- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Śląsk - Legia 1-1: Niedosyt
Porażka Lecha z Jagiellonią otworzyła Legii drogę do powrotu na pozycję lidera Ekstraklasy. Niestety Legia nie wykorzystała tej szansy, remisując we Wrocławiu ze Śląskiem 1:1. Prowadzenie dla gospodarzy zdobył Flavio Paixao. Wyrównującego gola dla Legii zdobył Tomasz Jodłowiec.
W tygodniu poprzedzającym mecz wiele mówiło się o manewrach w obozie Legii mających na celu znalezienie optymalnego wariantu personalnego na kolejne ligowe mecze. Ostatecznie okazało się, że trener Henning Berg ponownie zaufał zawodnikom, na których stawiał w minionych tygodniach. Skład Legii wyglądał następująco: Kuciak – Broż, Rzeźniczak, Lewczuk, Brzyski – Żyro, Vrdoljak, Duda, Jodłowiec, Kosecki – Saganowski. Jedyne zmiany zaszły na środku obrony, gdzie Inakiego Astiza zastapił Igor Lewczuk, i na lewym skrzydle, gdzie w miejsce pauzującego za żółte kartki Michała Kucharczyka pojawił się Jakub Kosecki. Tadeusz Pawłowski postawił na drużynę w składzie: Pawełek – Kaczmarek, Celeban, Hołota, Dudu – Flavio Paixao, Danielewicz, Grajciar, Hateley, Pich – Marco Paixao. Wśród gospodarzy zabrakło 'wykartkowanych' obrońców, Mariusza Pawelca i Pawła Zielińskiego.
Już w 6. minucie gospodarze objęli prowadzenie. Podając piłkę do tyłu, stratę na połowie Legii zanotował Duda. Piłka trafiła w pole karne do Roberta Picha, który dośrodkował do Flavio Paixao. Portugalski skrzydłowy dopełnił formalności, wbijając futbolówkę do pustej bramki.
W pierwszej fazie meczu Legia grało wolno, niemrawo, przegrywała wiele 'przebitek', nie była w stanie zawiązać płynnej akcji ani zepchnąć gospodarzy do obrony. Groźnie pod bramką Pawełka zrobiło się dopiero w 18. minucie. Dobrą indywidualną akcją popisał się Kosecki, ale jego strzał został zablokowany. Za chwilę piłkę przed polem karnym miał na lewej nodze Żyro, jednak uderzył bardzo nieprecyzyjnie. W 22. minucie Legia zdobyła gola po rzucie rożnym, ale Żyro, który dobił strzał Jodłowca, był na spalonym i bramka słusznie nie została uznana.
W 28. minucie kontuzję zgłosił Jakub Kosecki. W miejsce naszego skrzydłowego na boisku zameldował się Orlando Sa. W 30. minucie po krótko rozegranym rzucie rożnym dużo miejsca do strzału miał Brzyski, ale nie trafił w bramkę. W 33. minucie Legia znów straciła piłkę przy próbie wyprowadzenia piłki. Rzeźniczak podał do Vrdoljaka, któremu futbolówkę odebrali agresywnie atakujący gospodarze. Po strzale Picha piłka wyszła na rzut rożny. W jego następstwie doskonałą sytuacje miał Marco Paixao, ale pomylił się o centymetry.
Minutę później Legia doprowadziła do wyrównania. Po dobrej akcji na prawym skrzydle w pole karne wpadł Łukasz Broź. Nasz obrońca dośrodkował, Orlando Sa ściągnął na krótki słupek Celebana, a zamykający atak Legii Tomasz Jodłowiec zdobył gola na 1:1. W 38. minucie w miejsce przeciętnie grającego Michała Żyro (ukaranego zresztą wcześniej żółtą kartką) na boisku pojawił się Guilherme. W 43. minucie Saganowskiego świetnie wypatrzył Sa, ale Hołota wybił piłkę zmierzającą do naszego napastnika. W pierwszej minucie doliczonego czasu żółtą kartkę za krytykowanie decyzji sędziego ujrzał Saganowski.
Do przerwy Legia remisowała ze Śląskiem 1:1. Nasza drużyna źle, nerwowo zaczęła mecz, jednak wraz z upływem minut zaczynała zdobywać przewagę, co pozwalało nam zachować nadzieję na wywalczenie kompletu punktów w tym ważnym meczu.
