- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Pogoń - Legia 3-2: Skontrowani
Trener Jacek Magiera przekonał się, że w pracy na stanowisku trenera Legii także jemu towarzyszyć będą mecze zupełnie odmienne niż niedawne starcie z Lechią Gdańsk. W piątkowy wieczór w Szczecinie Legia przegrała z Pogonią 2:3. Dwie bramki dla gospodarzy zdobył Adam Frączczak, a trzecią dołożył Rafał Murawski. Obie bramki dla naszej drużyny zdobył Miroslav Radović.
W składzie Legii nie było niespodzianek. Kolejny raz nasza drużyna zagrała z Miro Radoviciem i Guilherme ustawionymi na skrzydłach, z zadaniem schodzenia do środka pola i pozostawiania wolnej przestrzeni podłączającym się do ataków Bartoszowi Bereszyńskiemu i Adamowi Hlouškowi. Skład Legii wyglądała następująco: Malarz - Bereszyński, Czerwiński, Rzeźniczak, Hloušek – Jodłowiec, Moulin - Guilherme, Odjidja-Ofoe, Radović – Nikolić. Trener Kazimierz Moskal odpowiedział drużyną w składzie: Kudła - Râpă, Rudol, Fojut, Nunes - Delew, Murawski, Drygas, Matras, Gyurcsó - Frączczak. Uwagę zwracała obecność Adama Frączczaka w ataku szczecińskiej drużyny. Od ławki rezerwowych mecz zaczął Łukasz Zwoliński.
W pierwszej połowie Legia starała się grać ofensywnie i akcje naszej drużyny chwilami wyglądały naprawdę efektownie. Problemem były wydarzenia po drugiej stronie boiska. Nasi obrońcy nie radzili sobie z prostym futbolem, jaki tego wieczoru preferowała Pogoń. Gospodarze inicjowali ataki długimi piłkami kierowanymi za plecy wysoko ustawionych defensorów Legii. Ten manewr zakończył się powodzeniem już w 7. minucie meczu. Podanie od Fojuta w polu karnym Legii przejął Frączczak, utrzymał się przy piłce i zaskakująco huknął z lewej nogi. Malarz nie miał nic do powiedzenia.
W kolejnych minutach Legia miała inicjatywę, ale kombinowane akcje naszych zawodników nie kończyły się dogodnymi sytuacjami strzeleckimi. Taki stan rzeczy uległ zmianie w 24. minucie meczu. Piękną akcję rozegrali Nikolić, Odjidja-Ofoe i Radović. Ten ostatni wyszedł sam na sam z Kudłą i płaskim strzałem pokonał bramkarza Pogoni. Było 1:1 i wydawało się, że Legia pójdzie za ciosem. Tak się jednak nie stało, a w końcówce pierwszej połowy nasza drużyna zaczęła pozwalać Pogoni na coś więcej niż tylko kierowanie długich piłek do Frączczaka i skrzydłowych. Krótka faza przewagi gospodarzy została udokumentowana bramką. W 39. minucie sędzia Złotek podyktował rzut karny dla Pogoni za faul Rzeźniczaka na Matrasie. Nasz obrońca uderzył pomocnika Pogoni w walce o piłkę. Pewnym egzekutorem jedenastki stał się Frączczak.
Do przerwy Pogoń prowadziła 2:1. Gospodarze doskonale wykorzystali fakt, że Legia grała bardzo ryzykownie w defensywie. Nasi obrońcy nie zawsze radzili sobie w indywidualnych starciach z szybkimi Delewem, Frączczakiem i Gyurcsó. Wydawało się, że mecz nadal jest do wygrania, ale przy tak niefrasobliwej i pechowej postawie legijnej obrony zadanie odwrócenia losów meczu nie mogło być łatwe.
