- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Podbeskidzie - Legia 2-2: Janosik z Warszawy
Legia straciła kolejne punkty w pogoni za Piastem Gliwice. W meczu siedemnastej kolejki Ekstraklasy nasza drużyna zremisowała w Bielsku z Podbeskidziem 2:2. Bramki dla Legii zdobyli Nemanja Nikolić i w ostatniej minucie Stojan Vranjes.
Ostatnie ligowe wizyty w Bielsku kończyły się dla Legii niepowodzeniami. W poprzednich sezonach przegrywaliśmy tam 0:1 i 1:2. W tym sezonie Podbeskidzie na własnym obiekcie wypadało jednak bardzo źle - do meczu z Legią gospodarze zgromadzili zaledwie trzy remisy w siedmiu meczach. Podopieczni trenera Podolińskiego nie przełamali się w niedzielne popołudnie, ale jeden punkcik przywieziony z Bielska nie może nas cieszyć.
Legia rozpoczęła mecz w następującym składzie: Malarz – Broź, Lewczuk, Jodłowiec, Brzyski – Guilherme, Duda, Vranjes, Kucharczyk – Prijović, Nikolić. Nie mogąc skorzystać z Rzeźniczaka i Pazdana, trener Czerczesow znów musiał przesunąć na środek obrony Jodłowca. Wyjściowa jedenastka Podbeskidzia wyglądała następująco: Zubas – Pazio, Nowak, Kolcak, Mójta – Kowalski, Deja, Możdżeń, Kato – Szczepaniak, Demjan. Trener Podoliński postanowił zneutralizować prawe skrzydło Legii, delegując Japończyk Kato do gry przeciw Guilherme.
Legia straciła bramkę już w 6. minucie meczu. Gospodarze przejęli piłkę w środku pola i kilkoma podaniami z pierwszej piłki rozmontowali defensywę legionistów. Piłka wędrowała od Kowalskiego do Możdżenia, potem do Szczepaniaka i wreszcie do Demjana. Napastnik Podbeskidzia uderzył niezbyt zgrabnie, ale piłka minęła Malarza i było 1:0 dla gospodarzy.
Legia starała się nacierać, ale gra nam się nie kleiła. Gospodarze grali aktywnie i agresywnie w środku pola, a ich kontry były niebezpieczne. W 17. minucie celny strzał oddał Kato. Malarz odbił piłkę. Legia grała ospale, gospodarze wydawali się szybsi i bardziej zdecydowani. W 20. minucie kolejną kontrę gospodarzy faulem przerwał Duda, za co został ukarany żółtą kartką. W 23. minucie Demjan złamał do środka w polu karnym i strzelił z lewej nogi. Piłka zatrzymała się w dłoniach Malarza, ale łatwość z jaką gospodarze dochodzili do sytuacji była niepokojąca – nasi piłkarze biernie przyglądali się poczynaniom podopiecznych Podolińskiego.
Szansa na wyrównanie pojawiła się dopiero w 27. minucie. Do główki w polu karnym Podbeskidzia doszedł Vranjes, ale źle złożył się do strzału i przeniósł piłkę wysoko nad poprzeczką. Minutę później pod podaniu od Nikolicia wyrównanie mógł dać Legii Prijović, ale nie trafił w bramkę. Wśród gospodarzy wyróżniał się Demjan, który dobrze zbierał długie podania i wymuszał faule na Jodłowcu i Lewczuku. W 35. minucie słowacki napastnik z łatwością zgubił obu naszych środkowych obrońców i oddał strzał – tyle mocny co niecelny.
W 41. minucie doszło do wydarzenia, które, jak się wydawało, mogło odmienić losy meczu. Piłkę w środku pola stracił Kolcak. Próbując odzyskać piłkę, obrońca gospodarzy w bardzo niebezpieczny sposób sfaulował Guilherme. Sędzia Frankowski słusznie ukarał to zagranie czerwoną kartką. W doliczonym czasie gry faulowany w pobliżu pola karnego był Broź. Do rzutu wolnego podszedł Brzyski, strzelił na bramkę, ale trafił w słupek. Odbita piłka spadła pod nogi Guilherme, ale Brazylijczyk pogubił się i nie oddał strzału.
Do przerwy przegrywaliśmy jedną bramką. Legia grała źle, irytując brakiem współpracy między piłkarzami (Brzyski z Kucharczykiem) i stratami po fatalnych podaniach (Vranjes i Duda).
