- Kategoria: Wokół boiska
- Garm
Legia - Śląsk: Negatywne emocje
Właściciele Legii kilkukrotnie powtarzali w wywiadach, że ich klub ma wyjątkowy model biznesowy - sprzedaje emocje. Jest to niewątpliwie ogromny kapitał prężnie rozwijającej się organizacji, bo popyt na emocje nie podlega takim fluktuacjom jak popyt na, dajmy na to, spodnie w modnym ostatnio kroju określanym mianem "rurek". Dla zagorzałego kibica nic nie może się równać z emocjami wywoływanymi przez grę jego ukochanej drużyny, a zwłaszcza przez jej sukcesy. Niestety dla właścicieli klubu z Łazienkowskiej, to tylko jedna strona medalu - drugą jest podział emocji na pozytywne i negatywne. Wiosną 2015 roku Legia wyzwala w zdecydowanej większości te drugie.
Weźmy na przykład wczorajszy rewanżowy mecz 1/4 finału Pucharu Polski. W pierwszym, otwierającym wiosnę spotkaniu we Wrocławiu Legia zanotowała korzystny remis 1:1, ale tak naprawdę powinna już wtedy rozstrzygnąć losy dwumeczu. Nie zrobiła tego na własne życzenie, najpierw nie wykorzystując przewagi liczebnej, a potem prezentując rywalom bramkę wyrównującą. Wtedy tłumaczyliśmy jeszcze sobie, że to pierwszy mecz, że szczyt formy jest budowany na europejską rywalizację z Ajaxem Amsterdam, że potem będzie tylko lepiej... niestety. Na razie Legia w siedmiu oficjalnych meczach w 2015 roku wygrała zaledwie raz, trzykrotnie remisując i trzy razy przegrywając. Nędzny bilans jak na aktualnego mistrza Polski i drużynę określaną przez wielu fanów jako "najlepszą za ich kibicowskiego życia".
Czwartkowe starcie rozpoczęło się obiecująco - od efektownej bramki Michała Kucharczyka w 4. minucie, której sędzia nie uznał ze względu na nieznacznego spalonego. Potem było już dużo, dużo gorzej - przez następne 120 minut na trybunach Stadionu Wojska Polskiego imienia Marszałka Józefa Piłsudskiego - oraz, jak się domyślam, w domach fanów Legii oglądających spotkanie przed telewizorami - dominowały negatywne emocje. Tak jak w 12. minucie, kiedy kolejny już w tym sezonie kardynalny błąd popełnił Duszan Kuciak, a do siatki trafił Peter Grajciar. Duszan zresztą irytował, wkurzał lub doprowadzał do pasji (zależnie od temperamentu) przez praktycznie całe spotkanie, chociażby brakiem chwytu piłki (po jednym z tylko sparowanych przez niego strzałów piłkę do siatki dobił w 57. minucie Flavio Paixao, ale asystent sędziego wskazał nieznaczną pozycję spaloną) czy notorycznym celebrowaniem wszystkich wybić przy stanie 1:1, kiedy Legia powinna, jak się wydaje, dążyć do strzelenia kolejnych bramek i rozstrzygnięcia losów spotkania w regulaminowym czasie gry. Bardziej optymistycznie nastawieni życiowo kibice "wojskowych" skwitują to zapewne stwierdzeniem, że wszelkie winy słowacki bramkarz odkupił w karnych, kiedy to obronił strzały obu portugalskich bliźniaków reprezentujących zespół z Wrocławia i pozwolił Legii awansować dalej. Dla mnie mimo wszystko niepokojący jest fakt, że Kuciak występy dobre i bardzo dobre (jak w pierwszym meczu ze Śląskiem czy z Podbeskidziem) przeplata słabymi i wręcz kompromitującymi (jak w czwartek ze Śląskiem lub tydzień wcześniej z Ajaxem). Na tej pozycji nie można sobie pozwolić na aż takie wahania formy.