Po przerwie na boisku pojawił się Kucharczyk, który zmienił Jodłowca. Bliżej Nikolicia miał podejść Radović. Ta zmiana nie wniosła nic dobrego. W drugiej połowie Legia długo nie mogła złapać rytmu gry, a sam Kucharczyk był zagubiony i nie umiał znaleźć sobie swojego miejsca na boisku. W 51. minucie mogło być 3:1 dla gospodarzy. W pole karne Legii wpadł Gyurcsó, na szczęście przegrał pojedynek z Malarzem. Legia pierwszą szansę po przerwie miała szansę w 56. minucie. Wtedy po błędzie obrońców Pogoni piłkę w polu karnym otrzymał Guilherme. Kudła obronił strzał naszego zawodnika. W 66. minucie na boisku pojawił się Kazaiszwili, a opuścił je Nikolić. Pięć minut później szybką akcję Legii efektownym strzałem piętą mógł sfinalizować Kucharczyk, ale piłka nie wpadła do bramki. Minutę później było 3:1. Delew ograł Czerwińskiego przy linii bocznej boiska i ruszył w stronę bramki Legii. Wydawało się, że wybrał zły wariant rozwiązania tej akcji, ale po interwencji legionistów piłka spadła pod nogi Murawskiego, który z bliska dopełnił formalności. Legia nie poddawała się. W 74. minucie fatalny błąd popełnił Fojut, który przepuścił piłkę w swoim polu karnym. Na taką sytuację czyhał Radović i było 3:2. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie. Legia nie umiała wypracować sobie czystej sytuacji strzeleckiej, mimo że trener Magiera rzucił do ataku wszystkie siły, wprowadzając na boisko Hämäläinena i przestawiając Legię na grę trójką obrońców.
Mimo porażki trzeba odnotować, że piątkowy wieczór w Szczecinie Legia nie była drużyną, na którą patrzyło się z żalem i przykrością, a porażka nie rodzi tuzina pytań o zagadkową niemoc całego zespołu. Legia przegrała z Pogonią z przyczyn czysto futbolowych. W tym meczu gospodarze szukali wolnej przestrzeni, znajdowali ją i umieli wykorzystać. Legia mozoliła się w tłoku, zdobywając wprawdzie dwa gole, ale i zbyt często grzęznąc w nieefektywnej małej grze i akcjach nie kończonych strzałami.


Para bocznych obrońców zagrała przyzwoicie. Czerwiński też nieźle sobie radził. Będziemy mieli z niego pociechę. Natomiast Kuba no cóż miał udział przy wszystkich straconych bramkach. Naprawdę słabo. Głównie źle ocenia sytuacje boiskowe i nieodpowiednio się ustawia. Skoro Magiera go wystawia to w jak słabej formie musi być Dąbrowski. Oj Pazdan kuruj się jak najszybciej i wracaj do kierowania naszą obroną.
Po meczu trener powiedział, że jeszcze dużo pracy by osiągnąć większy automatyzm w grze. Ma rację. Tylko obawiam się, że zmiana na stanowisku trenera nastąpiła za późno. Czy wystarczy czasu na odrobienie strat punktowych by załapać się do pucharów? Będę trzyma kciuki. Majstra raczej nie uda się obronić.
Niestety ale Magiera się nie popisał zmianami i wiele czasu jeszcze minie nim coś z Legią wypracuje, bo gadki o strefie mentalnej to za mało na dzień dzisiejszy.
Osobne słowo należy się zarządowi, który rozwalił obronę i zostawił nas z jednym defensywnym pomocnikiem, który jest bez formy.
Ja po dzisiejszym meczu przestałem się już łudzić i sukcesem dla mnie będzie awans do pierwszej ósemki, może się uda.
