A+ A A-

Górnik - Legia 1-0: Nec Malarz contra plures

Ostatnia próba przed środowym meczem z FC Dundalk nie wypadła dla Legii dobrze. Nasza drużyna zasłużenie przegrała w Lublinie z Górnikiem Łęczna 0:1. To pierwsza ligowa porażka legionistów poniesiona w tym sezonie.

 

Skład Legii wskazywał na to, że trener Hasi chce zachować konsekwencję w stosowaniu częściowej rotacji w kolejnych meczach rozgrywanych przez naszą drużynę. Tym razem w meczowej kadrze zabrakło Igora Lewczuka, a na ławce rezerwowych usiedli między innymi Tomasz Jodłowiec i Nemanja Nikolić. Wyjściowa jedenastka Legii wyglądała następująco: Malarz – Broź, Rzeźniczak, Pazdan, Hloušek –  Kopczyński, Moulin – Langil, Hämäläinen, Kucharczyk - Prijović. Trener Rybarski odpowiedział następującym zestawieniem: Prusak – Sasin, Pruchnik, Szmatiuk, Leandro – Bonin, Drewniak, Danielewicz, Grzelczak – Ubiparip, Śpiączka.

Od pierwszych minut gra nie układała się Legii. Legioniści łatwo tracili piłkę, nie potrafili przenieść ciężaru gry na połowę gospodarzy, naszym atakom brakowało intensywności a także zrozumienia między zawodnikami ofensywnymi.

Łęcznianie byli znacznie groźniejsi. Już w 5. minucie w stuprocentowej sytuacji w polu karnym Legii znalazł się Grzelczak. Zawodnik Górnika miał jednak piłkę na słabszej, prawej nodze, strzelił lekko, płasko i w tej sytuacji górą był Malarz. Nieporadność Legii ilustrowała sytuacja z 26. minuty. Łatwej piłki nie opanował Rzeźniczak, Leandro groźnie dośrodkował ze skrzydła i sytuację ryzykowną interwencją ratować musiał Pazdan. W 32. minucie Grzelczak otrzymał piłkę w polu karnym i strzelił z ostrego kąta, ale uderzył bardzo niecelnie. W kolejnej akcji gospodarze stworzyli zagrożenie po rzucie rożnym. Wybić piłki nie zdołał Malarz, do strzału doszedł Bonin, jednak nie trafił w bramkę. Kilka minut później nasi piłkarze znów niepewnie interweniowali i woleja z pola karnego próbował Śpiączka, jednak bardzo się pomylił.

Legioniści przez czterdzieści pięć minut nie oddali celnego strzału na bramkę Górnika. Groźnie mogło być w 36. minucie, kiedy Prijović rozegrał akcję na jeden kontakt z Langilem, ale francuski skrzydłowy przegrał pojedynek ze Szmatiukiem. W 43. minucie po krótko rozegranym rzucie rożnym walkę o piłkę w polu karnym Górnika wygrał Pazdan, jednak nie oddał celnego strzału na bramkę Prusaka.

Legia grała źle i wobec takiej dyspozycji naszej drużyny wynik 0:0 należało uznać za… korzystny. Tyle że do rozegrania pozostawała jeszcze druga połowa meczu.

Niestety, obawy o końcowy wynik miały się potwierdzić. Wprawdzie w pierwszych minutach po przerwie Legia próbowała zepchnąć gospodarzy do obrony, ale naszym piłkarzom nie starczyło energii na długo.

W 50. minucie Langil dośrodkował z powietrza, piłka trafił do Hämäläinena, który oddał celny strzał, obroniony jednak przez Prusaka. W 60. minucie Fin znów doszedł do strzału po tym jak dobrze opanował piłkę w polu karnym, ale sytuacja była znacznie trudniejsza niż dziesięć minut wcześniej i strzał nie mógł być tak niebezpieczny. Na tym skończyły się przewagi Legii.