Również w przeważającej mierze negatywne emocje wzbudzał w czwartek Orlando Sa - tyle że w mniejszym stopniu dotyczyło to kibiców, a w większym samych zawodników Legii. Zdjęcie jedynego napastnika w przerwie meczu, w którym trzeba odrabiać straty, to wyraźne votum nieufności ze strony Henninga Berga. Czy jednak sam portugalski napastnik dał swoją grą w pierwszych trzech kwadransach powody do wiary, że po przerwie byłoby lepiej? Niektórzy powiedzą, że reszta drużyny z nim nie współpracuje, bo go nie lubi, inni stwierdzą, że zawodnik nie prezentuje dość dużej klasy, żeby być "pod grą" - że nie pokazuje się do zagrań, że sam nie współpracuje z kolegami. Tak czy tak, efekt jest jeden - przed przerwą Legia oddała bodaj tylko jeden celny strzał (autorstwa Michała Kucharczyka, w 40. minucie spotkania). Po przerwie, kiedy graliśmy bez nominalnego napastnika, już po zaledwie 8 minutach gry strzeliliśmy bramkę wyrównującą, kiedy to wprowadzony za Sa Michał Żyro znakomicie wykorzystał dobre prostopadłe podanie Ondreja Dudy i niewydolność ruchową Dudu Paraiby, pokonując Wrąbla efektownym strzałem w długi róg. Ledwie 7 minut później mogło i powinno być 2:1, ale ten sam Żyro nie wykorzystał dobrego podania Kucharczyka. Sa, który do tej pory mógł mówić, że ze skutecznością może i jest trochę na bakier, ale przynajmniej dochodzi do dogodnych sytuacji strzeleckich, w meczu ze Śląskiem również w tej kategorii zdecydowanie przegrał ze swoim zmiennikiem.
Bardzo negatywne emocje wzbudza niestety ogólna gra ofensywna stołecznej ekipy. Legionistom można by zadać po tym meczu całą serię pytań retorycznych. Ile razy można nie trzymać linii spalonego, Michale Kucharczyku? Ile razy można podać pod nogi najbliższego rywala, Tomaszu Jodłowcu? Ile razy można nie przejmować się faktem, że rywal przykłada się do pressingu i stracić piłkę, Dominiku Furmanie? Ile razy można zapomnieć o tym, że jest się nominalnym skrzydłowym, Michale Masłowski? Ten ostatni piłkarz to zresztą materiał na osobną analizę, która z pewnością wzbudziłaby wiele negatywnych emocji. Na razie wygląda to tak, że zwyczajnie zbyt szybko rzucono go na zbyt głęboką wodę. Nie każdy jest Ondrejem Dudą, który po zaledwie jednym podtopieniu pokazał, że nie straszny mu kraul, motylek ani styl grzbietowy.
Zdecydowanie negatywne emocje towarzyszyły także sędziemu czwartkowej rywalizacji. Szymon Marciniak to niewątpliwie jeden z najlepszych polskich sędziów, ale ostatnio nie notuje najlepszej passy i jest mocno nierówny. Przed meczem we Wrocławiu rozegrała się mała drama "Jak-To-Legii-Sędziuje-Sędzia-Z-Mazowsza-Spiseg!!!111oneone" i wydaje się, że tę konkretną wojenkę psychologiczną wrocławianie wygrali, bo arbiter jak ognia bał się kontrowersyjnych decyzji na rzecz gospodarzy. W zasadzie tylko raz zadziałał na korzyść legionistów, kiedy to w 65. minucie mógł wyrzucić z boiska Dossę Juniora za bezsensowny faul na wyprowadzającym kontrę rywalu, a ukarał go tylko żółtą kartką. Lista "przewin" w drugą stronę była znacznie dłuższa i obejmowała przede wszystkim różne interpretowanie analogicznych zdarzeń boiskowych w zależności od tego, czy przewinił zawodnik w białej czy zielonej koszulce. Zapewne przekaz telewizyjny rozgrzeszył sędziego z zachowań w wielu kontrowersyjnych sytuacjach, ale z perspektywy trybun jawił się on prawdziwym Howardem Webbem - tak jak Anglik w dogrywce finału mistrzostw świata w RPA, również Marciniak wydawał się porzucić wszelkie pozory bezstronności i obiektywizmu, co objawiało się m.in. brakiem karnego po faulu na Dudzie w końcówce pierwszej części dogrywki (znacznie delikatniejsze kontakty po drugiej stronie boiska były przez arbitra gwizdane "biez aszybki").
Marciniak gwizdał jednak tak a nie inaczej, czym zapracował sobie na kilkunastominutową porcję bluzgów ze strony trybun. To były zdecydowanie negatywne emocje, a jeszcze bardziej negatywnie przyjdzie je ocenić kiedy człowiek pomyśli, że na meczu było 7 tysięcy dzieci dopingujących Legię w ramach akcji "Kibicuj z Klasą". Czy naprawdę chcemy, żeby młoda skorupka ("czym za młodu skorupka nasiąknie...") po powrocie do domu na pytanie o to, czego się dowiedziała na stadionie, odpowiadała że "Polonia to śmieci a Marciniak ci w dupę"? Czy naprawdę tak daleko jako kibice odeszliśmy od ideałów lat 90-tych, kiedy to atmosferę na trybunach "robił" w przeważającej mierze doping dla swoich, a nie powszechne wówczas bluzganie na obcych? Może zresztą zbyt wiele wymagam od kibiców, skoro do aktywnego udziału w wyzywaniu sędziego zachęcał z całą mocą stadionowego systemu nagłośnieniowego Wojciech Hadaj...