Spokojnie gra z meczu na mecz będzie nabierała większego automatyzmu i zrozumienia między zawodnikami. Taki wariant gry Magiera również musiał sprawdzić i chyba wyciągnie odpowiednie wnioski. Nie na hura, tylko spokojnie grając konsekwentnie swoje szybciej osiągniesz lepszy wynik nawet kiedy jest niekorzystny. Jeżeli Jodle nic nie dolegał to jego zejść wydaje się być błędem. Magiera tak jak wcześniej Urban czy Berg uczy się i dopiero nabiera doświadczenia. Kilka błędów jeszcze zrobi. I tak nieźle Legia się prezentuje od kiedy ją trenuje. Dajmy trenerowi czas i niech spokojnie wprowadza swoją wizję.
Rzeźniczak przy trzeciej bramce miał również swój udział. To on przegrał pojedynek zanim piłka przekroczyła naszą połowę. W pełni rozumie twoje rozgoryczenie jeżeli chodzi o grę Kuby.
Ja dziś widziałem powtórkę z Hasiego czyli błędy i bezradność, gdyby na ławce siedział Albańczyk sypałby się gromy za taką grę.
Ale trzeba przyznać że defensywę mamy rozmontowaną i jedną z najsłabszych jakie pamiętam. Do tego masa zawodników do gry w środku którzy się dublują.
Fenomenu Rzeźniczaka w Legii nigdy nie zrozumiem i zgadzam się z Baronem że to nie pech tylko on jest dramatycznie słabym piłkarzem ciekawe kiedy zawodnicy się zbuntują, przecież on rujnuje ich cały wysiłek.
"Sabotaż w klubie, sabotaż na trybunach a teraz sabotaż na boisku"
Starałem się zawsze jakoś bronić Kuby ale dzisiaj zamiast empatii pozostała tylko złość i gorycz. Ulało się ...
P.S, Nasza bramka stadiony świata
Kiedy czyta się doniesienia medialne,a i dyskusje, nawet na tej elitarnej stronie ,to o sporcie, o piłce, o walce na boisku wielu ma niewiele do powiedzenia.Natomiast prawie każdy uważa za swoja powinność mieć coś do dodania w medialnym sporze pomiędzy współwłaścicielami Legii.To może tak zaprzestać grać w tę głupią piłkę kopaną i ograniczyć się do zajmowania się doniesieniami z magla?.
Ja nikogo nie odwodzę od zaniechania tej aktywności. chociaż uważam to zajęcie za bezpłodne.Ja tylko uprzejmie donoszę,że utarczki pomiędzy współwłaścicielami uważam za obrzydliwe, które na dodatek z daleka cuchną.Panowie demonstrują bowiem brak jakichkolwiek skrupułów w walce o dostęp do szmalu.Elegancko można rzec,że panowie wiodą spór o to jakie kwoty pieniężne na jakie cele przeznaczyć. A mówiąc wprost chodzi o to kto ma na nich swoją łapę położyć. A ja dlatego raczej uspakajam niż dorzucam do pieca.bo nie zwykłem zajmować swojej głowy ekskrementami.Bo niestety jak kto pierdzi to to z dala śmierdzi.A tak to obiecująco wyglądało i mogło być tak pięknie.Pan Dariusz Mioduski :"Ja do przyszedłem do Legii ze względu na Bogusia. On jest moim przyjacielem i świetnym prezesem klubu". Pan Bogusław Leśnodorski :"Z moim przyjacielem Darkiem Mioduskim, który jest wybitnym biznesmenem stworzymy znowu wielką Legię".To tak jak z małżęństwem. Najpierw deklarują wielką miłość, a jak ludzie rozstać się nie potrafią.Za wszelką cenę pragną obwiniać za rozpad związku drugą stronę. Szukają dla swoich oskarżeń wszędzie wokół poparcia.Lecz regułą jest,że ten kto najgłośniej krzyczy i lamentuje ma sumienie najbrudniejsze. Komu i co chcą panowie udowodnić to tego to ja nie wiem.Sobie wystawiają jak najgorsze świadectwo. I pomyśleć,że ja naiwny dałem się nabrać.Chyba dlatego,że od tylu lat marzę o normalności w Legii.