W 66. minucie Hloušek przegrał ‘przebitkę’ z Boninem i pomocnik gospodarzy ruszył w stronę pola karnego Legii. Tam do piłki doszedł wprowadzony wcześniej na boisko Piesio i oddał strzał, który, jak się wydaje przypadkowo, ręką zablokował Pazdan. Sędzia Jakubik wskazał na rzut karny. Do piłki podszedł Bonin, jednak Malarz wyczuł intencje strzelca i obronił ‘jedenastkę’. Po tej akcji boisko opuścił Langil, w miejsce którego pojawił się Aleksandrow. W 73. minucie Hämäläinena zmienił Odjidja-Ofoe. Tuż po tej zmianie kolejną fenomenalną interwencją popisał się Malarz, broniąc strzał oddany głową przez Ubiparipa. W 80. minucie znów przytomnie interweniował Malarz, w ostatniej chwili parując piłkę zmierzającą do bramki po rzucie wolnym wykonywanym przez Leandro. Po tej sytuacji miało miejsce wydarzenie decydująco o losach meczu. Gospodarze wykonywali rzut rożny. Piłkę dośrodkował Drewniak, a Ubiparip wyprzedził Rzeźniczaka i strzałem głową skierował piłkę do bramki Legii. Trener Hasi usiłował ratować sytuację, wprowadzając na końcowe minuty Nikolicia. Nasz napastnik miał jedną okazję do wyrównania, ale w 86. minucie nie strzelił na tyle mocno i precyzyjnie, by pokonać Prusaka. Trudno jednak mówić o naporze Legii w końcówce, skoro nasi zawodnicy przez kilka minut nie byli w stanie odebrać gospodarzom piłki i to łęcznianie mieli jeszcze jedną wyborną okazję do podwyższenia wyniku.

Legia przegrała tylko 0:1 i ten wynik trzeba uznać za najniższy wymiar kary dla naszej drużyny. Legioniści grali bez pomysłu i na stojąco, nie mając sił ani energii do prowadzenia walki na odpowiednim poziomie intensywności i zaangażowania. Nie był to przyjemny widok. Czy wynik dwumeczu z Dundalk usprawiedliwi obserwowaną w Zabrzu i Lublinie słabość naszej drużyny?

Dyskusja (9)
1sobota, 13, sierpień 2016 20:27
corazstarszy
Teraz to jeszcze nic. Jeśli Legia awansuje do tej wyśnionej Ligi Czempionów, to dopiero wtedy zawodnicy poczują się zwolnieni z obowiązku pospolitowania się graniem w jakiejś tam lidze krajowej. A żeby było śmieszniej i tak jest nam dane uczestniczyć w jednym z najlepszych okresów w historii Legii.
No, Arek Malarz wyrasta już od dawna na bohatera, mimo mało zachęcających początków. Różnica jest taka, że od początku sezonu jakoś dawał radę ratować Legii skórę. Teraz nawet on nie dał rady. Cytując klasyka: 'Znikąd pomocy'.
2niedziela, 14, sierpień 2016 02:57
HighDraw
Oczy bola od patrzenia na grę Legii za Hasiego. Tak marnie wyglądającej drużyny nie pamiętam od czasów Skorży... Co oni robili podczas obozu przygotowawczego?

Po wylosowaniu Irlandczyków pisałem, że otworzyła się przed nami szansa jakiej nie mieliśmy od lat ale i nie omieszkałem się wspomnieć iź w przypadku porażki wstyd będzie proporcjonalnie wielki...Wydaje się iż pozostało nam zdać się na ślepy los gdyż formy nie ma i nic nie wskazuje aby przyszła szybko.
3niedziela, 14, sierpień 2016 08:58
Nie wiem na ile to jest wizja prezesa, Legia Hasiego etc.. Natomiast chciałbym zwrócić uwagę na jeden aspekt. Wydaje mi się,że jeśli na boisku pojawiają się problemy to jako pierwsi powinni poderwać resztę do walki "starzy".. niegdyś "szatnia".
Legia ma w swoim składzie od lat gościa ściągniętego z Łodzi.. Kapitana. Błędy z.. ośmielę się napisać - ogórkami z Łęcznej kolejny raz podkreślają jego przydatność. Przydatność już nie mierzona boiskiem a ławką rezerwowych.
Broź.. bodaj od jesieni Berga szuka formy, nie znalazł do dziś.
Kuchy King.. Już nawet Vuko go jedzie.. Vuko.

