- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Piast - Legia 1-5: Woda na młyn
Długa piłkarska jesień zbliża się do końca. W swoim przedostatnim meczu w tym roku Legia udała się do Gliwic i rozbiła Piasta 5:1. Po dwie bramki dla naszej drużyny zdobyli Nemanja Nikolić i Miroslav Radović. Piątego gola dorzucił Vadis Odjidja-Ofoe.
Zwycięską walkę ze Sportingiem urazami okupili Guilherme i Bartosz Bereszyński. W meczowej osiemnastce zabrakło również Aleksandara Prijovicia. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Broź, Rzeźniczak, Pazdan, Hloušek – Kopczyński, Moulin – Radović, Odjidja-Ofoe, Hämäläinen – Nikolić. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Szmatuła – Sedlar, Pietrowski, Hebert – Mokwa, Murawski, Korun, Moskwik – Badia, Jankowski, Živec.
Początek meczu zapowiadał niełatwą przeprawę. Warunki atmosferyczne były ciężkie, gospodarze grali wysoko i aktywnie, skutecznie utrudniając legionistom rozgrywanie piłki. W 7. minucie Živec efektownie ograł Brozia i został sfaulowany przez obrońcę Legii. Broź zobaczył żółtą kartkę, która mogła utrudnić dalszą rywalizację z dobrze usposobionym Słoweńcem i jednocześnie wykluczyła go z gry w kolejnym meczu. W 17. minucie po dośrodkowaniu z prawej strony boiska do strzału głową w polu karnym Legii doszedł Jankowski. Skończyło się rzutem rożnym. W 19. minucie Moulin dobrze zagrał do Nikolicia, jednak nasz napastnik niezbyt udanie przyjął sobie piłkę i w trudnej pozycji nie trafił w bramkę. Atmosfera na boisku była nerwowa. Szczególnie aktywni w wyrażaniu wzajemnych pretensji byli Moulin i Murawski. W 22. minucie legioniści nie wybili piłki na aut po urazie Pietrowskiego. Rewanżu w tej sytuacji doczekał się Odjidja-Ofoe, którego brutalnie sfaulował Korun. Z rzutu wolnego uderzył sam poszkodowany. Kąśliwy strzał Belga sprawił pewne problemy bramkarzowi Piasta, ale wciąż było 0:0. W 26. minucie legioniści popełnili błąd pod swoim polem karnym. Badia miał piłkę na nodze kilka metrów przed bramką Malarza, ale nie trafił. W 30. minucie zadrżeliśmy, bo piłkę do bramki Legii skierował Živec, ale zawodnik gospodarzy znajdował się na wyraźnym spalonym.
Mecz był wyrównany i mocno chaotyczny. Nadeszła jednak 32. minuta i Legia wreszcie pokazała klasę. Akcję rozpoczął Kopczyński, Hämäläinen szybko podał do Nikolicia, ten dostrzegł znajdującego się na środku pola karnego Radovicia i wystawił Serbowi piłkę. Radović z kilku metrów dopełnił formalności. Gospodarze walczyli, nie brakowało im ambicji, brakowało natomiast umiejętności. W 40. minucie szarżujący w polu karnym Legii Živec staranował Malarza. Na szczęście nasz bramkarz był w stanie kontynuować grę. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy doskonałą akcją popisał się Odjidja-Ofoe. Belg dojrzał Hämäläinena, Szmatuła odbił strzał Fina wprost pod nogi Nikolicia, który z bliska wbił piłkę do bramki Piasta. Było 0:2 i takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa meczu.
Wynik po czterdziestu pięciu minutach był bardzo dobry, ale taki sam był po godzinie zeszłotygodniowego meczu z Wisłą Płock. Wydawało się, że legionistów czeka jeszcze sporo pracy.
