- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Pogoń - Legia 0-2: Jazda obowiązkowa
Legia tym razem nie straciła dystansu do przeciwników, z którymi rywalizuje o tytuł mistrzowski. W drugim meczu rundy finałowej Ekstraklasy nasza drużyna wygrała w Szczecinie z Pogonią 2:0. Bramki dla Legii zdobyli Dominik Nagy i Thibault Moulin.
Trener Jacek Magiera zostawił na ławce rezerwowych Michała Kopczyńskiego, w miejsce którego w środku pola pojawił się Tomasz Jodłowiec. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Jędrzejczyk, Dąbrowski, Pazdan, Hloušek – Moulin, Jodłowiec – Guilherme, Odjidja-Ofoe, Nagy – Radović. Kazimierz Moskal odpowiedział drużyną w składzie: Słowik – Niepsuj, Râpă, Fojut, Nunes – Drygas, Matras – Listkowski, Kort, Gyurcsó – Delew. Trener Pogoni nie mógł skorzystać z Adama Frączczaka, a na ławce rezerwowych usiadł Rafał Murawski.
W pierwszej połowie mecz był otwarty. Pogoń grała ofensywnie i fragmentami gospodarze mieli przewagę, ale to Legia stworzyła sobie znacznie lepsze sytuacje. W 7. minucie w dogodnej sytuacji w polu karnym Legii znalazł się Delew. Bułgar nie zdołał dobrze opanować piłki i po chwili usiłował oddać zaskakujący strzał piętą. Sytuację uratował Pazdan. Legia powinna zdobyć bramkę w 12. minucie. Radović podał z prawego skrzydła na środek pola karnego. Odjidja-Ofoe strzelił z kilku metrów, ale nie trafił w bramkę. W 16. minucie Guilherme znalazł się sam przed Słowikiem, niestety sędzia przerwał akcję, niesłusznie odgwizdując spalonego. W 27. minucie legioniści sprytnie rozegrali rzut rożny i Odjidja-Ofoe mógł oddać strzał z pola karnego, ale nie trafił w bramkę. W 31. minucie mocny strzał z dystansu oddał Nunes i piłka w niewielkiej odległości minęła słupek bramki Legii. Dwie minuty później strzał oddał Delew i Malarz z trudem odbił piłkę, a Hloušek uprzedził przymierzającego się do ‘dobitki’ Listkowskiego. W 36. minucie błąd popełnił Pazdan, piłkę wyłuskał mu Delew i ruszył na bramkę Legii. Na szczęście Bułgar za daleko wypuścił sobie piłkę i sytuację uratował Malarz. W drugiej minucie doliczonego czasu gry legioniści rozegrali znakomitą akcję, koncertowo ‘rozklepując’ obronę Pogoni. Niestety Radović z piątego metra trafił w interweniującego na linii bramkowej Słowika.
Do przerwy było 0:0. Legia nie potrafiła zdominować gospodarzy, ale to skuteczność była tym elementem, który przed przerwą zawiódł najbardziej.
Druga połowa wyglądała zupełnie inaczej. Legia szybko przejęła inicjatywę i w 49. minucie wyszła na prowadzenie. Indywidualną szarżą popisał się Odjidja-Ofoe i oddał piłkę Nagyowi. Węgier popisał się mierzonym strzałem z lewej nogi i pokonał Słowika. W 59. kolejny rajd przeprowadził Odjidja-Ofoe, jednak tym razem zatrzymał się na Drygasie. Wydawało się, że akcja jest zakończona, ale błąd popełnił Niepsuj, który pozwolił się zaskoczyć Nagyowi i sfaulował Węgra. Sędzia Marciniak podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Radović, ale zachował się źle. Nieskuteczna próba naśladowania Roberta Lewandowskiego skończyła się tym, że Radović obejrzał żółtą kartkę, a rzut karny dla Legii zmienił się w rzut wolny dla Pogoni. W 67. minucie Fojut stracił piłkę przy wyprowadzeniu piłki. Odjidja-Ofoe podał do Radovicia, który został sfaulowany przez wracającego Fojuta. Kapitan gospodarzy został ukarany czerwoną kartką. Do rzutu wolnego podszedł Moulin. W pierwszej próbie trafił w mur, ale po odbiciu uderzył z woleja i piłka znalazła drogę do bramki gospodarzy. Było 0:2 i emocje w tym meczu się skończyły. Legia chwilami grała nonszalancko, ale bez problemów ‘dowiozła’ zwycięstwo do końcowego gwizdka. Najlepszą szansę na trzeciego gola miał w końcówce Radović, ale z ostrego kąta nie trafił w bramkę. Z udziału w kolejnym meczu wykluczył się Moulin, który, tuż przed tym jak zmienił go Kopczyński, zobaczył żółtą kartkę za celowe odkopnięcie piłki po gwizdku sędziego.
