- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Lechia 1-1: Trzy słupki i remis
Runda finałowa sezonu 2015/16 coraz bliżej. Legia nie może być jeszcze pewna, że rozpocznie ją na pozycji lidera. W sobotni wieczór w Warszawie w obecności dwudziestu ośmiu tysięcy widzów Legia zremisowała z Lechią Gdańsk 1:1. Prowadzenie dla Legii zdobył w 21. minucie Ondrej Duda. Wyrównał tuż po przerwie Grzegorz Kuświk.
W meczu z Lechią Stanisław Czerczesow nie mógł skorzystać z dwóch ważnych tej wiosny piłkarzy, Igora Lewczuka i Tomasza Jodłowca. Na ich absencji skorzystali Jakub Rzeźniczak i Stojan Vranjes. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Jędrzejczyk, Rzeźniczak, Pazdan, Hlousek – Guilherme, Vranjes, Borysiuk, Duda – Prijović, Nikolić. Piotr Nowak odpowiedział drużyną w składzie: Milinković-Savić – Janicki, Maloca, Wawrzyniak – Mak, Krasić, Mila, Chrapek, Peszko – Flavio Paixao, Kuświk.
Walczący o awans do czołowej ósemki Ekstraklasy goście zaczęli mecz bardzo odważnie, decydując się na grę trzema obrońcami i tercetem środkowych pomocników Krasić – Mila – Chrapek. Obie drużyny grały wysoko, ryzykownie, dzięki temu w pierwszej połowie na boisku działo się wiele.
Już w pierwszej minucie niepewnie poza polem karnym interweniował Malarz, piłka trafiła do Peszki, który miał dużo miejsca w polu karnym Legii, ale jego podanie trafiło w wykonującego wślizg Borysiuka. Dwie minuty później pozycję do strzału wypracował sobie Paixao, jednak jego soczyste uderzenie minęło bramkę Legii. W 5. minucie Duda stracił piłkę podczas kontry, goście odpowiedzieli szybkim atakiem, po którym celny strzał oddał Mila. Malarz odbił piłkę. Legia pierwszą okazję miała w 9. minucie meczu. Vranjes wbiegł w pole karne, mógł podać do nieobstawionego Nikolicia, ale zdecydował się na strzał, który trafił w obrońcę Lechii. Kolejna groźna akcja naszej drużyny zakończyła się wyjściem na prowadzenie. W 21. minucie meczu Guilherme podał w tempo do Jędrzejczyka, ten dośrodkował, a Duda z pierwszej piłki przymierzył idealnie i było 1:0. Słowak do tego momentu raził stratami i skłonnością do holowania piłki, ale wykończenie tej sytuacji było najwyższej jakości, a cała akcja Legii – znakomita. W 30. minucie mogło być 2:0. Duda podał do Prijovicia, strzał naszego napastnika minął bramkarza Lechii, ale piłka odbiła się od słupka. Lechia przed przerwą jeszcze tylko raz poważnie zagroziła Legii. Po szybko wykonanym rzucie rożnym w polu karnym Legii znalazł się Mila, uderzył mocno, ale i bardzo niecelnie.
Lechia w pierwszej połowie była wymagającym rywalem dla Legii. Goście nie obawiali się grać w piłkę, zakładali pressing, mieli sytuacje strzeleckie. Legia była jednak bardziej konkretna w swoich atakach i wydawało się, że pewnie wykorzysta piłkarską naiwność Lechii, którą goście razili tej wiosny już kilka razy.
Niestety te kalkulacje szybko wzięły w łeb. Jako pierwsi po przerwie znów zaatakowali goście i tym razem nie zawiodła ich skuteczność. W 47. minucie bez opieki w polu karnym Legii znalazł się Peszko, Malarz odbił strzał skrzydłowego gości, ale na dobitkę czyhał Kuświk i na raty umieścił piłkę w siatce. Po nieco ponad minucie gry po przerwie było 1:1. Sytuacja przybrała jeszcze gorszy obrót dla Legii dziesięć minut później. W 56. minucie meczu Legia wykonywała rzut rożny. Najpierw w doskonałej sytuacji znalazł się Nikolić, ale piłkę z bramki wybił Peszko, potem z linii pola karnego w słupek uderzył Guilherme. Odzyskanie prowadzenia było bardzo blisko, tymczasem goście po tej sytuacji wyszli z błyskawiczną kontrą i wbiegający w pole karne Legii Mak został sfaulowany przez Borysiuka. Sędzia Stefański bez wahania ukarał naszego pomocnika czerwoną kartką. W odpowiedzi na tę kartkę trener Czerczesow szybko zaordynował zmianę – za Nikolicia na boisku pojawił się Aleksandrow.
