A+ A A-

Cracovia - Legia 1-2: Powrót z tarczą

Legia utrzymała pozycję lidera Ekstraklasy. W sobotni wieczór nasza drużyna zmierzyła się w Krakowie z Cracovią. Po trudnym meczu Legia zwyciężyła 2:1. Na bramkę Guilherme szybko odpowiedział Jendrisek, ale ostatnie słowo należało do Aleksandara Prijovicia, który w 83. minucie zapewnił Legii zwycięstwo.

 

Trener Stanisław Czerczesow zaufał tym samym piłkarzom, którzy w poprzedniej kolejce pokonali zabrzańskiego Górnika. Jedyną zmianę wymusiła choroba Ondreja Dudy. W miejsce Słowaka na prawej pomocy zameldował się Guilherme. Drugi kolejny mecz na ławce rezerwowych rozpoczął Michał Pazdan. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Jędrzejczyk, Lewczuk, Rzeźniczak, Hlousek – Guilherme, Jodłowiec, Borysiuk, Kucharczyk – Prijović, Nikolić. Wśród gospodarzy zabrakło kontuzjowanych Damiana Dąbrowskiego i Pawła Jaroszyńskiego. Trener Jacek Zieliński zdecydował się na drużynę w składzie: Sandomierski – Deleu, Bejan, Polczak, Wołąkiewicz – Wójcicki, Budziński, Cetnarski, Covilo, Kapustka – Jendrisek.

W pierwszej połowie obie drużyny grały 'swoje'. Cracovia usiłowała dłużej utrzymywać się przy piłce i zdobywać teren podaniami. Legia szukała wysokiego odbioru i prostych środków w konstruowaniu ataku. Mecz zaczął się od dwóch mocnych uderzeń. Pierwsze wyprowadziła Legia. W 3. minucie środkowi obrońcy Cracovii ruszyli do Nikolicia, ale zaskoczył ich Guilherme, który wyłuskał piłkę w środku pola i ruszył sam na bramkę Sandomierskiego. Brazylijczyk nie zmarnował okazji i Legia prowadziła 1:0. Pięć minut później było 1:1. Gospodarze wymienili kilka podań, Wójcicki dośrodkował z prawej strony boiska, nasi obrońcy nie upilnowali w polu karnym Jendriska, a ten mocnym strzałem głową pokonał Malarza.

Na tym skończyła się kanonada w pierwszych czterdziestu pięciu minutach, mimo że obie drużyny miały kolejne szanse. Gospodarze mogli pójść za ciosem w 12. minucie, kiedy Budziński i Kapustka dobrze utrzymali się przy piłce w środku pola. Podanie trafiło na prawe skrzydło do Wójcickiego, jednak płaski strzał zawodnika Cracovii był niecelny i jednocześnie zbyt mocny, by ktoś mógł przeciąć go w polu karnym. Gospodarze byli groźni przy stałych fragmentach gry. Dwukrotnie po rzucie rożnym do strzału dochodził Covilo, na szczęście piłka nie wpadła do naszej bramki. Legia miała więcej szans, ale brakowało staranności pod bramką Cracovii. W 22. minucie po szybkim wznowieniu gry z autu, sam przed Sandomierskim znalazł się Prijović, ale nasz napastnik w trudnej sytuacji nie trafił w piłkę. W 28. minucie Prijović miał dużo miejsca na prawym skrzydle, podał do Nikolicia, jednak nasz snajper minął się z piłką w polu karnym. W 32. minucie sam przed Sandomierskim powinien znaleźć się Kucharczyk, niestety popełnił błąd techniczny, piłka mu odskoczyła i doskonała szansa przepadła. W 39. minucie odbiorem popisał się Guilherme, podał do Nikolicia, ale Sandomierski był szybszy.

Mecz był nieco chaotyczny, ale szybki, otwarty, druga połowa zapowiadała się bardzo interesująco.

Niestety po przerwie mecz zrobił się brzydki, na trudnym boisku chwilami zmieniając się w mało atrakcyjną kopaninę. W pierwszych minutach Legia usiłowała przejąć kontrolę nad meczem, ale nie doczekaliśmy się żadnych sytuacji dla naszej drużyny. Podejmowane przez legionistów próby sforsowania defensywy Cracovii wyglądały niestety dość nieprzekonująco. Gospodarze nie dali się zaskoczyć, a ich ataki z każdą minutą były coraz bardziej niebezpieczne.