Punkty w tej kolejce straciła Jagiellonia, ale wobec zwycięstw Lecha i Lechii, zdobycie trzech punktów w Szczecinie było obowiązkiem legionistów. Zadanie zostało wykonane i nadal jesteśmy w grze. Poza zdobytymi punktami, cieszy że w meczu z Pogonią Legia wreszcie pokazała kilka pięknych, zespołowych akcji. W następnej kolejce czas najwyższy ‘odczarować’ drużynę Bruk-Betu Niecieczy.


YEAAAAAHHHH !!!!!
No to mamy ligowy rekord w liczbie kolejnych zwycięskich wyjazdów.
Niedawno były ekstraklasowe plebiscyty. Jedną ważną kategorię można by dodać: największy głupek Lotto Ekstraklasy. Wygrałby w cuglach Radović. Chyba jeszcze nie widziałem takiej historii w lidze. A to nie pierwszy raz dostał głupawki. Dobrze chociaż, że zarobił czerwoną dla Fojuta.
I mamy pewne tradycje w kategorii ‘głupek’. Gdy w 2002 do Herthy poszedł Bartosz Karwan, od razu napotkał problemy z załapaniem się do składu. W końcu trener chciał dać mu szansę jako rezerwowemu w trakcie meczu. Okazało się, że piłkarz nie zabrał stroju meczowego. Miały niemieckie bulwarówki używanie.
Kto się gorszył, że w tym sezonie karne są tylko przeciw Legii (ja się np. gorszyłem), dostał odpowiedź. Jednak Nikolić z Zagłębiem mnie bardziej zirytował. Po Radoviciu spodziewałem się czegoś głupiego. Nawet rozbieg brał dziwny .
Fajna 2. połowa, ale w grze Legii wciąż nie widzę czegoś, co by mnie uspokoiło, że nie zrobimy głupiego numeru. Za tydzień Nieciecz i już mi się bebechy przewracają, jak pomyślę, co nasi na własnym boisku będą majstrować. Będzie tak: czekamy, czekamy, bezproduktywnie pchamy się środkiem i czekamy, aż się samo strzeli. Jeśli nawet będzie jakaś fajna sytuacja, to najpierw zmarnujemy. Takie czyszczenie się a la Moulin bywa zwodnicze.
Gola Nagy strzelił takiego, jakiego tydzień temu mógł Moulin – odegranie z tego samego niemal miejsca w to samo miejsce, tylko różnica w celności. Ale i wykończenie Węgra i siła Vadisa bardzo fajne. Ale i nieporadność defensorów gospodarzy mocno nam pomogła.
W komentarzu po meczu w Warszawie Legia – Pogoń 2-0, Zbyszek napisał taki akapit ‘Pogoń jest bo jest’. Potwierdziło się. Czy grająca tak gówniany futbol drużyna może się Legii przydać np. do odebrania punktów konkurentom? Wątpliwe. W takim razie, skoro mają tylko przegrywać, ich obecność w lepszej ósemce jest pomyłką. To byłby argument przeciw obecnej formule rozgrywek. Zakwalifikują się i koniec sezonu.