Legia od tego momentu wyraźnie cofnęła się, przyjmując Lechię na swojej połowie. Mecz stracił na atrakcyjności. Lechia atakowała, ale nie umiała przebić się przez defensywę Legii. Najlepszą okazję goście mieli w 78. minucie meczu. Dośrodkowanie w pole karne trafiło do Maka, który trafił w poprzeczkę, a sytuacyjna dobitka Chrapka była słabej jakości. Legia nie próbowała już przejąć inicjatywy i zagroziła Lechii jeszcze tylko raz, po stałym fragmencie gry. W drugiej minucie doliczonego czasu gry po rzucie rożnym i strąceniu piłki na środek pola karnego strzał oddał Prijović, jednak drugi raz w tym meczu trafił w słupek.
Mecz zakończył się remisem 1:1, którego na pewno nie wzięlibyśmy 'w ciemno' przed pierwszym gwizdkiem sędziego, ale który należy uszanować zważywszy na przebieg meczu. Pod względem jakości gry Legia nie była drużyną lepszą od Lechii. Mimo aż dwudziestu czterech punktów różnicy w tabeli, oglądaliśmy mecz dwóch wyrównanych drużyn, w którym podział punktów należy uznać za sprawiedliwe rozstrzygnięcie.


Po pierwszej od dłuższego czasu stracie punktów na własnym boisku, nie ma co rozpaczać, bo strasznie źle nie zagraliśmy. Niewiele zespołów w naszej lidze stać na taką grę jaką zaprezentowała Lechia. Wystarczy nie schodzić więc poniżej pewnego poziomu, a będzie dobrze. Trenerowi Czerczesowowi mecz się nie podobał więc pewnie z zawodnikami sobie porozmawia. Powinno im wyjść to tylko na dobre.
Mecz w pierwszej połowie mógł się podobać ,była to dobra reklama naszej ligi. Właściwie mogliśmy i powinniśmy rozstrzygnąć ten mecz w pierwszej połowie. Oczywiście Lechia również miała swoje szanse ale przecież to my liderujemy w tabeli i jakoś te nasze sytuacje były jednak groźniejsze.
cd.
Kiedy w przerwie zastanawialiśmy się w której minucie Lechia straci parę strasznie się mylilismy. Czerwona kartka Borysiuka spowodowała że mogli dużo spokojniej grać bo my się cofnelismy bardzo mocno, wyglądało to trochę tak jakby to nam sił brakowało.
No nic remis sprawiedliwy a tak grającej Lechii muszą się bać wszyscy. Dobrze prawi Moros nie za wiele zespołów tak potrafi zagrać cały mecz.
Jeszcze będzie ciekawie bo nam wiadomo nikt mistrzostwa nie podaruje.
PS
Wielu moich znajomych dziwi się moim opiniom o Prijowicu, ten mecz utwierdza mnie w przekonaniu że mam
rację. To bardzo przeciętny piłkarz choć wiadomo za wiele nas nie kosztował ale z nim i Nico Europy to my nie podbijemy . Może za dużo wymagam? pewnie tak.
Absolutnie nie zgadzam się z Senatorem, że LM, to dla Niko, Projovica i generalnie dla nas za wysokie progi. To jest jak najbardziej osiągalne ale pod warunkiem, że nie będziemy kaleczyć futbolu tak jak wczoraj.
O tym,że współpraca klubu z Miastem musi wejść na poziom rozwiązywania konkretnych problemów.
Dość efektownie wyglądają emblematy Legii wywieszone na Łazienkowskiej w połączeniu z logo Miasta Stołecznego.Zamiary propagandowe są również godne poparcia,aczkolwiek zajawka "(L)egendy"" razi tanim sentymentalizmem. Ale już oddanie terenów przy Czerniakowskiej na cele sportowe /spóźnione o kilkanaście lat co najmniej / też zasługuje na uznanie. Natomiast od lat sytuacja jeżeli idzie o przywóz kibiców i ich odwóz komunikacją autobusową stale się pogarsza i wymaga pilnego rozwiązania.