Odnoszę niekiedy wrażenie,że niektórzy już Legią są zmęczeni. Ta okropna presja, wredna prasa, nienawiść gdzie tylko nie pojadą, wymagania ciągle wzrastają.. kolejni odchodzą a oni wyłącznie witają nowych za większą kasę. Finałem jest taka postawa na boisku jak z Górnikiem. Jedni drepczą po stracie z wzrokiem na trampeczkach, drudzy mają o dziwo po 10 latach kariery problemy z dokładnym podaniem na 10 metrów a jeszcze inni gdzieś biegają, niewidoczni, licząc,że jakimś cudem dostanie 30-40 metrowe podanie od obrońcy pod laczek na 10 metrze i pozostanie mu jedynie zapytać bramkarza,w który róg?

Rozumiem wymagania wobec prezesa, dyrektorów, trenerów i Hasiego ale.. to pan piłkarz jest od grania.
4niedziela, 14, sierpień 2016 09:16
1313
Najgorsza Legia od czasów Urbana gdzie piłkarze nie mieli pojęcia co w ogóle robią na boisku. Snujący się, sfrustrowani bez pomysłu i pomocy z ławki. To miał być mecz nie tyle o wynik, ale o uspokojenie atmosfery przed Dundalkiem, a po wczorajszej kompromitacji prasa będzie mieć mega używanie co w ogóle nam nie pomoże.
5niedziela, 14, sierpień 2016 11:04
Zbyszek
O tym, że medialnie często znaczy śmiesznie.
Musimy chyba przywyknąć do tego, że dziś ludzie nie rozmawiają ze sobą, nie wymieniają poglądów, nie spierają się, nie dochodzą do porozumienia tylko wygłaszają swoje creda mediom. Dla mnie takie polemiki są na poziomie naczynia nocnego. Mowa oczywiście o dyskursie prezesa Leśnodorskiego i trenera Hasiego. Najpierw prezes wypowiedział pragmatyczne i sensowne słowa, że dla niego w Pucharze Pocieszenia z Górnikiem mogą grać juniorzy. A po meczu na napisał, że życzył sobie, aby Legia zagrała II składem i że po meczu jest wściekły. Na to do dziennikarzy trener Hasi zripostował, że on się ze swoim pracodawcą nie zgadza i że on chce wygrywać każdy mecz i jest mu wstyd, iż zawodnicy wykazali mniejszą wolę wygranej od rywali. Niezależnie od tego komu przyzna się rację to wstydliwe są wzajemne połajanki za pośrednictwem mediów. Toż obaj Panowie przynajmniej teoretycznie pracują w jednej firmie i mówiąc wprost ich zas..... obowiązkiem jest grać w jednej drużynie i do jednej bramki. Panowie! Obaj. Opamiętajcie się! Mnie jest przykro, podobnie jak tysiącom kibiców Legii, lecz jaką dziką radość sprawiacie tym, którzy naszego klubu szczerze nienawidzą. Chyba nie o takie zainteresowanie Legią chodzi.

O tym, że bez Pazdana nasza obrona nie istnieje.
Postęp jaki w grze poczynił Pazdan począwszy od EURO2016 jest imponujący. Pamiętam jak siedząc na trybunach podczas zeszłorocznego meczu z Zorią z zadowoleniem przyjąłem jego zejście po kilku minutach nieudolności z boiska. Zmiana wzmocniła naszą obronę. Generalnie piłkarz, który ma inklinacje do gry w obronie polegającej na wyprzedzaniu rywali do piłki, jak Pazdan, musi grać na granicy ryzyka, z wielką pewnością siebie i przede wszystkim musi podejmować decyzje bez zastanowienia. Dla mnie największym mistrzem w tej klasie był Włoch Nesta, a u nas Tomek Łapiński i Choto. Bowiem takie granie jest piekielnie trudne. Na ogół wysokiej klasy obrońcy atakują przeciwnika w chwili przyjmowania przez niego piłki, mniej liczni czynią to tuż po opanowaniu piłki przez napastnika. Był niejeden, nazwiska z litości pominę, który ani nie wyprzedzał, ani nie atakował w chwili przyjęcia, ani tuż po. Za to pozwalali opanować piłkę i dawali się ogrywać. Dziś niektórzy z nich są trenerami, jeszcze nie w ESIE, ale droga przed nimi otwarta Smile I oto Pazdan w reprezentacji zagrał jak najlepsi obrońcy Europy. Pewnie, zdecydowanie, bezbłędnie. Stał się podporą reprezentacji i naszej drużyny. Tylko, że w reprezentacji ma za sobą bardzo solidnego i twardego Glika, który zawsze jest w stanie naprawić jego ewentualny błąd. W Legii tej klasy zawodnika obok Pazdana jeszcze nie ma. Być może będzie nim Dąbrowski, który również zaliczył falstart w meczu z Górnikiem. O stosunku kibiców Legii do Pazdana może świadczyć fakt, że kiedy byłem z wnukiem na tzw. spotkaniu z trzema piłkarzami to zdecydowana większość przyszła na niego. Ci, w przewadze młodzi ludzie, byli dumni, że tej klasy piłkarz jakim stał się Pazdan jest zawodnikiem Warszawskiej Legii.

O tym, że trener Hasi optymalną formę piłkarzy chce budować metodą startową.
Z wypowiedzi trenera Hasiego można wysnuć wniosek, że generalnie wystawiając określony zestaw zawodników na każde spotkanie czyni to z pełną świadomością, kierując się, jak oświadcza, wysokością ich formy. Tym samym potwierdza, że ponosi odpowiedzialność za wszelkie konsekwencje wynikające z tego stanu rzeczy. Jego zdaniem czyni to po to, aby dyspozycja grających rosła. Ci, którzy wykazują oznaki zmęczenia, odnawiają siły nie grając. Niestety ubocznym skutkiem są dość częste zmiany personalne składu powodujące wydłużenie się okresu wzajemnego zrozumienia i zgrania pomiędzy zawodnikami oraz co jeszcze ważniejsze nie sprzyjają budowie sfery mentalnej. Efektem takiego podejścia jak do tej pory są, delikatnie mówiąc, mało satysfakcjonujące wyniki ligowe. Trener najwyraźniej liczy na to, że liga jest długa i uda się straty punktowe nadrobić. A nade wszystko mecze pozwolą na wyselekcjonowanie najlepszego składu personalnego na decydujące mecze o awans do LM. Jego rozumienie celu nie jest więc rozbieżne z perspektywą prezesa. Różnice występują w metodyce dojścia.

O tym, że każdy widzi, że Legia traci sporo bramek po rzutach rożnych.
Trener wczorajszych rywali na pytanie czy jego zawodnicy postarają się tę systemową słabość obrony Legii wykorzystać z lekka zbagatelizował problem. Trudno bowiem zakładać, a tym samym pod tym kątem ustawiać grę swojej drużyny, że piłkarze Legii będą stale fatalnie kryli przeciwników w swoim polu karnym. Bo by to po prostu świadczyło o tym, że grający w obronie zawodnicy Legii nie dysponują elementarnymi umiejętnościami piłkarskimi. Zakładając, że jednak w piłkę na jakim takim poziomie grać potrafią, przyczyn tego stanu należy upatrywać w czym innym. Podejrzewać należy, że w słabej koncentracji, złym ustawieniu, braku sił czy po prostu w niższej dyspozycji w danym momencie. Ale budowanie strategii gry na założeniu, że Legia będzie stale popełniała te same błędy mądre by nie było. Ale też zbrodnią byłoby niewykorzystanie kolejnego tego samego w kolejnym spotkaniu prezentu dla rywali. Znowu nasza obrona dała ciała. To już jest karalna multi recydywa. Trener z zawodnikami muszą coś z tym fantem zrobić i to szybko.