Zastanawia mnie jedna kwestia. Zakładam, że wykonywanie rzutów karnych jest jednym z ekementów treningu. Zakładam, że Rado robi to najlepiej, dlatego to on wykonywał 11. Czy nikt podczas treningu nie zwrócił mu uwagi, że taki styl jest od jakiegoś czasu niedopuszczalny?
trochę to się jednak wymyka logice, bo piłkarze ostro ruszyli po przerwie i zaraz zdobyli gola, jakby mieli tylko 45 minut i w tyle podpowiedź głównego stratega
może chcieli uniknąć nerwowej końcówki jak tydzień temu, kiedy pewnie Pan Jacek też im zalecał spokój i przekonywał, że mają aż 45 minut
no i z klasą zachował się trener pokonanych, który ładnie pogratulował zwycięstwa
nie przeszło mu to przez gardło? oj tam, tyle razy już gratulował amice, że mu umknęło
Zakładam, że wykonywanie rzutów karnych jest jednym z elementów treningu.
Nie byłbym taki pewien. Legia, na to wygląda, to, owszem, sfg trenuje, ale chyba bardziej pod kątem nietracenia po nich goli. Co prawda, dalej tracimy niemal wyłącznie w takich okolicznościach, ale moglibyśmy więcej. Natomiast nie strzelamy po sfg.
Podniosłeś jednak bardzo intrygujący problem. Ciekaw jestem, czy Radović albo jakikolwiek inny zawodnik odważyłby się w ten sposób wykonać karnego u Czerczesowa. Wspominam o tym, bo wiadomo - gdy JM przychodził pracować jako trener 1. drużyny, były wątpliwości: czy nie jest za delikatny, czy ogarnie te 'indywidualności'? A jeśli jest za delikatny, to dokąd zajdziemy na sobiepaństwie zawodników?
Ja również jak Senator w euforię jednak nie popadam, zresztą jak pewnie większość kibiców. Mecz ten dał nam tylko i aż możliwość bycia w grze. Nie pokazał on, że nasza forma jakoś rośnie, bo Pogoń nawet grając w dziesiątkę była w stanie zagrozić naszej bramce. Dodatkowo graliśmy z zespołem, który grał otwartą piłkę, a już wcześniej było wiadomo że z takimi rywalami potrafimy wygrywać. Nawet jeśli mamy mniejsze posiadanie piłki i optycznie nie wyglądamy jakoś szczególnie korzystnie. Jednakże to zwycięstwo, pomimo tego że Pogoń pewnie przegra z każdym kolejnym naszym rywalem do mistrzostwa, jest o tyle ważne, że do meczu z Lechem będziemy przystępowali z pozycji umożliwiającej prześcigniecie poznaniaków, co być może wyeliminuje poznaniaków z gry. Zakładam, że z Termalicą wreszcie wygramy. Kiedy jak nie teraz. Każda passa musi się kiedyś skończyć. Ich nadzwyczajny bilans w starciach z nami, jest dla mnie tak niewytłumaczalny, że nie dopuszczam do siebie myśli, iż niecieczanie będą dalej kontynuowali tę serię.
Co do personaliów to Tomasz Jodłowiec pokazał, że jeszcze temu zespołowi może coś dać. Wprawdzie myślałem, że trochę więcej będzie wygrywał główek z Matrasem w środku pola, ale różnica między nim, a Kopczyńskim jest taka, że Jodła potrafi sensownie zagrać do przodu. Nie będzie on już graczem, który "poklepie" sobie z pierwszej piłki z Radoviciem czy Ofoe ale jak już ustabilizuje piłkę przy nodze (wczoraj miał na to czas), to można liczyć że zagra ją do przodu, a nie tylko w bok czy do tyłu jak robi to Kopczyński. Zobaczymy co pokaże za tydzień, bo plac ma już zapewniony. W końcu "coś" zagrał Radović. Fajne podanie do Ofoe, zarobienie czerwonej kartki dla Fojuta i dwie setki. Wreszcie nie był anonimy. Dalej nie jest to Radović z jesieni ale wreszcie był w grze. Karnego nie komentuję, bo wierzę że sobie to w klubie wyjaśnią i więcej takich sytuacji nie będzie. Reszta graczy na swoim poziomie.