Ile bym jednak nie pisał o negatywnych emocjach, faktem jest, że pierwszym półfinalistą Pucharu Polski w sezonie 2014/15 została Legia Warszawa. Dla wielu fanów Legii i dla wielu kibicujących z klasą dramaturgia zwycięskiego konkursu rzutów karnych przeważy wszystkie negatywy - w pamięci pozostanie decydujący karny Marka Saganowskiego i kilka śpiewanych po raz pierwszy w życiu legijnych pieśni. Legii należy pogratulować szczęśliwego awansu do półfinału, a jej pracownikom i właścicielom życzyć przemiany choć części opisanych wyżej negatywnych emocji w pozytywne. Może wtedy raczej wyjątkiem niż regułą staną się sytuacje, w których na mecz nie przychodzą blisko 4 tysiące osób posiadających na niego bilety lub karnety - a tak właśnie było w czwartek.


Wczoraj ukazało się oświadczenie NS informujące o zawieszeniu działalności czytaj nie będzie opraw ponieważ klub postawił szlaban na swiecidełka. Klub zrobił to właściwe z jednego powodu, kasy.
Jeśli dostali sygnał od administracji państwowej to każde zamknięcie to strata kasy duzej.
Jeśli sygnału nie było to też kasa, klub najwyraźniej jej nie ma i szuka wszędzie. Płacenie kar nawet małych nakładach przez ekstraklase przestało się uśmiechać.
Mam więc racjonalizatorski pomysł. NS ogłasza mecze bez bluzgania, ku...nia, chu....
Jeśli frekwencja się zwiększy klub znajdzie kasę na kary za swiecidelka ( te od ekstraklasy)
Jeśli nie, nie ma tragedii kilka meczów bez ku..w przeżyją. Coś z frekwencją trzeba zrobić, jeśli bluzgi są powodem szybko się dowiemy. Jeśli nie trzeba przyczyn szukać dalej.
Marciniak
to sędzia który pozwala grać ostro. Stąd też brak czerwieni dla Dosy. Swoją drogą ten sam fragment boiska, ten sam błąd na szczęście skutek dla drużyny zdecydowanie mniejszy,
Sa
To już nie o to chodzi czy to dobry napastnik czy nie. Czy się różni z drużyną czy nie, stawiam tezę my zwyczajnie z tak ustawionym napastnikiem jako drużyna nie potrafimy grać.
To nie Żyro odmienił mecz a zmiana systemu gry.
Ogólnie to powiem tak na koniec Śląsk niby wyglądał ładniej, płynie przechodzili na naszą połowę itp itd tyle tylko na tym koniec.Bramka to prezent od Kuciaka. Druga sytuacja to pod koniec zagrywki. Panowie to wsio.
My tych setek mieliśmy trzy. Żyro, Kucharczyk (nie chodzi o nieuznaną bramkę) Jodła.
W niedzielę oni muszą zagrać tymi samymi my mamy alternatywę. Dobranoc.
Wyczekiwanie na strzał Sagana i radość z awansu.
Może się mylę ale czy nie brakuje jednego piłkarza?
Nie wiesz, nie pisz to złota zasada bo można wyjść na kompletnie niepoważnego
O samym meczu ciężko cokolwiek napisać, bo chyba nikt nie zagrał na swoim poziomie. Nawet Duda dobre zagrania przeplatał słabymi. To, co się dało zauważyć i co martwi, to fakt, że odejście Radovica najwyraźniej zdemolowało całą koncepcję ofensywnej gry bergowej Legii czyli gry opartej na Kucharczyku i Żyro. Wydaje mi się, że bardzo duży błąd został popełniony, gdy odpuściliśmy temat Paixao. Może i spartolił karnego ale to głównie on napędzał akcje Śląska w tym meczu. Podejrzewam, że gdybyśmy zaproponowali Śląskowi połowę tego, co daliśmy za MM, to oddaliby nam Marco i jeszcze pocałowali w rękę. A ten piłkarz, moim zdaniem, o wiele lepiej by wszedł w buty Radovica niż OSa czy MM.