O tym, że nie wolno zapominać o czynniku rywalizacji.
Trener Hasi, jak twierdzi, stawia na zawodników będących w wyższej formie. Ale co to oznacza w praktyce? Ano to, że zawodnicy rywalizują pomiędzy sobą o to, kto ma grać w meczu, a nie o to, aby być trwale w wysokiej dyspozycji. Uważając, że jednym z motorów postępu w każdej dziedzinie jest konkurencja nie mogę nie pochwalić faktu, że wreszcie i w Legii mamy z nią rzeczywiście do czynienia. Mogę tylko żałować, że np. na prawej obronie wobec kontuzji Bereszyńskiego Broź praktycznie jest osamotniony, gdyż eksperyment z Lewczukiem na tej pozycji w meczu z Górnikiem przynajmniej na teraz niezupełnie wypalił. Oczywiście teoretycznie i w praktyce konkurencyjność ma i swoje gorsze strony, głównie w sferze stosunków interpersonalnych. Ten zawodnik który rywalizację przegra z tego faktu zadowolony nie jest. Chodzi tylko o to, aby swego rozgoryczenia nie demonstrował zbyt ostentacyjnie. Gorzej jest kiedy rywalizacja pomiędzy zawodnikami przenosi się na warunki meczowe i konkurują oni pomiędzy sobą, który z nich jest bardziej przydatny, gdyż zawsze odbywa się to kosztem gry dla zespołu. Od zawodników należy oczekiwać zgodnego współdziałania, a tym samym zaakceptowania wyborów dokonywanych przez trenera. A trener ma stosować uczciwe, równe dla wszystkich kryteria czyli być po prostu sprawiedliwym. Gdyż na tym, w gruncie rzeczy, zasadza się jego autorytet.

O tym, że po raz kolejny na boisku nie było widać kto jest Mistrzem, a kto ostatnim w tabeli.
Nasza drużyna w kolejnym meczu nie dominuje nad teoretycznie słabszym przeciwnikiem. Mało tego, demonstrując słabość od pierwszych minut meczu nasz zespół ośmiela rywali do otwartej gry jakby chciał powiedzieć: patrzcie, my wcale tacy mocni nie jesteśmy. Piłkarze z Łęcznej za łatwo dochodzili do sytuacji strzeleckich w naszym polu karnym I odbywało się to w warunkach, w których oni grali ostrożnie atakując tylko 3 - 4 zawodnikami. Zawodzili obaj nasi skrzydłowi oraz defensywni pomocnicy, którzy grali zbyt daleko od przeciwnika i nie wracali za nimi w rejon swojego pola karnego. Z kolei w ofensywie nasi gracze byli za mało ruchliwi, wolni i co najgorsze nie wykazywali agresywności w walce o piłkę. Trenera Hasiego cieszy, że poza Bereszyńskim w drużynie nie ma kontuzji. Chyba nie po gramy, aby nie mieć kontuzji Smile W tym miejscu niektórych może oburzyć, że w komentarzu po takim meczu jest mi do śmiechu. Ale co mi innego pozostało? Wink Wściekły już byłem.

O tym, że po takim meczu chce się wyć, albo się wyżyć używając wyrazów, zwłaszcza tych z łacińskim rodowodem.
Więc wybaczcie, ale na tym zakończę spuszczając kurtynę wstydu na to pobojowisko.
6niedziela, 14, sierpień 2016 16:46
dalkub
a może warto o tym że drużyna nie ma siły biegać?
a może warto o tym że agresywność tej drużyny nie istnieje?
a może warto o tym że ruch bez piłki jest mniejszy niż w meczu oldboyów
a może warto o tym że budowanie fizyki u Odijdji powinno się rozpocząć od grubego dresu, diety i ze 100 kółek ciągłego dziennie aby wypocić tłuszcz
a może warto wyciągać wnioski, że skoro Rzeźniczak gra padaczkę od ponad roku to trudno się spodziewać że nagle się obudzi
mogę takich pytań podać z 50
7niedziela, 14, sierpień 2016 18:16
Zbyszek
@Dalkub.
A może niektórzy niepotrzebnie i przedwcześnie wpadli w panikę i przesadnie tragizują? Pewnie, że nie powinniśmy byli przegrać z Łęczną meczu, w którym byliśmy zespołem gorszym, pewnie, że ogólnie gramy marnie. Ale też cel w chwili obecnej postawiony przed drużyną jest inny. Ja wieczny optymista chcę nadal wierzyć, że ktoś, czytaj trener nad tym panuje i jego działania są celowe i świadome i po pierwsze, szykuje optymalną formę metodą startową, a po wtóre selekcjonuje zawodników do decydujących meczów biorąc pod uwagę ich dyspozycję meczową. Ja już w komentarzu po meczu z Piastem napisałem, że nie rozumiem jak można mówić, że wzmacnia się drużynę w obliczu meczów o LM zawodnikami, którzy wymagają kilku tygodni na osiągnięcie przyzwoitej formy fizycznej.
Nie zapominajmy też, że nadal gramy co 3 dni i że nadal do tego rytmu grania nasi zawodnicy przyzwyczajeni nie są. I ten syndrom trudności w połączeniu gry w Europie z grą w kraju dotyka wszystkich polskich drużyn, nie tylko Legii.

Dlatego ja wstrzymuję się z wylewaniem żółci, gdyż zbyt wiele przeżyłem, abym na początku ferował wyroki co będzie na końcu. Często dobre ma złe początki jak w powiedzeniu, że "pierwsze śliwki robaczywki" i że "nie od razu Kraków zbudowano". Powiadam, chcę wierzyć,że będzie dobrze. Chociaż rzeczywiście masz rację, że rozliczne symptomy wskazują, że dobrze się nie dzieje w Królestwie Legijnym.
8niedziela, 14, sierpień 2016 20:27
dalkub
Zbyszku

Ten cel postawiony przez drużyną wyszedł tak trochę przez przypadek - wiesz o tym równie dobrze jak ja - jedyne co nas trzyma przy życiu to fakt że drużyna przeciwników jest powiedzmy sobie średnia. Inna sprawa że na Legię wystarczy tylko solidne bieganie i agresja. Mam taki problem że obawiam się że błąd został popełniony i nawet jak się go uda poprawić to dopiero na wiosnę, a jeżeli chodzi bardziej o głowę niż fizykę bo i takie są głosy to być może dotrze dopiero nowy trener.
Do tego prowadzą ciągłe zmiany i roszady na stanowiskach w klubie - kogoś pewne sprawy przerastają.
9poniedziałek, 15, sierpień 2016 08:36
Zbyszek
@Dalkub.
Oczywiście masz rację. Gdyż pojedynczo to każdą zmianę na stanowisku trenera da się uzasadnić, ale w sumie dają wrażenie braku przemyślanej polityki w tym względzie. Dodatkowo władze klubu ulegają presji każdorazowego trenera na zatrudnienie nowych, upatrzonych przez niego graczy za duże pieniądze i na bardzo korzystnych warunkach co powoduje, że trenerzy wylatują a sprowadzeni zawodnicy pozostają.
A na teraz to mamy sytuację patową. Jak zespół awansuje do LM to niejako przykryje ogrom błędów i konieczne zmiany zostaną odłożone w czasie. Pewno inaczej by się zdarzyło, gdybyśmy nie awansowali, ale trudno nie życzyć awansu drużynie i klubowi.
Niezależnie od bieżących uwag to prezes powinien wreszcie uznać, że na piłce się nie znał i się nie pozna i musi mieć kompetentnego doradcę, w osobie dyrektora sportowego. Ja to powtarzam od zawsze: sama przeszłość w postaci wieloletniej gry w piłkę nie przysparza kompetencji, a do tego obecny dyrektor jest typem preferującym klikowość i im mniej ma wiedzy tym ma większe przekonanie, że tylko on ma rację. Z takim tandemem daleko nie zajedziemy.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1