O karnym to mi się pisać nie chce, bo to wstyd i tyle, sytuacje z pierwszej połowy a i drugiej te sam na sam zwyczajnie trzeba strzelać.
Szkoda niewykorzystanych w pierwszej połowie trzech setek (Gui nie był na spalonym) to i o zawałach nie musiałbym czytać
Jeszcze tylko jedna groźna przeszkoda za tydzień, a potem już z górki
"Oni to zrobią", pomimo wielu czarnych wizji jakie krążą nad Legią.
Chyba zbyt przedwcześnie wielu kibiców przekreśliło trenera z jego sztabem...
Noć i Vadis w ofensywnie rokują na przyszłość, reszta taka jakaś niedorobiona ostatnio.
Nie tylko ty tak pomyślałeś.
Sam nie wiem jak bym się zachował, gdyby duża sportowa gazeta zaproponowała mi przeprowadzenie wywiadu, opublikowanie go w najlepszych dniach i do tego na prawach autorskich.Nie wiem czy zdołałbym zachować zdrowy rozsądek i na finiszu rozgrywek nie odwracałbym uwagi od tego co najważniejsze czyli od rozstrzygnięć boiskowych.Zajmuję jednak pozycję boczną i nie jestem w stanie ukryć swego oburzenia.To co uczynili panowie Leśnodorski i Mioduski to nie tylko lekkomyślność, to skrajna nieodpowiedzialność.Dorosłym ludziom nie przystoi żalić się przed dziennikarzami,że mieli pod górkę, bo to żałosne. Poważnym biznesmenom nie uchodzi opowiadać bajek jak małym dzieciom, bo to śmieszne.Kierującym klubem nie wolno mieszać w głowach piłkarzom. Tym razem skrytykuję również pana Mioduskiego, który dywaguje jak to Leśnodorski niezgodnie z jakimiś regułami kierował klubem.To jego całkowicie subiektywna ocena niewiele mająca wspólnego z wiedzą naukową o metodologii zarządzania oraz praktyką kierowania.Modeli zarządzania jest kilkadziesiąt.Oczywiście nie wszystkie są równoważne w tym sensie,że dadzą się zastosować w każdych warunkach.Ale jedynym zobiektywizowanym miernikiem ich oceny jest efektywność.Ktoś może zarządzać w sposób jak najbardziej optymalny z punktu widzenia wiedzy przedmiotowej i nie realizować celów do jakich instytucja , którą kieruje została powołana.A ktoś inny nie mając takiej fachowości zarządzając intuicyjnie może takie cele osiągać.Więc można pana Leśnodorskiego obwiniać,że mógł osiągnąć więcej,że mniejszym kosztem,ale nie można mu zarzucać,że nieskutecznie kierował klubem i że klub sukcesów sportowych nie osiągał.I ponownie wzywam obu panów, aby szkodliwej wojenki nie kontynuowali, bo staje się ona obrzydliwa i nie do zniesienia.