W 55. minucie Cetnarski dośrodkował piłkę z rzutu wolnego. Covilo w zadziwiający sposób miał mnóstwo czasu i miejsca w polu karnym Legii, ale źle złożył się do strzału głową i piłka minęła naszą bramkę. Kilka minut później Cracovia zaskoczyła naszych zawodników pressingiem. Po odbiorze piłka trafiła do Budzińskiego, który potężnie uderzył z dystansu, ale Malarz odbił piłkę. W 62. minucie Cetnarski zmarnował rzut wolny wykonywany tuż sprzed linii pola karnego, przenosząc piłkę nad poprzeczką. Minutę później w dobrej sytuacji mógł znaleźć się Nikolić, ale znowu zabrakło kontroli nad piłką. Nasz napastnik nie był tego dnia najlepiej dysponowany i w 70. minucie opuścił boisko, zmieniony przez Masłowskiego. W międzyczasie kolejną okazję stworzyli sobie gospodarze. W 66. minucie soczysty strzał z pola karnego oddał Jendrisek, Malarz odbił to uderzenie na rzut rożny. Za chwilę nasz bramkarz 'wypluł' piłkę po strzale zza pola karnego, ale zdążył nakryć piłkę ciałem i uprzedzić czyhającego na dobitkę Jendriska.

Zwycięska bramka dla Legii padła w 83. minucie meczu. Wyśmienitym zagraniem popisał się Lewczuk, wysokim odbiorem zaskakując Jendriska i wyłuskując mu piłkę. Nasz obrońca natychmiast dojrzał Prijovicia, który nie przyjmując piłki, precyzyjnym strzałem z pola karnego wyprowadził Legię na prowadzenie. W końcówce nasza drużyna kontrolowała mecz, podobnie jak w zwycięskim meczu w Lubinie utrzymując piłkę z dala od swojej bramki. Dobre okazje do podwyższenia wyniku mieli Jodłowiec i Guilherme, jednak zabrakło im szczęścia pod bramką gospodarzy.

Nie był to szczególnie efektowny mecz w wykonaniu Legii, ale zwycięstwo na trudnym terenie w Krakowie musi budzić uznanie i szacunek. Za tydzień kolejne wyzwanie – prestiżowe starcie z Lechem w Poznaniu.

Dyskusja (10)
1sobota, 12, marzec 2016 21:08
12345
cieszy wygrana i utarcie czerwonego nosa "trenera", któremu udowodniono korupcję, a on sam przyznał się do wręczenia koperty sędziemu. Chyba tylko w Krakowie, taki moralny karzeł może zarzucać stronniczość arbitrowi. Jeden klub zatrudniał Saksa, który wyznaczał sędziów, teraz synek Musiała, który również jest zatrudniony w tym milicyjnym klubie, sędziuje rywalom. Drugi zatrudnia trenera kryminalistę, a kibice krzyczą na innych złodzieje. Kulturalna stolica Polski, chyba tylko w ich mniemaniu.
2sobota, 12, marzec 2016 22:54
Moros
Wszyscy się ciężkiego meczu spodziewali i taki był. Po końcowym gwizdku mocno odetchnąłem, bo w pewnym momencie drugiej połowie przestałem wierzyć, ze ten mecz wygramy. Powiedziałem do kumpla, że uratować może nas chyba tylko jakiś farfocel, bo na składną akcję się zupełnie nie zanosiło. Farfocla wprawdzie nie było, ale Lewczuk musiał dosłownie wydrzeć tą piłkę krakusom aby potem przytomnie odegrać do Prijovicia. Wydawało się, że trochę wyrzucił go do boku ale Prijo z wielkim spokojem pokonał Sandomierskiego. WIelkie uff i też wielka satysfakcja na widok wysyłanego na trybuny trenera Zielińskiego. Zapieklił się, ale jak sędzia właśnie tak dzisiaj sędziował. Wcześniej leżał często Jodłowiec i nic. Hlouska popchnięto w polu karnym i Covilo oddał strzał, też nic. No to i "turlanie się" Cetnarskiego nie zrobiło na arbitrze wrażenia.
3sobota, 12, marzec 2016 23:19
anonimowy_legionista
Nie ma co się wykłócać o trenera Zielińskiego i jego przeżywanie meczu. Każdy sam ustala sobie granice normalności.

Ja w drugiej połowie byłem przekonany, że skończy się remisem, a jak padnie bramka to tylko po błędzie defensywy.

