A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Korona - Legia 1-3: Architekt Guilherme

Rok 2015 na boiskach Ekstraklasy dobiegł końca. W ostatnim meczu przed zimową przerwą w rozgrywkach Legia wygrała w Kielcach z Koroną 3:1. Prowadzenie dla gospodarzy zdobył Łukasz Sierpina. Legia odpowiedziała golami autorstwa Guilherme, Michała Kucharczyka i Nemanji Nikolicia.
 
W pierwszym meczu między Legią i Koroną, rozegranym jeszcze w sierpniu, nasza drużyna w dramatycznych okolicznościach uległa kielczanom 1:2. Liczyliśmy na rewanż, zwłaszcza że Korona w ostatnich pięciu ligowych meczach zgromadziła zaledwie jeden punkt. Nasi piłkarze wykonali zadanie, dzięki czemu na przerwę między rundami możemy udać się w niezłych nastrojach.
 
Trener Stanisław Czerczesow postawił na następujących zawodników: Kuciak – Bereszyński, Lewczuk, Pazdan, Brzyski – Guilherme, Jodłowiec, Vranjes, Kucharczyk – Prijović, Nikolić. Wobec braku zawieszonego za kartki Ondreja Dudy, mecz rozpoczęliśmy dwójką napastników. Marcin Brosz odpowiedział drużyną w składzie: Trela – Gabovs, Dejmek, Wilusz, Sylwestrzak – Sierpina, Jovanović, Aankour, Fertovs, Pawłowski – Cabrera.
 
Gra toczyła się w dobrym tempie od pierwszych minut meczu. Korona zaczęła z większym rozmachem. Gospodarze grali agresywnie, wysoko, szybko i łatwo odbierali nam piłkę. Wprawdzie w 2. minucie to Prijović doszedł do strzału głową w polu karnym, jednak nie trafił dobrze w piłkę, która minęła bramkę gospodarzy. Później już groźniejsi byli zawodnicy Korony. W 5. minucie Pawłowski zszedł do środka z lewego skrzydła, strzelił, piłka wyszła na rzut rożny. Po kolejnym kornerze  do strzału głową doszedł Dejmek, ale piłka przeszła obok bramki. Legia mogła odgryźć się w 9. minucie, ale Kucharczyk nie zabrał się dobrze z piłką w polu karnym i został uprzedzony przez Trelę. W 11. minucie powinno być 1:0 dla Korony.  Cabrera znalazł się sam przed Kuciakiem, wymanewrował go, ale… nie trafił do pustej bramki.
 
Potem Legii udało się wreszcie trochę uspokoić grę. Nadal trudno jednak było mówić o przejęciu inicjatywy przez nasz zespół. Groźnie zaatakowaliśmy dopiero w 28. minucie. Najpierw Wilusz ofiarną interwencją zastopował Nikolicia, a za chwilę obrońca gospodarzy skutecznie utrudnił Kucharczykowi oddanie strzału w polu karnym Korony. W 35. minucie znów gospodarze byli bardzo blisko szczęścia. Po dośrodkowaniu Sierpiny strzał głową oddał Pawłowski. Doskonale interweniował Kuciak. W myśl zasady ‘do trzech razy sztuka’ gospodarze nie zmarnowali trzeciej wybornej szansy na gola. W 41. minucie rozpędzony Pawłowski został sfaulowany przez Jodłowca. Do rzutu wolnego podszedł Aankour. Kuciak odbił piłkę przed siebie, do dobitki dopadł Sierpina i pokonał naszego bramkarza, zdobywając pierwszego gola w historii swoich gier w Ekstraklasie. Było 1:0 dla Korony.
 
Legia mogła odpowiedzieć niemal natychmiast, ale Nikolić nie trafił dobrze w piłkę w polu karnym Korony. Na szczęście udało się wyrównać w kolejnej sytuacji. Dokładne rozegranie piłki na prawym skrzydle przyniosło podanie do Jodłowca, który płasko dośrodkował w pole karne. Akcję zamknął Guilherme, który mocnym strzałem znalazł drogę do bramki gospodarzy. Nie był to koniec emocji przed przerwą. W doliczonym czasie sam na sam przed Kuciakiem znalazł się Cabrera, ale trafił w Słowaka. Za chwilę po dalekim wykopie naszego bramkarza, do strzału pod drugą bramką doszedł Prijović. Trela odbił piłkę na rzut rożny. Po nim do bramki trafił Nikolić, ale zdaniem sędziów znajdował się na spalonym.
 