Co do reszty, mogę jedynie powtórzyć "W mojej opinii wszyscy piłkarze grają poniżej tego, co grali na jesieni. Wszyscy. "
Może od niedzieli to się zmieni.
@CTP
Nie wiem o którym z bliźniaków piszesz, ale jak dla mnie obaj zagrali beznadziejnie, a podsumowaniem słabej gry były karne.
Nie wiem czy widziałeś, jak najniższy na boisku, grający na obronie dopiero kilkanaście spotkań Guilherme wkręcał gościa w glebę. Wygrywał z nim wszystkie pojedynki, nawet główkowe, co tym bardziej ośmieszało jednego z braci. Drugi nie trafił do pustej brami z 6 metrów, czym zamknąłby nasze marzenia o dublecie.
Zgadzam się z Tobą, że najlepszym następcą Radovica byłby Toni Kroos.
Natomiast, biorąc pod uwagę nasze realia...
Całe szczęście kolejne spotkanie gramy ze Śląskiem i to na szczęście u nich co w wywiadach podkreślali sami piłkarze trochę to straszne.
Co do personaliów każdy widział i na tym powinniśmy zakończyć dysputy dlaczego ten gra więcej niż tamten. Inna sprawa to mister 800k sorry na dzień dzisiejszy nie jest on w stanie dać żadnego pozytywnego zagrania czy nawet impulsu. Tak wiem czytałem wywiad z trenerem, ale on tak już ma piłkarze the Best i nie dziwię się temu.
Jestem bardzo ciekaw niedzielnego meczu, bo Śląsk ma węższą kadrę i kilku piłkarzy będzie musiało zaliczyć już trzeci mecz (plus dogrywka) w 8 dni. U nas do podstawowej jedenastki wrócą ważne postacie, jakimi są Vrdoljak i Rzeźniczak. Przydałoby się wygrać we Wrocławiu, tylko czy damy radę w naszej obecnej dyspocyzji?
Mi już szkoda po prostu czasu na roztrząsanie jaka to Legia słaba, samobiczowanie w moja duszę kibicowską i przekłuwanie serca oddanego Legii. trzeba przeczekać - będzie dobrze (a potem znów źle, potem znów źle, potem dobrze, i znów źle, a potem..)
Co do Orlando Sa, to widzę, że autor niejako kontynuuje polemikę rozpoczętą z CTP w dziale "na aucie". Przyglądam się tej dyskusji i mam wrażenie że trochę robi się z igły widły. Ja bym po wczorajszym meczu aż tak ostro z nim nie "jechał". Trudno wyrokować czy trener Berg ściągnięciem go w przerwie dał mu jakieś votum nieufoności. Moim zdaniem jest bardzo prawdopodobne, że w niedziele wyjdzie w pierwszym składzie. Trener nie będzie miał wprawdzie trochę wyjścia, bo Portugalczyk nie będzie miał w nogach wczorajszych 120 minut, ale czy on wczoraj naprawdę tak odstawał aby sugerować, że po jego zejściu obraz gry aż tak bardzo sie poprawił. Moim zdaniem nie. Cała nasza ofensywa zagrała wczoraj słabo co również zauważył Garm. W drugiej połowie wprawdzie udało sie strzelić gola ale ja bym nie powiedział, że wyglądało to jakoś dużo lepiej. Na pewno też nie powiedziałbym, że to Sa jest problemem, bo co powiedzieć o Michale Masłowskim. Nie wiem za bardzo co kieruje trenerem Bergiem, że ten wystawia go nawet na skrzydle byle tylko grał ale wczoraj w drugiej połowie był chyba jeszcze bardziej niewidoczny niż po przerwie. Wracając do Sa to nie jest on w tej chwili w swojej najlepszej dyspozycji ale trudno wskazac kogoś innego, kto w takowej jest. Dlatego też ja bym się nie doszukiwał tutaj przyczyn w jakiś niechęciach do niego czy tym podobnych, bo nie był on "duszą towarzystwa" już jesienią, a swoje strzelił. Trzeba liczyć, że wróci do swojej dyspozycji, bo za dużej alternatywy nie ma. Wczoraj atak Duda-Masłowski wcale nie wyglądał lepiej, a trudno się spodziewać, że trener pójdzie dalej i na szpicy spróbuje wystawić Kucharczyka, Żyrę czy Ryczkowskiego.Na takie eksperymenty nie ma raczej czasu.