Początek drugiej połowy potwierdzał takie przewidywania. Gospodarze dobrze rozpoczęli tę część meczu, spychając legionistów do głębokiej obrony. W tym fragmencie spotkania Piast miał wiele rzutów rożnych i kilka dogodnych sytuacji strzeleckich. W 52. minucie po błędzie Pazdana Jankowski podał do Moskwika, ten mocno uderzył i Malarz musiał interweniować. W 59. minucie Murawski uderzył z narożnika pola karnego i Malarz z trudem wybił piłkę na rzut rożny. Minutę później Živec huknął z powietrza i piłka przeszła w niewielkiej odległości od bramki Legii. W 61. minucie w polu karnym Legii doszło do ogromnego zamieszania, po którym naszej drużynie dopisało szczęście, bo piłka trafiła w leżącego na ziemi Pazdana.
Legia prowadziła dwiema bramkami, ale nie była w stanie utrzymać się przy piłce i odepchnąć gospodarzy od swojego pola karnego. Nasza drużyna czekała na kontrę - i wreszcie doczekała się, tym samym rozstrzygając mecz. Nastąpiło to już po tym jak boisko opuścił Hämäläinen, w miejsce którego pojawił się Kazaiszwili. Właśnie Kazaiszwili w 73. ładnie uwolnił się z piłką przy nodze od zawodników Piasta, podał do Radovicia, który po błędzie Heberta wyszedł sam na sam ze Szmatułą i zdobył trzeciego gola dla Legii. W 78. Kazaiszwili w dobrej sytuacji strzelił z prawej nogi, ale ten strzał nie zaskoczył Szmatuły. Minutę później było 0:4. Po kolejnej kontrze aż trzech legionistów znalazło się przed bramką Piasta, Radović podał do Nikolicia i ten zdobył swoją dziesiątą bramkę w sezonie. W 81. minucie Odjidja-Ofoe wykorzystał podanie od Kopczyńskiego, wbiegł w pole karne i sam wykończył sytuację, zdobywając piątą bramkę dla Legii. Na boisku pojawili się Kucharczyk i debiutant, Konrad Michalak. W 84. minucie Rzeźniczak uratował Legię przed stratą bramki, przyjmując na ciało mocny strzał Živca z pola karnego. W drugiej minucie doliczonego czasu gry zmiennik Sapała znakomicie huknął z trzydziestu metrów i zdobył honorowego gola dla Piasta.
Legia w profesorski sposób wykorzystała swój potencjał ofensywny i fakt, że gospodarze, nie mając nic do stracenia, postanowili zagrać z naszą drużyną otwarty futbol. Pięć bramek w Gliwicach to imponujący wynik. Teraz pozostaje jeszcze wygrać z Górnikiem Łęczna i będzie można udać się na krótki, zasłużony odpoczynek.


Podobała mi się dziś Legia, mimo wszystko. A 4ta bramka - Vako, Vako, Vako .... mistrz.
Jeszcze jeden mecz i odpoczną, było widać w drugiej połowie odcięcie prądu.
Po 1:5 dzwonię do Wallesa i czekam jak będzie opowiadał o dominacji, zajebistej grze itp itd. A szlachetny jakiś markotny i mówi że wcale różowo nie było a suchy wynik to śmiech naszej ligi. Nie wierzę a On dalej. Przez pierwsze 20 minut nie mogliśmy wyjść z własnej połowy, mogli i powinni prowadzić 2:0 . Wszystkie bramki po kontach a druga połowa również mogło być różnie.
I rzeczywiście nasza jakoś poszczególnych zawodników zadecydowała że wypunktowaliamy Piasta. Ja znałem wynik ale wcale się Wallesowi nie dziwię, że lekko odetchnąć mógł po bramce nr 3.
Pozostał mecz z Łęczną chyba jednak po Ruchu najsłabiej grająca drużyna, zaliczamy trzy punkty i przygotujemy się na decydujący bój.