Ja nie bardzo rozumiem,że Miasta i klubu nie interesuje jak rosnąca liczba liczba kibiców ma się dostać na Ł3 i jak się z niej wydostać. Mecze rozgrywane są głównie w soboty i w niedziele, a wówczas rozkład przewiduje rzadsze kursowanie autobusów.Z tego pewno względu duża część kibiców przyjeżdża swoimi samochodami powodując już na godzinę przed i z godzinę po zakorkowanie Łazienkowskiej i ulic przylegających oraz trasy Łazienkowskiej i Czerniakowskiej.Pewno głównie z uwagi na niedostatek miejsc parkingowych. Ale też gdyby nagle ci kierowcy z towarzystwem zrezygnowali i przesiedli się do autobusów to może one przewiozłyby z połowę kibiców, a może i to nie . A wczoraj mieliśmy jeszcze do czynienia z zepsuciem się świateł przy wyjęździe na Czerniakowską.Stojący na przystanku widzieli jak trzy autobusy stojący w korku nr 141, 185 i 159 nagle wyrzucają pasażerów i zmieniają tablice na "przejazd techniczny" i po chwili przejechały obok czekającego tłumu na przystanku "Legia - Stadion". Ja wiem,że do tego koszmaru wielu się przyzwyczaiło . Ja nie chcę i uważam,że w ramach rozmów z Miastem ten problem musi być co najmniej złagodzony.
O tym,że nieczęsto się zdarza,aby przeciwko sobie stanęli dwaj trenerzy, którzy grali ze sobą w jednej drużynie.
Chyba z okresu wspólnej gry w Dynamo Drezno więcej dobrej pamięci wyniósł Nowak, który chwalił Czerczesowa ,że już jak grał to szykował się do przyszłego zawodu. Nasz trener natomiast stwierdził ,że w Bundeslidze gra się tak często,że nie ma czasu na osobiste kontakty. Natomiast to na której pozycji, który grał jednak rzutuje na taktyczne ustawienie i organizację gry. Lechia zagrała bardzo dobrze w środku pola, a najlepszym zawodnikiem meczu moim zdaniem był Krasić.W tej chwili to jedyny w Ekstraklasie gracz wysokiej europejskiej klasy.Sposób poruszania się, ekonomika gry, bycie zawsze tam gdzie jest się przydatnym, utrzymywanie się przy piłce, celność podań, przechwyty i wiele innych elementów piłkarskiego kunsztu powoduje,że mam takie wręcz estetyczne zadowolenie i podziw i zazdrość,że on ci nie nasz.Niewiele mu ustępowali Mila i Paixao. A w naszych szeregach wszystkie formacje zagrały bez wyrazu, tak bez ducha i kiedy zabrakło dużej agresywności to tak trochę bardziej niezaradnie niż zaradnie. Bo w naszej drużynie najlepszy był ten , którego nie było czyli Jodłowiec, bo widać było jak bardzo jego brak.
O tym,że rozgrzewka wiele może powiedzieć o meczu.
W ramach rozgrzewki z reguły uwidaczniają się określone preferencje w meczowej grze ofensywnej, . Nasi zawodnicy stawiali nacisk na strzały z bliskiego dystansu, w których brylować miał Vranjesz oraz na dwójkowe rozgrywanie piłki w polu karnym zawsze z udziałem Nikolicza. Nic z tego nie wyszło, gdyż Stojan się zagubił i tylko raz usiłował oddać strzał z 20 metrów, a Nikolicz szczęścia szukał z dala od pola karnego.I był widoczny jeden niezwykle symptomatyczny sygnał,a mianowicie traktowanie Cierzniaka. Ja tylko raz od ponad 50 lat widziałem taka sytuację, a mianowicie tuż przed odejściem z Legii Tomaszewskiego i utracie prze niego miejsca w bramce na rzecz Mowlika. Nawet kiedy dwaj jawni wrogowie się rozgrzewali czyl Maciej Szczęsny ze Zbyszkiem Robakiewiczem to obaj wiedzieli co maja robić i jak się przygotowywać.Nie było tego niedobrego w relacji Kuciak- Malarz czy Malarz - Szumski. Aż przykro było patrzeć jak Cierzniak pałętał się po boisku nie widząc co i gdzie ma robić i wyglądał w tym jak piąte kolo u wozu.Wiec tego gadki o tym,że mamy zgrana pakę grojków można spokojnie pomiędzy bajki włożyć.Ale tyrani tak już mają, z wysokości ich rozdętego ego problemów nie widać,, bo są dla nich za małe aby je rozwiązywać. I gubi ich nie to,że problemy stają się większe,ale ,że ich ilość lawinowo narasta, aż wszystko pod ich naporem się wali.