Wydaje mi się, że jest jeszcze trochę czasu na powrót do klasyki, czyli zepchnięcie przeciwnika we własne pole karne i próba stworzenia sytuacji dla napastnika (w naszym przypadku OSa). Mniej więcej tak jak wczoraj grał Śląsk. Mamy też piłkarzy, którzy spokojnie są w stanie opanować taki sposób gry: Vrdoljak, Jodłowiec i Duda, to technicznie dobrzy piłkarze, którzy przy wsparciu naszych skrzydeł są w stanie wygrać walkę o środek z każdym przeciwnikiem w naszej lidze.
Utrzymywanie w dalszym ciągu takiej taktyki z Masłowskim w miejsce Radovica, to proszenie się o kłopoty. W ogóle nie wiem, czy wiecie ale Masłowski jest współrekordzistą pod względem występów w Legii. Obydwaj z Kucharczykiem grali w każdym meczu w tym roku. To musi być bardzo budujące dla pozostałych piłkarzy...
tu się nie ma co gniewać, nie ważne czy to oprawa patriotyczna czy wielbiąca ruch kibicowski, używanie rac w obu przypadkach jest nielegalne czyli zabronione.
tu się nie ma co gniewać przestańcie więc kur... bo to żadne wychowanie w duchu kibicowskim jak próbujecie nam wmówić.
Nic dodać nic ująć - trzeźwy komentarz.
Sezon jak na razie tragiczny - odbiją się od dna,
Przeżywam te emocje od 45 lat.
Nie jest lekko ale da się z tym żyć.
Tylko jest pewien drobny szczegół - trzeba Legię mieć w serduchu
Ja nie mam dobrego zdania o sędzim Marciniaku. Uważam,że wyrósł ponad poziomy i wydaje mu się, że to on stanowi prawo na boisku. Przestał rozumieć,że on je tylko realizuje. W jednej z Lig + Ekstra zaciekle go bronił Pan Sławek mówiąc,że on ma taką taktykę prowadzenia meczu. Skromnie zapytam : to po co są przepisy?. Dopuszcza do brutalnej gry grożącej zdrowiu zawodników.Aby nie być posądzonym o wypaczenie wyniku meczu zamyka oczy na ewidentne faule, zagrania ręką w polu karnym.Wyrobił sobie nazwisko to prawda, ale oceniamy go nie po zasługach ,ale po tym co dziś wyprawia. Natomiast są to uwagi ogólne, bo w meczu nie dopatrzyłem się u niego stronniczości, raczej asekuranckie unikanie podejmowania trudnych decyzji.
Od ocen indywidualnych jak zwykle się powstrzymam, gdyż nikt na + się zdecydowanie nie wyróżnił, ale też nikt zdecydowanie nie zawiódł.
Zrobiliśmy duży krok do finału.
I mam tylko taką niewesołą refleksję : czy ci kibice zasługują , aby być na Stadionie Narodowym i już obawiam się,że jak będą to zeszmacą to piłkarskie święto.
To po co piłkarze walczą, aby być w finale?.
I na koniec o reakcji Ondrieja Dudy.Słowa są mniej ważne, istotne jest samo podejście. Bowiem zaczynamy dochodzić do poziomu groteski, gdy każdy za przeproszeniem .../tu dowolne obrażliwe słowo/ ... może, bo tak mu się wydaje osądzać każdego. A niby to na jakiej podstawie?.Większość dziennikarzy to nieudani absolwenci szkół artystycznych i studiów ? dziennikarskich, gdzie uczą jak myśleć uszami. Z rzadka pojawiają się dziennikarze po przyzwoitych studiach i mający jakąś wiedzę o pracy ludzi i ogólnie o życiu.I tamci mają czelność zarzucać tym co coś robią ,że robią to żle badż nieudolnie.A niby to na jakiej podstawie?.Dziennikarka ma prawo zapytać, ale w formie pytajnika, a nie stawiania tezy, oceniania, ,oskarżania.Bo niby na jakiej podstawie?.Naturalne zachowanie Dudy polega na tym,że on kwestionuje kompetencje pytającej. Mamy tu analogiczną sytuację jak w przypadku Kucharczyka.. Nie może być świętych krów w postaci pismactwa. Oni muszą się pogodzić z tym,że jak wydają osądy / do czego mają prawo/ to jak ten,którego one tyczą się z nimi nie zgadza, to może ostro reagować i mocno ripostować. Chorobą która toczy nasze dziennikarstwo jest to,że ono nie potrafi przyjmować krytyki i rozumieć,że atakowany ma prawo do obrony takiej jaką uzna za stosowną.I nie ma o co się obrażać. Obustronnie.