Widać,że jeszcze trzeba dużo cierpliwości i czasu.
Co prawda mądrale powiadają,że ponoć najspokojniej jest na cmentarzu,ale jak takim zaufać
O tym,że trener Magiera musi uzyskać kontrolę nad zespołem.
Wypowiedzi trenera Magiery o zakończeniu kryzysu w zespole stanowią typowe myślenie życzeniowe. W każdym zespole sportowym dysponującym gronem dobrych zawodników , który chce wygrywać obowiązywać musi hierarchia. Głównym jej przejawem jest m.innymi to,że niejako przewodnikiem stada jest trener.Kwestią otwartą osobowości, umiejętności, autorytetu,poprzednich wyników jest w jaki sposób on to przewodnictwo osiąga.Ważne,że zawodnicy grają jak on chce, a nie,że oni graja jak chcą, albo,że on tańczy jak oni mu zagrają.W drużynie Legii takim, który w ostatnich latach kontrolował zespół i nim kierował był trener Czerczesow.I o nim żaden zawodnik się nie wypowiada, ani dobrze, ani źle.Czyni to z szacunku i z uświadomienia sobie swojego miejsca w szyku.Ja, który uważam autokrację, a zwłaszcza tyranię za metodę kierowania mało skuteczną i mało humanistyczną, kiedy czytam wypowiedzi niektórych piłkarzy o innych ich trenerach to dochodzę do wniosku,że na nich to była jedyna metoda.Oczywiście pragnąłbym, aby trener Magiera osiągnął podobny poziom panowania nad drużyną jak Czerczesow,ale innymi mniej inwazyjnymi metodami, bo na razie te pochwały pod jego adresem podobne są bardziej do inwektyw.Bo jeżeli piłkarz mówi,że taki trener Hasi wymagał punktualności , bytności wszystkich podczas spożywania posiłków,przestrzegania terminów treningów, odnowy, wykonywania dodatkowych ćwiczeń za zgodą trenera,a teraz jest odwrotnie to się zapytotywuję : kto tu rządzi?.
Jakiś czas temu napisałem felieton o nieżyjącym Hubercie Wagnerze, którego sukcesów odniesionych z reprezentacją siatkarzy przypominać nie trzeba, w którym zawarłem takie jego myśli :" Jeżeli rygorystycznie wymagam punktualności to znaczy,że widzę w tym głębszy sens.Jeśli zawodnik spóźnia się to jaką ja mam gwarancję,że wykaże precyzję i dyscyplinę w meczu podczas stresu,zmęczenia wysiłku?. Żadnej...".
O tym,że zawodnik śmiałby robić coś czego mu trener nie karze w głowie mu się nie mieściło.Podobnie wszystkim, którzy szermują hasłem głowa jako panaceum na dobre i złe granie zacytuje słowa Wagnera :" Zawsze uważałem, a praktyka to potwierdziła,że słabi psychicznie są tylko niewłaściwie przygotowani, a przygotowanie psychiczne to nie jest coś do kupienia w sklepie.Odporność psychiczną zdobywa się w codziennym ,żmudnym treningu".
Jeden z piłkarzy miał za złe Hasiemu,że on jako pierwszy zaczynał spożywać posiłki. Tu zacytuje to co napisałem :" Trener Wagner zszedł do stołówki, gdzie przed wejściem punktualnie zebrali się zawodnicy.Trener pozdrowił ich, usiadł i pierwszy wziął kęs do ust. Był to sygnał do rozpoczęcia posiłku".
A byli to światowej klasy zawodnicy, którzy mieli ambicje być jeszcze lepszymi, do których piłkarzom Legii bardzo daleko.Bo wygrywanie to jest proces, który wymaga przygotowania i kierowania przez trenera.A zawodnicy są od trenowania i grania jak dupa od srania.To m.innymi za to, a nie za robienie łaski ,płaci się im ciężkie pieniądze.