Natomiast zawodnicy Lechii ćwiczyli jeden schemat,a mianowicie po odzyskaniu piłki w rejonie środka boiska rozrzucenie piłki ,albo na lewą , albo na prawą stronę boiska za plecy wychodzących do przodu bocznych obrońców, a stamtąd błyskawiczne wgranie piłki w okolice 11 metra na wchodzącego napastnika. I im ten wariant się udało zagrać przynajmniej z 7 razy. Tylko raz zdobyli bramkę, trzy razy obronił Malarz i trzy razy z dogodnych pozycji przestrzelili.
Nie jestem zbytnio przywiązany do schematów w grze,ale w sytuacji w której niewiele wychodzi z gry koncepcyjnej to tak jak np. w siatkówce gra się to co się najlepiej opanowało, co się na pamięć wyćwiczyło , co się po prostu na pewno umie.Ja mam obawy,że my opanowaliśmy wszystko czyli prawie nic, a więc tak po łebkach , więcej nie, niż tak.
O tym,że klasowa drużyna potrzebuje klasowych zawodników.
Tym razem odstąpię od reguły nieoceniania indywidualnego zawodników, gdyż na tle wymagającego rywala to stało się możliwe i mam taką nadzieję,że i trener Czerczesow przynajmniej z niektórymi poważnie porozmawia. Nie są żadnymi gwiazdami,a w pustych łbach się już zagotowało. Pilnie to bractwo wzajemnej adoracji trzeba sprowadzić na ziemię.
Malarz - bardzo nierówny. Wybronił trzy trudne strzały,ale też 3 razy popełnił poważne gafy mając dużo fartu,że bramki po nich dla rywali nie padły. Jedna jest niewybaczalna, gdyż stanowiła powtórkę z Niecieczy i znowu nieporozumienie z Pazdanem. Tym razem Pazdan zwrócił mu uwagę,że ma język, aby krzyknął,że wychodzi do piłki. Ale nie był tym razem najsłabszym ogniwem drużyny.
Hlousek- słaby występ. Dawał się ogrywać Paixao, będąc od niego wolniejszym i mniej zwrotnym. W obronie zamiast pilnować wchodzących wrogów na skrzydło wpadał w pole karne,a jego rolę z konieczności przejmował z opóźnieniem Pazdan.Tylko łaskawości sędziego zawdzięcza,że dotrwał do końcowego gwizdka.Co prawda po żółtej kartce ograniczył zatrzymywanie uciekających mu przeciwników rękami,ale każda jego walka o piłkę była na granicy ,a często poza granicą faulu. Najbardziej irytująca była jego nieporadność w ataku. Nie zagrał bodaj ani jednej piłki na połowie rywali do przodu, za to po otrzymaniu piłki wstrzymywał akcje i piłkę cofał na nasza połowę.
Pazdan- zachowywał się dobrze kiedy sytuacja wymagała antycypacji, szybkiej reakcji i szybkiego podjęcia decyzji.Niestety kiedy sytuacja wymagała zastosowania rzemiosła to umiejętności zawodziły.Inaczej mówiąc jak wybił piłkę przeciwnikowi, albo nie pozwolił mu jej przyjąć to było w porządku,ale jak wdał się w pojedynki to z reguły je przegrywał. No i ten brak zrozumienia z Hlouskiem ,zupełnie niewybaczalny.
Rzeźniczak- jeden ,ale w dwóch odsłonach,a właściwie połowach. W pierwszej bardzo dobry, pracowity, skuteczny , operatywny, nie do przejścia, decyzyjny, grający wysoko, wspomagający kolegów z II linii. W II zupełne przeciwstawieństwo : powrócił stary zły Kuba, kunktator, dający się ogrywać, bojący się atakować przeciwnika, unikający odpowiedzialności. Pewno na to miał wpływ współudział przy utraconej bramce, ale to też świadczy,że jego odporność psychiczna jest na niskim poziomie.
Jędrzejczyk- prawie cały mecz zagrał na dobrym poziomie. Szczególnie dawał się we znaki rywalom atakując ich po skrzydle i dobrze współpracując z Guilherme i Dudą.W tym czasie był dynamiczny, grał pewnie,nie tracił piłek, trzymał w szachu skrzydła rywali. Niestety ostatni kwadrans to fizyczny upadek. Zatracił agresywność, szybkość i znowu łaskawości sędziego zawdzięcza,że dotrwał do końca meczu na boisku.Ogólnie dobra notę obniża mu współudział przy straconej bramce.