W pierwszej połowie Legia dała sobie narzucić agresywny, żywiołowy styl gry Korony. Biorąc pod uwagę ilość i jakość stworzonych sytuacji, mogliśmy mówić o szczęściu, że udało się nam zejść na przerwę z wynikiem remisowym.
 
Drugą połowę Legia rozpoczęła znacznie bardziej aktywnie i zdecydowanie. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W 55. minucie Guilherme wyśmienicie wypatrzył wychodzącego na pozycję Kucharczyka. Nasz skrzydłowy wpadł w pole karne i strzałem w długi róg pokonał Trelę. Prowadziliśmy 2:1. Nie minęło nawet pięć minut i było 3:1 dla Legii. Znów w głównej roli wystąpił Guilherme, który po przejęciu piłki w środku pola prostopadłym podaniem uruchomił Nikolicia. Ten efektownym lobem zdobył swojego dwudziestego pierwszego gola w Ekstraklasie.
 
Trener Brosz próbował przywrócić swojej drużynie wiarę zmianami. Na boisku pojawili się Pylypczuk i Cebula, ale Legia dużo lepiej niż przed przerwą radziła sobie ze stopowaniem ofensywnych zapędów gospodarzy, nie rezygnując z prób skontrowania przeciwnika. Korona zagrożenie stwarzała tylko po stałych fragmentach gry, np. w 78. minucie, kiedy po rzucie rożnym Pylypczuk uderzył głową obok bramki. W 83. minucie niewiele do zdobycia gola zabrakło wprowadzonemu za Nikolicia Piechowi. Nasz napastnik trącił głową piłkę po dośrodkowaniu z lewego skrzydła, ale piłka w niewielkiej odległości minęła bramkę gospodarzy. Jeszcze w ostatniej minucie doliczonego czasu gry strzał na bramkę Korony oddał Prijović, jednak wynik meczu nie uległ już zmianie.
 