Nasza drużyna uzyskała przewagę od pierwszych minut po przerwie, ale stwarzanie sytuacji nadal szło jak po grudzie. W 54. minucie legioniści odebrali piłkę gospodarzom przed ich polem karnym, ale Nikolić nie przejął podania od Prijovicia i doskonała okazja została zmarnowana. Pięć minut później w pole karne Podbeskidzia wpadł Broź, ale z ostrego kąta nie zdołał pokonać Zubasa. W 59. minucie na boisku pojawił się Piech, zmieniając Prijovicia. Minutę później na strzał zza pola karnego zdecydował się Vranjes, jednak Zubas odbił piłkę na rzut rożny. W międzyczasie niewiele zabrakło, by 'wyczyn' Kolcaka powtórzył Lewczuk, na szczęście faul Lewczuka w środku pola po złym przyjęciu piłki nie był tak brutalny jak ten popełniony przed przerwą przez obrońcę gospodarzy i skończyło się tylko na żółtej kartce. Podbeskidzie czyhało na kontry, po jednej z nich do strzału w dobrej pozycji doszedł Demjan, ale nie trafił w bramkę.
Minuty mijały, a wynik nie ulegał zmianie. Legii brakowało dokładności, precyzji, chwilami sami siebie wybijaliśmy z uderzenia. W 66. minucie po wyśmienitym podaniu od Guilherme sam przed Zubasem znalazł się Piech, ale nie trafił w bramkę. Minutę później Guilherme opuścił boisko. Zmienił go Trickovski. W 68. minucie wreszcie dał o sobie znać Nikolić. Nasz napastnik otrzymał podanie od Piecha, przyjął piłkę na klatkę piersiową w polu karnym i pokonał Zubasa. Było 1:1.
Oczekiwaliśmy, że Legia pójdzie za ciosem, ale naszej drużynie nadal grało się bardzo ciężko. Nasi piłkarze źle podawali, tracili piłki po dryblingach, mnożyły się spalone. Gospodarze dobrze się bronili i potrafili zaniepokoić legionistów kontratakiem wyprowadzonym z głębokiej defensywy. Po jednym z nich Podbeskidzie wyszło na prowadzenie. Akcję gospodarzy rozpoczął podaniem pod nogi przeciwnika... Duda. Grający w osłabieniu gospodarze zaatakowali kilkoma zawodnikami. Piłka trafiła do nieobstawionego Mójty, który usiłował dośrodkować, ale piłka odbiła się od Lewczuka i wpadła do bramki. Było 2:1. Legioniści rzucili się do odrabiania strat, ale nie zanosiło się na to, by wysiłki naszych piłkarzy miały zakończyć się powodzeniem. Na szczęście w ostatniej minucie doliczonego czasu gry po wrzucie piłki z autu do strzału w polu karnym doszedł Vranjes i mocnym uderzeniem pokonał Zubasa.
To był nieudany mecz Legii. Wielu piłkarzy naszej drużyny ewidentnie nie miało dobrego dnia. Graliśmy niefrasobliwie, niedokładnie, nieodpowiedzialnie. Uratowaliśmy punkt w ostatniej akcji meczu i ten gol na wagę jednego punktu niewątpliwie cieszy, ale nie może zmienić mocno krytycznej oceny występu Legii w Bielsku.


Stadion klubu Podbeskidzie w przebudowie, zespół gospodarzy gra nieżle, do miasta wita Legia, a na trybunach dużo pustych miejsc. Chyba formuła Ekstraklasy w tym niedużym mieście zaczęła się wyczerpywać. Tak jak w Bełchatowie.A jak się ona zawali to klub poleci, a właściwie zleci i to nisko. Gdyż w Bielsku Białej jest to w zasadzie klub miejski i bez poparcia społecznego władze Miasta nie będą miały legitymizacji dla wydatkowania środków na piłkę nożną.Rozbudowywany jest sam stadion o pojemności blisko 16 tys. miejsc. Pytanie : dla kogo?. Aż narzuca się sugestia,że to taka pozorna mocarstwowość nie za swoje i dla nikogo.Nazywa się to niegospodarność i szkodliwa rozrzutność.
O tym,że nasz Prezes wciela się w przeróżne postacie i robi sobie kuku.