Bardziej liczyłem na zwycięstwo Cracovii (wiem jestem inny Cool).

Cracovia ma fajną cechę jako drużyna umie transportować piłkę w tłoku - mała gra. Podoba mi się to, że każdy kto tam idzie umie się wdrożyć.

Dlatego fajnie byłoby wyciągnąć z tego meczu wnioski i wdrożyć u nas te rozwiązania.
4sobota, 12, marzec 2016 23:57
corazstarszy
Jak często w komentarzach obcych trenerów po meczu: ‘huzia na Józia’. Gdzie się Zieliński dopatrzył przy golu Prijovicia wycięcia swojego zawodnika (jeśli dobrze odczytuję jego wypowiedź), trudno zgadnąć. Chyba gdy gra Legia, to wszyscy już z przyzwyczajenia tłumaczą swoje porażki mniemaną niesprawiedliwością sędziowską.
Najbardziej podobało mi się to, że po golu na 1-2 Cracovia zawitała na połowę Legii ok. 93 minuty, co słusznie wyeksponował Gawin. Czyli trochę im to zajęło. Lewczuk odkupił z nawiązką złe zachowanie z akcji bramkowej. Odbiór i zagranie do Prijovicia super. Za to sposób zaprzepaszczenia okazji z 32. minuty przez Michała Kucharczyka bardzo smutny i przywodzący na myśl złe wspomnienia.
W następnej kolejce jednak spodziewam się porażki. Nie ma co mówić: Legia nie gra za dobrze. W Krakowie meczu nie kontrolowała. A jeśli kontrolowała, to w mniejszym stopniu niż niektórzy z nas oczekiwali, że będzie to czynić. No bo po pierwszym tegorocznym meczu ligowym, mam wrażenie, wyobraźnia wielu z nas mocno poniosła.
5niedziela, 13, marzec 2016 08:19
Zbyszek
O tym,że im wyżej tym bywa gorzej.
Ja od 53 lat miałem pewien sentyment do kibiców Cracovii.Zaczęło się to od momentu, kiedy z kolegami szedłem na stadion Czarnych Żywiec/ dziś Koszarawa/ rozegrać przedmecz przed spotkaniem towarzyskim Cracovia- Czarni.Byłem zaskoczony duża ilością kibiców Cracovii zdążających na mecz.Był lipiec, kawałek drogi od Krakowa, a tu tłumy. Flagi,śpiewy, skandowanie.Byłem pod wrażeniem.A Cracovia grała wówczas bodaj w III lidze.10 lat później przebywałem trochę czasu w Krakowie i dziś to pewnie nie do pomyślenia,ale w tamtym czasie na ulicach miasta było wielu kibiców Cracovii w klubowych szalikach. A ona też grała bodaj w III lidze.Ta sytuacja przypominała mi Warszawę, gdzie kibice Legii są u siebie i mogą nieniepokojeni obnosić się z klubowymi akcesoriami.Jeszcze kiedy Cracovia pałętała się w zadniej części tabeli jej kibice zachowywali pewną normę ograniczając się do agresji słownej. Dziś jest na pudle i jej kibice stali się metafilami.To taka nazwa dla określonego zboczenia.Osobnicy nim dotknięci powinni być leczeni w warunkach izolacji, o ile pobyt w takim sanatorium można nazwać leczeniem Smile.Można powiedzieć,że to tylko jakaś wyizolowana grupka.To nieprawda.To nie odszczepieńcy , to fragment całości dla niej reprezentatywny.Wolałem jak grali w III lidze. Wtedy mieli maniery do przyjęcia.Jak będą kontynuować wandalizm to szybciutko wrócą na należne im z racji tradycji miejsce. Na dole wygodniej. Dla innych.

O tym,że zapowiedzi o odnowieniu składu były mocno przesadzone.
Aż takiego wielkiego wyboru to nasz trener nie ma.Wbrew temu co sugeruje nasz Prezes, iż w Legii jest mnóstwo znakomitych zawodników i że nawet świetni nie łapią się do 18 meczowej nie ma ich tak wielu.Bowiem jak kto zostaje na trybunach to znaczy,że nie jest taki dobry.A trener zamiesza składem tylko jak musi.Proces przemiany organizacyjnej gry jest wieloletni, a trener miał czas na podbudowę motoryczną, więc może taktycznie przygotowywać tylko w mikrocyklu,a ten z kolei musi poświęcić na ustawienie taktyki pod konkretnego rywala. Kwadratura koła.I pewnie tego nie dokończy, gdyż ponoć Petersburg czeka.Ale póki co to stawia na tych do których ma największe zaufanie. Też po to, aby gracze sobie coraz bardziej wzajemnie ufali i czuli się na boisku jako jeden wspólny, odpowiedzialny za wynik kolektyw.

