerami.