- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Wisła Kraków 1-0: Zadanie wykonane
Legia odniosła pierwsze ligowe zwycięstwo na swoim boisku tej wiosny. W meczu 25. kolejki sezonu nasza drużyna wygrała w Warszawie z Wisłą Kraków 1:0. Zwycięską bramkę zdobył w 11. minucie meczu Miroslav Radović.
Trener Jacek Magiera wystawił tę samą jedenastkę, która w poprzedniej kolejce rozpoczęła mecz w Lubinie. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Jędrzejczyk, Dąbrowski, Pazdan, Hloušek – Kopczyński, Moulin – Guilherme, Odjidja-Ofoe, Hämäläinen – Radović. W kadrze meczowej zabrakło między innymi Tomáša Necida. Wisła prowadzona przez trenera Kiko Ramíreza rozpoczęła w składzie: Załuska – Cywka, Głowacki, González, Sadlok – Mączyński, Puyaltó – Boguski, Brlek, Małecki – Zachara. Uwagę zwracał brak w kadrze gości Pawła Brożka.
W pierwszej połowie mecz toczył się w niezłym tempie i nie brakowało w nim emocji. Jako pierwsza zaatakowała Wisła. Goście najpierw wykonali rzut rożny, a za chwilę, po faulu Jędrzejczyka na Mączyńskim, rzut wolny. W obu przypadkach obyło się bez strzału na bramkę Legii. Legia zaatakowała w 9. minucie. Piłka wędrowała jak po sznurku między kilkoma legionistami aż do Hämäläinena, który przełożył piłkę na prawą nogę, uderzył, ale Załuska obronił. Dwie minuty później było 1:0. Guilherme wypatrzył Radovicia, który wyszedł sam na sam z Załuską, wymanewrował bramkarza gości i umieścił piłkę w bramce. Wisła odpowiedziała dobrym strzałem Boguskiego z dystansu, po którym Malarz z trudem sparował piłkę na rzut rożny. W 18. minucie legioniści świetnie ominęli kilkoma podaniami linię środkową Wisły i Radović był o włos od tego, by znów znaleźć się sam na sam z Załuską. Bramkarz Wisły przytomnie wyszedł z bramki i uprzedził naszego piłkarza. W 21. minucie Radović znów biegł w stronę bramki Załuski i padł na boisko po delikatnym kontakcie z Gonzálezem. Sędzia Paweł Gil stwierdził, że obrońca Wisły faulował Radovicia, ale ukarał Gonzáleza tylko żółtą kartką.
Legia przeważała przez dwa kwadranse, potem do głosu doszli goście. Wiślacy dłużej utrzymywali się przy piłce, starali się rozciągać naszą drużynę długimi podaniami. Najlepszą okazję do wyrównania goście mieli w 35. minucie. Brlek znalazł się kilka metrów przed bramką Legii, ale z ostrego kąta nie zmieścił piłki w bramce. Piłka trafiła do Zachary, który uderzył, na szczęście piłka minęła bramkę Legii. W ostatniej minucie Guilherme źle zagrał piłkę w poprzek boiska, przejął ją Zachara, ruszył sam na bramkę Legii, jednak Malarz wyszedł z bramki i dobrą interwencją uprzedził napastnika gości.
Do przerwy Legia prowadziła 1:0, ale mecz był wyrównany i otwarty.
Goście mogli wyrównać już w pierwszej akcji po przerwie. Mączyński zagrał z rzutu wolnego w stronę bramki Legii, piłka wpadła do sitaki, ale sędzia nie uznał gola z powodu spalonego zawodników Wisły, którzy przeszkadzali Malarzowi w interwencji. Wkrótce miało się okazać, że w drugiej połowie mecz zgasł. Wisła usiłowała rozgrywać piłkę w ataku pozycyjnym, a legioniści czekali na okazję do przechwytu i skontrowania gości. Długimi fragmentami inicjatywa była po stronie Wisły, ale gościom nie udawało się poważnie zagrozić bramce Legii.
Po godzinie gry wśród gości na boisku pojawili się Štilić i Videmont, którzy zmienili Boguskiego i Zacharę. Štilić w pierwszym kontakcie z piłką próbował szczęścia z rzutu wolnego w dogodnej sytuacji, ale trafił w mur. Na boisku działo się niewiele aż do 75. minuty, w której mogło być 2:0. Radović doszedł do strzału głową po dośrodkowaniu Guilherme, ale trafił w słupek. Minutę później Hämäläinen otrzymał podanie od Odjidji-Ofoe, wyszedł sam na sam z Załuską, ale zabrakło mu zdecydowania i bramkarz gości ostatecznie wyłuskał piłkę. W 80. minucie po stracie legionistów goście wyprowadzili szybki atak. Małecki usiłował ‘wkręcić’ piłkę do bramki, ale spudłował. W 89. minucie Odjidja-Ofoe wbiegł w pole karne i mocno strzelił z prawej nogi, jednak Załuska wybił piłkę na rzut rożny. W ostatniej akcji meczu raz jeszcze pokonać Załuskę usiłował Odjidja-Ofoe i znów górą był bramkarz gości, który odbił strzał Belga z rzutu wolnego.
Legia zrobiła swoje, zainkasowała trzy punkty i utrzymała się w wyścigu o tytuł mistrzowski. Najważniejsze wydarzenia wiosny dopiero mają nadejść. Pierwsze z nich już w następnej kolejce, kiedy Legię czeka mecz z Lechią w Gdańsku.


PS
Rado powinien dostać ostry op. ... za ten swój numer.
Inna sprawa to nasz atak na rozgrywającego sobie piłkę przeciwnika. Ja tego nie widzę. Tydzień temu mieliśmy kontrowersyjny mecz w Poznaniu, gdzie Lech zadeptał Lechię. Tam w destrukcji brali udział nawet Pawłowski i Makuszewski czyli piłkarze, którzy nigdy nie przejawiali ochoty do pobrudzenia sobie spodenek. U nas mam wrażenie, że prawdziwa obrona zaczyna się..... w obronie. Dopiero Pazdan, Dąbrowski (kolejny dobry mecz) czy Hlousek potrafią bardziej zdecydowanie wejść w rywala. Inni niby są, niby biegają przy przeciwniku, ale nie ma w tym jakiegoś takiego zdecydowania. Brakuje mi takiej nieustannej presji i zmuszenia przeciwnika do pokazania naprawdę dobrych umiejętności, aby podaniami przedostać się pod nasze pole karne (oczywiście głównie gdy wymusza to wynik). Wisła, dopóki miała siły, jakiegoś wielkiego problemu z tym nie miała. Jednakże ich brak jakości w ofensywie, powodował że mieli może tylko ze trzy niezłe sytuacje, w tym jedną niemalże stuprocentową. I tutaj widzę jedną różnicę w stosunku do meczu z Bruk Betem. Wisła swojej setki nie wykorzystała i została z niczym. Gdyby strzelili na 1-1 to różnie mogło by być.
Na dzień dzisiejszy, z taką grą nie widzę nas w Gdańsku. Lechia wprawdzie nie zachwyciła w Chorzowie ale wiadomo, że u siebie to jest całkiem inny zespół. Pewnie będą chcieli z nami zagrać jak Lech z nimi. Czyli blisko i bardzo twardo, bo na nas to z reguły działa. Przewiduje, że Borysiuk będzie jeździł na tyłku od jednego pola karnego do drugiego. Odpowiedzi u nas na takiego "dzika" nie widzę, a padający Radović czy Guliherme robią na sędziach coraz mniejsze wrażenie. Sposobem na taką agresję byłaby szybka gra z pierwszej piłki. Raczej nie przez cały mecz, bo to jednak polska liga, ale chociażby w co drugiej, trzeciej akcji i postawienie się rywalowi fizycznie. W dzisiejszej Legii tego nie ma, dlatego zdobycie 3-ech punktów w Gdańsku jawi mi się jako jakiś cud.
Ja nie jestem aż tak sceptyczny, co do meczu w Gdańsku. Nasza gra obronna we wczorajszym meczu nie była aż tak zła. Popełniliśmy tak właściwie tylko jeden błąd w sytuacji, gdy padła bramka dla Wisły a poza tą sytuacją raczej nie dawaliśmy wiślakom okazji do rozwinięcia skrzydeł.
Z kolei słabość gry ofensywnej była w dużej mierze spowodowana słabością Vadisa, który wczoraj zdecydowanie nie miał swojego dnia i grał gorzej niż to, do czego nas przyzwyczaił. Myślę, że na obraz takiej gry też miały duży wpływ poprzednie dwa mecze na Ł3 - zespół od 11 minuty prowadził i starał się zbytnio nie ryzykować.
Jakiś czas temu pisałem, że będzie bardzo trudno odrobić stratę do Lechii ale najwyraźniej nie przewidziałem, że to jest polska liga i tutaj każdy może wygrać z każdym. A zwłaszcza ci skazywani na spadek z ligi. Lechia wtopiła w dwóch ostatnich meczach, z 7 pkt zrobił się jeden i 4 ekipy cały czas mają podobne szanse na MP.
Najbliższe 3 kolejki mogą zadecydować, kto zakończy sezon zasadniczy na pozycji lidera - my gramy z Lechią i Lechem a Jaga też ma przed sobą trudne 3 pojedynki (Pogoń, TBB i Zagłębie). Jeśli w tych 3 meczach zdobędziemy komplet, to na 99% rundę zakończymy na pozycji lidera.
Myślę, że odpowiedzią, w pewnym sensie oczywiście, na postawę Legii w tym meczu może być pomeczowa wypowiedź Magiery:
"- To był mecz o trzy punkty, było dużo walki – teraz będą same trudne mecze, tylko takich się spodziewam. Będzie mniej finezji, więcej wyrachowania. Celowo się dziś cofnęliśmy i szukaliśmy swoich szans w kontrach. "
To w tej chwili nasz max w ofensywie. Są najbardziej kompatybilni względem siebie. Dajmy im grać częściej to wyklepią nam mistrzostwo.
Odnośnie krytyki Hamy po minięciu Załuski. Na powtórkach widać, że mijać mógł praktycznie tylko do lewej. Strzał najprawdopodobniej byłby zablokowany, bo Załuska już był bardzo blisko piłki. Po minięciu Hama patrzy czy bramka pusta, a piłka ucieka mu na lewą do linii. To był już tak ostry kąt, że nie było możliwości oddania strzału. Jedynie co mógłbym mu zarzucić w tej sytuacji to brak podania do kolegi (bodajże Radovica). Ale obrona Wisły już praktycznie stała w polu karnym. Na prawdę bardzo trudna sytuacja do zdobycia gola.
Do Głowackiego raczej bym się nie czepiał. Został złapany na wykroku i praktycznie nie był w stanie zmienić środka ciężkości aby przeciąć podanie. Ze swojego ustawienia więcej nie był w stanie zrobić. Już bardziej słałbym kwiaty do Cywki.
Myślę, że Magiera powinien indywidualnie popracować z Guilherme i oduczyć go bezsensownego (oczywiście nie zawsze bezsensownego) holowania piłki i tym samym spowalniania akcji. To jest spokojnie do nadrobienia.
Bardzo się dziwię, jak już czwarty trener Legii w tym czasie, lekką ręką, pozwalając Guilherme strzelać, rezygnuje z korzyści, jakie może dać ten element gry.
Obserwacje i przemyślenia Morosa bardzo ciekawe. Oby się nie potwierdziły.
I nie możemy tego bagatelizować, bo przy naszej szarpanej grze i trudnych meczach stałe fragmenty są języczkiem uwagi. Dzisiaj to jest wyczekiwany moment odpoczynku dla przeciwnika. Przecież z rożnymi jest tak samo. Piłka najczęściej ląduje w miejscu, gdzie jest zagęszczenie obrony. Nie widzę pozornego ruchu, absorbowania obrońców przed polem karnym. Rzadko widzę nabieg na lecącą piłkę, nawet tylko po to żeby zdezorientować przeciwnika.
Vukovicowi potrzebna jest pomoc, potrzebny mentor, bo ewidentnie tematu nie ogarnia.
O historii trzeba pamiętać. Przed wszystkim dlatego,że jest ona pierwszą i najłatwiejszą , bo nic nie kosztującą nauczycielką życia.Tylko,że nią się żyć nie da i tchnąć w nią takiego ducha,aby dziś znaczyła to co onegdaj też się nie da.I takie zabiegi rażą sztucznością.Bowiem przed wczorajszym meczem było sporo medialnego szumu,ale wspominano rozlane mleko.Dla mnie osobiście te wspominki stają się coraz bardziej przykre, gdyż coraz mniej jest tych co pamiętają piłkarskie dzieje sprzed 60 lat, a coraz więcej takich takich dla których historia to 30,20 czy 10 lat wstecz.Tacy dla przykładu są nasi trenerzy Magiera i Vukovicz. Tyle o historii meczów Legii z Wisłą wiedzą ile sami doświadczyli.To i może ja coś dołożę. Zacząłem swoje chodzenie na Ł3 od sezonu 1963/64,ale Wisłę na żywo obejrzałem dopiero w maju 1964 roku.Wtedy Wisła grała słabo i pomimo remisu z Legią 2:2 spadła do II ligi,po roku awansowała i w sezonie 1965/66 zdobyła vicemistrzostwo. Wówczas grali w niej m,innymi Leśniak,Monica, Kawula, Budka,Gach,Kotlarczyk,Wójcik,Sykta,Kościelny,Skupień i Lendzion.Potem jej się różnie wiodło , na ogół gorzej,aż w 1978 roku zdobyła Tytuł Mistrzowski pod wodzą młodego Oresta Lenczyka w składzie : Gonet,Płaszewski, Maculewicz, Motyka, Szymanowski, Wróbel,Budka,Lipka,Iwan,Kapka, Kusto i Kmiecik.W owym czasie byli to w większości jej wychowankowie, których szkoleniem zajmował się chyba najbardziej znany z tej działalności Lucjan Franczak.Jednak najlepsze lata dla Wisły to władztwo w niej pana Cupiała i pierwsze lata XXI wieku. A w jej składzie były tak znane nazwiska jak :Kosowski, Żurawski, Baszczyński, Kłos,Dudka,Zieńczuk,Głowacki,bracia Brożkowie,Małecki, Sobolewski, Boguski.Było i kilku cudzoziemców,ale to Polacy decydowali o sile Wisły. Dziś już pana Cupiała w Wiśle nie ma.Była to postać nietuzinkowa. Wybaczał on trenerowi i piłkarzom wszystko poza porażkami z Legią.Jego miejsce zajęło TS co przyjąłem z pewnym zadowoleniem, gdyż powielał on w nowych warunkach ekonomicznych stary model funkcjonowania klubu.Dla takich jak on niewiele się zmieniło. Kiedyś zakłady pracy utrzymywały kluby nie za swoje i teraz właściciele prywatni czynią podobnie, z nielicznymi wyjątkami.Tylko,że kiedyś ci dyrektorzy byli raczej nie znani, a dziś właściciele grzeją się sławą zbawców piłki kopanej i jakiegoś klubiku. Dlaczego ośmielam się porównywać ?. Ano dlatego,że dla nich utrzymanie klubu to koszt zmniejszający podatek należny Państwu.Kiedy jak panu Cupiałowi interesy poszły gorzej to szybciutko zwinął swoje zabaweczki. Bo Wisłę kochał głęboko,ale nie na tyle,aby płytko sięgnąć do własnej kieszeni i z własnego majątku szacowanego na ponad 700 mln zł wydać na nią choćby 1 złotówkę.Proszę tego nie odbierać jako wyrazu niechęci wobec pana Cupiała, bo będzie mi go brakowało.Bo był to ten wróg, który pokazywał po porażkach z Legią,że go to bardzo boli.Im go bardziej bolało tym mnie bardziej radowało.W każdym razie szkoda.
O tym,że media biadoliły jak ta Legia jest osłabiona.
Też mam ten zwyczaj,że zaczynam lekturę jakiegoś artykułu od tytułu.Tak po prawdzie to powinienem i na tym zakończyć, bo cały wysiłek intelektualny autora można sprowadzić do wymyślenia rzeczonego tytułu.Tak się nad nim nawysilał,że na treść już mu konceptu nie stało.Ale jako rzekłem wiedziony ciekawością, tudzież wystraszony zapowiedziami kataklizmu, bo tytuły dramatyczne :"Legia mocno osłabiona", "Kim Legia zagra z Wisłą" czy "Legia bez najlepszych" - przeczytałem.Nie całość, bo aż takim masochistą nie jestem,ale coś tam liznąłem.A tam,że z Wisłą nie zagrają Chukwu, Rzeźniczak i Kucharczyk.Pierwszy raz się od redaktorów dowiedziałem,że mieli zagrać.Bo ja już nie bardzo pamiętam kiedy Rzeźniczak i Kucharczyk ostatni raz w Legii grali, bo o Chukwu to pierwszy raz słyszę
O tymże na boisku widać,że ludzie żyją coraz dłużej.
Jest niekwestionowanym faktem,że ludzie żyją coraz dłużej.I ta średnia długość życia rośnie i rośnie niepowstrzymanie.Na tzw. zdrowy rozum powinno to oznaczać,że stajemy się coraz starsi, a nie coraz młodsi.
I tu pochylam głowę nad nieśmiertelnymi strofami Asnykowego wiersza
o tym,że każda epoka ma swe własne cele i ludzie w niej żyjący tworzą bliskie im mity.Chodzi tylko o to, aby przy ich tworzeniu pamiętać o dokonaniach przodków. Jak by nie interpretować to poeta wyraźnie wzywa do pamiętania zamierzchłych bohaterów, a nie do ich wiecznego oglądania .
"Dzisiaj bal u weteranów,
każdy zna tych panów,
bo tam co niedziela
jest zabawy wiela ".
O tym,że gra Wisły była antytezą gry Legii.
Trener Wisły Kiko Ramirez nie ukrywa,że ustawia taktycznie swoją drużynę pod konkretnego przeciwnika.A głównym celem tego nastawienia jest neutralizacja najmocniejszych stron rywala.Z takiego podejścia do analiz znany był Goncalo Feio, który w tej roli pracował również w Legii za czasów trenera Berga.Pamiętamy te leit moitivy jaki to każdy z naszych przeciwników był super mocny i co z tego wynikało. Odszedł on z Legii, kiedy jej trenerem został Czerczesow, który miał odmienną filozofię futbolową i uważał,że prowadzona przez niego drużyna ma dominować i to niech przeciwnik ma zmartwienie jak z nami grać, a nie my jak grać z nim.
Natomiast trener Wisły postanowił maksymalnie ograniczyć poczynania ofensywne naszej drużyny. I ma swoje racje, bo Legia jak się jej pozwala rozprzestrzenić to potrafi pokazać moc..Tak więc gracze Wisły obawiając się strat piłek na własnej połowie bezpiecznie wybijali je poza środek boiska, kryli indywidualnie w strefie głównego kreatora naszej gry Odjidję, co na ogół czynił Mączyński. Sami zaś szukali swoich szans w dynamicznych atakach skrzydłami oraz po stałych fragmentach.Ale my też poprawnie odrobiliśmy zadanie domowe, bo dobrze był pilnowany ich najgroźniejszy w ofensywie Małecki najpierw przez Hamalainena, a po zmianie skrzydła przez Guilherme. Poprawa nastąpiła w bronieniu się przeciw stałym fragmentom gry poprzez zdyscyplinowane zostawianie rywali na pozycji spalonej.Nasza drużyna starała się grać utrwalonym schematem z wyprowadzającym piłki Moulinem, wyjściami do przodu naprzemiennie przez bocznych obrońców oraz kołowymi zmianami pozycji przez 4 ofensywnych piłkarzy.Przez długie fragmenty meczu obie drużyny były w stanie iście bokserskiego klinczu i żadna z nich swego planu taktycznego realizować nie była w stanie.Do naszej drużyny można mieć pretensje,że nie potrafiła uporządkować gry w środku pola i była pod bramka Wisły za mało konsekwentna i skuteczna.
Ale tak po prawdzie to obu drużynom brakowało płynności gry i celności podań.
O tym,że nie wykorzystaliśmy wadliwego ustawienia graczy Wisły w obronie.
Drużyna Wisły stosowała obronę strefową, jednocześnie aktywnie kryjąc zawodników Legii w swoim pobliżu.Takie rozstawienie zawodników Wisły w obronie powodowało,że nie stanowiła ona zwartego monolitu, lecz była rozczłonkowana i poza nimi pozostawały całe połacie boiska bez ich obecności. Grając prostopadłe piłki za plecy defensorów Wisły powinniśmy ich obronę zdemolować.Kilka razy w początkowej fazie spotkania nasi zawodnicy zastosowali takie zagrania. Nie spotykały się one z odpowiednią, przeciwstawną reakcją rywali.Tylko,że naszym mankamentem była nieskuteczność.Ale też i szybkość startowa nie była atutem naszych zawodników. Pomimo tych wad niezdobycie jeszcze przynajmniej 2 bramek więcej chluby nam nie przynosi.Cieszyć może tylko fakt poszerzenia repertuaru rozegrania piłki w strefie obrony przeciwnika.
O tym,że zawodnicy Legii i Wisły pokazali dobre przygotowanie fizyczne.
Oczywiście można narzekać,że mecz nie spełnił oczekiwań nazwijmy to estetycznych. Tak najczęściej bywa, gdy drużyny na boisku nastawione są na walkę i na przeszkadzanie przeciwnikowi w realizacji jego zamysłu taktycznego.Lecz nie można nie podkreślić,że mecz był szybki, zawodnicy dużo biegali,że częste były zmiany pozycji, że boczni obrońcy walczyli w obronie i ataku i że skracano pole gry.I ta spora intensywność gry utrzymywana był do końcowego gwizdka. W tym sensie można powiedzieć,że mecz był wyrównany.Ale w takim meczu właśnie o wyniku często decyduje jeden czynnik, którym jedna drużyna dysponuje,a druga go nie posiada. O zwycięstwie naszej drużyny zadecydował większa dojrzałość wynikająca z ogrania w meczach o stawkę w LM i LE.To były niby drobne różnice takie jak umiejętność zastawienia się,przejęcia piłki, lepszego ustawiania się w obronie,umiejętnej asekuracji, prowadzenia działań opóźniających i zabezpieczających. Pozwoliło to naszej drużynie szybko zdobyte prowadzenie utrzymać do końca i w zasadzie rywal nie zmusił nas ani przez moment do podjęcia desperackiej obrony.Krótko mówiąc graliśmy mądrzej, w sposób bardziej konsekwentny i zdyscyplinowany.Ale na to, abyśmy byli oprócz wyniku zadowoleni i z poziomu gry, musimy jeszcze trochę poczekać.
Sędzia Gil przeprowadził zawody bardzo poprawnie. Mnie nie rajcuje szukanie na siłę błędów tam gdzie ich nie ma. Nie powoduje to u mnie żadnej poprawy samopoczucia,że ja taki mądry a kto inny głupi,że ja taki oświecony,a ten sędzia ciemny, że ja taki wszystkowidzący a kto inny ślepy.