Ostatnio Prezes naszego klubu /jak ja lubię ten zwrot
O tym,że za dużo biegamy a za mało gramy.
Z wypowiedzi zawodników naszej drużyny wynika,że czują się oni dobrze przygotowani fizycznie, głównie wytrzymałościowo.Dają radę kryć, bronić, atakować.Niby fajnie jest.Tylko,że gra w piłkę polega na jej przemieszczaniu pomiędzy piłkarzami pod bramkę przeciwnika. I tu mamy problem. Bo to trzeba robić szybko i tak, aby piłka trafiała do partnera, a nie wroga.W dzisiejszym meczu naszym to się rzadko udawało.A jeszcze w meczu z takim rywalem trzeba szybciutko przebierać nóżkami, aby go wyprzedzać w przechodzeniu z obrony do ataku i odwrotnie.Ta sztuka też się nam nie udawała. Wolę umiar w słowach i czyny na boisku, a nie odwrotnie.Gdyż to przypomina "bohatera'" wiersza Marii Konopnickiej "Stefek Burczymucha".
O tym,że coraz słabsi zawodnicy coraz skuteczniej kryją Nikolicza.
W kolejnym meczu nasz wyborowy strzelec radzi sobie co najwyżej przeciętnie. Przeciwnicy rozpoznali jego sposób gry i nie dają mu się rozwinąć.A jego wpływ na drużynę był duży , a zwłaszcza na jej wyniki. Teraz Nowak / kto to jest ?/ w zasadzie wyłączył go z gry. To nie kwestia przypadku, lecz Nikolicz pokazuje,że możliwości poprawy jakości gry ma ograniczone. Niestety.A pamiętamy jak nierozpoznany wygrał nam mecz z tym samym Podbeskidziem w Warszawie. Był wszędobylski i nieuchwytny. Typowy asior.
Po meczu napisałem,że był to w naszym wykonaniu kiepski mecz i gdyby nie Nemanja to nie wiadomo co by było.Gdyż nam wszystko wychodziło, a im nic. Spotkała mnie za to zasłużona krytyka
O tym,że oddajemy za mało strzałów z dystansu.
Tego akurat braku w grze naszej drużyny zrozumieć nie potrafię. Strzały z dystansu mają duże walory taktyczne, nie mówiąc o tym,że z nich i bramkę zdobyć można.Przy tak skomasowanej obronie jaką demonstrowali gracze Podbeskidzia, szczególnie przy grze w 9 w polu nasi zawodnicy mieli sporo miejsca i okazji, aby strzelać na bramkę zza linii pola karnego Lecz na to trzeba zdecydowania na ten sposób zakończenia akcji.Kiedy piłkę się przyjmuje, przekłada z nogi na nogę i ogólnie szuka dziury w całym,albo kwadratowych jaj to takich strzałów nigdy się nie odda.A to one rozrzedzić mogą obronę, wyciągnąć z pola karnego jednego ,albo dwóch ich zawodników, aby przeszkadzali w ich oddaniu. Wtedy łatwiej zagrać z klepy, w uliczkę,albo na wolne pole , bo miejsca robi się więcej czyli rozmontować ich skomasowaną obronę.Tylko,że te strzały rzadko wychodzą. I wtedy reszta musi ten stan zaakceptować,że to nie tylko zagrożenie dla bramki rywali, ale głównie inne skutki miał taki strzał spowodować . Jak inni mają pretensje do tego, który strzela z dystansu i nie podaje piłki do rzekomo lepiej ustawionego partnera to wówczas następuje strach przed opeerem i unikanie podjęcia tej ryzykownej decyzji. W takim stanie braku wzajemnego zaufania, pogodzenia się,że nie każde ryzyko przynosi od razu efekty, o prawdziwie dobrej atmosferze w drużynie mogą mówić tylko ślepcy.Niech każdy rozważy co naprawdę znaczą te puste frazesy o atmosferze w świetle gołych faktów.
O tym,że dobre sędziowanie staje się zaraźliwe.
Sędzia Frankowski nie tyle pozwalał grać, bo łaski nie robi, gdyż piłkarze i bez sędziego sobie poradzą i będą grali
O tym,że piłka bywa sprawiedliwa.
Nasza drużyna zremisował w meczu, w którym zaangażowaniu rywali, ich ogromnej ambicji przeciwstawiła znacznie lepsze walory czysto piłkarskie.