Druga połowa meczu ukazała taką różnicę między Legią a przeciwnikiem, jaką chcielibyśmy oglądać w każdym ligowym meczu. Można oczywiście narzekać na chaos i nerwówkę przed przerwą, ale ostatecznie trzy punkty dla naszej drużyny należy uznać za zasłużone.
Dyskusja (9)
1niedziela, 20, grudzień 2015 18:12
Garm
Biorąc pod uwagę przebieg całego spotkania taktykę pod tytułem "Dać się gospodarzom wyszaleć i potem ich ograć na zimno" należy uznać za słuszną, ale już jej realizacja w pierwszym okresie meczu musi być uznana za pozostawiającą wiele do życzenia. Brzyski mówił po meczu, że grali zbyt głęboko, ale dotyczyło to tylko obrońców - pomocnicy prawie nie brali udziału w akcjach obronnych i Koroniarze hasali jak chcieli, a wynik na styku utrzymywał Kuciak. Drużyna lepsza od kielczan strzeliłaby nam wtedy więcej goli.
2niedziela, 20, grudzień 2015 18:19
Dzisiaj padł kolejny mit "ilości rozegranych meczów"
Jeśli drużyna jest dobrze przygotowane to miażdży rywala jak Legia Koronę w drugiej połowie.
Można powiedzieć, że dzisiaj skończył się definitywnie czas Berga w Legii. Czas Czerczesowa rozpocznie się 8 stycznia przyszłego roku. Mam nadzieję, że wspólnie będziemy świętować dublet na 100 lecie klubu. Wesołych świąt Very Happy
3niedziela, 20, grudzień 2015 18:23
1313
Pewien polityk powiedział, że nieważne jak się zaczyna, ale ważne jest to jak się kończy.
Do momentu straty gola cóż ............................................................... brak i szkoda już słów, ale potem??? Czym to wszystko jest spowodowane??? Bo nie wieże, aby naprawdę realizowano taką taktykę o jakiej pisze Garm bo to czyste szaleństwo. Trochę mniej szczęścia i do 40 minuty mogło by być 3-0. Wychodzi jak dla mnie, że nastawienie szwankuje i to od lat bo trudno to inaczej wytłumaczyć.
Indywidualnie oceniać nie chce bo jeden mecz nie może wpływać na ocenę rundy czy w wielu wypadkach całego 2015 roku. Teraz przerwa i zobaczymy czas na zmiany bo obecny skład nie ma racji bytu.
4niedziela, 20, grudzień 2015 19:13
corazstarszy
Wspaniale, że Legia:
a) już skończyła granie w tym roku (mam tak dosyć stresu, że jak dla mnie, pauza mogłaby trwać np. do drugiej połowy kwietnia);
b) wygrała;
c) nie zepsuła kibicom, jak miała ostatnimi laty w zwyczaju, nadchodzących świąt;
d) odmieniła wynik i obraz meczu. To bardzo przyjemne uczucie, podobne do tego z 1. kolejki i meczu we Wrocławiu.
Jestem bardzo zadowolony. Wszystkim życzę wesołych świąt i szczęśliwego, za sprawą Legii i nie tylko, nowego roku.
5niedziela, 20, grudzień 2015 19:42
dalkub
nic dodać nic ująć - mowa o przedmówcy i jak to mówią aby do wiosny
6niedziela, 20, grudzień 2015 20:02
CTP
Nie mamy tak dobrych jakościowo piłkarzy, żeby ochronić się przed taką nawałnicą, jaką nam zafundowała Korona w I połowie. Bramka na konto Kuciaka, który ma dziwny nawyk wypluwania piłki przed siebie. To uderzenie nie było tak silne, żeby aż tak stracić kontrolę nad piłką.
Korona grała do pierwszej bramki, czyli najpierw na hurra, strzelić a potem obrona Częstochowy. Nie wiem, co się działo w przerwie w szatni ale swoje musieli usłyszeć i Jodła i Vranjes, bo po przerwie obydwaj zagrali kompletnie inaczej i to głównie tej zmianie chyba zawdzięczamy taki obraz gry po przerwie.
Czekałem na powrót Furmana, bo to, moim zdaniem, na wiosnę będzie kluczowy konkurent dla duetu Vrdoljak i Jodła. Wiele nie pograł ale parę razy się przedstawił długimi przerzutami do Beresia. Jak na pierwszy mecz po kontuzji, to wypadł naprawdę nieźle.
3 pkt zainkasowane, od Lecha znowu odskoczyliśmy na bezpieczną odległość. Teraz czas na popisy naszej siatki skautów.
7niedziela, 20, grudzień 2015 21:08
Zbyszek
W przyrodzie ponoć wszystko polega na równowadze i do niej dąży. Tak i ja zakłócę tę zrozumiałą zresztą nutację zadowolenia czymś z lekka odmiennym.

O tym,że Legia przestaje być magnesem.
Starożytny filozof Heraklit z Efezu był głosił, "Panta rei". co oznaczało,że nie można wejść metaforycznie dwa razy do tej samej rzeki czyli,że wszystko zmiennym jest.I chyba weszliśmy w taki etap w naszej piłce.Przyzwyczailiśmy się / mówię ogólnie o Legijnej społeczności/ do tego,że na Legię sprężąją się piłkarze i walą drzwiami i oknami kibice.Już się tak nie mobilizują i jedni i drudzy.Też wielce żałuję.I dopatruję się w tym jakiejś winy Legii.Sama nazwa to widać za mało.Choć powinna bardziej zobowiązywać . Potrzeba bowiem jeszcze tego błysku, tego poleru, tego nieprawdopodobieństwa, wręcz szaleństwa.Takie niezłe rzemiosło mniej absorbuje od błyskotek.Z drugiej strony to kibice powinni chcieć zobaczyć u siebie jak ich drużyna wygrywa z Legią, gdyż z tak jak w tym roku grającą naszą drużyną może każdy wygrać.Bo to może im się przydarzyć raz na wiele lat , albo raz wżyciu i mogliby wnukom i dzieciom opowiadać. Smile. Popadamy chyba wszyscy w taki marazm. Albo rodzaj depresji. Zaczynamy mieć taką wadę wzroku,że dostrzegamy tylko czarne i nic nam się nie chce.
Potrzeba jakiegoś wstrząsu,aby tę apatyczność wywalić na zbity pysk.