Powiem więcej ja nie jestem w stanie pojąć tego takiego wymagania akurat od sędziów piłkarskich,aby byli oni nieomylni i idealni. Takie pragnienie oznacza bowiem taki mętny stan umysłu, ani teoretyczny,ani praktyczny.Żaden taki stwór nie jest wystarczająco precyzyjny na potrzeby teorii,ani wystarczająco ludzki na potrzeby praktyki, Chyba,że zaufamy maszynom.Beze mnie.Bowiem takie zwierzę , które jest równocześnie idealne i nieomylne nie istnieje.Owszem istnieć może tylko w sferze imaginacyjnych możliwości stanowiąc tylko abstrakcyjny wzorzec porównawczy. Im mniej realny tym bardzie idealny.
"O tym,że media biadoliły jak ta Legia jest osłabiona"
Taki stary a jeszcze nabiera się na "clickbaity".
"O tymże na boisku widać,że ludzie żyją coraz dłużej"
No ba! https://pl.wikipedia.org/wiki/Kazuyoshi_Miura I nawet bramkę ostatnio strzelił.
Tym razem skupiłem się prawie wyłącznie na samym meczu i tej jego najbliższej otoczce. Jednym z takich elementów kolorytu przedmeczowego stanowią dywagacje prasowe z których ja usiłuję wydobyć odrobinę sensu. W odróżnieniu od Ciebie, który już tak zgorzkniałeś,że nie wierzysz,iż pismactwo stać na napisanie czegoś co się kupy trzyma. Ja jeszcze mam nadzieję i jej się kurczowo trzymam
A co do emerytów jest to już moje nowe hobby, ponieważ za zasługi to ja bym przyznawał medale, ordery ,a najmarniej to kwiecie, rąsia, buzi i kopa w tylną część ciała.
Nie pisałem ,a szkoda, o pożegnaniu Vrdoljaka i o zadowoleniu pana Mioduskiego z pobytu na trybunach.
Trochę tego żałuję,ale ,żeby rozwinąć temat pisałbym pewno do 22. Bo nie przepadam za meczami niedzielnymi, gdyż wracam w poniedziałek do domu z roboty przed 16-tą , jem obiad, czytam prasę i to co w necie, kąpię się i koło 17- tej biorę się za pisanie. Raz idzie z górki a raz opornie. Po meczu z Wisłą nastrój był taki sobie, więc tematów obocznych nie ruszałem.
Dlatego rozbawił mnie artykuł w GW w którym dywagowano o kolejnym etapie wojenki pomiędzy panami DM,BL i MW z udziałem skośnookich tygrysów.To też takie medialne. Nic się nie dzieje, to chociaż zrobimy wrzutkę fałszywkę. A Chińczycy byli w Warszawie na dwóch konferencjach nt. nowych możliwości transportu drogowego i organizowanej przez Serinus, której to Firmy pan Mioduski jest szefem rady nadzorczej.Pewno ich w ramach zajęć pozalekcyjnych zaprosił na mecz Legii
Natomiast pożegnanie Ivicy było mocno smutnawe, bo rozstał się z Legią w okolicznościach niemiłych. Nie chcę przywoływać tego co się wydarzyło. On mówi swoje, ja znam inną wersję. Natomiast była to inicjatywa kolegi Vrdoljaka z boiska Michała Żewłakowa, który tym gestem pokazał po której stronie konfliktu pomiędzy Ivicą a trenerem Czerczesowem był. Nie oznacza to,że nie należało Chorwata pożegnać i że ktoś z taką inicjatywą nie powinien wystąpić. Tylko brakowało na niej jakiegoś pamiątkowego pucharu, władz klubu i chociażby kilku ciepłych słów od np. Prezesa. Jak już coś organizujemy to nie na odczepnego. Ale można i tak . Bo niezależnie od różnych ale, Vrdoljak mocno wrył się w historię ostatnich kilku lat Legii.
Tematów podanych wyżej nie rozwijam, podaję tylko reporterskie refleksje, bo mi wczoraj i dziś felietonowego konceptu zabrakło. Ale obiecuję,że się poprawię.