Lecz z punktu widzenia celów takiego klubu sportowego jakim jest Legia, która akurat jest w stanie szalenie trudnej walki o tytuł Mistrza szczególniej szkodliwości nabierają rozważania kto z klubu odejdzie. Do tego głosu pewno nie końca zdając sobie sprawę z konsekwencji przyłączył się nowy prezes.Bo zawsze trzeba wiedzieć do kogo te wypowiedzi są kierowane. Jeżeli do kibiców to można im było tego oszczędzić, gdyż ta wiedza nie jest im do niczego potrzebna, doskonale bez niej żyli i dalej by się bez niej obywali.Natomiast jeżeli do piłkarzy to oni to mogą zrozumieć tylko w jeden sposób : jak zdobędziemy Tytuł to część z nas pożegna się z graniem w Legii.Być może nowemu prezesowi wydaje się ,że wszyscy mają takie same poglądy wynikające z rozumienia wspólnego interesu jakim jest rozwój i sukcesy klubu.Tylko,że piłkarze są pracownikami zarabiającymi w klubie niemałe pieniądze.I jeżeli ten niby postęp ma odbywać się ich kosztem to oni mają go gdzieś. I ta konstatacja ma wymiar obiektywny, gdyż w Polsce zniknął zdrowy rynek piłkarski. Legia za bardzo wysforowała się do góry z kwotami transferowymi np. za Masłowskiego 700 tys. Euro, za Borysiuka 1,3 mln Euro czy piłkarskimi wynagrodzeniami np. Jędrzejczyk 800 tys. Euro rocznie czy Pazdan 650 tys. Euro.Więc z Legii tak po prawdzie to można chcieć odejść wyłącznie za granicę, gdyż przejście do innego polskiego klubu to degradacja , głównie finansowa.Dlatego lepiej dla dobra sprawy tak drażliwych tematów publicznie nie rozstrząsać.
Piłkarze przynajmniej pozornie udają,że to tego ględzenia już przywykli ,ale nie wiemy czy i jak działa ono na to co nazywane jest podświadomością ze wszystkim tego negatywnymi konsekwencjami.
O tym,że niezmiennie pomiędzy meczami trener Magiera poprawia moje samopoczucie.
Wczoraj na Facebooka wrzucił taki tekst :"Z optymizmem i radością przyszliśmy do pracy.Uprawiamy piękną dyscyplinę sportu, gramy w najlepszym polskim klubie". Pytam , jak go nie lubić,jak te słowa słodko brzmią.Nie wiadomo co prawda czy to jeszcze gag czy już suspens czyli czy kpi czy chce ,żebyśmy ze śmiechu pomarli,ale jak film odrywa nas od ponurej rzeczywistości tego świata, przenosi w świat iluzji i fikcji, w którym wszystko jest możliwe , zwłaszcza to co dobre i oczekiwane.I wszystko co napisałem jest prawdą, lecz i prawdą jest to co powiedział Magiera.Może te słowa są odbiciem czystego, dziecinnego marzenia,ale nie ma w nich fałszu.Każdy kto zaczynał kiedyś tam swą przygodę z piłką kopaną cieszył się,że przyszedł czas na trening,że może na nim pograć w ulubioną grę z dobrymi kolegami wierząc,że kiedyś jak dorośnie zagra w dobrym klubie, najchętniej w Legii.Więc obiektywnie spełnienie marzeń powinno powodować same pozytywne odczucia i doznania.I ma też racje,że te wszystkie brudy otoczenia pozostają wobec tej prawdy gdzieś w bardzo dalekim, niewidocznym tle.Tak dalekim ,że tylko kanalie je wywlekają na światło dzienne.Bo czym są te spory, swary, kłótnie, przepychanki wobec tej radości jaką powinna nieść gra w piłkę w najlepszym polskim klubie.
O tym,że trener nie musi być lepszym zawodnikiem,ale musi więcej widzieć i wiedzieć.
Właściwie to nie bardzo lubię odnosić się do przeszłości, osobliwie w wydaniu krytycznym i negatywnym.Bowiem takie wsteczne myślenie uważam za bezpłodne i trochę nonsensowne.Żadna gadanina o tym co się złego wydarzyło niczego nowego i pozytywnego nie przyniesie,a tego co się stało nie zmieni.Chyba,że zostaję do takich rozważań przymuszony.Gdyż czym zgoła odmiennym jest próbowanie odmieniania przeszłości,a czym innym jest pamiętanie o niej. Powoli jak byśmy zapominali,że jeszcze jesienią Legia dysponowała dwoma bramkostrzelnymi napastnikami.Ale stało się jak się stało.Był czas na podjęcie stosownych działań,aby ich brak nie był aż tak dotkliwy i aż tak odczuwalny.Wydawało się,że trener zmieni ustawienie taktyczne, gdyż gra na środkowego napastnika w sytuacji kiedy go faktycznie nie ma jest jak by bezpłciowa.Rozwijając konsekwentnie ten temat należało dokładnie rozeznać potencjał i sposób gry tego materiału ludzkiego, którym się dysponuje pod kątem prowadzenia skutecznej gry pod bramką rywali.i tu kiedy Necid okazał się niewybuchem,można było poważnie patrzeć na 4 zawodników : Hamalainena, Kucharczyka, Radovicza i Guilherme. Myślowa praca koncepcyjna wyklucza Fina, który jest mało aktywny,nie potrafi utrzymać się przy piłce, wolno biega i w grze z dużą wymianą podań nie czuje się komfortowo. Kucharczyk jest do przyjęcia tylko w określonej konfiguracji, gdyż jest szybki,ma nieźle ułożoną nogę,ale nie umie grać głową i co najgorsze potrzebuje dużo przestrzeni do pokazania swoich walorów. Pozostali Radovicz i Guilherme.W miarę bezstronna ich ocena pozwala dostrzec,że ich bardzo dobra technika, zwrotność, skłonność od dryblingu okazują się stosunkowo mało przydatne dla naszej drużyny poza polem karnym. Natomiast sytuacja ulega diametralnej odmianie kiedy te same ich walory mogliby oni zastosować w polu karnym rywali.W tym miejscu boiska każdy błąd obrońców może być dla nich katastrofalny.Dalej drążąc temat można zapytać, czy tylko jeden np. Radovicz czy obaj ?.W moim przekonaniu Radovicz grający w parze z Guilherme to byłaby nowa jakość nie do zatrzymania przez przeciwników Legii.Kontynuując znowu można zapytać, czyim kosztem ?.Nasz zespół dysponujący mocnymi 4 obrońcami nie musi grać na 2 defensywnych pomocników, wystarczy jeden i wówczas ustawienie byłoby jak malowane 4-1-3-2.Przyznaję,że nie jest to szczególnie odkrywcze, gdyż dostosowanie ustawienia do możliwości zawodników i potrzeb drużyny było w ostatnich latach udziałem Berga i Czerczesowa.Jest to wbrew dominującej tendencji i modzie,ale ustawienie 4-2-3-1 to nie są żadne Kamienne Tablice.Kilka sytuacji z wczorajszego meczu potwierdziło moje spostrzeżenia. Te drewienka grające na obronach naszych rywali słabiutko sobie radzą z powstrzymywaniem dobrych technicznie, grających wyrafinowany futbol zawodnikami.Ale musi to być stała, a nie tylko sporadycznie wywierana presja no i muszą oni grać w takim zestawieniu częściej,aby nabrać wprawy w wykańczaniu wrogów.
O tym,że pójście za ciosem nie musi oznaczać bijatyki.
Jak w wielu walkach bokserskich I runda tak i wczoraj I połowa miała charakter rozpoznania bojem.Dobry bokser i lepszy zespół piłkarski potrafią wyciągnąć z tego właściwe wnioski i je zastosować do zaszkodzenia przeciwnikowi.Pogoń w I połowie wykazała ogromne luki w obronie,złe ustawianie się,nie trzymanie odległości w strefie,słabą zwrotność, spóźniona asekurację i to należało wykorzystać.Główne role z tym zbożnym dziele odegrali Odjidja oraz Nagy.Po zdobyciu prowadzenia nasza drużyna nie rzuciła się do ataku, aby dobić rywala, gdyż taki napór działa na dwie strony i jest ryzykowny.A przy prowadzeniu na wrogim boisku nie ma powodów,aby za wszelką cenę wygrać nie 1:0,ale np.5:0. Dojrzały piłkarsko zespół w takim momencie cierpliwie czeka na błędy przeciwnika i stara się je wykorzystać. W tym kontekście rozbawiające były komentarze Murawskiego, który z przekonaniem perorował,że Pogoń ma przygniatającą przewagę i tłamsi Legię atakiem pozycyjnym. Podejrzewam,że w takim archaicznym rozumowaniu istoty gry nie jest on odosobniony. A wystarczy odrobina zastanowienia się; z czego taki sposób gry wynika.Czy jeden zespół oddaje pole z własnej woli czy też jest do tego zmuszony?. Czy jedna drużyna broni się spokojnie zachowując ustawienie i kontrolując przestrzeń czy też czyni to chaotycznie w sposób ratunkowy ?. Bowiem gra defensywna i ofensywna mają taka samą wartość taktyczną o ile pozwalają osiągnąć zakładane cele.I Legia grała w sposób w jaki chciała grać z pełną premedytacją starając się w kontratakach wykorzystać rozluźnienie szyków obronnych, a zwłaszcza zwiększenie odległości pomiędzy formacjami w drużynie Pogoni.Widać też było,że niestety taka gra naszej drużynie bardziej odpowiada niż prowadzenie działań ofensywnych na wycofanego i skomasowanego przeciwnika.I to co na wyjeździe jest zaletą na naszym stadionie staje się wadą ograniczającą skuteczna grę.