W 50. minucie Legia miała okazję na zdobycie gola. W polu karnym Sląska piłkę otrzymał Sa. Niespodziewanie nie ruszył w stronę bramki Pawełka, lecz zatrzymał się i podał do Saganowskiego. Strzał naszego napastnika był nieznacznie chybiony. W 57. minucie po podaniu Guilherme do strzału w polu karnym znów doszedł Saganowski, ale został zablokowany. Minutę później kolejny legionista zobaczył żółtą kartkę za pretensje kierowane w stronę arbitra. Tym razem upomniany został Brzyski.
W drugiej połowie mecz był wyrównany. Obie drużyny dążyły do zwycięstwa. Po godzinie gry trener Pawłowski wprowadził na boisko Mateusza Machaja, który zmienił Petera Grajciara. W tej samej minucie na boisku pojawił się Dominik Furman, zastępując Ivicę Vrdoljaka. Już w swoim pierwszym kontakcie z piłką świeżo wprowadzony na boisko Machaj miał dobrą okazję na pokonanie Kuciaka, ale Słowak świetnie obronił. W 66. minucie drugą żółtą kartką, tym razem za faul na Flavio Paixao został ukarany Brzyski. Nasz obrońca musiał opuścić boisko, a Legię czekało ponad 20 minut gry w dziesiątkę. Miejsce na lewej obronie zajął Guilherme.
Legioniści kolekcjonowali żółte kartki. Za przesunięcie piłki przy rzucie wolnym zobaczył ją Furman, za popchnięcie Celebana – Sa. Mecz w końcówce zrobił się brzydki, chaotyczny, mnożyły się straty. W 80. minucie po akcji Dudu piłka przemknęła kilka metrów przed bramką Legii, ale zabrakło zawodnika, który wbiłby ją do siatki. W 90. minucie po dośrodkowaniu Brozia do strzału głową doszedł Sa, jednak przeniósł piłkę nad poprzeczką. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry dwukrotnie zagotowało się w polu karnym Legii, ale wynik nie uległ już zmianie.
Mecz zakończył się remisem. Biorąc pod uwagę przebieg niedzielnego meczu, podział punktów to zasłużone rozstrzygnięcie. Legionistom nie sposób odmówić zaangażowania i ambicji, ale zbyt wielu zawodników naszej drużyny (choćby Vrdoljak czy Duda) jest zbyt daleko od optymalnej formy, by gra Legii układała się tak jak tego sobie życzymy.


Panie prezesie Legia potrzebuje zmian szacunek szacunkiem, a realia są takie, że panom Saganowskiemu,Brzyskiemu po goździku i dziękujemy. Zaś panów Duda,Żyro,Vrdolijak wytransferować bo żal na nich patrzeć.
Panie prezesie jeśli niech pan pomyśli o przyszłym sezonie bo nikt normalny nie będzie płacić nie małej kasy za takie coś.
Widać było gołym okiem, że na tę drużynę już nic nie jest w tym sezonie w stanie pozytywnie podziałać. Jedynie stracona bramka (lub od razu dwie) dodaje ok. 20-minutowego wigoru. Dzynek napisał, że Sa ładnie współpracował. Być może, ale oczekiwałem po nim więcej. Właściwie, to więcej dawał drużynie, gdy nie starał się podawać Markowi Saganowskiemu. Może rzeczywiście w tygodniu był chory – jakieś osłabienie organizmu, czy co? Bo tak łatwo przegrywał przepychanki, które kiedyś wygrywał. Oczywiście, za rolę odegraną przy golu brawa.
Z meczu zapamiętam głównie niezadowoloną buźkę Michała Żyry, gdy zmieniony ściągnął maskę. Uważał, że demonstrował dobry futbol, a trener nie dał mu zwieńczyć dzieła, czy jak?
Zawiedziony nie jestem. Niedosytu też nie odczuwam. Niczego więcej nie oczekiwałem.
Primo:
"Lord Koks @LordKoks · 2 godz. 2 godziny temu
Dobra Krejzole, kto zakłada profil Duda Transfer Watch?"
Secundo:
Dobry Broź. Serio.
Tertio:
IV na stopera! Rozbrajamy dwie tykające bomby za jednym zamachem
Quatro:
Lubię kartki za dyskusje z sędziami. Nie lubię kartek wymyślonych - wrocławska szkoła teatralna daje radę. Nawet w 10tkę, to Śląsk grał na czas, a my walczyliśmy o bramkę.