O tym,że trener Magiera rozumie na czym polega analiza.
Nie miejsce w komentarzu pomeczowym,aby historycznie i funkcjonalnie wyjaśnić na czym powinna polegać analiza gry drużyny przeciwnej. Jacek Gmoch, który w Polsce uchodzi za twórcę tej metody nazwał ją "bankiem informacji".W dużym uproszczeniu idzie o to,aby poznać maksymalnie dokładnie silne i słabe strony przeciwnika . tak, aby jednym umieć się przeciwstawić, a te drugie wykorzystać. Najpierw były to obserwacje, później nagrania, a teraz drony i skomplikowane programy komputerowe.Tylko,że wtedy i teraz wyniki tych sposobów obserwacji, oglądu i analizy oceniają ludzie.I to od nich i od trenera zależy jakie z tych analiz wyciągają wnioski.Mnie na ten przykład u trenera Berga przerażało to,że on na podstawie przedstawianych mu diagramów uważał każdego rywala za bardzo trudnego i naszą drużynę ustawiał tak, aby te jego mocne strony zneutralizować.Z kolei trener Czerczesow takie analizy lekceważył i dział ten w Legii zamarł.Więc nasza drużyna grała pod siebie, na nos trenera oraz znajomość samych zawodników o przeciwnikach.O Hasim nie wspomnę, gdyż niezależnie od rywal grał na alibi.
Objęcie funkcji trenera przez Jacka Magierę zbliża optykę analityczną do jej funkcjonalności.Niezbyt mądrym jest myśleć,że jak to się potocznie mówi "każdy może wygrać z każdym", iż wszystkie zespoły w ESie są równowartościowe czyli każdy ma porównywalną siłę gry i klasę zawodników. Dlatego też zespołu Legii nie należy uważać za taki sam jak dla przykładu / tu dowolna nazwa/. Przy czym musimy przyjąć ,że w meczach zawodnicy dają z siebie wszystko.Tyle tylko,że to wszystko różnie waży. Bo każdy kopie piłkę,ale jedni czynią to trochę lepiej, a inni trochę gorzej.I tu trener Magiera trafia wprost do mojego serca, bowiem powiada on,że analiza gry rywala jest po to,aby wykorzystać jego słabe strony.Gdyż słabszy zespół szuka silnych stron rywala,aby się przed nimi uchronić,a mocniejszy szuka słabości,aby je wykorzystać.I już tylko drobiazgiem zdaje się przekucie tej wiedzy na praktyczne, konkretne dokonania boiskowe. I to ten detal decyduje o powodzeniu lub porażce.I zadecydował.
O tym,że drużyna Legii gra również ustawieniem taktycznym
Trener Magiera podkreśla to co wszyscy wiemy,że Legia posiada kadrę złożoną z dobrych zawodników.Jednocześnie zauważył,że kilku z nich dysponuje walorem wszechstronności.Dlatego też drużyna jest w stanie zależnie od konkretnego przeciwnika grac różnym ustawieniem taktycznym.Bowiem we współczesnym futbolu ustawienie zawodników na boisku zmienia się zależnie od tego czy drużyna jest w ataku czy się broni, w jakim miejscu boiska toczy się gra itp., ale również od tego jakiej jakości i o jakiej charakterystyce ma się graczy.Mecz z Pogonią Legia zaczęła w ustawieniu 4-3-2-1 stosowanym w kilku klubach włoskich i znanym pod nazwą choinki.Posiada ono swoje słabości,ale ma i poważne walory. Do zalet tego ustawienia m.innymi należy możliwość przechodzenia do ofensywy bocznych obrońców bez dublowania się z bocznymi pomocnikami lub skrzydłowymi, elastyczność poczynań zawodników drugiej linii mogących spełniać funkcje ofensywno-defensywne oraz możliwość lepszej obsługi bramkostrzelnego napastnika.Oczywiście w trakcie meczu zachodzą różne sytuacje, które podczas odpraw i gier taktycznych trudno przewidzieć,ale zawodnicy musza wiedzieć , gdzie w takich zmiennych mają znajdować się na boisku względem swoich partnerów.Już po meczu z Lechią pisałem,że wystawienie w II linii Jodłowca,Moulina i Odjidji to jest strzał w dziesiątkę. Każdy z nich wnosi do gry trochę inne walory, ale razem może to być silna mieszanka piorunująca.