Borysiuk- rozegrał dobry mecz. W destrukcji robił swoje, odbierał, przechwytywał, asekurował, wspomagał.Gra bardzo mało ekonomicznie, za dużo biega, zbyt często nie tam gdzie potrzeba.
ale też musiał grać za dwóch,bo z Vranjesza pożytek był niewielki. O faul na czerwoną kartkę pretensji nie mam.Ich akcja był bardzo szybka, tak,że nikt z naszych nie miał szans nadążyć,wyciął wroga z premedytacją przed polem karnym,aby nie było karnego,a miał przekonanie,że akcja jest bramkowa.
Vranjesz- bardzo słaby mecz.Nie bardzo rozumiałem trenera dlaczego go dał do I składu i dlaczego po kwadransie go nie zdjął.
Piłkarz, który od początku unikał gry jak też jakiegokolwiek kontaktu z rywalami. Wiec trochę biegał.ale po zawietrznej, trochę się pokazywał,ale na swojej połowie.Najbardziej jaskrawe było jego zachowanie przy rozpoczęciu akcji bramkowej dla przeciwników, on był przy Krasniczu i po prostu od niego odszedł. Jak ten dostał piłkę ze dwa metry od niego to nawet za nim nie pobiegł.Był być może mocno zagubiony, ale nawet nie próbował się odnaleźć.
Guilherme- dobry mecz.Jak to on pracujący, dryblujący, podający i padający , rzadko tracący piłkę.Mało kreatywny przy jej rozegraniu.Dobrze włączał się do defensywy,a i próbował być na rozegraniu z czego niewiele wychodziło. Nie z jego winy. Gwiazdory Nikolicze, Prijovicze nie pokazywały się do gry, więc jego trud na nic, a nie miał samobójczych inklinacji jak Duda i nie chciał indywidualnie, tylko zespołowo. Nie miał z kim.
Duda- silny talent wyeksponowany,ale jego zastosowanie marne. Zawodnik, który dużo widzi, ma pomysł na grę własną i kolegów,ale ma poważne problemy z panowaniem nad piłką. Na małej przestrzeni z piłką przy samej nodze radzi sobie dobrze i odebrać mu ją trudno ,raczej trzeba baczyć,aby nie być ogranym jak dziecko. Natomiast kiedy przychodzi przemieścić się z piłką chociaż kilka metrów traci nad nią panowanie,z reguły wypuszcza ja sobie za daleko i ją oddaje za bezdurno rywalom.Ponieważ równocześnie jest to zawodnik pokazujący się do gry to te straty są znaczące i tak naprawdę powodują,że bezmyślnie marnuje on wysiłek kolegów zespołu. Po takim meczu jak wczoraj "rozmowa wychowawcza"' jest obowiązkowa.Ja wiem,że on chce wyjechać,ale bliżej jest wylotu - na trybuny.
Prijovicz- tym razem zagrał cieniutko. Nie pokazał niczego co by uzasadniało jego grę w I składzie.Nie walczył, nie biegał, nie utrudniał rywalom grania. Za to zwalniał naszą grę wycofując piłki do tyłu i nie wychodząc na pozycje. W ogóle nie usiłował uciec pilnującym go rywalom. O przepraszam, raz się od nich oddalił i o mały szczegół a by bramkę zdobył. Na którą nie zasłużył.Bo on bez waleczności , agresji staje się bardzo przeciętnym graczem.
Nikolicz- walczył skutecznie z Vranjeszem kto będzie najgorszy w naszej drużynie. Nie będę go krytykował nadmiernie, bo być może zgrupowanie kadry Węgier tak go wyczerpało
Masłowski- szkoda słów. Jak by mnie wpuścili to też bym tak zagrał. Być na boisku przez paręnaście minut i nie dotknąć piłki też bym potrafił.Żadna sztuka
Aleksandrow- zastąpił Nikoloicza. Te słowa najlepiej oddają istotę zagadnienia .Aczkolwiek on przynajmniej w obronie trochę wiatru robił.Widocznie trener postawił takie mu zadania,że najpierw przy grze w przewadze rywali trzeba bronić wyniku, a jak się da kontrować.Więc nie mogąc grać tego co umie , grał to czego nie umie.
Podsumowania nie będzie.Banałem jest twierdzenie,że jeszcze wiele pracy przed nami. Ja bym się tylko nieśmiało domagał,żeby ona miała większy sens.
P.S. Jest godzina 17.00. Dopiero teraz przeczytałem wypowiedz trenera Czerczesowa i całkowicie jego zdanie podzielam,że piłkarze powinni brać przykład z postawy publiczności, która o niebo przewyższała ich grę.