Quinto:
Odrobiliśmy jeden punkt. Jeszcze tylko jeden.
Sposób, w jaki gramy, czyli jak bronimy, jak konstruujemy akcje nie może powodować zwycięstw. Nie szanujemy piłki, nie pielęgnujemy podań i dajemy miejsce do grania. Jak tak grasz to nie wygrywasz. To nasza karma. Kroczymy tą drogą od wielu tygodni i trudno wierzyć, że zmienimy kierunek.
Nie czuję niedosytu. To by miało miejsce, gdybyśmy dobrze grali, ale po prostu nie chciało wpaść. Jak w pierwszym meczu we Wrocławiu za kadencji Berga. Wtedy był niedosyt. teraz jest pewność, że na więcej nas nie stać.
Ten mecz był diametralnie inny. Zły w naszym wykonaniu. O tyle to smutne, że Śląsk był równie nieudolny, a my i tak nie byliśmy w stanie wygrać. Nie da się oszukać przeznaczenia bez przyznania się do błędów i wprowadzeniu zmian. Oczywistych dla wszystkich.
Trener Berg oczywiście wygra ze wszystkimi forsując swoje wybory personalne, swój plan na grę. Tak, udowodni, że to on decyduje i nikt nie ma na niego wpływu. Tylko to będzie gorzkie zwycięstwo, bo klub przegra. I to coś, co jest na wyciągnięcie ręki. Satysfakcji nie będzie. Będzie za to mocno kłuło z tyłu głowy. To będzie poczucie klęski.
Skorża zna ten ból.
A nasi milusińscy są z siebie dumni? Mogą stanąć przed kibicami i powiedzieć, że nie mają sobie nic do zarzucenia? Nie ryzykowałbym, chociaż może by w końcu po takiej konfrontacji coś by dotarło do tych zadufanych łbów. To ostatnia chwila na poważną autorefleksję i zmianę nastawienia. Na to właściwie. Pokorne i zwycięskie.
2 tygodnie temu uratwal PP.
Trener Berg dzisiaj nieogolony ! I wyraźnie zdenerwowny.
Jego plany na grę nie skutkują i facet zdaje sobie z tego sprawę.
W srode mecz o życie , ciekawe jaka frekwencja?
Na razie jaK na filmach,na początek trzęsienie ziemi i
napięcie narasta
Sam nie wiem. Jedno jest pewne, teza że mamy grajków lepszych inż zdecydowana większość drużyn leży i kwiczy. Nie mamy i niech zarząd weźmie to pod uwagę. My zresztą również bo wymagamy zbyt wiele jak na potencjał tych średnich piłkarzy.
Druga kwestia to brak łącznika między obroną, a atakiem, który działał by jak sprzęgło w tej drużynie.
Sprzedaż Radovicia to była totalna amatorka!
A tu się z tobą zdecydowanie nie zgodzę. Bo według mnie - co potwierdzają suche dane - najważniejsze jest 7 ostatnich meczów. Reszta jest nie istotna. Reszta jest, że tak dosadnie zaakcentuję g... warta.
Spójrz na Górnik i Lechię. Ledwo awansowali do grupy mistrzowskiej. Na koniec sezonu zasadniczego mieli do nas stratę 15 i 13 punktów. Mieli dwa razy więcej porażek i remisów niż zwycięstw.
Teraz okazało się, że mało istotne jest jak wtedy grałeś. Ważniejsze jest, jak teraz grasz. Jaką masz obecną formę. Teraz tracą tylko 5 punktów. Wiele nie trzeba było. Jedna wygrana i jeden remis w rundzie finałowej. Możesz więc dziadować cały sezon, grać juniorami, spieprzyć przygotowania, czy budowę drużyny, a i tak system zredukuje twoją stratę do najlepszego. Wybaczy ci błędy. Nagrodzi cię za bycie nędznym. Wystarczy tylko spiąć się na te 7 meczy i ....nawet najgorsza drużyna z grupy mistrzowskiej może zostać mistrzem.
Jagiellonia miała do nas 7 pkt straty. Teraz ma tyle samo, choć nawet nie zdobyła kompletu punktów w dwóch ostatnich meczach.