Natomiast wadą tego ustawienia jest słabość w bocznych sektorach obrony. Boczni obrońcy wychodząc do przodu często po stracie piłki przez własną drużynę nie są w stanie wrócić na czas na swoje nominalne pozycje.Wiedząc o tym jak i znając siłę naszej II linii rywale po odzyskaniu piłki grają długim podaniem ponad tą linią i wtedy robi się groźnie, gdyż środkowi obrońcy nie są w stanie równocześnie asekurować skrzydła i bronic w polu karnym.A kiedy do tego organizacja gry polega m.innymi na skracaniu pola gry poprzez wysokie wyjścia obrony to przeciwnicy nie mają innego wyjścia jak tylko grać szybkim atakiem i istniejące słabości wykorzystać.Nic więc dziwnego,że trener w II połowie zmienił ustawienie na 4-2-3-1.Niewiele to zmieniło poza tym,że graliśmy częściej w środku pola, a rzadziej gościliśmy pod ich bramką Tylko,że nadal graliśmy za wysoko w obronie i narażeni byliśmy na nękanie kontratakami. I tu kamyczek do trenerskiego ogródka. Naprawdę nasi obrońcy nie są piłkarskimi asami i bez asekuracji , a i czasami podwajania krycia popełniają błędy, które skutkują przegraniem meczu, który powinien być wygrany.
O tym,że im bardziej mecz jest wyrównany tym bardziej jest emocjonujący.
Jako kibic mojego klubu wolałbym,aby Legia panowała, dominowała i ogólnie robiła na boisku wszystko po swojemu , tak jak by rywali nie było.Ale czy mi się podoba czy nie to on jest. Mało tego gra, mało tego przeszkadza, mało tego on też chce wygrać. Łobuz jeden
O tym,że gra ofensywna sprowadza się do tego,aby strzelić o jedną bramkę więcej od rywali.
Jest to tak oczywisty banał,że aż wstyd ,że trzeba o tym przypominać.Kiedy się tego nie dokonuje to z reguły to się źle kończy.Gdyż gra w nastawieniu wyłącznie ofensywnym nosi w sobie duży pierwiastek ryzyka.I zadaniem trenera jest to ryzyko zważyć, a więc ocenić czy jest ono opłacalne i czy je należy podjąć.Ostateczny wynik meczu weryfikuje trafność taktyki trenera.Jeżeli więc drużyna przegrywa to oznacza,że ryzyko było nieopłacalne i że należało więcej uwagi poświęcić grze defensywnej.Ale jest to gdybanie na zasadzie co by było, gdyby było. Faktem jest,że klasowa drużyna uchodząca za faworyta spotkania nie może pozwolić sobie na stratę 3 bramek w meczu z zespołem obiektywnie słabszym.Mecz był emocjonujący i kibice go oglądający mieli prawo z tego względu do zadowolenia. Co z tego, kiedy radość i satysfakcja z wyniku była po stronie przeciwników.
To może tak grać brzydziej, ale skuteczniej.
Po tej kolejce bliżej nam punktowo będzie do ostatniego miejsca w tabeli niż do ostatniego miejsca w górnej części. I chyba na usiłowaniu poprawienia tego stanu rzeczy Legia spędzi resztę sezonu zasadniczego. Widać, że o progres łatwo nie będzie; nasza gra jest wszak czytelna: utarło się, że to Legia musi prowadzić grę. A czasem fajnie byłoby oddać inicjatywę, przypilnować, żeby rywal w ofensywie niczego nie zdziałał, poczekać na błędy i je wykorzystać. Ale przecież my mamy takich kreatywnych zawodników ...