Pierwsze 20 minut Piast grał agresywnie ale mimo wszystko Legia spod pressingu wychodziła przyzwoicie, co prawda nie było szans bramkowych, natomiast w drugiej połowie przez pierwsze 20 minut to była Legia bezradna w wyprowadzeniu piłki.
Drugie spostrzeżenie jakie mi się rzuca w oczy to że Legia Magiery przypomina mi tę Urbana - z tym że Magier ma szczególnie w środku pola lepszych piłkarzy niż miał Janek.
Trzecie spostrzeżenie że w tym meczu nie udało się już grać, ustawiać asekurować przesuwać jak w meczu ze Sportingiem - za dużo było błędów własnych, szczególnie na bokach, ale i Pazdan miał taki pusty przelot - muszę tutaj pochwalić Rzeźniczaka, bo i grał dobrze i szczęścia miał furę.
Nikolić odchodzi i jakoś nie czuję wielkiej straty - mam wrażenie że jeżeli tylko on nas pożegna w kontekście zawodników z pierwszej jedenastki-trzynastki to będzie ok. Może się mylę, ale mam wrażenie że on sobie w lepszej lidze nie poradzi - szybkość go bardzo ogranicza, ale niech mu się wiedzie
A największy problem mam z ..............Odidja Ofoe - mój problem to taki - ile ty chłopie jeszcze u nas zostaniesz? i dlaczego tak krótko? Może to przesada, ale w Legii zawodnika o podobnych umiejętnościach piłkarskich nie było za mojej pamięci - od razu powiem ja p. Lucjana i Kazia w akcji nie widziałem - tylko na meczach w tv i to kilku więc się nie wypowiadam, ale z tych co pamiętam, od czasu Kazimierskiego Budy Dziekanowskiego itd, to moim zdaniem nie było. To nie piłkarz - to król środka boiska.
Tam Legia też miała swoje sytuacje, słupek, obrony bramkarza, rzut karny. Tylko Real grał i był do bólu skuteczny - nawet wynik taki sam
Oglądając mecz miałem identyczne przemyślenia. Inna sprawa, że Piast naprawdę dobrze zagrał nie mniej na podmęczoną Legie to nie wystarczyło.
Chińskie życzenie dla wroga brzmiące :" Obyś żył w ciekawych czasach" jest bliskie spełnienia, gdyż one dla Legii nadchodzą.Wydaje się,że okres takiego uspokojenia, takiej fazy aksamitnego rozwodu w gronie współwłaścicieli dobiega końca.Wiadomo było,że formuła współpracy pomiędzy panami Mioduskim i Leśnodorskim się wyczerpała z powodów o jakich pisałem parokrotnie, bez szczegółów.Panowie zamiast poszukać innej płaszczyzny postanowili przy pomocy mediaworkerów udowodnić drugiemu, że on nie ma racji, a przy okazji zmobilizować opinię publiczną.Rychło się okazało,że z rozgrywających stali się rozgrywanymi. Dobrze,że ta rola przestała im odpowiadać.Strony postanowiły w ciszy renegocjować umowę spółki.Zawarto ją w okresie przyjaźni pomiędzy współwłaścicielami przewidując ewentualne pokojowe rozejście się. W zamian za równe prawa głosu pan Mioduski uzyskał jednostronną możliwość wykupienia udziałów wspólników za odpowiednią część równowartości rocznych przychodów klubu. Teraz panowie Leśnodorski i Wandzel chcieliby, aby i oni mogli wykupić pana DM włączając w ten proces inwestora zewnętrznego.Plan jest chytry, gdyż pan DM jest wstanie spłacić panów BL i MW,a oni jego nie. Nie tylko z powodu umowy,ale braku gotówki.Być może pan Mioduski zgodziłby się na takie rozwiązanie,ale w zamian chciałby,aby newralgiczne decyzje zapadały taką większością głosów jakie są udziały.A tu zgody nie ma. Jak by nie patrzeć sytuacja jest patowa.Panowie końcowe rozstrzygnięcia przełożyli na okres po ostatnim meczu rundy. Mam przekonanie,że znowu do walki włączą media.Cała sytuacja staje się groźna dla przyszłości klubu,bowiem obie strony chcą być wyłącznymi jego właścicielami. A najbliższy okres to czas podejmowania kluczowych decyzji odnośnie tempa finansowania budowy ośrodka w Urszulinie,zagospodarowania terenu przy Czerniakowskiej czy tych tyczących drużyny.Z jednej strony powoli czas niektórych zawodników ,z uwagi na wiek w Legii już się kończy, z drugiej zauważalna dobra gra w LM niektórych zawodników spowodowała,że utrzymać ich w drużynie się nie da.Więc rekonstrukcja personalna musi nastąpić. Ktoś tymi procesami musi sterować. Potrzebne są szybkie rozwiązania, gdyż możliwy paraliż decyzyjny źle wróży.