Ewidentnie zostaliśmy pokarani za bycie najlepszym. Ewidentnie ściągnięto nas do poziomu słabszych drużyn. Zabrano najwięcej, żeby słabszych promować. I co by nam dało lepsze punktowanie w rundzie zasadniczej jak teraz cieniujemy? Więcej bym nam zabrali i być może Jaga teraz mogłaby do nas tracić 1-2 punkty. Więcej byśmy nie zyskali non stop grając podstawowym składem, o ile założymy, że wytrzymaliby taką dawkę spotkań, co jest praktycznie niemożliwe. Na pewno byśmy stracili na wynikach w Europie. W sumie to nawet mam wątpliwości, czy byśmy w ogóle zajęli pierwsze miejsce.
Bardzo dobrze zrobiliśmy, że przez te 20 kilka kolejek liga nie była priorytetem. Dzięki temu mamy pieniądze z UEFA, punkty do rankingu i łatwiejsze eliminacje. Mamy wypromowanego i sprzedanego Bielika, mieliśmy w życiowej formie Radovica, Dudę, mamy ok. 20 piłkarzy gotowych w każdej chwili wyjść w pierwszym składzie. Mamy zrobiony przegląd młodych wraz z testem bojowym, wiedząc, czego się po nich spodziewać.
Teraz sobie wyobraź Vrdoljaka, Zyro, Saganowskiego, Dudę grających co 3 dni. Kiedy by by padli? Podejrzewam, że bardzo szybko. Kiedy byśmy psioczyli na wysyp kontuzji i słabe wyniki? W październiku na pewno. Jak za schyłkowego Urbana. Nasze szanse na dobre wyniki w LE byłyby znikome i dzisiaj bylibyśmy w tej samej pozycji rankingowej, co za trenera Jana. Czyli liczenie na dobre losowanie, żeby w ogóle załapać się do pucharów.
Wyciągnęliśmy właściwe wnioski z tamtej lekcji i lepiej rundy zasadniczej nie dało się rozegrać.
2. Źle weszli w mecz, o zaangażowanie do piłkarzy pretensji jednak nie mam, grali na tyle na ile ich było stać na dzień wczorajszy, mam spore wątpliwości do wyborów i decyzji trenerskich.
3. Berga krytykowano za rezygnację z gry typowym napastnikiem, klasyczną tzw. dziewiątką, we Wrocławiu w dużej cześci graliśmy dwoma „9” Sagan i Sa i dwoma „10” Duda i Guilherme. To stwierdzenie to zgryźliwość, (Gui potrafi wywiązać się z roli skrzydłowego) ale obojętnie jakie było założenie trenera, jego wybory sprawiły, że grając w osłabieniu rozegranie akcji ofensywnej zaczęło być uzależnione od dwójki piłkarzy Dudy i Brozia. Dziewiątki żyją z podań, po wycofaniu Guilherme do defensywy, piłkarzem zdolnym do dogrania im piłki stał się prawy obrońca(!), generujący jedyne z naszej strony zagrożenie dla Ślaska. Kuchy wykartkowany, Kosa kontuzjowany, Gui przymusowo wycofany, nie mamy żadnego piłkarza do kontry przy grze w dziesięciu. Licząc się z niepewną dyspozycją Żyro, gdyby Berg zamiast niego do jedenastki desygnował od początku Guilherme, nie zablokowałby się swoimi decyzjami, a to się właśnie stało. Równoczesna gra Sagana i OSy to stan wyższej konieczności, jakaś wymuszona determinacja, łapanie się brzytwy przez tonacego, kwestia w tym że zanim Brzytwa utonęła Wiking sam sobie zgotował ten los, w dwóch „9” w piłkarzach o takiej przede wszystkim charakterystyce widział rozwiązanie i taktycznie pod tym względem moim zdaniem poległ.
4. Sadzę że Markowi Saganowskiemu uparcie wystawianemu w pierwszej jedenastce Norweg wyświadcza niedźwiedzią przysługę. Sagan wchodzacy na 15, 20 lub 30 minut nie budziłby kontrowersji, wczoraj OSa dwukrotnie próbował dogrywać piłki zamiast egoistycznie strzelać, zatem Portugalczykowi można coś uświadomić.
5. Pełna zgoda z „tertio Mistisa”. Też tak uważam, weryfikacji takiego rozwiazania w przyszłosci oczekuję, „na dziś” skoro IV nie był w stanie dograć meczu to uwazam że i w środę nie będzie do dyspozycji. Przy okazji ‘asekuracja’ Berga znajduje uzasadnienie. Przy kontuzjach Vrdoljaka i Pinto muszą grać Jodła z Furmanem, a ostatnią deską ratunkową na tych pozycjach pozostającą na rezerwie staje się Kalinkowski.