Na przykładzie Michała Kucharczyka widać, że powroty są czasem trudne i nie od razu wszystko zaskoczy.
"To może tak grać brzydziej, ale skuteczniej."
Jak najbardziej, w analogicznej sytuacji w zeszłym sezonie był Czerczesow. My mamy odrabiać stratę do czołówki, a nie grać super ofensywny futbol, nie czas i miejsce na to, tym bardziej, że formacja defensywna gra największe dno od lat.
***
Tak swoją drogą na 12 rozegranych już kolejek ligowych przeciwko Legii zostało podyktowane już 6 rzutów karnych, całkiem sporo. A w zeszłym sezonie był płacz, że przeciwko Łęcznej podyktowano chyba 10, mamy szanse na rekord.
Nie usprawiedliwiam Legii ale wczorajsze sędziowanie Złotka też pozostawia wiele do życzenia.
O ile obrona, a w zasadzie jej środek, była wczoraj dramatyczna, to w ofensywie można dostrzec sporo pozytywów. Wreszcie w tej grze widać jakiś pomysł. Zawodnicy starają się wychodzić do piłki i próbują grać szybko. Ich ograniczenia techniczne powodują, że często piłkę gubią lub im odskakuje ale widać, że nasze ataki to coś więcej niż tylko wrzutka na walkę w pole karne.
Do dnia dzisiejszego zastanawia mnie wejście Michała Kucharczyka. Może Jodłowiec nie grał wielkiego meczu ale ustawienie z nim na boisku, pozwalało utrzymać Vadisa w przodzie. W drugiej połowie po wejściu Kucharczyka, Belg został cofnięty i nasza gra w ataku siadła. Kucharczyk się średnio nadaje do takiego "klepanka" jakie próbowaliśmy grać w pierwszej połowie i kiedy było wiadomo, że Pogoń będzie stała autobusem, trener wpuszcza zawodnika, który lubi dużo miejsca, a do tyłu cofa jednego z bardziej kreatywnych graczy. Nie wiem, może była w tym jakaś głębsza myśl, ale chyba nie wypaliła.
Ogólnie to szkoda, tego wczorajszego meczu. Patrząc na Twitterowego typera, optymizm wśród obserwowanych przeze mnie kibiców Legii był duży. Niektórzy przewidywali wysokie zwycięstwo. Po strzeleniu wyrównującej bramki odprężyłem się. Myślałem, że teraz to już pójdzie. Szkoda, że chociaż nie dało się wyrwać tego remisu...
Kadrowicze czyli Jodłowiec oraz Nikolić są bardzo słabi i mam nadzieję że na stałe zaczniemy grać Radoviciem na 9.
Odidija - pan profesor w grze z piłką
Obrońca jest w tej drużynie jeden na tą chwilę - Hlousek reszta to amatorzy
Jak się spojrzy na mecze Legii ze Sportingiem, Lechią i Pogonią, to prawą stroną aż tak dużo zagrożenia nie powstawało. Z naszej lewej, hlouszkowej, strony znacznie więcej niedobrego nadeszło. Oczywiście nie sposób całych akcji rywali redukować do osoby jednego bocznego obrońcy.
Jest a propos Jakuba Rzeźniczaka jeden powód do braku skrajnego pesymizmu. Jest tylko piłkarzem. A więc może co najwyżej zawalać bramki. Strach natomiast sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby w ten sposób jak w Legii wykonywał swoją pracę, będąc zatrudnionym np. przy chłodzeniu reaktora w elektrowni jądrowej czy pracując w zawodzie chirurga, albo kapitana statku powietrznego.
Wierzę bardzo w sprawiedliwość i obiektywizm Jacka Magiery. Jeśli nie będzie się upierał, to pana Jakuba przestanie wkrótce wystawiać.