O tym,że zemsta jet słodka.
Chęć zemsty chyba tkwi w naturze człowieka. Bo pierwszy zapisany kawałek kamienia tyczył zasady talionu jako podstawy tzw. Kodeksu Hammurabiego.Przysłowia też nie są od niej wolne "Jak Bóg Kubie tak Kuba Bogu". I nazywana jest ta chęć odpłaty sprawiedliwością. Słusznie prawi Zaratustra w jednej z przypowieści Fredricha Nietzsche ,że na poziomie teorii to wiemy i rozumiemy co to jest sprawiedliwość i mamy potrzebę,aby była ona stosowana,ale indywidualnie czyli każdy z osobna rozumiemy pod tym pojęciem zemstę. Kiedy więc widzimy jak to ktoś w telewizorze mówi,że domaga się sprawiedliwości to wiemy co ma na myśli.Tylko,że nie zawsze ona się udaje. Gdyż często zaślepia. Tak i nasza drużyna w I połowie chciała za bardzo im dokopać i odpłacić za sierpniową porażkę.I omal sama się nie zarżnęła. W drugiej poznała jej słodki smak, a my wraz z nią. Teoretycznie powinienem czuć niesmak,ale jakoś się nie poczuwam Smile.

O tym,że nikt nie ma patentu na lepszość.
W pierwszej połowie gdybyśmy nie wiedzieli,że ci w zielonkawych to bici kandydaci na Mistrza, a ci w czerwonych z żółtym mają bronić się przed spadkiem to patrząc na boiskowe wyczyny jednych i drugich do takich wniosków byśmy nie doszli.
Drużyna zielonych była bardziej rozproszona, miała wyrażny podział na 3-4 formacje, wolno przechodziła z obrony do ataku i pozwalała rywalom na sianie zamieszania w bezpośrednim sąsiedztwie własnej bramki.. Gdyby przegrywała tę połowę wyrażnie byłoby to odbiciem sytuacji boiskowej.
Zespół czerowonożółtych grał w obronie dwoma liniami,a w ataku trzema i całkiem szybko i płynnie formował się do gry w ofensywie i defensywie.
U zielonych widać było niezłą grę kilku zawodników, a u czerwonych dobrze grał zespół.
To,że w przerwie powstrzymałem się od czynów karygodnych to zasługa wiary w odmianę, gdyż dopóki piłka w grze.... Powiem ,że na stadionie łatwiej takiego stresa rozładować Smile.

O tym,że trzeba wiedzieć co się rozgrywa na boisku.
Niestety bez tzw. lidera to gra naszej drużyny , wybaczcie wyświechtane porównanie, wygląda jak jeździec bez głowy. Pojedyńczo to nasi piłkarze na ogół wiedzą o co w piłce chodzi,ale nie przekłada się to na drużynę.Ktoś powinien te grę uporządkować,ale nikt się nie kwapił.Jak by się bali odpowiedzialności. A może się i obawiali, bo mieli czego. Ondrej Duda chciał jako jedyny nadawać rytm grze i się doczekał . Zamiast pochwały,że chce,że się poczuwa to został zbesztany i ośmieszony na "ćwierkaczu".Nie taka jest rola Prezesa,aby pomiędzy jedną kawą a drugą publicznie wystawiał na pośmiewisko własnego zawodnika, którego rzekomo chce dobrze sprzedać.Więc w meczu z Koroną nikomu nawet przez myśl nie przeszło,aby się narażać, bo rola łatwa nie jest i przy jej pełnieniu łatwo o błędy, zwłaszcza kiedy wybiera się te trudniejsze zagrania.Mógłby Prezes wreszcie zająć się czymś pożytecznym ,i zaprzestać oceniania zawodników własnego zespołu.