O tym,że gra młodego Nagya staje się wartością dodaną.
Jego gra staje się przyczynkiem do stałej dyskusji o tym czy w Legii w szerszym niż dotychczas zakresie powinni być wykorzystywani zawodnicy młodzi wiekiem.Tych,którzy obstawiają emerytów nic nie przekona i ja nawet nie zamierzam podważać ich dobrego samopoczucia.Tacy będą zawsze pozostawać w nieokiełznanym żalu,że z drużyny mogą odejść doświadczeni zawodnicy tzw. podpory walącego się muru.Ich pewno nie przekonają nawet słowa Czerczesowa,że jest życie po stracie np. Pazdana czy Odjidji. Bo oni piłkarsko nie będą wieczni, bo to drużyna ma trwać, nie tracić na wartości ,a nawet zyskiwać.Aby tak się działo to musi dokonywać się planowa, przemyślana i perspektywiczna wymiana pokoleniowa.Tak, aby procesy wymiany kadr odbywały się w jak najmniej bolesny pod każdym względem, także finansowym, sposób.W tym kontekście rozbawił mnie b. prezes, który w niedawnym wywiadzie dla PS ocenił jak pod tym względem błądzi Ajax stawiając na młodzież.I że Legia takich baboli nie popełni, bo nie chce przegrywać.Życie zwyczajowo to bajdurzenie zweryfikowało, bo młodością silny Ajax jest prawie w finale LE,a w półfinale podobnie silny młodymi był OM i hiszpańska Celta Vigo.Bowiem większość klubów z poważnych lig, poza Anglia i nielicznymi innymi, przestaje ścigać się na wysokość transferów uznanych piłkarzy.Akademie wytwarzają co rocznie setki już wyselekcjonowanych i dobrze przygotowanych do gry na wysokim poziomie zawodników i to na nich takie kluby opierają swoje bytowanie, stabilizację i strategię rozwoju.Im szybciej te proste zasady zostaną w Legii przyswojone i zaakceptowane tym lepiej. Mitomania nie zastąpi zrozumienia swego realnego miejsca w łańcuchu pokarmowym.
O tym,że nerwowość i cwaniactwo to źli doradcy.
Wczorajszy mecz toczył się w sportowej atmosferze, przy naszej przewadze oraz prawie pełnej kontroli nad wydarzeniami więc nie jestem w stanie zrozumieć tych zachowań naszych zawodników, które spowodowały ukaranie ich żółtymi kartkami. Chyba,że podświadomość zrobiła swoje. Jak go zwał tak go zwał,ale w perspektywie naprawdę ciężkich meczów doprowadzenie do osłabienia kadrowego drużyny jest po prostu szkodliwe.