O tym,że trener rzeczywiście nie zagrał na boisku.
Jak zapowiedział tak i zrobił. Nie zagrał. A szkoda.Gdyż bodaj naszym najsłabszym ogniwem jest obecnie bramkarz.W każdym meczu robi coś co wprowadza nerwowość w drużynie i powoduje takie zmniejszone poczucie bezpieczeństwa,że obrona bramki jest w pewnych rękach.A jest to przecież bramkarz ograny i doświadczony i powinien chociaż spokojem imponować i tym dawać dobry przykład.A on nie.Widać,że lubi być w ruchu co wynika chyba z faktu,że grywał za dużo w słabszych zespołach, w których bezrobotny nie był.Lecz już dawno powinien przywyknąć ,że tego od niego w Legii się nie oczekuje. Legia to nie jest drużyna,która dopuszcza do tego,aby najwięcej pracy boiskowej wykonywał bramkarz.Wiec powinien zaprzestać biegania w te i wefte w polu karnym,wybiegania z niego i wyręczania w wybijaniu piłki obrońców.Ma być skoncentrowany na obronie często tylko jednego strzału. Sadzę,że mu to tłumaczą,ale wieloletnie nawyki górą.Emocje niszczą racjonalne myślenie.

O tym,że statystyki nie kłamią.
Cracovia zdobyła dotychczas tyle samo bramek co Legia,ale straciła ich o 10 więcej.I rzeczywiście kiedy mają piłkę to wiedzą co z nią zrobić,ale w obronie się gubią.A jeszcze trener Zieliński nakazując atak od pierwszych minut im nie pomógł.Przeciwko Legii nie wolno wychodzić tak wysoko i jednocześnie kryć indywidualnie Nikolicza i równocześnie frontalnie atakować.Po prostu za dużo zadań, a za mało ludzi. Stąd ich szybka utrata bramki.Oczywiście mieli do takiej taktyki przesłanki, gdyż można było założyć,że Legia zacznie spokojnie i rozważnie.Jednak zaczęliśmy chyba za statycznie, za mało agresywnie i po strzeleniu bramki poczuliśmy się zbyt pewnie. Zemściło się.

O tym,że piłkarze Cracovii grają bardzo efektowny futbol.
Trener Zieliński jest realistą i pragmatykiem.Wie,że ma słabszych graczy w defensywie niż w tych z ataku.I rzeczywiście jako jeden z niewielu zespołów Cracovia zagrała z Legią otwarty mecz.Muszę zaznaczyć,że nie spodziewałem się po ich graczach,że są aż tak kreatywni.A tu proszę.zmiana rytmu gry,jej kierunku,zaskakujące podania,przepuszczania, wyjście za plecy, zmiany pozycji itp. A to wszystko w miarę dokładne i wykonywane na dużej szybkości.Rzadko się zdarza,aby w naszej lidze którykolwiek zespół miał większy % posiadania piłki w jakiejkolwiek fazie spotkania od nas. A to było udziałem Cracovii.To świadczy o tym,że potrafią utrzymać się przy piłce. Lecz też,że nasi zawodnicy byli chyba od nich trochę za daleko, jak by obawiali się,że zostaną ograni lub wymanewrowani.A już krycie ich graczy wychodzących na pozycje zupełnie nam nie wychodziło. Stąd ich ogromna przewaga w ilości strzałów na bramkę.I pomyśleć,że to w większości ci sami którzy bronili się przed spadkiem. Dziś ich gra jest dość skuteczna ,a i przyznać trzeba,że może też się podobać.