O tym,że kibice Legii mają pełne prawo domagać samych wygranych swojej drużyny.
Legia obiektywnie ma wszelkie dane,aby w ESie dominować i to zdecydowanie. Prezes Leśnodorski dobrał odpowiednich ludzi do pracy w takim klubie jak Legia. Która bez dodatku Warszawa byłaby czymś takim jak Lech czy inny Bruk Bet z Niecieczy.Legia z uwagi na Stołeczność musi znosić nadmierne zainteresowanie mediami. Bo pismactwo poza Warszawę łba nie wychyla i tylko obrabia jedyny klub piłkarski Stolicy.A ,że pisać musi,aby z czegoś żyć to o klubie naszym tekstów zatrzęsienie, jeden głupszy i płytszy od drugiego.A przy tym to pisamctwo ma to do siebie,że łatwo wywyższa i jeszcze szybciej upadla.Nie każdy nadaje się,aby z czymś takim przestawać. I głównie w tym aspekcie cała kierownicza ekipa klubu funkcjonuje sprawnie. Lecz nie do końca, gdyż Legia awansowała,a Prezes niezauważony. tylko Magiera i Magiera. No to ja naprawiam ten błąd.
Nie byłoby tego sukcesa bez Prezesa.Ktoś powie,że mu łatwiej. bo ma budżet godzien zazdrości. Odpowiadam,że on nie spadł jak manna z nieba. Ktoś go wytworzył. Ktoś potroił przychody w ciągu 3 lat. Ktoś nie pozwala na marnotrawienie pieniędzy , ich wydawanie na fanaberie, zachcianki i na inne wyrzucanie w błoto.Ilość pomyłek w interesach w Legii jest minimalna.Bo każde pieniądze można wydać, albo dobrze,ale fatalnie.Również drużyny nie przywiózł Mikołaj na saniach w ostatniej minucie. Ona była sensownie budowana od 3 lat.W zasadzie Prezes doznał tu jedynej porażki ,a mianowicie nie zdołał zatrzymać Artura.A przecież wyciągnięcia Magiery z Sosnowca nie dokonały dobre wróżki, tylko on.Ja mogłem sobie pisać, że tylko Magiera i nikt inny,ale jak by Prezes nie chciał to by go nie było.
I co poczytuję za dokonanie do tej pory największe to to,że Prezes zamilkł,a wraz z nim Michał i pan Ebebenge też.Boże jak ja chłonę tę ciszę,Boże jak piłkarze z trenerem nią się upajają.W ciszy buduje się drużynę, w ciszy osiąga ona sukcesy.O wartości drużyny i klubu nie decyduje pusta gadanina, ale wyniki.
To co napisałem brzmi jak fajna bajeczka, w której wszystko jest naj... Więc k...dlaczego nie jest?.Dlaczego drużyna zamiast na czele pewna Tytułu pałęta się gdzieś pośród średniaków.? Dlaczego kibolstwo zamiast cieszyć się,że w ogóle żyje, rządzi? . Dlaczego przyjaciele stali się wrogami ?. Dlaczego piłkarze częściej nie chcą niż chcą, mimo,że za to, że łaski nie robią dostają ciężkie pieniądze?.