6. Jeśli schedę po Brzytwie na lewej defensywnej flance w meczu z Jagą przejmie Gui, będę załamany! Gdyby przez swój upór, przywiązanie do raz zadanych schematów Berg przegrał z Probierzem, wówczas chyba bym zakrzyknał: „Urban wróć! Kibicu50 wracaj natychmiast!”
7. Ondrej Duda zanotował kiepski początek, przy grze w dziesieciu nie był też w stanie chyba przede wszystkim fizycznie podołać zadaniu wyprowadzenia akcji, ale dostrzegam ‘światełko w tunelu’ w jego dyspozycji.
8. Przy straconym golu, zdziwiło mnie zachowanie … Rzeźnika, Lewczuk z Astizem się wymieniają i walczą o pozycję, zignorowanie w tej rywalizacji Dossy Juniora musi generować pytania?
9. Mecz z Jagą objawia się jako próba tej samej rangi co pojedynki z Lechem, nie wierzę że Kolejorz dwa razy pod rząd pogubi punkty u siebie, moim zdaniem o tytule będą decydowały pojedynki z Lechią, ale takie przekonanie to arogancja wobec Jagi Probierza, również i wobec Wisły, w Poznaniu już o tym wiedzą, nosek został przytarty. Na mecz z Jagiellonią potrzebna będzie i dobra dyspozycja i dobre personalne i taktyczne wybory Henninga Berga. Mimo wymuszonych ubytków, paradoksalnie jedenastka wcale nie musi być słabsza, pytanie jak to wszystko poukłada Norweg?
10. Bez podziału punktów bylibyśmy liderem, ale też zwolennicy ESA37 jeśli chcieli wygenerować emocje, to było ich celem, to teraz mają argumenty ku temu po swojej stronie. W niedzielę wieczorem był niedosyt, dziś już żyję środą!
Całkowicie zgadzam się z Twoim zdaniem. Reforma ligi preferuje drużyny, które potrafią "przeczołgać się" przez rundę zasadniczą z jak najmniejszą możliwą stratą punktową. Oczywiście zakładając grę na dwóch frontach ( liga +PP). A, jak niektórzy traktują PP mogliśmy zaobserwować z dużą dozą zniesmaczenia...
"czołgacze" się czołgają a ich strata po podziale punktacji staje się zastraszająco mała. Zatem okazuje się, że przygotowania muszą pójść głownie na ostatnich 7-em kolejek.
Bardzo to dziwne zjawisko, które w światowym piłkarstwie jest nieznane. W końcu Mistrzami zostają drużyny grające najlepiej w całym sezonie, co jest zgodne z duchem sportu.
W odróżnieniu od Kibica50, który głównie krytykuje wiosnę mając oczywiście rację -ja jestem zdecydowanie za oceną całego sezonu.
To, że jest zle każdy widzi, ale na to składa się wiele czynników.
Natłok meczów jesiennych powodował inne przygotowania zimowe, lżejsze bez ładowania tzw. akumulatorów. Zespół jedzie na całkowitej rezerwie, brak świeżości i motoryki, nakładające się kontuzje i kartki oraz dziwne decyzje trenera powodują amplitudę nerwów i rozterek.
Jeszcze biegają, grają ambicją ( tego odmówić nie można) jednak to co się rzuca w oczy to fakt, że Ich samych taka gra męczy.
Mają chyba"piłkowstręt"...stąd biorą się błędy, braki koncentracji -formy nie ma...że o sędziowaniu nie wspomnę.
Ale
Wiara umiera ostatnia
Wystarczyły 4 miesiące, aby Dominik Furman z piłkarza Tuluzy stał się ponownie piłkarzem Legii..
Ps
Jeśli chodziło o obniżenie wartości piłkarza, aby go wykupić to ok
Ale po co to samo zrobiono z Dudą, Żyro i resztą piłkarzy ?
Piszecie tak ponieważ rzeczywiście po podziale różnice zrobiły się małe. Ja jednak przypomnę,
u siebie z Belchatowem 0:1 z Górnikiem Zabrze 1:1
na wyjeździe z tuzami które teraz biją się w grupie spadkowej z PBG przegrana 2:1
z Piastem 3:1 z Łęczna 3:1. to 13 punktów ok nie wszystko musimy wygrywać ale 10 powinno być. Po podziale dodatkowych 5 czyli dalej prowadzimy z przewagą 4!