O tym,że w takim meczu nie wolno grać byle jak.
Trzeba po prostu szanować piłkę, wysiłek swój i nie marnotrawić wysiłku kolegów.W 1 połowie nasza drużyna została zmuszona do cofnięcia się i grania szybkim atakiem.Taka gra wymaga nie tylko dużej szybkości biegowej i odejścia od kryjącego przeciwnika, ale przede wszystkim dokładności w operowaniu piłką.A nasi jak tylko odzyskali piłkę to podawali ją niecelnie.I znowu jak w wielu dotychczasowych meczach rywal nie musiał zbytnio się wysilać, aby przechwycić piłkę.Sami mu ją oddawaliśmy na tacy.Za dużo też było prób przeprowadzenia indywidualnych akcji. Z reguły kończących się niczym.To zaświadczało o naszej bezradności z jednej strony i aktywnej, a przy tym skutecznej w destrukcji grze rywali.Co prawda nękaliśmy ich sporadycznymi groźnymi atakami, ale to wynikało z faktu,że nie zagęszczali oni zbytnio pola w rejonie swojego pola karnego.

O tym,że piłkarze Legii są przekonani,że przewyższają przeciwników wytrzymałością.
Już pod koniec I polowy zaczęliśmy zdobywać przewagę pozycyjna zamykając Krakusów na ich połowie.Drugą zaczęliśmy od wyższego pressingu niż pierwszą. Cracovia znowu zaatakowała, ale tym razem bez przekonania i bez efektu.Po godzinie gry piłkarze Cracovii wyglądali jak by wyszli z sauny. Cóż z tego jak nie byliśmy w stanie przyśpieszyć gry i ich całkiem ugotować.Do naszej gry wkradło się takie jakieś kunktatorstwo, jakaś obawa przed strzałami na ich bramkę.Że mogą być niecelne?. Ano mogą.Ale mogą być i celne. A kto zabroni?. Wolę zasadę kończenia każdej akcji strzałem, niż niecelnym podaniem, złym dryblingiem czy inną stratą piłki.Bo bramek bez strzałów na pewno się nie zdobędzie.

O tym,że trener musi mieć nosa.
Wydawało się,że wobec braku Dudy i Hamalainena trener nie ma wyboru jeżeli idzie o obsadę funkcji ofensywnego pomocnika. W tej sytuacji wpuszczenie na boisko Masłowskiego w miejsce Nilkolicza można było uznać za taki rozpaczliwy krok i gest.Też z tego powodu,że Masłowski mimo wszystko nie wydaje się być tej klasy zawodnikiem , aby odmienił losy meczu.Trenerowi jednak chodziło o zmianę ustawienia z 4-4-2/1-1/ na 4-2-3-1 z Prijoviczem jako wysuniętym napastnikiem. Nasza drużyna utrzymywała przewagę w środku pola nad Cracovią co w dotychczasowych meczach było mocną stroną rywali i wydawało się że dalsze wzmacnianie tej formacji przez nas jest zbyteczne.Bardziej wskazane byłoby wzmocnienie skrzydeł, aby pognębić ich atakami z boków.I tak na zdrowy rozum powinien trener uczynić, jeżeli chciał wygrać mecz.A on poszedł za głosem nosa. To tylko organ węchu,ale okazuje się jaki ważnySmile. Czy to była intuicja czy wyczucie ?. Nie rozstrzygam. Nieważne. Ważne,że przyniosło pożądany efekt.
6niedziela, 13, marzec 2016 09:29
Bolek
Bardzo zgadzam się z corazstarszym - nie dajmy się ponieść fantazjom o dominowaniu w lidze, tylko oceniajmy obiektywnie. Pojechaliśmy do trzeciej drużyny ligi, tak bardzo chwalonej za grę ofensywną, szczególnie mocnej u siebie. I wygraliśmy. Nie dominowaliśmy, ktoś może nawet powiedzieć, że z przebiegu meczu nie zasługiwaliśmy na trzy punkty. Ale wygraliśmy i z dużym prawdopodobieństwem wybiliśmy Cracovii marzenia o tytule. Więc został już tylko Piast.

Co ciekawe (szczególnie dla tych, którzy uważają że dobry mecz gra się wtedy, gdy ma się więcej posiadania oraz strzałów) pierwsza połowa (gdzie wyraźnie przegraliśmy posiadanie oraz oddaliśmy 1 strzał) była dla nas dużo lepsza. Wtedy naprawdę kontrolowaliśmy mecz i poza jedną kontrą Cracovia w zasadzie nie zaistniała. A my sytuacje mieliśmy - nie widać tego w statystyce strzałów, ale były.
Jak w drugiej połowie zaczęliśmy więcej grac piłką to i mecz zaczął gorzej wyglądać (nie liczę czasu po bramce Prijovica, bo wtedy faktycznie zamknęliśmy ten mecz). Wydaje mi się, że zabrakło kogoś, kto dobrze by się znalazł w rozegraniu, czyli Dudy ew. Hamalainena. Gui nie jest w zbyt dobrej formie (mimo bramki), a poza tym on zawsze lepiej się czuł, jak może wziąć piłkę i ruszyć z nią mając parę metrów wolnego, niż w rozgrywaniu w środku pola.