To zupełnie proste. Bo za dużo w tym wszystkim jest emocjonalności , a za mało profesjonalizmu. Zamiast głową służącą do myślenia myśli się innymi częściami ciała. Wrodzona skromność nie pozwala im ich nazwać, nawet po łacinie
O tym,że Piast nie padł ofiarą Europy.
W mediach nie tak dawno wymyślono powód dlaczego Piast cienko przędzie i sprowadzono go do winy Europy.Jest to jeden z przykładów nieudolnej próby schwytania ptaka w locie.Tłumaczono,że ten Piast to on za wcześnie stratuje w eliminacjach do LE. Jak by to miało jakieś znaczenie. Każdy kto liznął trochę wiedzy o fizjologii, a jak już coś przeczytał z prof, Chmury,albo Jastrzębskiego wie,że nieważne kiedy się zaczyna, ważne ile się odpoczywało po długotrwałym wysiłku przed następnym.Określa się ten czas na minimum 14 dni. A przerwa pomiędzy rozgrywkami wynosiła równe 2 miesiące.Ktoś powie,że zawiera on i czas na okres przygotowawczy. Ano , zawiera, tak jak i w innych klubach.Przejściowe problemy Piasta wzięły się z nadmiernych ambicji. Zatrudniono ambitnego szkoleniowca, zakontraktowano ambitnych zawodników, stworzono dobre warunki organizacyjne i zdołano osiągnąć sukces ponad miarę.A kiedy nie dotrzymano słowa i nie zatrzymano w klubie ofensywnego pomocnika i walecznego środkowego napastnika , pogorszono warunki, także przygotowań i tym samym pokazano trenerowi drzwi inaczej być nie mogło.
Drużynę powierzono nielojalnemu asystentowi Latala, który pracy poprzednika nie kontynuował,ale główne elementy systemu demolował,łącznie z podstawowymi zawodnikami odstawiając ich na boczny tor.Chcąc, nie chcąc powrócono do starego, nowego szkoleniowca,ale ziemia była mocno nadpalona.A zmiany w mikrocyklu dokonane przez Neczeka spowodowały szereg kontuzji kluczowych zawodników. Ale czas znowu działa na korzyść Piasta. Wczorajszy mecz przeciwko Legii nie był przejawem rzekomego kryzysu,ale widocznym symptomem wychodzenia z niego na dobre.
O tym,że kolejny mecz Legia gra bez skrzydłowych.
Trener Magiera traktuje taktykę jako element podporządkowany charakterystyce, umiejętnościom i formie zawodników, a nie odwrotnie.Od kliku meczów trójka zawodników grających w II linii nie aspiruje do spełniania roli skrzydłowych w stylu znanym z poprzednich lat. Zresztą przez wiele lat ,a i dziś też, w piłce obowiązywała doktryna,że w środku pola z powodu jego zagęszczenia nie ma czego szukać w rozwijaniu akcji zaczepnych i że szansy na zagrożenie obronie rywali należy upatrywać w ich obejściu bocznymi sektorami boiska.Stąd w ustawieniu 4-2-3-1 oprócz ofensywnego pomocnika szukano dwóch przebojowych skrzydłowych wspomaganych przez bocznych obrońców.Tu stosowano różne warianty jak : naprzemienne podłączanie się bocznych obrońców do ataku,gra skrzydłowych na "odwróconą nogę",wchodzenie skrzydłowych w pole karne czy dochodzenie do linii końcowej boiska i stamtąd dogrywanie piłki do tyłu, wyprzedzanie skrzydłowych przez obrońców itp..Wszystkie te metody miały wspólny mianownik, a mianowicie były nakierowane na porządkowanie gry w pionie. Natomiast trener Magiera wystawiając 3 środkowych pomocników podporządkowuje im grę w poziomie.I jak do tej pory jakakolwiek drużyna, która próbowała zniwelować niszczycielskie skutki gry tak grającej naszej "trójcy" nie była w stanie niczego zdziałać.Toteż trener Magiera nie stawia im szczegółowych zadań taktycznych, bo byłoby to wręcz niedorzeczne. Trener zawierza im,że są na tyle inteligentni i kreatywni,że sami potrafią wybrać najskuteczniejszy wariant rozgrywania meczu.Wymaga jedynie,aby współdziałali w tym dziele ze sobą jak partnerzy. I to ich gra jest wizytówką poziomu gry dzisiejszej Legii.