Czytałem te wypowiedzi naszych piłkarzy o pewności siebie, koncentracji, przygotowaniu fizycznym. Ja wiem,że to mało miarodajne, bo co niby mają mówić . Po za tym czytamy tylko głosy Legionistów , bowiem pismactwo nie pojedzie gdziekolwiek poza Warszawę,aby spytać o cokolwiek piłkarzy z Bielska, Niecieczy,czy innej nawet sporej miejscowości. Pewno też by padły podobne sformułowania. Nie żebym się z tego wyśmiewał,ale one niczego do meczu nie wnoszą , bo to boisko weryfikuje kto jest kim. Świadczy to jednak o pewnym klimacie takiego zadufania w sobie i takiego poczucia wyższości wobec innych,który domaga się weryfikacji. To pobudza rywali do pokazania,że chłopaczkami do bicia nie są. Mam wątpliwości czy naszych wzmacnia .Raczej sami wierzą w te gadki,że są oparte na prawdzie. Taki zimny prysznic jak dziś powinien pozwolić zejść z oparów bujdy na twardą ziemię.
Przepraszam ale to się ociera o szaleństwo.
Niegospodarność w Bielsku? W takim razie co powiedzieć o Warszawie, Krakowie, Wrocławiu itd?
Masz rację. Powinienem napisać o parseki,ale wolałem bardziej zrozumiały zwrot
Dałbyś już spokój. Koń jaki jest, każdy widzi. Na temat tego prezesa powtarzasz moje opinie sprzed kilku miesięcy. Mnie się już znudziło i dałem spokój, bo i tak nic tych moich apelów by nie wyszło.
@Nikolic
Słusznie Zbyszek zauważa, że opieranie się w ofensywie na jednym piłkarzu, to droga donikąd. Bardzo, żeby nie powiedzieć, żenująco słabe statystyki mają nasi skrzydłowi pomocnicy. Gui i Kucharczyk mają raptem po 2 bramki. Szczerze mówiąc, brakuje mi wiary, aby na wiosnę te statystyki jakoś znacząco się poprawiły. Nie wierzę również, aby udało nam się ściągnąć kogoś lepszego - tacy piłkarze raczej tani nie są. Wydaje mi się, że w tych konkretnych przypadkach Czerczesow powinien uważniej przyjrzeć się naszym rezerwom. Zwłaszcza, że europejskie puchary już się dla nich skończyły a i same III-ligowe rozgrywki mają teraz przerwę zimową.
Co do dzisiejszego meczu ja nawet nie jestem specjalnie zły, wiem że z tą kadrą i natężeniem spotkań takie mecze będą się zdarzały i to coraz częściej.
Co do decyzji dzisiejszych personalnych też trudno się przyczepić bo jeśli nie ci co grali to kogo miał trener wystawić.
Niepokojąca była tylko ilość strat i złych podań.
Co do atmosfery w klubie niech komentarzem będzie to że ŻYRO, Duda, Kuciak przebierają nogami żeby uciec z Legii co powtarzają w każdym wywiadzie. Reszta jest na tyle leciwa że nie ma specjalnie wyboru.
Powtórzę jeszcze raz, dobrze że zwolnili Berga bo prezes stracił możliwość co czynił non stop zrzucania całej winy na Norwega.
Ale też są plusy w działaniach obecnych właścicieli Legii, po wielu latach prawie przestałem się nią przejmować co ma dobry wpływ na moje zdrowie i moją rodzinę
Przyjdzie wiosna, skończy się dawanie dupy a zacznie walka o punkty i zobaczymy, co ten Piast jest wart. Takich jesiennych rycerzy, to w naszej lidze już się trochę przewinęło.
@Duda, Żyro
Znając tryb przygotowań drużyn prowadzonych przez Czerczesowa, to wcale się nie dziwię, że te dwa lenie już przebierają nóżkami, żeby się przytulić na jakimś Cyprze.
o ile się nie mylę pierwszym krytykiem prezes był niejaki panparan z LN - walił w niego od początku i mam wrażenie, że miał sporo racji
Zbyszek
szczerze - że Tobie się chce po takim meczu coś pisać...... wydaje mi się że brak komentarza to najlepszy komentarz.