O tym,że gramy to co umiemy.
Na razie nie widać na zespole Legii pieczęci nowego trenera.Powielamy jako zespół stare błędy, może troszkę lepiej prezentujemy się wolicjonalnie i wytrzymujemy mecz do końca.Nasi zawodnicy grają też bliżej rywali. W defensywie to plus,ale nie potrafimy od nich się uwolnić co w ataku jest minusem.Koncentrujemy siły w środku boiska i w zasadzie na tym poprzestajemy.W pierwszej połowie nic pożytecznego z tej naszej przewagi w centralnym rejonie nie wynikało, a wręcz zagęszczenie tam pola ułatwiało rywalom indywidualnie, groźnie naszą bramkę atakować.W drugiej mocno ten środek rozgęściliśmy poprzez wyjście Gulherme w strefę ataku z pozytywnym skutkiem tak dla gry jak i wyniku.Bo wygrana w środku boiska to tylko półśrodek, a nie samoistny cel grania.

O tym,że przyśpieszamy spadanie.
Drużyna Legii zlatuje z piedestału, z takiej szklanej góry na którą wspięła się 60 lat temu.I pomimo różnych kolei losu/ na szczęście bez spadku/ w wymiarze zarówno faktycznym jak i przede wszystkim symbolicznym na nim pozostawała.Czy to się komuś podobało czy nie to nasza drużyna przez te lata była na szczycie. Inni przychodzili, pobyli, odchodzili, zmieniali się. My trwaliśmy jako ta opoka.Do czasu.Pewno i inni się do tego przyczynili, ale najbardziej my sami i zaczął się spadek. Jeszcze nie upadek.ale jesteśmy zrzucani i zaczęliśmy zjazd w dół.Pod każdym względem.Na razie nikt nie zajmuje naszego miejsca i pozostaje ono opustoszałe.Zgodnie z prawami mechaniki i zasadą ciążenia musi zaistnieć siła odwrotnie skierowana co najmniej równa tej co spycha,aby ten proces zatrzymać.Są tacy co mówią o szybkim powrocie na szczyt. Najpierw potrzeba zatrzymać ten pęd w dół. Powstrzymać go.Koniecznie.

O tym,że zwycięzców się nie sądzi.
Tak mówią zwycięzcy, którzy nie mają w zwyczaju samych siebie osądzać.Za to ochoczo osądzają przegranych.Tu najlepszym przykładem są rewolucjoniści ; jak wygrają stają się przywódcami, a jak przegrają przestępcami. W piłce te oceny na szczęście, aż tak daleko nie sięgają.Nie zabraniają również być obiektywnym obserwatorom i po meczu pamiętać o nim jako całości,a nie tylko o wyniku jego.Kiedy zrozumiałe emocje opadną i człek odreaguje zaczyna się zastanawiać ; jak to się stało,że wygraliśmy, pomimo,że po I połowie to rywale byli lepsi,stworzyli więcej czystych sytuacji i jak by strzelili ze 3 bramki to nie mielibyśmy krzywdy.Chyba zadziałały na raz dwa czynniki ; u nas zagrała podrażniona ambicja i lepsza od nich wytrzymałość, a oni chyba nas trochę zlekceważyli. Jeden z ich zawodników w przerwie meczu był pewien,że naszych mają na widelcu. Legia może i straciła sporo tego blichtru,ale nie na tyle, aby się nie podnieść. Bo mamy pojedyńczych zawodników, którzy indywidualnie i czasami w parze Smile są w stanie przechylić szalę na nasza korzyść. Tym bardziej jak rywale na różny sposób pomagali w tym dla nich zgubnym dziele.

Na koniec o sędziowaniu.Mecz był łatwy do prowadzenia, a mimo to za trudny jak na umiejętności Pana Stefańskiego.On wiele rzeczy powinien robić i tego nie robił, a robił z uporem to czego nie powinien. Gwizdek ma po to, aby go używać wtedy kiedy jest taka boiskowa potrzeba, a nie wtedy gdy ma taki kaprys.Ale ogólnie ma pozwalać grać czyli gwizdać mniej jak więcej. Przy tym kilka decyzji na korzyść zawodników Legii było całkowicie niezrozumiałych. Żeby była jasność ; ja sobie taką "pomoc" wypraszam.
8niedziela, 20, grudzień 2015 23:11
Moros
Zacznę od tego, że uwielbiam wygrywać na stadionie zespołu, który myśli że z Legią wygra grając jedynie ostro i nieustępliwie, a jak jeszcze boisko jest w kiepskim stanie to już w ogóle "full wypas". Korona w pierwszej połowie dlatego była taka groźna, gdyż postanowiła że zrobi to co zwykle na Legię działa czyli pełna agresja, pressing już na jej połowie i "jeżdżenie na tyłkach". Naszych piłkarzy, tak jak już osławionych drogowców, taka taktyka Korony mocno zaskoczyła i było momentami gorąco, a szczytem indolencji było to, że gola strzelił nam zawodnik, który był obiektem żartów bo nie strzelił jeszcze gola w ekstraklasie. Na szczęście udało się z tego niekorzystnego wyniku wyjść obronną ręką. I mnie to bardzo cieszy, bo tym razem Legia nie była aż tak przeraźliwie łatwa do ogrania i dzisiaj Korona potrzebowała czegoś więcej niż kopania po kostkach. A że jest to zespół mocno ograniczony i ogólnie rzecz biorąc słaby, to nie było niespodzianki.