Zbyszku, z powyższym kompletnie się nie zgadzam. A konkretniej, nie zgadzam się, aby z tego robić zarzut wobec obecnego trenera. Magiera od pierwszego lutowego meczu, niemal non stop, kombinuje, jak tych dwóch gości zastąpić. Przynajmniej ja tak to widzę obserwując mecze Legii. No sorry, ale są czasami takie sytuacje, że z gówna bicza nie ukręci i w dokładnie takiej sytuacji jest obecnie nasz trener. Nie zgadzam się z bagatelizowaniem tego, a wręcz przeciwnie, uważam to za kwestię wręcz kluczową dla obecnego obrazu gry naszej drużyny. My wygraliśmy wczorajszy mecz, bo Kopczyńskiego zastąpił Jodłowiec, który posiada zdecydowanie większą wartość ofensywną, stąd mieliśmy więcej sytuacji bramkowych. No i odezwała się statystyka, wobec tego ustrzeliliśmy aż dwie. Ale też rozumiem Magierę, który widzi jak wiele miejsca w meczach zostawiają przeciwnikom nasi obrońcy, stąd też często woli wpuścić Kopę, który te dziury trochę połata. We wczorajszym meczu też było wiele sytuacji, gdzie pomiędzy naszą linią pomocy a defensywą ziała wielka dziura, w której bez przeszkód operowali piłką piłkarze Pogoni, bo Pazdan z Dąbrowskim zamiast przesuwać się za akcją, to pilnowali linii pola karnego.
"O tym,że gra młodego Nagya staje się wartością dodaną."
Może i tak ale nie zapominajmy, że po jego stronie Delew miał wręcz autostradę do naszej bramki. Fajnie, że strzela ale jeszcze niech nauczy się bronić.
Popieram twoje spostrzeżenie odnośnie osłabienia przedniej formacji. To nie była normalna sytuacja i nie powinna mieć miejsc, kiedy sprzedaje się całą linię ataku. Dla Magiery był to poważny problem, z którym musiał się zmierzyć.
Natomiast nie mogę zgodzić się z tobą odnośnie pozostawionej autostrady w bocznym sektorze, w którym operował Nagya. Całego bocznego sektora nie jest wstanie pokryć żaden piłkarz. I tu wkracza taktyka, czyli wymienność pozycji i asekuracja. Jeżeli młody Węgier operował z przodu to boczny obrońca broni jego strefy obronnej. Jeżeli obaj biorą udział w akcji ofensywnej to w ich miejsce powinien wejść defensywny pomocnik. Również w boczny sektor może zejść jeden ze stoperów a jego miejsce zajmuje drugi boczny obrońca itd.
Dodatkowo Nagya zanotował kilka udanych odbiorów, kiedy Pogoń starała się wyjść z atakiem szybkim. Nawet ten fakt zauważyli komentatorzy i pochwalili Węgra za nieustępliwość w walce o piłkę w środkowej strefie. Tu bardzie zawodziła komunikacja w zespole niż on sam.
Panowie, przecież on grał jako napastnik. Na skrzydle grał Gyurcsó i ten akurat nic sobie nie pograł. Fakt, że Delew (przed przerwą) nieźle znajdował dobie przestrzeń do gry, ale to działo się w różnych strefach, nie tylko na skrzydle Nagya.
Owszem, wymieniali w pierwszej połowie wiele podań, z których poza strzałami z dużego dystansu niewiele wynikało.
To raczej emocje potęgowane strachem zakłamywały niektórym rzeczywistość.
To wynika, moim zdaniem, ze stylu jaki preferuje Magiera. Z czymś takim mamy do czynienia niemal od początku kadencji obecnego trenera. Przyczyna, według mnie, leży w braku pressingu wykonywanego przez naszą linię ofensywną, przez co obrońcy przeciwnika mogą zazwyczaj bez problemu posłać precyzyjną piłkę w naszą strefę obronną. Ten brak pressingu często również powoduje, że cała nasza 11-tka zostaje zepchnięta na naszą połowę a przeciwnik nas zamyka w hokejowym zamku. To jest zdecydowanie do poprawy, bo taka gra kosztuje nas chyba więcej sił niż pressing a'la Czerczesow. A już nie mówię, że odzyskanie piłki w strefie środkowej jest bardziej cenne niż pod naszym polem karnym.