Ale nie ma co rozmawiać o zasługach
Jeden aspekt trochę mnie dręczący, rozkład mecz pucharowy w czwartek i ligowy w niedzielę tak jak to było w przypadku naszych pojedynków z Pogonią i z Góralami z Bielska, powtorzy się jeszcze raz 10 i 13 grudnia, po wyjazdowym spotkaniu z Napoli zmierzymy się z Piastem.
Bez przesady. Wczoraj Podbeskidzie też niby walczyło a popełnili z 5 czy 6 błędów w defensywie (o ile nie więcej), które normalny zespół powinien wykorzystać. Tylko, że w kluczowych momentach albo oddawaliśmy im piłkę (Duda) albo ta odskakiwała nam na kilka metrów (Gui, Kucharczyk). A już pominę te momenty w meczu, gdy PBB stało we własnym polu karnym, co jest zaprzeczeniem jakiejkolwiek taktyki.
Przyjdzie zima, zespół odzipnie, wrócą kontuzjowani, może Rosjanin ściągnie paru ciekawych grajków i granie zacznie się od nowa.
Paradoksalnie (po raz pierwszy), wczoraj mieliśmy okazje aby ten mecz wygrać. Coś z czym mieliśmy problemy od jakiś dwóch tygodni, wczoraj aż tak nie kuło w oczy. Niestety nie udało się ich przynajmniej w połowie wykorzystać, ale takie mecze w przypadku naszego zespołu już były i nie są one jakąś nowością. Na myśl, z tego sezonu przychodzi mi chociażby mecz z Górnikiem czy Lechem Poznań, a z poprzedniego z Ruchem w Chorzowie.
Paradoksalnie (po raz drugi) wczorajszy mecz zawaliła nam defensywa i to nie w osobie tylko naszych obrońców ale i defensywnych pomocników. Coś co było naszym atutem od jakiś około 2 tygodni, wczoraj było naszym najsłabszym ogniwem. Widać więc, że nic nie jest ustabilizowane i nasze kolejne mecze to będzie zagadka. Nadzieją jest powrót Pazdana do gry. Z nim defensywa jest pewniejsza, zwłaszcza jak rywal chce nam strzelać bramki, a nie tylko udaje, że chce (Duńczycy).
Zostały jeszcze 4 kolejki i tak po prawdzie to jako tako pewnym zwycięstwa (wiem jak to brzmi
'jako tako pewnym zwycięstwa (wiem jak to brzmi Wink ) można być tylko w meczu, który rozegramy już pojutrze. Myślę, że z Górnikiem Łęczna sobie poradzimy'
Nie byłbym taki pewien. Górnik notuje ostatnio złą passę, ale oglądając ich niedawny mecz na Bułgarskiej, wniosek miałem jeden: wynik gorszy niż gra, przegrana z gatunku pechowych. Na pewno ich Szatałow nauczył ładnie organizować się do kontr, unikać zbędnych zagrań, mieć zawsze do kogo dograć w fazie finalnej. W Zabrzu uratowali wynik tak jak my w Bielsku, ale ich gra w Zabrzu wyglądała lepiej niż to, co Legia zademonstrowała wczoraj.
Legia gra w 2015 tak, że nigdy nie można niczego być pewnym. Oczywiście, podzielam Twoje obawy co do pozostałych meczów ligowych w 2015. Wisła pożegnała właśnie Moskala, więc możemy się załapać na efekt nowej miotły, Piast jest w tej chwili zwyczajnie lepszy od Legii i gra lepiej. Jedyne na co można w miarę w tej chwili liczyć to zła passa domowa Korony. Ale to dopiero za 3 tygodnie. Słowem, rok możemy kończyć w jeszcze gorszych nastrojach niż po wczorajszym cudem uratowanym remisie.
Wiem, że w przypadku naszego zespołu, słowa jakich użyłem są bardzo ryzykowne, ale wydaje mi się, że z Łęczną mimo wszystko "wymęczymy" te trzy punkty. Zastrzegam jednakże, iż nie widziałem w ostatnim czasie za wielu meczów łęcznian. Liczę że wróci wreszcie Michał Pazdan (bo ile można leczyć zapalenie oskrzeli), co spowoduje przesunięcie Tomasza Jodłowca do środka i nie będzie nas już tak łatwo zaskoczyć z kontry. Może jestem za wielkim optymistą ale tez nie gramy aż tak fatalnie aby nie liczyć na zwycięstwo w najbliższym meczu.