O tym,że pośpiech jest najbardziej przydatny przy łapaniu pcheł.
Nie widać na horyzoncie żadnego powodu,aby mając lepszych zawodników od przeciwnika ,starać się go ubiegać, zamiast dać mu się wybiegać, dać mu zrobić błąd,albo 5
Na przykładzie takiego Piasta widać jak im trudno pogodzić się z faktami,że piłkarze Legi są lepsi,że odnoszą większe sukcesy,że więcej zarabiają,że są rozpieszczani / do czasu/ przez media.Widocznie na poważnie potraktowali żartobliwe słowa Malarza,że to są tacy sami ludzie jak my. Ludzie pewno tak, ale jako piłkarze na pewno nie.Ale w czymś przewaga tych lepszych musi się uwidaczniać.Śmiem twierdzić,że w motoryce nie za bardzo. Więc w czym?. W konsekwencji, spokoju, arytmii gry,wytwarzaniu niespodziewanych rozwiązań, technicznej maestrii,ale przede wszystkim w staranności w grze.
Ten ostatni element był w analizach pomijany, a moim zdaniem to on wczoraj był kluczem do wysokiej wygranej. I tę staranność chyba nasi piłkarze z trenerem podpatrzyli u rywali w LM. Przy każdej naszej akcji przed bramką Piasta nasz zawodnik mający piłkę rozejrzał się,aby się zorientować gdzie są przeciwnicy, a gdzie koledzy z drużyny. Umożliwiało mu to zagranie piłki do partnera, a nie pozbywanie się jej. Bowiem większość graczy w naszej lidze przed zagraniem piłki to w nią się wpatruje i ma tylko jeden cel, trafić nogą w piłkę. A potem łapią się za głowy widząc,że spieprzyli. Radziłbym przed.
Inaczej mówiąc , ci teoretycznie lepsi dlatego są tymi lepszymi,że bardziej wiedzą po co wychodzą na boisko i lepiej wiedzą jak to czego chcą osiągnąć.
O tym,że dla widowiska piłkarskiego potrzeba dwojga.
W znanej fraszce Jan Sztaudynger pisał :" W tym największy jest ambaras ,żeby dwoje chciało na raz".
Trener Piasta znał atuty Legii i dobrał taktykę i ustawienie takie,aby je zniwelować i wykorzystać własne zalety.I nie należy mu się dziwić, bo to jego obowiązek. A z Legią nie wstyd przegrać.Nie negując prawa trenera do ryzyka ja jednak mam taką uwagę,że zbyt często szkoleniowcy w naszych klubach stawiają na nie do końca rozpracowane nowinki taktyczne.To po prostu ułatwia zadanie rywalom.Piast zagrał ustawieniem 3-2-2-3, a w zasadzie 5-2-3 opartym w defensywie o 3 środkowych obrońców wspomaganych przez dwóch wahadłowo ustawionych bocznych obrońco-pomocników. Wymaga ono od nich znakomitego przygotowania wytrzymałościowo-szybkościowego, gdyż muszą przemieszczać się w krótkim czasie pomiędzy polami karnymi. Ale bywa ,że mając być wszędzie nie ma ich nigdzie
Więc trenera Piasta nie krytykuję, gdyż także dzięki grze tej drużyny mecz oglądało się z dużą przyjemnością, również estetyczną.