Panowie do tego dochodzi aspekt psychologiczny nas wzmacnia rywala osłabia .
Tak jak pisałem trudno jednoznacznie ocenić z uwagi na dobrą grę w LE ale nie piszcie że ważne tylko co teraz. Zbyt dużo punktów straciliśmy bez sensu.
Teraz pytanie do tych co się znają. Mecze co trzy dni to dla nas plus czy minus. ?
Jak patrzę na Legię to mam wrażenie, że biegać to oni mogą i 180 minut, problem jest taki że brak dynamiki i szybkości startowej. Jednym słowem maraton przebiegną jednostajnym rytmem na setkę przegrają z większością a jak by tak trzeba było pobić pięć pod rząd to w tej piątej padną.
Głowa do góry, zawsze może być gorzej, a i zawsze może być lepiej
Puchar już mamy na Mistrza Polski czekamy ; -)
Co Cię nie zabije to wzmocni, nie pękaj pan.
Jasne, że masz racje. Wtopy sprawiły obecne Nasze kłopoty, ale wierz mi +1.5 punktu, czy też ( a tam) -1.5 punktu z tyłu głowy siedzi w domyśle odrobimy...
Taki system w dużym skrócie premiuje przygrywających co jest jakąś żenadą w sporcie!
Moim zdaniem jakieś plusy po Nasze stronie widzę. Doświadczenie LE, dużej ilości meczów co 3 dni powinno dać umiejętność lepszej regeneracji. Ciekawi mnie jak będą wyglądać Nasi przeciwnicy przy większej intensywności zawodów.
"Jednym słowem maraton przebiegną jednostajnym rytmem na setkę przegrają z większością a jak by tak trzeba było pobić pięć pod rząd to w tej piątej padną".
Może po piątym ostatnim maratonie
czego Wam i sobie życzę
No właśnie obawiam się, że mnie nie wzmocni, tylko to drugie. Prawdę mówiąc to ja mecz zaczynam oglądać już sfrustrowany poziomem gry Legii w tym meczu. I potem jest jak wczoraj, kiedy moja jedyna reakcja na bramkę brzmiała "k...a, wiedziałem".
2012 przeżyłem. W ciągu 25 lat kibicowania Legii wiele razy oglądałem przegrane sezony. Ale tego chyba nie dam rady.
Wyłączam się.
Ty przecież starolegijny, powinieneś być uodporniony.
@Zgred
Jak wiesz nie należę do sympatyków reformy, uważam ją za zwykłą niesprawiedliwoś.Sztuczne budowanie emocji. Nie zmienia to faktu,że trzeba grać cały sezon a wtedy Bolek nie miałby dość.
I refleksja, którą nie mogę się nie podzielić. Wczoraj Lech przegrał w stylu kompromitującym z Jagą. Pamiętamy co się działo w prasie, na portalach i na różnych forach po naszej porażce z Lechem. Wyszydzanie, ośmieszanie, szukanie na siłę winnych. Nawoływanie do wymiany właścicieli, Prezesa, trenera, wyrzucenia zawodników itp.Szukam podobnej nagonki wobec Lecha. Nic z tego. Cisza w prasie, na portalach.Żadnych ubliżających klubowi " znawców' .Na forach kibiców Lecha największa krytyka wobec tych co wyszli wcześniej ze stadionu i wobec kibica , który rzucił szalikiem klubowym. I tu wtręt do słów Senatora o chorej presji. To nie presja jest chora. To niektórzy zachorowali. Na nienawiść.Do Legii. I warto o takich pamiętać,którzy w trudnej sytuacji zamiast klubowi podać rękę to go kopali ku uciesze gawiedzi.
Może dlatego, że Rutkowski nie latał po mediach i nie obiecywał gruszek na wierzbie. O nich przez ostatnie miesiące, to w ogóle było bardzo cicho.
Wstrzymano się więc z krytyką. Trzeba też pamiętać o haśle bij mistrza i o tym że nas nie lubią.
Gdy dajemy pretekst strzepią jęzory, norma. Choć wiem ,że pan nie o tym,ja się flustratami nie przejmuje zupełnie. Wbrew pozorom to jednostki.