Podsumowując rundę, która właśnie dobiegła do końca, patrząc na tabelę, trudno jest mi odpędzić myśli, iż pozycja w tabeli jest o wiele lepsza niż nastroje jakie towarzyszyły nam przez ostatnie kilka miesięcy. Pomimo wielkiego kryzysu,wielu gorzkich słów w prasie, konfliktów w zespole oraz zmiany trenera, mamy bardzo dobrą pozycję wyjściową do wiosennej batalii o wszystko. Do grającego rundę stulecia Piasta tracimy tylko 5 punktów, a nad naszym najgroźniejszym rywalem (dalej tak uważam) Lechem mamy 12 punktów przewagi. Naprawdę nie jest źle. Teraz chwila przerwy i zaczynamy przygotowania. ESA37 daje to, że przerwa zimowa nie jest strasznie długa i to chyba jest, przynajmniej dla mnie, jeden z jej największych plusów, bo nie wierzę @corazstarszy, że za trzy tygodnie dalej będziesz miał tak wielki przesyt Legią Wink Ja wiem, że już po Nowym Roku będę żył nadchodzącą rundą i szybkie rozpoczęcie przygotowań do sezonu będzie miodem na moje serce Smile Także panowie piłkarze odpoczywać, a prezesi do roboty. Potrzeby klubu są znane.
9poniedziałek, 21, grudzień 2015 13:48
corazstarszy
@Moros
bo nie wierzę @corazstarszy, że za trzy tygodnie dalej będziesz miał tak wielki przesyt Legią

Co roku, gdy zaczyna się runda wiosenna, mam odczucie: 'A tak było spokojnie, bezstresowo, gdy nie grali. Były jakieś tam ruchy kadrowe, udzielali wywiadów, składali zapowiedzi, nie trzeba się było denerwować. A teraz znowu trzeba będzie. Po co mi to'. Nasilenie takiego myślenia mam od czasu reformy ligi i wydłużonych jesieni piłkarskich. No, ogólnie, jakby mnie ktoś zapytał, z czym mi się kojarzy Legia, to odpowiedź brzmiałaby: 'Nerwy, stres'.
Z drugiej strony, masz rację, bo rozmyślam o tym, co nas czeka w 2016. Na dzień dobry Jagiellonia w Warszawie. Los tak zrządził, że w początkowych fazach dwóch poprzednich rund, Legia gościła tę ekipę. I za pierwszym, i za drugim razem wyszło żałośnie. Wiemy, że specyfika przygotowań do rundy wiosennej poprzedniej dwójki trenerów była taka, że trzeba było trochę odczekać zanim Legia zacznie w miarę normalnie grać, a pierwsze kolejki były trudne do oglądania i rodziły czarne myśli. No więc, dominującym wątkiem legijnym w moim myśleniu w trakcie przerwy będzie ten: czy Czerczesow też tak przygotowuje zespół zimą, że na grę na normalnych obrotach i satysfakcjonujące wyniki trzeba poczekać do 3-4 kolejki wiosennej?
Na razie, dominuje ulga, że to się skończyło, radość z wygranej i to, o czym piszesz: że pozycja w tabeli i sytuacja punktowa Legii są niewspółmiernie dobre w proporcji do naszych reakcji w trakcie rundy. Jesteśmy malkontenci, histeryki i rozkapryszone dzieciaczyska. W dupach nam się poprzewracało od dobrobytu i ile byśmy nie dostali, uważamy, że należy się więcej. Coś w tym jest.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1