I jeszcze jedna rzecz, która chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu (w sumie od meczów w fazie grupowej europucharów) - dla mnie Prijovic jest lepszym piłkarzem niż Nikolic. Nie ma tego daru znajdowania się pod bramką rywala, co czyni Niko taką maszynką do strzelania, ale piłkarsko jest lepszy i mądrzejszy. Z dużym prawdopodobieństwem można zakładać, że druga bramka nie padłaby gdyby zamiast Prijo był Niko - jestem przekonany, że Nikolic by to spalił.
Co nie oznacza oczywiście, że Niko trzeba skreślić - chłopaki się świetnie uzupełniają i myślę, że Niko za chwilę znowu zacznie strzelać. Najlepiej w Poznaniu. Najlepiej hattricka Wink
7niedziela, 13, marzec 2016 13:17
Oley
A-C10 z Sektorem tak dyskutowali o tych fotoradarach, a tu prosze, "krycie na fotoradar", autor: Igor L.

Wink
8niedziela, 13, marzec 2016 17:10
dalkub
zbyszku - tylko do jednego - zawodnicy Legii są przekonani o przewadze fizycznej i słusznie, Nikt o tym nie mówi ale od 75 minuty kilku zawodników Cracovii prosiło o tlen a od 80 nie mogli wyjść z połowy.
Mecz dobrze rozegrany taktycznie, faktycznie bramkarz odstaje od tego zespołu i nie wiem czy ten nowy będzie dużo lepszy.
Błąd przy straconej bramce niestety obciąża Lewczuka ale on asystą na 2:1 winy odkupił
9niedziela, 13, marzec 2016 17:39
Zbyszek
@Dalkub.
Ja o błędach piłkarzy staram się pisać jak najmniej , gdyż dla mnie. a także dla Ciebie, który na wyższym poziomie ode mnie grałeś w piłkę - futbol to gra błędów.Odstępuję od tego postanowienia jeżeli zawodnik gra źle i popełnia wielbłądy. W przypadku Lewczuka czy w poprzednim meczu Rzeźniczaka można by napisać :" Grał dobrze, niestety nie ustrzegł się kosztownego błędu".Przy czym ja nie mogę nie oprzeć się takiemu wrażeniu,że my mamy zbyt często zwykły niefart. Kiedy naszemu zawodnikowi przytrafi się błąd np. zgubi krycie na moment, da się ograć na małej przestrzeni,niecelnie poda na własnej połowie, za późno wyskoczy do główki itp. to prawie zawsze taki błąd skutkuje utratą bramki.Z kolei kiedy nam się przydarzają takie prezenty to zbyt często nic z tego nie wychodzi.
W moim przekonaniu wynika to z tego,że przeciwnicy wychodzą na nas maksymalnie skoncentrowani i prawdę mówią ci, którzy deklarują,że na Legię to zawodników nie trzeba motywować.
Skutkiem tej koncentracji są wykorzystane okazje. Z kolei nasi zawodnicy chyba nadal trochę prawie każdego przeciwnika jakoś może nie lekceważą, ale nie doceniają i ta koncentracja jest zbyt mała.Inaczej trudno to sobie racjonalnie wytłumaczyć, bo szczęściem chyba nie, gdyż ono ponoć zawsze powinno sprzyjać lepszym . Czyli nam Smile.
10poniedziałek, 14, marzec 2016 06:15
dalkub
Błędy były są i będą - to takie trywialne powiedzenie że aż śmieszne, a jednak prawdziwe. Te ostatnie czyli Lewczuka i Rzeźnika były jakieś dziwne, dla mnie nie zrozumiałe. Rzeźnik zamiast przykleić się do swojego stanął gdzieś w pół drogi, Igor był przy Jendrasku i zwyczajnie pobiegł w miejsce gdzie nikogo nie było jakby spodziewając się że piłka nie doleci dalej. Nazwałbym to chyba pomrocznością chwilową, bo to błędy jak w trampkarzach starszych i one już w juniorach są nietolerowane.
Pewnie masz sporo racji co do tej koncentracji, choć przy pierwszej bramce pan Wołąkiewicz ewidentnie się obciął.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1